HISTORIA I WSPÓŁCZESNOŚĆ

Nowy Przegląd Wszechpolski, Numer 11-12, 2005.

Jerzy Chodorowski - LWOWSKIE ZDERZENIE CYWILIZACJI Ze wspomnień o Profesorze Wincentym Stysiu

Władysław Kośmider - O konieczności pojednania patriotycznych środowisk prawicy i lewicy

Jerzy Chodorowski

LWOWSKIE ZDERZENIE CYWILIZACJI

Ze wspomnień o Profesorze Wincentym Stysiu


W 1996 r. Samuel P. H. Huntington opublikował książkę, której przekład polski ukazał się w 1997 r. pod tytułem Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego. Prof. Mirosław Dakowski, fizyk, a jednocześnie znawca twórczości F. Konecznego, uznał książkę Huntingtona za plagiat dzieła Konecznego O wielości cywilizacji. Niezależnie od tego, czy jest to prawdą czy nie, pozostaje faktem, że Huntington pierwszy użył terminu „zderzenie cywilizacji”, chociaż Koneczny o samym zderzeniu pisał szeroko avant la lettre już 61 lat wcześniej. Obaj autorzy uważali, że w obecnym świecie powstanie jednej uniwersalnej cywilizacji jest niemożliwe. Każda bowiem cywilizacja żywotna jest ekspansywna. Trzeba się więc liczyć z koniecznością istnienia wielu cywilizacji oraz z konfliktami między nimi. Jak pisze Koneczny, przy zetknięciu się dwóch cywilizacji żywotnych musi nastąpić walka ich choćby zrazu nieświadoma. (...) Działalność ta nigdy nie doznaje przerw, ani nawet w stosunkach najbardziej pokojowych, chociażby przyjaznych. Skala tych zderzeń cywilizacyjnych może być różna, różne miejsca, w których się pojawiają, różne ich natężenia i następstwa. Mogą to być zwarcia w skali globu, rzadkie lub częstsze na kresach bądź wzdłuż granic państwowych; mogą powstawać także wewnątrz państwa, jeśli mieszkają w nim grupy narodowe należące do różnych cywilizacji;  linia frontowa konfliktu może też przebiegać wewnątrz jednego rodu lub nawet rodziny! Jedno z takich zderzeń otworzyło nową epokę w historii Polski. Doszło do niego – w następstwie długo narastającego konfliktu cywilizacyjnego – we wrześniu 1939 r. na  Kresach Wschodnich  II Rzeczypospolitej. Szczególnie wyrazistą formę przybrało ono w stolicy Kresów Południowo-Wschodnich, we Lwowie. Uniwersytet zaś – centrum kulturowe miasta – stał się na linii tego frontu punktem specjalnie ważnym.

Wojska sowieckie zajęły Lwów 22 IX 1939 r.oku. Niedługo potem, 28 IX (według prof. Karoliny Lanckorońskiej 29 IX), w Collegium Maximum Uniwersytetu im. Jana Kazimierza odbył się mityng. Słowo to, w potocznej polszczyźnie lwowskiej dotąd nie używane, zapowiadało nową epokę w dziejach polskiej martyrologii na Kresach, cała bowiem indoktrynacja tamtejszej ludności zaczęła się od mityngów i była za ich pomocą realizowana. Nie przepadam za różnego rodzaju masowymi spędami, więc nie zamierzałem wziąć udziału w mityngu. Zostałem jednak zachęcony, a właściwie przymuszony do tego przez swoją rodzinę: „Pójdź, bo może będzie głosowanie w sprawie języka wykładowego!”.

PRZEDSMAK NOWEGO ŁADU

Zebranie zaczęło się z wejściem na podium przedstawicieli nowych władz administracyjnych miasta wraz z jego komendantem wojskowym. Odśpiewano Międzynarodówkę, po czym komendant poprosił do prezydium rektora Uniwersytetu, prof. Romana Longchamps de Beriera, oraz dziekanów, a następnie, przemawiając krótko po rosyjsku, dokonał otwarcia mityngu, zaznaczając, że odbywa się on w gmachu Uniwersytetu, który będzie odtąd kształcić nie panów, a lud. Następnie głos oddał Aleksandrowi Korniejczukowi[1].

Jemu przypadła rola wygłoszenia referatu określającego stosunek nowych władz do Uniwersytetu oraz do szeroko pojętej kultury narodu polskiego i ukraińskiego. Referat zbudowany był według utartego schematu, obecnego we wszystkich tego typu „kazaniach”, które musiałem potem wysłuchiwać na różnych zebraniach tak w Związku Radzieckim, jak i na peerelowskim obrzeżu tegoż Imperium. A więc na początku musiało być odniesienie do ponurej epoki caratu. Korniejczuk zaczął od przedstawienia ogromnego zacofania gospodarczego Cesarstwa, a następnie na jego tle odmalował wspaniałe sukcesy Związku Radzieckiego. Uporawszy się w ten sposób z „bazą”, prelegent przeszedł do „nadbudowy”. Państwa burżuazyjne – mówił – jak ongiś przedrewolucyjna Rosja, są rządzone przez klasy uprzywilejowane: burżuazję i wielkich właścicieli ziemskich. Także przedwojenną Polską rządziła szlachta i burżuazja, a lud był uciskany, wyzyskiwany i nie miał praw politycznych. Dlatego także kultura polska była kulturą tylko klas posiadających. Młodzież chłopska, polska czy ukraińska, nie mogła studiować na uniwersytetach. Ludzie pochodzący z klas eksploatowanych nie mieli dostępu do stanowisk i godności uniwersyteckich. Teraz to wszystko się zmieni. W pańskiej Polsce Lwów miał jeden uniwersytet, a właściwie powinny tu być dwa: polski i ukraiński, teraz liczba wyższych zakładów naukowych we Lwowie wzrośnie i staną one otworem przed młodzieżą chłopsko-robotniczą całej Ukrainy radzieckiej. Słowem perspektywy rajskie... Z kolei nastąpiła część trzecia i najważniejsza wystąpienia Korniejczuka. Mówca chciał przestrzec młodzież przed demobilizującym optymizmem, a jednocześnie pozyskać wśród niej ideowych agentów wspomagających organy władzy. Zwrócił się więc z apelem do młodych, przed którymi otwierały się wrota uczelni: jeśli wejdą między was wrogowie ludu wywodzący się z klas wyzyskiwaczy z zamiarem działania na szkodę władzy sowieckiej, obowiązkiem waszym niech będzie powiadomienie o tych faktach waszych organów partyjnych. Powiało Syberią...

W dyskusji głos zabierali głównie komuniści, którzy zajęli pierwsze rzędy miejsc w audytorium. W większości mówili po polsku. (Być może były to osoby, które przeżyły rozwiązanie Komunistycznej Partii Polski i stalinowską czystkę tylko dlatego, że w tym czasie odsiadywały wyroki w polskich więzieniach). Poziom tych wystąpień i ich treść nie odbiegały od poziomu i treści przemówienia Korniejczuka, nie obyło się przy tym bez momentów komicznych, jak np. w wypadku, gdy mówca, uniesiony entuzjazmem dla referatu zakończył swe wystąpienie wezwaniem: „Byśmy się zabrali do intensywnej pracy i nie tylko dogonili Związek Radziecki, ale i go przegonili!”. Otrzymał rzęsiste brawa. Znalazł się jednak i taki dyskutant, który wysunął postulat, by w ogóle zamknąć dostęp do Uniwersytetu osobom z klas dawniej rządzących. Spotkał się z ripostą byłego rektora Uniwersytetu, prof. Seweryna Krzemieniewskiego[2], który oświadczył, że dla niego tak Nauka  i Prawda jest jedna,  więc jeśli nie ma różnic klasowych, to wszyscy są równi, a on będzie kształcić chętnych bez względu na pochodzenie: chłopów, robotników, szlachciców, inteligentów. Sala przyjęła to wystąpienie z owacją.

Po jeszcze kilku wypowiedziach w duchu Korniejczuka głos zabrał doc. dr Wincenty Styś, ekonomista i historyk gospodarczy, uczeń prof. Franciszka Bujaka oraz prof. Stanisława Grabskiego. Nie wiadomo, dlaczego jedyna znana mi relacja z mityngu zawarta we Wspomnieniach wojennych prof. Karoliny Lanckorońskiej[3] nie zawiera żadnej wzmianki o jego wystąpieniu, choć zasługuje ono na uwagę z dwóch powodów: było to jedyne na mityngu dłuższe wystąpienie, krytyczne wobec referatu Korniejczuka, i zarazem jedno z dwóch tylko wystąpień pracowników Uniwersytetu.

ZWARCIE

Wincenty Styś zaczął od zakwestionowania tezy prelegenta, iż dzieci chłopskie nie mogły w Polsce studiować, nie studiowały na uniwersytetach ani nie miały dostępu do stanowisk naukowych. Jako niepodważalny kontrargument przedstawił fragmenty własnego życiorysu: pochodził z wielodzietnej rodziny chłopskiej, która utrzymywała się z nieco ponaddwuhektarowego gospodarstwa; o własnych siłach oraz dzięki pomocy dostępnej dla całej młodzieży studiującej ukończył studia uniwersyteckie i doszedł do stanowiska naukowego; nie był wyjątkiem, gdyż podobną drogę odbyli i inni pracownicy naukowi UJK, np. historycy: prof. Fr. Bujak, doc. S. Inglot, doc. W. Hejnosz czy polonista z Uniwersytetu Jagiellońskiego doc. Stanisław Pigoń, a także wielu podobnych z innych uniwersytetów i innych dyscyplin.

Następny cios, równie celny, skierowany został przeciw wezwaniu Korniejczuka, by młodzież chłopsko-robotnicza inwigilowała klasowo obcy element studencki i w razie zagrożenia z tej strony informowała odpowiednie władze.  Styś przypomniał, że wprawdzie w Polsce było wiele zła, wiele niesprawiedliwości, ale po ponadwiekowej niewoli i po ogromnych zniszczeniach powstałych w wyniku I wojny światowej Państwo Polskie mogło tylko stopniowo i wolno usuwać wszelkie zło z ustroju i życia społecznego. Jednak wówczas zła nie zwalczano złem. Podobnie i dziś nie można leczyć zła złem. Była to wyraźna aluzja do postulatu wysuniętego przez prelegenta. Zrobiło się cicho. Słuchacze doskonale wyczuli, że dzieje się tu coś bardzo ważnego, że mówca  wszedł na jakiś bardzo niebezpieczny teren, który wykracza poza miasto, poza jedno państwo, jeden naród i zapewne tylko nieliczni zdali sobie z tego sprawę, że jest to wielka przestrzeń cywilizacji. Wprawdzie dyskutant nie wdał się w rozróżnienie zła fizycznego i moralnego, ale było wiadomo, że chodzi właśnie o to ostatnie. Zresztą sam Korniejczuk, odpowiadając Stysiowi, dowiódł, że również i on tak właśnie rozumiał sens zła w jego wypowiedzi. Odparowując bowiem atak W. Stysia, od razu uderzył trafnie w to właśnie słowo: „Jeślibyśmy trzymali się tej zasady i nie zwalczali zła złem, to nigdy nie dokonalibyśmy rewolucji”.

I w tym momencie doszło do kulminacji zwarcia: zaiskrzyło. Nastąpiło to, co S. Huntington nazwał w 1996 r. zderzeniem cywilizacji, a co Feliks Koneczny zaobserwował już 61 lat wcześniej w Polsce, a szczególnie na wschodnich jej terenach, gdzie trwała permanentna walka między cywilizacjami: z jednej strony łacińską, a z drugiej – aliansem cywilizacji żydowskiej, bizantyńskiej i turańskiej. Trzy ostatnie wprawdzie walczyły także między sobą, ale łączyły się zazwyczaj sojuszem wojennym, by uderzać na łacińską wspólnymi siłami. Zderzenie dwóch oponentów reprezentujących odmienne cywilizacje pokazało wyraźnie, że przemawiają różnymi językami, że w poglądach na dwa najważniejsze wyróżniki cywilizacyjne, dwa istotne problemy quincunxa każdej cywilizacji:  wobec prawdy i fałszu a dobra i zła zajmują diametralnie różne stanowiska. Siła zderzenia była tak duża, że momentalnie wyrzuciła ich na dwie płaszczyzny. Gdyby dalej polemizowali ze sobą, byłyby to przemowy do głuchych, ich słowa trafiałyby w próżnię. Być może, że sytuacja ta tak silnie zapadła w pamięć Profesora, że pod jej wpływem, jeszcze długo po wojnie, mówiąc o dyskusjach z marksistami, uciekał się do analogii dwóch szermierzy walczących na różnych wysokościach: w takim wypadku rapiery mogą ciąć tylko powietrze.

REFLEKSJE

Gdy dziś, po upływie 66 lat, wracam  myślą do tego wydarzenia, pojawia się ono jako jakiś epizod udramatyzowany, pokazowy, niemal widowiskowy, a zarazem urastający do rangi symbolu. Oto w obronie Rzeczypospolitej i jej cywilizacji staje samotnie człowiek zewnętrznie niepozorny, ale silny duchem, odważny, obdarzony pięknym głosem, inteligentny, dowcipny, świetny polemista, doskonały wykładowca. Za Ojczyzną ujmuje się właśnie ktoś, kto wywodzi się z tej warstwy Narodu, której Ojczyzna nie pieściła i wobec której była winna wielu zaniedbań,  – z warstwy chłopskiej. Ale dla W. Stysia była to polska warstwa Narodu. Dla niego ważny był cały Naród, Naród jako całość. I w jego imieniu stanął w szranki polemiczne z przedstawicielem najeźdźców – reżymowym i sztandarowym twórcą nowej kultury. Sytuacja była pełna powagi, ale nie przeszła w fałszywy patos. W. Styś przemawiał spontanicznie, nie było w jego wystąpieniu ani przesady, ani koturnów sztuczności. Właściwie przemawiały przez niego stulecia tradycji narodowej.

I tak można by dalej snuć z lwowskiego starcia cywilizacyjnego niekończące się wątki refleksji. Można by stawiać pytania: dlaczego to właśnie W. Styś okazał się unus defensor civilisationis latinae? Przecież wśród przedstawicieli dwóch starszych pokoleń obecnych na sali były osoby, które pamiętały rok 1920 i wiedziały, jak głęboka przepaść cywilizacyjna dzieli Wschód od Zachodu. A może W. Styś postąpił nierozważnie? Znane bowiem były wypadki, kiedy to ekonomiści ukraińscy czy rosyjscy wyrażali się krytycznie o polityce gospodarczej Związku Radzieckiego i naruszali kanony marksizmu-leninizmu, za co płacili wolnością a nawet życiem. Może W. Styś zanadto ufał, że pochodzenie chłopskie uchroni go przed gniewem nowej władzy, gdy tymczasem taki człowiek jak on, który zadawał kłam marksistowskiej nauce o klasach, był dla reżymu komunistycznego groźniejszy od zdeklarowanych wrogów ludu pochodzących z klas wyzyskiwaczy. Bogactwo myśli inspirowanych przez mityng uniwersytecki jest ogromne. Nie sposób ich tu wszystkich wymienić.

Jest jednak jedna refleksja, która – jak się wydaje – specjalnie wybija się i narzuca wśród natłoku innych myśli. Jest to myśl ukazująca ogromny absurd, co najmniej od stulecia zatruwający polską scenę polityczną i polskie życie społeczne: rozbicie Narodu i wyrwanie z niego kalekich frakcji: ludowej i narodowej. Już same – urągające logice – ich nazwy wskazują na niedorzeczność faktu wyrwania ze zdrowej, naturalnej całości dwóch ułomnych części. Postawa, którą zajął prof. Styś, wznosiła się ponad to rozbicie: można ją określić jako narodowo-ludową z tej racji, że jej obrońca wywodził się z ludu. A w istocie była to po prostu postawa Polaka. Profesor nie był ani wynalazcą, ani pierwszym realizatorem tej formuły. Miał przed sobą jej pioniera w osobie największego przywódcy polskiego ruchu ludowego – Wincentego Witosa. I on brał udział w „zderzeniu cywilizacji”, tyle że od lwowskiego wcześniejszym o 20 lat, i walnie zasłużył się w przygotowaniu zwycięstwa cywilizacji łacińskiej. Jak dalece cenił sobie własną chłopską świadomość narodową, dowodzi fakt, że w swoich Wspomnieniach z długiej wypowiedzi Stanisława Głąbińskiego jako świadka obrony w procesie brzeskim przytoczył jedno tylko to zdanie o sobie: Witos był nie tylko ludowcem, ale i narodowcem.

PRZED POŻEGNANIEM Z EKONOMIĄ

Po mityngu uniwersyteckim W. Styś nie odpiął szpady. Objąwszy wykłady ekonomii na Wydziale Prawa, zręcznie skierował je na tory historii myśli ekonomicznej i w ten sposób ominął marksistowskie rygory wykładu podręcznikowego. Operacja ta pozwoliła mu na różne, mniej lub bardziej zawoalowane docinki pod adresem gospodarki sowieckiej. Bywało, że Profesor dawał słuchaczom chwilę odprężenia, robiąc nawet bardzo śmiałe aluzje. Kiedyś, gdy zaczęły dochodzić informacje o organizowaniu armii polskiej we Francji, a kto mógł, słuchał radiostacji zagranicznych, Profesor po skończeniu jakiegoś zdania nagle przerwał i po chwili zapytał: Czy zauważyliście państwo, że ostatnie zdanie wypowiedziałem głosem spikera BBC?

Wkrótce z wykładowcy i jego słuchaczy powstała dobrze rozumiejąca się całość. Profesor mówił przystępnie, barwnie i dowcipnie,z akcentami polemicznymi. Był zamiłowanym polemistą. Mierzenie się ze zdaniem przeciwnym, tropienie błędu w rozumowaniu partnera i w końcu wychodzenie za pomocą precyzyjnie dobranych argumentów z mylących pułapek na klarowną przestrzeń niepodważalnych tez – sprawiało mu widoczną przyjemność. Szukał potencjalnych oponentów wśród słuchaczy. Zachęcał nas do zgłaszania się po wykładzie z wątpliwościami i własnymi opiniami. Bywało, że na koniec wykładu formułował problem-pytanie i prosił studentów, by ktoś przygotował na następny wykład własną próbę jego rozwiązania.

Nic więc dziwnego, że niedługo o wykładach Profesora było na Uniwersytecie głośno i zaczęli na nie ściągać także studenci z innych wydziałów. Byli tacy, których przyciągało zainteresowanie ich tematami; może sądzili, że dowiedzą się, jak długo będzie trwać anarchia gospodarcza w mieście i wciskająca się wszędzie coraz większa bieda; ale byli zapewne i przekonani marksiści, którzy próbowali podważać pewne tezy wykładowcy; niewątpliwie przychodzili także wysłannicy odpowiednich władz, ciekawi, co też się tu dzieje i o czym się mówi; znałem jednak i takich, których może nie pociągała specjalnie treść wykładów, lecz przychodzili na nie, by popatrzeć bodaj na rąbek tego, co już odchodziło; by „wśród nadciągających nocy nieprzeniknionych cieni”, „spustoszeń i złomów” dojrzeć błysk „rannych promieni” i zaczerpnąć polskiego powietrza choćby tylko na jeden dzień. Sielanka ta skończyła się jednak bardzo szybko.

Po świętach Bożego Narodzenia 1939 r., zgodnie z sowieckim programem studiów, ogłoszono rozpoczęcie drugiego semestru, a 3 I 1940 r. nową strukturę Wydziału Prawa. Zlikwidowano 6 katedr, 27 profesorów, docentów i asystentów zostało pozbawionych etatów. W nazwie Eobjął bolszewik, który – jak się sam chwalił – do napaści na Polskę pracował w MTS (Stacja Maszynowo-Traktorowa), a profesor Styś, pożegnawszy się ze słuchaczami i oświadczywszy, że jest to jego „łabędzi śpiew” w nauce ekonomii, wylądował w jakiejś spółdzielni na stanowisku... księgowego.

PONOWNIE NA PLANSZY

Niebawem okazało się, że pożegnalny wykład nie był  „łabędzim śpiewem”. W czasie okupacji niemieckiej bowiem Profesor uczestniczył w tajnym nauczaniu na Wydziale Prawa UJK i egzaminował studentów z ekonomii. Po wojnie osiedlił się we Wrocławiu, objął kierownictwo Katedry Ekonomii na Wydziale Prawa oraz wykłady z tego przedmiotu. Wykładał ekonomię również w Wyższej Szkole Handlowej (potem Wyższej Szkole Ekonomicznej). Tymczasem wzbierała już nowa fala wschodniej mieszanki cywilizacyjnej i groziła zderzeniem, tym razem przesuniętym bardziej na zachód i skoncentrowanym na obszarze nauki, a przede wszystkim nauki ekonomii. Jej najwyższe spiętrzenie przypadło na przełom lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX w. Oskar Lange, czołowy ekonomista marksistowski, mógł oświadczyć z dumą: Przełom marksistowski, który dokonał się w polskiej nauce ekonomii w latach 1949-1951, oczyścił naukę z balastu burżuazyjnej metodologii i aparatu pojęciowego, które przeszkadzały w rozumieniu rzeczywistych praw rozwoju społecznego, przyswoił naukom aparat myślowy marksizmu, umożliwiający prawdziwą analizę procesów społecznych. W takiej sytuacji dla prof. Stysia nie było miejsca w ekonomii. „Aparat myślowy marksistowski” wprawdzie poznał on bardzo dobrze, ale go „sobie nie przyswoił”. Kurczyły się możliwości racjonalnej dyskusji i polemiki, czyli dążenia do wiedzy i prawdy za pomocą rozumu. Wobec tego w 1949 r. zrezygnował z wykładów ekonomii na Wydziale Prawa i znalazł sobie azyl w wykładzie historii gospodarczej dla prawników. Widocznie jednak nie ufano mu mimo poprawnego pochodzenia społecznego, gdyż i z tej niszy został wygnany:  dnia 1 IX 1953 r. przeniesiono go na Wydział Filozoficzno-Historyczny do Katedry Historii Polski (wykładał historię gospodarczą Polski w okresie kapitalizmu).

Dopiero wydarzenia Października 1956 r. pozwoliły mu powrócić na stanowiska, których został pozbawiony. W 1957 r. został rektorem Wyższej Szkoły Ekonomicznej we Wrocławiu. Jak olbrzymia większość Polaków, również i on dał się wówczas zwieść pozorom i początkowo uważał, że Październik był przełomem pozwalającym Polsce wrócić do normalności i bodaj częściowo odzyskać wolność w głównych dziedzinach życia społecznego. Niektórzy politycy i publicyści, głównie emigracyjni, uważali jednak, że przeprowadzone i zapowiadane kolejne zmiany ustrojowe w ZSRR i w PRL są zmianami fikcyjnymi. Zwracali uwagę na ich fasadowość, na efekty wyłącznie zewnętrzne, które miały przekonać Zachód, że ustrój ZSRR i jego satelitów liberalizuje się i że z tego powodu należy wyzbyć się wobec niego wrogości i wszelkich obaw. Polacy nie raz oszukani, bardzo szybko zorientowali się, o co w tym „przełomie” chodzi, i skwitowali go ciętą diagnozą: po okresie minionym (rzekomych wypaczeń socjalizmu) nadszedł okres „nieminiony”. Prof. Styś przekonał się o pozorności zmian, gdy zobaczył, jakie podręczniki do nauki ekonomii zostały zalecone przez ministerstwo. Wobec tego zrezygnował z wykładów ekonomii na Wydziale Prawa (objął je jeden z pracowników Katedry – marksista),  zatrzymał sobie tylko seminarium i kierownictwo Katedry, główne zaś wysiłki skierował na przeobrażenie wrocławskiej WSE w nowoczesną uczelnię ekonomiczną. Mimo że wracało dawne zniewolenie umysłów, przybierające tylko inne formy kontroli, Profesor usiłował wyzyskać każdą szparę w systemie politycznym i edukacyjnym, by wprowadzić przez nią do aktualnej „nauki” argumentację racjonalną. Chciał, by zastąpiła ona hasła propagandowe, zaklęcia, „osobiste odczucia” oraz akty wiary i przywiązania do marksizmu-leninizmu. Był przekonany, że dowód rozumowy ma nieodpartą moc perswazji, że zatem człowiek używający rozumu musi przyjąć wniosek, do którego prowadzi poprawna argumentacja. Po raz drugi zatem wstąpił w szranki w obronie cywilizacji łacińskiej, personalistycznej, dla której największym zagrożeniem był kolektywizm marksistowsko-leninowski. W kwietniu 1957 r. wygłosił na Zjeździe Ekonomistów w Sprawach Rolnictwa we Wrocławiu referat na temat intensyfikacji i rentowności produkcji rolnej, w którym padły ciągle aktualne słowa: Nie można rozwijać produkcji rolnej bez chłopów i wbrew chłopom. Przywileje deprawują, upośledzenia dławią i niszczą. Program niszczenia części gospodarstw rolnych godzi w produkcję rolną i tym samym w żywotne interesy całego narodu. Zadziwiające, jak głęboko odczuwał (najprawdopodobniej nie znał twórczości F. Konecznego) wrogość marksizmu wobec cywilizacji łacińskiej. W swej ostatniej książce Współzależność rozwoju rodziny chłopskiej i jej gospodarstwa (Wrocław 1959) dowiódł, że nie można przenosić marksistowskiego pojęcia klasy ani walki klasowej, będącej zjawiskiem par excellence miejskim, do społecznych warunków wiejskich, gdzie nie ma ono żadnego znaczenia. W połowie bowiem XX w. naturalny proces społeczny zmierzał do obalenia wszystkich dystynkcji. Procesy demograficzne tasują i mieszają ustawicznie wszystkich. Skoro bowiem – dowodził – ten sam chłop mógł być drobnym rolnikiem we wczesnych latach swego małżeństwa, a bogatym wieśniakiem, gdy gospodarstwo jego osiągnęło najwyższy punkt rozwoju, i ponownie drobnym rolnikiem w ostatnich latach swego życia, gdy rozdzielił część swej ziemi pomiędzy dzieci,  przynależność do klas zależałaby od wieku i wraz z nim musiałaby się zmieniać. Czyli byłaby to klasa sprzeczna z jej znaczeniem marksistowskim.

Profesor – zakładając, że jest to możliwe – usiłował przekonać czynniki rządowe do ludzkiego traktowania chłopów. Nie uderzał przy tym w ton uczuciowego patriotyzmu, ale odwoływał się do własnego interesu tych, którzy chcieli być dobrze, a nawet lepiej żywieni. (Wtedy nikt nie odważył się na hasło: „rząd i tak się wyżywi”). Na wspomnianym Zjeździe skomentował referat Chołaja o bodźcach w rolnictwie uwagą, że im bardziej nasza gospodarka rolna popadała w ruinę, tym głośniej i tym częściej się u nas mówiło o bodźcach. Coś takiego, jakby ktoś, widząc konia ciągnącego z trudem pod górę wóz, wołał: batem go, batem. (...) Wniosek stąd prosty. Bądźmy dobrymi gospodarzami, dawajmy naszym koniom należny im obrok, a będą dobrze ciągnąć. Przestrzegał, by nie wprowadzać kolektywizacji siłą. Najważniejszym czynnikiem jest żywy człowiek. Jeśli poddany zostanie przymusowi, straci zamiłowanie do pracy, na co nie poradzą ani maszyny, ani sztuczne nawozy. Co trwało przez tysiąclecia, nie może być zmienione jedną ustawą czy jednym pociągnięciem pióra.

Urodzony polemista, Profesor wdawał się w dyskusję z każdym napotkanym marksistą, gdy tylko dostrzegał jakąś szansę przekonania go. Tym bardziej prowokował rozmowy z marksistami – pracownikami naukowymi, skierowanymi przez władze do jego Katedry. O jednej takiej dyspucie naukowej, zorganizowanej tam w pierwszej połowie marca 1949 r., informuje jego list adresowany do nieznanego z nazwiska dyrektora departamentu w ministerstwie. Przedstawiony w nim został fragment dyskusji na temat prawa malejących przychodów z ziemi, które prof. Styś uważał za fundamentalne prawo ekonomii. List (dotąd nieopublikowany) daje poza tym obraz atmosfery panującej na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego: naciski ideologiczne na profesorów, cenzurowanie nawet poszczególnych słów ich wypowiedzi i piętnowanie czysto formalnego traktowania nauki bez zaangażowania ideologicznego. Znamienne jest zakończenie listu: zabarwione lekką ironią. Stanowi uderzający autoportret jego Autora: Tak brzmiały moje wywody na temat trzeciej zasady dialektyki oraz prawa malejącego przychodu z ziemi. Myślę, Panie Dyrektorze, iż ostrze mej argumentacji przeniknie pancerze ideologiczne, którymi Pański światopogląd jest obwarowany, a może nawet wywrze trwały wpływ na Pańskie myślenie. Łączę wyrazy wysokiego poważania.

Doświadczenie wyniesione przez prof. Stysia z różnych rozmów, polemik i dyskusji z marksistami było całkowicie negatywne. Pod koniec życia formułował je za pomocą wspomnianej już analogii z szermierzami walczącymi ze stanowisk umieszczonych na różnych poziomach. W cytowanym liście klęskę przypisywał „pancerzowi ideologicznemu”. A pancerz ten – to nic innego jak przynależność do odmiennej cywilizacji. Tej lekcji udzieliły prof. Stysiowi dwa zderzenia cywilizacji: pierwsze – lwowskie w 1939 r., i drugie – wrocławskie w okresie 1945-1956. Po niecałych trzech latach intensywnej pracy, którą umożliwiły mu wydarzenia Października 1956 r., przyszła krótka choroba. Zmarł we Wrocławiu 21 IV1960 r.

„PODŻEGACZ”

Gdy śmierć przecina życie człowieka w sile wieku, z żalem zadajemy sobie pytanie, ile dobrego mógłby on jeszcze zdziałać, gdyby dalej żył. W wypadku prof. Stysia życie to było krótkie, ale pracowite, trudne i pełne walk, owocne i rokujące nadzieje. Znając  dziś wydarzenia po Październiku 1956 r., które ukazały fikcyjność przemian ustrojowych i oznaczały nawrót do istotnych elementów „epoki minionej”, trudno o pewną czy nawet tylko wielce prawdopodobną odpowiedź na pytanie, jak zachowałby się prof. Styś w nowych warunkach. Czy obyczajem innych uczonych poszedłby na kompromisy, na przykrawanie swych prac naukowych do wymogów ówczesnej poprawności politycznej i ideologicznej, czy też odpiąłby rapier i zatrudnił się gdzieś na stanowisku starszego księgowego lub kontrolera danych GUS-u; a może walczyłby dalej, tylko z mniejszą energią i w ukryciu, aż doczekałby się świtu krajowej opozycji. Każda odpowiedź będzie wątpliwa. Nie ulega natomiast żadnej wątpliwości, że gdyby nie umarł w 1960 r., zostałby objęty szeroką i dokuczliwą akcją inwigilacyjną. Jak bowiem poświadczają archiwa wrocławskiego oddziału IPN, miejscowa Służba Bezpieczeństwa wszczęła w listopadzie 1958 r. dużą sprawę operacyjną o kryptonimie „Podżegacze”. Włączono do niej  pięć osób z wrocławskiego środowiska uniwersyteckiego, wśród których znalazł się również prof. Styś.

Całą grupę oskarżono o to, że prowadzi działalność prawicową na odcinku ruchu ludowego w powiązaniu z ośrodkami emigracyjnego PSL z zagranicy, reprezentowanego przez prof. Kota Stanisława w Paryżu, a także utrzymuje kontakty z prawicowymi działaczami na terenie kraju, a głównie z grupą Mierzwy w Krakowie. Według danych UB prof. Styś w czasach swej asystentury na Uniwersytecie Lwowskim należał do Młodzieży Wszechpolskiej (także tam odkryto w nim „ludowego narodowca”), po wojnie zaś stał się ideologiczną podporą PSL. UB potraktował go – z krwi i kości chłopa – jako człowieka ideologicznie obcego. Inwigilacja Profesora nabrała rozmachu i miała tendencję do nasilania się, gdy w 1958 r. wyśledzono jego kontakty z działaczami PSL, a nawet udział w rzekomo tajnej naradzie grupy tego stronnictwa w Gniewczynie Łańcuckiej, na której miał wygłosić referat o położeniu kraju i o sytuacji międzynarodowej.

EPIGON

Profesor był ostatnim uczonym ekonomistą, który otrzymał pełną formację naukową na UJK. Istniejący tam mocny ośrodek ekonomiczny nie osiągnął wprawdzie rangi szkoły ekonomicznej o wyraźnym obliczu metodologicznym, ale składał się z uczonych wywodzących się z tradycji szkoły historycznej w ekonomii, nastawionej bardzo ostrożnie, jeśli nie wręcz sceptycznie, wobec możliwości odkrywania praw ekonomicznych. Jednocześ-nie każdy z nich starał się z tej tradycji częściowo wyzwolić i wprowadzał własne innowacje metodologiczne. W. Styś łączył indukcję historyczną z poszukiwaniem praw ekonomicznych na drodze abstrakcji i dedukcji, a więc opowiadał się za szkołą neoklasyczną w ekonomii. Jego monografie są swoistymi arcydziełami metodologicznymi, na których można się uczyć tyle trudnej, ile koniecznej metody badawczej. W sferze polityki gospodarczej charakterysty-czne dla tego ośrodka było dystansowanie się od czystego liberalizmu i opowiadanie się za solidaryzmem, interwencjonizmem, a nawet etatyzmem, przy jednoczesnym odżegnywaniu się od socjalizmu. Prof. Styś popierał program rozwiązania problemów gospodarczych Polski międzywojennej przedstawiony przez Stanisława. Grabskiego w jego książce Trzeba szukać drogi wyjścia (Lwów 1938). Po wojnie brał udział w organizowaniu osadnictwa rolnego na Ziemiach Odzyskanych; miał własną koncepcję ustroju osadnictwa opartego na średnich gospodarstwach rodzinnych oraz spółdzielczych i przyczynił się do powstania pierwszych spółdzielni osadniczo-parcelacyjnych.

Główne zainteresowania naukowe Profesora koncentrowały się wokół ustroju rolnego wsi, problemów rozdrobnienia własności rolnej, wielkości gospodarstw rolnych oraz współzależności rodziny chłopskiej i jej gospodarstwa. Cztery pokaźne monografie (nie licząc kilkunastu artykułów), w których przedstawił wyniki swoich badań, wzbudziły zainteresowanie w Anglii. Ich autor został zaproszony niedługo przed śmiercią do współudziału w prowadzonych tam analogicznych studiach nad ustrojem rolnym. Planowano nawet dokonanie przekładu jego ostatniej książki na język angielski. Poza tym głównym nurtem badawczym interesował się także historią gospodarczą, demografią i socjologią. Był świetnym znawcą historii myśli ekonomicznej.

Cały dorobek naukowy prof. Stysia, wciąż aktualny, z którego można się wiele nauczyć i w którym można znaleźć niejedną sugestię przydatną do rozwiązania współczesnych problemów wsi, czeka na swego historyka myśli ekonomicznej, rzetelnego i odważnego, który uchroniłby go od zapomnienia i zagłuszenia przez współczesną tandetę medialną. Czeka na wyczerpującą monografię naukową o jego Autorze, która wprowadziłaby go na trwałe do historii polskiej myśli ekonomicznej. Jest bowiem o Kim i o czym pisać. Tym bardziej że z okazji uroczystości 10-lecia śmierci Profesora nagromadziło się wokół jego osobowości sporo przekrętów, błędów i nieuzasadnionych ocen. A umarli, jak wiemy, już nie mogą się sami bronić.


[1] Aleksander Korniejczuk (1905-1972), ukraińsko-sowiecki działacz komunistyczny, reżymowy literat, członek Akademii Nauk USRR. Mąż Wandy Wasilewskiej (1905-1964), pisarki i działaczki komunistycznej.

[2] Seweryn Krzemieniewski (1871-1945), botanik i mikrobiolog (uczestnik rewolucji 1905 r., represjonowany przez carat; w 1940 r. została wywieziona w głąb ZSRR jego córka wraz z zięciem), zabierał jeszcze głos w sprawie różnych trudności technicznych (zagrożenie akwariów), z którymi borykał się w swym laboratorium.

[3] Kraków 2001, s. 21-23. Być może autorka poznała prof. S. Krzemieniewskiego w domu prof. Stanisława Kulczyńskiego, z którego rodziną była zaprzyjaźniona, zaś doc. Styś nie był jej znany.


Władysław Kośmider

O konieczności pojednania patriotycznych środowisk prawicy i lewicy

W orędziu na XIII Światowy Dzień Pokoju (1.01.1980) papież Jan Paweł II podkreślił, że „konieczna jest odnowa  p r a w d y,  jeżeli się nie chce, żeby jednostki, grupy i narody nie wątpiły w siłę pokoju i nie zgadzały się na nowe formy przemocy". Należy zatem „szerzyć prawdę jako siłę pokoju".

Odnieśmy treść tego fragmentu orędzia do następujących informacji:

W książce Bitwa o Polskę Jana Marii Jackowskiego na stronie 22 czytamy:

W roku 1988 Mieczysław F. Rakowski... w gronie zaufanych przyjaciół podzielił się niedobrą wiadomością. Czas dyktatury „przewodniej siły narodu" szybko dobiega końca... Wieloletnie próby zreformowania tego, co niereformowalne spełzły na niczym i teraz należy się zastanowić jedynie jak wyjść z opresji najmniej uszkodzonym...

1 lutego 2004 r. w Wiadomościach TV pokazano pana Lecha Wałęsę jako przywódcę „Solidarności” i bohatera, który obalił komunizm.

Natomiast w Radio Maryja 17 stycznia 2004 r. sam Wałęsa zwierzył się, że gdy wybuchły strajki w 1980 r., odmówił on spotkania z Edwardem Gierkiem, gdyż bał się, że go zamordują agenci.

Czy pan Lech Wałęsa jest godny nosić miano przywódcy i bohatera narodowego?

Cechy przywódcze to roztropność i męstwo. Człowiek, który godzi się zostać przywódcą, powinien starać się zbierać informacje niezbędne do podejmowania roztropnych decyzji. Natomiast bohater powinien być odważny i liczyć się z tym, że gdy zajdzie taka potrzeba, trzeba będzie swoje życie  wystawić na ryzyko. Bo tylko dobrze poinformowany polityk, o prawidłowo ukształtowanym systemie wartości, może wpływać na rozwój dobra wspólnego. Dlatego rozmowa z panem Gierkiem, który posiadał w Polsce największy zasób wiedzy politycznej, była konieczna, zwłaszcza że decyzje pana Wałęsy ważyły na losach państwa.

Wszystkim wiadomo, że w PRL-u obowiązywała cenzura i propaganda, i tylko nieliczni mieli dostęp do informacji. Do najbardziej zorientowanych należał Edward Gierek – jako człowiek, który ponad 20 lat pełnił szereg ważnych funkcji w państwie, a przez ostatnie 10 lat, do września 1980 r. sprawował najważniejszą funkcję I sekretarza KC PZPR. Jako młodzieniec do 21. roku życia przebywał we Francji, a od 1937-1948r. w Belgii, gdzie pracował w kopalniach węgla. Tam poznał zachodni system kapitalistyczny.

Nawiązanie kontaktów Wałęsy z Gierkiem było tym bardziej konieczne, że panowało powszechne przekonanie, iż PZPR była monolitem. Tymczasem w elitach partyjno-rządowych nieustannie ścierały się dwa obozy wywodzące się ze stalinizmu: natolińczycy jako chłopi i robotnicy o orientacji narodowej oraz puławianie (głównie inteligencja mniejszości narodowych) o orientacji kosmopolitycznej[1]. Natolińczyków przezywano wtedy „chamy”, a puławian  „Żydy”.

Media od okresu stalinizmu znajdowały się w rękach puławian, na masową skalę stosowano cenzurę i propagandę. Robotnicy dawali się wciągać w strajki i zamieszki uliczne, bo nie wiedzieli, że w PZPR były obozy, które walczyły o władzę, stosując sabotaż, dywersję i wykorzystując do tego nastroje społeczne.

Wieloletnie oddziaływania Kościoła katolickiego, głównie prymasa Stefana Wyszyńskiego i kardynała Karola Wojtyły, który objął urząd papieski na Watykanie, spowodowały, że do 1980 r. w PZPR wyklarowały się frakcje:

z natolińczyków – chrześcijańska i narodowa jako (dogmatycy), głównie o postawie patriotycznej [2];

z puławian – demokratyczna i liberalna jako (rewizjoniści), głównie o postawie kosmopolitycznej.

Pan Wałęsa, szykujący się na przywódcę „Solidarności”, powinien o tym wiedzieć. Powinien też wiedzieć, iż „Solidarność” była ruchem patriotycznym opartym na wartościach chrześcijańskich i doradcami powinni być ludzie o postawie patriotycznej. Tymczasem Lech Wałęsa dał się otoczyć doradcami z opozycji. W zasadzie wykształconymi, ale nie rozumiejącymi wielu zagadnień, a w dodatku chwiejnymi. Jednego z nich w nocy podpatrzyli reporterzy, jak spotkał się ukradkiem z Jerzym Urbanem – rzecznikiem rządu stanu wojennego, inny postawił „grubą kreskę”, sądząc, że tak będzie po „chrześcijańsku”. Jeszcze inny opracował rządowy program gospodarczy, którego efektem były tzw. „kuroniówki” i „zupki”. Bronisław Geremek w latach 1992-1993 był wykładowcą uczelni w Paryżu, która w 1795 r. w okresie rewolucji francuskiej, zmieniła nazwę na College de France. Uczelnia ta była przeciwieństwem scholastycznej wówczas Sorbony – najwybitniejszej uczelni świata chrześcijańskiego (zamkniętej w czasie rewolucji francuskiej), obecnie jednego z czołowych uniwersytetów europejskich.

Lech Wałęsa powinien wiedzieć, iż władza na czele z E. Gierkiem uznała słuszność protestów sierpniowych na IV,V i VI plenum KC PZPR, a członkowie PZPR o postawie patriotycznej masowo występowali z partii i uczestniczyli w tworzeniu  komisji zakładowych „Solidarności”. Powinien też wiedzieć, iż IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR  potwierdził impas rządzącej partii i jej niezdolność do zasadniczych reform i że Moskwa uważała protesty sierpniowe za kontrrewolucję i nalegała na Gierka, by stłumił ją siłą, ale Gierek odmówił.

Gdyby Pan Wałęsa zdobył się na odwagę i zaryzykował spotkanie z Gierkiem, mógłby wiele osiągnąć i uniknąć błędów. Mogliby na przykład razem wystąpić w telewizji i załagodzić nastroje społeczne, jak też udać się do Breżniewa, by go uspokoić.

Warunki były wtedy bardzo korzystne do przeprowadzenia w Polsce gruntownej reformy przez obóz patriotyczny. Tylko trzeba było mądrze działać. Wystarczyło uspołecznić majątek państwowy (traktowany jako niczyj) i zacząć spłacać, niewielki w stosunku do ówczesnego potencjału przemysłowego, zaciągnięty dług zagraniczny, a  pokojowy entuzjazm „Solidarności” można było spożytkować dla dobra Polski i innych krajów bloku wschodniego, których oczy były zwrócone wtedy na Polskę.

Należy wziąć pod uwagę, iż Gierek i jego najbliżsi współpracownicy zostali wykluczeni z partii a następnie internowani w stanie wojennym na polecenie Rady Wojskowej, której przewodniczył Wojciech Jaruzelski.

Lech Wałęsa jako przewodniczący „Solidarności” powinien współpracować z obozem patriotycznym Edwarda Gierka, ponieważ obóz narodowy z Jaruzelskim na czele był skłonny wykonywać polecenia Moskwy, a obóz kosmopolityczny opiera się na prymacie praw rynku i indywidualistycznej koncepcji człowieka, które  Kościół odrzucił ze względu na dobro wspólne, a V Zjazd PZPR potępił tendencje rewizjonistyczno-kosmopolityczne.

Spotkanie z Gierkiem było bardzo ważne, gdyż (jak czytamy w encyklopedii PWN z 1999 r.) zachodzące w Polsce przemiany ustrojowe poparła część lewicowego środowiska żydowskiego, już w okresie międzywojennym związana z ruchem komunistycznym i socjalistycznym...

W JAKI SPOSÓB POZBAWIONO POLAKÓW SIŁ DO OBRONY WŁASNYCH DÓBR

Po wojnie w ramach repatriacji z ZSRR wróciło do Polski ok. 137 tys. Żydów (w kraju przetrwało ok. 50-80 tys.) Środowiska niezależne podają około 350 tys. łącznie. W tym czasie socjaldemokraci szermowali pojęciem demokracji ludowej, by pozyskać poparcie mniej doświadczonych, natomiast PPR-owcy mówili: Z Kościołem nie chcemy zatargów. Jednak po objęciu władzy, wzmogli ataki na Kościół i duchowieństwo: przejęli majątki kościelne i Caritasu, internowali prymasa Stefana Wyszyńskiego, znieśli religię, usuwali krzyże z placówek oświatowych. Rozpoczęto kolektywizację rolnictwa..., przy pomocy represji i terroru (pacyfikacje, deportacje do obozów pracy przymusowej). PPR umacniała swą pozycję do 1947 – przez walkę z podziemiem politycznym i zbrojnym, masowe czystki w PPS oraz aresztowania i zabójstwa działaczy PSL. pełnię władzy osiągnęła po wyeliminowaniu PSL (sfałszowanie wyników referendum 1946 i wyborów do sejmu w 1947) i wchłonięciu PPS.

Po śmierci Bolesława Bieruta i krwawych wydarzeniach w Poznaniu w 1956 r., zmiany personalne w Biurze Politycznym KC PZPR, przyniosły przewagę kosmopolitom. W 1966 r. nie wpuszczono na uroczystość 1000-lecia Chrztu Polski papieża Pawła VI, który ukochał  naród polski i przyczynił się do uregulowania stosunków polsko-niemieckich dotyczących ziem odzyskanych. Po wydarzeniach marcowych w 1968 r., z władz wyeliminowano zwolenników liberalizacji systemu... W latach 1969-1970 kraj znalazł się w trudnej sytuacji; ... doszło do napięć w grudniu 1970 r. i podjęcia decyzji o użyciu broni przez siły porządkowe i wojsko; były ofiary śmiertelne. Podsumowaniem władzy kosmopolitów, była masakra stoczniowców udających się 17 grudnia  do pracy w Gdyni.

Po przełomie grudniowym władzę w Polsce przejął Edward Gierek jako I sekretarz KC i Piotr Jaroszewicz jako premier. W kierownictwie partii i rządu od początku przeważały postawy patriotyczne. Zaraz po wyborze podjęto decyzję o odbudowie Zamku Królewskiego. Piotr Jaroszewicz spotkał się z głową Kościoła, prymasem Wyszyńskim. Wkrótce doszło do usunięcia zadrażnień miedzy PRL a Stolicą Apostolską przez ustalenie administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich. W 1971 r. objęto bezpłatną powszechną opieką zdrowotną całą ludność rolniczą i podniesiono wysokość rent osobom starszym przekazującym swe gospodarstwa państwu; podniesiono też ceny skupu trzody chlewnej, mleka i młodego bydła rzeźnego... zniesiono dostawy obowiązkowe; Sejm (III 1972 r.) przyjął ambitny program budownictwa mieszkaniowego, W latach 1971-75 dochód narodowy wzrósł o 62%... Wzrost realnych dochodów pieniężnych... o 40%, zostały podwyższone zasiłki rodzinne, emerytury; stworzono możliwość wcześniejszego przechodzenia na emeryturę;... przedłużono urlopy macierzyńskie; wprowadzono dodatkowe dni wolne od pracy (1975 – 12)... W tym okresie podjęto szerokie działania w kierunku normalizacji stosunków i współpracy między Polską a Zachodem i USA, ożywienia więzi z Polonią oraz stałych kontaktów roboczych PRL ze Stolicą Apostolską. Podpisano również bardzo ważną deklarację o poszanowaniu praw człowieka (KBWE).W 1977 r., jako pierwszy z przywódców komunistycznych, Gierek spotkał się z papieżem Pawłem VI.

W połowie lat siedemdziesiątych postanowiono zwiększyć liczbę członków partii i wpisać do Konstytucji kierowniczą jej rolę. Jednocześnie nasiliły się działania dywersyjne i destabilizujące, by uniemożliwić dalszy rozwój kraju i doprowadzić do załamania ekonomicznego, a w konsekwencji odsunięcia od władzy obozu patriotycznego z Jaroszewiczem i Gierkiem na czele. Za odmowę wstąpienia do partii nasilały się prześladowania, by rozdrażnić ludzi pracy. Na kierownicze stanowiska zaczęto awansować ludzi bez inicjatywy, biernych wobec błędów i wypaczeń.

W 1976 wyraźnie pogorszyły się warunki ogólnej równowagi gospodarczej, a zwłaszcza zaopatrzenia rynku w żywność. Stały wzrost płac, przy odkładaniu podwyżki cen... Wybrano... wariant jednorazowej podwyżki, która miała przywrócić rentowność... podstawowych artykułów żywnościowych i ogłoszono ją 24 VI... doszło do strajków i wieców. Wystąpienia uliczne miały miejsce w Radomiu i Ursusie,...; konflikt między środowiskami robotniczymi a władzą stworzył inteligencko-kosmopolitycznym ugrupowaniom opozycyjnym,... szansę zorganizowanego wystąpienia i to w roli „obrońców klasy robotniczej”. W IX 1976 powstał tzw. KOR, przemianowany na... Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. Założycielem KOR-u był Jan Józef Lipski Wielki Mistrz loży masońskiej Kopernik. działacz „Solidarności”; od 1987 przewodniczący PPS. Działacze KSS „KOR” od 1978 r. tworzyli Komitety Samoobrony Chłopskiej.

W lutym 1980 r., VIII Zjazd PZPR nie wykorzystał szansy tworzenia programu naprawy i wyjścia z narastającego kryzysu. Po czym opuściło partię około 1 mln 150 tys. członków głównie patriotycznych. Wstępowali oni masowo do NSZZ „Solidarność” i zakładali Komisje Zakładowe. Pozostali (tzw. beton partyjny), poza plecami KC, zaczęli rozbudowywać struktury poziome, inicjując oddolnie reformę PZPR. Władzy zależało na zdobyciu przychylności stojącego na czele rozentuzjazmowanych mas Lecha Wałęsy i opanowaniu kierownictwa „Solidarności”, jednak znalazło się [ono] pod wpływem ekspertów i doradców KOR.

Sukcesem obozu patriotycznego z Gierkiem na czele było: nieuleganie presji Kremla, podjęcie rozmów z załogami i podpisanie porozumień społecznych, a także uznanie protestów sierpniowych za słuszne na IV, V i VI plenum KC.

Po odsunięciu Gierka i sił patriotycznych nastąpiła stopniowa radykalizacja „Solidarności” wzmagana przez opór aparatu partyjno-państwowego różnych szczebli, prowokującego sytuacje kryzysowe... Były żołnierz Kazimierz Cap złożył stosowne oświadczenie: W sierpniu 1980 r.... przełożeni dawali nam cywilne ubrania... Wywozili nas cywilnymi samochodami... żeby zrobić kompromitację... przy okazji pielgrzymki lub akcji protestacyjnej, „Solidarności”... Mieliśmy za zadanie: zrobić „zadymę”, uderzyć milicjanta w głowę... Tłumaczyli, że za to nic nam nie grozi... Chodziło o to, żeby pokazać... agresję ze strony Kościoła...

Po odsunięciu Gierka od władzy „pewne osoby” (moim zdaniem na zlecenie SB) zaczęły straszyć członków partii, że jak „Solidarność” dojdzie do władzy, to partyjnych będą wieszać. Straszono też, że leśniczy struga już pale, na które będą nabijać członków partii. Wielu uwierzyło w te kłamstwa i odwróciło się od „Solidarności”, gdyż nie wiedzieli, iż 1 Krajowy Zjazd... NSZZ „Solidarność” w Gdańsku określił organizację jako ruch społeczny dążący drogą pokojową do demokratycznych przekształceń ustrojowych w państwie.

Po przejęciu władzy przez obóz narodowy („beton”) na czele z Wojciechem Jaruzelskim i ogłoszeniu stanu wojennego znowu polała się krew robotników. Internowano działaczy „Solidarności” oraz część byłego kierownictwa PZPR, z Gierkiem i Jaroszewiczem na czele. Fakt ten wykorzystały kosmopolityczne siły opozycyjne – tworząc podziemną „Solidarność” i opanowując w niej czołowe stanowiska.

Rozpoczęto aresztowania, zwolnienia z pracy. Ludność poddano polityczno-ideologicznej weryfikacji prowadzonej pod nadzorem SB, zamordowano księdza Popiełuszkę i wielu szlachetnych Polaków. Po wprowadzeniu nieskutecznej reformy gospodarczej przez W. Jaruzelskiego w 1982 r. zaczęły się przygotowania do zmiany systemu politycznego funkcjonowania państwa. W 1985 r. powołano Trybunał Stanu i Trybunał Konstytucyjny, w 1986 r. Radę Konsultacyjną przy Przewodniczącym Rady Państwa, w 1987 r. – Rzecznika Praw Obywatelskich. Wprowadzono wiele ustaw, m.in. o utworzeniu senatu czy o utworzeniu spółek z udziałem zagranicznym. Na przełomie 1988 i 1989 r. Sytuacja ekonomiczna była fatalna. Wyeliminowanie z PZPR obozu patriotycznego spowodowało, iż demokratyczno-liberalne frakcje zwiększyły przewagę nad „betonem” do tego stopnia, iż na X plenum KC PZPR, po miesięcznej przerwie i wznowieniu burzliwych obrad w obliczu groźby dymisji części Biura Politycznego z Jaruzelskim, Kiszczakiem, Rakowskim i Siwickim na czele, przyjęto uchwałę w sprawie pluralizmu związkowego i politycznego. Trudno w tym doszukać się bohaterskiej roli Lecha Wałęsy w obalaniu komunizmu.

W czasie porozumienia „okrągłego stołu” komopolityczne środowiska liberalno-demokratyczne mają już przewagę zarówno w koalicji PZPR, jak i w Komitecie Obywatelskim „Solidarność” przy Lechu Wałęsie. Mając w posiadaniu media publiczne oraz czołowe funkcje w państwie i w opozycji, rozpoczęli realizować swoją ideę rozkładu państwa, od liberalizacji przepisów dotyczących sprzedaży alkoholu i osłabiania sił obronnych narodu, używając niezdefiniowanych, fałszywych określeń „prawica”, „lewica” i szczując jednych na drugich. Jednocześnie wdrażają reorganizacje przedsiębiorstw, administracji i instytucji państwowych, nastawioną na rozbicie więzi pracowniczych i kierowanie na bezrobocie pracowników o postawie patriotycznej i takich, którzy usiłowali bronić swoje zakłady pracy przed upadłością. Jednocześnie trwa zaciskanie budżetu państwa przez zwolnienia podatkowe; podstępną likwidację przedsiębiorstw, instytucji oraz ograniczanie miejsc pracy; liczne afery finansowe i spekulacyjne. Dług SdRP wobec skarbu państwa oceniano na 200 mln nowych zł... minister Buchacz z (PSL) wnosił majątek państwowy do przedsięwzięć prywatnych, tworzących zaplecze finansowe jego partii. Ukoronowaniem tendencji kosmopolitycznych jest wprowadzenie do Konstytucji art. 90 ust 1. RP może... przekazać organizacji międzynarodowej... kompetencje organów władzy państwowej...

Po niepowodzeniach nie rozliczono pana Jaruzelskiego tak jak Gierka, lecz jeszcze otrzymał awans, by jako prezydent PRL i IIIRP nie przeciwstawił się przejęciu władzy przez opozycję oraz zmianie ustroju politycznego i gospodarczego państwa. Obwiniany o spowodowanie masakry robotniczej w grudniu 1970 oraz nieuzasadnione wprowadzenie stanu wojennego, nie przeciwstawił się trendom kosmopolitycznym: podpisując ustawę, która spowodowała lawinowy wzrost bezrobocia. By zachęcić kierownictwa zakładów do masowych zwolnień pracowników, wprowadzono też ustawę o podziale zysków w przedsiębiorstwach państwowych. Największy wzrost zasięgu ubóstwa odnotowano w 1990 r. Po tym dano panu Jaruzelskiemu zakończyć karierę polityczną i rozwiązano PZPR, „by obarczyć całą odpowiedzialnością obóz narodowy PZPR. Kosmopolici zakazali konstytucyjnie praktyk komunizmu, słusznie umieszczając go obok faszyzmu i nazizmu, ale pozostawili równie groźny socjalizm, kapitalizm i indywidualizm – by realizować swoje cele i bogacić się na ciężkiej pracy Polaków.

Piotr Jaroszewicz był uważany za człowieka Moskwy, jednak dał się poznać jako człowiek, który działał na korzyść własnego kraju i narodu. Mógł on skupić w Polsce elektorat patriotycznej „lewicy” i zatrzymać ślepy pęd ku kapitalizmowi rynkowemu. Zwróćmy uwagę, że mord gen. Piotra Jaroszewicza – którego dokonano 2 września 1992 r. – poprzedziły bezpośrednie wydarzenia, które decydowały o kierunku transformacji i o przyszłości Polski. Wśród rządzących napięcia związane z walką o wpływy ideowe we wdrażaniu systemu wzrosły do tego stopnia, że z ostrzeżeniem musiał wystąpić prymas Glemp: 26 listopada 1991 r. błyskawicznie przyjęto Polskę do Rady Europy; 23 XII 1991 r. powstał rząd Jana Olszewskiego... wbrew woli Wałęsy; [nastąpiła] okupacja Min. Rolnictwa przez bojówkę „Samoobrony”, następnie walka o nadzór nad wojskiem. Wszystko zakończyło się eskalacją „wojny na teczki” i odwołaniem rządu J. Olszewskiego. Po odwołaniu rządu ... fala strajków... wzbudziła nadzieję krytyków nowego systemu władzy w Polsce na „nowy sierpień”, jednak po zamordowaniu generała Piotra Jaroszewicza skończyły się strajki i walki przerzucono na Kościół ...w latach 1992-93 podziały stawały się coraz mniej czytelne. Na drugi plan zeszły niedawne spory... natomiast nasilał się antyklerykalizm w szeregach SLD, UD, KLD i PSL. Z drugiej strony, w oświadczeniach i działaniach ZChN coraz więcej było symptomów upolitycznienia religii oraz instrumentalnego traktowania Kościoła.

Gdyby pan Wałęsa w 1980 r. wyciszył swoje emocje, przełamał lęk i spotkał się z Gierkiem, obaj mogliby dokonać dla wiele dobra, np. wyeliminować dzikie strajki i prowokacyjne napięcia, wytrącając Moskwie argumenty na istnienie kontrrewolucji. Spowodowałoby to umocowanie patriotycznych sił we władzy i w „Solidarności” oraz uniknięcie bezrobocia, wyprzedaży majątku państwowego, krzywd i przestępstw dokonanych zarówno w stanie wojennym, jak i po podpisaniu porozumień „okrągłego stołu”.

Gierek był zwolennikiem otwarcia na Zachód przy zachowaniu polskiego modelu socjalizmu. Gierka pomoc umożliwiłaby panu Wałęsie podejmowanie decyzji, bez korzystania z pomocy „doradców”, którzy błędnie mu doradzali. Trzeba wiedzieć, iż: Kościół odrzucił... w praktyce „kapitalizmu” indywidualizm oraz absolutny prymat prawa rynku nad pracą ludzką. Zarządzanie gospodarką wyłącznie za pomocą... praw rynku nie urzeczywistnia sprawiedliwości społecznej, gdyż „istnieją... liczne ludzkie potrzeby, które nie mają dostępu do rynku”. Należy zalecać rozsądne zarządzanie rynkiem i przedsięwzięciami gospodarczymi, zgodnie z właściwą hierarchią wartości (KKK-2425). Każdy system, według którego stosunki społeczne byłyby całkowicie określone przez czynniki ekonomiczne, jest sprzeczny z naturą osoby ludzkiej i jej czynów (KKK-2423).

Nie jest jeszcze tragedią, że kosmopolici zawładnęli Polską, bo obok karierowiczów są też idealiści, których za przekonania sądzono i więziono. Problem jest w tym, że nie rozpoznali oni Boga i nie mogąc korzystać z Jego mądrości, doprowadzili do zagrożenia warunków życia społecznego i degradacji państwa. Nie możemy tracić jednak nadziei, ponieważ Opatrzność Boża potrafi ze zła wyprowadzić jeszcze większe dobro. „Pojednanie okrągłego stołu” przy „kieliszku czy z wędką w ręku” nie przyniosło efektu. Musi nastąpić pojednanie z Bogiem, w głębokiej pokorze i uniżeniu, tak jak to czynili wielcy polscy wodzowie, którzy odnosili niewiarygodne zwycięstwa.

Pan Wałęsa w 1980 r. stał na czele milionów ludzi skłonnych do wyrzeczeń i ofiarności. Gdyby podjął współpracę z patriotycznym skrzydłem PZPR, mogliby wspólnie z „Solidarnością” doprowadzić do faktycznej jedności, wytężonej pracy, uspołecznienia majątku państwowego oraz dalszego rozwoju ekonomicznego i gospodarczego państwa zgodnie z   nauką społeczną Kościoła. Ta nauka rozwinęła się w XIX wieku, gdy nastąpiła konfrontacja Ewangelii z nowożytnym społeczeństwem przemysłowym, jego nowymi strukturami mającymi służyć produkcji dóbr konsumpcyjnych, jego nową koncepcją społeczeństwa, państwa i władzy, z jego nowymi formami pracy i własności. Kościół troszczy się o ziemski wymiar dobra wspólnego z racji jego ukierunkowania na najwyższe Dobro, nasz ostatni cel... Nauka społeczna Kościoła proponuje zasady refleksji; formułuje kryteria sądu; podaje kierunki działania. (KKK 2420/21/23).

W komunizmie staliśmy się społeczeństwem masowym – biernych odbiorców, ponieważ odeszliśmy od cywilizacji łacińskiej, zbudowanej na wartościach chrześcijańskich, stanowiących rdzeń polskości. Zatracając narodową tożsamość, tracimy własną godność i międzynarodowy autorytet. Uległszy komercyjnej kulturze masowej, nie zauważyliśmy, iż dotychczasowe rządy zarówno obozu  neosolidarnościowego, jak i neopezetperowskiego realizowały politykę liberalną, która stoi w sprzeczności z naszą piękną tradycyjną kulturą narodowo-religijną, zbudowaną na miłości ewangelicznej. Zrywając z tradycją i ulegając wpływom propagandy, daliśmy się nabrać na starą, wypróbowaną metodę dziel i rządź. Zaczęło się od przesiadywania przed telewizorami i od niewinnych sporów, kto lepszy: prawica czy lewica. Odchodząc od systemu wartości, poddaliśmy się nienawiści i pogrążyliśmy się w niemocy. Pomimo iż od lat słuchamy Radia Maryja, czytamy „Nasz Dziennik”, „Nowy Przegląd Wszechpolski”, „Niedzielę” i korzystamy z innych niezależnych mediów, wciąż nazywamy utopią pojednanie szlachetnych ludzi, którzy zaplątali się po którejś ze stron, a tych, którzy próbują jednoczyć, uważamy za zdrajców i wichrzycieli i próbujemy wykluczać ze swoich szeregów. Tak głęboko ulegliśmy wpływom propagandy i obywatelskiej naiwności, że trudno nam zrozumieć, iż prawdziwy podział Polaków przebiega pomiędzy postawą patriotyczną (miłujących swoją ojczyznę) a postawą liberalną (dążących do rozkładu państwa i robienia na tym prywatnych interesów).

Obóz patriotyczny stanowią: Towarzystwo Kultury Narodowo-Religijnej Polska Bogiem Silna im. Jana Pawła II i inne organizacje podające się za patriotyczne oraz Przymierze Ludowo-Narodowe i dziesiątki partyjek narodowych z LPR na czele. Istnieje stowarzyszenie „Pokolenia”, nawiązujące do lewicy, lecz mające wpisane w statucie cele patriotyczne. Jest niezagospodarowany elektorat skrzywdzonych byłych członków PZPR w okresie stanu wojennego - można go określić gierkowski, oraz związki zawodowe i liczne organizacje społeczne i katolickie.

Obóz kosmopolityczny tworzą: mniej lub bardziej liberalne frakcje wywodzące się z „okrągłego stołu” – promujące wejście Polski do Unii Europejskiej: SLD, PSL, UP, PO, UW, AWS i SKL. „Samoobrona” nie jest czytelna. Są też liczne organizacje społeczne i związkowe, m.in. OPZZ, Związek Nauczycielstwa Polskiego, Demokratyczna Unia Kobiet oraz organizacje feministyczne i środowiska homoseksualne.

PiS deklaruje się pójść w kierunku patriotycznym. Otrzymał poparcie ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja i Adama Gierka, syna pana Edwarda, dzięki czemu zdobył przewagę nad PO i władzę w Polsce.

Towarzystwo Kultury Narodowo-Religijnej Polska Bogiem Silna im. Jana Pawła II jest gotowe udzielić wszelkiej pomocy, aby deklaracje składane przez nowy rząd, parlament i prezydenta mogły być zrealizowane zgodnie z ich treścią i ku pożytkowi Narodu.

Dziękujemy Ojcu Tadeuszowi za rozsądek i mądrość polityczną, budzącą nadzieję przerwania procesu liberalizacji systemu, rozpoczętej na „okrągłym stole”.

Od zebrania Mieczysława Rakowskiego w 1988 r., na którym zaplanowano wyeliminować, jako najgroźniejszego przeciwnika, „syndrom chadecko-endecki”, w obozie patriotycznym nieustannie mnożą się działania destrukcyjne i destabilizujące: Najpierw polityka „dziel i rządź” Belwederu pana Wałęsy doprowadziła do rozproszenia obozu patriotycznego skupionego w KO „Solidarność”. Następnie rozwiązano  z pogwałceniem prawa Społeczny Komitet Przeciwalkoholowy, który miał rozbudowane struktury w całym kraju – od centrali poprzez województwa i gminy,  na szkołach i zakładach pracy skończywszy. ROP został rozbity na grupę A. Macierewicza i J. Olszewskiego Podobnie polityka decydentów Stronnictwa Narodowego, które podstępnie przekształciło KW LPR w partię polityczną, doprowadziła do skłócenia i rozpadu obozu patriotycznego skupionego w ponadpartyjnych sztabach powiatowych LPR, ostatnio słyszy się o rozwiązaniu Młodzieży Wszechpolskiej.

Oświadczenie Wyborców, słuchaczy i osób wspierających Radio Maryja oraz czytelników „Naszego Dziennika” z 14 lipca 2005 r.,  skierowane do liderów KWW „Odrodzenie Polski”, LPR, Domu Ojczystego i Ruchu Patriotycznego, wzywające do jedności, zostało zignorowane. Tylko KWW „Odrodzenie Polski”, któremu przewodniczył  prof. Ryszard H. Kozłowski, rozwiązał się i zjednoczył z KW Dom Ojczysty. Wymienione ugrupowania muszą oczyścić się z dywersantów, uporządkować swoje kadry, rozliczyć swoich liderów i doprowadzić do zjednoczenia.

Dla przeciwdziałania siłom destrukcyjnym 17 lipca 2003 r. zawiązała się w Częstochowie tymczasowa Rada Koordynacyjna Organizacji Patriotycznych, która podjęła próbę skupienia wszystkich środowisk o postawie patriotycznej i narodowej. Rada obradowała na Jasnej Górze w dniu 7 września 2003 r. i zwróciła się do Kongresu Ligi Polskich Rodzin z wnioskiem o wyrażenie stanowiska w sprawie przystąpienia LPR do wyżej wymienionego bloku patriotycznego w celu integracji środowisk patriotycznych, jednak został wniosek ukryty przed delegatami przez grupę dywersyjną władz kongresowych.

Rada KOP ma opracowany program i dysponuje projektem konstytucji PLN z prawem do pracy i podstawowej płacy rodzinnej, zapewniającym nieodpłatne lecznictwo, szkolnictwo, zaopatrzenie emerytalne i chorobowe. Przyłączyli się też profesorowie inżynierowie m.in. Ryszard H. Kozłowski, Jacek Zimny ze swym programem (przygotowanym dla LPR) – nowa wizja i strategia rozwoju Polski,  opartym na licznych badaniach naukowych, w którym znaleźli środki na przeprowadzenie gruntownej reformy w kraju.

Analizując posierpniową historię naszej Ojczyzny i znając przebiegłość rządzących, błędem było angażowanie się niektórych przedstawicieli Kościoła w prace, „okrągłego stołu” i popieranie którejkolwiek ze stron. Uniemożliwiło to na długie lata zintegrowanie obozu patriotycznego, natomiast bardzo ułatwiło przyjaciołom pana Rakowskiego wyjście z twarzą z komunizmu i pozbycie się balastu, jakim był narzucony siłą Polakom niewydolny system, i wdrożenia jeszcze bardziej uciążliwego dla społeczeństwa systemu rynkowego, który również jest uznany przez Sobór Watykański II za wadliwy.

Poparcie sił opozycyjnych „okrągłego stołu” obarczyło ciężarem transformacji ugrupowania patriotyczno-niepodległościowe, a odpowiedzialność spadła na duchowieństwo – przy zachowaniu pełnej kontroli politycznej nad państwem liberalnych środowisk opozycji i nomenklatury.

Żeby zapobiec likwidacji państwa, musi nastąpić ogólnonarodowe pojednanie i skupienie wszystkich patriotycznych sił politycznych i społecznych, jak również wszystkich chętnych wyborców, w jednym ponadpartyjnym Obywatelskim Komitecie Wyborców, bez podziału na „prawicę” i na „lewicę”. Chodzi o to, by skupić głosy potencjalnych wyborców i zdobyć ponad 50-procentowe% poparcie elektoratu przez wchłonięcie wszystkich organizacji, partii i komitetów wyborczych przyznających się do patriotyzmu.

Pan Jezus powiedział:  Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam" (Łk 12, 51). Jan Paweł II wielokrotnie powtarzał: „Nie lękajcie się”. Nie lękajmy się rozłamów w naszych organizacjach, byśmy mogli wszyscy skupić się przy idei: POLSKA  BOGIEM SILNA

Ojciec Tadeusz Rydzyk w Radiu Maryja wielokrotnie propagował hasło: „Informacja, formacja, akcja i do przodu, alleluja”  i zdobył wielu zwolenników. Nadszedł czas, by to hasło rozpocząć realizować w sposób zaprogramowany i skoordynowany.

W tym celu należy sporządzić harmonogram przedsięwzięć.

Dzięki Opatrzności Bożej nieskrępowana informacja jest przekazywana od kilkunastu lat za pośrednictwem Radia Maryja, „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego”, „Naszego Dziennika”, Telewizji TRWAM i innych przychylnych Polakom mediów.

Należy uporządkować informacje przez zespół historyczny działający przy Towarzystwie Kultury Narodowo-Religijnej Polska Bogiem Silna im. Jana Pawła II.

Natomiast w ramach formacji są potrzebne szkolenia w zakresie nauki społecznej Kościoła oraz rekolekcje dla radnych, posłów, senatorów oraz dla innych osób angażujących się w wymianę społeczną i potencjalnych kandydatów. Temu mogą służyć organizacje i instytucje o orientacji patriotycznej we współpracy z Towarzystwem Kultury Narodowo-Religijnej Polska Bogiem Silna im. Jana Pawła II, jako głównym koordynatorem wszelkich działań w formowaniu obozu patriotycznego w Polsce.

W skład Rady Towarzystwa mogliby ewentualnie wchodzić przedstawiciele innych organizacji i instytucji. Nie można dopuścić, by w Polsce było kilka odrębnych ośrodków formujących obóz patriotyczny.


[1]  Kosmopolityzm postawa odznaczająca się biernym stosunkiem do tradycji, kultury i interesów własnego narodu, uznająca zasady organizacji państw narodowych za anachroniczne i zbyteczne.

[2]  Patriotyzm – postawa społ.-polit. łącząca przywiązanie i miłość do ojczyzny, jedność i solidarność z własnym narodem, z szacunkiem dla innych narodów i poszanowaniem ich suwerennych praw; przeciwieństwo kosmopolityzmu i szowinizmu (skrajnego nacjonalizmu).