|
|
ARCHIWUM |
|
Redakcja NPW 9-10, 2005 W połowie lat siedemdziesiątych grupa trzymająca władzę w Polsce podjęła prowokację – wpisanie do Konstytucji PRL przewodniej roli PZPR oraz wieczystej przyjaźni z ZSRR. 20 lat później ta sama (mimo pozorów) grupa – bez żadnych przeszkód – umieściła w Konstytucji RP zapis, umożliwiający zrzeczenie się przez Polskę suwerenności, a 30 lat później podporządkowała Polskę terrorowi politycznemu bezprawnej organizacji, znanej jako Unia Europejska, ze wszystkimi tego kroku konsekwencjami.
Odreagowanie zniewolenia przez ZSRR nie wyjaśnia w pełni, dlaczego liczące się środowiska polityczne przechodzą do porządku dziennego nad tym tragicznym absurdem. Powód jest głębszy: w podświadomości milionów Polaków rozpoczyna się – pod wpływem szeroko rozumianej współczesnej przemocy politycznej – podmiana miłości do Ojczyzny na miłość do pieniądza. Świadczy o tym narastające milczenie wokół milionów bezrobotnych, setek tysięcy bezdomnych, milczące pogodzenie się z przymieraniem głodem całej armii dzieci. W zamian za to nagłaśniane są sukcesy kilkuprocentowej warstwy ludzi bogatych i skrajnie bogatych.
Działając za parawanem parlamentaryzmu, grupa trzymająca władzę pozbawiła Rzeczpospolitą cech suwerennego państwa. Jego ustrój – „PRL w stanie likwidacji” – jest kryminogenny, bo nie jest żadnym ustrojem i faktu tego nie zmieni żadna Komisja Śledcza. Ludność Polski musi szukać chleba za granicą, jej terytorium jest podawane w wątpliwość. Bezstronny obserwator widzi skrajnie upokorzoną Polskę, która milczy wobec agresji politycznej Niemiec, ale jest zmuszana do prowokacyjnego zachowania się względem najpotężniejszych państw słowiańskich.
To wszystko oznacza niespotykane w dziejach zagrożenie dla katolickiego narodu, dla jego istnienia, ale także dla jego wiary, którą wprawdzie można teraz swobodnie wyznawać, ale pod warunkiem przemilczania jej moralnych wymagań. Nikt publicznie nie oprotestował, na przykład - pochwały łamania siódmego przykazania, gromadzącej samozwańczych likwidatorów “masy upadłościowej PRL” pod hasłem “pierwszy milion trzeba ukraść”.
Gdybyż chodziło tylko o jedno przykazanie! Stopniowe, ale konsekwentne eliminowanie z dusz ludzkich patriotyzmu na rzecz kosmopolityzmu, oznacza wyrok na wiarę rzymskokatolicką, do której istoty należy pojęcie rodziny i samo w sobie życie rodzinne. Niszczenie rodziny sprzyja zanikowi patriotyzmu, nie można bowiem oddzielić miłości rodzinnej od miłości do Ojczyzny. Znany w b. NRD pastor Gauck powiedział po zwiedzeniu wystawy w Berlinie, poświęconej historii Powstania Warszawskiego, że Niemcy nie są w stanie zrozumieć tego, że Polak potrafi oddać życie za Ojczyznę.
Każde pokolenie Polaków ma przed sobą zawsze dwa zadania: pielęgnować pamięć o bohaterach i codziennie zdawać przed nimi egzamin ze swego życia osobistego, narodowego, państwowego. Musimy uczciwie i wytrwale bronić każdego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, walczyć o przywrócenie znamion polskości wszystkiemu, co poczyna się na naszej ziemi. Materializm nie da się pogodzić ani z patriotyzmem, ani z wiarą rzymskokatolicką, ani ze zdrowym rozsądkiem. Paradoksalnie, jeżeli chcemy rzeczywiście zapewnić szansę na chleb i dach nad głową każdej polskiej rodzinie, musimy czynić to wyłącznie z pobudek duchowych, nadprzyrodzonych.
Dziś, w atmosferze kultu nieograniczonej wolności i pieniądza, tracimy cały, nagromadzony przez wieki dorobek życia duchowego. Giną na naszych oczach takie wartości, jak wierność, uczciwość, prawość, ofiarność, powściągliwość, wytrwałość, cierpliwość, łagodność, życzliwość, wyrozumiałość i wiele innych.
Jakże bez nich, tych bezcennych owoców cywilizacji łacińskiej, można korzystać z darów Ducha Świętego? Dlatego oceniając kandydatów na posłów, senatorów, a także na urząd prezydenta Rzeczypospolitej, mniej kierujmy się ich deklaracjami, a bardziej praktyką ich życia osobistego, którego w walce wyborczej nie wolno ukrywać. Pamiętajmy, że mamy wybrać suwerenną władzę Rzeczpospolitej, a nie parawan dla Jej wrogów.
|
|