ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

ks. Zbigniew P. Cieszkowski

Rodzina

Niepokoje o  rodzinę w świecie współczesnym

NPW 3-4, 2005

Jan Paweł II w swojej adhortacji Familiaris consortio zwraca uwagę na konieczność rozeznania rzeczywistej sytuacji rodziny, czyli poznania prawdy dotyczącej miłości, małżeństwa i rodziny. Rozeznanie to jest niezbędnym wymogiem dzieła ewangelizacji”(FC 4), a także  warunkiem koniecznym nowej ewangelizacji, bowiem „Kościół ma dzisiaj zanieść niezmienną a zawsze nową Ewangelię Jezusa Chrystusa, gdyż właśnie rodziny powołane są do przyjęcia i przeżywania planu Bożego wobec nich, w zależności od obecnych warunków świata, w jakich żyją.... Kościół może głębiej poznawać niewyczerpaną tajemnicę małżeństwa i rodziny również poprzez sytuacje, nurtujące pytania, niepokoje i nadzieje młodzieży, małżonków i rodziców żyjących dzisiaj.. (FC 4). Rozeznanie teologiczne rzeczywistości rodziny ma szeroki kontekst, jaki stanowi  niebezpieczeństwo, na jakie narażona jest osoba ludzka (FC 4). Światłem rozeznania rodziny, a co za tym idzie, miłości i małżeństwa, jest osąd ewangeliczny czyli kierunek zmierzający do ocalenia i urzeczywistnienia całej prawdy i pełnej godności małżeństwa i rodzin (FC 5), a także odwołanie się do nadprzyrodzonego zmysłu wiary  (FC 5) nie gardząc badaniami naukowymi, głównie socjologii czy psychologii (por. FC 5). Jan Paweł II  wyraża swoje rozeznanie na temat sytuacji rodziny w naszych czasach, rozgraniczając aspekty pozytywne i negatywne.

Aspekty pozytywne są – zdaniem Jana Pawła II – „ znakiem zbawienia Chrystusowego działającego w świecie”  (FC 5), czyli mamy do czynienia z „żywszym poczuciem wolności osobistej, jak również ze zwróceniem większej uwagi na jakość stosunków międzyosobowych w małżeństwie, na podnoszenie godności kobiety, na odpowiedzialne rodzicielstwo, na wychowanie dzieci; prócz tego obserwuje się świadomość potrzeby zacieśnienia więzów między rodzinami celem niesienia wzajemnej pomocy duchowej i materialnej, pełniejsze odkrycie posłannictwa kościelnego właściwego rodzinie i jej odpowiedzialności za budowanie społeczeństwa bardziej sprawiedliwego (FC 6).

Aspekty negatywne są – zdaniem Jana Pawła II – są znakiem odrzucenia przez człowieka miłości Boga (tamże) czego przejawem jest fakt, iż we współczesnym świecie nie brakuje niepokojących objawów degradacji niektórych podstawowych wartości: błędne pojmowanie w teorii i praktyce niezależności małżonków we wzajemnych odniesieniach; duży zamęt w pojmowaniu autorytetu rodziców i dzieci; praktyczne trudności, na które często napotyka rodzina w przekazywaniu wartości; stale wzrastająca liczba rozwodów, plaga przerywania ciąży, coraz częstsze uciekanie się do sterylizacji; faktyczne utrwalanie się mentalności przeciwnej poczęciu nowego życia. U korzeni tych negatywnych objawów często leży skażone pojęcie i przeżywanie wolności, rozumianej nie jako zdolność do realizowania prawdziwego zamysłu Bożego wobec małżeństwa i rodziny, ale jako autonomiczna siła, utwierdzająca w dążeniu do osiągnięcia własnego egoistycznego dobra, nierzadko przeciwko innym. (...) w krajach tak zwanego Trzeciego Świata rodziny nie mają podstawowych środków do życia, takich, jak pożywienie, praca, mieszkanie, lekarstwa, często brakuje im też najbardziej elementarnych swobód. W krajach bogatszych natomiast, nadmierny dobrobyt i nastawienie konsumpcyjne, paradoksalnie połączone z pewnym lękiem i niepewnością co do przyszłości, odbierają małżonkom wielkoduszność i odwagę do przekazywania życia nowym istotom ludzkim: w ten sposób życie bywa często pojmowane nie jako błogosławieństwo, lecz jako niebezpieczeństwo, przed którym należy się bronić (tamże).

1. Rodzina „brana w nawias”

Świat współczesny bardzo chętnie w swej retoryce odwołuje się do rzeczywistości rodziny i jak się wydaje obowiązuje we współczesnym świecie określenie rodziny jako  podstawowej komórki społeczeństwa. Jednak tendencje sekularystyczne w znacznym stopniu wynaturzają  samą rodzinę a więc jej naturę, miejsce, rolę i przeznaczenie w społeczności ludzkiej.

Określenie rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa wprawdzie  znajduje się w preambułach wielu znaczących dokumentów współczesnego świata, jednak rodzina jako podstawowa komórka społeczeństwa nie jest brana pod uwagę jako taka rzeczywistość w tworzeniu współczesnej rzeczywistości świata, czyli  prawa, ekonomii, polityki, kultury itd. Rodzina jako taka często jest „brana w nawias”. Z  jednej strony jest wyrazem zakłamania świata współczesnego nie tylko w swym przekonaniu, ale i w swych strukturach, natomiast z drugiej strony branie rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa w nawias szkodzi jej samej.

2. Fiasko programów prorodzinnych w demokratyzującym się świecie

Współczesny świat idący w kierunku globalizacji, coraz bardziej się demokratyzuje i liberalizuje. W podstawowych założeniach demokracji nie brak miejsca na problemy rodziny. W  praktyce życia demokratycznego jednak coraz bardziej mamy do czynienia z fiaskiem programów polityki prorodzinnej.

W  źle funkcjonującym demokratycznym państwie i społeczeństwie sprawy rodziny – podobnie jak sprawy socjalne  – wymykają się z reguł ekonomii wolnego rynku, jak  też tendencjom obyczajowym wolnościowym, pojmowanym bardzo szeroko aż po samowolę czy swobodę. Koszty demokratyzacji i liberalizacji społeczeństwa domagają się osłony socjalnej m.in. rodziny, co napotyka  niemałe trudności w ogólnym rachunku ekonomicznym czy społecznym społeczeństwa wolnorynkowego. W związku z tymi trudnościami wiele stronnictw i partii politycznych w swej kadencyjności rządzenia chce pomijać czy wręcz lekceważyć sprawy rodziny,  przemilczając jej problemy lub też pozostawiając ich rozwiązanie samej rodzinie, co nierzadko czyni rodzinę nieudolną z powodu wcześniejszych procesów cywilizacyjnego stopniowego wyręczania rodziny.

Podstawowym problemem  dla problematyki rodzinnej wydaje się  niekonsekwencja społeczeństwa demokratyczno-liberalnego, które w swoim prawodawstwie próbuje w sposób niefrasobliwy czy wręcz tendencyjny  wyręczać rodzinę, w efekcie czego czyni ją niewydolną pod względem ekonomicznym, wychowawczym czy kulturowym. Społeczeństwo demokratyczno-liberalne popełnia błąd cywilizacyjnej nadopiekuńczości, podobnie zresztą jak społeczeństwa totalitarne.

Liczne  współczesne propozycje prorodzinne w społeczeństwie demokratyczno-liberalnym  napotykają dzisiaj  trudności natury ekonomicznej, a co za tym idzie, prawnej i politycznej, w efekcie sprawiając wielkie trudności natury społecznej. Przejawem tego jest tzw. patologia rodziny w społeczeństwie demokratycznym: rodzina dysfunkcyjna, rodzina niepełna, rodzina trudna oraz kryzys tradycyjnego modelu rodziny. Jeszcze gorsza  pod tym względem jest sytuacja rodziny w krajach tzw. transformacji od ustroju totalitarnego  do demokracji. Problemy rodziny nasilają się  w nich jeszcze bardziej, bowiem dają o sobie znać pozostałości po nadopiekuńczości systemu totalitarnego, takie jak kryzys pracy, kryzys własności, kryzys wartości itd.

Nawet programy prawicowych frakcji i stronnictw politycznych, które bardzo mocno akcentują wartość rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa w ideologii i praktyce nie wytrzymują jednak próby ekonomicznej wyjścia naprzeciw rodzinie. W efekcie założenia polityki prorodzinnej pozostają jedynie w sferze deklaracji, co prędzej czy później podważa wiarygodność nieraz całego systemu politycznego określonej frakcji politycznej. W praktyce frakcje prawicowe niemal już w następnej kadencji tracą władzę w wyborach czyli możliwość wprowadzenia słusznej deklaracji  prorodzinnej w konkretny czyn i realizację.

3. Wulgarny kontekst podejmowania problematyki rodzinnej.

Współczesny świat coraz częściej odczytuje rodzinę w zawężonym kontekście demograficznym, co w znacznym stopniu deprecjonuje i wulgaryzuje wartość samej rodziny. Nie można widzieć wartości rodziny jedynie w jej wielodzietności czy małodzietności.

Choć rodzina jest naturalną matnią dla państwa, społeczeństwa i Kościoła nowych obywateli czy wiernych,  nie wolno jednak widzieć rodziny tylko w tym zawężonym aspekcie, jak też nie wolno podnosić wartości samej rodziny tylko wówczas, gdy spada wskaźnik urodzeń a rośnie wskaźnik zgonów (por. problem starzenia się społeczeństwa). Tak postrzegana rodzina jawi się zbyt utylitarystycznie w kategoriach nie wartości samej w sobie, lecz w kategoriach przydatności dla społeczeństwa, państwa czy Kościoła.

 Utylitarystyczne patrzenie na rodzinę i uzależnianie od tego jej wartości odwraca naturalny porządek, czyli pierwszeństwo rodziny przed państwem, społeczeństwem czy Kościołem. Odwrócony porządek naturalny sprawia, iż rodzina zaczyna pełnić funkcję służebną wobec państwa, społeczeństwa czy Kościoła, czyli zaczyna być jedynie na ich usługach.

Rodzina jako podstawowa komórka społeczeństwa staje się przedmiotem troski i zabiegania ze strony państwa, społeczeństwa i Kościoła i jako taka nie może stanowić li tylko punktu wyjścia dla takich rzeczywistości, jak państwo, społeczeństwo czy Kościół. Te rzeczywistości mają być na usługach rodziny, bowiem do naturalnego porządku rzeczy należy pierwszeństwo małżeństwa i rodziny przed rzeczywistością państwa, społeczeństwa czy Kościoła.

4. Tendencje depersonalizujące rzeczywistość rodziny

We współczesnym świecie niepokoją tendencje do poszerzenia definicji rodziny np. o zwierzęta. Wiąże  się to z odpersonalizowaniem człowieka z jednej strony, a z personalizacją zwierząt (i to tylko niektórych) z drugiej.

O personalizacji zwierząt, jak i o depersonalizacji człowieka świadczy istnienie w wielu kodeksach prawnych obok siebie restrykcyjnych ustaw nadających i chroniących prawa zwierząt (od zwyczajnej troski, ochrony aż po ich nietykalność) i  coraz bardziej liberalnych ustaw  dopuszczających gwałcenie świętości i nietykalności życia ludzkiego (np. dopuszczalność aborcji, eutanazji).

Tendencje uczłowieczające zwierzęta zacierają różnice istotowe wypływające z natury stworzenia pomiędzy rodzajem ludzkim a pozostałym światem stworzonym. Zacieranie tych różnic nie mieści się w logice kultury zachodniej (łacińsko-chrześcijańskiej). U podstaw tej cywilizacji leży przekonanie, iż różnica między rodzajem ludzkim a pozostałym światem stworzonym ma charakter ontyczny, a nie moralny, i dotyczy uznania, a nie przyznania. Świat – w tym także zwierzęta – został stworzony przez Boga „ze względu na człowieka” i „dla człowieka”, czyli ma charakter nie relacji podmiotowej, ale przedmiotowej, co nie znaczy, iż można je traktować tak jak rzeczy materii nieożywionej.

Z woli Bożej wyrażonej w motywacji stworzenia konsekwencją wypływającą z różnicy ontycznej pomiędzy człowiekiem a pozostałym światem stworzonym jest fakt, iż człowiek jest koroną stworzeń czyli jest nieporównywalny z jakimkolwiek innym stworzeniem: Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta... Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił  mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”... ale nie znalazła się odpowiednia pomoc dla mężczyzny (Rdz 2, 19-20). Na początku stworzenia pierwszy człowiek w świecie stworzonym a szczególnie wśród zwierząt, nie znalazł istoty równej sobie, co budzi w nim doświadczenie  „pierwotnej samotności”, naprzeciw której wychodzi sam Stwórca: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2, 18). I kiedy człowiek dostrzega drugiego człowieka jako osobę ludzką przeżywa doświadczenie pierwotnej komplementarności: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2, 24). Obraz jednego ciała jest symbolem relacji międzyosobowej człowieka z drugim człowiekiem (por. wspólnoty ludzkie) oraz relacji międzyosobowej pomiędzy człowiekiem a Bogiem (zjednoczenie przez wiarę).

Tylko człowiek jako osoba zdolny jest do wolności, odpowiedzialności i miłości. Zdolność ta  pozwala mu budować mniej lub bardziej trwałe wspólnoty. Przyznając prawa zwierzętom, zabiera się człowiekowi – lub przynajmniej w znacznym stopniu mu się to uniemożliwia – możliwość wolnego dysponowania stworzeniami (w tym także zwierzętami), co  jest wyraźnym naruszeniem  motywacji stworzenia  świata stworzonego „ze względu na człowieka” i „dla człowieka”, co w efekcie detronizuje człowieka jako koronę stworzeń, czyniąc go równym lub przynajmniej partnerem dla zwierząt czy też dla natury szeroko pojętej.

Personifikacji zwierząt oraz szeroko pojętej natury nie usprawiedliwia nawet istnienie przypadków znęcania się na zwierzętami czy grabieżczej polityki eksploatacji Ziemi. Znęcanie się nad zwierzętami demoralizuje samego człowieka, zatem istnieje uzasadniony zakaz znęcania się nad zwierzętami, co nie jest jednoznaczne z ich promocją w kierunku personifikacji. Zakazem znęcania się nad zwierzętami trzeba chronić samego człowieka przed wewnętrzną degradacją. Należy jednak przyznać, iż taką samą degradacją człowieka jest personifikacja zwierząt, przed którą prawo także powinno chronić człowieka nie dopuszczając do promocji zwierząt w stosunku do człowieka, i to  nie tylko na płaszczyźnie prawa, lecz także kultury, obyczajowości i religii. Wszystko wskazuje na to, iż w świetle współczesnego prawodawstwa, kultury i obyczajowości tendencja jest raczej odwrotna, co j wielce niepokoi. Ochrona środowiska jest jak najbardziej uzasadniona moralnie, bowiem przeciwdziała degradacji środowiska danego i zadanego człowiekowi.

Postulat ochrony środowiska, tak mocno podnoszony we współczesnym świecie, nie daje prawa do jednoczesnego czy automatycznego personifikowania szeroko pojętej natury. Byłby to swoisty panteizm, przyporządkowanie człowieka samej naturze, która on w znacznym stopniu zarówno pod względem duchowego wyposażenia,  jak i pod względem nadprzyrodzonego przeznaczenia znacznie przekracza. Przyporządkowanie człowieka samej naturze jest sprzeczne z wolą Stwórcy, który świat uczynił środowiskiem rozwoju, wzrostu, powołania i przeznaczenia  „dla człowieka” i „ze względu na człowieka”.

5. Odchodzenie od tradycyjnego modelu rodziny

Współczesny świat promuje alternatywy tradycyjnego modelu rodziny i społeczeństwa. Można odnieść wrażenie, że współczesny świat znudził się monogamicznością i nierozerwalnością małżeństwa, a nawet związkiem mężczyzny i kobiety, a także tradycyjnym układem wewnątrzrodzinnym.

Coraz bardziej zaczynają do głosu dochodzić niepokojące alternatywy tradycyjnego modelu małżeństwa i rodziny:  tendencja do legalizacji związków homoseksualnych i lesbijskich; tendencja do legalizacji konkubinatu; tendencja do legalizacji wolnych związków pomiędzy mężczyzną a kobietą; partnerstwo w wychowaniu; demokratyzacja  życia wewnątrzrodzinnego. Jak się wydaje, alternatywy te są pochodną skrajnego neoindywidualizmu, skrajnego subiektywizmu, naturalizmu oraz libertynizmu, wymierzonego przeciwko zasadom uniwersalnej etyki i kulturze chrześcijańskiej.

W dobie kryzysu cywilizacji zachodniej – w tym kultury grecko-rzymskiej i chrześcijańskiej – powyższe poglądy znajdują dogodny grunt, by na nowo z mocą zakorzenić się w świadomości współczesnej Europy odwracającej się od chrześcijańskiego sytemu wartości. Można postawić pytanie: dlaczego nie przyjąć proponowanych alternatyw w dobie coraz bardziej zwiększającej się  świadomości wolności wyborów, na jakie przyzwala współczesna epoka? Dlaczego nie pozwolić na szukanie nowych dróg, skoro tradycyjne przeżywają widoczny  kryzys, a może nawet i swoją dekadencję? Odpowiedź wydaje się jednoznaczna i uniwersalna: wolność tak, ale nie w oderwaniu od odpowiedzialności i miłości. Poczucie i postawa pełnej odpowiedzialności i miłości jako punkt wyjścia zakłada istnienie drugiego podmiotu w relacji „ja–ty”. Nie mieści się w takim układzie skrajny subiektywizm, skrajny indywidualizm, naturalizm czy libertynizm.

Nurty promujące alternatywne modele i wzorce małżeństwa i rodziny w znacznym stopniu zamykają człowieka w samym sobie, hołdując przy tym  wrodzonemu egoizmowi („liczę się tylko i wyłącznie ja”)  czy też egocentryzmowi („liczę się tylko ja”). W praktyce poprzestawanie człowieka na etapie egoizmu czy egocentryzmu nie daje możliwości czy wręcz uniemożliwia odpowiedzialność za swój własny indywidualny rozwój, ale również utrudnia  wyjście ku drugiemu człowiekowi oraz odpowiedzialności za drugiego człowieka, za środowisko, państwo, społeczeństwo czy za Kościół. I tutaj zaczynają się problemy swoistego status quo, którego nie da się usprawiedliwić.

Nie da się usprawiedliwić we współczesnym świecie alternatywnych modeli małżeństwa i rodziny prawem do wolności ( rozumianej raczej w oderwaniu od odpowiedzialności i miłości). Zwolennicy nurtów alternatywnych do tradycyjnego modelu rodziny rozumieją bowiem wolność jako rzeczywistość bez żadnych ograniczeń (na zasadzie „róbta co chceta”), co jest egzystencjalnym złudzeniem, bowiem człowiek nie wszystko może, czego pragnie, a jeśli nawet  może, to nie w każdych warunkach mu wolno. Człowiek wolny, jeśli chce być prawdziwie odpowiedzialny i chce prawdziwie kochać widzi i akceptuje granice swej wolności, bowiem szczytem wolności, odpowiedzialności i miłości jest zdolność do samoograniczenia się (por. wyrzeczenie, poświęcenie).

Alternatyw wobec tradycyjnych modeli zachowań ludzkich nie da się usprawiedliwić tolerancją ewidentnych zachowań. Zachowania  i szeroko pojęta obyczajowość, jaką próbują wprowadzać ideolodzy modeli alternatywnych do tradycyjnego modelu rodziny, jeśli nawet w rezultacie nie krzywdzą kogoś drugiego (choćby z jego wyraźnym przyzwoleniem), to przynajmniej dezintegrują drugiego człowieka (por. demoralizujące postawy i zachowania)  czy też całe społeczeństwo ( por. demoralizujące struktury, prawodawstwo czy instytucje).

Tendencji, które próbują zastąpić tradycyjny model społeczeństwa czy rodziny, nie da się usprawiedliwić emancypacją, bowiem  nie wolno człowiekowi ani siebie samego, ani innych oddzielać od tego, co naturalne, co normalne, co moralnie godziwe, czy też  od życiowego powołania, od łaski Bożej oraz od pełni ludzkiego rozwoju i przeznaczenia.

Propozycji alternatywnych do tradycyjnego modelu rodziny  nie da się usprawiedliwić np. zawłaszczeniem mediów publicznych, wpływami politycznymi czy też odwracaniem procesów i wyzwań dziejowych.

6. Rodzina tematem zastępczym 

Współczesny świat, nie radząc sobie z wieloma istotnymi problemami, ucieka od nich w niebezpieczny kanał tematów zastępczych. W pakiecie  problemów trudnych do rozwiązania znajduje się wiele  kwestii dotyczących małżeństwa, rodziny czy społeczeństwa. Omijając zderzenie się z nimi, wykorzystuje  się  ku temu coraz większe możliwości komunikacji i coraz łatwiejszy dostęp do informacji, a więc skuteczniejszą możliwość wpływania na opinię publiczną i w znacznym stopniu oddziaływania na nią.

Wśród tematów zastępczych świata współczesnego wiele  dotyczy albo ma bezpośredni związek z rodziną: emancypacja kobiety, partnerstwo w rodzinie, problem zbyt wczesnej inicjacji seksualnej, problem molestowania dzieci czy przemocy w rodzinie. Chociaż  są to problemy ogromnej wagi indywidualnej czy społecznej, jeśli wyrwie się je z właściwego kontekstu, stają się tematami zastępczymi.

W praktycznym rozwiązywaniu problemów tzw. zastępczych najczęściej nie chodzi  o osoby bezpośrednio  nimi dotknięte czy zainteresowane, lecz  o coś zgoła innego. Rozpatrywane problemy są tylko  pretekstem do dochodzenia czy załatwiania całkiem innych kwestii.

W związku z tym rodzą się pytania: czy w podnoszeniu kwestii emancypacji kobiet chodzi o prawdziwą godność każdej kobiety czy też o promowanie  pewnych środowisk czy wzorców  kobiecych (np. kobiet pragnących się wyzwolić od pełni swego rozwoju, jakie stwarza im  macierzyństwo)? Czy w podnoszonej  kwestii partnerstwa w rodzinie chodzi o cementowanie rodziny w  jej tradycyjnym modelu przełożeństwa i posłuszeństwa motywowanego miłością (por. myślenie  kategoriami wspólnoty) czy raczej o rozchwianie rodziny: autorytetu rodziców, fundamentalnych więzów, atmosfery, systemu wartości, by stała się bardziej chłonna na zewnętrzne oddziaływanie licznych prądów, narzucających się drogą choćby medialną ( myślenie  kategoriami hotelowymi)? Czy w podnoszonej kwestii molestowania dzieci czy przemocy w rodzinie chodzi tak naprawdę o  poszanowanie godności dziecka jako osoby ludzkiej,  realizującej swą godność w miłości  tj. relacji ) do  rodziców, do rodzeństwa, do pozostałych członków rodziny, do szerszej wspólnoty, czy raczej o podsycanie walki egoizmów („nie licz się z nikim”), czyli niesubordynacji („nie pozwól sobą kierować”), do nieufności („pamiętaj każdy to twój wróg”), do przedmiotowego traktowania drugiego człowieka („używaj i wykorzystuj, ile się tylko da”)?  

W świecie współczesnym  problematyka rodziny wydaje się  kluczowa  dla wszystkich areopagów, którym bliski jest problem  przyszłości – tej najbliższej, „na jutro”, i tej dalszej, „na następne pokolenia” i tej najdalszej przyszłości samej „cywilizacji”. Wypływa to bowiem z faktu, iż sytuacja wydatnie wpływa na kształtowanie sumienia człowieka, jak i odsłania przed człowiekiem potrzebę ludzkiej mądrości retrospektywnej i progresywnej.


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW