Stanisława Stachnik-Czajkowska
Gospodarka
Pracownik w globalizującym
się kapitalizmie
NPW 11-12, 2004
Wstęp
W
społeczeństwie współczesnym dokonuje się stała reprodukcja i
transformacja, podtrzymywana jest jego ciągłość, a także wprowadzane są
zmiany strukturalne. Na przełomie obecnego tysiąclecia społeczeństwo
wkracza w fazę „późnej nowoczesności” – twierdzi A. Giddens [P. Sztompka,
Socjologia – analiza społeczeństwa, wyd. Znak, Kraków 2000, s. 575].
Istotnymi cechami tej fazy są:
a) wymóg zaufania do systemów technicznych i
organizacyjnych wysokimstopniu skomplikowania,
b) nowe wymiary ryzyka, zwłaszcza ryzyka
wyprodukowanego w toku zmian cywilizacyjnych i technologicznych;
c) nieprzejrzystość, niepewność i
chaotyczność życia społecznego;
d) postępująca globalizacja ekonomiczna,
polityczna i kulturowa.
Jak
twierdzi A. Giddens, nowoczesność nie przemija, ale przybiera wyraziste
formy, odrębne jakościowo rysy, nie oznacza zerwania z przeszłością, lecz
manifestację jej wcześniejszych tendencji. Społeczeństwa próbują się
przeciwstawić zagrożeniom późnej nowoczesności, podejmując radykalną walkę
ze źródłami zagrożenia. Ta cecha późnej nowoczesności to globalizacja,
wobec której dokonuje się mobilizacja opinii publicznej, organizuje ona
kampanie propagandowe, tworzy ruchy społeczne jak np. ATTAC [Ch. Grefe, M.
Greffroth, H. Schumann, Czego chcą krytycy globalizacji, wyd. WAM, Kraków
2004, s. 129].
Termin „globalizacja” oznacza proces zintensyfikowania i zagęszczenia
powiązań i zależności w dziedzinie ekonomicznej, finansowej, politycznej,
militarnej, kulturowej, a przede wszystkim ideowej, między najwyższymi
elitami w skali międzypaństwowej, co prowadzi do uniformizacji świata w
wymienionych zakresach. Środkiem realizacji strategii globalizacyjnych są
elity kompradorskie[P. Sztompka, op. sit., s. 598].
Stwierdza się kategorycznie , że do przeszłości odchodzi cywilizacja
przemysłowa, która podnosiła fabrykę do rangi katedry. Wraz z kończącym
się żywotem tradycyjnie pojmowanego przedsiębiorstwa obumierają klasyczne
teorie opisujące instytucje przemysłowe. To późnonowoczesne stanowisko
prowadzi do przewartościowania czynników produkcji, takich jak środki
rzeczowe, kapitał, praca. Tracą one znaczenie jako motor napędzający
funkcjonowanie gospodarki czy przedsiębiorstw, a zastąpione zostają przez
triadę stanowiącą kanony postępu: INFORMACJA – WIEDZA – KREATYWNOŚĆ [A.
Ludwiczyński, K. Stobińska, Zarządzanie strategiczne kapitałem ludzkim,
wyd. Poltex, Warszawa 2001, s. 56].
Prognozy na rok 2005 wskazują, zdaniem teoretyków, że 75% wszystkich
miejsc pracy w krajach wysoko uprzemysłowionych związanych będzie z
wiedzą, a nie z pracą fizyczną. Znika termin „robotnik”. Autorzy tekstów o
zatrudnieniu używają eufemizmu „pracownik operacyjno-wykonawczy” lub
„pracownik merytoryczny” (studenci w żaden sposób nie mogą zidentyfikować,
o kogo chodzi).
Jakie
refleksje wywołują formułowane teorie i wizje życia społecznego epoki
przełomu drugiego tysiąclecia, pytań – można stawiać dowolną liczbę.
Zapotrzebowanie na pracowników
Przemiany
dokonywane w ostatniej dekadzie minionego tysiąclecia, obudowane
propagandową ideologią skierowaną do szerokich rzesz społeczeństwa, miały
wymowę optymistyczną zwłaszcza dla ludzi młodych i bardzo młodych. Czy
słusznie? Czy nie krył się za tym propagandowy podstęp? Jak dowodzą w
swoich publikacjach H. P. Martin i H. Schumann, zupełnie inne rozwiązania
nabrzmiewających problemów społecznych były i są opracowywane w elitarnych
zespołach prognostycznych [H. P. Martin, P. Schumann, Pułapka globalizacji
– atak na demokrację i dobrobyt, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2000, s.
8-9.].
Współcześnie model świata przyszłości opisuje formuła 20 : 80 oraz
tittytainment. Termin ten lansowany jest przez Z. Brzezińskiego i
oznacza dostarczanie masom odurzającej rozrywki i wystarczającej ilości
pożywienia, aby utrzymać sfrustrowaną ludność w ryzach. W bieżącym
stuleciu wystarczy 20% zdolnej do pracy populacji, aby światowa gospodarka
utrzymała swoje tempo.
Menedżerowie wielkich korporacji szacują, że nie ma zapotrzebowania na
więcej siły roboczej. Te 20% wystarczy do wyprodukowania towarów i
świadczenia wysoko wyspecjalizowanych usług, na które jest zgłaszane
zapotrzebowanie przez światową społeczność. W rezultacie 20%
zatrudnionych będzie partycypować w życiu społeczno-ekonomicznym,
dochodach i konsumpcji. Reszta, czyli 80%, pozostanie bez poszukiwanej
pracy, z wielkimi problemami egzystencjalnymi. W tej sytuacji, nawet gdyby
wykluczonych i zmarginalizowanych oświecona elita własności i władzy miała
przyzwoicie żywić i bawić (tittytainment), to już sama bezczynność
zniszczy każdego człowieka skazanego na los istoty zbędnej [J. Kuroń,
Działanie. Jeśli nie panujemy nad swoim życiem... , Wyd. Dolnośląskie,
Wrocław 2002].
Odhumanizowani kreatorzy nowego ładu rozważają, w jaki sposób jedna piąta
może przejąć nadwyżki, natomiast wobec presji globalnej konkurencji
socjalne zaangażowanie przedsiębiorców nie jest brane pod uwagę. O
bezrobotnych powinni zatroszczyć się inni, np. wspólnoty lokalne,
sąsiedzkie, a nie przedsiębiorcy.
Futurolog J. Naisbitt ogłasza koniec ery przemysłowej, z
charakterystycznym dla niej masowym dobrobytem, który był „jakby
mrugnięcie okiem w dziejach ekonomii”. Przeciętne dochody pracujących w
państwach UE od 1996 r. systematycznie spadają, ubywa także miejsc pracy
w przemyśle. Wyjaśnienia przyczyn tego procesu według ekonomistów zamykają
się w słowie „globalizacja” – oparta na podstawach high technology,
niskich kosztach transportu, nie znającym granic wolnym handlu,
przeobrażających świat w jeden rynek – konstatują Martin i Schumann.
Czy musi tak być? Jakie jest wyjście państw i społeczeństw z pułapki
ograniczeń? Zdaniem prof. Z. Sadowskiego najpewniejszym sposobem
przeciwstawiania się tendencjom ograniczania produkcji i zatrudnienia jest
tworzenie popytu wewnętrznego na dobra krajowe. „Należy uświadomić sobie
fakt, że zasady liberalnej polityki gospodarczej nie są dyktowane przez
naukę, lecz są wyrazem ideologii, której trzeba się wreszcie
przeciwstawić. Przeciwstawianie się ideologii neoliberalnej jest trudne z
uwagi na presję tworzoną przez środowiska pracodawców i zwielokrotnioną
przez usłużne media. A ideologia neoliberalna to nie jest porządek rzeczy
pochodzący od Boga, tylko wymyślony przez ludzi w określonym celu – aby
służył komuś kosztem kogoś innego. Dzisiejsza gospodarka rynkowa wymaga
aktywnego udziału państwa” [Z. Sadowski, Skazani na liberalizm?, [w]
Trybuna Impuls nr 2, 18-19.09.2004].
Zbieżne z powyższym poglądem są diagnozy i programy prof. M. Kabaja
odnośnie do zatrudnienia i przeciwdziałania bezrobociu. Wzrost popytu
stanowi jego zdaniem główny warunek wzrostu produkcji i zatrudnienia.
Popyt efektywny tworzą [M. Kabaj, Strategie i programy przeciwdziałania
bezrobociu w Unii Europejskiej i w Polsce, wyd. Scholar, Warszawa 2004, s.
133, 136, 152]:
a)
popyt konsumpcyjny ludności,
b)
popyt inwestycyjny,
c)
popyt kreowany przez strefę budżetową (konsumpcja zbiorowa),
d)
popyt wynikający z nadwyżki eksportu nad importem.
Wszystkie
wymienione elementy popytu są potencjalnymi rezerwami realnego wzrostu
gospodarczego. Badania dowodzą, że główną przeszkodą wzrostu produkcji
jest niedostateczny popyt, w tym popyt konsumpcyjny ludności.
Zdolność nabywcza ludności zdeterminowana jest przez osiągane dochody
osobiste, a w tej mierze ponad połowa Polaków nie osiąga standardów
minimum socjalnego. Jak podaje autor, „w 2003 r. ponad 50% Polaków nie
uzyskało dochodów na poziomie minimum socjalnego (571 zł miesięcznie na
osobę) i prawie 10% na poziomie minimum egzystencji (307 zł miesięcznie na
osobę)” [tamże, s. 152].
Stan ten jest następstwem niemożności uzyskania płatnego zatrudnienia.
Dokładniej powyższy problem ujmuje wykres 1.
Wykres 1.
Pracujący, bezrobotni i ludność według głównych źródeł utrzymania w latach
1988 i 2002

Źródło:
M. Kabaj,
Strategia i programy przeciwdziałania bezrobociu w UE i Polsce, wyd.
Scholar 2004, s.
143.
Według
informacji GUS w Polsce wskaźnik zatrudnienia w stosunku do zdolnych do
pracy (osób w wieku 18-59/64 lat) wynosił pod koniec 2002 r. 44%.
W krajach o dużej dynamice
gospodarczej wskaźnik zatrudnienia wynosił: USA 66,9%, Brazylia – 67,6%,
Kanada – 66,0%. W Europie prowadzi Dania (65,5%), przed Niemcami (57,2%
osób zdolnych do pracy jest zatrudnionych). Warto zaznaczyć, że
nie są to państwa realizujące zasadę pełnego zatrudnienia [Rocznik
Statystyczny 2003,Przegląd międzynarodowy
].
Przytoczone wskaźniki odzwierciedlają sytuację naszego społeczeństwa i
państwa, w którym liczba zatrudnionych od końca 1989 r. zmniejszyła się o
ponad 30%, natomiast liczba osób korzystających z niezarobkowych źródeł
utrzymania wzrosła o 71%. W ostatnich kilkunastu latach transformacji
powstała wielka kategoria osób w wieku produkcyjnym, licząca 5,7 mln,
która nie uzyskuje dochodów z pracy ani niezarobkowych źródeł, a część z
nich utrzymuje się z pracy w szarej i czarnej strefie.
Kapitał
społeczny w organizacji
W ujęciu
makro kapitał społeczny to wszystkie żyjące w danym kraju osoby zdolne do
pracy, zatrudnione i poszukujące pracy. Stanowi on jeden z podstawowych
zasobów pracy i jest niezbędny do prowadzenia działalności naukowej,
kulturalnej, zdrowotnej i wszelkiej innej akceptowanej społecznie. W skali
mikro kapitałem organizacji są zatrudnieni tam ludzie, ich wykształcenie,
uzdolnienia, doświadczenie, motywacja pracy, kondycja psychofizyczna,
cechy charakteru i osobowość oraz dominujące zachowania.
Troska o
pracowników zawarta w zasadach i praktykach nowoczesnego zarządzania
zasobami ludzkimi jest podstawową częścią tajemnicy sukcesu gospodarczego
i społecznego przedsiębiorstw krajów wysoko rozwiniętych. We współczesnych
społeczeństwach coraz bardziej wzrasta ranga i rola czynnika ludzkiego. W
warunkach dostępności osiągnięć naukowych, technologii, upowszechnienia
informatyki i przepływu kapitału finansowego docenianie kompetencji
pracowników jest nieodzowne.
Osiągnięcia naukowe w zakresie nowoczesnego zarządzania potencjałem pracy
i doświadczenia, praktyki organizacyjnej krajów najwyżej rozwiniętych musi
uwzględniać i aplikować nasz rodzimy menedżment, aby utrzymać
przedsiębiorstwa i je rozwijać [T. Oleksyn, Zarządzanie potencjałem pracy
w polskim przedsiębiorstwie, istota, ewolucja, uwarunkowania, WSZiP,
Warszawa 1998].
W
przedsiębiorstwach systematycznie dokonuje się ewolucja struktur
zawodowo-kwalifikacyjnych od „piramidy”, dominującej przez blisko 150 lat,
do struktury przypominającej kształtem „grzyb”. Według tego schematu
największy udział w zatrudnieniu ma kategoria specjalistów, zmniejsza się
zapotrzebowanie na pracowników przyuczonych do pewnego zespołu czynności
(robotników), a nad całością w odpowiedniej proporcji dominują liderzy
dystansujący ilościowo manadżerów. Proporcje modelowo zarysowanych
kategorii są funkcją stopnia nowoczesności stosowanych technologii [T.
Oleksyn, Praca i płaca w zarządzaniu, wyd. MSM (Międzynarodowa Szkoła
Menedżerów), Warszawa 1997].
Pracodawcy obecnie nie są zainteresowani złą pracą za niewielkie
pieniądze. Często ponoszą dodatkowe koszty, aby zwolnić źle pracującego
człowieka i zatrudnić za wyższe wynagrodzenie lepiej spełniającego swoje
zadanie. W Polsce okresu przemian transformacyjnych ten trend znajduje
wyraz w poszukiwaniu pracowników posiadających doświadczenie zawodowe,
oprócz dobrego merytorycznego wykształcenia i młodego wieku. Pracodawcy na
ogół nie przejawiają chęci do inwestowania w przystosowanie kandydata do
wymogów stanowiska pracy. Na podstawie dotychczasowej praktyki uznano, że
należy to do powinności urzędów pracy i dokonuje się na koszt podatnika.
Na
świecie, a zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych, zmiany w preferencjach
pracodawców poszły znacznie dalej. Oprócz znacznego spadku zatrudnienia
robotników, skokowego wzrostu zapotrzebowania na specjalistów, wzrostu
wymagań wobec kandydatów na menedżerów pojawiło się odchodzenie od
angażowania pracowników na stałe na podstawie umowy o pracę. Zwiększa się
różne formy elastycznego zatrudniania: na czas określony, czas wykonania
pracy, umowy cywilnoprawne, na prowizji od obrotów. Angażowanie na tych
zasadach dotyczy tak menedżerów, jak i innych kategorii pracowników. Formy
te stosowane są w krajach UE i w Polsce, a ich wyborowi sprzyja plaga
bezrobocia.
Nadmiar
chętnych do pracy czyni z pracodawcy pana i władcę, który coraz częściej
oferuje zatrudnienie bez etatu. Nie musi wówczas odprowadzać składek na
ubezpieczenie społeczne, płacić za urlopy, zwolnienia lekarskie,
nadgodziny, za czas przestoju, ani odpraw. Fakt, że ponad 2 mln Polaków
nie może skorzystać z kodeksu pracy, nie stanowi problemu dla kapitalisty.
Jak wynika z badań Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy,
Polska przoduje w samozatrudnieniu. Obejmuje ono 26% pracujących. W 15
krajach UE pracujących w tej formie jest 11%.
Według
skarg rozpatrywanych przez Państwową Inspekcję Pracy nakłanianie
pracowników, aby przeszli na samozatrudnienie stanowi drugą pozycję na
liście rozpatrywanych spraw. Naganne jest stawianie przez pracodawcę
sprawy przejścia na samozatrudnienie w trybie ultimatum.
Najnowsze
doświadczenia amerykańskie dostarczają informacji o iluzorycznych
korzyściach odchodzenia od etatów, gdy ludzie przestają być kapitałem
organizacji. Koszty działalności firm nie zmniejszają się, a nawet rosną,
ponieważ osoby nie zatrudnione na etacie nie czują więzi z zakładem pracy,
ich wydajność jest niższa niż stałych pracowników.
Warto,
aby te stwierdzenia zostały uwzględnione, gdy dyskutuje się zmiany w
kodeksie pracy. Bez zachowania równowagi między celami kapitalistów a
potrzebami pracowników wzrost gospodarczy nie jest osiągalny.
Założenia
kultury organizacyjnej wyznacznikiem odniesienia do zatrudnionych
Role,
jakie odgrywa kapitał ludzki w organizacji, jego ranga, są wypadkową
kultury, która pozwala współdziałać ludziom, odczytywać informacje,
rozumieć znaki, jakie sobie przekazują. Kultura jest tym dla nas, ludzi,
czym woda dla ryby. Oddychamy nią, ona nas różnicuje, sprawia, że to, co
jest ważne w jednej kulturze, np. pewien stopień zamożności, w innej może
nie mieć żadnego znaczenia [F. Tromepnaars, Ch. Hampden-Turner, Siedem
wymiarów kultury w działalności gospodarczej, wyd. Oficyna ekonomiczna,
Kraków 2002, s. 35-37]. W tych rozważaniach przez kulturę organizacji
będziemy rozumieć zbiór dominujących norm i wartości regulujących
zachowania, charakterystycznych dla danego przedsiębiorstwa (firmy,
instytucji), podbudowanych założeniami co do natury rzeczywistości i
przejawiających się w materialnych i niematerialnych artefaktach.
Formułowane modele kultury,
poczynając od E. Scheina, G. Hofsteda, jak i Trompenaarsa i Turnera,
uwzględniają tzw. podstawę, czyli rdzeń, normy i wartości, oraz przejawy
zewnętrzne w postaci różnych artefaktów. Podstawowe założenia uwarunkowane
są egzystencjalnie i specyficznie dla każdej grupy społecznej, zatem mają
charakter bardziej ezoteryczny jak normy i wartości. Z tych względów
założenia kultury organizacyjnej są trudno rozpoznawalne, mało uchwytne.
Starając się do nich dotrzeć, winno się rozpoznać kilka obszarów
rzeczywistości społecznej organizacji, takich jak:
1)
postrzeganie natury człowieka jako pracownika,
2)
poziom relacji interpersonalnych,
3)
odniesienia do samej organizacji,
4)
stosunek organizacji do natury otoczenia (przyrody i społeczeństwa)
i relacji z otoczeniem.
Istotę założeń kultury
organizacyjnej ujawnią relacje międzyludzkie i stosunek do pracowników,
przejawiający się w szacunku, zaufaniu do kompetencji, cech moralnych i
odpowiedzialności pracowników. Jeżeli daje się uchwycić w czasie
obserwacji przejawy nieufności, podejrzliwości, nadmiernej kontroli, to
mamy do czynienia z przejawami negatywnych założeń kulturowych wobec
natury człowieka.
Kwestia pozbywania się
pracowników w małostkowy sposób przez propozycję samozatrudnienia,
poruszona wcześniej, to realny przykład negatywnych założeń kultury
organizacyjnej. Uzasadnione są decyzje redukowania liczby zatrudnionych,
gdy zmniejsza się zapotrzebowanie na wyroby czy określone usługi, ale i z
tym problemem organizacje potrafią sobie radzić, antycypując znalezienie
się w kryzysie o charakterze strukturalnym.
Tego typu myślenie tkwi u
podstaw francuskiej koncepcji „prognostyczno-zapobiegawczego kształtowania
zatrudnienia i kompetencji” przedsiębiorstw w procesie restrukturyzacji
[T. Oleksyn, Zarządzanie potencjałem pracy w polskim przedsiębiorstwie,
istota, ewolucja, uwarunkowania, WSZiP, Warszawa 1998, s. 39].
Ludzie organizują się w
taki sposób, by zwiększyć efektywność rozwiązywania swoich problemów.
Kultura konkretnej organizacji lub działu jest tylko sposobem, w jaki
grupy zorganizowały się, by rozwiązywać problemy i podejmować
wyzwania, przed którymi stają. Kultura organizacyjna ulega zmianom,
gdy ludzie uświadamiają sobie, że pewne stare sposoby działania przestają
być skuteczne.
Optymizm odnośnie do zmiany
kultury Trompenaarsa i Hampdena-Turnera jest zastanawiający. Twierdzą oni:
„Nie jest trudno zmienić kulturę, gdy ludzie zdają sobie sprawę, że
zagrożone jest przetrwanie społeczności, której dalsze istnienie uznają za
rzecz pożądaną” [F. Tromepnaars, Ch. Hampden-Turner, Siedem wymiarów
kultury w działalności gospodarczej, wyd. Oficyna ekonomiczna, Kraków
2002, s. 39].
Obserwując życie społeczne,
można dostrzec większą łatwość wprowadzania zupełnie nowych rozwiązań niż
dokonania zmian wbudowanych w osobowość wartości, norm, nawyków czy
tradycji.
Zagrożenia
humanizacji pracy przez procesy globalizacyjne
Jak
sięgnąć pamięcią, w minionej epoce w praktyce organizacji przemysłowych
staraliśmy się nadążać za rozwiązaniami stosowanymi w krajach
kapitalistycznych. Gdy pojawiła się moda na krzewienie dobrych stosunków
międzyludzkich, upowszechniono ten kierunek działań. Kiedy zaczęto
wprowadzać programy humanizujące pracę w szerokim kontekście
podejmowaliśmy wyzwania, po drodze było jeszcze kilka innych inicjatyw.
Czy coś z tego zostało? Jak Polska długa i szeroka, najpierw zmiotła te
szczytne przedsięwzięcia pierwsza reforma gospodarcza po rebelii z lat 80,
a w następnej kolejności rozniosła je zupełnie transformacja gospodarcza
poprzez procesy restrukturyzacyjne.
Na
pierwsze miejsce wysunął się zysk, stanowiący w gospodarce
kapitalistycznej cel sam w sobie, zaś potrzeby pracowników (których jest
nadmiar na rynku) przestały być zauważane. Przedstawiciele nauk
społecznych, profesjonaliści służą reklamie, rynkowi pracodawców, mediom,
a rzadko kiedy bronią człowieka przed ekspansją czy nawet agresją
bezwzględnych form nacisku i wyzysku.
Przyczyn
tak silnego naruszenia równowagi w życiu społeczno-gospodarczym należy
upatrywać w postępującej globalizacji. Zdaniem J. Stiglitza globalizacja
nie tylko nie spowodowała ograniczenia ubóstwa, lecz także nie przyniosła
sukcesu w zapewnieniu gospodarce stabilności. Wprowadzenie gospodarki
rynkowej i globalizacji nie przyniosło spodziewanych efektów w krajach
dokonujących transformacji ustrojowej od komunizmu do wolnego rynku.
„Zachód powiedział tym krajom, że nowy system gospodarczy przyniesie im
bezprecedensowy dobrobyt. Zamiast tego przyniósł bezprecedensową biedę:
pod wieloma względami dla większości ludzi gospodarka rynkowa okazała się
gorsza, niż przewidywali ich komunistyczni przywódcy” [J. Stiglitz,
Globalizacja, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, s. 23], stwierdza
Styglitz. Należy uzupełnić ten wątek, iż kontrast między transformacją w
Rosji, przeprowadzoną zgodnie z zaleceniami międzynarodowych instytucji
gospodarczych, a transformacją w Chinach, zaprojektowaną samodzielnie, nie
mógłby być większy. W Rosji doszło do bezprecedensowego wzrostu ubóstwa, w
Chinach – do bezprecedensowego jego spadku, konstatuje autor. Dlaczego tak
się dzieje? Jedną z przyczyn jest Multilateralna Umowa Inwestycyjna państw
OECD, znana w skrócie MAI.
MAI wprowadza na całym świecie wyższość praw inwestorów nad ustawami o
pracy, o ochronie środowiska naturalnego oraz nad ustawami socjalnymi
państwa, co w praktyce oznacza przeniesienie praw suwerennych państw na
międzynarodowe koncerny [Ch. Grefe, M. Greffroth, H. Schumann, Czego chcą
krytycy globalizacji, wyd. WAM, Kraków 2004, s. 18]. Opublikowanie w
Internecie projektu umowy multilateralnej stało się podstawą powstania
komitetu protestacyjnego przeciw MAI w Niemczech.
W
Wielkiej Brytanii nie prowadzi się dyskusji na temat karty socjalnej
Układu z Maastricht ani na temat polityki socjalnej, spraw przemysłu czy
polityki zatrudnienia. Tematy te od 1997 r. są skrzętnie omijane – pisze
R. Atkinson [R. Atkinson, Powstaje faszystowska Europa, Lublin 2002, s.
61].
Do
niedawna jeszcze najwyższą wartością było suwerenne państwo, które oznacza
określenie granic terytorium, obywatelstwa i praw obywateli do
samodzielnego kierowania krajem przez własny parlament oraz przejmowania
odpowiedzialności za własną gospodarkę.
Tworzenie
trudności w dostępie do newralgicznych dokumentów instytucji
międzynarodowych traktujących o sprawach społecznych, gospodarczych i
prawnych jest wskaźnikiem, że w tej materii są sprawy do ukrycia. Jeżeli
kapitał ludzki postrzegany jest jako zasób strategiczny, traktowany musi
być podmiotowo zarówno jako partner w obiegu informacji, jak i jako
pomysłodawca i wykonawca zadań. Instytucje biurokratyczne nie mogą pomijać
jego uczestnictwa w osiąganiu sukcesu.
Ludzie
pod każdą szerokością geograficzną potrzebują oprócz chleba również
poszanowania ich godności, liczenia się z nimi, zabezpieczeń w krytycznej
sytuacji. Gdy tych funkcji nie spełnia pracodawca, szukanie pomocy w
instytucjach pomocy społecznej naraża ich na liczne upokorzenia i
frustrację. Czują się zmarginalizowani i wykluczeni z grup, w których
odgrywali znaczące role.
Praktyka
odchudzania firm z pracowników – outplacement jako zaplanowany
kompleksowy proces redukcji zatrudnienia – nie musi być wyłącznie
stresogenna. Przy zachowaniu humanistycznych rozwiązań ten proces musi być
sterowany i dokonywany wraz z udzielaniem zwalnianym pracownikom istotnej
pomocy [A. Ludwiczyński, K. Stobińska, Zarządzanie strategiczne kapitałem
ludzkim, wyd. Poltex, Warszawa 2001, s. 85].
Zagrożenia dla ludzkiej egzystencji pracowników w organizacji są
uwarunkowane systemem gospodarki kapitalistycznej, wstrząsanej cyklicznie
kryzysami. Uwzględniając dłuższe okresy stabilizacji pracodawca
zainteresowany rozwojem pracowników może uruchomić podejście polegające na
„poszukiwaniu pereł” – planowaniu karier – lub podejście „niewidzialnej
ręki” [A. Koźmiński, W. Piotrowski, Zarządzanie – teoria i praktyka, Wyd.
Naukowe PWN, Warszawa 1996, s. 491]. To ostatnie podejście ma niewiele
wspólnego z humanizującym oddziaływaniem, bo polega na braku ingerencji w
rozwój zawodowy konkretnych osób. Zakłada się, że zdolni sami znajdą drogę
do awansu. Z braku wiedzy po stronie pracodawców i menedżerów to
rozwiązanie występuje jeszcze stosunkowo często. Wskazane jest planowanie
karier jako najbardziej nowoczesne podejście do rozwoju zawodowego
pracowników, polegające na pogodzeniu potrzeb i możliwości
przedsiębiorstwa z indywidualnymi planami pracowników. W świetle polskich
badań troska o rozwój zawodowy pracowników przedstawia się mało
optymistycznie.
Wśród
instrumentów organizacyjnych wspomagających procesy humanizowania pracy
godne uwagi są aplikacje okresowych ocen pracowników, jako system
czynności powtarzanych i pragmatyka motywacyjna upowszechniana od
dziesięcioleci, stosowana z przekonaniem o jej skuteczności.
Tendencja
do umacniania się jednobiegunowego systemu ekonomicznego na świecie nie
sprzyja wdrażaniu nowych, oryginalnych pomysłów rozwoju i
satysfakcjonowaniu pracowników.
W
obecnych warunkach ideom neoliberalizmu i postępującym procesom
globalizacji towarzyszy kryminalizacja stosunków gospodarczych na skalę
niespotykaną, bo „to, co jest dobre dla wolnego handlu, jest też dobre dla
świata przestępczego” [H. P. Martin, P. Schumann, Pułapka globalizacji –
atak na demokrację i dobrobyt, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2000, s. 249.].
Nadeszły ciężkie czasy dla rozumu ludzkiego
– twierdzą z zakłopotaniem filozofowie. Niesprzyjające są one również dla
inicjatyw oddolnych, których intencje zmierzałyby do doskonalenia sieci
kontaktów i relacji międzyludzkich w organizacjach.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|