ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Zygmunt Zieliński

O.P. "Polska Bogiem Silna"

Ku odrodzeniu narodu polskiego

NPW 7-8, 2005

Pontyfikat do końca zaskakujący

 

 

Był taki od początku. Pierwszym zaskoczeniem był papież Polak, Słowianin po pięcio wiekowym pasterzowaniu Włochów na tronie papieskim. Zaskakiwał też jego rodowód z kraju absolutystycznie rządzonego przez komunistów. Po pierwotnych biadaniach progresywistów, zarówno tych z wnętrza, jak i spoza Kościoła, że będzie to papież z polskiego zaścianka, niezdolny do dotrzymania kroku zachodnim standardom rozwojowym, okazało się, że jest to papież wierny fundamentalnym zasadom ewangelicznym, ale zarazem zupełnie nieczuły na puste, pozbawione wiążącej treści tradycje. Mimo to od czasu do czasu słyszalne były odgłosy „zgorszenia”, wywoływanego stanowczym „nie” papieża wobec wszelkich oczekiwań na modyfikację  kodeksu moralnego chrześcijaństwa, bądź nawet dogmatu wymagającego rzekomo adaptacji do współczesnego myślenia i zachcianek. Seripando w kazaniu na otwarcie V Soboru Lateraneńskiego w początkach XVI stulecia powiedział, że to Ewangelia ma zmieniać człowieka, a nie człowiek Ewangelię. Ta teza, mająca tak długą historię, potwierdzała się w całym nauczania i postępowaniu Jana Pawła II. Kiedy dziś, w obliczu tak potężnego zbiorowego, ponadwyznaniowego, przekraczającego wszelkie granice przestrzenne, etniczne, kulturowe, rasowe hołdu składanego temu papieżowi, ktoś poważy się dywagować na temat ewentualnej rewizji przez następcę takich norm, jak nie zabijaj, poprzez zmianę stosunku Kościoła do aborcji, oznacza to tylko niepojęte wprost zamieszanie w pojęciach na temat istoty dobra i zła. Dopuszczanie takich głosów na antenę radia, telewizji, na łamy prasy w sąsiedztwie naprawdę wyważonych i kompetentnych ocen i rozważań jest także oznaką, być może niezawinionego, ale jak by nie powiedzieć, indyferentyzmu. Budzi on zatem wątpliwości i obawy, czy każdy głos sławiący Zmarłego Ojca Świętego jest dziś na wagę złota.

 

Jan Paweł II zaskakiwał nie jakąś niezwykłą wykładnią Ewangelii, natomiast w zupełnie niekonwencjonalny sposób, zważywszy na całokształt dziejów papiestwa, kształtował jej przesłanie. Gdyby słowa ex cathedra  brać dosłownie, to on, występując z takiej pozycji z nieomylną doktryną wiary i moralności, uczył jednak extra cathedram  (poza katedrą), raczej schodząc z niej, by być jak najbliżej tych, których  katechizował. Bowiem ten papież katechizował bez ustanku, aż do tego potwornego znużenia, które coraz bardziej z biegiem lat pochylało Go ku ziemi, a może przede wszystkim ku tym „maluczkim”  w sensie dosłownym, ku tak czule ukochanym  dzieciom, jak i ku tym, których „maluczkość” zawiniona była przez nich samych lub tych, którzy zbyt mało Boga im przybliżyli. Jan Paweł II po prostu był w drodze w pełnym tego słowa znaczeniu, jak każdy z nas, idąc ku osobistemu spotkaniu ze Stwórcą, i był zarazem stale w drodze do dusz mu powierzonych. Bez przesady można mówić o duszpasterstwie światowym w Jego wydaniu. To już nie zaskakiwało, wręcz przeciwnie, zaskoczyłoby zejście z tej drogi w zacisze obejścia św. Piotra, ograniczenie się do tego okna na III piętrze, którego świat tak szybko nie zapomni.

 

Zmarły Papież zaskoczył jeszcze jednym: ostatnim akordem swej ziemskiej wędrówki. I znowu poszedł tu pod prąd licznie udzielanych mu rad, głosów troski o Niego, o jego fizyczną wydolność. Nie licząc wyraźnie złośliwych sugestii, inne były rezultatem szczerego zatroskania, może nawet pragnienia zachowania tego Pasterza jak najdłużej pośród nas. W sumie jednak błędne to były dywagacje, a argumenty, jakimi jego podpierano, spłonęły w ogniu olbrzymiego gestu miłości, jakim w ostatnich chwilach otoczyła Jana Pawła II cała ludzkość. Tak to można powiedzieć, patrząc na modlących się w meczetach, synagogach, domach modlitwy, kościołach. Człowiek po prostu  często przedkłada swój sąd ponad wyroki Opatrzności. Stąd ta zbytnia i niekiedy małoduszna troska. Cały świat uznał w papieżu niejako swoją własność. Zasmucającym wyjątkiem jest małostkowa, zimna nienawiść siostrzycy moskiewskiej, z tej samej co papież czerpiącej Eucharystii, tymi samymi karmiącej się sakramentami. Świadczy to tylko, że gorący i tak owocny gdzie indziej ekumenizm Jana Pawła II  gaszony był lodami zaskorupienia w schematach nienawiści i frustracji. Ale to był wyjątek zawstydzający nie tylko autorów tego spektaklu, ale i  każdego, kto potrafił właściwie przeżywać wielkość chwili.

 

Jan Paweł II zaskoczył najbardziej ostatnimi rekolekcjami, którym przewodniczył z łoża swej boleści. Sięgając o kilka dziesięcioleci wstecz, do podobnych wydarzeń w dziejach papiestwa, nie znajdujemy żadnej analogii. Na ile nasza pamięć sięga, papieże odchodzili w atmosferze powagi, żalu, na ogół jednak świata katolickiego. Pierwszym, który poruszył szerszy ogół, był Jan XXIII. Wtedy odchodził nie tyle pontifex, ile człowiek bliski poprzez swój humanitaryzm i dziecięcą wprost wiarę, nie strzeżoną anatemami, ale zrozumiałą  w każdym geście tego papieża. Nie omijał on także tych, którzy dopiero byli na tropach tej wiary lub zgoła jej nie szukali. Jan Paweł II pod wieloma względami przypomina Jana XXIII. Wszakże  w czasie swego długiego pontyfikatu potrafił on podzielić się swym charyzmatem z całą ludzkością. To był bodajże  pierwszy papież w dziejach, który do ostatniej litery wypełnił nakaz Chrystusa, mówiący, by Ewangelia była głoszona po całej ziemi, wszystkiemu stworzeniu. Tak miało stać się przy końcu czasów; stało się na naszych oczach. Takiej ewangelizacji nie można było zamknąć inaczej  aniżeli tą bolesną Pielgrzymką Ojca Świętego do Domu Ojca przy otwartej widowni całego świata, widowni, która spontanicznie przemieniła się w modlitewną asystę temu jedynemu w dziejach tego świata wydarzeniu.

 

Ktoś napominał, by nie zmarnotrawić tych Rekolekcji Cierpienia i objawienia się mocy Bożej w Człowieku, któremu zabrakło już głosu i gestu. Pozostał jednak kapitał nagromadzony wierną służbą i bezwarunkowym oddaniem misji, którą powierzył Mu Bóg. Oby owocowanie godne było tego wielkiego dzieła.


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW