ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Zbigniew P. Cieszkowski

Życie Religijne

Dechrystianizacja i nowa ewangelizacja Europy jako problemy wiary w świetle adhortacji Ecclesia in Europa

NPW 11-12, 2004

Posynodalna adhortacja Ojca Świętego Jana Pawła II Ecclesia in Europa jest dokumentem na wskroś teologicznym, a ściślej — chrystologicznym.  Jako taki stanowi więc pogłębioną refleksję teologiczną nad Objawieniem Bożym. Dokument ma rangę  autentycznego nauczania Biskupa Rzymu, wspartego bogatym doświadczeniem Kościoła, zdobytym w trakcie prac Synodu Biskupów poświęconego Kościołowi w Europie.

Dokument Ecclesia in Europa to traktat z dziedziny teologii dogmatycznej, a dotyczy chrystocentrycznego wymiaru rzeczywistości ziemskich o czym świadczy  sama jego myśl przewodnia: Jezus Chrystus, który żyje w Kościele jako źródło nadziei dla Europy[1]. I w tym obszarze należy umieścić i odczytać problematykę zarówno dechrystianizacji, jak i nowej ewangelizacji. 

1. Chrześcijaństwo tożsamością chrześcijanina i Europy

Chrzest rozpoczyna w człowieku przygodę  zwaną chrześcijaństwem poprzez wszczepienie go w Chrystusa Zbawiciela w Kościele i przez Kościół na sposób  latorośli zakorzenionej w Krzew winny. Chrzest jest „uchrystusowieniem” człowieka. Chrzest bowiem jest tego rodzaju wszczepieniem, które dokonuje ontycznej zmiany w człowieku, wyrażającej się w chrześcijańskiej tożsamości, w chrześcijańskim systemie wartości, w chrześcijańskich rysach duchowości oraz w chrześcijańskim stylu życia. Przed człowiekiem wszczepionym w Chrystusa czyli przed chrześcijaninem, otwarta zostaje z jednej strony możliwość osiągnięcia pełni życia i pełni radości, natomiast z drugiej konieczność przeobrażania rzeczywistości go otaczającej na sposób chrześcijański. Przeobrażona rzeczywistość społeczna obecnością, a jeszcze bardziej  świadectwem życia chrześcijan, jest chrystianizacją wszystkich rzeczywistości ziemskich i ludzkich, łącznie z takimi sferami, jak kultura, polityka, ekonomia itd., które dzisiaj wydają się – dla wielu — dalekie od powiązania z wiarą chrześcijańską. Nie jest próbą jakiegoś zawłaszczania rzeczywistością, jaką stanowi Europa, ale jest to raczej „wprowadzanie Chrystusa w samo centrum spraw ludzkich”,[2] czyli w samo centrum spraw, które składają się na całokształt Europy.

Europa  i chrześcijaństwo od początku były dla siebie problemem, ponieważ „całe dzieje Europy i ukształtowana na ich przestrzeni świadomość wspólnej tożsamości noszą wyraźne i głębokie znamię chrześcijaństwa oraz wskazują na ścisłe wzajemne powiązanie Kościoła i Europy”[3]. Od samego początku te dwie rzeczywistości, Europa i chrześcijaństwo, postrzegane były przez siebie jako  wyzwanie, szansa, a niekiedy jako zagrożenie. Gdyby pokusić się o jakąś jedną formułę ukazania  relacji Europa – chrześcijaństwo to  — jak sądzę – można byłoby  ująć następująco: Europa dla chrześcijaństwa „pytaniem”, natomiast chrześcijaństwo dla Europy „odpowiedzią”. Skuteczność odpowiedzi dawanej przez Kościół i chrześcijaństwo Europie wytworzyło zasadnicze zręby dziedzictwa europejskiego, tak daleko sięgające w głąb, aż tworzące tożsamość chrześcijańską tego Kontynentu jak żadnego innego. Słusznie i z prawdziwą dumą, zarówno od strony historycznej, jak i duchowej można mówić o swoistym „fermencie chrześcijaństwa”[4] na kontynencie europejskim, co można wyrazić w określeniu „chrześcijańskie korzenie Europy”, niczego nie zawłaszczając, jak i niczego nie bagatelizując z wpływu na kształtowanie wizerunku Europy przez inne religie (głównie judaizmu i islamu), inne kultury (głównie grecko-rzymskiej), inne systemy wartości (np. oświeceniowe) itd.

Pomimo widocznych wpływów czynników pozachrześcijańskich na kształtowanie europejskiego dziedzictwa ducha  rola chrześcijaństwa i jego  dogłębnego oddziaływania wydaje się nie do przecenienia. Wkład czynników pozachrześcijańskich w duchowe oblicze Europy jest postulatywny dla samych chrześcijan nie tylko przed próbami dyskryminacji któregokolwiek z tych czynników, ale nawet przed próbą pomniejszania ich roli. Więcej, w wielu płaszczyznach ciągle możliwy jest dialog, nawet wobec rażących przeciwieństw. Zresztą natura dialogu z jednej strony domaga się istnienia przeciwieństw, natomiast z drugiej — dobrej woli.

Od zmieniającego się oblicza samej Europy – jak zauważa to Jan Paweł II – w dużej mierze uzależniony  był i jest charakter i sposób  zbawczego posłannictwa Kościoła, a więc kerygmat (EE,6), dogmat (18-22)[5], katecheza (EE,23-32), apologia (EE, 7-17), rozkrzewianie wiary (EE, 23-43), katechizacja (EE, 53-57), chrystianizacja(EE, 58-65), ewangelizacja(EE, 24-29), nowa ewangelizacja (EE. 66-82).

Oczywistość faktu chrześcijaństwa jako duchowego zrębu w historii Europy, jak i współcześnie domaga się jasnego wyartykułowania. Jest to  tym donioślejsze w tym momencie dziejów, w którym Europa zdaje się odchodzić od swej pierwotnej chrześcijańskiej tożsamości czy też chrześcijańskiego systemu wartości. Dodatkowym bodźcem konieczności wyrazistego artykułowania roli chrześcijaństwa w kształtowaniu oblicza Europy jest próba zawłaszczania terminem „Europa” przez czynniki obce chrześcijaństwu lub, co gorsza, jemu wrogie. W przypadku oblicza Europy wrogość w stosunku do wszystkiego, co chrześcijańskie, przekładało się w historii i przekłada się obecnie się niemal na wrogość wobec samej Europy jako rzeczywistości ukształtowanej w zasadniczej mierze przez chrześcijaństwo. Słuszne zatem w tym względzie było i jest w takich sytuacjach stawianie Europie jako rzeczywistości  ziemskiej i ludzkiej pytania: „Quo vadis, Europo?” Dokąd zmierzasz, Europo jako rzeczywistość ziemska? Dokąd zmierzasz Europo, jako rzeczywistość ludzka? Dokąd zmierzasz Europo jako rzeczywistość  ukształtowana przez chrześcijaństwo? Te i tym podobne  pytania niemal zawsze płynęły od Kościoła, bo Kościół, mając świadomość noszenia mandatu Chrystusa, czuł się odpowiedzialny – i nadal czuje się odpowiedzialny – za całe to dziedzictwo, któremu na imię „Europa chrześcijańska: „Jeszcze dzisiaj dusza Europy pozostaje zjednoczona, ponieważ oprócz tych wspólnych początków żyje wspólnymi wartościami chrześcijańskimi i ludzkimi, takimi jak  godność osoby ludzkiej, głębokie przywiązanie do sprawiedliwości i do wolności, pracowitość, duch inicjatywy, miłość rodzinna, szacunek do życia, tolerancja,, pragnienie współpracy i pokoju, które są jej cechami charakterystycznymi”.

2. Dechrystianizacja pytaniem postawionym chrześcijaństwu i Kościołowi w Europie    

Problem dechrystianizacji jest zagadnieniem bardzo szerokim. Dotyka płaszczyzny nie tylko wiary, ale i kultury, historii, a nawet sfery społeczno-politycznej, i jako taki bywa określany mianem sekularyzmu, sekularyzacji, laicyzmu czy laicyzacji, ze wszystkimi odcieniami i niuansami bogatej samej w sobie  problematyki. We współczesnej literaturze terminy  „sekularyzm” czy „laicyzm” są częściej używane aniżeli interesujący nas termin „dechrystianizacja”.

Dechrystianizacja to proces skierowany ku wnętrzu człowieka ochrzczonego. Jest swoistym zamachem na „uchrystusowienie” człowieka, czyli na chrześcijańską samoświadomość, na chrześcijańską tożsamość, na chrześcijański system wartości i wypływającą z tego duchowość i styl życia.

Dechrystianizacja, w przeciwieństwie do prześladowania[6], od wewnątrz demobilizuje i osłabia. Proces dechrystianizacji wprawdzie wiąże się czasem  tu i ówdzie z prześladowaniami, ale prześladowania w procesie dechrystianizacji mają charakter wtórny i drugorzędny.

Dechrystianizacja zmierza nie tyle do wyeliminowania fizycznej obecności samych chrześcijan, ile do ograniczenia  wpływu  motywacji ewangelicznej na życie i zaangażowanie samych chrześcijan, tak dalece, iż pomimo faktu niezatartego wszczepienia w Chrystusa niszczy w nich samoświadomość bycia wszczepionym w Chrystusa, a co za tym idzie, świadome odrzucenie chrześcijańskiego systemu wartości, powoduje przyjmowanie innego system wartości – najczęściej utylitarystycznych lub konsumpcyjnych – obieranie stylu życia niezgodnego z Ewangelią nierzadko manifestowanie relatywizmu. W praktyce dechrystianizacja albo zaczyna się od  pomniejszania motywacji ewangelicznej, albo też od tworzenia sytuacji kryzysu samoświadomości. Przed zdechrystianizowaną  mentalnością Jan Paweł II przestrzegał swego czasu młodzież holenderską: „Kościół nie tworzy sam siebie, wie, że jest stworzonym przez miłość Chrystusa i jego jedyną troską jest strzec zazdrośnie woli Pana... aby w pełni urzeczywistnić jej zbawcze cele dla dobra całej ludzkości [...]. Chcemy abyście  mówili nam wszystko otwarcie, ale chcemy również, byście umieli nas  także słuchać. Nie mówcie nigdy o Kościele w taki sposób, jakbyście byli osobami z zewnątrz [...] nie mówcie nigdy do Kościoła  tak, jakby był on dla was kimś nieobecnym lub obojętnym [...] nie mówcie nigdy do Kościoła i o Kościele tak, jakby on był dla was, co gorsza, wrogim [...]. Nie dopuśćcie do sytuacji, w której nie moglibyście lub nie bylibyście w stanie słuchać i rozumieć Kościoła”[7].

W procesie dechrystianizacji chodzi o to, by chrześcijanin sam żył tak, jakby był pozbawiony ontycznej przynależności do Chrystusa, jakby mówił  Chrystusowi egzystencjalne „nie” (na przekór swej chrześcijańskiej tożsamości), i by żył, jakby Chrystus nie istniał; jakby Chrystus go nie odkupił; jakby Chrystus go nie zbawił, a  w konsekwencji,  by nie chciał być prowadzony przez Chrystusa na  „zielone pastwiska”, skazując siebie świadomie i dobrowolnie na los „zabłąkanej owcy”, która nie tyle n i e   m o ż e się odnaleźć, ile n i e  c h c e się odnaleźć i nie chce wrócić  w ramiona Dobrego Pasterza. Jest to jakaś wielka pokusa absurdalnej alternatywy, która zamiast chrześcijanina uszczęśliwić, pozbawia go wszelkiej nadziei. To jest rodzaj powtarzającego się dramatu pierwszych rodziców, dramatu Kaina, dramatu budowniczych Wieży Babel, dramatu ludzkości przedpotopowej, dramatu mieszkańców Sodomy i Gomory, dramatu niewierności Narodu  Wybranego, dramatu świętego Kościoła grzesznych ludzi z balastem historycznego anty-świadectwa  czy zapowiedź dramatu  apokaliptycznego Babilonu.

Największym niebezpieczeństwem dechrystianizacji nie jest – jak mogłoby się wydawać – ograniczenie wpływu chrześcijaństwa, czy dokładniej – samego Kościoła, na współczesną kulturę i cywilizację europejską. Ostrze niebezpieczeństwa skierowane jest ku samemu chrześcijaninowi i ku rzeczywistościom ludzkim, jakie tworzy chrześcijanin. Najbardziej zagrożone dechrystianizacją jest zatem chrześcijańskie małżeństwo, rodzina katolicka, naród chrześcijański, społeczeństwo w swych strukturach i instytucjach wyrosłych z chrześcijaństwa, a nade wszystko  sam Kościół w swej młodości, żywotności  i w swoim misyjnym i apostolskim dynamizmie. Rzeczywistości tworzone przez chrześcijanina  dlatego są szczególnie narażone na  wpływy procesów  dechrystianizacyjnych, że ze swej natury stanowią niszę dla wiary, nadziei i miłości chrześcijańskiej. Na kontynencie europejskim małżeństwo chrześcijańskie, chrześcijańska rodzina, chrześcijański naród czy chrześcijańskie struktury bądź instytucje społeczne zawsze były szkołą prawdziwości, autentyczności i wiarygodności chrześcijaństwa. Od każdego poszczególnego chrześcijanina – bardziej aniżeli od struktur, prawa czy też prądów filozoficznych – zależy, czy małżeństwo, rodzina, naród, społeczeństwo, religia, Kościół pozostaną nadal szkołą przede wszystkim nadziei dla gubiącego się człowieka w Europie.

Zło dechrystianizacji  ma konkretny przejaw i zgubny skutek: proces dechrystianizacji pozbawia człowieka nadziei pokładanej w Chrystusie, Jedynym Zbawicielu świata. A co w zamian? Dechrystianizacja wprowadza człowieka na drogę relatywizmu, cynizmu, nihilizmu i absurdu. Znamienny pozostaje fakt, iż obszary relatywizmu, cynizmu, nihilizmu czy absurdu wcale nie stanowią jakiejś alternatywy dla  chrześcijańskiej nadziei pokładanej w Chrystusie, ale są jedynie powtórką tragicznej lekcji błędu pierwszych rodziców: „otworzyły im się obojgu oczy i zobaczyli, że są nadzy” (Rdz 3, 1 n). Inaczej: oszukani, odarci z godności, pozbawieni sensu życia a w rezultacie obcy sobie, uciekinierzy przed Bogiem,  wygnańcy i skazańcy na ślepy los. Ta perspektywa, chociaż zgodna z logiką ludzkiej wolności wyboru, jest jednak całkowicie  sprzeczna z powołaniem i przeznaczeniem człowieka, który wyszedł z ręki Boga Stwórcy jako sprawiedliwy i święty; z naturą człowieka noszącego na sobie  dziedzictwo grzechu Adama, jak i z naturą człowieka odkupionego w Chrystusie. Słusznie zatem każdy człowiek świadomie czy podświadomie ucieka przed celem, do jakiego prowadzi nieuchronnie droga relatywizmu, cynizmu, nihilizmu czy absurdu. Znalezienie się człowieka na tej drodze można rozpatrywać jedynie w kategoriach egzystencjalnego błędu jako następstwa niewłaściwego używania rozumu, złego życiowego wyboru czy zakorzenienia serca w nieuporządkowanej hierarchii wartości.

Dechrystianizacja ma swoje wewnętrzne mechanizmy  sterujące jej procesami, a mianowicie: ignorowanie wymiaru transcendencji człowieka (religijności jako ukierunkowania człowieka na Boga, ignorowanie osobistej relacji człowieka z Bogiem (religii jako odpowiedzi człowieka na wezwanie Boga) jak i zażyłości chrześcijanina z Chrystusem (ontycznego wszczepienia człowieka w Chrystusa w sakramencie chrztu św.).

Dechrystianizacja ma też swoje  wewnętrzne motywacje zachodzących procesów takie jak: chęć emancypacji człowieka od Boga, by siebie postawił w miejsce Boga, chęć detronizacji  Chrystusa jako Jedynego Pana i Zbawiciela człowieka i świata, a także  instytucjonalizacja  Kościoła na sposób świecki. We współczesnym świecie – także w Europie – możliwości skutecznego prowadzenia procesu  dechrystianizacji  są bardzo duże, ponieważ sprzyjają temu następujące zjawiska zachodzącej we współczesnej kulturze i cywilizacji, a mianowicie: areligijny humanizm, kultura śmierci, konsumpcjonizm, hedonizm itp.

Charakterystycznym doświadczeniem współczesności jest to, iż pomimo świadomego i dobrowolnego odchodzenia tak wielu ludzi od Boga jeszcze silniejszy w człowieku  wydaje się  postulat  zaszczepionej w ludzkości nadziei. Na tę nadzieję od strony tajemnicy stworzenia – wskazuje obraz i podobieństwo Boga w człowieku, natomiast od strony tajemnicy odkupienia sakrament chrztu św. i pozostałych sakramentów. Nosicielami nadziei zaszczepionej w ludzkości, chroniącej człowieka przed całkowitym zniszczeniem, byli pierwsi rodzice z Protoewangelią w sercu; Kain ze swoim nietykalnym piętnem; budowniczowie Wieży Babel ze swoim  rozproszeniem; Noe ze swoją arką; Sodoma i Gomora z wyzwolonym Lotem; Naród Wybrany ze swoimi prorokami i resztą Izraela; Kościół ze swoimi świadkami (aż po męczeństwo), a także pokolenie apokaliptycznej Niewiasty.  

3. Nowa ewangelizacja odpowiedzią daną  Europie chrześcijańskiej wobec pokusy dechrystianizacji 

Nadzieja we współczesnej Europie zdaje się  silniejsza aniżeli bardzo dotkliwy i dokuczliwy dramat sekularyzacji. Stąd Ojciec Święty nie wzywa do jakiejś krucjaty przeciw procesom dechrystianizacji, ale do obudzenia w sobie nadziei pokładanej w Chrystusie, który jest jedyną nadzieją człowieka, chrześcijanina, Europy i świata.

Ewangelia nadziei wydaje się  drogą autentycznej troski Kościoła  w Europie i wobec Europy. Być nosicielem, głosicielem, świadkiem celebrującym i sługą Ewangelię nadziei to zasadnicze przesłanie dla Europy w rozpoczętym tysiącleciu. Również nie co innego, jak  Ewangelia nadziei jest propozycją Kościoła dla nieuchronnie zmieniającego się oblicza starej Europy.

Chrześcijaństwo dzisiaj stoi przed zadaniem wewnętrznej odnowy ducha Europy nie przez jakąś nową falę chrztu państw czy narodów, jak to miało miejsce  w dobie ewangelizacji i chrystianizacji, ale poprzez wszczepienie w jej przeobrażające się oblicze nadziei zakorzenionej w Chrystusie. To niejako powrót współczesnego chrześcijaństwa do  pierwotnej roli, jaką odegrało ono w tworzeniu oblicza Europy, poczynając od misji św. Pawła Apostoła poprzez misję apostołów Europy, misjonarzy Europy, ojców Europy, budowniczych Europy, wychowawców Europy, patronów Europy  czy świadków i męczenników Europy. To oni wszyscy razem wnosili w struktury historyczno-polityczne Kontynentu europejskiego chrześcijańską nadzieję  do tego stopnia, że Jezus Chrystus na tym kontynencie stał się Obywatelem Europy.

Współcześnie człowiek europejski – także ten ochrzczony –  zabrnął zbyt daleko od drogi swej natury, swego powołania i swego ostatecznego przeznaczenia. I dlatego błądzi, a jeśli chodzi to stąpa po omacku, i to najbardziej dzisiaj człowiek rani, lęka i gubi. Traci zatem przy tym  nadzieję.

Ewangelia nadziei staje się dla współczesnego Kościoła postulatem nowej ewangelizacji. Wobec wyzwań współczesności aktualny  wydaje się   ciągle ten sam ewangelizacyjny postulat, wyrażony niegdyś przez św. Pawła do umiłowanych uczniów Chrystusa w gminie w Efezie: „ ... zaklinam was w Panu, abyście już nie postępowali tak jak postępują poganie z ich próżnym myśleniem”[8]. Ten sformułowany od strony negatywnej wymiar postulatu nowej ewangelizacji ponagla, by  tak jak za czasów Apostoła Narodów i dzisiaj nazwać po imieniu współczesne przejawy neopagaństwa w chrześcijańskiej praktyce życia. Apostoł Paweł formułuje również  od strony pozytywnej postulat ewangelizacji: „Zachęcam was [...] abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością znosząc siebie nawzajem w miłości. [...] zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaka daje wasze powołanie”[9].

I dzisiaj pozytywnie należy formułować apel nowej ewangelizacji. Nowa ewangelizacja bowiem  ponagla wszystkich chrześcijan Europy  do powrotu do źródeł chrześcijaństwa, powrotu do pierwotnych zaślubin kontynentu z Ewangelią, powrotu Europy do chrześcijańskiej tożsamości, powrotu do chrześcijańskich korzeni: „ [...] kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swe początki. Tchnij życie w swoje korzenie. Tchnij życie w te autentyczne wartości, które sprawiły, ze twoje dzieje były pełne chwały. A twoja obecność na innych kontynentach dobroczynna. Odbuduj swoją jedność duchową w klimacie pełnego szacunku dla innych religii i dla prawdziwych swobód [...]. Możesz jeszcze być latarnią cywilizacji i bodźcem postępu dla świata. Inne kontynenty patrzą na ciebie i spodziewają się po tobie tej samej odpowiedzi, jaką św. Jakub dał Chrystusowi : <Mogę>”[10] .

Ewangeliczna diagnoza tyczy współczesnego głębokiego kryzysu Europy jako rzeczywistości ziemskiej i ludzkiej stąd ustami Jana Pawła II Kościół swoje dzieci napomina  i poucza, by wskazać im drogę wyjścia  z kryzysu, który obejmuje „zarówno życie obywatelskie, jak i  religijne”[11]

Powrót do pierwotnych zaślubin Europy z chrześcijaństwem to także propozycja Kościoła dla uratowania jedności kontynentu europejskiego w innych płaszczyznach aniżeli moralno-religijna. To stanowi również przedmiot troski Kościoła. Troska Kościoła w tym względzie jest kontynuacją troski Boga o pierwszego zagubionego człowieka w raju. Już tam Bóg nie pozbawił błądzącego  człowieka nadziei. Tą nadzieją wówczas stała się Protoewangelia, a następnie pedagogia Boża  do momentu, kiedy Słowo stało się Ciałem, a więc kiedy preegzystujacy Syn Ojca Przedwiecznego stał się proegzystującym Jezusem Chrystusem dla człowieka. Dlatego „przeszedł przez ziemię wszystkim dobrze czyniąc” i tego samego żąda od swoich uczniów, żyjących w świecie zarówno duchownych jak i świeckich.

Dzisiaj chrześcijanin w Europie ma ogromne zaniedbania moralno-religijne. Jednak współczesny chrześcijanin w Europie – jak na żadnym innym kontynencie – ma ogromne możliwości  życia w pełni chrześcijańskiego i Bożego oraz dawania świadectwa prawdziwości, autentyczności i wiarygodności orędzia Chrystusa i samego chrześcijaństwa.

Jan Paweł II w ciągu swego pontyfikatu  bardzo mocno i bardzo osobiście odczuwa z jednej strony dramat postępującej sekularyzacji społeczeństw europejskich,  z drugiej natomiast czuje się  ponaglony nadzieją. Zauważa się u Ojca Świętego pewną metodę w postępowaniu z procesami dechrystianizacji Europy, a mianowicie dramat sekularyzującej się coraz bardziej Europy ma być widziany i poważnie brany pod uwagę, natomiast przedmiotem prawdziwej, autentycznej i wiarygodnej troski Kościoła o Europę ma być budzenie nadziei.


[1] Por. EE: Posynodalna Adhortacja Apostolska Ecclesia in Europa Ojca św. Jana Pawła II do Biskupów, do Kapłanów i Diakonów, do Zakonników i Zakonnic oraz do wszystkich Wiernych w Jezusie Chrystusie, który żyje w Kościele jako źródło nadziei dla Europy”.
[2] Por. Jan Paweł II, List Apostolski Novo Millenio ineunte.
[3] Stopka w L’Osservatore Romano 7-8 ( 2003 ) s. 3.
[4] Por. Jan Paweł II, Przemówienie do młodzieży holenderskiej, Amersfoort, 1985r.
[6] Prześladowanie jako atak na zewnętrzne przejawy życia chrześcijańskiego działa mobilizująco, ponieważ jest obumieraniem, ale  dla żywotności i młodości samego chrześcijaństwa: „sanguis martyrorum semen christianorum”  krew męczenników nasieniem chrześcijaństwa). Akta męczenników dawnych i współczesnych dowodzą bowiem, że „wiara i sposób życia chrześcijan uznano za przeszkodę, dlatego zostali zamordowani”[6]. Z kolei historia każdego z nich jest historia słabości i porażek. A jednak „mimo swej obiektywnej słabości, okazali oni szczególną siłę duchową i moralną: nie wyrzekli się wiary, własnych przekonań, służby innym ludziom i Kościołowi, żeby ocalić własne życie i zapewnić sobie przetrwanie. Wykazali wielka siłę nawet w sytuacjach ciągłego zagrożenia i prześladowania. Tak było w całych dziejach chrześcijaństwa. I nad tym chrześcijanie XXI wieku powinni się zastanowić, aby zrozumieć, co jest <siłą> chrześcijaństwa (A.  Riccardi,  Stulecie męczenników. Świadkowie wiary w XX wieku, Warszawa 2001, s. 15).
[7] Jan Paweł II, Przemówienie do młodzieży holenderskiej, Amersfoort, 1985 r.
[8] Ef  4, 17.
[9] Ef 4, 1-6.
[10] Jan Paweł II, Apel europejski, dz. cyt., 4.
[11] Jan Paweł II, Apel europejski, jak wyżej, 3.



Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW