ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Andrzej J. Horodecki

Historia i Współczesność

O POWRÓT DO BOŻEJ CZASOPRZESTRZENI ODNIESIENIA

NPW 9-10, 2005

Wprowadzenie

           

Obserwując z jednej strony bezkarność, z jaką niszczona jest Polska, z drugiej zaś  zmagania kandydatów na polityków, walczących w kolejnych wyborach o miejsce w Zgromadzeniu Narodowym, można popaść w zwątpienie. Ludzie ci bowiem obiecują wszystko, co jest potrzebne do umocnienia   generalnej linii demontażu Państwa Polskiego  i wynaradawiania jego obywateli. Niektórzy z nich, przyparci do muru, odpowiadają, że to nie my giniemy, to Europa ginie, a my możemy i powinniśmy ja uratować.

 

Przewrotna akceptacja tej linii generalnej opiera się na zasadzie, że to, co nie jest w obowiązującym prawie zakazane, to jest dozwolone (eliminowanie Prawa Naturalnego). Przykładowo - można kraść, ale tak, żeby się nikt “nie mógł się przyczepić”, bo inaczej grozi mu   przesłuchiwanie przez kolejną Sejmową Komisję Śledczą. Na przełomie  XX i XXI w. politycy - świadomi lub nieświadomi spadkobiercy marksizmu-leninizmu - stawiają  wszystko na jedną kartę: jeżeli doktryna tego wymaga, to odrzucają nawet obiektywne wyniki nauk matematyczno-przyrodniczych.

 

Walka z cywilizacją łacińską oznacza (i) ewolucyjne eliminowanie chrześcijaństwa, wspomagane rewolucjami, eksterminującymi jego elity, (ii) poprzez fakty dokonane - wykorzenianie Prawa Naturalnego z  życia człowieka i wprowadzanie w jego  miejsce sztucznych struktur społeczno-gospodarczych, grożących nieobliczalnymi  katastrofami i ślepymi buntami społecznymi.

 

Cywilizacja łacińska, której obrona opiera się na fundamencie Prawa Naturalnego, jest   generalnie atakowana od zewnątrz.  Inaczej ma się sprawa z atakiem od wewnątrz, który można  określić jako terroryzm ewolucyjny. Jego początek to rzekoma teoria ewolucji, której istotę stanowi hipoteza - w ramach tak zwanej „wiary naukowej” – o pochodzeniu człowieka od małp człekokształtnych.

 

Samo pojęcie „wiary naukowej” (Ernest Haeckel, XIX w.) powstało jako odpowiedź na zarzut braku dowodów na prawdziwość teorii ewolucji. Wedługg Haeckela wystarczy, żeby uczony mocno wierzył w prawdziwość swojej  hipotezy,  a już ma prawo ogłaszać ją bez dowodu  jako obiektywnie prawdziwą.

 

Atak to najlepsza obrona. Przechodząc do porządku dziennego nad wołaniem o prawdę, ewolucjoniści  rozszerzyli w XX w. pojęcie ewolucji na cały postrzegalny .zmysłami - wprost lub bezpośrednio - świat, zgodnie z zasadami materializmu dialektycznego. Zgodnie z ich poglądami człowiek w ciągu swojego życia widzi tylko fragment „filmu”, ukazującego kolejne etapy ewolucji świata ożywionego, a przy tym sam też ulega ewolucji, choćby tylko rozwojowej. Nie ma więc szansy, aby poznać prawdę - ani o rzeczywistości, ani o samym sobie.

 

Ewolucjonizm jest zatem atrapą systemu filozoficznego, która  niweczy sukces skojarzonego myślenia aprioryczno-aposteriorycznego. Pojęcie obiektywizmu traci grunt pod nogami, a świat jako stworzony przez Boga i człowiek na Jego obraz i podobieństwo  tworzą niepewny  fundament dla Prawa Naturalnego. Pęka krucha więź tego prawa między ludźmi w skali świata,  rodząc pesymizm, którego nie są w stanie usunąć żadne osiągnięcia myśli ludzkiej, szeroko nagłaśniane jako tzw. rozwój i postęp. Sprzed naszych oczu znika gdzieś Boży układ odniesienia i z przerażeniem widzimy, jak ewolucjoniści sięgają coraz dalej i głębiej w dziedzinę życia duchowego.

 

Wniosek jest oczywisty - społeczeństwa chrześcijańskie,  zwłaszcza, należące do cywilizacji łacińskiej, powinny wskazywać i realizować drogę ratunku dla ludzkości. Do tego  jest potrzebne na samym początku odnowienie ich związku z Bogiem, opartego na danym przez Niego Prawie Naturalnym.

 

Manipulowanie  katolicką nauką społeczną

 

Sprawiedliwość społeczna w katolickiej nauce społecznej jest rozumiana jako szansa dla każdego człowieka na godziwe utrzymanie  siebie i swej rodziny środkami moralnie godziwymi, a więc bez krzywdy innych ludzi.  Komunizm przechwycił tę ideę, zrealizował ją kosztem innych ludzi i wbrew Prawu Naturalnemu, po czym zdradził cały naród, sprzedając liberałom za bezcen majątek narodowy i władzę.

 

Encykliki społeczne papieży, poczynając od encykliki Leona XIII  Rerum Novarum, zostały stopniowo „wyprowadzone” z życia publicznego katolickich narodów, w miarę jak pojawiały się w Europie Zachodniej ruchy społeczne, „zagospodarowane” następnie w partie polityczne typu chrześcijańsko-demokratycznego (tzw. partie chadeckie). Argument był prosty, ale podstępny - katolicka nauka społeczna musi być „skuteczna”, a więc powinna  znaleźć się w formalnym obiegu życia politycznego, czyli w programie partii politycznej.

 

 Dla uniknięcia zarzutu, że będzie to furtka dla powrotu Kościoła do roli nadrzędnego czynnika politycznego w państwie, partie takie wbudowały sobie przymiotnik „demokratyczna” czyli w sytuacjach krytycznych o wszystkim, a zwłaszcza  o obecności  Prawa Naturalnego w życiu społecznym ma rozstrzygać głosowanie (!)

Sytuacja taka, eliminująca krok po kroku Prawo Naturalne z życia publicznego, otworzyła drogę partiom komunistycznym do parlamentów Europy, natomiast partie chadeckie nie dokonały żadnego przełomu  w kwestii społecznej ani  w przedmiocie  uwłaszczenia mas robotniczych. Kościół w Odrodzonej Polsce szybko zorientował się w sytuacji, która groziła gwałtownym wzrostem wpływów komunistycznych. Przytoczmy tutaj mniej znaną wypowiedź Prymasa Tysiąclecia w ankiecie wewnętrznej na temat Sługi Bożego ks. Augusta kardynała Hlonda Prymasa Polski:

...był zdecydowanym przeciwnikiem wielkiej własności. Stanowisko swoje określił w Radzie Społecznej przy Prymasie Polski, gdzie był duchem ożywczym powstającej deklaracji Rady Społecznej o rozdrobnieniu własności rolnej, nawet kościelnej. Z tego powodu bardzo naraził się ziemiaństwu, które nie szczędziło Prymasowi zarzutów, że „komunizuje Polskę”. Nawet duchowieństwo w tych diecezjach, gdzie istniały wielkie beneficja, a odnosiło się do deklaracji z wielkim oporem (kard. Stefan Wyszyński 21.09. 1971 w Kardynał August Hlond Prymas Polski Hlondianum 1995).

 

Wolno się domyślać, że ks.  Prymas Wyszyński  został aresztowany z dalekosiężną myślą, aby uniemożliwić Kościołowi kontynuowanie  wielkiego dzieła sprawiedliwości społecznej, rozpoczęte przez Prymasa Hlonda, i wytrącenie w ten sposób budowniczym PRL głównego argumentu propagandowego. W aktualnej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska i świat, zostało „zaaresztowane” pytanie o sprawiedliwość społeczną.

 

Można oczywiście spotkać się z poglądem, że założyciele Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej - poprzedniczki Unii Europejskiej - Robert Schuman, Konrad Adenauer i Alcide de Gasperi, kierowali się zasadami sprawiedliwości społecznej w duchu nauczania Kościoła i w związku z tym nie ma potrzeby wracać do polskiego wkładu w tej dziedzinie, a tylko nakłonić Unię Europejską do powrotu do idei założycieli.

 

Niestety, jest to zasadnicze nieporozumienie.  Świadczy o tym treść Deklaracji Schumana z dn. 9 maja 1950 r. (http://andrzej.kai.pl/ekai/europa/?print=1&MID=3799), w której proklamowane są zasady współpracy gospodarczej państw Europy Zachodniej pod kierunkiem wymienionej w tym dokumencie, ale bliżej nieokreślonej „Władzy Najwyższej”, natomiast nie ma tam najmniejszej nawet wzmianki o chrześcijaństwie ani nawet o Prawie Naturalnym. Ateistyczny charakter projektu eurokonstytucji, odrzucającej nie tylko chrześcijaństwo, ale także obiektywne, nie podlegające dyskusji Prawo Naturalne, jest bezpośrednią logiczną konsekwencją krótkiej, ale znamiennej, syntetycznie zredagowanej  Deklaracji Schumana. Natomiast nieporozumienia rodzą niezliczone komentarze do Deklaracji, ukrywające jej prawdziwe oblicze.

 

Spośród znaczących polityków  powagę sytuacji dostrzegał jedynie Wincenty Witos, ale zamach majowy przeciął jego karierę, pozbawił oparcia Kościół i w ten sposób otworzył drogę radykalizacji nastrojów społecznych poprzez nielegalne komórki Komunistycznej Partii Polski. Nastroje te w znacznym stopniu ułatwiły opanowanie władzy w pozbawionej elit politycznych Polsce przez desant komunistyczny z terenów ZSRR. Spadkobiercy tej partii mają wciąż jeszcze głos decydujący w polityce i dbają bardzo o to, aby Kościół wśród nawały  aktualnych  problemów nie powrócił do tej tematyki.

 

Dlaczego dbają? Odpowiedź jest prosta - mogłoby dojść do rachunku sumienia Polaków uwikłanych jeszcze przed 1939 r., a zwłaszcza w okresie PRL, w przynależność do KPP, PPS, PPR a wreszcie PZPR. Mogłoby wyjść na jaw, kto personalnie „zagospodarował” nierozwiązane polskie problemy społeczne przeciwko narodowi polskiemu.

Drugi powód troski o niedopuszczenie do rozliczenia tej tematyki jest jeszcze głębszy. Konstrukcja Unii Europejskiej, zgodnie z wytycznymi Centralnych Sił Politycznych,  zamazuje istotę  katolickiej nauki społecznej. Podczas, kiedy papieże mówili o akcjonariacie pracowniczym  jako drodze do własności osobistej robotnika, ideolodzy CSP propagują bezczelnie międzynarodowy akcjonariat właścicielski. Zasadę pomocniczości, która miała otworzyć drogę samorządności, zastosowali  przewrotnie do podporządkowania słabszych państw - państwom silniejszym, słabszych wspólnot lokalnych -  silniejszym organizacjom pozarządowym, a wszystko to z ukrytym podtekstem - silniejszy wie, co jest najlepsze dla słabszego.

 

Troskę o szanse dla najsłabszych w drodze przez życie doczesne najlepiej zilustrować przykładem. W uczciwie zorganizowanej wyprawie turystycznej w góry najsłabsi idą w środku, aby nie narażać ich na trudności przecierania szlaku oraz na pozostawanie w tyle i ryzyko odpadnięcia ze szlaku.

 

Patrząc od strony faktów, mamy trzy najważniejsze powody trudności,  jakie napotyka autentyczna katolicka nauka społeczna w zastosowaniu do kształtowania zasad sprawiedliwości społecznej. Są to (i) zaniedbanie najwyższej doczesnej wartości, jaką jest Prawo Naturalne, wszczepione w duszę każdego bez wyjątku człowieka, (ii)  echo teorii ewolucji w podświadomości elit społecznych oraz (iii) nieznajomość  obiektywnej wiedzy o cywilizacjach wielkiego uczonego polskiego, prof. Feliksa Konecznego.

 

Pokonanie tych trudności wymaga postawy miłości społecznej do każdego pojedynczego człowieka - bez względu na to, z jakiej warstwy  się wywodzi - oraz do całego narodu.  Miłości takiej można nauczyć się tylko w uporządkowanym moralnie życiu rodzinnym. Wreszcie, o czym aż nazbyt często zapominamy, pokonanie tych trudności wymaga nie tylko deklaracji, ale także  wielu wyrzeczeń i wytrwałości. Nagrodą będzie radość z odzyskania wolnego, wewnętrznie suwerennego narodu, który boi się tylko Boga.  

                                              

Fundamentalizm Prawa Naturalnego

 

Walka zła z dobrem nasila się, ale wciąż jest traktowana zbyt naiwnie. Uważamy, słusznie zresztą, że toczy się ona w duszach pojedynczych ludzi. Natomiast mało kto zdaje sobie sprawę, że szatan wygrywając panowanie w duszach ludzkich, buduje przy ich udziale struktury zła. Naczelną strukturą zła jest Antykościół.

 

Brak wiedzy na ten temat powoduje, że całe rzesze ludzi przechodzą do porządku dziennego na kolejnymi wielkimi akcjami (imprezami), które  organizują różne gremia, a więc organizacje ponadnarodowe, państwa, organizacje pozarządowe, osoby prywatne itp. Akcje takie są organizowane zawsze dla czyjegoś dobra, ich wynik pozornie też jest dobry, ale po uważnym rozpatrzeniu osłabia cywilizację łacińską, Kościół, rodzinę, a w końcu godzi w pojedynczego człowieka.

 

W naszych czasach, na przełomie wieków i tysiącleci, taką wielką akcją jest powoływanie do życia tworu pod nazwą „Unia Europejska”, która już sama w sobie jest wypadkową wielu innych akcji. UE jest konstruowana odgórnie,  przy czym zarówno pojedyncze osoby, jak i różne instytucje społeczne unikają  postawienia sobie  pytania: czym naprawdę jest UE i do czego zmierza.

 

Przypomnijmy zatem, że  (i) ideologia UE jest od samego początku  materialistyczna, (ii) docelowe zamiary UE są nieznane, (iii) UE funkcjonuje bez podmiotowości prawnej i  wszystko, co robi i czego żąda od swych pseudoczłonków, jest kwestią doraźnej umowy, bez żadnych konsekwencji prawnych, a zatem jest sprzeczne z podmiotowym charakterem osoby ludzkiej oraz  państwa, posiadającego osobowość prawną, (iv) UE ściśle współpracuje z akcją globalną Sorosa  budowy tzw. „społeczeństwa otwartego”, co oznacza w praktyce przyspieszenie likwidacji przez UE nie tylko chrześcijaństwa jako religii, ale także jego fundamentu, czyli Prawa Naturalnego ( por. Pan świata G.B. Bensona, wyd. Antyk 2003).

 

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę nad konsekwencjami UE jako promotora systemu społecznego, bez podmiotowości prawnej. Prawo jest pojęciem abstrakcyjnym, głównym operatorem funkcjonowania każdej wspólnoty ludzkiej, zaszczepionym przez Boga w duszy każdego człowieka jako Prawo Naturalne. Prawo wspólnotowe jest zawsze pierwotnym i podstawowym celem każdej wspólnoty i powinno być zgodne z Prawem Naturalnym. Jego celem we wspólnocie jest odróżnianie dobra od zła i zabezpieczanie przed rozplenianiem się zła, a więc przed opanowaniem instytucji  wspólnoty przez siły zła.

 

Obserwowane aktualnie odgórne dążenie  do wyeliminowania Prawa Naturalnego z życia wspólnoty relatywizuje prawo wspólnotowe i powoduje, że odróżnianie dobra od zła traci  sens, a o to właśnie chodzi CSP. Jesteśmy, krótko mówiąc, królikami doświadczalnymi  supernowoczesnego ateizmu: cuius regio, eius lex  - czyja władza, tego prawo, czyli  ofiarami dążenia do pełnego wyeliminowania Prawa Naturalnego z życia każdej wspólnoty ludzkiej. Odpowiedzią na to odgórne dążenie jest załączony do poprzedniego numeru Nowego Przeglądu Wszechpolskiego Projekt Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, oparty na Prawie Naturalnym jako fundamencie wszelkich praw stanowionych.

 

Projekt ten wskazuje sposób  powrotu do czasoprzestrzeni odniesienia, jaką ludzkość już osiągała. Był to  starożytny Rzym,  a następnie   Europa chrześcijańska, a zwłaszcza Polska, która rządziła się bez prawa feudalnego, czyli  w najgłębszy sposób kształtowała  postawy personalistyczne  naszych rodaków na przestrzeni dziejów. Feliks Koneczny opisuje  czasoprzestrzeń odniesienia jako   cywilizację personalistyczną:  rzymską, a następnie łacińską.

Nie można wyobrazić  sobie relacji międzyludzkich bez przykazań Dekalogu od IV do X, bez tęsknoty człowieka za Bogiem, na którą Bóg odpowiedział potwierdzeniem nie tylko tych przykazań, ale także dodaniem trzech pierwszych i potwierdzeniem całości  przez swojego Syna Jezusa Chrystusa w jednym przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

 

Supernowoczesny ateizm bawi się z duszą ludzką w kotka i myszkę. Wie, że dusza ludzka ma wszczepioną tęsknotę za prawdą, że odbiera ona sama siebie jako podmiot wobec całego świata, a zatem pyta się ustawicznie o system wartości, który nadaje polityce sens, jako sztuce roztropnego działania na rzecz wspólnego dobra. Brak jednoznacznego systemu wartości, strzeżonego z upoważnienia Prawa Naturalnego przez prawo stanowione, powoduje, że polityka staje się pustym sloganem, oszukującym każdego człowieka. Hasło „jednoczmy się!”, które nie uwzględnia tych wszystkich uwarunkowań, stanowi okrutne oszustwo, wręcz chichot szatana.

 

System eliminujący prawo z życia wspólnoty  eliminuje nie tylko potrzebę odróżniania dobra od zła. Ewangelia mówi o pozostawieniu kąkolu do czasu żniwa. Otóż szatan namawia złośliwie do wyrywania pszenicy, aby to ona nie doczekała żniwa – czasu wymiaru sprawiedliwości. Wyrywanie to następuje na różne sposoby, a więc także  poprzez zaprzedanie mu swojej duszy.

 

Dlaczego zatem przemilczamy  tak straszne  niebezpieczeństwo? Jest tu cały splot przyczyn. Boimy się  powrotu komunizmu, nie rozumiejąc jego istoty, i dlatego poniewieranie Rosji zyskuje aplauz, mimo iż tylko wątła de facto Rosja oddziela nas od chińskiego komunistycznego olbrzyma (1.3miliarda ludzi). Ufamy Zachodowi, mimo iż nas od początku dziejów zdradza, nie reagujemy na poniewieranie nas przez osoby fizyczne i instytucje niemieckie, co samo w sobie jest paradoksem.

 

Równocześnie CSP formują nas w kierunku znęcania się nad prostym, a tak bliskim i serdecznym ludem białoruskim, który mamy zmusić, aby wymienił Łukaszenkę na Balcerowicza, czyli podrywają nas do walki „za nędzę i niewolę naszą i waszą”. Optowanie na rzecz uczestnictwa Polski w UE jest ucieczką przed prawdą o  własnym narodzie, o sobie. Czeka nas powtórka z historii, tyle że tym razem cios w plecy otrzymamy zza Odry, razem z poleceniem  przeniesienia się na dawne Kresy, czyli donikąd.

 

Co ma zrobić, aby wyjść z letargu i wrócić do życia osobowego, a w konsekwencji do miłości Ojczyzny, Jej syn,  a  obywatel Rzeczpospolitej Polskiej, który ceni Ją ponad życie i widzi w Niej fundament naszej rzymsko-katolickiej wiary? Skąd bierze się ten letarg?

 

Czasoprzestrzeń odniesienia

 

Pojęcie „czasoprzestrzeń odniesienia” umożliwia zrozumienie, że są wydarzenia w czasie i przestrzeni, które nie podlegają zmianom, których sens jest zawsze ten sam, do których nie można stosować  takich pojęć,  jak zacofanie, rozwój, postęp czy ewolucja. Cała historia rodzaju ludzkiego, jego przeznaczenie, zbawienie przez Syna Bożego Jezusa Chrystusa, Jego zapowiedziane przyjście przy końcu dziejów, należą do obiektywnej Bożej czasoprzestrzeni odniesienia - dla każdej osoby ludzkiej, jak i dla całych narodów.

 

Czasoprzestrzeń ta zawiera w sobie  cały dotychczasowy dorobek obiektywnej, weryfikowalnej empirycznej wiedzy, jeżeli zwrócimy uwagę na pojęcie procesu stochastycznego stacjonarnego lub niestacjonarnego, czyli ciągu zdarzeń, zależnego od przypadku i od czasu albo niezależnego od czasu. Będziemy dalej opuszczać termin „stochastyczny”, ponieważ w dziedzinie wolnej woli człowieka nie ma miejsca na przypadek, chociaż niewyobrażalnie  wielka liczba zdarzeń zachęca do kapitulacji naszego poznania i zasłaniania się pojęciem „przypadek”.

 

W układzie odniesienia człowieka mamy do czynienia z procesem niestacjonarnym, a więc zależnym od czasu (np. rodzimy się i umieramy). W układzie odniesienia, w którego centrum jest sam Bóg odwieczny i niezmienny, może istnieć tylko proces stacjonarny. Na mocy twierdzenia ergodycznego w takim procesie średnia po zbiorze zachowań się wszystkich elementów, w wybranej chwili czasu, równa się średniej w czasie zachowania się jednego, dowolnego elementu tego zbioru. W  procesach tych,  jak już powiedziano wyżej,  nie ma pojęcia przypadku, odpowiednikiem przypadku (deklaracji niewiedzy)  są akty ludzi, wynikające z ich wolnej woli.

 

Nawiązując do Księgi Rodzaju i ostrzeżenia Boga przed sięganiem po drzewo wiadomości dobrego i złego, warto tu zasugerować, że niestacjonarność procesu, w którym istnieje i działa człowiek, można zrozumieć, przyjmując, że elementy procesu  są zbiorami obiektów o własnościach grup. Element, będący całkowicie poddany wolnej woli człowieka, może mieć dwojaką historię, ponieważ składa się z dwóch rodzajów podobiektów: zwyczajnych i tworzących. Podobiekty zwyczajne odtwarzają się w przypadku ich usunięcia przez człowieka, natomiast podobiekty tworzące są odpowiedzialne za tożsamość grupy i nie mogą być odtworzone.

 

Jeżeli choćby jeden z podobiektów tworzących zostanie usunięty, grupa redukuje  się do grupy niższego rzędu, a proces ze stacjonarnego przekształca się w niestacjonarny. Niestacjonarność  w kontekście Księgi Rodzaju jest konsekwencją grzechu pierworodnego i otwiera drogę do zakończenia procesu - potocznie możemy to sobie wyobrazić jako koniec znanego nam świata.

 

Struktura grupowa procesu jest złożona i zniknięcie jednego obiektu powoduje zniknięcie tych wszystkich obiektów procesu, w którego skład wchodził utracony podbiekt jako tworzący. Tak więc jeden krok nieodpowiedzialny rodzi skutki trudne do przewidzenia. Mamy tu - mówiąc językiem teologii - do czynienia z grzechem pierworodnym, którego czarna nić dziedzictwa snuje się przez dzieje.

 

Wracając  do hipotezy ewolucji - zmiany które obserwujemy w przyrodzie, są zawsze  zmianami  wśród podobiektów zwyczajnych grupy. Jeżeli dochodzi do utraty choćby jednego podobiektu tworzącego - np. zmiany konfiguracji tworzącej  kodu genetycznego, gatunek ulega zagładzie, a nie ewolucji, bo wszystkie elementy procesu dla jego  trwania muszą być grupami.

             

Ewolucyjne zaciemnienie

                                              

Wszechstronny rozwój nauki jest zjawiskiem bezdyskusyjnym, co nie oznacza, że jest zawsze zjawiskiem dobrym dla duszy i  ciała człowieka, co więcej, człowieka niepodzielnego w swoim życiu duchowym. Czy możesz sobie wyobrazić,  Czytelniku, ewolucję osoby albo jej rozpisanie na akcje na giełdzie,   jak to czynią współcześni architekci Nowego  Ładu  Międzynarodowego?

 

Istotnie,  specjalizacja umysłu ludzkiego zaczęła się w stronie „czynnej” osobowości człowieka (nie mylić z osobą!), co poznajemy po niezliczonych zastępach ludzi uczonych (czasami niedouczonych, a nawet nieuczonych). XX wiek rozpoczął specjalizację strony „biernej” i oto mamy coraz więcej specjalistów od różnych aspektów osobowości. Zwyczajny człowiek ma bowiem według CSP powątpiewać o swojej niepodzielnej tożsamości, o tym, że jest niepowtarzalną osobą, w całości ukochaną przez Boga, Ojca i Stworzyciela.

 

Polska wskutek swej bolesnej historii ostatnich wieków, dzięki  wierności wierze swoich ojców, wydała całe rzesze niezwykle bogatych osobowości, z których może być dumna. Ci ludzie zostali dlatego poddani eksterminacji przez wrogów  i dziś mamy wielką przepaść między aspiracjami duchowymi narodu a brakiem odpowiednich przywódców.

 

Tak więc każde powątpiewanie o doskonałości tzw. „teorii ewolucji” budzi niepokój u jej wyznawców, bo jest ona - jak dotychczas wynika z dziejów - najwyższym wyrazem tzw. „wiary naukowej”,  a zatem traktowana jest jako swoista „religia”, prowadząca wprost do szeroko rozumianego rasizmu - wartościowania człowieka pod kątem stopnia jego wyewoluowania Nikt nie może bowiem  wątpić, że ewolucjonizm jest, jak dotąd, najpotężniejszym przejawem aprioryzmu - ta spekulatywna teoria jest wprawdzie inspirowana aposterioryzmem, ale w sposób tak uproszczony, prymitywny, by nie rzec naiwny, że lęka się konfrontacji z nauką, będącą harmonią aposterioryzmu i aprioryzmu.

 

Hipoteza ewolucji otrzymała za zadanie wzbudzić niepokój u chrześcijan w kwestii najpierw dosłowności, a następnie  prawdziwości pochodzenia człowieka i całego Aktu Stworzenia, opisanego w Księdze Rodzaju, lecz miejmy nadzieję, że  ta destrukcja zbliża się ku końcowi. Istotnie, hipoteza ewolucji, nazywana mocno na wyrost „teorią”, w obliczu swoich słabości “ucieka w kosmos”, albowiem tam, w obliczu Wszechświata, gdzie liczba znaków zapytania jest tak wielka,  nie przystoi doszukiwać się jakichś wątpliwości wobec ziemskiej teorii.

 

Niestety, rzeczywistości i jej opisu nie da się dowolnie dzielić na jakiekolwiek frakcje, wiedza musi być  niesprzeczna w czasie i przestrzeni. Poznawanie podukładami wymaga bowiem  uzasadnionego założenia przynajmniej przybliżonej niezależności podukładów.

 

Warunkiem prawdziwości obiektywnej nowych twierdzeń jest to, że nie są one sprzeczne z całą dotychczasową wiedzą, a tylko jej uogólnieniem, np. zależność masy od prędkości nie przekreśla prawdziwości II zasady dynamiki Newtona.

 

Podobnie sprawa ma się we Wszechświecie - żądamy, aby prawa fizyki były sprawdzalne równocześnie w  przestrzeni międzygwiezdnej, na każdej planecie i we wnętrzu każdej gwiazdy. Dla procesów stacjonarnych równoważność  jednego i tego samego zjawiska w danym punkcie Wszechświata, średniowanego  na skali czasu  oraz niezliczonej ilości takich zjawisk we wszystkich punktach Wszechświata,  średniowanych w danej chwili po całym zbiorze,  stanowi treść tzw. twierdzenia ergodycznego. W życiu człowieka obserwujemy zazwyczaj aspekt czasowy TE i stąd naiwna hipoteza  ewolucji.

 

Twierdzenie ergodyczne, w połączeniu z teorią grup, podpowiada  nam, że  średnia po czasie, to pozorna  ewolucja, a średnia po zbiorze to akt kreacji,  niezależny od czasu.

                                                                      

Wnioski

 

Zaufajmy zatem Bogu jak dziecko swoim Rodzicom i powróćmy  ze spokojem do lektury Księgi Rodzaju (i całego Pisma Świętego). Wielu z nas powyższe rozważania nie są potrzebne - wystarcza nam wiara, wyssana z mlekiem Matki i zaufanie Chrystusowi, że  bramy piekielne   nie przemogą Kościoła, że ani jedna jota z Pisma nie ulegnie zmianie, wreszcie, że niebo i ziemia przeminą, a słowa Jego nie przeminą.

 

Jednak zdajemy sobie sprawę, że miliony ludzi nie tylko nie mają możliwości szerszej analizy epoki, w której rodzą się, żyją i umierają, ale są także poddawane kłamliwej „obróbce medialnej”, mającej na celu wyeliminowanie Bożej czasoprzestrzeni odniesienia, która pod postacią cywilizacji łacińskiej, nasyconej Ewangelią,  stanowi autentyczny, chrześcijański fundament Europy.

 

Ta „obróbka medialna” sięgnęła  dziś po czystą i ufną duszę dziecka, pozbawionego kochającej troski rodziców. To w dzieciństwie rodzi się  potrzeba szukania rówieśniczego autorytetu, wraz  z  wchodzeniem  w życie społeczne. Ten najdelikatniejszy moment kształtowania się osobowości człowieka zaatakował Harry Potter,  wraz ze zbudowaną wokół niego wirtualną, satanistyczną czasoprzestrzenią odniesienia.

 

Młody człowiek po takiej strasznej lekturze może doznawać rozdwojenia duchowego. Z jednej strony, tu w Polsce, postrzega jeszcze niemal na każdym kroku prostą, uczciwą wiarę, dającą poczucie sensu życia,  z drugiej będzie miał w podświadomości  zakodowany nierealny, odrażający schemat ponurej rzeczywistości zła. Będzie dręczyć go pytanie, kim jest i po co żyje, czy jest prawda i czy jest w ogóle  osiągalna.

 

Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże ma obowiązek szukania prawdy nie tyle  w tajemnicy Boga w Trójcy Świętej Jedynego,  ile w refleksji - dlaczego Bóg powołał ludzkość do wiecznego istnienia i jakiej poddał próbie, zanim się z nami w pełni zjednoczy w przyszłym życiu. Sedno tej próby to posłuszeństwo woli Bożej i zachwyt nad Jego Majestatem i dziełem Jego stworzenia, którego istotę stanowi Miłość jako zasada zasad.

Chciałbym jakoś ułatwić wszystkim zagubionym, a ufającym bez zastrzeżeń umysłowi człowieka, a także tym, którzy  dziś są już neosceptykami - powrót do również stworzonej przez Boga, a więc Bożej czasoprzestrzeni odniesienia, której nikt i nic nie może podważyć. Oby ustąpiło raz na zawsze z naszego życia zaciemnienie duszy, wywołane pokusą szatana, taką, jaką próbował kusić  Chrystusa: „Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i złożysz  mi pokłon”. Odpowiedzmy za Chrystusem: „Idź precz, szatanie! Bo jest napisane: Pana, Boga twego, czcić i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 9-10).


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW