ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Andrzej J. Horodecki

Oświata, Kultura, Wychowanie

O  POWSZECHNYM   SENSIE  ŻYCIA

NPW 11-12, 2004

Wprowadzenie

W świecie ogałacanym z lilii polnych, z ptaków niebieskich człowiek czuje się coraz gorzej. Okradany z państwa cywilizacji łacińskiej, które z istoty swojej stoi na straży dobra i broni obywatela przed złem, z ładu moralnego, miłości rodzinnej, a nawet z wiary w Boga, w Trójcy Świętej Jedynego - gubi się, a jego podświadomość jest coraz bardziej zaśmiecana aprioryzmem. Obiektywna prawda zostaje zakwestionowana, wszystko staje się względne, struktury społeczno-gospodarcze są kolektywizowane, gdzie nikt za nic do końca nie odpowiada (akcjonariat giełdowy). Liczą się coraz częściej tylko doraźne doznania zmysłowe i elementarna lub wyrafinowana egzystencja. Oto teren dla satanizmu, rozsadzającego personalistyczną cywilizację łacińską.

Centralne Siły Polityczne wiedzą, że stan taki osłabia siły misyjne Kościoła, jego potencjał ewangelizacyjny, toteż za wszelką cenę blokują dostęp do szerokiej opinii publicznej wiedzy o cywilizacjach Feliksa Konecznego. Człowiek, wykorzeniany z własnej cywilizacji, staje się łatwym łupem kandydatów na władców świata.

W 1962 r. ukazało się w Londynie, w języku angielskim, dzieło Konecznego On the plurality of civilisation (O wielości cywilizacji), zaopatrzone zdawkową przedmową wysoko cenionego przedstawiciela CSP, wieloletniego Dyrektora Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w Londynie, prof. Arnolda Toynbee. W 1993 r. w wynikuwieloletnich prac, odwracających uwagę światowej opinii publicznej od genialnej, zweryfikowanej wiedzy o cywilizacjach Konecznego, Samuel Huntington opublikował swoją teorię zderzenia cywilizacji, definiując cywilizację jako grupę, w której człowiek czuje się pod względem kulturowym - w odróżnieniu od innych - jak w domu.

ONZ ogłosiła rok 2001 Rokiem Dialogu Cywilizacji. W dniach 23-24 kwietnia 2001 r. w Wilnie, mieście, gdzie na Uniwersytecie Stefana Batorego profesor Koneczny wykładał i pracował nad swoimi dziełami, odbyła się Międzynarodowa Konferencja nt. Dialog między cywilizacjami, z udziałem prezydentów Polski, Litwy i Ukrainy. Nie padło tam jednak nazwisko wielkiego Polaka, twórcy ścisłej, definicji cywilizacji, odkrywcy obiektywnych praw dziejowych, chociaż było miejsce dla takich historiozofów, jak Oswald Spengler, Arnold Toynbee czy Fernand Braudel, a zwłaszcza dla współczesnego politologa amerykańskiego Huntingtona.

Celem konferencji było wsparcie ponadnarodowej i ponadreligijnej globalizacji cywilizacyjnej, ignorującej osobę człowieka, jego rodzinę, a przede wszystkim prawo naturalne. To właśnie w Wilnie w 1936 r. Zjazd Młodych Prawników z inspiracji CSP doprowadził do uchwały podważającej uniwersalny charakter i zastosowania prawa rzymskiego, wcielanej następnie stopniowo w życie przez niemal cały okres PRL. Skutki tej inicjatywy będziemy tak długo odczuwać, jak długo będą czynni zawodowo prokuratorzy, sędziowie, adwokaci czy radcy prawni ukształtowani w okresie PRL, w pogardzie dla prawa rzymskiego, a w konsekwencji dla prawa naturalnego.

Aprioryczne poglądy Huntingtona służą globalistom do „przewidywania” i usprawiedliwiania jego głównej koncepcji tzw. „zderzenia między cywilizacjami”. Huntigton arbitralnie różnicuje cywilizacje, przede wszystkim pod kątem różnic religijnych. Chodzi konkretnie o rzekomo nieuchronną konfrontację islam - chrześcijaństwo, a w konsekwencji o to, aby obcymi rękoma zniszczyć państwa nawiązujące do cywilizacji łacińskiej, obrzydzić tę cywilizację ludom islamu, które zasługują, tak jak wszystkie inne, na personalizm cywilizacyjny, otwierający drogę do dobrowolnego i głębokiego nawrócenia.

Obrona wiary dzisiaj to także obrona rzetelnej wiedzy o cywilizacjach Feliksa Konecznego i jej upowszechnianie, w szczególności w Kościele rzymskokatolickim. To cywilizacja jest dla człowieka, a nie człowiek dla cywilizacji. Trzeba zatem wrócić do początku, do tego, co jest sercem i drogą Kościoła, do wiedzy o człowieku, o jego nadprzyrodzonym powołaniu.

Obóz czy cywilizacja?

Z trującej mgły zaczyna wyłaniać się Polska inaczej, niż w 1918 r., bo wśród wyziewów amoralności, przy wtórze łamania całego Dekalogu. Prosta dziecinna wiara ludu polskiego, szczególna opieka Królowej Polski - Najświętszej Maryi Panny i morze krwi wylanej w obronie Ojczyzny, sprawiły cud przemiany serc. Powstała i żyje „największa parafia rzymskokatolicka świata” – Rodzina  Radia Maryja i Telewizji Trwam.

Aby zagospodarować mądrze tę przemianę, trzeba zjednoczyć się wokół idei trudniejszej niż odzyskanie niepodległości po 123 latach niewoli. Dziś musimy się zjednoczyć wokół odbudowy cywilizacji łacińskiej. Na pytanie: „obóz katolicki czy cywilizacja łacińska?”, na podstawie całego doświadczenia historii ojczystej i powszechnej, na podstawie prawa Włodkowica, zaaprobowanych na soborze w Konstancji, odpowiadamy zdecydowanie: cywilizacja łacińska, a konkretnie – państwo cywilizacji łacińskiej.

Wiara i rozmiary dobra

Wiara – w szerokim tego słowa znaczeniu – jest konieczna do życia każdego człowieka. A więc wiara w  to, że odniosę sukces, w to, że jestem komuś potrzebny (moje istnienie ma sens poza mną, a więc ma przyczynę prawdziwą i obiektywną), w istnienie harmonii oraz celowości w świecie i wiele innych.

Potrzeba wiary wynika także z konfrontacji umysłu ludzkiego z warunkami życia. Inne są warunki w życiu wiejskim, wymagającym odpowiedzialności i umiejętności zmagania się z przeciwnościami z pomocą Opatrzności Bożej. Inne są warunki w mieście - jednostka może przez całe życie pozostawać bierna, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.

W Polsce, gdzie jest jeszcze silna społeczność wiejska, poczucie sensu życia jest mocniej ugruntowane w prawie naturalnym i zabezpieczone przez wiarę niż w innych krajach. Niestety, i u nas w dużych miastach coraz liczniej występują objawy niepokoju, pytania o sens życia, podsycane przez różne środowiska intelektualne, zwalczające w ten sposób Kościół. Ich główna teza w domyśle brzmi – postęp jest nieuchronny, precz z biblijnym przekleństwem pracy w pocie czoła, a wniosek praktyczny z tej tezy jest następujący: trzeba wyzwolić ludność wiejską z ciężkiej pracy, a w podtekście –  z własności ziemi.

Taka polityka zmierza do pozbawienia Polaków naturalnego umocowania wiary, do uwięzienia człowieka w świecie syntetycznych przedmiotów i apriorycznych podmiotów, do zerwania ze światem, stworzonym przez Boga. Prowadzi zatem do ukrytej pychy, wtórnej w odniesieniu do Księgi Rodzaju, a polegającej na tym, że już sama zbyt wielka ilość gromadzonego obiektywnego dobra może przesłaniać Boga.

Dotykamy tu ważnej kwestii – rozstrzygnięcie między dobrem i złem wymaga także analizy ilościowej.

Trzeba zrozumieć, dlaczego Bóg zakazał spożywać owoce z drzewa wiadomości dobrego i złego. Oto bowiem człowiek nie jest w stanie zapanować – w najszerszym tego słowa znaczeniu – nad dobrem o zbyt wielkich rozmiarach. Drzewo zostało zakazane – paradoksalnie – także ze względu na dobro, którego może dostarczać.

Najprostszy przykład, to grzech obżarstwa – pożywienie, nawet najlepsze, musi być ograniczone, inaczej zagrozi życiu człowieka. Najbardziej współczesny przykład – myślenie naraz, w dobrej wierze, o zbyt wielu osobach, przedmiotach, kwestiach, sprawach do załatwienia itd. może doprowadzić człowieka do rozstroju nerwowego, a w konsekwencji do załamania jego osobowości. Tego ograniczenia nie jest w stanie uchylić żadna technika, żadna komputeryzacja.

Czyńcie sobie ziemię poddaną” nie oznacza zatem wezwania do mnożenia przedmiotów i relacji, ale do takiego kształtowania życia osoby ludzkiej, aby pozostając w harmonii ze światem stworzonym, osoba ta panowała nad nim, znajdując w ten sposób powód i okoliczności do wielbienia Boga i dążenia do kontemplacji Jego przymiotów, w perspektywie wiecznego z Nim przebywania.

Wiarygodność wolności i jej konsekwencje 

Będąc wiernym samemu sobie, Bóg – po popełnieniu grzechu pierworodnego i wygnaniu z raju – nie pozbawił człowieka wolności sięgania po owoce z drzewa zakazanego ani też nie usunął samego drzewa. Co więcej, tak dalece urealnił tę wolność, że przykładowo – pozostawił człowiekowi do dyspozycji uran z możliwością jego wzbogacania, ropę naftową, a także warstwę ozonową z możliwością jej niszczenia. O możliwości masowego mnożenia zbrodni Kaina wiemy aż nadto dobrze.

Mniej natomiast zdajemy sobie sprawę z generalnej natury wolności. Otóż przestrzeń umysłu ludzkiego można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich ma charakter aposterioryczny – człowiek obserwuje rzeczywistość, rejestruje fakty i prawidłowość związków między nimi. Może w ten sposób zapewnić sobie elementarną egzystencję, doskonalić ją, a nawet wygospodarować czas i siły do kontemplacji świata i refleksji nad jego naturą i pochodzeniem od Stwórcy.

Taka wolność jest wolnością wprawdzie samą w sobie do końca niepełną, ale rodzącą błogosławione owoce. Walka o egzystencję jest oczywistą koniecznością, a wspomniana kontemplacja i refleksja są jej pochodną, ale to one otwierają przed człowiekiem przestrzeń prawa naturalnego, tak niezwykle zagospodarowanego w postaci trójprawa rzymskiego - naturalnego fundamentu monogamicznej, trwającej przez pokolenia rodziny. Dopiero na tym gruncie możliwy jest – na skalę społeczną – personalizm, otwierający człowieka na Objawienie, w którym pojęcie osoby zajmujące centralne miejsce, wskazało na Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

Istnieje wszelako druga część przestrzeni umysłu ludzkiego, która ma charakter aprioryczny, samoistny, umożliwiający ignorowanie całej rzeczywistości i związków nią rządzących, a zwłaszcza prawa naturalnego. Podczas, gdy pierwszą część można krótko opisać jako sum, ergo cogito (jestem, więc myślę), o tyle ta druga oznacza cogito, ergo sum (myślę, więc jestem). Pierwsze określenie zgadza się na to, że człowiek ma swoją zewnętrzną przyczynę, dzięki której istnieje, drugie zakłada, że taka przyczyna istnieje wewnątrz człowieka, w postaci myśli autokreatywnej, „stwarzającej” go bez żadnych pobocznych uwarunkowań. Ta druga myśl stanowi punkt wyjścia dla zjawiska, które nazywamy pychą.

Człowiek, nadający tej drugiej myśli priorytet, buduje sobie układ odniesienia, w początku, którego – zamiast Pana Boga – umieszcza samego siebie. Znamienne, że to właśnie autor tej drugiej myśli, Kartezjusz, wprowadził do nauki taki układ odniesienia, mający zastosowanie do pracy w obu przestrzeniach umysłu.

Więzienie dla duszy

Rozróżnienie aposteriorycznej i apriorycznej przestrzeni umysłu pozwala zauważyć, że religie nie są równe. Religia objawiona, rzymskokatolicka, jako jedyna - stanowi nadprzyrodzone przedłużenie prawa naturalnego i żąda jego przestrzegania. Rodzi w ten sposób jedyną, znaną teologom, harmonię między rozumem a wiarą, między sercem a obydwoma przestrzeniami umysłu, o ile oczywiście człowiek nie zechce,  mając wolną wolę, używać  aprioryzmu  do poprawiania religii albo nawet budowania jej od nowa.

Eksplozja wiedzy i działań człowieka w czasach nowożytnych była możliwa dzięki „zapalnikowi” Kartezjusza. Zaczęła się  niczym nieograniczona „współpraca” dwóch przestrzeni umysłu, a operacyjnie – aposterioryzmu i aprioryzmu. Lawina wynalazków zaczęła – na zasadzie pętli dodatniego sprzężenia zwrotnego - oddziaływać zwrotnie na umysł ludzki, kształtować go, oraz intensyfikować cały proces. Wiedza stała się bożkiem a pogwałcenie pierwszych trzech przykazań Dekalogu - normą człowieka, który rozwija się i tworzy postęp”, a więc tworzy sobie pseudoreligię.

Pseudoreligia ma swoje oparcie w materializmie dialektycznym, który w znacznym stopniu zdemolował personalistyczne wyposażenie cywilizacji łacińskiej. Świadczy o tym choćby znacząca obojętność wobec tzw. irreligii – bluźnierczego ataku na wiarę rzymskokatolicką.

Człowiek osiągnął apogeum nieszczęścia – sięgając zachłannie po owoce drzewa zakazanego, utracił wiarę w istnienie obiektywnej prawdy. Relatywizm dialektyczny powoduje, że demokracja przekształca się w totalitaryzm, zaś wymuszona akceptacja odchodzenia od naturalnych warunków życia ludzkiego - w najszerszym tego słowa znaczeniu - powoduje utratę błogosławieństwa dla duszy i ciała, jakie może zapewnić tylko harmonia wysiłku fizycznego i umysłowego.

Z klęską materialną koresponduje klęska duchowa. Aprioryczne stany umysłu łatwo dostają się szatanowi do dyspozycji, a ponadto dzięki systemowej organizacji Antykościoła są wkomponowane w całe rzesze ludzi, ukształtowanych społecznie przez cywilizacje gromadnościowe. Wówczas głos sumienia jest z reguły zupełnie stłumiony, a od stanu „Hosanna!” do stanu ´ „Ukrzyżuj Go!” tłum przechodzi bardzo łatwo (co ilustruje tzw. przejście fazowe, znane z fizyki, a spopularyzowane przez materializm dialektyczny Hegla).

Aprioryczne stany umysłu, niekontrolowane ani przez aposterioryzm rzeczywistości (prawo naturalne), ani nie poddane więzom moralnym Objawienia, stanowią glebę dla patologicznych relacji międzyludzkich, o cechach satanistycznych. Ludobójstwo w III Rzeszy, nasyconej intelektualizmem Nietzschego, przybierało oprawę parareligijną, w ZSRR natomiast – totalnie antyreligijną.

Opanowanie władzy przez środowiska apriorystów, przyjmujących – na użytek rzesz elektoratu – nazwę liberałów, powoduje, że nawet najzacniejszy człowiek, który dochowuje najgłębszej wiary Bogu, honorowi i Ojczyźnie, jest maltretowany w przestrzeni całego swojego umysłu i zmuszany do zajmowania stanowiska w niekończących się absurdalnych kwestiach. Dostaje do dyspozycji warunki życia, jak karciarz talię kart do gry, gdzie wciąż spotyka jedną z milionów kombinacji ich rozkładu między uczestników, ale zawsze są to te same karty świata materialnego, tyle, że „wzbogacane” coraz częściej kartami satanizmu.

Brak jest rozliczenia Europy XX wieku z czynów ludobójczych, co więcej - ponawiane są próby ich wymazania z pamięci narodów. Kryptomasońska Deklaracja Schumana, masońska koncepcja Paneuropy Richarda Coudenhove-Kalergisa, wreszcie antyreligijny i antyludzki Traktat Konstytucyjny UE, nasycony nietolerancją dla obu przestrzeni umysłu człowieka – dla aposterioryzmu prawa naturalnego i dla mistycyzmu, rodzącego się w przestrzeni aprioryzmu – usiłują wprowadzić szatana na scenę dziejów. Szerzy się cywilizacja śmierci, próbująca wyrwać Bogu jego dzieło, jakim jest człowiek i jego powszechne powołanie do życia z Bogiem za cenę Odkupienia na Krzyżu.

Potwierdza to publiczna akcja wymuszania na narodach – wolnych ku Bogu przez posłuszeństwo prawu naturalnemu i zdolnych do mistycznego uwielbienia Bożego Miłosierdzia – aprobaty dla nie tylko dewiacji seksualnych, ale przede wszystkim manipulowania sercem stworzenia, jakim jest człowiek ze swoim ciałem i duszą nieśmiertelną. Bożek rozwoju i postępu każe zabijać jednych ludzi, aby leczyć innych, a także chciałby stwarzać ciało dla jednych, aby służyli innym w imię szatana.

Oto więzienie dla duszy, z którego można wyrwać się, odważnie odrzucając karty aprioryzmu i biorąc do ręki Różaniec Święty. Modlitwa w połączeniu z rzetelną pracą, namierzoną na skromną, elementarną egzystencję – swoją i swojej rodziny, z prośbą o opiekę Bożą dla siebie, dla swoich najbliższych, dla swojego narodu, o pokój między narodami – oto istota personalizmu cywilizacji łacińskiej. Modlitwa wypełnia aprioryczną przestrzeń umysłu ludzkiego, zabezpieczając go przed błąkającymi się intelektualnymi i kulturowymi pokusami, a w konsekwencji – truciznami. Wyrwanie się w ten sposób z duszy z więzienia samo ugnie człowiekowi kolana przed Bogiem.

Modlitwa jako cudowna obrona zdrowego rozsądku

Obiektywnie  i pojęciowo treść Pisma Świętego jest stała. Jednak w miarę postępów aprioryzacji życia intelektualnego oraz wypierania elementów grupy naturalnej przez elementy grupy syntetycznej jest ona relatywnie malejąca. Różnicę trzeba uzupełniać modlitwą oraz uczynkami miłosierdzia i jałmużny, przedłużając w ślad za poprzednimi pokoleniami drugi filar Kościoła – Tradycję.

Wielka jest tu rola pielgrzymek, bo osoba nie czuje się osamotniona w swoich poglądach i jest więcej niż przeciętnie zanurzona w środowisku grupy naturalnej, a zatem odrywana od nacisku medialnego.
Modlitwa otwiera serce i zdrowy rozsądek na życie według ducha, a nie pieniądza, a więc czyni człowieka bardziej wolnym. Kto raz zakosztuje tej wolności, będzie starał się ją zachować i pomnażać do końca życia, a także szerzyć ją wokół siebie.

Modlitwa osobista jest tu najważniejsza, ponieważ blokuje dostęp do podświadomości zaplanowanym bądź przypadkowym elementom grupy syntetycznej, a z drugiej strony otwiera szeroko drzwi umysłowi ludzkiemu do rzetelnego powiększania swojej wiedzy o stworzonym świecie, o sobie, a w konsekwencji o Bogu.

Ostatnio z okazji przyznania Nagrody Nobla 2004 w dziedzinie fizyki nagrody za teorię kwarków, media przypomniały bałwochwalczą ideę stworzenia teorii, opisującej „wszystko”, a więc w – domyśle – Bóg ma być „niepotrzebny”. Jest to kontynuacja przypisywania sobie przez ludzi czasów nowożytnych, zasług z tytułu kolejnych odkryć, czyli znajdywania tego, co Bóg stworzył, jaki i tego, co nigdy nie było stworzone (rzekomej ewolucji). Takiej doktrynie podporządkowany jest obecnie system euroedukacyjny, plasterkujący dorobek cywilizacji łacińskiej, a następnie integrujący go sztucznie dla ostatecznego zniewolenia człowieka, który nigdy nie powinien się dowiedzieć, że jest osobą.

Nie należy bać się rzetelnych odkryć, bo mogłyby zachwiać naszą wiarą, ale uważnie je obserwować i szukać jedności świata stworzonego, pamiętając o niepokonalnej różnicy między przestrzenią tego świata i przestrzenią ducha. Trzeba jednak pamiętać, że zawsze będą się gromadzić ludzie, którzy a priori uważają, że wszystko z drugim człowiekiem i całym kosmosem na czele, należy im się bez żadnego uzasadnienia. Taka postawa wyraża się społecznie w postaci różnego rodzaju socjalizmów i otwiera osobistą i społeczną furtkę liberalizmowi.

Pięknie i syntetycznie opisuje to Koneczny, liczący już wówczas ponad 80 lat, wielki uczony polski, w swojej rozprawce O ład w historii, która jest dziwnie skrzętnie pomijana przez wydawców (a szkoda, bo mogłaby zrodzić wielkie zapotrzebowanie na wszystkie inne jego dzieła).

Masowe upowszechnienie tej niewielkiej rozprawki wśród młodzieży, rodziców, katechetów, wychowawców jest - perspektywicznie rzecz biorąc – znacznie ważniejsze od całej palety stypendiów dla zdolnej młodzieży. Młyn edukacji europaństwowej obowiązuje bowiem – pod rygorem zamknięcia placówki – także szkoły prywatne, a likwidując operacyjne kształcenie personalistyczne, przemyca w to miejsce głęboko antypersonalistyczne kształcenie pod hasłem adaptowania człowieka do zastanych okoliczności życia. Czyż może być bardziej podstępne i bardziej niebezpieczne szkolnictwo? 

Co możemy wiedzieć o Bogu?

Zapytajmy się,  co ma do powiedzenia o Bogu i człowieku  elementarna logika, umocowana mimo pozornej abstrakcji w aposterioryzmie,  wtedy, kiedy równocześnie przywołujemy refleksyjnie Pismo Święte - możliwie jako najpełniejszą całość.

Cała nasza ludzka świadomość pochodzi od Boga i tylko tyle możemy o Nim wiedzieć, ile On sam to przewidział, stwarzając ciało i duszę człowieka ze wszystkimi jej uzdolnieniami. Spośród tych uzdolnień dwa mają charakter bardzo ogólny i są najważniejsze dla życia duchowego, a mianowicie zdolność do myślenia abstrakcyjnego oraz uzdolnienie do przyjmowania postawy ascetycznej. Oba te uzdolnienia mają charakter ambiwalentny: mogą człowieka zbliżać do Boga, ale też umożliwiają mu auotokreację swojej osoby jako absolutnego układu odniesienia dla siebie samej i dla otaczającej ją rzeczywistości.

Doświadczenie uczy jednak, że najczęściej człowiek nie wykorzystuje tych swoich wielkich uzdolnień i żyje na krawędzi duchowego prymitywizmu. Mając do swojej dyspozycji dostatek, a nawet przepych materialny, duchowo żyje na granicy wegetacji. Natomiast osoby wykorzystujące owe wielkie predyspozycje i swoje własne uzdolnienia, zauważają, że człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoją wyobraźnią większej rzeczywistości. Także najszybszy komputer może dostarczyć tylko wybrane cechy tej rzeczywistości. Nawet gdyby życie na ziemi nie było ograniczone w czasie, ogarnięcie stanu samej tylko rzeczywistości stworzonej w jakiejś wybranej chwili wykracza poza możliwości umysłu ludzkiego. Z takich ograniczeń składa się przepaść między Stworzycielem a stworzeniem.

O powołaniu człowieka

Bóg stwarzając człowieka, pragnął, aby jego stworzenie bezinteresownie Go uwielbiało, a zarazem aby było do Niego jak najbardziej podobne. Na przecięciu się tych dwóch warunków pojawił się z woli Bożej człowiek, opisany w Księdze Rodzaju. Bóg doskonale wiedział, że taki człowiek będzie skłonny do pychy i odrzucenia Go, toteż dokonał największego możliwego do pojęcia  dzieła – zniżył się do poziomu człowieka w ludzkiej postaci i złożył z siebie samego jako Syn Boży - Ofiarę na krzyżu. Nie może być – patrząc od strony relacji Osoba - spersonifikowana wspólnota–- dzieła większego niż Krzyż.

Człowiek został stworzony na warunkach jak wyżej, na granicy szansy osiągnięcia celu, do jakiego został przeznaczony. Granicę tę wyznacza wolna wola - wolność o niezwykłej naturze, bo i ona jest częścią obrazu Bożego w człowieku.

Grzech pierworodny jest ściśle grzechem pierworodnym, tak jak to opisuje Księga Rodzaju, bo popełniony został przez pierwszych stworzonych ludzi. Natura każdego następnego grzechu – popełnionego przez człowieka z nich zrodzonego – jest taka sama. Każdy grzech wpływa na całe potomstwo, każde dobro również na nie wpływa. Pierwsi rodzice, ukarani za pierwszy grzech, zostali oddaleni przez Boga. Zaczęli zatem – oni i ich potomkowie – tracić stopniowo Jego obraz i podobieństwo, rozstawać się z prawem naturalnym. Kumulacja zła spowodowała, że Pan Bóg podjął “próbę” częściowego oczyszczenia z tego balastu grzechów przez potop, odbudowując ludzkość z jednej rodziny Noego. Mimo to pojawiły się dalsze kumulacje zła - jako pychy (wieża Babel) oraz jako rozwiązłości (Sodoma i Gomora).

Różne były działania Boże naprowadzające na drogę szansy odbudowania w człowieku zdolności do zapobieżenia kumulacji zła dziedzicznego. Historia starożytnego Rzymu potwierdziła, że cywilizacja personalistyczna, w oparciu tylko o prawo naturalne, bez oparcia się o Krzyż, musi upaść. Proces prowadzony przez Piłata pokazuje niższość gromadnościowej cywilizacji żydowskiej wobec personalistycznej cywilizacji rzymskiej, gdzie obywatel rzymski nie mógł być skazany bez sądu, miał prawo odwołania się do cesarza, a w trakcie procesu nie mógł być biczowany.

Gdyby, przykładowo, Piłat prowadził proces św. Pawła Apostoła, nie mógłby go jako obywatela rzymskiego skazać na ubiczowanie! Ale i rozkaz ubiczowania Chrystusa Pana wydał bez przekonania o jakiejkolwiek Jego winie, a tylko dla obudzenia sumienia wśród Żydów. Jeszcze raz okazało się w historii, że sumienie dane jest wprawdzie każdemu człowiekowi, ale jest silnie tłumione przez gromadę.

Cywilizacja personalistyczna jest bezwzględnie potrzebna dla zaistnienia społeczeństwa, przyjmującego dar Objawienia Osób Bożych - Boga Ojca, Syna Odkupiciela i Ducha Świętego. 

Radość i pokora istnienia

Istnienie człowieka ma dwa ważne aspekty: statyczny i dynamiczny. W ujęciu statycznym cieszę się i chcę trwać bez końca w poczuciu piękna i harmonii istnienia. W ujęciu dynamicznym czuję się zmuszony do działania, aby zachować ową radość i pomnażać ją dla siebie i dla innych. Największą radość – powszechnie osiągalną – daje zrodzenie potomstwa i wychowanie go do poznania i uznania co najmniej tych wartości, które ja poznałem. Jednocześnie okazuje się, że ta radość jest niezbędna do poznania sensu mojego istnienia. Tak oto bezdyskusyjnie spełnia się Księga Rodzaju.

Stworzenie człowieka na obraz i podobieństwo Boże obejmuje nie tylko pojedynczą osobę, ale i człowieka w rodzinie. Człowiek jest jednak nieskończenie mniejszy od Boga. Gdy Bóg może jednocześnie i niezależnie odnosić się do każdego, spośród miliardów ludzi, to człowiek może – w sposób pełnyjednocześnie odnosić się tylko do jednej osoby - Boga lub drugiego człowieka, współmałżonka, dziecka oraz do swoich rodziców, jako spersonifikowanej współosoby (jedynej w swoim rodzaju wspólnoty osób).

Takie jest podstawowe ograniczenie człowieka jako osoby. Ciekawe, że jest ono potwierdzone przez znane w fizyce rozumowanie abstrakcyjne, zgodnie z którym człowiek nie jest w stanie opisać ściśle wzajemnego oddziaływania więcej niż dwóch ciał, bez względu na rodzaj ich wzajemnego oddziaływania. Zdumiewająca jest jeszcze inna analogia fizyczna. Oddziaływanie między dwiema elementarnymi cząstkami - kwarkami, jest tym słabsze, im są one bliżej siebie. Otóż człowiek jest tym bardziej wolny, im jest bliżej Boga, a także im bliższy jest mu jego bliźni.

Dlatego największy cios odbiera wiara i cywilizacja łacińska, gdy niszczone są podstawy życia rodzinnego, stanowiące warunek konieczny i wystarczający poznania i zaakceptowania siebie wśród innych ludzi jako osobę wśród osób.

Ilekroć żegnasz się...

Losy cywilizacji łacińskiej, a w konsekwencji losy misji krzewienia chrześcijaństwa rozstrzygają się od tysiąca lat na równoleżniku Paryż – Berlin – Warszawa – Moskwa. Paryż rozłożyła rewolucja francuska. Berlin opanowała reformacja, nie bez winy ze strony polskiej. Warszawa pozostała wierna Stolicy Apostolskiej, a Moskwa swej roli Trzeciego Rzymu. Jeżeli ktoś chce być pierwszy w Królestwie, niech uniży samego siebie – co jest ważniejsze – czy szerzenie katolicyzmu w Rosji, czy ocalenie jej dla chrześcijaństwa?

Wiadomo, że dla tego wyznania charakterystyczne jest żegnanie się w trakcie modlitw potrójnym znakiem Krzyża Świętego. My, katolicy, żegnamy się potrójnie przed czytaniem Ewangelii, co symbolizuje naszą gotowość wyznawania jej umysłem, ustami i sercem. Są to różnice cywilizacyjne, ale istotą wiary pozostaje nadal Krzyż Chrystusa Pana. Miłość braterska do prawosławia przy równoczesnej wierności religii rzymskokatolickiej będzie wówczas dowartościowaniem praw Włodkowica w dziedzinie miłości bliźniego i zaowocuje prędzej czy później dobrowolnym, oddolnym zbliżeniem, bez oficjalnych, ekumenicznych kwadratur koła.

A więc w praktyce – mniej antyrosyjskości, stymulowanej wśród Polaków przez ośrodki cywilizacji żydowskiej oraz niemieckie centra cywilizacji bizantyńskiej (tzw. „stronnictwo pruskie” działające w Polsce ponad 300 lat), a więcej prochrześcijańskości.

Poświęćmy swoje, często słuszne uprzedzenia wobec wschodnich sąsiadów, na rzecz wierności Ranom Chrystusa, który modlił się o jedność swoich uczniów. Ojcowie misjonarze z Rosji, z Białorusi przyznają z podziwem, że prawosławie przetrwało trzy pokoleniasocjalkomunizmu, ale zauważają, że dusze naszych pobratymców słowiańskich są często opuszczone i zagubione.

Od naszatem zależy, czy te puste miejsca zajmie New Age, ruchy okultystyczne, demonizm, a w konsekwencji satanizm, czy też ożywi je wiara, płynąca z Krzyża. Matka Boża Fatimska powiedziała, że o losach świata zadecyduje nawrócenie Rosji. Rzeczywiście, miliardowe komunistyczne Chiny, a z nimi „odporne” na ewangelizację, nieprzenikliwe dla Słowa Bożego ludy Azji, potrzebują świadectwa publicznej zgody chrześcijan wokół Krzyża. Rola Polski, terytorialnie niewielkiej w porównaniu z Azją, ale potężnej siłą cywilizacji łacińskiej, jest tu kluczowa i nie do zastąpienia. 

Wielki naród musi stawiać sobie wielkie, nieegoistyczne zadania. To nasz krok naprzód w porównaniu z egoizmem narodowym ruchu narodowego ubiegłego stulecia. To wyraz naszej dojrzałości, płynącej z doświadczenia dziejowego, zwłaszcza czasów nowożytnych i wieku XX. Wszystko, co poświęcimy innym ludom, Bóg zwróci nam stokrotnie, a każdy z nas odnajdzie najgłębszy sens swojego istnienia

Ilekroć żegnasz się, tylekroć dotykasz żywych ran Chrystusa Pana.


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW