|
Oświata-Kultura-Wychowanie |
|
Andrzej J. Horodecki WOBEC NAUKI, POSTĘPU I ROZWOJU Wprowadzenie Ofensywa antychrześcijańska trwa dokładnie od chwili, gdy Chrystus Pan przez swoją śmierć krzyżową otworzył drogę do zbawienia dla wszystkich ludzi. Dobrą Nowinę szerzą następcy Apostołów, zorganizowani przez Chrystusa w Kościół Rzymskokatolicki. Misja Kościoła wymaga jednoznacznego rozumienia Prawa Naturalnego i chronienia chrześcijańskiego posłannictwa przed intelektualnym zamętem. Wśród pojęć zagrożonych na czoło wysuwa się Prawo Naturalne oraz osoba ludzka, obdarowana tym Prawem. Osoba ludzka ma do dyspozycji od Stwórcy dwie, komplementarne metody używania rozumu (ratio): aposterioryzm i aprioryzm oraz dwie postawy wiary (fides), a mianowicie Prawo Naturalne i Prawo Objawione W wyniku ustawicznego działania sił antychrześcijańskich używanie rozumu oraz postawa wiary przestają być postrzegane jako dwa harmonijnie współpracujące skrzydła duszy ludzkiej. Dla piszącego te słowa rozważania intelektualne nie są mu osobiście potrzebne, ponieważ przekonał się całym swoim życiem, że można zaufać Ewangelii, ostrzegającej: “Jeżeli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt 18,3). Zwrot „przekonał się” dotyczy tutaj w szczególności potwierdzenia Prawa Naturalnego przez całą Ewangelię. Chrystus jakby rzecz podsumowuje, gdy mówi: „Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko wypełni” (Mt 5,18). Skoro jednak wędrujemy przez wzburzone morza życia,
jako załoga Łodzi Piotrowej, która nigdy nie zatonie, rozum
każe nam mocno trzymać się masztu, a serce nam każe dbać o to, aby jak
najmniej osób zostało zmytych z pokładu w otchłań. W przełożeniu na
problemy naszej Ojczyzny oznacza to, że nasza rzekoma zaściankowość
jest naszym skarbem, którego żadne opcje polityczne nie będą w
stanie naruszyć, jeżeli powiemy sobie za Ewangelią „bo gdzie jest
twój skarb, tam będzie i serce twoje”(Mt
6,21). Wiara i rozum Dlaczego mimo przytoczonych wyżej ustępów Ewangelii Kościół popiera rozwój nauki? Po pierwsze, w wyniku grzechu pierworodnego człowiek sięga często na oślep po owoce tego samego drzewa zakazanego, a chodzi o to, aby uczył się odpowiedzialności za własne czyny, czyli używał w pełni świadomie wolnej woli. Po drugie, gdy człowiek sięga po owoce dozwolone, chodzi o to, aby mógł uświadomić sobie, że są one dziełem Stwórcy, nawet wtedy, gdy są to telefony komórkowe, które, jak wiadomo, na żadnym drzewie nie rosną. Im większa jest – w ludzkiej skali – wiedza uczonego, tym większa jest chwała oddana przez niego Bogu, gdy upokorzy się przed Nim jak dziecko. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wzrost pojemności twardych dysków nie może zmienić faktu, że operacyjna pojemność rozumu ludzkiego jest ograniczona. Przeciążony umysł ludzki zaciemnia Boga i stworzony przez Niego ład, postrzegany mimo grzechu pierworodnego w przyrodzie. Ponadto człowiek może wejść w pełną relację tylko z jedną osobą: z Bogiem albo z drugim człowiekiem. Potencjalna wielkość człowieka polega na tym, że mając
wolną wolę, siłami wiary i we współpracy z rozumem wybiera – jako cel
swojego życia – Boga, a nie siebie ani kogokolwiek innego, i to w
sytuacji, gdy ponadto jest kuszony przez
szatana. O przestrzeni i elementach stworzenia Księga Rodzaju opisuje w przystępny i dość szczegółowy sposób stwarzanie świata i człowieka w dostępnej zmysłom trójwymiarowej przestrzeni kosmosu. Własności tej przestrzeni nie są jednak opisane ani też nie ma tam wzmianki o superprzestrzeni, w której może się poruszać intelekt człowieka. Na tę superprzestrzeń składa się wszystko to, co
podaje Księga Rodzaju, następnie podprzestrzeń operatorowa
aposterioryczna, umożliwiająca poznawanie wewnętrznej natury
stworzenia, wreszcie podprzestrzeń operatorowa aprioryczna,
umożliwiająca generowanie praktycznie
nieskończonych relacji, bez żadnych
wstępnych założeń. Jest rzeczą zdumiewającą, że aprioryczne konstrukcje, o ile są
wewnętrznie niesprzeczne, znajdują –
prędzej czy później – swoje potwierdzenie w wewnętrznej naturze
stworzenia. Oprócz przestrzeni dostępnych dla intelektu na zewnątrz człowieka jest jeszcze przestrzeń abstrakcyjna, opisująca wnętrze człowieka, czyli jego przestrzeń własna, oddana mu do dyspozycji przez Boga, równocześnie z powołaniem go do życia. Bóg daje każdemu człowiekowi jeden i ten sam zadatek w tej przestrzeni, a jest nim Prawo Naturalne. Prawo to mówi każdemu człowiekowi: czcij ojca twego i matkę twoją, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu, nie pożądaj żony bliźniego swego, ani żadnej jego rzeczy. Tak jasne wyłożenie potwierdza św. Ireneusz (por. preambuła do Projektu Konstytucji: dodatek do NPW 7-8.2005). Prawo Naturalne wyjaśnił pozytywnie ks. bp Karol Wojtyła w swoim Elementarzu etycznym. Prawo Naturalne niesie dobro każdemu człowiekowi oraz inspiruje bezustanne poszukiwanie Kogoś, kto to prawo nadał, aby złożyć Mu hołd i uwielbienie. Tak więc dzieło stworzenia wykracza daleko poza Księgę Rodzaju. Manipulowanie treścią tej Księgi przez ewolucjonistów wciąż utrudnia zrozumienie, że wszystko, co już znamy i co jeszcze poznamy w biegu historii, pochodzi od Boga. Takim pięknym przykładem może być pojęcie quincunxa w teorii cywilizacji Feliksa Konecznego. Harmonia zdrowia i dobrobytu (życie materialne), prawdy i dobra moralnego (życie duchowe) oraz piękna (zwornik miedzy niebem i ziemią) może być osiągnięta w wyniku przestrzegania Prawa Naturalnego oraz dążenia do poznania dzieła stworzenia, przez współpracę poznania aposteriorycznego i apriorycznego. Przyzwyczajeni jesteśmy często rozważania o dziele stworzenia ograniczać do stworzenia ziemi i człowieka z prochu tej ziemi, obdarzonego następnie duszą nieśmiertelną. Tymczasem Bóg stworzył dla nas także wspomniane wyżej abstrakcyjne podprzestrzenie operatorowe, czyli takie, w których intelekt człowieka może realizować swoją wolność z Bogiem lub przeciw Niemu. Asceza i abstrakcja zmniejszają uzależnienie człowieka od warunków zewnętrznych, dzięki czemu może on wysoko wznosić się ku Bogu na skrzydłach wiary i rozumu, odrywając się od pokus i słabości. Asceza i abstrakcja są jednak bezradne, gdy dusza ludzka jest bezpośrednio poddana oddziaływaniu zła. Wtedy trzeba wprost wzywać Boga na pomoc. Tak więc gdy człowiek pyszni się swoimi odkryciami czy wynalazkami, to wprawdzie ma w nich wkład swojej pracy, ale dokonuje tego w superprzestrzeni stworzonej przez Boga, a nie przez swój ludzki rozum. Jego zasługą może być tylko użycie wolnej woli w tej przestrzeni, w danym kierunku badań i złożenie hołdu i uwielbienia Stwórcy. Najcenniejsza podprzestrzeń przeżywanej abstrakcji to podprzestrzeń Miłości. Tam człowiek odkrywa takie elementy, jak cierpliwość, wyrozumiałość, łagodność, uprzejmość, wytrwałość, uczciwość, czyli wierność swoim zasadom, samemu sobie – i wiele innych. Są one niezbywalnymi znamionami życia osobowego, a więc cywilizacji łacińskiej. W cywilizacji łacińskiej powrót do tradycji rodów z
okresu przedcywilizacyjnego stał się powodem kryzysu personalizmu –
także i w Polsce. Życie osoby jest zakorzenione w rodzinie i jej
tradycji, ale nie może być jej podporządkowane, nie może
nią pogardzać ani też toczyć
się na poczet jej zasług czy win. O potrzebie ideału skromnego życia Wzrastający nacisk Centralnych Sił Politycznych na „rozwój” i „postęp” sieje niepokój wśród narodów, depresje jednostek, popularyzuje wojny i partyzantkę trzeciego tysiąclecia, czyli terroryzm. Używając języka marksizmu-leninizmu (który wciąż zatruwa narody), bazą dla zglobalizowanej ludzkości ma być pieniądz bez pracy w pocie czoła, a nadbudową – rozwój i postęp. Ludzie, stworzeni przez Boga bezpośrednio (Pierwsi Rodzice) lub pośrednio, za sprawą rodziców ziemskich, ale zawsze na obraz i podobieństwo Boże, świadomie lub nieświadomie stawiają sobie pytanie: jaki jest ideał mojego życia? Czy ten ideał współgra z celem, dla którego zostałem stworzony? Czym kończy się kierowanie się w życiu tylko odruchami warunkowymi? Czy pytanie o moją osobistą wolność wyczerpuje wszystkie moje znaki zapytania jako istoty rozumnej? Stawiany jest tutaj problem w dojrzewającej sytuacji, gdy już większość rozsądnie myślących, uczciwych ludzi przyznaje, że dla życia społecznego, opartego na monogamicznym, sakramentalnie uświęconym małżeństwie mężczyzny i kobiety, nie ma alternatywy. Nie ma również alternatywy dla kluczowej dla pomyślności narodu odpowiedzialności osobistej, wyrażającej się w rządzeniu poprzez służenie. Wreszcie nie ma alternatywy dla moralnej ekologii, to znaczy takiej, która nie pozwala zredukować człowieka do roli jednego z elementów przyrody ani też lekceważyć niszczenia elementów tworzących Grupę Stworzenia – filarów istnienia świata i człowieka (por. NPW 9-10.2005). Wszystkie wymienione tutaj cenione zalety życia społecznego nie tworzą jeszcze systemu, który mógłby być powszechnie rozpoznawany, ponieważ brakuje im myśli przewodniej, owego pomostu, skierowanego od każdego pojedynczego człowieka, ku Bogu, Ojcu i Stwórcy, a zarazem pozwalającego się spotykać wszystkim ludziom. Oprócz stworzenia na obraz i podobieństwo Boże odnajdujemy jeszcze wypływające z tego faktu pośrednie źródło piękna, a jest nim właśnie kierunek naszego życia ku Bogu, z rzeczywistości doczesnej, ograniczonej w czasie i w przestrzeni, ku wiecznej, nadprzyrodzonej i doskonałej, do której tęsknimy całym sercem i całą duszą („Niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu” – mówi św. Augustyn). Tym zapominanym, a najczęściej nieobecnym źródłem piękna, koniecznym dla osiągnięcia wymienionych wyżej zalet życia, jest ideał życia czystego, materialnie i duchowo skromnego, dokładnie takiego, jaki wskazuje Ewangelia: „<Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź, (weź swój krzyż) i chodź za mną>. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, posiadał bowiem bardzo duży majątek”(Mk 10, 21-22). Tchnienie piękna, zawarte w tym ideale, pochodzi z przykazania miłości Boga i bliźniego: „<Będziesz miłował Pana, Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem>...<będziesz miłował swego bliźniego, jak siebie samego>” (Mt 22, 37, 39). Tak więc gdy miłujemy siebie bardziej niż bliźniego swego, to zaczynamy nad nim panować, a więc zasłaniać mu obraz Boga; gdy na odwrót miłujemy go bardziej niż siebie samego, wtedy on zaczyna nam przesłaniać Boga. Gdy cokolwiek, choćby coś najmniejszego, chcemy zostawić wyłącznie dla siebie, już zaczynamy odwracać się od Boga. O tym, że ideał skromnego życia jest potrzebny człowiekowi jak przysłowiowy tlen dla ciała, wie najlepiej śmiertelny wróg jego duszy – szatan. To on organizuje sobie pseudostruktury społeczne, oszukujące, platające i uzależniające człowieka po to, aby odwrócić go i oddalić od Boga. Manowce postępu i rozwoju Rozwój, ale jaki? To pytanie jest zasadnicze, ponieważ napotykamy tutaj na dwie bariery. Pierwsza to ta, która wynika z ograniczoności człowieka wobec ogromu świata stworzonego. Łatwo zauważyć, że nadmiar informacji, przedmiotów, ale także i podmiotów, a w tym i osób fizycznych, z którymi się kontaktujemy, musi – tak, czy inaczej – ich dobra osobiste, a przede wszystkim nadprzyrodzoną nadzieję, płynącą zawsze ze spotkania z drugim człowiekiem, też stworzonym na obraz i podobieństwo Boże. Druga bariera to zaburzanie ładu (harmonii) środowiska, w którym żyjemy. Jeżeli zauważymy że jest ono zbudowane w Akcie Stworzenia zgodnie z teorią grup (por. NPW 9-10.2005), to tym samym niektóre jego elementy możemy, mówiąc obrazowo, „rozstawiać po kątach” (owoce z ogrodu, dozwolone do jedzenia), ponieważ ich unicestwienie zostanie „zregenerowane” w wyniku wzajemnych oddziaływań pozostałych elementów grupy. Jednakże niektóre inne elementy, tzw. „tworzące”, są gwarancją tożsamości grupy (owoce zakazane). Ich unicestwienie oznacza w najlepszym przypadku redukcję grupy do jednej z grup niższego rzędu (tzw.”podgrupy”). Następują nieodwracalne zmiany i zubożenie środowiska. CSP wiedzą o tym i dlatego pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku wypromowały absurdalny pogląd, należący do tzw. „wiary naukowej”, a mianowicie że to, co nauka zepsuła, to także nauka może naprawić. Powstaje zatem dylemat: czy rozwój jest dobrem czy złem, skoro bez daru łaski Bożej nie wiadomo, które elementy są odtwarzalne, a które nieodtwarzalne. Jest to jednak niepełne postawienie zagadnienia, ponieważ nie wiemy, czy człowiek w stanie takim, jaki otrzymał po wygnaniu z raju, może żyć i trwać, ograniczając się do prymitywnej egzystencji. Wiemy natomiast, że tęsknota za Bogiem, wynikająca ze stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boże, została nam zachowana i nie można odbierać nikomu nadziei na odczytanie śladu Boga w Jego stworzeniu, w procesie poznawania szeroko rozumianego świata. Warunek konieczny, choć niewystarczający, mówi nam, że rozwój może ubogacać człowieka i środowisko, a nie zubażać, tylko wtedy, gdy jest moderowany przez harmonię quincunxa. Harmonia celu wymaga harmonii metody, a więc harmonii między poznaniem apriorycznym i aposteriorycznym. Te dwa wymienione pojęcia odpowiadają budowie grupy. Aprioryzm stosujemy do elementów odtwarzalnych, natomiast aposterioryzm do nieodtwarzalnych, których istnienie musimy bezwarunkowo uznać. Taka jest geneza nieodwracalności grzechu pierworodnego – elementami aposteriorycznymi nie można się bawić – trzeba wiedzieć, jak je rozróżniać, które jabłka wolno jeść, a które nie, pod ryzykiem powtarzania grzechu pierworodnego. Cały stworzony świat (jako planeta Ziemia, zaopatrywana w energię przez Słońce w Układzie Słonecznym) jest - w sposób samowystarczalny zamknięty sam na siebie, stanowiąc zbiór niewyobrażalnej liczby elementów, ale spełniający postulaty grupy (cztery postulaty, które muszą spełniać elementy zbioru, aby mógł on być nazwany grupą). Czy rozwój materialny i duchowy jest złem? Ludzkość może zawsze wyżywić się i godnie istnieć, bez naruszania elementów tworzących, czyli stanowiących o tożsamości grupy, czyli – mówiąc symbolicznie – bez sięgania po genetycznie zmodyfikowane jabłko. Jeden spośród znaczących specjalistów z zakresu biotechnologii na pytanie Ojca Świętego Jana Pawła II, w jakim celu uprawiana jest ta gałąź wiedzy, miał odpowiedzieć (cytuję z pamięci): „głodnych nakarmić, nagich przyodziać”. Wolno jednak przypuszczać, że sponsorzy z kręgów CSP osiągają upragniony odwrotny skutek, a mianowicie niszczącą konkurencję wobec naturalnej żywności, wytwarzanej przez kraje Trzeciego Świata,oraz na dalszą metę szkodzą zdrowiu ludności krajów Pierwszego Świata. W tle tej dalekosiężnej akcji znajduje się tzw. Wspólna Polityka Rolna tzw. Unii Europejskiej oraz – dziś już realne – widmo pandemii odzwierzęcej, wywołanej przemysłowym tuczem zwierząt. Wraca jednak pytanie, jak odróżniać elementy odtwarzalne od nieodtwarzalnych? W tym momencie musimy jakby płynnie przejść od rzeczywistości stworzonej (razem z całą przestrzenią abstrakcji), a więc uogólnionej przestrzeni stworzonej, do tajemnicy przestrzeni Boga. Jeżeli zdecydujemy się na uznanie Go i ukochanie, to logicznie rzecz biorąc (zgodnie z zaproszeniem Pana Jezusa do proszenia o jakiekolwiek obiektywne dobro), możemy liczyć na dar łaski rozróżniania elementów grupy. W ciągu dziejów od stworzenia człowieka wciąż powielane są nieodtwarzalne uszkodzenia grup, tak jak nieuniknione jest powielanie grzechu, stąd średnia jakość życia - w najszerszym tego słowa rozumieniu – maleje. Skażeniu moralnemu duszy ludzkiej towarzyszy wzrost entropii środowiska. Stworzony intelekt człowieka funkcjonuje w sposób
operatorowy, a więc potrzebuje stworzonej abstrakcyjnej przestrzeni
operatorowej tak, jak mięśnie potrzebują wysiłku fizycznego w
przestrzeni materialnej dla zachowania zdrowej egzystencji. Dlatego obok stworzonej przestrzeni
materialnej istnieje również właśnie ta stworzona przestrzeń, ale zaangażowane
intelektu nie powinno powielać grzechu pierworodnego. Wolność człowieka polega na wybieraniu elementów z niewyobrażalnie bogatego zbioru elementów o własnościach grupy i budowaniu z nich własnych „konstrukcji”, a nie na kreowaniu jakichkolwiek elementów od podstaw, bo te otrzymaliśmy w Akcie Stworzenia. Niebezpieczeństwo usunięcia elementu nieodtwarzalnego maleje wraz ze stopniem złożoności grupy. Dlatego trudno jest nieumyślnie uszkodzić nieodwracalnie świat stworzony, chyba że mamy do czynienia z polityką, sterowaną w tym kierunku przez szatańską zawiść. Tak więc w trosce o jak najdłuższe trwanie ludzkości w stanie zdrowego, skromnego rozwoju należy ostrzegać przed tymi wszystkimi, którzy lekceważą Prawo Naturalne, nadane przez Boga, oraz Jego wyrok po wygnaniu człowieka z raju. Praca człowieka w pocie czoła jest elementem zdrowej egzystencji, bólów rodzenia nie należy zwalczać za wszelką cenę, a czynienia sobie ziemi poddaną nie wolno brać dosłownie, bez głębszej refleksji, ponieważ wezwanie to padło przed popełnieniem grzechu pierworodnego(!). Mamy zatem przede
wszystkim wymagać od siebie ciągłego
odkrywania w swojej duszy Prawa Naturalnego oraz
tęsknić za potrzebą uwielbiania Boga za dzieło stworzenia
mnie, innych ludzi i całego świata wokół
nas. Pytanie zatem, czy
z mojego odkrycia będą pożytki doczesne, jest źle
postawione. Należy się zapytać: jak mam uwielbić Boga
i odkrywać Go – raz po raz – w dziele Jego stworzenia? Oto warunek konieczny i wystarczający, aby
ominąć manowce postępu i rozwoju. Jeszcze o Prawie Naturalnym Dlaczego Prawo Naturalne jest marginalizowane od początku dziejów ludzkich? Głos pytający o sens własnego istnienia jest także głosem pytającym o sens istnienia całej społeczności, a więc i drugiego człowieka. Społeczność głos ten – na ogół nieumyślnie – zagłusza, tymczasem tylko drugi człowiek, tak jak wszyscy inni stworzony na obraz i podobieństwo Boże, daje szansę na najprostsze spotkanie z Bogiem. To właśnie tu jest źródło tajemnicy miłości – niezwykłej relacji między dwiema osobami. Mąż–żona oraz ojciec (matka)–-dziecko – te dwie relacje ułatwiają duszy ludzkiej otwarcie się na niewyobrażalną miłość Chrystusa Pana do każdego człowieka. Już to samo wystarcza na dowód niezbędności Prawa Naturalnego jako drugiego obok Objawienia filaru nauczania Kościoła Rzymskokatolickiego. Pierwszeństwo tych szczególnych relacji osoba–osoba leży u podstaw personalistycznej cywilizacji łacińskiej, która żąda ponadto osobistej odpowiedzialności za każdą taką relację. Dzięki temu społeczność personalistyczna stanowi optymalny sposób doczesnego istnienia wspólnoty, a zarazem wyjaśnia się – jak dotąd raczej enigmatyczne – pojęcie “Ludu Bożego”. Tęsknota św. Augustyna za Bogiem była tylko częściowo zaspokajana dzięki tej cywilizacji, która zaczęła dojrzewać w Jego czasach i która dla każdego wierzącego może i powinna stanowić duchowy, wspólnotowy układ odniesienia. Nie ulegajmy złudzeniom Niezbędność Prawa Naturalnego jest ośmieszana, lekceważona lub przemilczana
przez CSP. Fakty znane z pogańskiej Grecji lub Rzymu wskazują, że
działania tego Prawa w duszy ludzkiej nie da się wytłumaczyć czystym
poznaniem rozumowym. Pozostanie, być może na zawsze, tajemnicą gotowość
poganina do oddania życia za prawdę (Aemilius Papinianus, 212 r.). Dziś
w wyniku celowej, świadomej polityki CSP sytuacja zmieniła się
diametralnie. Im więcej elementów tworzących Grupę Stworzenia (GS)
jest nieobecnych wokół człowieka, tym trudniej jest mu wyobrazić sobie lilie
polne i ptaki niebieskie, tym więcej jest wokół niego elementów
zbioru mieszanego – odprysków GS oraz syntetyków, owoców buntu
przeciw wyrokowi Bożemu po popełnieniu grzechu pierworodnego. Harmonia w świecie stworzonym jest teologii dobrze znana, ale brak jest sposobu na rozgraniczanie tego, co w tej harmonii zakłócił grzech pierworodny Pierwszych Rodziców, od tego, co ludzie zakłócili w ciągu dziejów, buntując się przeciw chorobom, śmierci i pracy w pocie czoła. Szansę daje teoria grup, ponieważ obok świadomego gospodarowania na elementach zwyczajnych grupy GS (naturalna żywność, ubranie, mieszkanie, podróżowanie, lekarstwa itp., następuje (najczęściej pod wpływem CSP) równie świadome i celowe bezpowrotne eliminowanie elementów tworzących GS. Urbanizacja, chemizacja, syntetyki, promieniotwórczość, niszczenie warstwy ozonowej, wycinanie lasów w dorzeczu Amazonki, efekt cieplarniany, zatruwanie wód szelfowych i wiele innych, to tylko przykłady elementów syntetycznego zbioru, pozbawionego własności grupy, a więc w języku potocznym – wewnętrznej harmonii. Obok zaangażowania tego typu rozumowania, wyjaśniającego analogie pary pojęć: owoce zakazane – owoce dozwolone z parą pojęć elementy zwyczajne – “elementy tworzące. Grupy Stworzenia, warto zapytać, czy mamy przesłanki dopuszczające istnienie specyficznych, biopsychicznych cech człowieka, zagospodarowującego swoją wolną wolę w abstrakcyjnych przestrzeniach operatorowych, danych przez Boga w Akcie Stworzenia? Chodzi tu o jakieś cechy powszechne, nieuzależnione od osobistych uzdolnień, zainteresowań czy tradycji, bo tylko tak szerokie podejście przemawiałoby za wyłożoną tutaj tezą o rozszerzeniu rozumienia Aktu Stworzenia na abstrakcyjne przestrzenie operatorowe – pole dla wolnej woli intelektu człowieka, ale pole ograniczone, odróżniające go od Wszechmocy Bożej. Taką główną cechą jest przyjmowanie bez oporu przez człowieka do wiadomości wielu cech abstrakcyjnej przestrzeni operatorowej, w przeciwieństwie do często spotykanego buntu przeciw istnieniu Boga jako Stwórcy wszechrzeczy (a więc i wszelkich cech przestrzeni operatorowej!). Inaczej mówiąc, człowiek milcząco przypisuje sobie, swojemu intelektowi tę przestrzeń jako wypracowaną przez siebie własność, jako punkt wyjścia do panowania nad światem wbrew Bogu. Ta cecha intelektu człowieka, nazywana jest potocznie rozwojem człowieka. Jest ona niczym innym jak najgłębszym i trudnym do zakwestionowania, bo bezzasadnie bronionym, rzekomym wyrazem jego wolnej woli – też przecież daru pochodzącego od Boga i wyróżniającego człowieka jako najbliższe Bogu Jego dzieło (por. NPW 11-12.2004). Jest po prostu ukrytą, uświadomioną lub nieuświadomioną pychą. Dla przybliżenia sedna problemu, intelektualnego buntu przeciw Bogu, zrodzonego pod hasłem nauki, a upowszechnianego pod hasłami postępu i rozwoju, warto przytoczyć na zakończenie jeden, jedyny, ale wymowny przykład z zakresu budowy materii w stanie krystalicznym (dominującym w przyrodzie nieożywionej, ale także spotykanym w przyrodzie ożywionej). Otóż okresowe uporządkowanie atomów (lub cząsteczek) tworzących trójwymiarowy kryształ w trójwymiarowej przestrzeni, ma za osnowę sieć punktów matematycznych (a więc elementów niematerialnych) w tej przestrzeni. Francuski krystalograf wykazał w XIX wieku, że istnieje tylko 14 (czternaście!) różnych takich osnów, zwanych od jego nazwiska sieciami Bravais. Empirycznie znaleziono i na ogół rozszyfrowano (to znaczy znaleziono współrzędne względne każdego atomu w komórce elementarnej) dziesiątki tysięcy struktur różnych kryształów, często bardzo skomplikowanych. Każda z nich musi być jednak rozpięta na jednej z tych 14 sieci Bravais. Skały–- typowe obiekty krystaliczne są zapewne znacznie starsze od każdego z nas. Pomyślmy, czy istnienie takiej własności abstrakcyjnej, pustej, matematycznej przestrzeni trójwymiarowej, jaką są sieci Bravais, jest zasługą intelektu człowieka, czy też należy do wszechrzeczy, stworzonej przez Boga? Pamiętajmy, że każde odkrycie czy wynalazek powinien być przede wszystkim okazją do uwielbienia Boga w Jego dziele stworzenia. Ale to uwielbienie może zginąć w chaosie odkryć i wynalazków, których zbiór nie będzie nigdy stanowić żadnej podgrupy Grupy Stworzenia, a więc może nam przesłaniać Boga i oddalać nas od Niego. Jeżeli zatem już tu, w życiu ziemskim, chcemy spotkać
radość pochodzącą z nadprzyrodzonego spotkania z Bogiem i zasłużyć na
nią w życiu wiecznym, to oddajmy całą satysfakcję z naszych odkryć,
wynalazków i rozwoju dla Jego chwały,
pamiętając jednak, że nikt nie może zdjąć
z nas całkowicie odpowiedzialności za
wszelkie zło, które z tych odkryć, wynalazków i rozwoju może wyniknąć. Zastrzeżenie to kieruję zwłaszcza pod adresem wielu z nas, Polaków, którym odkrycie możliwości życia w ustroju innym niż ustrój PRL zamknęło serca na krzywdę miliona głodujących polskich dzieci, wołającą o pomstę do nieba. Ten ustrój, tak rozpowszechniony w „rzodujących krajach”, nie tylko nie zrobił nic na serio dla nędzy ludności Trzeciego Świata, ale wprost przeciwnie, doprowadza nasz naród do kolonialnej nędzy. Wyleczyć nas może z tej ciężkiej choroby sumienia tylko ideał czystego, skromnego życia, nie lękającego się pracy w pocie czoła, otwartego na Boga i bliźniego, odporny na wszelkie pomówienia o zaściankowość i zacofanie. „Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki” –śpiewamy od zawsze, a dziś dodajemy: „Jezu, ufam Tobie”. Dołączymy wtedy
do rzeszy radosnych ludzi, o czystych, prostych sercach, która przechodzi się przez wszystkie czasy i dotrwa
aż do skończenia świata. |