ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Zbigniew P. Cieszkowski

Życie Religijne

Posługa Piotra w Kościele

NPW 5-6, 2005



Tożsamość i styl życia wypływający z urzędu Piotra (tj. papiestwa) określa jego wyróżnienie przez Chrystusa w gronie Dwunastu, co nie oznacza, iż oddzielił go Chrystus od pozostałych apostołów. Ty jesteś Piotr, czyli skała i na tej skale zbuduję Mój Kościół a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego. Cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie" (Mt 16, 18-10).

Wyjaśniając tożsamość urzędu Piotra, Ojciec Święty Jan Paweł II pisze: Nie mamy się lękać prawdy o nas samych. Tę prawdę zobaczył naocznie Piotr pewnego dnia i powiedział do Jezusa: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” ( Łk 5,8 ).(...) nie sam Piotr tę prawdę dostrzegł. Dostrzega ją każdy człowiek. Dostrzega ją każdy Następca Piotra (...) Chrystus odpowiedział mu: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” ( Łk 5, 10 ). Nie lękaj się ludzi! Człowiek jest zawsze laki, jaki jest(...) Nie lękaj się, gdy cię ludzie nazywają Namiestnikiem Chrystusa, gdy mówią do ciebie: Ojcze święty, albo też Wasza Świątobliwość, lub używając tym podobnych zwrotów, które zdają się być nawet przeciwne Ewangelii (...) Jednakże zwroty te wyrosły na podłożu długiej tradycji. Stały się pewnego rodzaju przyzwyczajeniem językowym i również tych zwrotów nie trzeba się lękać" Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei). 

Nawiązując do słów skarcenia Piotra przez Chrystusa, Jan Paweł II stwierdza:
Piotr nie lękał się Boga, który stał się człowiekiem. Natomiast lękał się o Syna Bożego, jako człowieka. Nie mógł bowiem przyjąć, iż będzie on biczowany i cierniem ukoronowany i w końcu ukrzyżowany. Tego Piotr nie mógł przyjąć. Tego się lękał. I Chrystus za to Piotra surowo skarcił. Ale go nie odrzucił. Nie odrzucił tego człowieka, który miał dobrą wolę i gorące serce.


1. „Wybór " – fundamentem tożsamości posługi Piotra.


Wybranie drogą wyróżnienia staje się fundamentem stylu życia Piotra, czyli doskonałości drogi: jego posługi i roli wobec Dwunastu oraz w Kościele: Ja prosiłem za tobą (tj. za Piotrem). Ty nawróciwszy się, utwierdzaj swoich braci w wierze (Łk 22, 31-32), a także jego rola wobec Dwunastu i Kościoła: Paś baranki moje! (...) Paś owce moje!" (J 21, 15-16). W mocy Ducha Piotr wyznał wiarę w Jezusa jako Mesjasza (por. Mt 16,16).. Duch, którym został namaszczony Jezus Chrystus, dokonał zmiany statusu Piotra w gronie Dwunastu, czyniąc go „wyróżnionym" ontycznie, a nie moralnie czy honorowo. Piotr bowiem stał się kimś innym wśród Dwunastu nie dzięki predyspozycjom moralnym?, gdyż takich nie miał, ale dzięki łasce wybrania przez Ojca: albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie (Mt 16,17).

2. Narastanie samoświadomości tożsamości urzędu Piotra.


W ciągu wieków narastała samoświadomość stylu, roli i posługi urzędu Piotra w Kościele. W okresie Kościoła apostolskiego zauważa się swoiste milczenie o powadze, roli i posłudze Piotra. To nie Piotr się ukrywa, ale Kościół skrywa Piotra Apostoła. Ukrywanie to wiąże się nie z faktem jakoby osłabiono jego rolę czy posługę w Kościele, ale wyraźna woła skrycia, by go ocalić (tj. zachować ) dla całego Kościoła przed ewentualną śmiercią męczeńską - zarówno jego osoby, jak i urzędu. Pierwsi, jak i kolejni następcy Piotra posiadali świadomość szczególnego wybrania i płynącej z tego wybrania posługi i stylu życia.


Należnemu miejscu urzędu Piotra w Kościele nie przeszkadzała świadomość własnej słabości. Tę świadomość kolejni papieże wyrażali jako świadectwo z jednoczesnym przekonaniem, iż słabość co najwyżej utrudnia spełnianie posługi Namiestnika Chrystusowego, ale w żadnym wypadku nie uniemożliwia jej realizacji:


Ukochani! Znam moją słabość i moje braki w spełnianiu obowiązków mego urzędu. Taka bowiem już jest ludzka natura: ciąży nam ona i wtedy, gdy pilnie i z gorliwością pragniemy się oddawać naszemu posługiwaniu. Ale pomimo to należy się nam radować z tego, co Pan postanowił. Bo przecież On nieustannie nas wspiera (...) On nas wspomaga będąc z nami na zawsze, i z Jego to woli znajdujemy mocne oparcie na apostolskim fundamencie, a ono nigdy nie zawiedzie. Na tej opoce wznosi się cała budowla Kościoła, i nie ma obawy, by mogła się zachwiać, czy ugiąć (...) Otrzymał on (tj. Piotr) pierwszeństwo przed innymi, został nazwany Opoką i ustanowiony fundamentem (...) A teraz jeszcze pełniej odczuwa się te moc działającą poprzez wszystkie zadania i obowiązki naszego urzędu (...) Cokolwiek więc słusznie postanowimy i wykonamy jak należy, cokolwiek wybłagamy u miłosiernego Boga w codziennej modlitwie, jest to czynem i zasługą Piotra, bo jego to władza pozostaje nadal żywa w tej stolicy biskupiej (tj. w Rzymie); jego to powaga przewyższa inne.


3. Kryzys realizacji posługi Piotra w Kościele.


W okresie wzrostu chrześcijaństwa na płaszczyźnie społeczno-politycznej urząd Piotra przeżywa kryzys realizacji, a nie tożsamości. Wyrazem tegoż kryzysu jest problem cezaropapizmu. Znamienną cezaropapistyczną wypowiedzią są słowa cesarza Konstancjusza: Co ja chcę ma moc prawa kościelnego. O tym, że papieże mimo kryzysu zachowali świadomość tożsamości urzędu Piotra, wskazuje nie zawsze praktyka, ale świadomość, kim jest. W liście Gelazego, który pisze w imieniu i w obronie tożsamości papieża Feliksa II, czytamy:


[...] nie uwłaczając Cesarzowi: jest on synem, a nie zwierzchnikiem Kościoła. W sprawach wiary może się tylko uczyć, a nie nauczać. Ma przywileje w zakresie władzy, otrzymane od Boga dla kierowania sprawami państwowymi. I aby nie okazać się niewdzięcznym za te dobrodziejstwa, nie może sobie uzurpować niczego sprzecznego z nakazami porządku niebiańskiego (...) Niechaj nie przypisuje sobie cudzego prawa i zdania, które komu innemu zostało powierzone, aby nierozważnie nie sprzeniewierzyć się Temu, który ustanowił wszelki porządek i nie okazać się buntownikiem względem dobrodziejstw Tego, od którego otrzymał swoją władzę.


Autor powyższego listu, kiedy sam został papieżem Gełazym I, z pełną świadomością swojej tożsamości, ale jednocześnie w duchu pokory, pisze do cesarza Anastazego:


[...] jako Rzymianin z urodzenia, kocham, czczę i podziwiam władcę rzymskiego, jako chrześcijanin pragnę utrzymać dobre stosunki w duchu mądrości i prawdy, z tym, który okazuje gorliwość w sprawach Bożych, a jako niegodny następca na Stolicy Apostolskiej staram się wszędzie, gdzie dostrzegam, że czegoś brakuje do pełni wiary katolickiej, uzupełnić to według moich skromnych możliwości odpowiednimi radami. Nałożono bowiem na mnie obowiązek głoszenia słowa Bożego „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii(...) choć godność Twoja oddaje Ci władzę nad rodzajem ludzkim, to jednak schylasz pokornie czoło przed ludźmi odpowiedzialnymi za sprawy Boże i od nich oczekujesz środków zapewniających Ci zbawienie(...) odpowiedzialność spada na biskupów(...) o ile bardziej w tym względzie powinna panować jednomyślność, gdy chodzi o zwierzchnika tej stolicy, którego Bóg najwyższy chciał postawić na czele wszystkich kapłanów i którego odtąd cały Kościół zawsze nabożną czcią otaczał”.


W okresie kryzysu byli i tacy papieże, którzy wprawdzie zachowali swoją tożsamość zwierzchnictwa nad Kościołem, jednak ulegali władcom świeckim w poszczególnych sprawach oraz przy rozwiązywaniu niektórych problemów:


Cesarz Konstancjusz II, od 353 r. jedynowładca rzymskiego państwa usiłował zaszczepić arianizm także na Zachodzie. Dlatego na dwóch synodach kazał zatwierdzić potępienie św. Atanazego i żądał zgody na orzeczenia, które w sposób istotny różniły się od tych, jakie zapadły na Soborze w Nicei. Obaj papiescy posłowie wprawdzie podpisali owe synodalne uchwały, ale papież nie uznał tych podpisów. Dlatego został zesłany przez cesarza do Tracji (...) Na zesłaniu opór Liberiusza został w końcu złamany; podpisał tam oświadczenie, które było jednoznacznie skierowane przeciwko Niceanom. Tym okupił u cesarza swój powrót do Rzymu, ale fakt ten mocno osłabił prestiż rzymskiego Kościoła.


Kryzys urzędu Piotra pogłębiły jeszcze bardziej spory, nie tylko doktrynalne, które objawiały pozytywną troską o czystość wiary, ale przede wszystkim spory pozadoktrynałne, które ujawniały przechodzenie od tendencji papieża-stróża do pozycji papieża-monarchy, choćby w sprawach słusznych, ale wykraczających poza ramy posługi Piotra w Kościele. Dało to o sobie znać głównie w Kościele wschodnim nie tylko w niezadowoleniu, ale wręcz w zgorszeniu rolą, posługą i stylem życia Biskupa Rzymu:


[...] nie odmawiamy Kościołowi rzymskiemu prymatu wśród siostrzanych (patriarchatów ) i uznajemy jego prawo do najzaszczytniejszego miejsca na soborze ekumenicznym. Jednakże odłączył się od nas przez swoja dumę, kiedy uzurpował sobie władzę monarszą, która nie była przynależna jego urzędowi... Jak możemy akceptować jego postanowienia, które zostały wydane bez zasięgnięcia naszej opinii, a nawet bez naszej wiedzy? Jeśli rzymski arcykapłan z wysokości swego chwalebnego tronu chce rzucać na nas gromy i... ciskać na nas z wysokości swe rozkazy i jeśli chce osądzać nas, a nawet rządzić nami i naszymi Kościołami nie w porozumieniu z nami, ale według swego arbitralnego upodobania - jakiż to może być rodzaj braterstwa, czy nawet ojcostwa?... Bylibyśmy niewolnikami, a nie synami takiego Kościoła, a stolica rzymska byłaby nie zbożną matką swych dzieci, lecz surową i władczą panią swych niewolników... Proszę o wybaczenie, kiedy tak mówię o Kościele rzymskim, gdyż żywię do niego wielki szacunek... Ale nie mogę iść za nim... w każdej okoliczności ani nie sądzę, żeby trzeba było iść za nim we wszystkim.


Bardzo często osobiste cechy osobowościowe niektórych papieży predestynowały ich bardziej do bycia monarchami aniżeli stróżami. Przykładem może służyć papież Innocenty III, najwybitniejszy z Następców św. Piotra w dobie średniowiecza:


37-letni, budzący podziw ówczesnego świata (stupor mundi, lux mundi, jak go nazywano), posiadał głębokie wykształcenie teologiczne i prawnicze (...) oceniany jako władca z urodzenia, o bogatych uzdolnieniach intelektualnych, umiejętności postępowania z ludźmi, harmonijnym łączeniu silnej woli z łagodnością w przeprowadzaniu zamierzeń, umiejętności chłodnego wytyczania kierunków i obliczania środków do wykonania, talencie obejmowania całości i niezmordowanej cierpliwości w szczegółach, był nadto ascetą i posiadał głęboką wiarę, w świetle której uznawał swoją godność papieską za specjalne powołanie Boże (...) Do swojej działalności umiał dobierać odpowiednich współpracowników i wykorzystać kryzysowe sytuacje monarchów, a zwłaszcza korzystną sytuację Państwa Kościelnego i papiestwa, jaką ukształtował Celestyn II (jego poprzednik).

4. „Nieomylność" istotnym przymiotem posługi Piotra.


Przełomowym wydarzeniem w pojmowaniu tożsamości urzędu Piotra, a co za tym poszło i nowy styl oraz rola w Kościele zostały zaakcentowane w dogmatycznym nauczaniu o nieomylności papieża. Ważkość tego nowego wymiaru urzędu Piotra obrazuje świadectwo jednego z Ojców Soborowych acbpa Giulio Arrigoni:


Po zatwierdzeniu papieskim Biskupi klaskali, a za ich przykładem poszli wszyscy wierni zgromadzeni w bazylice św. Piotra i zaczęli wołać: < Niech żyje nieomylny Papież!> Tymczasem szalała okropna burza: błyskawice, grzmoty, woda, pioruny zdawały się zwiastować koniec świata... Ogłoszono wojnę między Francją a Prusami. Kto wie, czy zdołamy się zebrać ponownie?


Dogmat o nieomylności papieża kończył zasadniczo wszelkie spory na temat tożsamości urzędu Piotra, toczone na przestrzeni dziejów, natomiast otworzył niekończącą się dyskusję na temat realizacji tegoż charyzmatu oraz jego roli w posłudze Biskupa Rzymu. Na bazie dogmatycznego orzeczenia nieomylności papieża pojawia się pytanie: Co nieomylność papieża daje całemu Kościołowi? Odpowiedź wydaje się zarazem prosta i trudna. Prosta dlatego, iż nieomylność związana jest z pierwszorzędnym celem Kościoła, jakim jest „zbawienie dusz". O wiele trudniejsza sprawa jest, jeżeli chodzi o rozumienie nieomylności na płaszczyźnie jej zasięgu, a wiec wiary i moralności. Trudność wydaje się większa z tą ostatnią, aniżeli z samą wiarą. Papież jako Następca Piotra pełni posługę „stróża wiary i moralności" w całym Kościele (bardziej nad całym Kościołem), dlatego charyzmat nieomylności wydaje się tym bardziej uzasadniony, gdy chodzi o odpowiedzialność złożoną w ręce i serce słabego człowieka. Kościół ze swej natury jest nieomylny, gdyż Kościołem kieruje Duch Święty jako jego „dusza". On bowiem prowadzi Kościół do całej prawdy, On wszystkiego stopniowo Kościół uczy na przestrzeni dziejów, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią Jezusa Chrystusa (por. J 16,13). Duch Święty udziela charyzmatu nieomylności, by strzec w Kościele tego, co związane z wiarą i moralnością, a więc z realizacją podstawowego celu posłannictwa Kościoła, tj. zbawienia dusz.
Kościół przez charyzmat nieomylności Biskupa Rzymu nie myli się co do treści prawd wiary, ponieważ niczego z prawd objawionych w ciągu wieków przez Boga nie odwołał ani żadnej z prawd wiary swoim autorytetem nie zaprzeczył, o czym świadczy nieustanna samoświadomość Kościoła misji nauczania, przepowiadania, przekazywania, a nie poprawiania czegokolwiek z treści objawionych przez Boga. Kościół w charyzmacie nieomylności papieża nie myli się również co do rozumienia prawd wiary, czyli rozumie je coraz bardziej i coraz głębiej, nigdy natomiast inaczej. Dzieje się to przy asystencji Ducha Świętego. Dogmaty wiary sobie nawzajem nie przeczą.


Kościół dzięki asystencji Ducha Świętego nie myli się co do moralności, ponieważ przyjmuje Dekalog w całości, rozumiejąc go jako nakaz i zakaz jednocześnie. Nasłuchując natchnień Ducha, Kościół coraz bardziej poszerza zakres rozumienia poszczególnych przykazań w duchu największego i pierwszego ze wszystkich, a mianowicie przykazania miłości Boga i bliźniego. Miłość bowiem nieprzerwanie jest w Kościele ideałem życia chrześcijańskiego, czyli sposobem realizacji powołania do świętości. Realizm moralnej kondycji w Kościele przejawia się w stałej świadomości obecności w jego wspólnocie zarówno świętych, jak i grzeszników.


5. „Otwarcie" posługi Piotra na Kościół i świat


Sobór Watykański II wraz ze swoim duszpasterskim, a nie doktrynalnym nastawieniem nakreślił styl życia i posługi urzędu Piotra w całym Kościele. Wszystko – zdaniem Ojców Soboru – miało zmierzać do otwarcia się Kościoła (por. agiomamento) w dialogu zewnętrznym por. „otwarcie na świat") oraz w dialogu wewnątrzkościelnym. Tego otwarcia Kościoła na świat oraz na siebie dokona Duch Święty swoją mocą nazwany, zresztą przez Ojców Soborowych nazwany duszą Kościoła: Duch mieszka w Kościele, a także w sercach wiernych, jak w świątyni; w nich przemawia i daje świadectwo przybrania za synów (KK, 4).


Agiomamento Kościoła znalazło swój wyraz przede wszystkim w nowym sposobie sprawowania władzy, która stała się bardziej służbą i kierowaniem aniżeli panowaniem na sposób feudalny. Szczególnie widoczne się to stało w nowym sposobie sprawowania władzy papieskiej. Gestem symbolicznym nowego stylu służby stało się położenie przez Pawła VI tiary papieskiej na ołtarzu w darze na rzecz ubogich i potrzebujących pomocy. Papież dokonał tego aktu po wysłuchaniu relacji w czasie Soboru na temat nędzy i głodu panujących na obszarach ziemi. Gest ten odebrano jako jeszcze jedno potwierdzenie wyzbywania się przez Kościół w naszych czasach wszelkich odziedziczonych z przeszłości akcesoriów władzy i bogactwa, i przywracania temu Kościołowi autentyzmu Kościoła ubogich. Innym przejawem nowego, bardziej ewangelicznego pojmowania posługi Biskupa Rzymu w Kościele i wobec Kościoła była decyzja o pielgrzymowaniu po całym Kościele:


Kościół jest wcielony w czas. Jest on duchowy i doczesny. Nie może on być bez oblicza - a jest to oblicze czasu i narodu. Wiem o tym, że wyrzuca mu się to, że jest włoski, jak niegdyś wyrzucano mu, że jest francuski. W każdym razie trzeba by jednak, żeby Papież przestał być człowiekiem, który musi myśleć i działać sukcesywnie! Wystarczy jednak, aby papież wybierając jakieś miasto, jakieś miejsce, lud, naród, punkt w przestrzeni wzniósł się ponad ten punkt i odwiedził go tak, jak by to zrobił Chrystus. Słowa papieża różnią się od słów głowy państwa. Cokolwiek robi i gdziekolwiek jest, przemawia jak ojciec powszechny. I to właśnie odczuwa lud, który go przyjmuje, i dlatego właśnie go przyjmuje.


Pontyfikat Jan Pawła II jako kontynuacja urzędu i posługi Piotra, realizowanego w posoborowym stylu Jana XXIII oraz Pawła VI, to przede wszystkim strzeżenie Kościoła i jego jedności w ducha autentycznej komunii: Następca św. Piotra ma przypominać o nakazach wynikających ze wspólnego dobra Kościoła, gdyby ktoś doznawał pokusy, by o nich zapomnieć w imię własnych interesów. To on ma obowiązek przestrzegać i budzić czujność, a czasem orzekać, że ta czy inna szerząca się opinia jest nie do pogodzenia z jednością wiary. Gdy wymagają tego okoliczności, przemawia w imienia wszystkich Pasterzy będących w komunii z nim. Może też - pod ściśle określonymi warunkami, sformułowanymi przez Sobór Watykański I - orzec ex cathedra, że dana doktryna należy do depozytu wiary. Dając w ten sposób świadectwo prawdzie, służy jedności.


W nowym etapie dialogu ekumenicznego realizacja urzędu Piotra domaga się nowego stylu sprawowania misji w całym chrześcijaństwie, całym Kościele, do którego odkrywania zachęca zarówno pasterzy, jak i teologów: Jednak [...] pragnienie bezwzględnego posłuszeństwa woli Chrystusa każe mi, jako Biskupowi Rzymu, sprawować ten urząd (...) Modlę się gorąco do Ducha Świętego, by obdarzył nas swoim światłem i oświecił wszystkich pasterzy i teologów naszych Kościołów, abyśmy wspólnie poszukiwali takich form sprawowania owego urzędu, w których możliwe będzie realizowanie uznawanej przez jednych i drugich posługi miłości. Jest to ogromne zadanie, od którego nie możemy się uchylić i którego nie mogę wykonać samodzielnie.


Duch Święty dynamizuje styl, rolę i posługę każdorazowego papieża, o ile ma on aktualną świadomość swojej tożsamości z samym Piotrem:


Jako spadkobierca misji Piotra w Kościele użyźnionym krwią pierwszych Apostołów, Biskup Rzymu pełni posługę zakorzenioną w wielokształtnym miłosierdziu Boga, które przemienia serca i rozlewa moc łaski tam, gdzie chrześcijanin poznaje gorzki smak własnej nędzy. Autorytet związany z tą posługą jest całkowicie oddany na służbę zamysłowi Bożego miłosierdzia i w tej perspektywie należy zawsze na niego patrzeć. W niej też zrozumiała staje się władza dla tej posług.


Dynamizm posługi papieża zależy również od tego, na ile wyraża on wolę życia zgodnego nie tylko z powierzoną misją, ale z własną tożsamością Namiestnika Chrystusowego na ziemi:


Dzięki władzy i autorytetowi, bez których funkcja ta byłaby tylko pozorem, Biskup Rzymu ma zabezpieczyć komunię wszystkich Kościołów. Z tego tytułu jest pierwszym pośród sług jedności [...] czuwając nad głoszeniem słowa, nad sprawowaniem sakramentów i liturgii, nad misją, nad dyscypliną i życiem chrześcijańskim.



Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW