ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Henryk Nowik

Temat Miesiąca

CZYTAJĄC TESTAMENT JANA PAWŁA II...

NPW 5-6, 2005


Niezwykle uboga szata zdań Testamentu Jana Pawła II okrywa niezmierne bogactwo duchowe Ojca Świętego. Stad nie sposób czytać go bez kontekstu całego dziedzictwa Papieża Tysiąclecia. Jest ono wypełnione twórczymi dokonaniami w dziedzinie słowa w wymiarze informacji, formacji i sprawstwa w wierze w zakresie filozofii, teologii, literatury pięknej, poezji i w obrębie teatru. Różnorodność tę splata jedno kochające serce. Ojciec Święty był erudytą i myślicielem, i to o jednej idei, a mianowicie o idei „ostatecznego wezwania”. Tak bowiem zaczął swój Testament dnia 6 marca 1979 r.:

Czuwajcie , bo nie wiecie, kiedy Pan wasz przybędzie (Mt 24,42) –- te słowa przypominają mi ostateczne wezwanie […]. Pragnę za nim podążać i pragnę, aby wszystko, co składa się na moje ziemskie życie, przygotowało mnie do tej chwili.

Ojciec Święty, podążając za tym wezwaniem, zbudował wielkie dziedzictwo swego życia, ukierunkowanego na dzień Paschy, czyli ostatecznego przejścia do domu Ojca. Dzień Paschy zwieńcza nieustanne „czuwanie”, które jest jak gdyby „oddechem”  Jego powołania przez Chrystusa: „Pójdź za mną”! Stąd ulubionym śpiewem z młodzieżą była pieśń: Barka. To podążanie za Chrystusem stało się jedną wielką „Paschą”.

Czas „przyjęcia śmierci” według woli Chrystusa i czas jej „przyjścia” tworzą okres nieustannej Paschy na kanwie czuwania na przybycie Pana. Chcąc lepiej zrozumieć ten niezwykły czas wypełniania posłannictwa naszego Papieża, należy bliżej przypatrzyć się tragicznemu zamachowi na Jana Pawła II, z jego konsekwencjami dla dalszego życia ze związanemu z nim krzyżowi umierania i śmierci. Te dwa wydarzenia wstrząsnęły ludzkością naszych czasów.

Życie ziemskie Ojciec Święty traktował jako dar i dlatego nigdy nie zachowywał go dla siebie. Wszystko, co przed laty  składał w ręce Matki swego Mistrza: „Totus tuus”, po każdym wezwaniu Chrystusa: „Pójdź za mną” – do kapłaństwa do biskupstwa i do papiestwa, powracało do Niego w sposób zwielokrotniony w miłości do  słowa medialnego, do poezji religijno-narodowej, do literatury rodzimej, do filozofii klasycznej i do mistyki  (zwłaszcza św. Jana od Krzyża). Wszystko to stało się zasadniczą częścią Jego posłannictwa papieskiego. Władza kluczy Piotrowych stała się służbą w miłości na drogach pielgrzymowania apostolskiego aż po krańce świata w  obronie praw człowieka, rodziny i praw narodów; głoszeniu idei chrystocentrycznego rozwoju dziejów o duchowości maryjnej, szczególnie w odniesieniu do Matki Boskiej z Fatimy i z Częstochowy. Słowem żywym i pisanym wołał do narodów świata, by się rozwijały bez lęku i przy drzwiach otwartych na Chrystusa, by ich solidarność była silniejsza od walki, by prawem  sumieniem zmieniały bieg historii, by się rządziły prawem naturalnym i Dekalogiem, by tworzyły wspólnoty ojczyzn, a uniwersalizm ekonomiczny nie zniszczył pluralizmu kulturowego i wyznaniowego.

Z upływem  Piotrowej posługi wchodził Papież coraz bardziej w mistyczną wspólnotę cierpienia z Chrystusem. I właśnie w tej jedności ze Zbawicielem cierpiącym z nową mocą  głosił Ewangelię Miłości i Nadziei aż do ostatnich dni swojego pontyfikatu, ufając, że Pan udzieli […] każdej łaski potrzebnej, aby sprostać wedle Jego woli wszelkim zadaniom, (Testament papieża, 5 III 1990).

Tajemnicę paschalną odczytywał w kategoriach miłosierdzia Bożego. Żywił bowiem przekonanie, że Ono jest ostateczną granicą zła (Pamięć i tożsamość, s.61). Najczystsze odbicie miłosierdzia Bożego znalazł Ojciec Święty w Matce Bożej. Bardzo osobiście przyjął słowa  Chrystusa skierowane do św. Jana: „Oto Matka Twoja”. I za przykładem Apostoła przyjął Ją z otwartością serca do głębin swojego bytu duchowego (J 19, 27) – „Totus tuus”. To od Niej nauczył się całkowitego wzrastania w Chrystusie. Matka Boża objawiła swą wdzięczność za postawę: „Totus tuus” w momencie sprowadzenia kuli zamachowca z toru śmierci oraz w czasie umierania Papieża „przez Niepokalaną” (6 III 1979), bo w pierwszą sobotę miesiąca, w przeddzień święta Miłosierdzia Bożego /2 IV 2005 r.). Dwa te wydarzenia wstrząsnęły ludzkością naszych czasów. W jednym i drugim przypadku rzesze wiernych różnych języków i wyznań na watykańskim placu u grobu św. Piotra zamieniły się w ikonę modlitewną Ludu o życie Papieża na ziemi (13 V 1981) i o życie w Domu Ojca (2 IV 2005).

Pierwsze doświadczenie umierania wyznaczyło zło światowe w czynie jednego człowieka. Zamach na moje życie z 13 V 1981 w pewien sposób – napisał Jan Paweł II w zdaniu testamentalnym – potwierdził słuszność słów zapisanych w czasie rekolekcji z 1980 r. (24 II-1 III). Pełną relację tego tragicznego wydarzenia znajdujemy w zakończeniu książki Ojca Świętego Pamięć i tożsamość. Autor stwierdza: Agca wiedział , jak strzelać i strzelał z pewnością bezbłędnie. Tylko że jak gdyby „ktoś” tę kulę prowadził… (s.165). Kula przeszyła ciało Papieża, raniąc go w brzuch, prawy łokieć i palec wskazujący lewej ręki, i padła między Nim a ks. Stanisławem Dziwiszem. Dwa kolejne strzały raniły dwie osoby. W pobliżu nie było lekarza. Szybko przewieziono Rannego karetką do kliniki Gemelli. W drodze – pisze Ojciec Święty – zachowałem jeszcze przez pewien czas świadomość. Miałem poczucie, że przeżyję. Cierpiałem, był powód do strachu – ale miałem taką dziwną ufność. Mówiłem do księdza Stanisława, że wybaczam zamachowcowi. Co działo się w szpitalu już nie pamiętam (s.164). Organizm był wykrwawiony, bicie serca ledwo wyczuwalne. Na prośbę lekarzy ks. Stanisław udzielił Ojcu Świętemu Namaszczenia Chorych. Za chwilę zrobili Papieżowi transfuzję krwi. Organizm ją odrzucił. Lekarze z otoczenia dali swoją krew. Organizm przyjął. Konsekwencje  pierwszej transfuzji sprawiły  liczne komplikacje i wydłużyły proces leczenia. Przystąpiono bezzwłocznie do operacji. Raniony palec zostawiono na później jeśli Papież przeżyje. Operacja była skomplikowana, bo część organów wewnętrznych była zrujnowana. Na sali reanimacyjnej obawiano się groźnej infekcji. Papież bardzo cierpiał – był pocięty i obwieszony drenami. Po przewiezieniu do domu zaatakował Go groźny wirus. Silne antybiotyki osłabiły organizm. Papież trafił znów do szpitala na operacje uzupełniającą, i 15 sierpnia powrócił do domu. Po pięciu miesiącach od zamachu na placu św. Piotra powiedział: Stałem się na nowo dłużnikiem Najświętszej Dziewicy  i wszystkich świętych Patronów […] odczułem ową macierzyńską troskę i opiekę, która okazała się mocniejsza od śmiercionośnej kuli (s.167).

W dzień Bożego Narodzenia 1983 roku Papież odwiedził zamachowca w więzieniu.

Ali Agca jest jak wszyscy mówią, zawodowym zabójcą. Co znaczy, że zamach nie był jego inicjatywą – argumentuje Papież – ktoś inny to wymyślił, ktoś inny to zlecił. W ciągu całej rozmowy było jasne, że Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak się to stało, że zamach się nie powiódł? Przecież robił wszystko, co należało, zadbał o najdrobniejszy szczegół swego planu. A jednak ofiara uniknęła śmierci. Jak to mogło się stać? I ciekawa rzecz /…/ ten niepokój naprowadził go na problem religijny. Pytał się, jak to właściwie jest z tą tajemnicą fatimską. Na czym ona polega? /…/ Ali Agca - jak mi się wydaje – zrozumiał, że ponad jego władzą, władzą strzelania i zabijania, jest jakaś potęga wyższa s.167 n, i doświadczył ponadto,  że człowiek w bieli z dalekiego kraju, tuląc jego matkę, nazwał ją siostrą, a jego samego – bratem… Może potrzeba było tej krwi u grobu św. Piotra, w miejscu pierwszych męczenników, by przynaglić świat do wspólnej modlitwy, poczynając od miejsca tragedii. To zaś miejsce Ojciec Święty dopiero po wielu latach powiązał z tajemnicą fatimską, umieszczając kulę, źródło wielkich swych cierpień, w koronie Matki Bożej w Fatimie.

Na długie lata będzie znany tylko „ślepy miecz”. Ręka zaś będzie ukryta. Mimo śledczych ścieżek typu: Moskwa, Sofia, może Waszyngton… Jedno jest znamienne, że zamach ten był – jak mówi Papież – jedną z ostatnich konwulsji XX-wiecznych ideologii przemocy. Przemoc propagował faszyzm i hitleryzm, przemoc propagował komunizm (s.170). Jedyną prawdą na przezwyciężenie tego zła totalitaryzmów jest zdaniem Ojca Świętego prawda o Chrystusie miłosiernym.   Dlatego czuł szczególną potrzebę przekazania tych rodzimych doświadczeń, które z pewnością należą do skarbca Kościoła powszechnego (s. 14). Jest o to zapewne ta iskra, która rozpłomieni świat. Z tego powodu Ojciec Święty stał się znakiem sprzeciwu dla tych totalitaryzmów, z liberalizmem łącznie. Ten znak jaśniał przed światem mocami cierpienia. Śmiertelne zagrożenie życia przybrało formę nieustającej dolegliwości ciała. Żył On, ale już innym istnieniem. Było to  dojrzewanie przez cierpienie do ostatecznego Przejścia.

Już w rekolekcjach z roku 1980 w słowach testamentalnych zapisał: Przyjmując już teraz tę śmierć, ufam, że Chrystus da mi łaskę owego ostatniego Przejścia czyli Paschy. Ocalony ze śmiertelnego zagrożenia, przyjmuje przesłanie od Chrystusa o wypełnienie Pontyfikatu przez drogę krzyżową dziejów własnego życia. Spełnia się tutaj logika dziejów Zbawienia. Ocalony przez Boga – podejmuje Jego posłannictwo (np.  Mojżesz ocalony z wód Nilu, wyprowadza lud izraelski do Ziemi Obiecanej). Ja żyje w przeświadczeniu, że we wszystkim – pisze Ojciec Święty – co mówię i robię w związku z moim powołaniem i posłannictwem, z moją służbą, dzieje się coś, co nie jest wyłącznie moją inicjatywą. Wiem, że to nie tylko ja jestem czynny w tym, co robię jako następca Piotra (s.169). Jan Paweł II miał głęboką świadomość postawy sługi wobec zamierzeń Boga. Ta świadomość narastała w miarę, jak zdobywał świat dla Chrystusa przez miłość, czyli przez ów hojny i bezinteresowny dar z własnego „ja” na rzecz tych, których dotyka cierpienie (s.172). Miłość ta ma swe źródło w Sercu Chrystusa. Jest ona nadzieją na przyszłość świata. Miłością tą Jan Paweł II obdzielał wszystkich. W godzinie zaś Jego Paschy ludzkość obdarowała Go wdzięczną miłością jako Świętego już od teraz – Subito Santo. Wołanie milionów ludzi porywał rzymski wiatr z całego placu św. Piotra i przyległych ulic na kształt modlitwy ludzkości ku niebu. Jan Paweł II wielokrotnie modlił się słowami: „Niech Twój Duch wieje, kędy chce”. A oto w tym dniu w symbolu wiatru ponownie przemówił Duch Święty, gdy wierni ludów i narodów trwali na modlitwie eucharystycznej. Przewracał on karty ewangeliarza, ułożonego na cyprowej trumnie Papieża i szarpał ornatami kardynałów na znak swej obecności w oczekiwaniu na konklawe. Po liturgicznym odczytaniu Ewangelii ów wiatr zamknął Świętą Księgę. Celebrans kard. Joseph Ratzinger, wychodząc homilią naprzeciw zebranego Ludu Bożego, powiedział:

Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież stoi obecnie w oknie Domu Ojca, spogląda na nas i nam błogosłwi. Wielo milionowa rzesza w uniesieniu serc odpowiedziała okrzykami: Santo! Santo” /Święty! Święty!/, przerywając homilię na cztery minuty okrzykami i oklaskami. Pod koniec mszy św. Polacy z dumą i bez rozpaczy wołali: Polska! Polska! Papież! Papież!. Papa! Papa! – pogodnie odpowiadali Włosi. Żarliwość wiary rzesz różnych religii, kultur i cywilizacji na Wzgórzu Watykańskim wywołała aplauz kardynałów i biskupów, zgromadzonych u stóp Bazyliki św. Piotra. Jan Paweł II niebawem musi być wyniesiony na ołtarze – mówiło wielu z nich po pogrzebie. Powtarzano również, że to wydarzenie na skalę światową jest wielkim cudem kanonizacyjnym, na wzór pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wielomilionowa rzesza z flagami kilkudziesięciu państw wraz z prezydentami i premierami ze 150 krajów spełniła marzenia Jana Pawła II o jedności świata.

Do trumny złożono ciało Papieża ku zmartwychwstaniu oraz słowa kardynałów ku życiu Kościoła:

Jan Paweł II zostawił nam wszystkim cudowne świadectwo miłosierdzia, świętego życia i powszechnego ojcostwa. W myśl ostatniej woli Karol Wielki z Rodu Polaków, Jan Paweł II  Papież, powrócił do ziemi – Matki ojczyzn całej ludzkości.


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW