HISTORIA I WSPÓŁCZESNOŚĆ

Nowy Przegląd Wszechpolski, Numer 1-2, 2006.

Andrzej J. Horodecki

MIĘDZY MYŚLENIEM A ŚWIADOMOŚCIĄ

Wprowadzenie

      Do istoty człowieczeństwa należy komunikowanie się ludzi między sobą oraz człowieka z Bogiem. Zmiany, które zachodzą niepostrzeżenie w tej dziedzinie, są brzemienne w skutki. Są one wynikiem kontynuowania grzechu pierworodnego – sięgania bez opamiętania po owoce drzewa wiadomości dobrego i złego.
      Warto pamiętać, że Bóg stwarzając człowieka, wyposażył go w zdolność rozróżniania dobra i zła oraz ostrzegł przed sięganiem po owoce tego drzewa, a po zlekceważeniu tego ostrzeżenia nie pozbawił duszy ludzkiej wlanych jej zdolności, a w szczególności wolnej woli. Co więcej, czuwał nad kolejnymi pokoleniami wygnańców z raju, a w szczególny sposób nad jednym wybranym narodem przez umacnianie poczucia odpowiedzialności osobistej za swoje życie, za stosunek do drugiego człowieka i do Boga.
      Uwieńczeniem owego czuwania nad człowiekiem było zesłanie Syna Bożego do ludzkiej rodziny, który poprzez oddanie życia na krzyżu wezwał nas do przestrzegania całego prawa wszczepionego duszy ludzkiej, czyli Prawa Naturalnego. Jednocześnie był to akt osobowy, który miał uzmysłowić człowiekowi, że każdy odpowiadać będzie przed Bogiem, przede wszystkim za siebie, a całość dziejów ludzkich jest owocem niepojętej Miłości Bożej, oczekującej na wzajemność, jaką człowiek może okazać świadomie, dzięki swej wolnej woli.
      Jakie szanse ma współczesny człowiek, by zrozumieć, po co istnieje i jakie może być jego przeznaczenie? Czy tak promowana dzisiaj, swobodna gra myśli podpowiadanych lub ich swobodnych skojarzeń jako dowód nieograniczonej wolności człowieka, daje takie szanse?
      Czy człowiek zawsze ma zdolność obiektywnej oceny rzeczywistości zgodnie z faktami? Czy zawsze nadąża za zmianami społecznymi? Czy może świadomie uczestniczyć w dowolnej liczbie relacji między członkami społeczności? Dlaczego mając zdolność obiektywnej oceny rzeczywistości, nie zawsze ma odwagę tę ocenę wypowiedzieć publicznie? Czy światopogląd to załadowanie podświadomości zasadami określonej ideologii, uniemożliwiające posłużenie się myślą do obiektywnej oceny rzeczywistości, w której „zanurzony” jest człowiek, a więc budowania świadomości na Prawie Naturalnym? Czy zdolność obiektywnej oceny zależy od cywilizacji?

Między wiarą i rozumem

      Dusza ludzka korzysta z otrzymanych przymiotów, którymi posługuje się swobodnie w różnych przestrzeniach rzeczywistości i abstrakcji. Wszystkie przestrzenie – znane już nam i te, które dopiero poznamy – stają się dostępne umysłowi człowieka zgodnie z aktami jego woli. Te, które rozum ogarnia całościowo i ubiera w określony system, należą do gmachu wiedzy człowieka. Inne, które ogarnia częściowo albo nie jest w stanie odkryć właściwego im systemu, pozostają objęte aktami wiary.
      Istnienie poza rajem w stanie grzechu pierworodnego zostało przekształcone przez ofiarę odkupieńczą Chrystusa Pana w życie obdarzone posagiem wiary, nadziei i miłości. Człowiek otrzymał wzmocnienie przez łaskę i mimo że Bóg nie cofnął całego wyroku – pozostały grzechy, choroby i śmierć – dzięki sile ascezy i abstrakcji można poznawać bezustannie Jego dzieła, aby potem je ofiarować na chwałę Bożą.
      Człowiek jest jednak ograniczony – od samego początku – co do możliwości obejmowania swoją świadomością zbyt wielu rzeczy jednocześnie, zwłaszcza relacji do innych osób. Dla przykładu, gdy modlimy się za zmarłych, możemy świadomie objąć modlitwą niewiele osób – jedna po drugiej. Gdy liczba osób jest zbyt trudna do ogarnięcia myślą, modlimy się za nie zbiorowo. Wniosek jest taki, że zdrowa struktura społeczna musi się opierać na relacjach międzyludzkich, ograniczonych co do liczby uczestników. Stąd cywilizacja, czyli – jak to określił Feliks Koneczny – metoda ustroju życia zbiorowego, powinna dla docelowego dobra ludzi opierać się na uporządkowanych, lokalnych i naturalnych relacjach; konkretnie na rodzinie i pochodnych od niej relacjach.
      Człowiek jest ograniczony także przez fakt, że jego osobowość kształtuje się przez całe życie i najlepiej jest dla niego, jeśli wszelkie zmiany społeczne nie zachodzą zbyt szybko, nie szybciej niż w rytmie pokoleń.
      Człowiek zdając sobie sprawę ze swej śmiertelności, chce także kultywować swoje relacje z pokoleniami zstępującymi i wstępującymi. Zdaje sobie bowiem sprawę, że dorobek pokoleniowy w każdej dziedzinie kumuluje się i każde kolejne pokolenie jest beneficjentem wszystkich poprzednich, ale także jest ograniczone ich błędami i upadkami.

Między myśleniem a świadomością

      Większość tych zagadnień pojawia się we wspólnej przestrzeni wiary i rozumu. Procesy myślowe same z siebie jeszcze nic nie znaczą. Jako fluktuacje kwantów lub większych elementów informacji są warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym dla zaistnienia świadomości człowieka. Świadomość człowieka jest wrodzoną zdolnością do porządkowania tych myśli, które koncentrują się wokół ego człowieka w dynamiczne, wzajemnie skorelowane podsystemy, tworzące w danym czasie system całościowy dorobku umysłowego człowieka. Jeżeli koncentracja myśli zachodzi zawsze w polu łaski Bożej, powstająca świadomość jest bogata, zdolna do dzielenia się z innymi ludźmi, a w razie utraty łaski człowiek ma znacznie większą szansę na jej odzyskanie poprzez ustawiczne otwarcie swoich myśli na Boga.

Świadomość a cierpienie

      Różne myśli mogą powodować radość albo cierpienie, ale dopiero świadomość bywa ciężarem, często nie do zniesienia, jeżeli nie przyjdzie pomoc Szymona Cyrenejczyka w niesieniu krzyża wraz z Chrystusem. Jednakże dojrzała świadomość pozwala na wnioskowanie o Bogu z dzieła Jego stworzenia, a to z kolei pozwala wnioskować o niewyobrażalnej, nieprzemijającej radości nieba.
      Nadprzyrodzony charakter chrześcijaństwa wynika z doskonałej harmonii między mglistymi zapisami w duszy ludzkiej a treścią Objawienia oraz między zdolnością myślenia a zdolnością samodzielnego (wolna wola!) budowania swojej niepowtarzalnej i dynamicznej świadomości. Świadomość przemijalności cierpienia i trwałości niewypowiedzianego dobra w życiu wiecznym są koniecznym atrybutem dojrzalej wiary.

Unikanie świadomości

      Słowa uczą, przykłady pociągają - to znany już poganom, zaczerpnięty tylko z Prawa Naturalnego dowód na to, że przekaz wiary w rodzinie jest najcenniejszym skarbem. W rodzinie można także najszybciej zdobyć świadomość. Walka z rodziną jest więc walką z człowiekiem, który w gonitwie myśli, często nie jest w stanie sam zbudować swojej świadomości. Co więcej, bez świadomości trudno jest poznać miłość jako siłę stwórczą i twórczą.
       Budowę własnej świadomości często redukuje się do naiwnego hasła ustawicznego poszukiwania prawdy jako ucieczki przed odpowiedzialnością. Hasło promowane jako rzekoma postawa wiary sprowadza się de facto do kwestionowania tych czy innych aspektów wiary i świadczy o ciężkiej, zawinionej chorobie sumienia (Jan Paweł II, audiencja ogólna 24.08.1983).

Narzucanie świadomości

      Posiadanie świadomości jest podświadomą potrzebą człowieka. W miarę dojrzewania mózg rejestruje coraz więcej faktów, a zarazem relacji między tymi faktami. Z tych relacji budowało się doświadczenie ludzkie na przestrzeni całej historii ludzkości. Centralne Siły Polityczne w ciągu minionych 300 lat wyprowadziły całe rzesze ludzi z warunków naturalnych na wsi do życia w mieście, w warunkach oderwanych od natury i coraz bardziej syntetycznych, a więc w takich, gdzie elementy otoczenia tworzą zbiór nie będący grupą, a więc mniej przydatny do zdobywania doświadczenia i budowania świadomości
      Mówiąc obrazowo, Dzieło Stworzenia można - przy uczciwym nakładzie pracy i z błogosławieństwem Bożym - układać jak puzzle. Różne osoby zdążają w ciągu swego życia ułożyć różne fragmenty obrazu puzzlowego, ale zawsze odchodzą umocnieni do Boga-Stworzyciela i Ojca, bo ujrzeli odblask Jego dzieła, zharmonizowany ze zdolnościami poznawczymi swego umysłu. Dziś jest to jednak praktycznie niemożliwe bez dzieła Objawienia.
      Istotnie, człowiek wprawdzie wie, co jest dobre, a co złe, ale obraz Boży w człowieku jest tak zaciemniony przez grzech pierworodny, że nie chroni przed systemowym popełnianiem dalszych grzechów w ciągu życia ani nie pozwala nawet domyślać się, że można być zbawionym. Tym, co jest myślą przewodnią puzzli Bożych, jest Prawo Naturalne, które Chrystus potwierdził całym swoim nauczaniem i przypieczętował śmiercią na krzyżu. Przyjście Chrystusa na świat rozjaśnia życie ludzkie i nadaje mu sens bez pogwałcenia jego wolnej woli.
      Innymi słowy, Chrystus dał szansę, i wciąż ją daje poprzez Kościół, na budowanie świadomości, czyli zrównoważonego systemu myślowego, przekształcającego jednostkę, dysponującą tylko podświadomością, czyli tęsknotą za zrównoważonym systemem myślowym, w osobę wyposażoną w świadomość.
      Rozstrzygający jest tu udział wolnej woli, która zagospodarowuje tęsknotę, drogą nieraz bardzo ciężkiej pracy, opartej na porządkującym obrazie Prawa Naturalnego, podniesionego przez Chrystusa do rangi Dobrej Nowiny. W ostatnich wiekach człowiek został jakby osaczony. Z jednej strony bowiem traci kontakt z Prawem Naturalnym, ignorowanym w coraz większym stopniu przez prawo stanowione oraz w wyniku odrywania od spotkania z tym Prawem w życiu wiejskim, z drugiej zaś przez przemilczanie go albo negowanie jego wymogów, znanych nam z Ewangelii.
      Wynikiem tego osaczenia – wciąż szybko się nasilającego – jest zagubienie się człowieka, zwłaszcza młodego, ucieczka w doznania zmysłowe, przede wszystkim w seks i narkotyki, ponieważ usłużni specjaliści – strażnicy wolności człowieka per fas et nefas, takie dają „lekarstwa” na tęsknotę za świadomością. Gdy zaś znajdzie się ktoś, kto zażąda osłony przed złem, stawiania mediom wymagań, jest blokowany przez polityków, żądających pełnej wolności, oskarżających o próbę nałożenia mediom kagańca.

„Pełna wolność”

      Nie ma czegoś takiego jak pełna wolność, jak człowiek bez ograniczeń (których konieczność sam mógłby rozpoznać i sam sobie narzucić przy pomocy rodziców, szkoły, państwa, a pod kierunkiem moralnym Kościoła). Dlaczego więc coraz częściej ulega światopoglądowi „pełnej wolności” i kończy jak strzęp znarkotyzowanych mięśni, drgających na podłodze dworca wielkiego miasta, z nieodwracalnie uszkodzonym mózgiem?
      Myliłby się jednak ten, kto uważa, że problem rozwiąże się z chwilą, gdy media staną na straży moralności. Jest to warunek konieczny, ale niewystarczający. W dniu 22 grudnia 2005 r. prasa doniosła, że matematyka ma wrócić w przeciągu trzech lat jako obowiązkowy przedmiot maturalny. Matematyka zwana jest królową nauk, ponieważ ujmuje w system logiczny wiedzę aprioryczną, czyniąc z niej narzędzie do zagospodarowywania wiedzy aposteriorycznej, wynikającej z obserwowania świata materialnego.
      Sięgnijmy trochę głębiej; przestrzenie abstrakcyjne, w których porusza się umysł ludzki, są tak samo stworzone przez Boga jak świat materialny; co więcej, między abstrakcją a materią nie ma ostrej granicy – wszelkie podziały są tylko umowne. Poznanie stworzenia jest jednak ograniczone co do długości .życia człowieka. Już starożytni mówili ars longa, vita brevis. Dziś dochodzi jednak nowy aspekt – ciężar wiedzy zdobytej nawet w ciągu tylko części życia, jest tak wielki, że człowiek ugina się pod nim, ponieważ najpierw ma słabnący kontakt z Prawem Naturalnym (i w przyrodzie, i w życiu społecznym), a następnie słabnie jego kontakt z Bogiem, ponieważ chciałby fruwać tylko o jednym skrzydle rozumu, bez skrzydła wiary (Jan Paweł II Fides et rato ).
      Wiedza ogólnoludzka daje dziś dwie przeciwstawne możliwości: albo można spalić cały świat w ogniu wojny jądrowej, albo przygotować i wspomóc proste ludy do samodzielnego, skromnego życia w personalistycznej cywilizacji łacińskiej. Już w tym przeciwstawieniu widzimy, że pełna wolność daje przedsmak piekła, którego uniknięcie wymaga samoograniczeń ludów i wybranych przez nich polityków.

Uświadamianie

      Uświadamianie jest głównym narzędziem CSP do zniewalania całych społeczeństw. W czasach PRL pracę uświadamiającą prowadzili - zwłaszcza w przemyśle i szkolnictwie - lektorzy KC PZPR. Materiały przygotowywali im profesorowie oraz intelektualiści - najczęściej bezpartyjni promotorzy socjalkomunizmu.
      Nie ma już od dawna sekretarzy partii oraz lektorów, ale profesorowie oraz intelektualiści trwają do dziś. Uczestniczą praktycznie w każdej debacie publicznej w TVP, a obok nich pojawiają się już nowe, młode autorytety w garniturach liberałów.
      W debacie w TVP 1 w dniu 21 grudnia 2005 r., poświęconej ocenie prezydentury A. Kwaśniewskiego brał udział w charakterze eksperta, jeden z jego ministrów, który swego czasu, na polecenie prezydenta, parodiował ucałowanie ziemi ojczystej przez Jana Pawła II. W pewnej chwili scena ta została pokazana na ekranie zebranym w studio TVP, co nie zrobiło na ministrze najmniejszego wrażenia. Wśród osób w studio było kilkudziesięciu młodych ludzi, którzy – jak wolno przypuszczać – chcieli budować swoją świadomość na Prawie Naturalnym, czyli na prawdzie i ładzie moralnym w życiu publicznym, albo – jak się to dzisiaj mówi enigmatycznie – na “wartościach”.
      Wniosek jest prosty - pałeczkę w wyścigu o prawo do uświadamiania, co jest dobrem, a co złem, przejmują kolejne pokolenia rodem z cywilizacji gromadnościowych, czyli beztwarzowych. Oni po prostu wiedzą, o co walczą – o niedopuszczenie do budowania świadomości tej młodzieży, do budowania osobowości, a w efekcie do odbudowy elit cywilizacji łacińskiej.
      Są ludzie, jest system, który świadomie, wbrew Bogu, walczy z Polską, ale czy Polska wie, o co walczy? Kompromis między cywilizacjami jest logicznie niemożliwy - jak uczy Feliks Koneczny, Powrót matematyki maturalnej rokuje nadzieję, że nowe pokolenie zacznie po 60 latach znów logicznie myśleć i kształtować swoją świadomość. Istota reformy edukacji z czasów AWS-UW, to zrezygnowanie z kształcenia operacyjnego, czyli umożliwiającego budowę swojej własnej świadomości na rzecz wykształcenia adaptacyjnego - kreującego społeczeństwo konformistów. W okresie socjalkomunizmu CSP wytykały i tropiły konformizm jako zaplecze dla ustroju klas posiadających. Po obaleniu własności prywatnej konformizm ma być wzorcową postawą dla przemiany kapitalizmu w tzw. społeczeństwo obywatelskie Bergsona-Poppera-Sorosa. Tak więc samo myślenie o takiej reformie edukacji nie wystarcza. Trzeba jeszcze mieć .świadomość, komu i do czego taka przemiana jest potrzebna.
      Czy są wśród polityków niedobitki, które są w stanie zrozumieć, że jest to decydujące ogniwo w walce o dusze młodego pokolenia Polaków?

Władza w projekcie Konstytucji RP

      Rozróżnienie między myśleniem i świadomością jest szczególnie potrzebne pokoleniom, uświadamianym od kilkuset lat, co należy myśleć, a czego należy unikać. Uświadamianie jest tą szczelną barierą, która otacza myśli ludzkie, aby nie wymknęły się spod kontroli CSP i nie zaczęły krystalizować się jako świadomość w jedynej obiektywnej, uniwersalnej przestrzeni Prawa Naturalnego. Zazwyczaj polityk, który chce osiągnąć sukces w zastanym przez siebie systemie władzy demokratycznej, nie wychodzi przed szereg, ponieważ jego elektorat przestanie go rozumieć i odmówi mu w efekcie poparcia. System demokratyczny bardzo łatwo kostnieje, o ile politycy nie mają zaplecza w postaci środowisk żyjących Prawem Naturalnym od wczesnej młodości. Sytuacja, która jest obecnie w Polsce - a zawdzięczamy ją spetryfikowaniu myślenia przez socjalkomunizm - wymaga wyjścia przed szereg i rozstania się z „religią postępu i rozwoju”, znaną we Francji pod nazwą „zasada laickości państwa”.
      W III Rzeczypospolitej okazało się, że konstytucyjna zasada równości wobec prawa nie obowiązuje Narodu Polskiego. Ordynacja wyborcza do Sejmu RP stawia Polakom 5-procentowy próg wyborczy, który nie obowiązuje mniejszości niemieckiej. Co więcej, kolejne ekipy rządowe tolerują stawianie Narodu Polskiego w pozycji przestępcy, który „odebrał Niemcom” – w domyśle przy pomocy ZSRR – Ziemie Zachodnie i Północne, ponieważ art. 116 obowiązującej Konstytucji RFN określa wschodnią granicę tego państwa według stanu z 1937 r. Kolejna sprawa, to administracyjne odbieranie prawa do pracy Polakom, z pełnym przyzwoleniem rządu, wyznającego „religię postępu i rozwoju”. Celem tej „religii” jest pełna wolność silniejszego względem słabszego, a więc prawo koncernów do niszczenia każdej konkurencji jako ofiary złożonej na ołtarzu wolności rynku.
      Wszystkie te trzy sprawy powinny zostać skierowane do Trybunału Konstytucyjnego na pierwszym posiedzeniu nowo wybranego Sejmu RP, z powołaniem się na prawo i sprawiedliwość dla Narodu Polskiego. Niestety, wszystko wskazuje na to, że i tym razem nowo wybrani posłowie na czas kadencji zawieszają na kołku religię rzymskokatolicką i rozpoczynają praktykowanie „religii postępu i rozwoju”.
      Ich obrona przed takim zarzutem jest prosta. Skoro stan taki ulega utrwalaniu wraz z upływem kolejnych kadencji Sejmu, polityk polski, chcąc być rozumiany przez obrabiany medialnie elektorat, traci nawet to, co jeszcze mógłby uratować – myślenie patriotyczne, co obecnie już nie wystarcza dla uratowania Polski. Aby przerwać to błędne koło, napędzane przez CSP, trzeba dać szansę posłom na odzyskanie świadomości patriotycznej razem z ich elektoratami – jako Narodowi Polskiemu – przyjmując nową Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako państwa cywilizacji łacińskiej.
      Punkt wyjścia takiej Konstytucji musi stanowić zasada, że tylko Naród Polski może wziąć na siebie odpowiedzialność za władzę państwową i samorządową wszystkich szczebli. Cywilizacja łacińska, jej historyczne owoce i trwający od ponad 1000 lat związek katolicyzmu z polskością, wreszcie to, co najważniejsze – zasada, że władza odpowiedzialnie służy, a nie panuje – pozwoliły na następujące sformułowanie w opracowanym przeze mnie Projekcie Konstytucji RP (NPW 9-10.2003 z późniejszymi zmianami): “Art.3
1. Kandydaci do władz państwowych i samorządowych powinni wykazać się:
            a) niekaralnością,
            b) nieprzerwanym wyznaniem rzymskokatolickim swoim i swojego współmałżonka,
            c) nieprzerwanie jednym i tym samym nazwiskiem swoim i swojego współmałżonka,
            d) nieprzerwanym i wyłącznym obywatelstwem polskim swoim i swojego współmałżonka.

2. Ujawnienie po wyborze do władz niewypełnienia któregokolwiek z wymagań wymienionych w ust.1 lub niespełnienie któregokolwiek z tych wymagań po wyborze pociąga za sobą utratę osiągniętej w wyborach funkcji oraz dożywotnią utratę biernego prawa wyborczego”.
      Ograniczenie biernego prawa wyborczego, przewidziane w art. 3, stanowi konsekwencję faktu, że wyznanie rzymskokatolickie, jako jedyne wyznanie stojące konsekwentnie na straży Prawa Naturalnego, współtworzyło przez wieki personalistyczną cywilizację łacińską. W tej cywilizacji władza jest służbą, a nie zaszczytem ani też źródłem korzyści materialnych. Okres od Chrztu Polski do śmierci Jana III Sobieskiego jest okresem zwartości i tożsamości państwa, które dopiero eksluteranin August II zaczął doprowadzać do ruiny. Utrata świadomości narodowej nabiera tempa i znajduje uwieńczenie w Konstytucji 3 maja, oddającej docelowo tron polski dynastii Wettynów.
      Art. 3 otwiera drzwi Rzeczypospolitej cywilizacji łacińskiej, bez której różne zaklęcia na prawa człowieka nie rokują żadnej nadziei na trwanie i pomyślność Państwa Polskiego. Skoro zaś władza jest pełnieniem służby, a więc poważnym, bezinteresownym obowiązkiem publicznym, pozbawienie do niej dostępu ludzi innych wyznań czy cywilizacji nie jest żadnym zamachem na prawa człowieka, chyba że godziwa praca, dach nad głową i swoboda wyznawanej wiary i obyczaju, bez naruszania fundamentalnych praw Państwa-Gospodarza oraz bezpieczeństwo osobiste, komuś nie wystarczają.
      Nie są to zasady bezpodstawne. Prof. Feliks Koneczny, nasz wielki uczony na skalę światową, odkrył i wyjaśnił, że tak zwane „pokojowe współistnienie” różnych cywilizacji jest niemożliwe, bo oznacza ich walkę aż do zwycięstwa jednej z nich, i to najniższej. Nikt nie może być cywilizowany na dwa sposoby, np. w poniedziałki, środy i piątki żyć według zasad personalistycznej cywilizacji łacińskiej, to znaczy wszędzie i zawsze odpowiadać za swoje czyny, a w pozostałe dni tygodnia według cywilizacji gromadnościowej, np. bizantyńskiej, zgodnie z którą, ostatecznie za wszystko odpowiada państwo. Taka zasada doprowadziła społeczeństwo niemieckie do Norymbergi i pozostawiła je bez refleksji. Tylko cywilizacja personalistycznaa – współcześnie jest to jedynie cywilizacja łacińska - uzdalnia człowieka do budowania świadomości na Prawie Naturalnym.

Majątek w projekcie Konstytucji RP

      Człowiek składa się z duszy i ciała, toteż wszelkie urządzenia i instytucje społeczne powinny mieć zabezpieczenie materialne, pozwalające na ich stabilne i uczciwe funkcjonowanie. To z kolei wymaga przestrzegania jednej generalnej zasady: że państwo oznacza terytorium, ludność oraz ustrój (według Konecznego metodę ustroju życia zbiorowego czyli cywilizację). Zasada ta stanowi warunek konieczny, ale niewystarczający suwerenności państwa, ponieważ potrzebna jest także jego materialna samodzielność, tj. zdolność do skromnego bytowania, niezależnego od jakichkolwiek powiązań gospodarczych z innymi krajami.
      Wyakcentowanie tutaj słowa „skromnego” jest potrzebne, ponieważ bytowanie - zarówno całego narodu, jaki i poszczególnych osób - powinna cechować skromność. Zaprzeczeniem skromności jest z gruntu materialistyczna ideologia tzw. postępu i rozwoju, która usiłuje opanować wszystkie państwa, a sprawy duchowe pozostawić wyłącznie sferze prywatnej człowieka. Ideologia ta otwiera drogę wszelkim ruchom i prądom paramaterialnym, włączając w to siły zła duchowego, bazujące na promocji pożądania władzy, pieniądza i seksu. Oblicze „postępu i rozwoju” ujawnił Projekt tzw. Traktatu Konstytucyjnego dla Unii Europejskiej, eliminujący z premedytacją - aż do korzeni - chrześcijaństwo z życia społecznego.
      Przeciwdziałać tej ideologii ma art. 78 Projektu Konstytucji RP w następującym brzmieniu:
“Art.78
1. Majątek Rzeczpospolitej stanowi własność Narodu Polskiego.
2. Na majątek ten składają się:
            a) zasoby Skarbu Państwa,
            b) majątek terytorialnych wspólnot samorządowych,
            c) majątek zawodowych wspólnot samorządowych,
            d) majątek bytowych wspólnot samorządowych,
            e) własność prywatna obywateli”,
który zalicza własność prywatną obywateli do majątku Rzeczypospolitej. Istotnie, wszystko cokolwiek Polak wypracuje na swojej ojczystej ziemi, jest nie tylko wynikiem jego pracy, ale także pracy poprzednich pokoleń. Z tego względu wskazany jest umiar w zbywaniu własności prywatnej w związku np. z kosztami pobytu zagranicznego, natomiast nie powinna ona służyć do gromadzenia zysku w obrocie poza granicami kraju.

Naród Polski

      W art. 78 i w innych artykułach Projektu Konstytucji RP, pojawia się określenie „Naród Polski”. Nie ma ono nic wspólnego ani z nacjonalizmem, ani z rasizmem, ani też szowinizmem. Art. 3 stawia wymóg stałości w wierności wierze rzymskokatolickiej, jak i Państwu Polskiemu. Stałość ta stanowi fundament przynależności do cywilizcji łacińskiej. Jednakże ugruntowanie tego fundamentu nie może być wynikiem wolnej gry myśli nawet najszlachetniejszych osób, ale powinno być rezultatem świadomości narodowej, głęboko zakorzenionej w miłości Boga i Ojczyzny.
      Świadomość tym różni się od swobodnej gry myśli, że stanowi owoc przynależności do określonej cywilizacji. Urok państwa cywilizacji łacińskiej, w którym żyli obok siebie swobodnie różni ludzie, różnych religii czy narodowości, polegał na posłuszeństwie - z miłości do Boga i króla, jako Jego pomazańca - prawom tego państwa, opartym na Prawie Naturalnym.
      Przykłady szły z góry. Sługa Boży kardynał Stanisław Hozjusz opisał swoje zabiegi o to, aby król Zygmunt August pozostał wierny Kościołowi Rzymskokatolickiemu ze względu na miłość do Boga i swoich poddanych, o których - jak wiemy - powiedział, że nie jest sędzią ich sumień. Pięknie opisał Henryk Sienkiewicz żal Kozaków po śmierci króla Władysława IV. Kardynał pochodził z Wittembergii. Jego spolszczenie to przed wszystkim zakorzenienie się jego przodków w cywilizacji łacińskiej, a w konsekwencji w Polsce. Podobnie nie był rdzennym Polakiem Władysław IV.
      To cywilizacja łacińska rodzi narodowość, a nie na odwrót. Narodowość nie rodzi cywilizacji łacińskiej - zrozumienie tej różnicy chroni nas skutecznie przed trucizną nacjonalizmów, z nacjonalizmem niemieckim na czele. Bizantynizm niemiecki rodzi świadomość pruską, która z kolei rodzi takie zjawiska jak Związek „Wypędzonych” Eriki Steinbach. Ale bizantynizm niemiecki rozlał się po II wojnie światowej na cale społeczeństwo niemieckie - paradoksalnie zjednoczenie Niemiec zamknęło drogę do refleksji nad pruskim bizantynizmem, zwalczającym niedobitki cywilizacji łacińskiej w południowo-zachodnich Niemczech. Zjednoczone państwo postąpiło w sposób mrożący krew w żyłach. W 45 lat po ludobójstwie dokonanym na Narodzie Polskim zamieściło w swojej Konstytucji wspomniany wyżej art. 116, według którego - celowo to powtarzam - wschodnia granica tego państwa pokrywa się ze wschodnią granicą III Rzeszy z 1937 r.
      Wniosek dla nas Polaków jest prosty - obrona cywilizacji łacińskiej jest zarazem obroną narodu i obroną wiary. Ta myśl - po odrzuceniu ideologii Rewolucji Francuskiej i jej pochodnych, zasłaniających się autorytetem ONZ - legła u podstaw opracowanego przeze mnie Projektu Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej.

Za Odrą bez zmian

      Dziś potrzebne jest nam przyspieszenie myśli i błyskawiczny powrót do świadomości narodowej, zakorzenionej w cywilizacji łacińskiej. Okazało się ostatnio, że pani kanclerz Angela Merkel uwielbia carycę Katarzynę - rodowitą Niemkę (gdzie twoja ambicja Rosjo, która powróciłaś od nazwy Leningrad do nazwy Petersburg, zamiast Piotrograd?). Ekskanclerz Gerhard Schroeder często woził ze sobą w podróży portret kanclerza Ottona von Bismarcka (MP18-25.12.05). Świadomość niemiecka nie tylko umocniła się w wyniku przegranej wojny, ale nadal wskazuje kierunek na wschód, ponad grobami żołnierzy niemieckich, poległych między Stalingradem a Berlinem.
      W 1991 r. w Hanowerze staraniem Forschungsinstitut fuer Philosophie Hannover, Institut Catholique de Paris oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego odbył się Międzynarodowy Kongres zatytułowany Europa marzeń. W przedmowie do materiałów kongresowych, zatytułowanych Europa jutra, p. Peter Koslowski napisał, że referaty Kongresu:
      „...jako całość poświęcone są kwestii stworzenia duchowej i kulturowej wspólnoty w Europie i problemowi, w jaki sposób wspólnota ta może dotrzeć do świadomości ludzi i w jaki sposób świadomość ta umożliwi najpierw powstanie wspólnego rynku, a potem powstanie federalnego państwa tej zjednoczonej Europy, którą projektujemy w naszej wyobraźni (podkr. AJH).
      Tak więc, jeżeli nie zdobędziemy się na odbudowanie naszej świadomości narodowej, a więc cywilizacyjnej, czeka nas powtórka z utopii XX w., kiedy to silna, dobrze finansowana i ustosunkowana „wspólnota” rozpocznie docieranie do naszej świadomości, czyli po prostu zacznie uświadamiać nas, że naszym celem jest „Federalne Państwo Europa”.
      Cytowane materiały Kongresu mogą się wydawać zdezaktualizowane i niegroźne, wszak mamy już za sobą spektakularną porażkę Traktatu Konstytucyjnego dla UE. Jednakże rzeczywistość jest aż za bardzo aktualna. Mózg Europy symbolizuje pruski Berlin, ciśnienie tej metropolii musimy starać się kompensować, zwłaszcza w województwach nadgranicznych. Tym razem taktyka jest formalnie pokojowa, bo „Europa niemieckich marzeń” ma na okładce książki postać strzały, której trzon stanowi kontynent europejski od Portugalii aż po Polskę. U naszej wschodniej granicy zaczyna się grot tej strzały, wymierzony w Moskwę.
      Prowokacje antyrosyjskie w Polsce mają bardzo długą tradycję, wynikającą z tego, że wciąż nas ktoś zza kulis uświadamia, jak by tu Rosji dołożyć. Niestety, nie istnieje chyba żadna zbrodnia pod słońcem ze strony Niemiec, ani żadna zdrada pod słońcem ze strony tzw. Zachodu, które by spowodowały, że Polska wróciłaby przynajmniej do formalnej równowagi politycznej między Niemcami i Rosją.
      Nasze braki nie tylko świadomości cywilizacyjnej, ale także historycznej, pozwalają na głoszenie takich oto myśli Karla Schloegela ze wspomnianego wyżej Kongresu. Autor zestawia ze sobą stare i nowe metody „Drang nach Osten” dla naszkicowania „Europy marzeń”:
      „...co by było, gdyby rzucić niemiecki potencjał ... na europejską wagę? Rozbudowa europejskiej sieci kolejowej dla przewozu ludzi i towarów, a nie dla deportacji; autostrada nad Morze Czarne, która zbliżyłaby Europejczyków, zamiast autostrady na Krym, którą zaopatrywano wojsko; nowa infrastruktura zamiast blokady Leningradu; ekspresowe połączenie z Warszawą, zamiast wojny błyskawicznej przeciw Polsce; strategia melioracji zamiast taktyki spalonej ziemi; pracownicy ze Wschodu w centrach szkoleniowych zamiast robotników w obozach; organizacja przedsiębiorstw zamiast wojskowej okupacji; pomoc w założeniu jednego, dwóch elitarnych uniwersytetów zamiast wyniszczania inteligencji (podkr. AJH).
      Trzeba i można liczyć na młodzież. Ale podobną sytuację przerabialiśmy już przed blisko stu laty, kiedy młodzież wolała „lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń”, zamiast łamać sobie głowę nad polityką niemiecką w stosunku do Polski i do Słowiańszczyzny. Dziś, w końcu 2005 r. szanowany intelektualista, przyjaciel płk. Kuklińskiego, organizuje muzeum poświęcone jego pamięci, w którym zwiedzający będą z konieczności musieli deptać po radzieckim sztandarze (sic!). Aby zrozumieć w przybliżeniu, co to znaczy dla Rosjan, spróbujmy wyobrazić sobie inne muzeum, w którym deptany byłby wizerunek Orła bez korony, tego z okresu PRL.
      Dziś wystarczy nakręcić byle film, pokazujący ucieczkę z Polski w okresie stanu wojennego, aby odciągnąć młodzież od jakiegokolwiek głębszego myślenia. Jeżeli na szczycie duszy ludzkiej znajduje się świadomość, to piętro niżej mamy zwykłe myślenie do spółki z podświadomością, a na parterze uświadomienie, czyli wdrukowanie w mózg wszystkiego, co trzeba na żądanie CSP. Kołchoźniki z okresu PRL zastępuje dzisiaj nowoczesna technika i nowoczesna manipulacja, ale sens pozostaje ten sam - działać przeciwko Narodowi Polskiemu, nie dopuszczać do myśli, że jestem Polakiem i co z tego powinno wynikać choćby dla mnie samego w najbliższej i dalszej przyszłości.
      Musimy sobie wciąż powtarzać za Chrystusem: „...poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32) i zaufać Mu do końca.