|
|
ARCHIWUM |
Andrzej J. HorodeckiOświata, Kultura, Wychowanie DE PROFUNDIS CLAMAVI AD TE, DOMINE... NPW 1-2, 2005Wprowadzenie „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie: o Panie, wysłuchaj głos mój” (Ps129). Odczucie powszechnego niepokoju jest poza wszelką dyskusją. II wojna światowa została wywołana po to, aby poprzez eksterminację Narodu Polskiego raz na zawsze pogrzebać cywilizację łacińską. Jednocześnie postanowiono przesunąć środek ciężkości opinii publicznej z Europy do nowo powołanej ONZ, a z nią – do światowej sieci tzw. organizacji pozarządowych (Non-governmental Organizations). Organizacje pozarządowe czekały „w uśpieniu” ok. 45 lat i zostały „obudzone” dopiero po pierestrojce, aby powiedzieć mniej lub bardziej skompromitowanym rządom, że są już przeżytkiem, hamulcem postępu i rozwoju. Utworzono je także po to, aby wyeliminować z pola świadomości opinii publicznej jakiekolwiek inne organizacje, wyrażające samym swoim istnieniem całe bogactwo życia wspólnotowego ludzi, kierujących się Prawem Naturalnym pod każdą szerokością i długością geograficzną. W szczególności Kościół rzymskokatolicki zaczyna być zaliczany do organizacji pozarządowych, po to, aby „uwolnić” czynniki polityczne od zobowiązań konkordatowych. W ślad za tym pojawia się nowa praktyka prawna Centralnych Sił Politycznych, a mianowicie wybieranie sobie dowolnego kraju, w którym można by inny kraj lub podmiot prawa - włączając w to pojedynczą osobę - postawić przed sądem tego kraju w stan oskarżenia. O wyborze kraju decyduje największa szansa na zwycięstwo procesowe. Jest to zdumiewająco podobne do tzw. „wędrówki kapitału” w poszukiwaniu krajów o niskich podatkach, cłach i taniej sile roboczej. NGO torują drogę praktyce prawa precedensowego, a więc usuwają zasady prawa rzymskiego z relacji wewnątrz- i międzynarodowych. Kuźnią prawa precedensowego jest obecnie - nieistniejąca jako podmiot prawa - Unia Europejska, która metodą bazyliszka opanowała kraje europejskie i kreuje z marszu prawo precedensowe dla globalizacji świata, niejawnie kontrolowanego już przez Izrael. Współcześnie mieć władzę nad światem to znaczy mieć władzę nad pieniądzem. Ale nie byłoby potęgi pieniądza, gdyby nie przeciwny Prawu Naturalnemu i Prawu Objawionemu stosunek do pracy. Czynione są szeroko próby przyzwyczajenia ludów i narodów do łamania praw podmiotu poprzez poddawanie prawa stanowionego wyłącznie potrzebom władzy. Jakiej władzy? Otóż ludy w każdej cywilizacji organizują się we wspólnoty o charakterze państwa, stojącego z założenia na straży dobra moralnego, a więc i osobistego, pomnażającego dobro moralne i materialne, wnoszone przez poszczególne osoby. Wbrew tej naturalnej tendencji w czasach nowożytnych ma miejsce stopniowe wykradanie państwom ich niezbywalnego uprawnienia do zarządzania pieniądzem przez międzynarodowe organizacje typu banków i giełd, ukształtowane w łonie cywilizacji żydowskiej. Umożliwiło to CSP zmuszenie współczesnego państwa do działania w interesie, w obronie zła moralnego. Ta nieznana dotąd w dziejach rola państwa pociąga za sobą krzywdę moralną i materialną milionów ludzi, niesie nędzę, głód i śmierć, niszczy warunki życia na Ziemi, stworzonej przez Boga, aby ją pokornie i cierpliwie uprawiał i z szacunkiem przekazywał kolejnym pokoleniom. Niestety, nic nie wskazuje na zmianę tego stanu rzeczy na lepsze, ujawnia się bowiem nowe niebezpieczeństwo. Oto rząd Izraela przystąpił do formalnego tworzenia Światowego Parlamentu Żydowskiego, którego celem byłoby reprezentowanie Diaspory Żydowskiej w kreowaniu takiej polityki Izraela, która miałaby potencjalny wpływ na życie Żydów w innych krajach (UJA - Federation of New York). Taktyka CSP to taktyka totalnej negacji, zmierzająca do podkopania wiary we własne siły Narodu Polskiego. Jeżeli zatem mamy zwyciężać zło dobrem, to musimy szukać drogi, na której zmienimy swój stosunek do pieniądza i uczynić ją wraz z modlitwą - osobistym fundamentem naszego życia doczesnego. Wówczas władza pieniądza i opanowanego przez niego państwa zostanie silnie ograniczona. A to już oznacza sukces duchowy, bo praca nasza przestanie być sługą bożka, któremu na imię pieniądz. My, Polacy, wierni religii rzymskokatolickiej i ukształtowani przez personalistyczną cywilizację łacińską, nie możemy dać się izolować od życia doczesnego i ograniczać do mnożenia coraz to nowych wspólnot. Trzeba raczej wkładać trud w szerzenie tej cywilizacji, jako gleby do utrwalania wiary pojedynczych osób i całych narodów. Od ekonoma do ekonomisty CSP solidnie przygotowują się do globalizacji, a tempo tych działań jest tak dobrane, aby nowe inicjatywy mieściły się w granicach aktywności społeczno-politycznej czy zawodowej jednego pokolenia, a więc aby stały się poniekąd jego własnością. Utrudnia to dostrzeżenie niebezpieczeństwa, jakie CSP szykują narodom, a mianowicie depersonalizację stosunków społecznych, czyli likwidację cywilizacji łacińskiej. Groźna jest też i druga strona tego medalu. Takie plasterkowanie historii najnowszej powoduje, że odbieramy ją jak historię „starożytną”, zwłaszcza, jeżeli konkretny „plasterek” jest w szczególny sposób obrabiany i pielęgnowany. Weźmy na przykład odbudowę Zamku Królewskiego i budowę od podstaw Portu Północnego, czyli – jak to się dziś “poprawnie” mówi – Naftoportu. Czy do tych przedsięwzięć potrzebne było zaciąganie kredytów? Z pewnością nie, jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że mimo braku Planu Marshalla, mimo zniszczeń wojennych, bez reparacji, powtórzyliśmy sukces II Rzeczypospolitej, to znaczy odbudowaliśmy kraj po wojnie. Ale był to krytyczny psychologicznie moment - odbudowa była faktem gospodarskim, a Zamek i Port - akcentem końcowym gospodarowania, po którym Polacy zostali podprowadzeni pod „postęp i rozwój”, zyli zaczęli zaciągać kredyty. Gospodarza podstępnie wymanewrował ekonomista. Tak oto ekonomia weszła na plan, a pojęcie gospodarowania zachowało się tylko na wsi, w odniesieniu do gospodarza-rolnika, wtedy ośmieszanego i zwalczanego przez marksizm-leninizm, a teraz przez socjalliberałów. Można - patrząc dziś z perspektywy Polski Srebrnego Wieku - zrobić porównanie: oto rolnik - gospodarz odrabiający pańszczyznę wie, że praktycznie do końca życia z niej się nie uwolni. Potem przychodzi - z obcych rąk - uwłaszczenie w złej intencji. Dziś potomek rolnika w mieście spłaca kredyt za dach nad głową i inne dobra, ale wie, że ten „dobroduszny” kredyt będzie spłacał do końca życia. Rolę ekonoma pełni bank z komornikiem w tle. Gospodarowanie należy do naturalnego wyposażenia człowieka. Osoba, poza szczególnymi wyjątkami, musi - dla zachowania swej godności i zdrowej wolności - mieć swój trwały majątek i gwarancje bezpiecznego przekazania go w testamencie - przede wszystkim dzieciom, a także innym podmiotom prawa. Dorobek gospodarowania wypracowany w historii narodu to nie tylko wartość jego testamentaliów, to także olbrzymia wartość włożona przez osoby w ciągu ich całego życia w majątek trwały narodu. Ta wartość jest wspólnym, niepodzielnym dobrem narodowym. Tzw. „prywatyzacja”, czyli rozgrabianie go przez ponadnarodowe spółki, jest elementem wojny, którą CSP wydały państwu narodowemu, czyli państwu cywilizacji łacińskiej. Czy służba zdrowia - aby spełnić swoją rolę w danym pokoleniu - musi wszystko od podstaw budować? Przecież nie było wojny, nikt nie zburzył ośrodków zdrowia i szpitali, nie cała aparatura medyczna jest zdeklasowana, nie brakuje kandydatów na medycynę - więc o co chodzi? Odpowiedzmy sobie prosto - chodzi o to, aby ze służby zdrowia zrobić koncern, przynoszący zyski. Ale my wiemy, jak powinno być w cywilizacji łacińskiej. Każdy dyrektor szpitala musi być gospodarzem, co oznacza, że nie będzie lekkomyślnie żądał od budżetu państwa dotacji na wyrost, w interesie przemysłu medycznego. Jeżeli jednak postawimy na jego miejsce lekarza o duszy ekonomisty, będzie na pierwszym miejscu stawiać obniżanie kosztów leczenia, a dopiero na drugim, lub nawet dalszym, sam efekt leczenia. To samo można powiedzieć o kolejnictwie, szkolnictwie, wojsku i wielu innych dziedzinach, które mają swoją bazę ekonomiczną - dochody bieżące z majątku, zostawionego narodowi przez odchodzące pokolenia. Ludzie odchodzący na emeryturę są do ostatniej chwili współwłaścicielami majątku narodowego. Przekazują go nieodpłatnie nowemu pokoleniu, pod jednym tylko warunkiem - godziwego zachowku do końca życia. Gospodarz to zaakceptuje, ekonomista zacznie kombinować i w końcu obłoży wynegocjowaną emeryturę podatkiem dochodowym(!) Cywilizacja żydowska w natarciu Filozofia życia w cywilizacji żydowskiej, pasożytującej na cywilizacji łacińskiej, jest prosta - życie należy tak sobie urządzać, aby nic nie kosztowało. Cywilizacja łacińska jest zakorzeniona w osobistej pracy i dlatego jej dorobek jest łakomym kąskiem. Zdarza się - zbyt często – że, zauroczeni potęgą pieniądza, jesteśmy skłonni uwierzyć, że bierze się on z operacji giełdowo-bankowych, czyli z niczego. Tak naprawdę jest to spotęgowana wizja gry w ruletkę albo na loterii. Osoby finansujące takie „biznesy”, nie zastanawiają się nad swoją naiwnością. No cóż, banki pracują na 100% obrotów, mając pokrycie w gotówce 5-10%. Ściągają procenty z kredytów w gotówce i w długim szeregu kredytobiorców zawsze znajdą się tacy, którzy nie ściągną gotówki z rynku, bo jej tam już nie znajdą. W ten sposób banki przechwytują za bezcen ich majątek, a tak naprawdę nasz majątek narodowy - wprost lub za pośrednictwem tzw. anonimowego długu publicznego, wpisanego bezczelnie do Konstytucji ’97. Trzeba tu jeszcze zwrócić uwagę na niezwykłą wielostronność cywilizacji żydowskiej. Równolegle do wspomnianego wyżej Światowego Knessetu działa United Jewish Appeal (UJA), co można przetłumaczyć jako apel, wezwanie Zjednoczonego Żydostwa. Odkrywanie się polityki żydowskiej w Izraelu, Rosji, w USA i w wielu innych krajach, a także w Polsce - ujawnia różne anomalie, a nawet zbrodnie. Są one w miarę możliwości wyciszane, a jednocześnie pojawia się chór elit żydowskich z „ławki rezerwowej”, który głosi taką oto tezę: to prawda, zbrodnie żydowskie są takimi samymi zbrodniami jak każde inne i jak każde inne powinny być osądzone i potępione. Te same elity podnoszą jednak, że byli i są wybitni Żydzi w historii danego narodu, których trzeba cenić i stawiać za wzór. Ostatnio jeden z profesorów ekonomii w Polsce w jednym z godnych zaufania czasopism upomniał się o politologa amerykańskiego Samuela P. Huntingtona (por. AJH-NPW 11-12.2004), twórcę teorii zderzenia cywilizacji ( chodzi tak naprawdę o zderzenie islamu z chrześcijaństwem). Nawiązując do rozumienia pojęcia cywilizacji przez Huntingtona, wprowadził nowe, nieznane dotąd w Polsce określenie „cywilizacjolog Koneczny”, po czym upomniał Huntingtona, że - prawdopodobnie z obawy przed pomówieniem o antysemityzm - w ogóle przemilczał istnienie cywilizacji żydowskiej. Dla zrekompensowania tej „straty” profesor napisał: “Jest to zadziwiające, że ten wybitny współczesny amerykański politolog cywilizacji żydowskiej w ogóle nie wymienia. To pominięcie obciąża wszystkie dalsze wywody Huntingtona i sprawia, że nie może on wytłumaczyć wielu współczesnych procesów cywilizacyjnych. Udawanie, że Żydów nie ma jako czynnika cywilizacyjno-sprawczego we współczesnym świecie jest wybiegiem, który wprawdzie zabezpiecza autora przed ewentualnym zarzutem antysemityzmu, lecz jednocześnie pozbawia go możliwości wyjaśnienia ważnych, a może nawet głównych procesów, składających się na owe tytułowe zderzenie cywilizacji. A poza tym takie pominięcie Żydów w tym współczesnym koncercie cywilizacyjnym jest pewną dyskryminacją i krzywdą, zarówno wobec obiektywnych dokonań żydowskich, jak i wobec znanych aspiracji tego starożytnego narodu”. Sformułowanie takie doskonale koresponduje z uwagą ks. prof. Czesława Bartnika , że „...w wolnej Polsce bardzo opłaca się wyszukiwanie w rodzinie przodków żydowskich, także dla awansów kościelnych” (ND 27-28.11.04). Ten, kto poznał głębiej dzieła Konecznego, a wśród nich Cywilizację żydowską, jest w stanie zrozumieć tę bezpardonową walkę z etyką katolicką, jaką prowadzą elity polityczne, wywodzące się wprost z cywilizacji żydowskiej albo ukształtowane przez marksistowsko-leninowski terror. Ponieważ zarówno kapitalizm, socjalkomunizm, jak i „społeczeństwo otwarte” Sorosa to wytwory jednej i tej samej cywilizacji żydowskiej, toczy się między nimi walka, tak pomyślana, żeby rykoszety uderzały w cywilizację łacińską. Jeden z „antysocjalistycznych” redaktorów przemyca na fali walki z lewicą pogląd, że zdymisjonowany wiceminister zdrowia Rafał Niżankowski powiedział prawdę, bo obiektywnie lekarstw i lekarzy nigdy nie starczy dla wszystkich. Oto kolejny „przekręt” finansjery żydowskiej, ponieważ wiadomo, że nie stan konta resortu zdrowia, ale fizyczne możliwości produkcji i kształcenia powinny decydować o jakości i dostępności służby zdrowia w Polsce. O losach chrześcijaństwa ma pośrednio rozstrzygnąć najnowszy atak żydowski na Ukrainę. Rozbicie bloku państw słowiańskich, wyznających prawosławie, ma być w nieodległej perspektywie owocem zwycięstwa Juszczenki – ukraińskiego Balcerowicza. Nie udało się komunie wykorzenić prawosławia - to budzi wielki niepokój przywódców UJA, zwłaszcza wobec wielkiej pracy Jan Pawła II nad zbliżeniem z patriarchą moskiewskim i Wszechrusi Aleksym II. To nie socjalkomunizm sowiecki, ale Rosja jako taka - jest celem ataku CSP, bo tylko to państwo jest w stanie zahamować ekspansję światowego komunizmu, który wcześniej został zakonserwowany w Chinach. Filozofia zysku Podstawowym celem CSP w Polsce było złamanie odwiecznej polskiej zasady, że życie na kredyt jest moralnie naganne. Cel ten został osiągnięty za czasów E. Gierka, wychowanego w warunkach Zachodu. Doradcy I Sekretarza zrobili to bardzo ostrożnie - Jerzy Kleer wydał książkę Równowaga i nierównowaga w gospodarce światowej, w której zamieścił jedno, podstępne zdanie: „Zadłużenie gospodarstwa narodowego w stosunku do innych państw nie jest żadnym miernikiem ani jego złego stanu, ani też małej ekspansji gospodarczej... zadłużenie, jakie jest następstwem przepływu kapitału, stanowi czynnik łagodzący nierównowagę w skali gospodarki światowej”. Jest to typowy przykład mentalności żydowskiej, znany w historii z decyzji Trockiego w Brześciu Litewskim rozejm bolszewicko - niemiecki pod hasłem „ni wojny ni mira” (Jan Parandowski - Bolszewizm i bolszewicy w Rosji). Dodajmy, że używanie tu słowa „gospodarka” jest merytorycznie bezsensowne. Trzy fakty, a mianowicie (i) niekontrolowana swoboda w udzielaniu lub nieudzielaniu kredytu bez podania powodów, (ii) ustalanie wysokości stopy procentowej przez „właścicieli” pieniądza, (iii) konstytucyjny zapis, zmuszający każdorazowy rząd do rezygnacji z zaciągania pożyczek na finansowanie deficytu budżetowego w Narodowym Banku Polskim, wskazują, że wszelkie próby zbudowania suwerennej gospodarki narodowej, opartej na personalistycznej zasadzie „ jedna firma - jeden właściciel”, włączając w to nie tylko osoby fizyczne, ale także podmiot prawa, jakim jest państwo polskie - są z góry skazane na niepowodzenie. Bezpośrednio po „Okrągłym Stole” zaczęła obowiązywać taka oto naczelna zasada walki z socjalkomunizmem – wszystko, co państwo robi w dziedzinie społeczno-gospodarczej, robi to gorzej niż firmy prywatne. Następnie okazało się, że to nie państwo ma umyć ręce od skutków tzw. „transformacji ustrojowej”, ale ktoś bogaty w narzędzia medialne i autorytet „intelektualisty” umywa ręce państwu. W takiej sytuacji pozostaje mozolny, bierny opór, potrzebny przede wszystkim po to, aby nie zasnąć na śmierć na tym mrozie, wywołanym przez cywilizację żydowską, znającą się na rzeczy od tysięcy lat - czyli podtrzymywać i doskonalić świadomość, że suwerenna Polska, podległa tylko Krzyżowi i Ewangelii, będzie wtedy, kiedy uwolnimy się od niewoli filozofii zysku. Filozofii zysku nie da się odsunąć od władzy nad duszami, ot tak - przez samo tylko rozgłaszanie i publikowanie wiedzy o jej prawdziwej istocie. Musi istnieć gleba społeczna pod przyjęcie tego ziarna prawdy. Młode pokolenie powinno przekonać się, że jest możliwa i potrzebna wiedza ogólna, równoległa z własną, profesjonalną wiedzą. Musi istnieć tęsknota za prawdą. Musi istnieć miłość bliźniego w skali społecznej, bo sama działalność charytatywna nie jest w stanie uratować milionów ludzi, skazanych politycznie na nędzę, choroby i przyspieszoną śmierć. Muszą powstać pytania - za co odpowiada państwo, za co wspólnota samorządowa, za co osoba prywatna. Musi być przyjęty logiczny wniosek, ze akcjonariat właścicielski niszczy poczucie odpowiedzialności za człowieka, za naród, bo kieruje się - poprzez współpracę z prywatnymi bankami - tylko zasadą zysku do podziału, bez osoby odpowiedzialnej za skutki takiej „gospodarki”. Nie jesteś stróżem twojego brata – podpowiada chytry duszek – musisz dbać o to, aby zysk przyspieszał postęp i rozwój, a postęp i rozwój pomnażał zysk. Na froncie walki między gromadnościową cywilizacją żydowską a personalistyczną cywilizacją łacińską stoją naprzeciw siebie dwie armie: jedna o nazwie „ekonomia”, a druga „gospodarka”. Losy tej bitwy rozstrzygną się w Polsce, i musi to nastąpić jak najszybciej, bo zaczynają do nas dochodzić pomruki burzy przeciwko Krzyżowi, która rozwija się między Odrą a zachodnimi stanami USA. Co zrobić, aby stanąć po stronie Prawa Naturalnego i Prawa Objawionego, a w konsekwencji po stronie gospodarki? Postawny zatem pytanie pomocnicze. Czy mamy jakiś sposób na życie? Z pewnością możemy go mieć, jeśli zapytamy się, czego oczekujemy od życia. A więc wiara nasza podpowiada, że troska o godziwe warunki życia jest nie tylko obowiązkiem wobec bliźniego swego, gdzie na pierwszym miejscu tym bliźnim są członkowie najbliższej rodziny. Oto bowiem ponad naturalnym stopniowaniem tej troski z uwagi na stopień pokrewieństwa, rozciągającym się nie tylko na naród własny, ale na każdego człowieka, istnieje również oczekiwanie człowieka od innego człowieka, aby ujawnił mu siebie jako obraz i podobieństwo Boga. I tu właśnie pojawia się owa nadprzyrodzona „regulacja” doczesnych relacji, o której uczy Kościół w encyklikach społecznych. Nikt, mający własność hipoteczną, nie jest jej moralnie bezwzględnym właścicielem, bo istnieją jeszcze inni ludzie, oczekujący od niego cech obrazu Boga, a więc miłości bezinteresownej Wiedza o cywilizacji łacińskiej, która znakomicie harmonizuje współdziałanie Prawa Naturalnego i Prawa Objawionego, mówi nam, że troska o zdrowie i dobrobyt musi być zharmonizowana z troską o dobro nadprzyrodzone i o prawdę. Dusza - a nie tylko samo ciało - potrzebuje odpowiednich dla niej warunków do życia jeszcze tu, na ziemi. Harmonia duszy i ciała ujawnia się w tęsknocie za pięknem, tym jakby pomostem między niebem i ziemią. Tak więc cywilizacja łacińska podaje nam sposób na życie człowieka w każdej wspólnocie do niej należącej, natomiast szczegóły zależą od wielu czynników, które nazywamy kulturą życia danej wspólnoty. Dla nas będzie najważniejsza - z uwagi na swoją powszechność - kultura życia rodzinnego. Kultura duchowa życia rodzinnego Wprawdzie cywilizacje (niesakralne) i religie są wzajemnie niezależne od siebie, chrześcijańska świadomość religijna, potwierdzająca i umacniająca Prawo Naturalne, zyskuje na wzajemnej relacji osoba - wspólnota w cywilizacji łacińskiej. Skoro bowiem wyróżnia się ona harmonią quincunxa, czyli pięciokształtu (prawda doczesna i nadprzyrodzona, dobro moralne, piękno, zdrowie, dobrobyt), to również harmonia ta obejmuje osobę. Człowiek otrzymuje zatem „kompas” równowagi między duszą i ciałem w każdym okresie swego życia. Dotyczy to także równowagi między pracą umysłową i fizyczną. W teologii wyraża ją znane benedyktyńskie wezwanie „ora et labora”. Z harmonii tej płynie także harmonia życia człowieka w relacji z rodziną i innym wspólnotami, a zwłaszcza z narodem. Człowiek przestaje być postrzegany jako lepszy lub gorszy „produkt ewolucji”, jako producent czy konsument, natomiast pojawia się harmonia człowieka z Bogiem, mocno oparta na personalizmie. Okazuje się, że religia chrześcijańska jest jakby dopasowana do człowieka, jeżeli weźmie on pod uwagę, że Bóg jest Jeden w Trzech Osobach. Powstaje zatem pytanie: czy ów personalizm starożytnej cywilizacji rzymskiej i personalizm cywilizacji łacińskiej to to samo? Aby na to pytanie odpowiedzieć, zacznijmy od małżeństwa jako monogamicznego związku jednego mężczyzny z jedną kobietą, który legł u samych fundamentów fenomenalnego państwa, jakim był trwający 1200 lat starożytny Rzym. Głębsze poznanie zamiaru Boga względem człowieka płynie poprzez małżeństwo. Skoro małżeństwo, czyli ustanowiony przez Boga związek jednego mężczyzny z jedną kobietą, wynika z faktu, że oboje stworzeni kiedyś w granicach jednego ciała - do niego wracają, to musi być odpowiednik duchowy tego faktu, a mianowicie pochodzenie od tego samego Stwórcy. Ukształtowanie w ten sposób cielesnego fundamentu pod dwie osoby oznacza, że własnym wysiłkiem muszą one odtwarzać i podtrzymywać swoje duchowe istnienie w małżeństwie jako dwie „współosoby”. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta, tracąc pozornie część swej własnej suwerenności osobowej w małżeństwie, zyskują o wiele więcej, bo doświadczenie potrzebne tu, na ziemi, jako wzór i fundament dla pojęcia bliźniego. Harmonia prawdy i dobra, zdrowia i dobrobytu, połączonych pięknem jest zadaniem, po które świadomie sięgać będą – jeśli Bóg pozwoli i ocali świat – dopiero święci następnych wieków. Ich patronem będzie św. Paweł Apostoł. Jego słowa: „...już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 19-20) – wyrosły w klimacie personalistycznej, pogańskiej cywilizacji rzymskiej. To nie on sam, to współosoby – Chrystus Pan i Apostoł – stały się fundamentem społecznego wymiaru chrześcijaństwa. Człowiek, który wie, że chociaż z tytułu prawa naturalnego jest tylko osobą o ograniczonych możliwościach, to po zaproszeniu Boga do swojej duszy staje obok Niego jako współosoba, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, bo jest pełna wiary. Kultura materialna życia rodzinnego Jakie jest życie rodzinne, takie jest i życie wspólnoty cywilizacyjnej, ponieważ człowiek, osiągając pewne dobro duchowe i materialne, próbuje je pomnożyć (małżeństwo), zabezpieczyć (ład prawny w państwie) i przekazać następcom (testament) - tą naturalną drogą powstawało w starożytnym Rzymie trójprawo. W małżeństwie, postrzeganym jako współosoby, będzie panować zgoda co do tego, że sposobem życia tu na ziemi jest skromność – nie tylko w życiu duchowym, ale także materialnym. Do tego dochodzi pracowitość, wspierana regularną modlitwą. Takiemu sposobowi życia sprzyja, ubogaca je – posiadanie własnego siedliska w postaci niewyszukanego, ale solidnego domu rodzinnego, wielopokoleniowego, z możliwością wydzielenia dwóch niezależnych części: mniejszej dla rodziny nowo założonej albo dla starszych rodziców, którzy odchowali dzieci, większej dla rodziny w latach szczytowego rozwoju. Wychowanie w rodzinie to żywa chęć przyswojenia sobie wielu tradycyjnych umiejętności. Kobieta, która niewiele sama umie ugotować czy uszyć w domu, będzie z trwogą oczekiwać na powiększenie rodziny bo wszystko będzie musiała kupić. A nic tak nie daje radości, jak urządzanie samodzielnie życia sobie i swoim najbliższym. To samo dotyczy mężczyzn, którzy – bez względu na wykonywany zawód – powinni mieć - jak to się potocznie mówi - dwie prawe ręce. Tacy rodzice, oprócz zasad moralnych, będą w stanie pokazać dzieciom szerokie perspektywy życia i – obok przekazania wiary nadprzyrodzonej – wpoić także pochodzącą od niej wiarę we własne siły, jakie cechują osobę w dalszej perspektywie zdolną do podjęcia odpowiedzialności za siebie, za swoich najbliższych, za swoją Ojczyznę. Umiejętność posługiwania się najnowszym sprzętem elektronicznym, z komputerami włącznie, rzetelne wykształcenie ogólnokształcące (operacyjne), wzór wzajemnej miłości rodziców i ich gotowość poświęcenia się Bogu i Ojczyźnie powinny iść w parze z pokornym wykonywaniem najprostszych czynności w polu, ogrodzie czy w przydomowym warsztaciku. Osoba, stojąca obok Chrystusa Pana jako współosoba, to żywa pełnia człowieczeństwa, odpowiedzialna, a zarazem pogodna i cierpliwa w znoszeniu trudności, „rozpięta” między wizją miłości św. Pawła Apostoła a zasadami cywilizacji łacińskiej. Kultura jest uprawą charakteru Zastanawiając się nad potrzebami osoby, na pierwszym miejscu trzeba wymienić poczucie szeroko rozumianego dystansu międzyludzkiego, chroniącego najdelikatniejsze sfery duszy i ciała. Likwidacja tego dystansu jest dziś celem wielu inicjatyw, z Przystankiem Woodstock na czele, i upartym wprowadzaniem nauki o seksie do szkół, do niezliczonych mediów, kontrolowanych przez cywilizację żydowską. Dlatego musimy na to niebezpieczeństwo uczulać najpierw siebie, a następnie młodzież, aby być dla niej bardziej świadectwem niż mentorem. Trzeba w rodzinie kształtować i szanować poczucie dystansu, przede wszystkim unikając modnego tu i ówdzie „koleżeństwa” między pokoleniami, bo w efekcie pojawia się „koleżeństwo” w relacji do Osób Trójcy Świętej. Jeszcze w pogańskim Rzymie, w personalistycznej cywilizacji rzymskiej, na kanwie Prawa Naturalnego zostały wypracowane słynne niegdyś przysłowia - krótkie drogowskazy uczciwego, zgodnego z Prawem Naturalnym życia: “Quidquid agis prudenter agas et respice fine - Cokolwiek czynisz, czyń dobrze i patrz na koniec”, albo krótkie “Nulla dies sine linea – „żaden dzień bez jakiegoś drobnego dobra”. Znakomita była definicja prawa” „ius est ars boni et aequi” - prawo jest sztuką tego, co dobre i słuszne”. Kultura jako uprawa charakteru jest sposobem życia danego narodu w cywilizacji łacińskiej. Należy odważnie wrócić do wartości kultury polskiej. Powinniśmy dzięki niej być bardziej odporni na polityczną zabawę w ciuciubabkę. Łatwiej zrozumielibyśmy nagły wybuch walki z chrześcijaństwem w krajach Zachodu i w USA. Najlepszym, najuczciwszym źródłem wiedzy życiowej dla dzieci, odfiltrowującym prawdę od kłamstwa, mogą i powinni być właśnie kochający, rzetelnie przygotowani rodzice. Tymczasem upowszechnia się w Polsce od kilkunastu książki p. Susan Forward w rodzaju Toksyczni rodzice. Nie należy jej omawiać, aby nie propagować, ale na tego typu ataki należy odpowiadać usilną pracą nad przypominaniem i odbudowaniem wartości życia rodzinnego. Spieszmy się, bo na polu bitwy duchowej o naród przybywa coraz więcej ofiar.
|
|