Wprowadzenie
W świecie ogałacanym z
lilii polnych, z ptaków niebieskich człowiek czuje się coraz gorzej.
Okradany z państwa cywilizacji łacińskiej, które z istoty swojej stoi na
straży dobra i broni obywatela przed złem, z ładu moralnego, miłości
rodzinnej, a nawet z wiary w Boga, w Trójcy Świętej Jedynego - gubi się, a
jego podświadomość jest coraz bardziej zaśmiecana aprioryzmem.
Obiektywna prawda zostaje zakwestionowana, wszystko staje się względne,
struktury społeczno-gospodarcze są kolektywizowane, gdzie nikt za nic do
końca nie odpowiada (akcjonariat giełdowy). Liczą się coraz częściej tylko
doraźne doznania zmysłowe i elementarna lub wyrafinowana egzystencja. Oto
teren dla satanizmu, rozsadzającego personalistyczną cywilizację łacińską.
Centralne Siły Polityczne
wiedzą, że stan taki osłabia siły misyjne Kościoła, jego potencjał
ewangelizacyjny, toteż za wszelką cenę blokują dostęp do szerokiej opinii
publicznej wiedzy o cywilizacjach Feliksa Konecznego. Człowiek,
wykorzeniany z własnej cywilizacji, staje się łatwym łupem kandydatów na
władców świata.
W 1962 r. ukazało się w
Londynie, w języku angielskim, dzieło Konecznego On the plurality of
civilisation (O wielości cywilizacji), zaopatrzone zdawkową
przedmową wysoko cenionego przedstawiciela CSP, wieloletniego Dyrektora
Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w Londynie, prof.
Arnolda Toynbee. W 1993 r. w wynikuwieloletnich prac, odwracających uwagę
światowej opinii publicznej od genialnej, zweryfikowanej wiedzy o
cywilizacjach Konecznego, Samuel Huntington opublikował swoją teorię
zderzenia cywilizacji, definiując cywilizację jako grupę, w której
człowiek czuje się pod względem kulturowym - w odróżnieniu od innych - jak
w domu.
ONZ ogłosiła rok 2001
Rokiem Dialogu Cywilizacji. W dniach 23-24 kwietnia 2001 r. w
Wilnie, mieście, gdzie na Uniwersytecie Stefana Batorego profesor Koneczny
wykładał i pracował nad swoimi dziełami, odbyła się Międzynarodowa
Konferencja nt. Dialog między cywilizacjami, z udziałem
prezydentów Polski, Litwy i Ukrainy. Nie padło tam jednak nazwisko
wielkiego Polaka, twórcy ścisłej, definicji cywilizacji, odkrywcy
obiektywnych praw dziejowych, chociaż było miejsce dla takich
historiozofów, jak Oswald Spengler, Arnold Toynbee czy Fernand Braudel, a
zwłaszcza dla współczesnego politologa amerykańskiego Huntingtona.
Celem konferencji było
wsparcie ponadnarodowej i ponadreligijnej globalizacji cywilizacyjnej,
ignorującej osobę człowieka, jego rodzinę, a przede wszystkim prawo
naturalne. To właśnie w Wilnie w 1936 r. Zjazd Młodych
Prawników z inspiracji CSP doprowadził do uchwały podważającej
uniwersalny charakter i zastosowania prawa rzymskiego, wcielanej
następnie stopniowo w życie przez niemal cały okres PRL. Skutki tej
inicjatywy będziemy tak długo odczuwać, jak długo będą czynni zawodowo
prokuratorzy, sędziowie, adwokaci czy radcy prawni ukształtowani w okresie
PRL, w pogardzie dla prawa rzymskiego, a w konsekwencji dla prawa
naturalnego.
Aprioryczne poglądy
Huntingtona służą globalistom do „przewidywania” i
usprawiedliwiania jego głównej koncepcji tzw. „zderzenia między
cywilizacjami”. Huntigton arbitralnie różnicuje cywilizacje,
przede wszystkim pod kątem różnic religijnych. Chodzi konkretnie o rzekomo
nieuchronną konfrontację islam - chrześcijaństwo, a w
konsekwencji o to, aby obcymi rękoma zniszczyć państwa nawiązujące do
cywilizacji łacińskiej, obrzydzić tę cywilizację ludom islamu, które
zasługują, tak jak wszystkie inne, na personalizm cywilizacyjny,
otwierający drogę do dobrowolnego i głębokiego nawrócenia.
Obrona wiary dzisiaj to
także obrona rzetelnej wiedzy o cywilizacjach Feliksa Konecznego i jej
upowszechnianie, w szczególności w Kościele rzymskokatolickim. To
cywilizacja jest dla człowieka, a nie człowiek dla cywilizacji.
Trzeba zatem wrócić do początku, do tego, co jest sercem i drogą Kościoła,
do wiedzy o człowieku, o jego nadprzyrodzonym powołaniu.
Obóz
czy cywilizacja?
Z trującej mgły zaczyna
wyłaniać się Polska inaczej, niż w 1918 r., bo wśród wyziewów amoralności,
przy wtórze łamania całego Dekalogu. Prosta dziecinna wiara
ludu polskiego, szczególna opieka Królowej Polski - Najświętszej Maryi
Panny i morze krwi wylanej w obronie Ojczyzny, sprawiły cud przemiany
serc. Powstała i żyje „największa parafia rzymskokatolicka
świata” – Rodzina Radia Maryja i Telewizji Trwam.
Aby zagospodarować
mądrze tę przemianę, trzeba zjednoczyć się wokół idei trudniejszej niż
odzyskanie niepodległości po 123 latach niewoli. Dziś musimy się
zjednoczyć wokół odbudowy cywilizacji łacińskiej. Na pytanie: „obóz
katolicki czy cywilizacja łacińska?”, na podstawie całego
doświadczenia historii ojczystej i powszechnej, na podstawie prawa
Włodkowica, zaaprobowanych na soborze w Konstancji, odpowiadamy
zdecydowanie: cywilizacja łacińska, a konkretnie – państwo
cywilizacji łacińskiej.
Wiara
i rozmiary dobra
Wiara – w szerokim tego
słowa znaczeniu – jest konieczna do życia każdego człowieka. A więc wiara
w to, że odniosę sukces, w to, że jestem komuś potrzebny (moje istnienie
ma sens poza mną, a więc ma przyczynę prawdziwą i obiektywną), w istnienie
harmonii oraz celowości w świecie i wiele innych.
Potrzeba wiary wynika
także z konfrontacji umysłu ludzkiego z warunkami życia. Inne są warunki w
życiu wiejskim, wymagającym odpowiedzialności i umiejętności zmagania się
z przeciwnościami z pomocą Opatrzności Bożej. Inne są warunki w mieście -
jednostka może przez całe życie pozostawać bierna, bez jakichkolwiek
wyrzutów sumienia.
W Polsce, gdzie jest
jeszcze silna społeczność wiejska, poczucie sensu życia jest mocniej
ugruntowane w prawie naturalnym i zabezpieczone przez wiarę niż w innych
krajach. Niestety, i u nas w dużych miastach coraz liczniej występują
objawy niepokoju, pytania o sens życia, podsycane przez różne
środowiska intelektualne, zwalczające w ten sposób Kościół. Ich główna
teza w domyśle brzmi – postęp jest nieuchronny, precz z biblijnym
przekleństwem pracy w pocie czoła, a wniosek praktyczny z tej tezy
jest następujący: trzeba wyzwolić ludność wiejską z ciężkiej pracy,
a w podtekście – z własności ziemi.
Taka polityka zmierza do
pozbawienia Polaków naturalnego umocowania wiary, do uwięzienia człowieka
w świecie syntetycznych przedmiotów i apriorycznych podmiotów,
do zerwania ze światem, stworzonym przez Boga. Prowadzi zatem do ukrytej
pychy, wtórnej w odniesieniu do Księgi Rodzaju, a polegającej na tym, że
już sama zbyt wielka ilość gromadzonego obiektywnego dobra może
przesłaniać Boga.
Dotykamy tu ważnej
kwestii – rozstrzygnięcie między dobrem i złem wymaga także
analizy ilościowej.
Trzeba zrozumieć,
dlaczego Bóg zakazał spożywać owoce z drzewa wiadomości dobrego i
złego. Oto bowiem człowiek nie jest w stanie zapanować – w
najszerszym tego słowa znaczeniu – nad dobrem o zbyt wielkich
rozmiarach. Drzewo zostało zakazane – paradoksalnie – także ze względu
na dobro, którego może dostarczać.
Najprostszy przykład, to
grzech obżarstwa – pożywienie, nawet najlepsze, musi być ograniczone,
inaczej zagrozi życiu człowieka. Najbardziej współczesny przykład –
myślenie naraz, w dobrej wierze, o zbyt wielu osobach,
przedmiotach, kwestiach, sprawach do załatwienia itd. może doprowadzić
człowieka do rozstroju nerwowego, a w konsekwencji do załamania jego
osobowości. Tego ograniczenia nie jest w stanie uchylić żadna technika,
żadna komputeryzacja.
„Czyńcie sobie
ziemię poddaną” nie oznacza zatem wezwania do mnożenia przedmiotów
i relacji, ale do takiego kształtowania życia osoby ludzkiej, aby
pozostając w harmonii ze światem stworzonym, osoba ta panowała nad nim,
znajdując w ten sposób powód i okoliczności do wielbienia Boga i dążenia
do kontemplacji Jego przymiotów, w perspektywie wiecznego z Nim
przebywania.
Wiarygodność wolności i jej konsekwencje
Będąc wiernym samemu
sobie, Bóg – po popełnieniu grzechu pierworodnego i wygnaniu z raju – nie
pozbawił człowieka wolności sięgania po owoce z drzewa zakazanego ani też
nie usunął samego drzewa. Co więcej, tak dalece urealnił tę wolność, że
przykładowo – pozostawił człowiekowi do dyspozycji uran z możliwością jego
wzbogacania, ropę naftową, a także warstwę ozonową z możliwością jej
niszczenia. O możliwości masowego mnożenia zbrodni Kaina wiemy aż nadto
dobrze.
Mniej natomiast zdajemy
sobie sprawę z generalnej natury wolności. Otóż przestrzeń umysłu
ludzkiego można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich ma charakter
aposterioryczny – człowiek obserwuje rzeczywistość, rejestruje
fakty i prawidłowość związków między nimi. Może w ten sposób zapewnić
sobie elementarną egzystencję, doskonalić ją, a nawet wygospodarować czas
i siły do kontemplacji świata i refleksji nad jego naturą i pochodzeniem
od Stwórcy.
Taka wolność jest
wolnością wprawdzie samą w sobie do końca niepełną, ale rodzącą
błogosławione owoce. Walka o egzystencję jest oczywistą koniecznością, a
wspomniana kontemplacja i refleksja są jej pochodną, ale to one otwierają
przed człowiekiem przestrzeń prawa naturalnego, tak
niezwykle zagospodarowanego w postaci trójprawa rzymskiego -
naturalnego fundamentu monogamicznej, trwającej przez pokolenia rodziny.
Dopiero na tym gruncie możliwy jest – na skalę społeczną –
personalizm, otwierający człowieka na Objawienie, w którym pojęcie
osoby zajmujące centralne miejsce, wskazało na Boga w Trójcy
Świętej Jedynego.
Istnieje wszelako druga
część przestrzeni umysłu ludzkiego, która ma charakter aprioryczny,
samoistny, umożliwiający ignorowanie całej rzeczywistości i związków nią
rządzących, a zwłaszcza prawa naturalnego. Podczas, gdy pierwszą
część można krótko opisać jako sum, ergo cogito (jestem,
więc myślę), o tyle ta druga oznacza cogito, ergo sum
(myślę, więc jestem). Pierwsze określenie zgadza się na to, że człowiek ma
swoją zewnętrzną przyczynę, dzięki której istnieje, drugie zakłada,
że taka przyczyna istnieje wewnątrz człowieka, w postaci
myśli autokreatywnej, „stwarzającej” go bez
żadnych pobocznych uwarunkowań. Ta druga myśl stanowi punkt wyjścia dla
zjawiska, które nazywamy pychą.
Człowiek, nadający tej
drugiej myśli priorytet, buduje sobie układ odniesienia, w początku,
którego – zamiast Pana Boga – umieszcza samego siebie. Znamienne, że to
właśnie autor tej drugiej myśli, Kartezjusz, wprowadził do nauki taki
układ odniesienia, mający zastosowanie do pracy w obu przestrzeniach
umysłu.
Więzienie dla duszy
Rozróżnienie
aposteriorycznej i apriorycznej przestrzeni umysłu pozwala
zauważyć, że religie nie są równe. Religia objawiona, rzymskokatolicka,
jako jedyna - stanowi nadprzyrodzone przedłużenie prawa
naturalnego i żąda jego przestrzegania. Rodzi w ten sposób jedyną, znaną
teologom, harmonię między rozumem a wiarą, między sercem a obydwoma
przestrzeniami umysłu, o ile oczywiście człowiek nie zechce,
mając wolną wolę, używać aprioryzmu do poprawiania religii albo nawet
budowania jej od nowa.
Eksplozja wiedzy i
działań człowieka w czasach nowożytnych była możliwa dzięki „zapalnikowi”
Kartezjusza. Zaczęła się niczym nieograniczona „współpraca”
dwóch przestrzeni umysłu, a operacyjnie – aposterioryzmu i aprioryzmu.
Lawina wynalazków zaczęła – na zasadzie pętli dodatniego sprzężenia
zwrotnego - oddziaływać zwrotnie na umysł ludzki, kształtować go, oraz
intensyfikować cały proces. Wiedza stała się bożkiem a pogwałcenie
pierwszych trzech przykazań Dekalogu - normą człowieka,
który rozwija się i tworzy postęp”, a więc tworzy sobie
pseudoreligię.
Pseudoreligia ma swoje
oparcie w materializmie dialektycznym, który w znacznym stopniu zdemolował
personalistyczne wyposażenie cywilizacji łacińskiej. Świadczy o tym choćby
znacząca obojętność wobec tzw. irreligii – bluźnierczego ataku na wiarę
rzymskokatolicką.
Człowiek osiągnął apogeum
nieszczęścia – sięgając zachłannie po owoce drzewa zakazanego, utracił
wiarę w istnienie obiektywnej prawdy. Relatywizm dialektyczny powoduje, że
demokracja przekształca się w totalitaryzm, zaś wymuszona akceptacja
odchodzenia od naturalnych warunków życia ludzkiego - w najszerszym
tego słowa znaczeniu - powoduje utratę błogosławieństwa dla duszy i
ciała, jakie może zapewnić tylko harmonia wysiłku fizycznego
i umysłowego.
Z klęską materialną
koresponduje klęska duchowa. Aprioryczne stany umysłu łatwo dostają się
szatanowi do dyspozycji, a ponadto dzięki systemowej organizacji
Antykościoła są wkomponowane w całe rzesze ludzi, ukształtowanych
społecznie przez cywilizacje gromadnościowe. Wówczas głos sumienia
jest z reguły zupełnie stłumiony, a od stanu „Hosanna!” do
stanu ´ „Ukrzyżuj Go!” tłum przechodzi bardzo łatwo
(co ilustruje tzw. przejście fazowe, znane z fizyki, a
spopularyzowane przez materializm dialektyczny Hegla).
Aprioryczne stany umysłu,
niekontrolowane ani przez aposterioryzm rzeczywistości (prawo naturalne),
ani nie poddane więzom moralnym Objawienia, stanowią glebę dla
patologicznych relacji międzyludzkich, o cechach satanistycznych.
Ludobójstwo w III Rzeszy, nasyconej intelektualizmem Nietzschego,
przybierało oprawę parareligijną, w ZSRR natomiast – totalnie
antyreligijną.
Opanowanie władzy przez
środowiska apriorystów, przyjmujących – na użytek rzesz
elektoratu – nazwę liberałów, powoduje, że nawet
najzacniejszy człowiek, który dochowuje najgłębszej wiary Bogu, honorowi i
Ojczyźnie, jest maltretowany w przestrzeni całego swojego umysłu i
zmuszany do zajmowania stanowiska w niekończących się absurdalnych
kwestiach. Dostaje do dyspozycji warunki życia, jak karciarz talię kart
do gry, gdzie wciąż spotyka jedną z milionów kombinacji ich rozkładu
między uczestników, ale zawsze są to te same karty świata materialnego,
tyle, że „wzbogacane” coraz częściej kartami satanizmu.
Brak jest rozliczenia
Europy XX wieku z czynów ludobójczych, co więcej - ponawiane są próby ich
wymazania z pamięci narodów. Kryptomasońska Deklaracja Schumana,
masońska koncepcja Paneuropy Richarda Coudenhove-Kalergisa,
wreszcie antyreligijny i antyludzki Traktat Konstytucyjny UE,
nasycony nietolerancją dla obu przestrzeni umysłu człowieka
– dla aposterioryzmu prawa naturalnego i dla mistycyzmu, rodzącego się w
przestrzeni aprioryzmu – usiłują wprowadzić szatana na scenę dziejów.
Szerzy się cywilizacja śmierci, próbująca wyrwać Bogu jego dzieło, jakim
jest człowiek i jego powszechne powołanie do życia z Bogiem za cenę
Odkupienia na Krzyżu.
Potwierdza to
publiczna akcja wymuszania na narodach – wolnych ku Bogu przez
posłuszeństwo prawu naturalnemu i zdolnych do mistycznego uwielbienia
Bożego Miłosierdzia – aprobaty dla nie tylko dewiacji seksualnych, ale
przede wszystkim manipulowania sercem stworzenia, jakim jest człowiek ze
swoim ciałem i duszą nieśmiertelną. Bożek rozwoju i postępu każe zabijać
jednych ludzi, aby leczyć innych, a także chciałby stwarzać ciało dla
jednych, aby służyli innym w imię szatana.
Oto więzienie dla
duszy, z którego można wyrwać się, odważnie odrzucając karty
aprioryzmu i biorąc do ręki Różaniec Święty. Modlitwa w
połączeniu z rzetelną pracą, namierzoną na skromną, elementarną
egzystencję – swoją i swojej rodziny, z prośbą o opiekę Bożą dla siebie,
dla swoich najbliższych, dla swojego narodu, o pokój między narodami – oto
istota personalizmu cywilizacji łacińskiej. Modlitwa
wypełnia aprioryczną przestrzeń umysłu ludzkiego, zabezpieczając go przed
błąkającymi się intelektualnymi i kulturowymi pokusami, a w konsekwencji –
truciznami. Wyrwanie się w ten sposób z duszy z więzienia samo ugnie
człowiekowi kolana przed Bogiem.
Modlitwa jako cudowna obrona zdrowego rozsądku
Obiektywnie i pojęciowo
treść Pisma Świętego jest stała. Jednak w miarę postępów aprioryzacji
życia intelektualnego oraz wypierania elementów grupy naturalnej
przez elementy grupy syntetycznej jest ona relatywnie malejąca.
Różnicę trzeba uzupełniać modlitwą oraz uczynkami miłosierdzia i jałmużny,
przedłużając w ślad za poprzednimi pokoleniami drugi filar Kościoła –
Tradycję.
Wielka jest tu rola
pielgrzymek, bo osoba nie czuje się osamotniona w swoich poglądach i jest
więcej niż przeciętnie zanurzona w środowisku grupy naturalnej,
a zatem odrywana od nacisku medialnego.
Modlitwa otwiera serce i zdrowy rozsądek na życie według ducha, a nie
pieniądza, a więc czyni człowieka bardziej wolnym. Kto raz zakosztuje tej
wolności, będzie starał się ją zachować i pomnażać do końca życia, a także
szerzyć ją wokół siebie.
Modlitwa osobista
jest tu najważniejsza, ponieważ blokuje dostęp do podświadomości
zaplanowanym bądź przypadkowym elementom grupy syntetycznej,
a z drugiej strony otwiera szeroko drzwi umysłowi ludzkiemu do rzetelnego
powiększania swojej wiedzy o stworzonym świecie, o sobie, a w konsekwencji
o Bogu.
Ostatnio z okazji
przyznania Nagrody Nobla 2004 w dziedzinie fizyki nagrody za teorię
kwarków, media przypomniały bałwochwalczą ideę stworzenia teorii,
opisującej „wszystko”, a więc w – domyśle – Bóg ma być „niepotrzebny”.
Jest to kontynuacja przypisywania sobie przez ludzi czasów nowożytnych,
zasług z tytułu kolejnych odkryć, czyli znajdywania tego, co Bóg stworzył,
jaki i tego, co nigdy nie było stworzone (rzekomej ewolucji).
Takiej doktrynie podporządkowany jest obecnie system euroedukacyjny,
plasterkujący dorobek cywilizacji łacińskiej, a następnie integrujący go
sztucznie dla ostatecznego zniewolenia człowieka, który nigdy nie powinien
się dowiedzieć, że jest osobą.
Nie należy bać się
rzetelnych odkryć, bo mogłyby zachwiać naszą wiarą, ale uważnie je
obserwować i szukać jedności świata stworzonego, pamiętając o
niepokonalnej różnicy między przestrzenią tego świata i przestrzenią
ducha. Trzeba jednak pamiętać, że zawsze będą się gromadzić ludzie, którzy
a priori uważają, że wszystko z drugim człowiekiem i całym kosmosem
na czele, należy im się bez żadnego uzasadnienia. Taka postawa wyraża się
społecznie w postaci różnego rodzaju socjalizmów i otwiera osobistą i
społeczną furtkę liberalizmowi.
Pięknie i
syntetycznie opisuje to Koneczny, liczący już wówczas ponad 80
lat, wielki uczony polski, w swojej rozprawce O ład w historii,
która jest dziwnie skrzętnie pomijana przez wydawców (a szkoda, bo
mogłaby zrodzić wielkie zapotrzebowanie na wszystkie inne jego dzieła).
Masowe upowszechnienie
tej niewielkiej rozprawki wśród młodzieży, rodziców, katechetów,
wychowawców jest - perspektywicznie rzecz biorąc – znacznie ważniejsze od
całej palety stypendiów dla zdolnej młodzieży. Młyn edukacji
europaństwowej obowiązuje bowiem – pod rygorem zamknięcia placówki –
także szkoły prywatne, a likwidując operacyjne
kształcenie personalistyczne, przemyca w to miejsce głęboko
antypersonalistyczne kształcenie pod hasłem adaptowania
człowieka do zastanych okoliczności życia. Czyż może
być bardziej podstępne i bardziej niebezpieczne szkolnictwo?
Co
możemy wiedzieć o Bogu?
Zapytajmy się, co
ma do powiedzenia o Bogu i człowieku elementarna logika, umocowana mimo
pozornej abstrakcji w aposterioryzmie, wtedy, kiedy
równocześnie przywołujemy refleksyjnie Pismo Święte - możliwie jako
najpełniejszą całość.
Cała nasza ludzka
świadomość pochodzi od Boga i tylko tyle możemy o Nim wiedzieć, ile On sam
to przewidział, stwarzając ciało i duszę człowieka ze wszystkimi jej
uzdolnieniami. Spośród tych uzdolnień dwa mają charakter bardzo ogólny i
są najważniejsze dla życia duchowego, a mianowicie zdolność do
myślenia abstrakcyjnego oraz uzdolnienie do przyjmowania
postawy ascetycznej. Oba te uzdolnienia mają charakter
ambiwalentny: mogą człowieka zbliżać do Boga, ale też umożliwiają
mu auotokreację swojej osoby jako absolutnego układu
odniesienia dla siebie samej i dla otaczającej ją rzeczywistości.
Doświadczenie uczy
jednak, że najczęściej człowiek nie wykorzystuje tych swoich wielkich
uzdolnień i żyje na krawędzi duchowego prymitywizmu. Mając do swojej
dyspozycji dostatek, a nawet przepych materialny, duchowo żyje na granicy
wegetacji. Natomiast osoby wykorzystujące owe wielkie predyspozycje i
swoje własne uzdolnienia, zauważają, że człowiek nie jest w stanie ogarnąć
swoją wyobraźnią większej rzeczywistości. Także najszybszy komputer może
dostarczyć tylko wybrane cechy tej rzeczywistości. Nawet gdyby życie na
ziemi nie było ograniczone w czasie, ogarnięcie stanu samej tylko
rzeczywistości stworzonej w jakiejś wybranej chwili wykracza poza
możliwości umysłu ludzkiego. Z takich ograniczeń składa się przepaść
między Stworzycielem a stworzeniem.
O
powołaniu człowieka
Bóg stwarzając
człowieka, pragnął, aby jego stworzenie bezinteresownie Go uwielbiało,
a zarazem aby było do Niego jak najbardziej podobne. Na przecięciu
się tych dwóch warunków pojawił się z woli Bożej człowiek, opisany w
Księdze Rodzaju. Bóg doskonale wiedział, że taki człowiek będzie skłonny
do pychy i odrzucenia Go, toteż dokonał największego możliwego do
pojęcia dzieła – zniżył się do poziomu człowieka w ludzkiej
postaci i złożył z siebie samego jako Syn Boży - Ofiarę na krzyżu. Nie
może być – patrząc od strony relacji Osoba - spersonifikowana
wspólnota–- dzieła większego niż Krzyż.
Człowiek został stworzony
na warunkach jak wyżej, na granicy szansy osiągnięcia celu,
do jakiego został przeznaczony. Granicę tę wyznacza wolna wola
- wolność o niezwykłej naturze, bo i ona jest częścią obrazu Bożego w
człowieku.
Grzech pierworodny jest
ściśle grzechem pierworodnym, tak jak to opisuje Księga
Rodzaju, bo popełniony został przez pierwszych
stworzonych ludzi. Natura każdego następnego grzechu – popełnionego przez
człowieka z nich zrodzonego – jest taka sama. Każdy grzech wpływa na całe
potomstwo, każde dobro również na nie wpływa. Pierwsi rodzice, ukarani za
pierwszy grzech, zostali oddaleni przez Boga. Zaczęli zatem – oni i ich
potomkowie – tracić stopniowo Jego obraz i podobieństwo, rozstawać się z
prawem naturalnym. Kumulacja zła spowodowała, że Pan Bóg podjął
“próbę” częściowego oczyszczenia z tego balastu grzechów przez
potop, odbudowując ludzkość z jednej rodziny Noego. Mimo to pojawiły się
dalsze kumulacje zła - jako pychy (wieża Babel) oraz jako rozwiązłości
(Sodoma i Gomora).
Różne były działania Boże
naprowadzające na drogę szansy odbudowania w człowieku zdolności do
zapobieżenia kumulacji zła dziedzicznego. Historia starożytnego Rzymu
potwierdziła, że cywilizacja personalistyczna, w oparciu
tylko o prawo naturalne, bez oparcia się o Krzyż, musi
upaść. Proces prowadzony przez Piłata pokazuje niższość gromadnościowej
cywilizacji żydowskiej wobec personalistycznej cywilizacji rzymskiej,
gdzie obywatel rzymski nie mógł być skazany bez sądu, miał prawo odwołania
się do cesarza, a w trakcie procesu nie mógł być biczowany.
Gdyby, przykładowo, Piłat
prowadził proces św. Pawła Apostoła, nie mógłby go jako obywatela
rzymskiego skazać na ubiczowanie! Ale i rozkaz ubiczowania Chrystusa Pana
wydał bez przekonania o jakiejkolwiek Jego winie, a tylko dla obudzenia
sumienia wśród Żydów. Jeszcze raz okazało się w historii, że sumienie dane
jest wprawdzie każdemu człowiekowi, ale jest silnie tłumione przez
gromadę.
Cywilizacja
personalistyczna jest bezwzględnie potrzebna dla zaistnienia
społeczeństwa, przyjmującego dar Objawienia Osób Bożych
- Boga Ojca, Syna Odkupiciela i Ducha Świętego.
Radość i pokora istnienia
Istnienie
człowieka ma dwa ważne aspekty: statyczny i dynamiczny. W ujęciu
statycznym cieszę się i chcę trwać bez końca w poczuciu
piękna i harmonii istnienia. W ujęciu dynamicznym czuję się zmuszony do
działania, aby zachować ową radość i pomnażać ją dla siebie i dla innych.
Największą radość – powszechnie osiągalną – daje zrodzenie potomstwa i
wychowanie go do poznania i uznania co najmniej tych wartości, które ja
poznałem. Jednocześnie okazuje się, że ta radość jest niezbędna do
poznania sensu mojego istnienia. Tak oto bezdyskusyjnie spełnia się Księga
Rodzaju.
Stworzenie człowieka na
obraz i podobieństwo Boże obejmuje nie tylko pojedynczą osobę, ale i
człowieka w rodzinie. Człowiek jest jednak nieskończenie mniejszy od Boga.
Gdy Bóg może jednocześnie i niezależnie
odnosić się do każdego, spośród miliardów ludzi, to człowiek może –
w sposób pełny – jednocześnie odnosić się tylko do
jednej osoby - Boga lub drugiego człowieka,
współmałżonka, dziecka oraz do swoich rodziców, jako spersonifikowanej
współosoby (jedynej w swoim rodzaju wspólnoty osób).
Takie jest podstawowe
ograniczenie człowieka jako osoby. Ciekawe, że jest ono potwierdzone przez
znane w fizyce rozumowanie abstrakcyjne, zgodnie z którym człowiek nie
jest w stanie opisać ściśle wzajemnego oddziaływania
więcej niż dwóch ciał, bez względu na rodzaj ich wzajemnego
oddziaływania. Zdumiewająca jest jeszcze inna analogia fizyczna.
Oddziaływanie między dwiema elementarnymi cząstkami - kwarkami,
jest tym słabsze, im są one bliżej siebie. Otóż człowiek jest tym
bardziej wolny, im jest bliżej Boga, a także im bliższy jest mu jego
bliźni.
Dlatego największy cios
odbiera wiara i cywilizacja łacińska, gdy niszczone są podstawy
życia rodzinnego, stanowiące warunek konieczny i wystarczający
poznania i zaakceptowania siebie wśród innych ludzi jako osobę wśród
osób.
Ilekroć żegnasz się...
Losy cywilizacji
łacińskiej, a w konsekwencji losy misji krzewienia chrześcijaństwa
rozstrzygają się od tysiąca lat na równoleżniku Paryż – Berlin – Warszawa
– Moskwa. Paryż rozłożyła rewolucja francuska. Berlin opanowała
reformacja, nie bez winy ze strony polskiej. Warszawa pozostała wierna
Stolicy Apostolskiej, a Moskwa swej roli Trzeciego Rzymu. Jeżeli
ktoś chce być pierwszy w Królestwie, niech uniży samego siebie – co
jest ważniejsze – czy szerzenie katolicyzmu w Rosji, czy ocalenie jej dla
chrześcijaństwa?
Wiadomo, że dla tego
wyznania charakterystyczne jest żegnanie się w trakcie modlitw potrójnym
znakiem Krzyża Świętego. My, katolicy, żegnamy się potrójnie przed
czytaniem Ewangelii, co symbolizuje naszą gotowość wyznawania jej umysłem,
ustami i sercem. Są to różnice cywilizacyjne, ale istotą wiary pozostaje
nadal Krzyż Chrystusa Pana. Miłość braterska do prawosławia przy
równoczesnej wierności religii rzymskokatolickiej będzie wówczas
dowartościowaniem praw Włodkowica w dziedzinie miłości bliźniego i
zaowocuje prędzej czy później dobrowolnym, oddolnym zbliżeniem, bez
oficjalnych, ekumenicznych kwadratur koła.
A więc w praktyce –
mniej antyrosyjskości, stymulowanej wśród Polaków przez ośrodki
cywilizacji żydowskiej oraz niemieckie centra cywilizacji bizantyńskiej
(tzw. „stronnictwo pruskie” działające w Polsce ponad 300
lat), a więcej prochrześcijańskości.
Poświęćmy swoje, często
słuszne uprzedzenia wobec wschodnich sąsiadów, na rzecz wierności Ranom
Chrystusa, który modlił się o jedność swoich uczniów. Ojcowie
misjonarze z Rosji, z Białorusi przyznają z podziwem, że prawosławie
przetrwało trzy pokoleniasocjalkomunizmu, ale zauważają, że dusze naszych
pobratymców słowiańskich są często opuszczone i zagubione.
Od naszatem zależy, czy
te puste miejsca zajmie New Age, ruchy okultystyczne, demonizm, a w
konsekwencji satanizm, czy też ożywi je wiara, płynąca z Krzyża. Matka
Boża Fatimska powiedziała, że o losach świata zadecyduje nawrócenie Rosji.
Rzeczywiście, miliardowe komunistyczne Chiny, a z nimi „odporne” na
ewangelizację, nieprzenikliwe dla Słowa Bożego ludy Azji,
potrzebują świadectwa publicznej zgody chrześcijan wokół Krzyża. Rola
Polski, terytorialnie niewielkiej w porównaniu z Azją, ale potężnej siłą
cywilizacji łacińskiej, jest tu kluczowa i nie do zastąpienia.
Wielki naród musi
stawiać sobie wielkie, nieegoistyczne zadania. To nasz krok
naprzód w porównaniu z egoizmem narodowym ruchu narodowego
ubiegłego stulecia. To wyraz naszej dojrzałości, płynącej z doświadczenia
dziejowego, zwłaszcza czasów nowożytnych i wieku XX. Wszystko, co
poświęcimy innym ludom, Bóg zwróci nam stokrotnie, a każdy z nas odnajdzie
najgłębszy sens swojego istnienia