Ks. Abp Kazimierz Majdański
Ocalić człowieka, rodzinę i Naród*
Pobojowisko
Czy II wojna światowa się zakończyła? Czy zakończyła się zwycięstwem? – Czyim?
Pytania te prowadzą do zagadnienia najbardziej podstawowego: Co się stało po wojnie, u nas i w świecie, z tym ładem społecznym, który opiera się na fundamencie wiary w Boga?
„Laus hominis – Deus! – Chwałą człowieka jest Bóg!” – uczył wielki myśliciel, biskup Lyonu, na początku starożytności chrześcijańskiej.
Po wiekach, na progu naszej ojczystej historii, pielgrzymował do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie cesarz Otton III. Wyznał pokornie swoją wiarę, uczcił relikwie Męczennika-Przyjaciela i wielce się przysłużył do wzmocnienia Kościoła Chrystusowego w Polsce. Ostatnio zaś, po latach tysiącu, przybył do Gniezna prezydent na nowo potężnej Republiki Federalnej Niemiec, jakby następca Ottona, i wyznał osobisty i społeczny (i to w skali międzynarodowej) agnostycyzm religijny.
Ogromne zmiany! Zmiany najzupełniej podstawowe, chodzi bowiem o relacje: człowiek i Bóg. Chodzi o to, że wypraszany jest Pan Bóg z życia osobistego i społecznego. U nas dokonuje się to także. Wolniej niż w krajach Zachodu i Wschodu, ale bardzo konsekwentnie. Tak wygląda powojenne pobojowisko Europy i nasze.
Upłynęło od wojny już wiele czasu, kresu jednak poniesionych przez nas klęsk nie widać, natomiast perspektywy na przyszłość napełniają głębokim niepokojem. Uczynione zło domaga się zadośćuczynienia. Taki jest ład ustalony przez Boga. A jaka jest przeżywana przez nas rzeczywistość?
Na arenie światowej zabrzmiały po wojnie głośne akty prawne, z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka i ze słynnym procesem norymberskim. Co przyniosła Deklaracja, powołując się na człowieka i demokrację jako najwyższy autorytet? Zapomniano, że ponad demokrację wznosi się ład wskazany przez system odwieczny i nieomylny: Dekalog. „System” wypisany na Tablicach Mojżesza i w sercu każdego człowieka, który nie zatracił swego człowieczeństwa. Proces norymberski oskarżał w imię sprawiedliwości – jakiej? I dlaczego oskarżał tylko jednego złoczyńcę, a drugiego, nie mniej krwawego, powołał na oskarżyciela? Kto to pomyślał i dlaczego?
* Artykuł opublikowany w „Naszym Dzienniku”, 8-9 IX 2001, s. 18-19 (obszerne fragmenty), cyt. za: Ojczyzna jest Matką, Łomianki, 2005, s. 633-639.
II wojna światowa ukazała szczyty odrażającej pogardy człowieka wobec człowieka i niesłychanych zniszczeń dokonanych przez cywilizację śmierci – po raz pierwszy w takiej skali w dziejach ludzkości. A potem w naszym, najbardziej doświadczonym i skrzywdzonym, także przez naszych aliantów, kraju zapanował powojenny nieład. Kiedy się zakończy? Powiedziano, że już się zakończył, bo narysowano „grubą kreskę” i zaczęto wołać bardzo głośno: „Demokracja”.
Pozory, w których tkwimy. Zatruty klimat, którym oddychamy.
I taki oto przykład „zadośćuczynienia”:
W ostatnim czasie toczyły się długotrwałe przetargi o tak zwane „odszkodowania” za przymusową i niewolniczą pracę Polaków w czasie II wojny światowej w kraju prezydenta – gościa w Gnieźnie. Doszło w końcu do trudnego porozumienia.
Byłem osobiście niewolnikiem pracy w obozach koncentracyjnych i wiem, że nikt nie zdoła pojąć, co to była za niewola, kto jej nie przeżywał. Chodzi więc raczej o jałmużnę niż o odszkodowanie. Okazało się przy tym, że jałmużna daje tym, którzy jej udzielają, okazję do wymuszania nowego wyzysku.
Kto tym kieruje? Co się stało z Ładem Bożym?
O tym, że pobojowiskiem II wojny światowej jest, szczególnie dewastowany, nasz Kraj, coś niektórzy historycy mówią – chyba zbyt mało. Zadane nam klęski wciąż nie są leczone. Wśród nich kłamstwo i ludobójstwo. Te dwa zjawiska zawsze zresztą idą w parze – mówił o tym Chrystus Pan charakteryzując inspiratora wszelkiego zła w słowach: Kłamca i zabójca od początku (J 8, 44).
Pytamy więc, czy jest dziś mniej kłamstwa niż za czasów propagandy Goebbelsa i propagandy sowieckiej? Wtedy ratowało podziemie. Dziś nie musi być podziemia. Ale dziś – podobnie jak wtedy – prześladowana jest prawda. Wystarczy, że ktoś ją z wielką wiarą głosi, by mówiono: „To człowiek zacofany!”
Krótko przed męczeńską śmiercią ks. Jerzego Popiełuszki wmawiano: „Organizuje seanse nienawiści”. A przecież głosił: Zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12, 21). I zginął straszną śmiercią pod Włocławkiem.
Co na to Włocławek? Pytam, bo jest mi to miasto szczególnie bliskie, nie tylko poprzez czas studiów seminaryjnych i poprzez postać Prymasa Tysiąclecia, ale przede wszystkim poprzez rzeszę świętych Męczenników, popędzonych najliczniej z tego Miasta i z tej Diecezji do więzień i do straszliwych obozów. Czy już tej Prawdzie odebrano zupełnie głos? Czy ją doszczętnie zniszczono? – Nie daj Boże! Nie przyjmujemy tego do wiadomości.
Ale pytam inne drogie mi miasto, Kalisz, gdzie znajduje się sanktuarium św. Józefa, który nas ocalił z obozu tuż przed jego zagładą: Co się w tym najstarszym polskim mieście dziś dzieje? – Wystarczy, że zbezczeszczono tam Papieża. Najzupełniej bezkarnie.
I pytam o Ziemię Zachodniopomorską, którą tak bardzo umiłowałem. Pytam z całym współczuciem dla mieszkańców zniszczonych PGR-ów i z całym szacunkiem dla tej wysokiej klasy dorobku naukowego, jakim promieniuje Szczecin, i dla tego wielkiego strajku 21 lat temu, gdy była wielka modlitwa w stoczniach i zakładach pracy, i modlitewne oblężenie bazyliki katedralnej, gdy „Solidarność” odniosła wielkie zwycięstwo. – Jak jest teraz?
Tak chodzimy po całej Polsce i pytamy: Ile jest dziś wśród nas zakłamania? Zwłaszcza wśród zwolenników cywilizacji śmierci. U nas, w kraju tak straszliwie spustoszonym przez tę cywilizację w czasie wojny i po wojnie. Ileż wydano zbrodniczych wyroków już po „zwycięskiej” wojnie i ile niewinnych polskich dzieci zostało zgładzonych, zanim ujrzały oblicze swojej matki, która – z woli Boga – miała, wraz z ojcem, nauczyć je miłości Boga i ludzi. Matka-ojczyzna też nie przyjęła tych dzieci. Obeszła się z nimi okrutnie, w okrutnym prawodawstwie. A teraz Ojczyzna – bardzo trudno to wypowiedzieć – wymiera. Obliczają już dokładnie, ilu to Polaków i Polek rodzi się dziś mniej, niż umiera, a o ile milionów swoich synów i córek zmniejszy się Polska za lat niewiele[4].
Rodzina, kołyska nowych pokoleń, jest wymieniana w hasłach wyborczych, ale potem bywa zapomniana, a nawet niweczona decyzjami wysokiej rangi.
Zwycięża cywilizacja śmierci. Rozpętała wojnę, a po wojnie uparcie trwa. Czy o takie oblicze Polski zmagaliśmy się poprzez wszystkie wieki naszych dziejów? Czy po to były nasze niesłychane zmagania czasu ostatniej wojny?
Niech się uczy o tych zmaganiach nasza młodzież. Niech się znajdą w rękach wielu czytelników wspomnienia świadków tamtych dni.
[4] Zainteresowanych (a trudno tym problemem nie być zainteresowanym) odsyłamy do publikacji pt. Arena bitwy o życie. Aktualna sytuacja demograficzna w Polsce i w świecie, Łomianki 2000.
Ocalić człowieka, rodzinę i Ojczyznę
Trwają poszukiwania dróg ocalenia. Na tym tle nurtują nas obecnie głównie dwa zagadnienia: wejście do Unii Europejskiej i najbliższe wybory parlamentarne.
Wejście do Unii jest zjawiskiem dość zaskakującym. Kto nas z Europy wyprosił i na jakiej podstawie, i kto ma klucz do naszego powrotu do Europy, z której nigdy nie wyszliśmy? – Konstrukcja zamykanych i otwieranych drzwi „europejskich” wydaje się zupełnie sztuczna. Nadto jest bardzo kosztowna. Mówią o tym już głośno specjaliści, a społeczeństwo miałoby prawo wiedzieć o tych kosztach.
Trzeba jednak wziąć pod uwagę inne, ważniejsze koszty: koszty moralne. Poniesie je nie tylko Kraj, ale każdy człowiek. Czy wejście do Unii uwolni nas z cywilizacji kłamstwa i z cywilizacji śmierci? – Odpowiedź jest, niestety, inna: wystarczy tylko na współczesną rzeczywistość „europejską” spojrzeć trzeźwo.
Wolno więc pytać dalej: Czy wchodząc do Unii Polska, której kultura ma korzenie chrześcijańskie, zachowa i umocni te korzenie?
Czy Polska, która wciąż w ciągu historii ratowała Europę, dozna sprawiedliwego traktowania zwłaszcza ze strony najbliższych sąsiadów, którzy jako pierwsi 62 lata temu rozpętali wojnę, ale już teraz żądają głośno od nas „odszkodowań”, i to nie w marnej jałmużnie, ale w ziemi, na której słupy graniczne wbijali pierwsi nasi władcy i która wróciła do nas jako owoc niesłychanego bohaterstwa żołnierzy „z bliska i z daleka”, a także jako „ekwiwalent” ziem utraconych przez nas na skutek wojny?
W rezultacie wojny, która rozpoczęła się napaścią na Polskę, nasza Ojczyzna straciła ogromną rzeszę ludzi i szmat ojczystej ziemi, a jednak ciągle jesteśmy uważani za dłużników. A teraz powtarzają o nas, i to coraz głośniej, że jesteśmy nie tylko dłużnikami, ale i przestępcami.
Gdy zaś idzie o nasze wybory, to obok tego, że panoszy się wśród nas kłamstwo, ogłaszany jest program zabijania ludzi niewinnych, a zarazem bezbronnych, zdolnych tylko wydać „niemy krzyk”, czy też złamanych słabością i chorobą. Podobno – takie są komunikaty, czy prawdziwe? – znaczna część społeczeństwa z tym się godzi.
Wybory dotyczą więc nie opowiadania się za partią czy stronnictwem politycznym, ale dotyczą odpowiedzi na pytanie: Za Bogiem, czy przeciw Bogu? Za Bogiem życia, czy za cywilizacją śmierci?
Czy więc szukamy ocalenia, czy też je odrzucamy? Człowieka bowiem nie ocali człowiek. Człowiek bezbożny łatwo weryfikuje starą prawdę: „Homo homini lupus – Człowiek człowiekowi wilkiem”. Nauczono nas tego bardzo dokładnie. Nad naszą wolnością i nad naszą ojczystą ziemią podali sobie ręce najgłośniejsi ateiści naszych czasów: Stalin i Hitler. I czym obdarowują nas współcześni ateiści, także wojujący, choć metodami znacznie bardziej przemyślnymi?
Człowieka i jego gniazdo rodzinne i narodowe ocalić może tylko Bóg – „Laus hominus Deus!” Tego także doświadczyliśmy w czasie tysiąca lat naszych dziejów. Napisał słynny konwertyta, Leopold Staff, w poemacie poświęconym ludziom pozbawionym nadziei, którzy się skarżą: Nie mamy Boga, brak nam Boga!
Laicyzacja totalna to ostateczna klęska człowieka. Został przecież stworzony na obraz Boży (Rdz 1, 27). Dlatego właśnie laicyzacja zwracając się przeciw Bogu, niszczy także samego człowieka. Prowadzi też do zniweczenia rodziny – owocu zamysłu Bożego. Stanowi wreszcie klęskę w życiu Narodu, będącego przecież dziedzictwem danym człowiekowi przez Boga.
Odwrócenie się od Boga jest klęską ostateczną. Mają prawo i obowiązek wiedzieć to wszyscy członkowie Kościoła, także świeccy, jak o tym uczy Kościół stale, a w ostatnich czasach papieże wraz z Janem Pawłem II oraz II Sobór Watykański.
Troska o najwyższe dobro – wierności Panu Bogu – spoczywa na wszystkich, zwłaszcza jednak na Kościele nauczającym. By się laicyzacja udała, wmówiono więc propagandowo: Wara Kościołowi od polityki!
Kościół nauczycielem Narodu
Doznałem osobiście skutków tego sloganu, biorąc udział w jakimś głosowaniu. Zjawisko niepojęte zostało wypowiedziane w słowach: „Biskup głosuje, to znaczy, że Kościół znów miesza się do polityki”. Niewiarygodny owoc propagandy.
I podobno nie wolno Kościołowi nauczać, nawet wypowiadając troskę o prawo Boże i o Boże przykazania, o dobro wspólne i o miłość Ojczyzny. Nauczanie ks. Piotra Skargi, Prymasa Tysiąclecia, Papieża Jana Pawła II – byłoby więc pomyłką.
Kościół był i będzie nauczycielem narodów, nie dlatego, że mu na to zezwalają zwolennicy „tolerancji” wobec dobra i zła. Kościół jest nauczycielem narodów, bo otrzymał taki nieodwołalny mandat od swojego Boskiego Założyciela. I spełnia Kościół ten mandat nawet za cenę najwyższej ofiary, składanej z życia przez Męczenników.
W Polsce za naszych dni było Ich najwięcej. Czy wiemy o tym? Przecież to nasza największa nobilitacja. Wśród zaś Męczenników – największa jest liczba polskich Kapłanów. Wolno więc uzupełnić cytowany wyżej fragment przemówienia Kardynała Karola Wojtyły pod Monte Cassino: Kapłani polscy wśród żołnierzy to tradycja Ks. Ignacego Skorupki. Kapłani polscy wśród więźniów, upodlonych i umęczonych, Kapłani polscy wśród Męczenników Bożych – byli wyjątkowo liczni, tylko dlatego, że byli Kapłanami i to Kapłanami polskimi. Wiem o tym, więc świadczę.
Kościół uczył i uczy. Z Jasnej Góry rozeszły się po Polsce w tych dniach słowa Pasterzy Kościoła w Ojczyźnie. Słyszeliśmy te słowa czytane w kościołach w niedzielę 2 września br. Przypomnijmy jednak niektóre zdania, odnoszące się do spraw poruszanych w obecnej wypowiedzi:
„W życiu społecznym zbyt często mamy do czynienia z korupcją, patrzeniem przez pryzmat partykularnych interesów na sprawy społeczne. Na te negatywne zjawiska zwracaliśmy już uwagę w naszych listach pasterskich w grudniu ubiegłego roku i w marcu bieżącego roku. W tym kontekście z bólem przyjęliśmy fakt zawetowania przez Prezydenta RP ustawy zmierzającej do poprawy sytuacji materialnej polskich rodzin. Z niepokojem przyjęliśmy również decyzję Sejmu odrzucającą ograniczenie handlu w niedzielę.
Nadchodzące wybory są okazją do tego, aby powierzyć troskę o naszą Ojczyznę osobom, które nie tylko obiecują, ale będą rzeczywiście w stanie wziąć na siebie ciężar rozwiązywania nabrzmiałych problemów. Nasz kraj potrzebuje polityków, którzy będą potrafili kontynuować rozpoczęte przemiany społeczno-gospodarcze.
Dlatego zachęcamy wszystkich do wzięcia udziału w wyborach. Wyboru każdy musi dokonać sam, zgodnie ze swoim sumieniem. Kościół nie będzie wskazywał na jakie ugrupowanie głosować, zachęca jednak, aby wybierać tych ludzi i te partie, które w życiu społecznym kierują się zasadami etyki chrześcijańskiej, broniąc m.in. życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, troszczą się o dobro rodziny, zwłaszcza wielodzietnej”.
„Zawsze trzeba się modlić”
Zbawiciel świata zachęca: Zawsze trzeba się modlić (Łk 18, 1). Zawsze, ale zwłaszcza – jak On to czynił – w chwilach szczególnej próby: Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił (Łk 22, 44).
Rozchodzi się po Polsce nawoływanie do wielkiej modlitwy. W Stolicy – do Matki Bożej Elekcyjnej. Ale rozmodli się pewnie w tych dniach cała Polska.
Modli się, odmawiając Różaniec z całą wielką rzeszą polskich dzieci, Dziecko dotknięte kalectwem. To wielka szansa, a zarazem niezwykły przykład.
Potrzebna jest modlitwa nas wszystkich o ocalenie człowieka, rodziny i Narodu. Niech się stanie taki „cud nad Wisłą” i nad Odrą.
Ale jedna rada wydaje się tu konieczna: niech nasza modlitwa będzie natchniona wiarą. I niech w duchu wiary będą spełniane, w imię Boże, nasze obowiązki. Modlitwa z tych obowiązków nie zwalnia, lecz sprasza dla nich u Pana Boga błogosławieństwo, światło i moc.
|