ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Andrzej J. Horodecki

Temat Miesiąca

PAPIEŻ  PONAD  OTCHŁANIĄ  DZIEJÓW

NPW 5-6, 2005

 

Na tle dziejów Polski 

Cóż my, szeregowi Polacy – naród przecież katolicki od ponad 1000 lat, wiemy o dziejach papiestwa? Na pewno lepiej  te dzieje postrzegamy, bo to wprost z Rzymu przyszło do nas chrześcijaństwo, które przyniosło nam wiarę i cywilizację łacińską, odfiltrowaną przez nieprzebyte puszcze i góry, od szczegółów dramatu, towarzyszącego nieprzerwanie dziejom Kościoła.

Myślę,   że możemy o sobie powiedzieć, że staraliśmy się w swojej historii trzymać zasady św. Pawła:  „zło dobrem zwyciężaj”, zaś akt  Unii Horodelskiej rozpoczęliśmy pięknym wezwaniem,  na wzór hymnu o miłości tego Apostoła. Nasza nawa narodowa płynęła  zawsze kursem Nawy Piotrowej, pod dumnym wezwaniem „Polonia semper fidelis.”.

I bylibyśmy zapewne uchronili Europę  i Stolicę Apostolską przed różnorakim złem, a w końcu przed jawną wzgardą dla chrześcijaństwa, wypowiedzianą ustami prezydenta Niemiec  w prowokacyjnych okolicznościach – w Gnieźnie, w 1000. rocznicę Zjazdu Gnieźnieńskiego, gdyby król Kazimierz Jagiellończyk okazał papieżowi posłuszeństwo i zaufanie do końca. Niestety, monarcha ten – jak pisze o tym z ubolewaniem Feliks Koneczny –  począł od 1460 r. samowolnie obsadzać stolice biskupie  Rzeczypospolitej.

Nieposłuszeństwo zrodziło nieposłuszeństwo, tym razem biskupów – senatorów Królestwa za Zygmunta Starego. Za ich radą król przyjął  hołd od księcia Albrechta jako lennika  (odmówił tylko aprobaty  arcybiskup lwowski Bernard Wilczek). Rzecz dokonała się w tajemnicy przed papieżem i wbrew jego woli. Katolicka Polska dała początek pierwszemu w dziejach nowożytnych  państwu świeckiemu, a faktycznie ateistycznemu.

Te wydarzenia każą nam  datować początek upadku elit politycznych potężnej, katolickiej monarchii jagiellońskiej, którego skutki trwają do dziś. To wtedy elity te zaczęły tracić instynkt samozachowawczy i szukać kandydatów do tronu za granicami Ojczyzny, aż w Konstytucji 3 Maja dobrowolnie zapisały  w testamencie tron polski saskiej dynastii Wettynów. Bolesna to prawda, ale musimy ją znać, bo prawda wyzwala.

Potem przyszły czasy sabotowania pracy gospodarczej dla Polski, sterowanych zrywów powstańczych, socjalistycznych  lekarzy na kapitalistyczne choroby, upartyjniania narodu, lekceważenia jego korzenia czyli wsi polskiej.  Uratowała nas Opatrzność Boża, zsyłając nam obficie wieszczów, pisarzy, poetów, artystów, inżynierów, samouków politycznych w parlamentach zaborców. Największą jednak pomoc okazała nam, zsyłając ustawicznie – nieraz mało znanych – świętych ( Feliks Koneczny, Święci w dziejach narodu polskiego). Wśród nich zasłynął Sługa Boży Stanisław kardynał Hozjusz, obrońca Polski i Europy przed zalewem reformacji, autor słynnego Katechizmu (przetłumaczonego po raz pierwszy na język polski za pontyfikatu Jana Pawła II), ks. Piotr Skarga, św. Andrzej Bobola, bł. Zygmunt Szczęsny Feliński i wielu innych.

A kiedy odrodziła się już na dobre  II Rzeczpospolita, a z nią młodzież akademicka, która oddała się w 1936 r. na Jasnej Górze w opiekę Najświętszej Maryi Pannie, siły Antykościoła przygotowały, pod osłoną wojny, plan eksterminacji inteligencji i blokady jej odrodzenia. Ludobójcza akcja Generalplan Ost rozpoczęła się razem z napaścią Niemiec i ZSRR na Polskę.  Część tego planu wykonało NKWD w ramach ludobójczej akcji Katyń, na pisemny wniosek Berii, zatwierdzony przez Stalina.  Po Katyniu pozostała ewidencja zbrodni, natomiast nie znamy dokumentacji – przykładowo – 12 tysięcy ofiar w Piaśnicy koło Wejherowa. Nie  wiadomo, czy jakiś wysoki oficer gestapo przedstawił Hitlerowi  do zatwierdzenia dokument wykonania tej zbrodni i wielu innych. Kanclerz III Rzeszy rozkazał bowiem na samym wstępie bez litości zabijać Polaków w miarę opanowywania terytorium Polski.

Tej eksterminacji uszedł z woli Opatrzności Bożej młody Karol Wojtyła - przyszły Wielki Papież - Jan Paweł II, który pokazał światu i nam, Polakom, że narody  powinny  rządzić  się  w każdej sferze życia, własnymi i odpowiedzialnymi  umysłami, ukształtowanymi w personalistycznej cywilizacji łacińskiej. Miejmy nadzieję, że dzięki  Niemu czas kompleksów i liczenia na „doradców”, którzy okradają nasze dusze i naszą ziemską egzystencję, zbliża się ku końcowi.

Pamiętajmy jednak, że jesteśmy wielkimi dłużnikami Opatrzności Bożej za to wszystko dobro, które nam wyświadczył Jan Paweł II. Dlatego  musimy z własnej woli, z potrzeby serca, żałować za to wszystko, co było niedoskonałe w naszej historii,  a zarazem ukochać wciąż od nowa, w każdym kolejnym pokoleniu, „całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię <Polska>”.

Jan Paweł II prosi nas dalej:

  • abyśmy zawsze przyjmowali je „z wiarą, nadzieją i miłością - taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym”,

  • abyśmy „nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili”,

  • abyśmy  „nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”,

  • abyśmy „mieli ufność nawet wbrew każdej naszej słabości, abyśmy szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało”,

  • abyśmy „od Niego nigdy nie odstąpili”,

  • abyśmy „nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On <wyzwala> człowieka”,

  • abyśmy “nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest <największa>, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu”.

Wobec Kościoła Powszechnego

Jest dziś i pozostanie zapewne jeszcze długo rzeczą niemożliwą choćby najogólniejsza ocena wpływu, jaki Jan Paweł II  wywarł na narody, na ludy różnych cywilizacji. Papież obejmował swój urząd w momencie głębokiego kryzysu w Kościele Powszechnym, który  otworzył się wówczas  na tak zwany „świat”. Nowy Pasterz Kościoła ostrzegł, że istnieją i działają – jak to określił – centra antyewangelizacji.  

*

Dzieje się to na różne sposoby. Centralne Siły Polityczne ignorują podział na zło i dobro, wskazując, że trzeba pochylać się nad człowiekiem „cierpiącym inaczej”. Chodzi tu o osoby, które nie przestrzegają zasad etyki katolickiej. Według nich –Kościół musi się przekształcić z autorytarnego w demokratyczny i zdjąć z nich piętno grzechu. CSP mówią w języku propagandy, że Kościół jest jakoby z istoty swojej obowiązany do okazywania “miłosierdzia”.

*

CSP ukrywają przed milionami ludzi – sterując odpowiednio  edukacją społeczną – błąd antropologiczny. Jeżeli zdrowy rozsądek, Prawo Naturalne,  sumienie i Objawienie każą szukać autentycznej przyczyny istnienia człowieka poza nim samym,  to ideologowie antyewangelizacji powtarzają za Kartezjuszem „cogito, ergo sum”“myślę, więc jestem”. CSP uogólniają następnie Kartezjusza na cały Wszechświat, który jakoby o tyle istnieje i funkcjonuje, o ile znajduje to odbicie w intelekcie człowieka.  Bóg jest tu zredukowany do roli ewentualnego przedmiotu myślenia danej jednostki.

*

Błąd antropologiczny rozlał się w czasach nowożytnych na całe społeczeństwa, nie oszczędzając także ludzi Kościoła. W praktyce przyznał on  człowiekowi  pierwsze miejsce we Wszechświecie.  Bóg miałby być dla  wierzących tylko ich prywatną odpowiedzią na ich jednostkowe  zapotrzebowanie i  nawet – jeżeli zgadzają się  na Jego istnienie – nie mógłby  w żaden sposób ograniczać ram ich wolności.

*

Błąd scjentystyczny jest znany jako powszechne mniemanie, że Kościół hamuje tak zwany „postęp i rozwój”, że zakazuje określonych badań ze względów etycznych. Bierze się ono z błędu antropologicznego, który z istoty swojej nie stawia żadnych granic myśleniu człowieka. Produkt tego myślenia, to ideologie i instalacje materialne (ogół wynalazków), które  rozlewają się na rzeczywistość, stworzoną przez Boga, przy czym nikt się nie zastanawia, jakie mogą być granice takiej konfrontacji. Jaskrawy przykład to manipulacje genetyczne nad człowiekiem, światem zwierząt i roślin.  Konfrontacja taka w kwestii człowieka prowadzi wprost do „cywilizacji śmierci”.  Przemysłowy chów zwierząt generuje nowe  nieznane choroby. Skutki spontanicznego szerzenia się roślin genetycznie zmodyfikowanych (GMO) mogą okazać się groźniejsze od choroby wściekłych krów, a nawet  od skażenia jądrowego.

*

Skąd takie zagrożenia? – spytamy. Definicja Kartezjusza może być porównana do ordynarnego przerwania na pół karty świadomości chrześcijańskiego średniowiecza, w której Bóg był wpisany  na pierwszym miejscu, i jeżeli tylko człowiek Mu ufał, to wszystko było na swoim miejscu. W miarę upływu czasów nowożytnych, karta ta była coraz drobniej darta na strzępy, aż w drugiej połowie XX w. został podjęta próba wsypania drobnych strzępów do kosza na śmieci i zaproponowania tzw. „społeczeństwa otwartego” Bergsona-Poppera-Sorosa.

*

Wszystkie te razem wzięte zagrożenia egzystencji ludzkiej są niczym wobec zagrożeń duchowych, których efektem może być pojawienie się stanu niepoczytalności mas ludzkich pod wpływem  ideologii (III Rzesza A. Hitlera), krwawe rewolucje (Niemcy, Anglia, Francja, Meksyk, Hiszpania, Rosja,  Polska miała próbkę w postaci mordów Jakuba Szeli), rządy terroru ( NKWD-ZSRR), wreszcie wojny „demokratyzujące” świat (Wietnam, Irak) i terrorystyczne kontrwojny.  Tworzywo dla tych tragedii stanowią zawsze ludzie niekochani, pozbawieni światła Prawa Naturalnego i głosu sumienia, wykorzenieni podstępem lub siłą ze swojej macierzystej cywilizacji..

*

CSP starają się zawsze odsunąć na bok pytania o źródła tych nieszczęść. Chodzi bowiem o to, abyśmy szli wołając „pokój, pokój!” i nie dziwili się, gdy to właśnie Bank Światowy, a nie ktokolwiek   inny, opracowuje raport na temat umierających z głodu dzieci. Chodzi o to, abyśmy jako Kościół rzymskokatolicki przeszli do porządku dziennego nad podartą kartą personalistycznej cywilizacji łacińskiej. Abyśmy poddali się grodmadnościowym, a więc bezosobowym cywilizacjom: arabskiej (Turcja do Unii Europejskiej!), bizantyńskiej (superpańswto europejskie ma zawsze rację!),  żydowskiej (etyka wypływa z prawa stanowionego przez władzę!).

*

Nie sposób  ewangelizować na skalę społeczną rzesz ludzi, którym brak poczucia bycia osobą zagłusza głos Prawa Naturalnego i wycisza głos sumienia. Człowiek jest zawsze stwarzany na obraz i podobieństwo Boże, zaś Bóg jest Jeden w Trzech Osobach.  Religia rzymskokatolicka jest nie tylko niesprzeczna z ładem naturalnym  w sercu człowieka i z jego rozumem, ale została nam także objawiona drogą naturalną, bo przez  rodzinę. CSP dokładają wszelkich starań, aby podważyć ekonomicznie i obrzydzić rodzinę, osłabić jej wpływ na społeczeństwo, zmarginalizować jej decydującą rolę w życiu każdego człowieka.

*

Nie wolno zmuszać nikogo do wiary, bo mamy iść dobrowolnie za Chrystusem (Paweł Włodkowic). Ziemia pogan jest ich własnością, podobnie jak ich metoda życia społecznego, czyli cywilizacja. Dobrowolna, świadoma zmiana cywilizacji na wyższą, bardziej wymagającą, jest trudniejsza od przyjęcia wiary, bo wymaga weryfikacji pojmowania Prawa Naturalnego i „czytania” głosu sumienia. Pociąga za sobą  także głębokie zmiany w egzystencji człowieka (sposób pozyskiwania żywności, mieszkanie, odzież  itp.).

*

Jan Paweł II przeciął ten węzeł gordyjski ideologii nowożytnych, zamulających umysły, zwłaszcza elit politycznych, i zwrócił się wprost do młodzieży na całym świecie w duchu Prawa Naturalnego, oraz głosu sumieniajak ojciec każdego i każdej z nich, wskazując zarazem, że jeżeli uznają za dobro to, co im mówi, to  mogą je zachować i pomnażać dzięki odkupieniu ludzkości  przez Chrystusa Pana. Jeszcze jako kapłan i myśliciel sięgał do Księgi Rodzaju po budulec na filar, podtrzymujący ponad dziejami przęsło personalistycznej cywilizacji łacińskiej. Od strony naszego czasu drugi filar Jana Pawła II pod to przęsło to poczucie odpowiedzialności za swoje role matki i ojca rodziny oraz związku rodziny z narodem.

*

Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania. Niepokój  CSP, zwłaszcza w Polsce, sięgnął zenitu, bo oznacza on dźwignięcie autorytetu Kościoła na wyżyny, nieznane od setek lat. „Grozi” to następnym  sukcesem - pojednaniem narodowym Polaków – synów i córek cywilizacji łacińskiej wokół Prawa Naturalnego i sumienia. Toruje drogę jego następcy, Benedyktowi XVI, który może teraz liczyć na odbudowanie zrozumienia  dla ponadczasowej, charakterystycznej dla cywilizacji łacińskiej, zasady – modlitwa i praca. Może także liczyć na rozpad tzw. Unii Europejskiej i powrót narodów europejskich wprost do Chrystusa. Dla nas ta benedyktyńska zasada to droga wydobycia się z niewoli intelektualnej o własnych, polskich siłach, wyzwolenia się z materializmu praktycznego i pojednania w prawdzie, miłości i zaufaniu, poszanowania po równo wszystkich naszych sąsiadów na zasadzie równego dystansu i szacunku.                                                                      

Umacniał nas i naszą wiarę

Nie można kochać Boga, nie kochając bliźniego swego. Wobec miliardów ludzi, współistniejących w danych czasach na Ziemi, świadczenie miłości bliźniego nie może być realizowane od przypadku do przypadku ani według jakiegoś matematycznego systemu, ani tym bardziej według jakiejś ideologii. Człowiek nie może być redukowany do ziarnka piasku, lecącego z wichrami historii, ponieważ ma wolną wolę. Miłość Boga i bliźniego swego, ma sens wtedy, gdy jest dobrowolna,  a więc autentyczna.

Wiara i rozum zgodnie mówią, że cywilizacja ludzi wierzących w Trójosobowego Boga, jeżeli ma trwać i rozwijać się jako wspólnota ludzi wolnych, stworzonych na obraz i podobieństwo Boże, musi być cywilizacją osób, czyli cywilizacją personalistyczną. Ziarno chrześcijaństwa nie przyjęło się  na nieurodzajnych glebach cywilizacji gromadnościowych, natomiast przetrwało i wydało plon stokrotny na rdzennych terenach Cesarstwa Rzymskiego, rządzonego według starożytnej, personalistycznej cywilizacji rzymskiej, a więc tam, dokąd  Chrystus Pan, poprzez św. Pawła, Apostoła Narodów, przeprowadził młody Kościół.

Zanik odpowiedzialności osobistej, pojawiający się coraz częściej w czasach nowożytnych, nie został w porę postrzeżony  jako zagrożenie  dla misji  ewangelizacyjnej Kościoła.  To Kartezjusz swoim „cogito, ergo sum”, czyli ja, człowiek, kiedy myślę - stwarzam siebie samego, rzucił wyzwanie Ewangelii św. Jana – „Na początku było słowo”. Z wieku na wiek środek ciężkości Europy Zachodniej zaczął się odsuwać od Boga i przesuwać w kierunku człowieka. Równolegle zaczął się pojawiać głód miłości a z nim - szeroko rozumiane - prześladowania słabszych przez silniejszych. W XX w. wróciliśmy do czasów Kaina, który odpowiedział Bogu, pytającemu go o Abla: „Czyż  jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9). Celowo nagłaśniana, precedensowa, przymusowa eutanazja Terri Schiavo oraz stopniowa legalizacja eutanazji przez parlamenty krajów tzw. Unii Europejskiej  wskazują, że „cywilizacja śmierci” zaczyna rozszerzać się na wszystkich ludzi.

Jan Paweł II rzucił pomost nad  przepaścią dziejów, poświęcając swój pontyfikat młodzieży, zawsze świeżo przeżywającej głód miłości, a więc także Prawa Naturalnego i  sumienia. Na tej drodze wstrząsnął posadami, pewnego siebie, ateistycznego, światowego establishmentu. Patrząc realnie, wiedział, że ludzkość nie może być ewangelizowana na zasadzie „od proroka do proroka”, ponieważ ewangelizacja  jest codzienną misją Kościoła, założonego przez Chrystusa Pana. Pod koniec swojej posługi Piotrowej wskazał kierunek radykalnego powrotu do Boga: skoro człowiek nie może sam siebie  do końca zrozumieć  bez Chrystusa, ewangelizacja nie może  pozostawać w mocy   antropocentryzmu, prowadzącego do otchłani zła.

„W logice <cogito, ergo sum>, Bóg mógł pozostać jedynie  jako treść ludzkiej świadomości, natomiast nie mógł pozostać jako Ten, który wyjaśnia do końca ludzkie <sum>” (Jan Paweł II - Pamięć i tożsamość).

Powinniśmy zatem  kontynuować nasze dzieje w zgodzie z Bogiem, z honorem i z Ojczyzną, zgodnie z relacją ewangeliczną, odwrotną do relacji Kartezjusza: „Sum, ergo cogito” –  najpierw jestem, bo zostałem stworzony przez Boga, którego najpierw postrzegam w  miłości ku mnie moich  rodziców, a dopiero potem mogę myśleć – ku Bogu.

Filozofia kartezjańska przeżarła na wskroś umysły wielu pokoleń Europy i podważyła podstawy cywilizacji łacińskiej. Ojciec Święty dokonał praktycznego przełomu w duszach młodzieży, przywracając  w nich miejsce dla Prawa Naturalnego, sumienia, człowieka jako osoby, wreszcie  rodziny i narodu. Teraz, patrząc z wyżyn niebieskich, może liczyć na to, że wśród tych młodych znajdą się  bohaterowie ducha, którzy stopniowo uwolnią – delikatnie, z miłością, ale stanowczo – umysły ludzi XXI w. wieku z otchłani kartezjańskiego antropocentryzmu i zredukują aprioryzm do służebnej roli, w pokornym rozpoznawaniu  dzieła Stworzenia.

Taki owoc posługi papieskiej może spowodować, że masy dotychczas biernych duchowo jednostek zaczną się odradzać, jako żywa wspólnota odpowiedzialnych osób, zdolnych – jak nasi praojcowie – do zbudowania  państwa cywilizacji łacińskiej na skale, którą jest Chrystus Pan.  Samymi protestami, manifestacjami i ulotkami nie uratujemy się przed cywilizacją śmierci.

Wielkie wydarzenia w dziejach Polski powodują, że serca polskie topnieją jak wosk. Wiedzą o tym ludzie bez twarzy, ukształtowani przez cywilizacje gromadnościowe, „trzymający władzę” z nadania CSP. Będą próbować cynicznie wykorzystać postać Wielkiego i Świętego Papieża do przeprowadzenia w euroreferendum zgody na ostateczne wyrzeczenie się przez Polskę Jej suwerenności, a w konsekwencji – na zaprzepaszczenie wiary rzymskokatolickiej. Ojciec Święty wystarczająco jasno i dobitnie wyłożył nam naukę o Ojczyźnie, której za żadne „eurosrebrniki” nie wolno zdradzić. Oto jego ostatnie słowa w tej kwestii, w przeddzień śmierci:

“Proszę o odwagę dla odpowiedzialnych za przyszłość Polski, aby wpatrzeni w postać O. Augustyna Kordeckiego, potrafili bronić każdego dobra, które służy Rzeczpospolitej” (z listu do oo. Paulinów, 01.04.2005).


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW