|
|
ARCHIWUM |
Teresa BlochHistoria i Współczesność Kaszubi – niezłomni strażnicy ojczystego wybrzeżaNPW 7-8, 2005
Przepiękne tereny nad
Bałtykiem, tereny o wysokich walorach
wizualno-estetycznych, od wieków zamieszkują Kaszubi. Pierwotną
ojczyzną Kaszubów było całe Pomorze między Szczecinem i Gdańskiem oraz
Bałtykiem a południowym pasem borów nadnoteckich. Etnologowie uważają,
że Kaszubi nie są odrębnym narodem słowiańskim, lecz grupą etniczną
narodu polskiego.
Losy Kaszub były ściśle związane z losami państwa polskiego. Ich dzieje były nieustanną walką o zachowanie tożsamości, ponieważ od wieków mieszkają na obszarze ścierania się dwóch kultur: polskiej i niemieckiej. Proces germanizowania Pomorza odbywał się sukcesywnie. Rozpoczął się bardzo wcześnie od utraty na rzecz Brandenburgii w 1181 r. Pomorza Zachodniego. W XIII w., w szczytowym okresie rozbicia dzielnicowego, kiedy całkowicie osłabła władza księcia senioralnego, rodzima dynastia Gryfitów sprowadziła na Pomorze osadników niemieckich w ramach tzw. kolonizacji, dając im samodzielność prawną i samorządową. W 1308 r. Krzyżacy podstępem zabrali Pomorze Gdańskie, które pozostawało pod ich rządami aż do 1466 r. Postępująca germanizacja na Pomorzu Szczecińskim prowadziła stopniowo do kurczenia się obszaru kaszubskiego do wschodniej części Pomorza Zachodniego. Pod koniec XV w. Kaszubi zamieszkiwali już tylko terytorium pomiędzy Gwdą i górą Chołm na wschodzie a Odrą na zachodzie, w dorzeczach Parsęty i Drawy.
W czasach przedrozbiorowych obszary te zajmował lud i drobna szlachta zagrodowa niczym nie wyróżniająca się od swoich współbraci z północnego Mazowsza i Podlasia. Bardzo duże majątki szlacheckie, a tych było niewiele, należały do króla Jana III Sobieskiego i jego synów, rodzin Przebendowskich, Krokowskich, Łaszewskich, Lewaldów-Jezierskich czy Holdesteinów. Tę mozaikę własnościową dopełniały rozległe posiadłości klasztorów: żarnowieckiego, żukowskiego, oliwskiego i kartuskiego oraz dobra biskupstwa włocławskiego. W XVIII w. najbogatszym właścicielem na Kaszubach – „panem Kaszub” był Ignacy Franciszek Przebendowski. Drobna szlachta kaszubska do XVII w. używała przydomków. Nazwiska szlacheckie zakończone na –ski pojawiły się nieco później. Jak głosi legenda, król Jan III Sobieski miał je nadać walecznym Kaszubom za udział w wyprawie wiedeńskiej. Pojawienie się herbów kojarzono na Kaszubach z wojnami polsko-tureckimi i udziałem w nich szlachty kaszubskiej, co by świadczyło o więzi łączącej mieszkańców Wybrzeża z resztą ziem polskich i o ich przywiązaniu do tradycji polskiej. Odnaleziono ogółem 269 herbów i ich odmian Wyobrażają one wizerunki zwierząt (lwa, jelenia), półksiężyce i gwiazdy, strzały, róże i lilie oraz miecze.
Czynnikiem integrującym ludność kaszubską z resztą ziem polskich była religia katolicka. Dopiero gdy w drugiej połowie XVI w. pojawił się tu luteranizm, reformacja na trwałe podzieliła Kaszubów. Oparli się jej Słowińcy i Kaszubi zamieszkujący ziemię bytowską i lęborską. Elity kaszubskie widziały w ewangelicyzmie zagrożenie dla swojej tożsamości. Na Pomorzu Gdańskim, które powróciło do Polski w 1466 r. jako Prusy Królewskie, został on zahamowany przez kontrreformację.
Ostatnie lata przynależności Kaszub do Rzeczypospolitej związane były z walkami konfederatów barskich. Wśród konfederatów znalazł się bogaty Kaszub Józef Wybicki – współtwórca Konstytucji 3 maja i autor hymnu narodowego, który w tym czasie był najaktywniejszym dyplomatą, posłującym w sprawach polskich do Wiednia i Berlina.
Pierwszy rozbiór Polski (1772 r.) zapoczątkował prawny i gospodarczy upadek drobnej szlachty na Kaszubach, która została zdeklasowana. Przez pół wieku nie odgrywała większej roli w ruchu narodowym i nie miała wpływu na rozwój życia politycznego. Dopiero powstania narodowe w Królestwie Polskim zaktywizowały Kaszubów. W powstaniu listopadowym wzięło udział zaledwie kilku uczniów z gimnazjum chojnickiego, ale w powstaniu styczniowym ludność mieszkająca w pobliżu granicy prusko-rosyjskiej organizowała przerzuty broni i ochotników do Królestwa. W działalność konspiracyjną zaangażowany był Wojciech Kętrzyński, późniejszy dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, wybitny historyk, który poświęcił wiele prac szlachcie kaszubskiej, podtrzymując polskość na Pomorzu Gdańskim i Mazurach. Przywódcy konspiracji nie załamali się po upadku powstania, lecz aktywnie włączyli się w działalność ruchu narodowego, organizując w okresie Kulturkampfu spółki („Kupiec” i „Bazar”), Bank Ludowy w Lubawie i Brusach.
W czasach I Rzeczypospolitej edukacja synów szlacheckich pozostawała na poziomie szkół parafialnych, połowa drobnej szlachty nie umiała pisać. A cóż można powiedzieć o prostym ludzie? W XIX w., pod rządami pruskimi, umiejętność czytania i pisania posiadała znaczna część ludności wiejskiej, ale przeważnie w języku niemieckim, bo był on językiem wykładowym i urzędowym. Językiem polskim jako pomocniczym posługiwano się w nauczaniu religii i w rodzinach. Wykształcona młodzież ulegała germanizacji, chcąc awansować społecznie. Najczęściej awans taki uzyskiwała w armii pruskiej (np. twórcą przymierza prusko-rosyjskiego z 1812 r., skierowanego przeciwko pokonanej w Rosji armii napoleońskiej, był słynny generał pruski Hans Ludwig hrabia York Wartenberg – „Jark-Gostkowski” z Wielkiego Gostkowa w powiecie bytowskim).
Proces budzenia się świadomości narodowej na Kaszubach zajmuje wyjątkowe miejsce. Zapoczątkował go w połowie XIX w. Florian Ceynowa – działacz uznany przez potomnych za twórcę regionalizmu kaszubskiego. Stwierdził on, że w okresie przynależności do państwa polskiego Kaszubi korzystali z ogólnonarodowego dorobku kulturalnego Polski. Z nastaniem rządów pruskich znaleźli się oni sam na sam z kulturą niemiecką. Aby zapobiec germanizacji, obronić własną kulturę, język i tradycję, winni czerpać z dorobku prostego ludu, który posługiwał się rodzimym językiem, pielęgnował obyczaje i pozostał wierny Kościołowi. Ceynowa odrodzenie narodowe Kaszubów widział w nurcie programu słowianofilskiego. Od jego wystąpienia kwestią kaszubską zaczęli się interesować Polacy, tym bardziej że władze pruskie podchwyciły tezę Ceynowy o odrębności Kaszubów i w statystykach narodowościowych uwzględniały osobno Kaszubów i osobno Polaków.
Publicysta i autor hymnu kaszubskiego, Hieronim Derdowski, odżegnał się od programu Ceynowy. W syntetycznym artykule O Kaszubach stwierdził, że Kaszubi są Polakami. Zaakcentował swoje stanowisko bardzo dobitnie w utworze dedykowanym Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu: Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polści. Ten spór wśród samych Kaszubów uzmysłowił Polakom, że Pomorze powinno znaleźć się w granicach odrodzonego państwa polskiego.
Kaszubi natomiast we wspomnianym wcześniej okresie Kulturkampfu, kiedy to wypierano język polski z administracji, szkół i Kościoła, bardzo często z pomocą sprowadzonych na Pomorze kapłanów niemieckich, ostatecznie opowiedzieli się za swoim duchowieństwem, co wyrażało hasło: „Polak-katolik, Niemiec-protestant”. Kontynuacją tych zmagań była rywalizacja w okresie wyborów do sejmu pruskiego i do parlamentu Rzeszy. Rozszerzenie prawa wyborczego na szerokie kręgi ludności na przełomie XIX i XX w. zaktywizowało Kaszubów w takim stopniu, że powiaty kaszubskie zajmowały pierwsze miejsce pod względem frekwencji wśród okręgów wyborczych na Pomorzu. Szkoła pruska, która z założenia służyła germanizacji, wzmocniła szeregi polskiej inteligencji, bowiem w szkołach nadobowiązkowego języka polskiego uczyli wybitni patriotyczni nauczyciele, tacy jak Stanisław Maroński i Józef Łęgowski.
Lekarz, pisarz i działacz społeczny Aleksander Majkowski dopiero w listopadzie 1908 r. zapoczątkował czasopiśmiennictwo kaszubskie od wydania w Kościerzynie regionalnego pisma „Gryf”. Program czasopisma za swój własny przyjęło powstałe w sierpniu 1912 r. Towarzystwa Młodokaszubów. Zakładał on realizację dwóch zasadniczych celów: zorganizowanie społeczności kaszubskiej w walce z germanizacją i informowanie jej o wszystkich zagrożeniach polskości. Majkowski stwierdził, że młodokaszubi na pierwszym miejscu postawili sprawę wspólności z Polską na gruncie tradycji historycznej i wspólności kościelnej, a sporowi językowemu nadając znaczenie kwestii czysto teoretycznonaukowej („Ziemia”, 1911, nr 22, s. 9).
Wokół „Gryfa” skupili się literaci, badacze i działacze społeczni. Ataki opiniotwórczych polskich gazet („Gazety Grudziądzkiej” i „Pielgrzyma”), oskarżających redaktora Majkowskiego o rozbijanie jedności i separatyzm, nie miały żadnych podstaw, ale przyczyniły się m.in. do zaprzestania wydawania czasopisma w 1912 r. „Gryfa” wznawiano kilkakrotnie w okresie międzywojennym: w 1921, 1925 i 1932 r. Umieszczano w nim artykuły dokumentujące polskość tych ziem. Problemami Kaszubów zainteresowali się pisarze i literaci spoza regionu. Najwybitniejszy z nich, Stefan Żeromski, napisał powieść Wiatr od morza.
Kiedy w 1917 r. zarysowała się wizja Polski z dostępem do morza, Kaszubi opowiedzieli się za włączeniem Pomorza do Polski. Rzecznikiem tych szlachetnych dążeń był Antoni Abraham, który udał się do Paryża, aby zdecydowanie bronić polskości Kaszub. 10 lutego 1920 r. odbyły się zaślubiny Polski z morzem. Pomorze po raz trzeci łączyło się z Polską. Kaszubi wiązali z tym wielkie nadzieje, ale wkrótce okazało się, że nie sprostała im polska administracja, zwłaszcza w okresie przejściowym, nachalnie polonizująca kaszubskie instytucje i spychająca miejscową ludności do roli obywateli drugiej kategorii. Przerażała Kaszubów korupcja, łapownictwo, lekceważenie prawa, nieudolność i trwonienie grosza publicznego, zrównanie marki polskiej i niemieckiej, które znacznie zubożyło ludność. Dopiero rządy Władysława Grabskiego doprowadziły do opanowania inflacji, wprowadzenia mocnego pieniądza, powołania do życia Marynarki Wojennej, budowy portu w Gdyni, a potem magistrali węglowej Śląsk–Gdynia. Jednakże Kaszubi w dalszym ciągu byli rozgoryczeni, bo w Gdyni poza dawnymi mieszkańcami rybackiej wioski, mieszkali Polacy, którzy byli uprzywilejowani. Rząd w Warszawie miał ograniczone zaufanie do ludności kaszubskiej. Ze względu na szczególne miejsce Gdyni, rywalizującej z portem gdańskim oraz na rosnące aspiracje rewizjonistyczne Rzeszy, chciał, aby była ona bezsporną „oazą polskości”. Kaszubów zatrudniano jako chłoporobotników na określony czas.
Ten stan znaczenie się pogorszył po 1930 r. z powodu wielkiego kryzysu ekonomicznego i polityki administracyjnej rządów pomajowych. Aby bronić swych słusznych praw, w 1929 r. powstało Zrzeszenie Regionalne Kaszubów, którego organem prasowym była „Zrzesz Kaszebsko”. Na jej łamach Kaszubi żądali wolności, równości obywatelskiej i sprawiedliwości, własnych urzędników, starostów i sędziów, inspektorów szkolnych oraz pracy i chleba dla bezrobotnych. Te postulaty były słuszne. Odrodzona II Rzeczpospolita nie zajęła się dolą kaszubskich rybaków, nie powołała instytucji życia publicznego (banki, spółdzielnie, kooperatywy) dla ochrony interesów miejscowej ludności. Władze sanacyjne z klucza partyjnego mianowały niekompetentnych urzędników, czyniąc Kaszubom zbiorową krzywdę.
W poufnym raporcie, wystosowanym przez starostę kartuskiego Jerzego Czarnockiego z 13 października 1933 r. do wojewody pomorskiego czytamy: [...] Kaszubi pod obecnym jarzmem czują się gorzej niż za czasów niewoli pruskiej. [...] ma się do czynienia z akcją dążącą do oderwania od Polski części jej terytorium. Akcja ta jest niewątpliwie podsycana i finansowana przez państwo ościenne, któremu chodzi niewątpliwie o wywołanie w rezultacie krwawych zamieszek, [...] o zabarwieniu separatystyczno kaszubskim. Konkludując swoją wypowiedź, starosta nie szukał obiektywnych rozwiązań, ale zaproponował likwidację radykalnej „Zrzeszy” i jej redaktorów (Aleksandra Labudy z Kartuz i Ignacego Szutenberga z Gdyni), by uniknąć niezmiernie ciężkich i przykrych skutków. Władze odrodzonego państwa polskiego obawiały się regionalizmów, widząc w tej działalności tendencje odśrodkowe. Faktycznie z ruchu młodokaszubskiego wyszli patrioci, którzy przyczynili się na tych ziemiach do rozwoju polskiej świadomości narodowej i przetrwania polskości, za co zapłacili najwyższą cenę w okresie II wojny światowej.
Nie podzielał radykalizmu „Zrzeszy” działacz i pisarz kaszubski Franciszek Sędzicki. Był za pielęgnowaniem regionalizmów przez utrwalanie pięknych obyczajów ludowych, wzbogacanie rodzimymi słowami języka polskiego, krzepienie i podnoszenie ducha oraz umiłowanie ziemi, której rzeki są dopływami polskiej Wisły. Nie należy ich od niej odłączać i kierować w morze, które już pochłonęło tyle Słowian. W podobnym duchu, ale bardziej angażując się we współpracę z władzami polskimi, funkcjonowała grupa działaczy kaszubskich, skupionych wokół dwutygodnika „Kleka”. Obie te grupy przeciwstawiały się tendencjom odśrodkowym, podsycanym przez Niemców, którzy łożyli pieniądze na czasopismo „Przyjaciel Ludu Kaszubskiego”. Lansowało ono koncepcję o odrębnej narodowości kaszubskiej, podsycając niezadowolenie Kaszubów związane z trudnym procesem integracji z resztą ziem Polski i pogłębiane błędami sanacyjnych urzędników. Niemcy liczyli na zgermanizowanie Pomorza.
Jan Karnowski, historyk i krytyk literacki, a także ideolog ruchu kaszubskiego, był przeciwny separacji narodowej Kaszubów. Uzasadniał to stanowisko w rozmowach z pobratymcami następująco: [...] mowa kaszubska jest odrębnym językiem, ale, że narodowością Kaszuby jest narodowość polska, gdyż istnieje: 1. wspólność dziejowa, 2. geograficzne położenie, 3, szczupłość szczepu kaszubskiego, 4. panowanie języka polskiego i kultury polskiej na Kaszubach od dawna, 5. wspólność idei narodowej, 6. wspólna niedola (Moja droga kaszubska, s. 38). W okresie rządów sanacyjnych, trudnych dla Kaszubów, przejrzał grę Niemców i napisał, że była to robota „perfidna i obliczona na głupich”, ponieważ w Genewie zastępować nas będzie Lorenz (wybitny niemiecki językoznawca i badacz Kaszub, rzeczywisty inicjator „Przyjaciela Ludu Kaszubskiego) z kilku Niemcami, okraszonymi kilku prostaczkami znad morza lub ze wsi. A co z tego wyniknie, dzisiaj już wnioskować można. Uzasadniał, że Polska ma niezaprzeczalne prawo do tego, aby Kaszubi pozostali w jej granicach, tak jak to było przez 600 lat, ponieważ z Polski przyszło na Pomorze chrześcijaństwo i kultura, prawo i ustawy handlowe oraz język literacki. Skonkludował jasno i dobitnie: Odrębność Kaszub odnosi się tylko do strony językowej, a nie do strony politycznej. Sprawa kaszubska w programie niemieckiego rewizjonizmu odgrywała kluczową rolę, dlatego też Hitler zażądał korytarza, który został wytyczony przez powiaty zamieszkane przez ludność kaszubską. Naciskom niemieckim nie ulegli Polacy, ale – jak napisał P. Hauser, autor pracy Mniejszość niemiecka w województwie pomorskim w latach 1920-1939 – i Kaszubi w swej większości okazali się odporni na jawnie separatystyczną agitację niemiecką.
Hitlerowcy w szczególny sposób mścicili się na Kaszubach za to, że przyznawali się do polskości. Gauleiter Albert Forster nakazał przeprowadzenie na Pomorzu w dniach 3-6 grudnia 1939 r. spisu ludności w celu maksymalnego utrudnienia życia ludności polskiej i jednoczesnego bezwzględnego łamania jakichkolwiek odruchów z jej strony. Okazało się, że 71% mieszkańców Okręgu Gdańsk–Prusy Zachodnie deklarowało jako ojczysty język – polski, 16,3% – język niemiecki i 12% – język kaszubski. Na 188 tys. Kaszubów 100 tys. wskazało na język polski jako ojczysty, 81 tys. – na kaszubski, a tylko 7 tys. – na niemiecki. Forster uznał Kaszubów za ludzi niepełnowartościowych rasowo i podobnie jak Polaków skazał ich na eksterminację
Rozpoczęła się ona od konsekwentnego niszczenia wszelkich form życia instytucjonalnego: szkół, organizacji, stowarzyszeń, i mordowania polskiej elity: księży, urzędników, nauczycieli, działaczy społecznych i polityków. Symbolami tej eksterminacji jest Piaśnica, gdzie zamordowano ok. 12 tys. osób, i Las Szpręgowski, w którym spoczywa ok. 7 tys. ludzi. 2 września Niemcy rozpoczęli budowę obozu koncentracyjnego Stutthof, w którym zginęło 65 tys. ludzi. Ocenia się, że jesienią 1939 r. zamordowano na Pomorzu ok. 40 tys. osób. Blisko 100 tys. Polakom i Kaszubom odebrano majątki i nieruchomości, przesiedlając ich do Generalnej Guberni (ok. 90 tys.) lub wywożąc na przymusowe roboty w głąb Niemiec. Do końca wojny wypędzono z Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie ok. 170 tys. osób. Majątki rolne i zakłady przemysłowe otrzymali Niemcy sprowadzeni z różnych krajów Europy Wschodniej. Uderzeniem w tożsamość Kaszubów był zakaz używania języka polskiego i niszczenie widocznych oznak polskości: szyldów, napisów, ogłoszeń itp. Biskup Carl Maria Splett zakazał używania języka polskiego w czasie nabożeństw, a nawet w czasie spowiedzi. Za przeciwstawienie się polityce hitlerowskiej, nawet za posiadanie książeczki do nabożeństwa w języku polskim, zsyłano Kaszubów do któregoś z licznych obozów i więzień, których najgroźniejszym symbolem był KL Stutthof.
Ten, kto po odezwie A. Forstera z 22 lutego 1942 r. odmówił wpisania się na Niemiecką Listę Narodowościową, podlegał przepisom ustanowionym dla Polaków i był traktowany na równi z najgorszymi wrogami narodu niemieckiego. Wpisanie się na listę oznaczało przymusowe wcielenie do Wehrmachtu. Szacuje się, że z terenów Pomorza w armii niemieckiej służyło kilkadziesiąt tysięcy osób. (K. Ciechanowski ustalił, że mogło być w niej nawet 30 tys. Kaszubów).
W tych skrajnych warunkach politycznych w 1940 r. został zorganizowany ruch oporu (Tajna Organizacja Wojskowa „Gryf Kaszubski”). Koncentrował się on na samoobronie, sabotażu i wywiadzie, który przeniknął nawet do struktur Wehrmachtu.
To niezwykle
trudne i skomplikowane położenie ludności kaszubskiej podczas wojny
miało swój dalszy ciąg w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Władze
komunistyczne zgodnie z decyzją mocarstw o przesiedleniu Niemców z
terytorium państwa polskiego, podjętą w Poczdamie w 1945 r., wydały
dekrety wykonawcze Bolesława Bieruta (z 28 lutego i 6 maja 1945 oraz 3
stycznia i 8 marca 1946 r.), nakazujące Niemcom opuszczenie Polski.
Ludność kaszubska na drodze rehabilitacji i weryfikacji miała po raz
kolejny udowodnić swoją przynależność narodową. Nowi właściciele Polski
uznali Kaszubów za element niepewny. Zastosowano wobec nich represje,
dopuszczano się bezprawia, deportowano w głąb ZSRR, oskarżano o
separatyzm, wrogość do ustroju. Po wyborach do Sejmu Ustawodawczego w
1947 r. zakazano Kaszubom wszelkiej działalności regionalnej i
wydawniczej, pozbawiano majątku, blokowano awanse społeczne. Pokryto
zmową milczenia ich zasługi w walce z okupantem i cierpienia, jakich
doznali w obozach. Sprawa kaszubska do 1956 r. nie istniała, ale
Kaszubi potrafili ocalić własną tożsamość dzięki rodzinie i Kościołowi
katolickiemu. Oznaką nowych czasów było wprowadzenie Kaszubów na listy
wyborcze i zwiększenie ich obecności w strukturach władzy lokalnej. Z
punktu widzenia „upartyjnienia” Kaszubów władze uznały, że był to teren
niezwykle trudny. Włączeni w nurt budowania socjalistycznego państwa
byli uczestnikami krwawych wydarzeń na Wybrzeżu w 1970 r. Wśród
28 ofiar śmiertelnych byli również Kaszubi. W dekadzie rządów Edwarda
Gierka nie rozwiązano wielu problemów socjalnych miejscowej ludności.
Ale to nie interesy grupowe zadecydowały o poparciu przez elitę
kaszubską (Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie) strajkujących stoczniowców w
1980 r., lecz dążenie do odnowy moralnej i gospodarczej Polski, którą
na Kaszubach widziano w przywróceniu autentyczności samorządu
terytorialnego. Ten postulat został zrealizowany dopiero po
1990 r. Nie można więc wyolbrzymiać „syndromu niemieckiego”, widocznego
w emigracji Kaszubów do Niemiec i we wstępowaniu do organizacji
mniejszości niemieckiej, ponieważ obejmuje ono ograniczoną przestrzeń i
ma charakter środowiskowy. Kaszubi podjęli działania mające na celu
rozwój kulturalny, społeczny i ekonomiczny swojego obszaru
zamieszkania. Wraz z rozwojem cywilizacyjnym są narażeni, tak jak
pozostali mieszkańcy Polski, na konsumpcyjny tryb życia, degradację
rodziny i utratę wiary. Czy się im oprą? Czy awans społeczny i
ekonomiczny wzmocni tożsamość kaszubską czy raczej ją rozmyje? Jak
zachowają się młode elity technokratyczne? Czy zechcą zainwestować
pieniądze w rozwój kultury kaszubskiej czy raczej ulegną modelowi
narzucanemu prze media i będą kreować kulturę masową? Trzeba mieć
nadzieję, że zwycięży instynkt samozachowawczy i
ponadtysiącletnie doświadczenie mieszkańców tej ziemi –
strażników Bałtyku, bohaterów heroicznego trwania na Pomorzu, dzięki
którym najpierw mocarstwa zachodnie w Wersalu w 1919 r., a po
dwudziestu sześciu latach w Poczdamie oddali dziedzictwo Piastów w
posiadanie państwu polskiemu.
|
|