|
|
ARCHIWUM |
Andrzej J. HorodeckiPolityka i Strategia WYCHOWANIE DO WOLNOŚCI W PRAWDZIE
NPW 9-10, 2004
Trudno
jest dziś nam, Polakom uświadomić sobie, wszechstronne zagrożenie
wiary, a w konsekwencji - tożsamości Narodu Polskiego, stojącego od
wieków na straży ziemi, która go rodzi i żywi.
W obliczu tego niebezpieczeństwa na nieznaną dotychczas
skalę trzeba dochowywać wierności Krzyżowi i Ewangelii z pokolenia na
pokolenie i pamiętać zawsze o tym, co tę wierność buduje. Jest to miłość
bliźniego, zakorzeniona w rodzinie, i wypływająca z niej miłość Ojczyzny.
Przekłada się ta miłość na troskę o trwanie w wierze, która się
nigdy nie starzeje, o państwo sprawiedliwe, broniące doczesnej
egzystencji i duchowego dziedzictwa Narodu, oraz o ziemię, którą należy
kochać i pielęgnować.
Do walki z tymi wartościami Nieprzyjaciel - mówiąc
słowami św. Maksymiliana Marii Kolbego - rzucił potężne siły - pychę
intelektualną, egoizm, prywatę, kult pieniądza oraz propagandę wszelkich
wynaturzeń i zboczeń. Ma do swojej dyspozycji olbrzymią większość takich
mediów jak szkoła, prasa, radio, telewizja czy internet. My, Polacy, ze
swojej strony mamy jednak jeszcze potężniejsze media - są nimi
miliony rodziców i ambona. Trzeba je tylko ofensywnie uruchomić,
a wtedy Matka i Ojciec odkryją radość dawania siebie swoim dzieciom a
kapłani - radość dawania siebie narodowi poprzez głoszenie prawdy o Bogu,
Honorze i Ojczyźnie, wpisaną w dzieje naszej personalistycznej cywilizacji
łacińskiej. Te - nienazwane media – mają za sobą potężne
dziedzictwo duchowe Polski, zawsze wiernej, Jej pasterzy,
monarchów, nauczycieli, twórców, myślicieli, artystów, poetów i pisarzy –
słowem wszystkich tych, którzy trwali w tej cywilizacji.
Ale ta nasza jedyna i największa szansa jest z dnia na
dzień zamazywana, odsuwana w cień albo do skansenu. Prawdziwa historia
Polski po raz kolejny mówi nam, że możemy liczyć tylko na własne siły i
pomoc Bożą. Dlatego potrzebujemy – jak w poprzednich wiekach i
pokoleniach – wciąż powracać do prawdy o nas samych.
Człowiek wobec samego siebie
Walka gromadnościowości z personalizmem jest
obecna w historii ludzkości od dawna, a w szczególny sposób od chwili
rozesłania Apostołów, aby głosili światu Ewangelię. Człowiek, stworzony na
obraz i podobieństwo Boże – był, jest i zawsze będzie „wyposażony”
w sumienie - uświadamiające mu jego odrębność od innych ludzi, jego
niepowtarzalność, jego obowiązek zajmowania stanowiska wobec wszystkiego,
co napotyka w swoim życiu, a więc także wobec swojego własnego
istnienia. Stąd powstaje natychmiast pytanie o przyczynę tego
istnienia, jego celowość oraz ostateczne przeznaczenie. Z pytań tych rodzi
się pytanie podstawowe o sposób zachowania się wobec innych ludzi.
Gospodarowanie swoim cielesnym i duchowym życiem pod
rządami swojego własnego sumienia nazywa się pełnią wolności
człowieka i jest źródłem jego godności. Sumienie “przekształca”
jednostkę w osobę. Każdy człowiek jest osobą, ale różni ludzie, w różnej
skali sobie to uświadamiają i w różnej skali to innym okazują. Skala ta
zależy od wychowania człowieka ku życiu osobowemu (i) przez Kościół
rzymskokatolicki oraz (ii) przez innych ludzi a przede wszystkim przez
rodziców, wychowawców szkolnych, organizacje społeczne z harcerstwem na
czele, instytucje państwowe z wojskiem na czele, a w każdym przypadku,
jak to mówimy potocznie – poprzez świadectwo osobiste osób
trzecich.
Sumienie ma nie tylko niepowtarzalny rys osobisty, ale
także wspólny wszystkim ludziom charakter społeczny, znany jako
prawo naturalne. Wiedza o prawie naturalnym powstaje spontanicznie
w wyniku spotkania z drugą osobą i uświadamia naturalne granice
owej pełni wolności gospodarowania pod rządami swojego sumienia.
Przykazania Dekalogu od IV do X wskazują wprost owe granice wolności,
które sumienie powinno aprobować i czuwać nad ich przestrzeganiem przez
każdą osobę ludzką. Nic dziwnego, ze ideologia socjalkomunistyczna wycięła
z życia publicznego wszystko to, co wiąże się z kształtowaniem ludzkiego
charakteru.
W gromadzie najbardziej atrakcyjny jest ten człowiek,
którego sumienie najmniej liczy się z prawem naturalnym (jedno z praw
dziejowych Feliksa Konecznego - niższość górą). Sumienie,
nie liczące się z prawem naturalnym, nie przestaje istnieć, ale zostaje
podporządkowane idei zewnętrznej - wodza, tłumu, jakiejś abstrakcyjnej
idei. Tak więc fundamentem osoby jest nie samo sumienie - ono jest tylko
narzędziem -ale dusza nieśmiertelna z jej wolną wolą.
Odrzucanie sumienia prowadzi wprost do odrzucenia prawa
naturalnego - w konsekwencji dusza traci swoją wolność w prawdzie, a osoba
swoją godność. Jeżeli ten wybór jest świadomy - człowiek zaczyna szukać
innego prawa niż naturalne. Wtedy - obok wodza, tłumu, jakiejś idei -
zagraża mu także bezpośrednie uzależnienie od Szatana.
Scena wszystkich czasów, pokazująca walkę gromadnościowości
z personalizmem - to starcie Rzymianina, Poncjusza Piłata z tłumem Żydów.
Monoteistyczna religia żydowska nigdy nie osiągnęła punktu krytycznego,
jakim jest personalizm cywilizacji, potrzebny do podtrzymywania osobowej
godności człowieka, stworzonej - ani z woli męża, ani z krwi pokonanych
wrogów, ale z woli Boga – Stwórcy człowieka. Ten personalizm objawił
Chrystus w swojej Ewangelii i utwierdził nas w nim, wskazując na osobowy
charakter Trójcy Świętej.
Budzi zdumienie fakt, że personalizm - w oparciu o prawo
naturalne - odkryli na wpółświadomie starożytni Rzymianie. Niestety,
personalistyczna cywilizacja rzymska, pytając się ustawicznie “cóż
to jest prawda?”, uległa w końcu niższym moralnie cywilizacjom
gromadnościowym, które opanowały od wewnątr, rozszerzające się Imperium
Romanum. Kapłani, rządzący w sposób sakralny gromadą ludu
żydowskiego, nie zadali sobie pytania: czy Bóg, który im się objawił, nie
żąda od nich osobowego, zgodnego z sumieniem, kroczenia przez życie jako
świadek wiary? Stary Testament jest zanurzony w cywilizacji
gromadnościowej, natomiast personalizm stanowi immanentną cechę Nowego
Testamentu. Pogański, ale personalistyczny Rzym „musiał” się
stać za pośrednictwem św. Pawła fundamentem pod ewangelizację świata.
Przemiana Szawła w Pawła była także przemianą cywilizacyjną, nieosiągalną
na czysto ludzkiej drodze.
Potwierdza to wstrząsająca przypowieść o miłosiernym
Samarytaninie, pouczająca, że w każdym człowieku może obudzić się
sumienie – wspólny mianownik każdej cywilizacji, ale tylko w
personalistycznej osiągający powszechną aprobatę społeczną. Ilu ludzi
głęboko wierzących zostało w Polsce przez marksizm-leninizm (a wcześniej
przez liberalny kapitalizm przełomu XIX i XX w.) okradzionych z
personalizmu, a więc z odpowiedzialności za drugiego człowieka, czyli
bliźniego?
Jak mogło dojść do tego, że zaczynamy przyzwyczajać
się do milionów bezrobotnych Polaków, do setek tysięcy bezdomnych,
do nieodpowiedzialnych „związków partnerskich”, wypierających
zdrowe moralnie rodziny, do setek tysięcy głodnych dzieci, do państwa,
wychowującego do nieodpowiedzialności w każdej dziedzinie życia? Do
państwa, które przywoływane do przestrzegania prawa naturalnego,
odpowiada butnie, w ślad za Kainem: „nie jestem stróżem mego brata”,
które pozbawione kontroli przez naród, zmierza wprost do
samounicestwienia, w sposób nieznany historii.
Demon
ewolucji
Nie wszystko da się wytłumaczyć prymitywnym pożądaniem
pieniądza i korupcją wśród polityków, tym bardziej nie każdym z nich
sterują bezpośrednio Centralne Siły Polityczne.
Jednak zachowanie - nie tylko polityków, ale i nas wszystkich jest, w
mniejszym lub większym stopniu - rezultatem systemowego, rozkładowego
działania CSP w ciągu minionych stuleci, działania podważającego Kościół i
prawo naturalne wprost oraz poprzez doktryny korodujące cywilizację
łacińską. Od tej strony patrząc na CSP, należy mówić o działaniu
Antykościoła.
Do najgroźniejszych należy tak zwana doktryna
ewolucji, potocznie - teoria ewolucji a poprawnie -
nieprawdopodobna, nigdy nie udowodniona hipoteza
ewolucji. Elity intelektualne narodów katolickich, zostały -
poczynając od przełomu XIX i XX w. – sterroryzowane: naukowiec, który
wątpi w prawdziwość ewolucji, jest zacofany, ergo nie jest
naukowcem!
Walka toczy się o bardzo wysoką stawkę. „Dzieło”
Lutra – wezwanie do osobistej, prywatnej interpretacji Pisma Świętego –
utorowało drogę hipotezie Darwina, a w konsekwencji zostało –ukoronowane”
wtórną hipotezą o rzekomym pochodzeniu człowieka od małpoludów. W
konsekwencji, prawda o grzechu pierworodnym stała się w kręgach „katolików
oświeconych” także hipotezą – Luter po 400 latach osiągnął swój
właściwy cel. W czasach, gdy głosił swoją naukę „Sola Scriptura” ,
Pismo Święte było jeszcze fundamentem – dziś stało się
przedmiotem apriorycznej obróbki wielu teologów, często opłacanej z
grantów, pochodzących z różnych fundacji....
Doktryna ewolucji, która opanowała świat, jest sztucznie
podtrzymywana, przy akompaniamencie wielkiej orkiestry propagandy
CSP, wykonującej non stop „Odę do wolności bez granic i bez
nadziei na spotkanie obiektywnej prawdy”.
Na przełomie XX i XXI w. toczy się na wpół zakulisowa gra
o podtrzymywanie kolejnej fikcji - koncepcji tzw. „społeczeństwa
otwartego” Bergsona-Poppera-Sorosa, wśród młodych kandydatów do
tych elit intelektualnych, które celują w aprioryzmie, bo
nie tylko sumienie, ale nawet same fakty przyrodnicze i prawa fizyki
uważają za zniewalające ich wolność. Ustawicznie ponawiane są próby
podporządkowywania ewolucjonizmowi nauk matematyczno-przyrodniczych –
według materializmu filozoficznego poznanie ludzkie ewoluuje, bo
jest coraz bliższe prawdy, chociaż jej nigdy nie osiągnie.
Sceptycyzm, probabilizm, relatywizm, antyautorytaryzm –
oto filozoficzne potomstwo ewolucjonizmu, a zarazem „bypassy”
CSP, wszczepione w dusze elit europejskich po to, aby utworzyć oboczne
krążenie duchowe - poza chrześcijaństwem i cywilizacją łacińską. Gdyby
jednak współcześni spadkobiercy tego dorobku intelektualnego poznali
lepiej wiedzę o rzeczywistości, okazałoby się, że koncepcja BPS - aktualny
cel wszelkich wysiłków CSP, opisuje fikcyjne społeczeństwo w stanie
maksymalnej entropii, który można utrzymywać tylko przy pomocy sił
zewnętrznych np. administracji, współpracującej z policją.
Tak więc społeczeństwo, zbudowane na zasadzie sprzeciwu
wobec dominacji jakiegokolwiek poglądu - na czele z chrześcijaństwem -
z obawy przed totalitaryzmem, musi być, konsekwentnie rzecz biorąc,
supertotalitaryzmem. CSP zadbały, aby wiedza o korzeniach
zbrodniczych ideologii III Rzeszy i ZSRR była tak płytka, jak tylko to
możliwe. Równości pod butem supertotalitaryzmu BPS
towarzyszy wolność w kłamstwie oraz braterstwo
w buncie przeciw Bogu. Oto dziedzictwo Rewolucji Francuskiej -
wielkiego ogniwa w łańcuchu inicjatyw Antykościoła od samego początku.
... i jej dalekie konsekwencje
Bakterii nie ma, ale toksyny pozostały. Pozostał mocno
nadwerężony autorytet Kościoła rzymskokatolickiego oraz wszechobecny
relatywizm poznawczy - skoro wszystko się samoistnie zmienia, ewoluuje, to
prawda o rzeczywistości może być tylko chwilowa, cząstkowa, taka, jaką
człowiek jest w stanie w ciągu swojego życia zaobserwować. Kończy zatem
swoje życie z przekonaniem, że świat - w domyśle we wszystkich
swoich elementach - wciąż ewoluuje.
We „wszystkich”, to znaczy w dziedzinie prawa
naturalnego też. Na czym mamy się oprzeć, na jaki autorytet powołać, gdy
ktoś planuje wycięcie nas w pień, aby zrobić więcej miejsca dla swojego
narodu? Jak przekonać o totalnym niebezpieczeństwie ludzi, ukształtowanych
przez relatywizm moralny, ludzi powołujących się na „Europę”,
jej dorobek naukowy i przodownictwo w świecie nauki? Z jaskini
ciemnogrodu ewolucyjnego na światło dzienne, stworzone przez Boga,
może wyrzucić ich tylko jeszcze głębsza podświadomość, a mianowicie
autentyczny strach. Mieliśmy tego próbkę, gdy 16.09.2003 w
Warszawie, w redakcji „Rzeczpospolitej”, p. Erika Steinbach
zjednoczyła przedstawicieli opcji politycznych, obecnych na tej
konferencji, zajmując postawę kata moralnego nad zdziesiątkowanym,
ograbionym przez jej rodaków, narodem polskim.
Sieje spustoszenie dyktatura aprioryzmu, nie
tylko rozgrzeszającego doktrynę ewolucji, ale także generującego swobodnie
nowe doktryny, takie jak np. wspomniane wyżej „społeczeństwo otwarte”.
Tymczasem podstawową prawdą cywilizacji łacińskiej jest prawda o
prawie naturalnym, glebie na której ziarno Ewangelii wydaje owoc
stokrotny. Główny problem Kościoła po Soborze Watykańskim II to
otwarcie się na świat. Jakże różne od wyjścia światu naprzeciw!
Trwa walka gromadnościowej cywilizacji żydowskiej z personalistyczną
cywilizacją łacińską, w której - o ile fakt ten nie dojdzie do
powszechnej świadomości – zgodnie z prawem dziejowym Konecznego docelowo
zwycięży niższa, a więc żydowska. Walka ta jest niezwykle podstępna, bo w
cywilizacji żydowskiej etyka wypływa z prawa stanowionego,
podczas gdy w łacińskiej jest odwrotnie, etyka - zgodnie z prawem
naturalnym - jest niezależna od prawa stanowionego i upoważniona do
jego oceny.
Odzew na myśl Dmowskiego o nierozerwalnym związku
katolicyzmu z polskością z 1927 r., będącym konsekwencją ukształtowania
narodu polskiego przez cywilizację łacińską, dała młodzież - zwłaszcza
akademicka, która stawiła się niemal w komplecie na Jasnej Górze w 1936
r., składając ślubowanie, po dziś dzień przemilczane i zapomniane.
Ta młodzież dawała szansę Polsce na objęcie duchowego przywództwa w
Europie. W tej sytuacji CSP postanowiły zniszczyć siłą i do gruntu Państwo
Polskie. Cel ten gwarantowało spuszczenie ze smyczy bizantynizmu
niemieckiego, z jego planem eksterminacji inteligencji polskiej, a w
konsekwencji całego, zdolnego do oporu, niesprzedajnego narodu. Dla
zagwarantowania sukcesu został opracowany Pakt Ribbentrop-Mołotow jako „sposób”
na Wersal. Zwycięstwo moralne Polski zostało dziś w dużej mierze już
roztrwonione, przemilcza się fakt że celem własnym
III Rzeszy było ludobójstwo - nie tylko inteligencji polskiej, ale
także całego narodu, przewidziane w dokumencie o nazwie
Generalplan-Ost.
Katyń trzeba traktować jako wynik „podziału pracy”
nad realizacją tego planu między Gestapo i NKWD, toteż wołanie o „Norymbergę
bis” jest naiwnością. Ani poprawna politycznie Norymberga,
ani tzw. „denazyfikacja Niemiec” nie uprzytomniły Niemcom
stanu ich własnej duszy ani tym bardziej konsekwencji ich przynależności
do gromadnościowej cywilizacji bizantyńskiej. Deklaracje wiary
niektórych chadeckich polityków niemieckich oraz nieadekwatne do
ludobójstwa przeprosiny innych, nie powinny uśpić naszej polskiej
czujności. Niestety, w codziennych relacjach traktujemy ludzi cywilizacji
gromadnościowej wedługg zasad naszej cywilizacji łacińskiej, to znaczy
jako mających zawsze jedno i to samo oblicze człowieka honoru. A kiedy
budzimy się, jest na ogół już za późno.
Obchody 60. rocznicy Powstania Warszawskiego
pokazały, że świat dalej brnie w kłamstwo, zasłania się wolnością do
kłamstwa. Kanclerz Schroeder przyznał, że Niemcy wywołały II wojnę
światową, ale nie przyznał, że wywołały ją po to, aby dokonać – wspólnie z
ZSRR – ludobójstwa na narodzie polskim. Jego słowa, nie mogły także
dokonać przełomu w duszy niemieckiej, ukształtowanej przez gromadnościową
cywilizację bizantyńską. Wręcz przeciwnie, w ramach wolności do
kłamstwa w czasie wakacji 2004 r. została rozpowszechniona w
Europie gra komputerowa Codename: Panzers, według której to
Polacy wywołali II wojnę światową, a żołnierze polscy okazali się pijakami
i tchórzami. W Polsce ta gra ma ukazać się w wersji „mniej
drażliwej”.
Kanclerz odjechał, jak wielu innych luminarzy niemieckich,
problem sąsiedztwa gromadnościowego społeczeństwa niemieckiego pozostaje
wciąż aktualny i oby nie powtórzyła się tragedia Września 1939 r. Katyń i
Warszawa to dwa słupy milowe na męczeńskiej drodze przez dzieje narodu
polskiego, który wciąż stoi - teraz już jako ostania zapora
- na drodze do opanowywania świata przez konkurujące cywilizacje:
bizantyńską (Niemcy) i żydowską.
Na przełomie XX i XXI w. my, Polacy, w cywilizacji
łacińskiej wychowani – jesteśmy w stanie, tak jak w poprzednich wiekach –
sami, bez niczyjej pomocy osiągnąć dostatek i sprawiedliwość społeczną,
zachować swoją godność. Gromadnościowość dziś to bezpaństwowe i
ponadnarodowe koncerny, to anonimowe spółki akcyjne, przebiegające państwa
i kontynenty w poszukiwaniu „pastwisk” dla swojej produkcji,
dobrych pastwisk, gdzie robotnik tani i bez wybrzydzania będzie pracował
za miskę strawy. To wielkie starania, aby w ślad za posługą
ewangelizacyjną misjonarzy nie poszła posługa wychowująca ludy
Trzeciego Świata do życia w cywilizacji łacińskiej. Bo wtedy miałyby
one swój własny chleb i umiały obronić swoje niezmierzone bogactwa
naturalne przed syrenimi głosami CSP, wołającymi o „pomoc dla
głodujących”.
Cywilizacja łacińska jest cywilizacją szacunku dla pracy
fizycznej i umysłowej. Czy to nie OO.Benedyktyni posługiwali
Europie pod wezwaniem „módl się i pracuj”? I czy to nie
socjalkomunistyczni filozofowie mieszali skrzywdzonym ludziom w głowach,
wzywając „precz z biblijnym przekleństwem pracy w pocie czoła”?
Czy koniec wychowywania ku niewoli?
Do SW II Kościół podtrzymywał zasadę, że społeczność
chrześcijańska budowana jest wokół jednostek, będących świadomie osobami,
zdolnymi do życia społecznego wszędzie i zawsze, bo promieniującymi
cywilizacją łacińską. Po SW II Kościół żyje na dwa sposoby (i) jako
wspólnoty lokalne, pilotowane przez struktury tradycyjne: parafie,
diecezje, oraz (ii) jako Kościół Konferencji Episkopatu, sterujący
odgórnie poprzez komisje specjalistyczne, całokształtem życia religijnego.
Kościół rozluźnił swoje więzy z cywilizacją łacińską.
Więzy te łączą państwo, stojące na straży pięciokształtu
cywilizacji łacińskiej, czyli harmonii dobra i prawdy, zdrowia i
dobrobytu a także piękna – z osobami, członkami naturalnej wspólnoty
ludzkiej, którzy świadczą swoim życiem wierność Ewangelii i Krzyżowi.
Osoby te - autentycznie wierzący rzymscy katolicy, którzy są
dziedzicami personalizmu, sięgającego korzeniami czasów pogańskiego
jeszcze Rzymu - nie zgadzają się na to, by metodą arytmetyki wyborczej
zrezygnować z takiego właśnie państwa. Osoby te powinny być zatem w
sumieniu zobowiązane do podjęcia decyzji o gotowości do
kompetentnej służby “non profit” wizji takiego
państwa lub przygotowywać się, aby w chwili krytycznej taką służbę móc
podjąć.
Zarzut wobec społeczeństwa, że dokonało ono niewłaściwych
wyborów podczas tych czy innych głosowań, nie jest do końca uczciwy.
Trzeba przedtem mieć naturalne, jednorodne cywilizacyjnie
środowisko, kształtujące przyszłych kandydatów - nie do władzy, ale do
służby (Prymas Tysiąclecia, Gdańsk 1966).
Świadomość nieuchronnej konieczności powrotu do służebnej
obecności świadków wiary, na gruncie prawa naturalnego,
zaczyna powoli wracać do Kościoła Powszechnego. JE ks. bp Ignacy Dec
powiedział do półmilionowej rzeszy Rodziny Radia Maryja w dniu
11.07.2004, w kontekście zbójów, grasujących na drodze naszego
codziennego życia: „Tych zbójów powinno wyłapywać i
unieszkodliwiać państwo, którego zadaniem jest roztaczać opiekę nad
wszystkimi obywatelami, dbać o sprawiedliwość i stwarzać wszystkim
poczucie bezpieczeństwa”.
Ks. biskup zwrócił następnie uwagę na odnotowywaną
powszechnie, zmniejszoną wrażliwość na krzywdę społeczną:
„Nie możemy jednak tylko wypominać innym ich
obowiązków, chcemy także ujrzeć nasze zobowiązania... wcale nierzadko
dają się słyszeć takie oto słowa: <Co to mnie obchodzi? To nie moja
sprawa. Ja się do tego nie mieszam. Są do tego powołani specjalni ludzie i
stosowne instytucje. Niech się tym zajmują i martwią>” (www.radiomaryja.pl).
A dzieje się tak między innymi dlatego, że człowiek jest -
mówiąc obrazowo - plasterkowany na specjalistyczne, profesjonalne części,
a potem, docelowo „składany” przez CSP w maszynkę
biologiczną, sterowaną chipem. W dziedzinie duchowej postrzegani są
oddzielnie: mężczyźni, kobiety, dzieci, młodzież, robotnicy, rolnicy,
twórcy, niepełnosprawni, sportowcy, ale bardzo rzadko postrzegany jest
człowiek, odpowiedzialny moralnie przed Bogiem i bliźnimi jako cały
człowiek. Oto zwyczajne źródło powszechnego zaniku
odpowiedzialności.
Kościół powinien stanąć – jak przed wiekami – na
straży całego człowieka, czyli na straży personalizmu. Wychowywać
całego człowieka i wymagać od całego człowieka. To należy
do koniecznych warunków szerzenia Ewangelii i jest zarazem niezbędne do
obudzenia powszechnego poczucia odpowiedzialności za Rzeczpospolitą.
Dopóki to się nie stanie, jesteśmy pod władzą
współczesnego tzw. „demokratycznego państwa prawa”, które
jest traktowane jako puchar przechodni w zapasach o władzę
różnych globalistycznych koterii, uzbrojonych w siły paramilitarne – a w
razie potrzeby i wojsko – oraz w siłę pieniądza, trzymanego zawsze w
rezerwie do dyspozycji prywatnych korporacji bankowych.
Wszystkie te koterie różnią się – nieraz bardzo – między
sobą, ale łączy je jedno: nowocześnie eksponowana nienawiść do Kościoła
rzymskokatolickiego, wyrażająca się w konstrukcji ateistycznego
superpaństwa – tzw. Unii Europejskiej. Czyż p. prezydent Jacques
Chirac, który nie tak dawno wezwał Polskę aby „siedziała cicho”,
który należy do głównych architektów ateistycznego projektu konstytucji
tzw. „Unii Europejskiej”, może być wiarygodny, gdy całuje pierścień
Jana Pawła II w dniu 14.08.2004, w Lourdes?
Akcja propagandowa w Polsce pod nazwą „Unia Europejska”,
ma też swoje głębokie korzenie w podświadomości. Przez kilkadziesiąt lat
radiostacja “Wolna Europa”, nadająca z terenu Niemieckiej
Republiki Federalnej, bazowała na umiłowaniu wolności Polaków,
kosztem wiary, kosztem autentycznego związku katolicyzmu z polskością.
Była to kontynuacja metody z XIX w, kiedy to wielu patriotów, angażując
się w czyn powstańczy, nawet nie zauważyło, że służą pod
zniekształconym zawołaniem “Honor, Ojczyzna, Bóg”. CSP
utrwaliły swój sukces, przeprowadzając rękoma oddanej sobie ekipy,
kierowanej przez legionowego marszałka, Józefa Piłsudskiego, zmianę -
dekretem rządowym – Godła Rzeczypospolitej w dniu 13 grudnia 1927 r. Z
korony Orła został usunięty Krzyż, sama korona została rozerwana, a w
skrzydła wpięto pięcioramienne gwiazdki - takie same, jakie w 1920 r.
Armia Czerwona miała ponieść po trupie Polski na Zachód. Nie było
przeszkód formalnych, bo godło, barwy narodowe i hymn narodowy nie
zostały wpisane do konstytucji z 1921r. Nie zostały również
wpisane do tej - tak bardzo propaństwowej – z 1935r. (!) Aktualnie na
frontonie Urzędu Rady Ministrów oraz na Grobie Nieznanego
Żołnierza są już tylko dwa słowa: Honor i Ojczyzna.
Po tzw. „wejściu do UE” CSP postanowiły usuwać herby
państw i miast, a w to miejsce wprowadzać logo - wizualny,
tendencyjny symbol określonej rzeczywistości. Polska otrzymała na użytek
UE biało-czerwony, dziecinny latawiec (strona internetowa MSZ – „układ
Schengen”). W czerwcu br. dowiedzieliśmy się, że Władze Warszawy
rozpisały konkurs na logo dla Warszawy. W ten sposób Syrenka Warszawska
przejdzie do Muzeum razem ze złotą, zamkniętą koroną, zwieńczoną Krzyżem.
Dopełniane jest „dzieło” wrogów Polski katolickiej, której
Suwerenem jest sam Jezus Chrystus, rozpoczęte w dniu 13.12.1927 r.
Ze wzrostem imponującej religijności milionów Polaków nie
idzie w parze - jak dotąd - zrozumienie odwagi wyznania wiary, nie tyle
wobec „komuchów” ( my, katolicy, i niewydarzona reszta, my,
oazy, i wokół nas pustynia itp.), ile wobec nas samych. Musimy zapytać
sami siebie - czy chcemy do końca wyznać prawdę przed Bogiem i przed
ludźmi? Jeżeli tak, to musimy oderwać się od materializmu - historycznego,
filozoficznego i dialektycznego. Widzimy chyba jasno, że wszystkie
dotychczasowe kalkulacje euroentuzjastów oparte są na argumentach
materialistycznych!
Eurosceptycy ustawicznie ubolewają, że
negocjacje były źle prowadzone, stąd „nasza pozycja” w UE jest
kiepska. Wypominanie braku odwołania się do chrześcijaństwa ma charakter
koniunkturalnego ubolewania. Tym razem - w przeciwieństwie
do Konstytucji 3 Maja - pierwszeństwo obcych przed Polakami na ziemi
ojczystej ma się obyć bez parawanu chrześcijańskiej preambuły.
Dlatego trzeba zadośćuczynić Chrystusowi
Panu za przemilczanie zniewagi z 13.12.1927 r., inaczej nie sposób
przezwyciężyć zaćmienia umysłu narodu, który traktuje serio UE jako
rzekomy podmiot prawa międzynarodowego, który nawet nie marzy o
powrocie na własną, wolną od zagranicznej „pomocy” drogę
przez dzieje. Bez tego zadośćuczynienia nie będzie
skutecznej obrony rodziny i życia człowieka, nie będzie zwyczajnego,
naturalnego celu życia dla każdego Polaka, jakim jest Ojczyzna i stojąca
na jej straży suwerenna Rzeczpospolita.
Antychrześcijańskie korzenie
Manipulowanie personifikacją
Zasadnicza trudność, która stoi przed nami, to zamęt w
przestrzeni personalizmu. Generalnie rzecz biorąc, człowiek jest okradany
ze wszystkiego, co umacnia w jednostce cechy osoby, a więc z
personalizmu. Jednocześnie szereg abstrakcyjnych,
niedookreślonych pojęć zostaje poddanych personifikacji.
Do najważniejszych przykładów trzeba zaliczyć kwestię instytucji
społecznych i mediów.
Człowiek, okradany z osobowości, staje bezbronny wobec tych
niedookreśleń, z tzw. Unią Europejską na czele, którym
CSP przypisują dowolnie interpretowaną pseudoosobowość prawną. O
mediach „mówi się” jakie są, jakie mają być, jaka jest ich rola,
czego od nich się oczekuje, przy czym użycie liczby mnogiej powoduje
dalszą dysharmonię, jako że istota pojęcia „osoba” jest
immanentnie związana z liczbą pojedynczą. Nadużycie polega na tym,
że bezcenne pojęcie personalizmu jest bezprawnie i bezkarnie przypisywane
niedookreślonym pojęciom dla wzbudzenia do nich nieuzasadnionego,
społecznego i politycznego zaufania.
Jednocześnie CSP okradają stosunki społeczne z
personalizmu, narzucając nam antypersonalistyczny ustrój
społeczno-gospodarczy. Następuje personifikacja elementów społecznych
gospodarki przez tworzenie spółek i ich zarządów oraz depersonalizacja
osób wchodzących w ich skład. Wyeliminowanie Dekalogu z życia
publicznego przez socjalkomunizm przygotowało grunt pod przyspieszoną,
negatywną selekcję osób decydujących o losach państwa. To wszystko razem
umożliwiło z kolei CSP „przekazywanie” majątku narodowego „swoim
ludziom” z kraju i zagranicy pod fałszywym hasłem prywatyzacji – nie
tylko gospodarki, ale także wszelkich podmiotów, zarządzanych przez
państwo.
„Uczyńcie co Wam powie Syn...”
Ewangelia o Kanie Galilejskiej stanowi wezwanie
Najświętszej Maryi Panny - na samym początku nauczania publicznego
Chrystusa Pana - do posłuszeństwa Słowu Boga-Człowieka,
które owocuje zawsze powszechnym dobrem, nawet wtedy, kiedy jest twarde i
wymagające. Matka Boża prezentuje jakby ludowi swojego Syna z całym Jego
nauczaniem, przygotowuje ten lud do spotkania ze swoim Synem.
Przypomnijmy zatem wezwanie Chrystusa Pana do budowania na
skale domu człowieczego oraz do zerwania z materializmem. Patrząc
spokojnie na tragedię Polski AD 2004, można zauważyć, że wrogowie nasi
prowadzą nas systemowo pod prąd Ewangelii. Mamy odrzucać
wszystko, co nam mówi Chrystus, i spodziewać się przemiany wody w wino?
Mamy myśleć cudzymi myślami, wyrzec się sami siebie i w
bezmiernej naiwności liczyć na to, że idziemy ku pomyślności osobistej i
społecznej? Z każdym dniem się rozwarstwiamy - mała część osiąga za
wszelką cenę bogactwa, a wielka reszta zmierza ku wielkiej nędzy, która
rodzi bunt i rozpacz.
Aby złamać to jarzmo, musimy odrzucić trującą ideologię i
jej nosicieli, zakasać rękawy i wziąć się do roboty na własną
odpowiedzialność, licząc na miłość wzajemną, jaka powinna zawsze cechować
Polaków. Wierzący muszą dawać takie świadectwo, aby bez przymusu pociągali
za sobą wszystkie „nadłamane trzciny” i „tlejące
knotki”. Dom nasz ma być wzniesiony na skale wiary, którą w życiu
społecznym weryfikuje cywilizacja łacińska. „inne”,
nie budujmy sobie sami katolickiego getta, nie zapominajmy, że
katolickości się nie deklaruje, ale się ją świadczy całym swoim życiem.
Nie odmawiajmy prawa do takiego świadectwa tym, którzy przyjdą do pracy,
być może dopiero pod sam wieczór. Oni też mają prawo - jak każdy
syn marnotrawny - otrzymać po denarze od naszej wspólnej
Ojczyzny. Jeżeli zignorujemy to ostrzeżenie, to nie tylko nie odbudujemy
nigdy cywilizacji łacińskiej, ale pogrzebiemy Polskę do końca. Pamiętajmy
o prawach Włodkowica sprzed 600 lat - tlejące knotki i nadłamane
trzciny mają w ramach cywilizacji łacińskiej prawo do ziemi
ojczystej i nie można ich siłą nawracać. Kiedy słyszysz zarzut, że źle głosujesz w wyborach, zapytaj sam siebie, czy rzeczywiście staram się w przysłowiowym pocie czoła zdobywać rzetelną wiedzę polityczną? Czy nie dałem się oszukać wygodnemu hasłu, że polityka jest brudna i trzeba jej unikać, czy pomyślałem, że może to ja powinienem poświęcić część swojego życia osobistego na samodzielną i kompetentną refleksję nad sytuacją Kościoła, Ojczyzny i Rzeczpospolitej Polskiej?
Podsumowanie
Polska ma być państwem cywilizacji łacińskiej, a nie
państwem wyznaniowym, bo to byłoby sprzeczne z Ewangelią - udowodnił to
już przed blisko 600 laty na Soborze w Konstancji Paweł Włodkowic. Dlatego
potrzebny jest Polsce apostolat cywilizacji łacińskiej.
Przymiotnik „katolicki” z jednej strony jest wyznaniem
wiary, ale z drugiej ma być rozpoznany po owocach, które przynosi
człowiek, ma być jego świadectwem.
Trzeba tu dodać, że za parawanem przymiotnika „katolicki”
nierzadko chowają się różnego rodzaju wrogowie Kościoła, często
uzasadniając swoje przywiązanie do instytucji kościelnych argumentem, że
akurat się nawracają albo, że chcą wcielać w życie SW II, czego świeckim
nie można zabronić. Tymczasem uczciwi - w sensie prawa naturalnego
- Polacy, zdarza się, że są odpychani jako wrogowie wiary i Ojczyzny.
Praktyki religijne muszą mieć obok swojego
niezbędnego, publicznego wymiaru społecznego także swój wymiar
bardzo osobisty, muszą mieć intymny charakter, bo jest to jedyny sposób
na azyl w chaosie świata, narzuconym przez Antykościół. Bez osobistego
wymiaru praktyk religijnych torujemy drogę cywilizacjom gromadnościowym, a
więc stopniowo tracimy Ojczyznę i otwieramy drogę wrogom rodziny. Samo
posiadanie mediów jeszcze nie gwarantuje przyszłości suwerennej
Rzeczypospolitej Polskiej - ważne jest bowiem, kto i czego będzie w
tych mediach bronił, czyją naukę będzie głosił.
Posłuchajmy zatem przesłania z Lourdes Ojca Świętego Jana
Pawła II - wypowiedziane jest ono w liczbie mnogiej, ale w sposób
oczywisty - tak jak to czyni od wieków Kościół - jest adresowane do
odpowiedzialnej osoby ludzkiej.
|
|