|
|
ARCHIWUM |
Andrzej J. Horodecki
Życie Religijne KOŚCIÓŁ WOBEC PERSONALIZMU I GROMADNOŚCIOWOŚCI
NPW 3-4, 2004 Konsekwencje lekceważenia grzechu
pierworodnego Rozmaite
były w dziejach herezje, czyli umyślne lub nieumyślne błędy w
pojmowaniu istoty
wiary i roli Kościoła jako depozytariusza jej zasad. Niektóre z nich
trwały
całe wieki, jak np. arianizm, który nawet
dziś bywa wskazywany jako cenne osiągnięcie w walce
o świecką
Europę. Wszystkie herezje dotyczyły przede wszystkim Osoby Jezusa
Chrystusa
i Jego posłannictwa oraz misji założonego przez Niego Kościoła. Prawo
naturalne wprawdzie nie było w stanie wykazać, co jest błędem
heretyckim,
ale miało tę wielką wagę, że wzbudzało niepokój sumienia, ostrzegający
przed
nadużyciami moralnymi. Prawo to potwierdzało Dekalog równolegle z
nauczaniem
Ewangelii, o czym mówił, jeszcze jako Biskup Krakowski, Jan Paweł II w
swoim Elementarzu
etycznym. Po
nieudanych atakach na historyczność Osoby Chrystusa Pana oraz na rolę
Kościoła
jako Depozytariusza Wiary (Luter) przyszła kolej na podważanie Boga -
Ojca i
Stworzyciela, poprzez kwestionowanie Aktu Stworzenia.
Promowanie per
fas et nefas rzekomej „teorii ewolucji” osiągnęło swoje
apogeum w
spekulacjach Theillarda de Chardin, wzbudzających źle ukrywany
entuzjazm wśród
neomarksistów. Siły Postępu i Rozwoju (SPR) promowały atmosferę
uwielbienia nauki, gloryfikacji człowieka i zostawiły miejsce dla
istnienia
Boga i Jego roli w życiu człowieka - w najlepszym przypadku - jako
kwestii typu „głos w dyskusji”. Dyktatura
SPR
nie ominęła wnętrza Kościoła na długo jeszcze przed Soborem Watykańskim
II,
zwłaszcza w dziedzinie naukowej interpretacji Pisma Świętego, coraz
częściej
nazywanego materialistycznie Biblią. Nazwa materialna niemal
wyparła
nazwę duchową, tym samym torując drogę wszelkim apriorycznym
spekulacjom.
Wykładnia treści wiary zawartych w Piśmie Świętym jest dziś tak
szczelnie
obudowana apriorycznymi spekulacjami, że potężny niegdyś wpływ
tych
treści na życie człowieka jako osoby, np. przypowieść o miłosiernym
Samarytaninie, w Europie niemal zupełnie zanikł. Przyczyniła się do
tego
walnie reforma liturgii, narzucająca studyjny dobór czytań w rytmie
trzyletnim. Do
najdalej idących konsekwencji aprioryzmu jako podstawy
studiowania Pisma
Świętego należy zaliczyć wprowadzenie podstawowego (ale nie „totalitarnego”
- tu ukłon w stronę sprytu koncepcji tzw. „społeczeństwa otwartego”)
poglądu, jakoby treść Księgi Rodzaju była mitem, co miałoby
wynikać z
faktu, że są tam myśli wyrażone językiem nienaukowym. W ślad za takim
poglądem
pojawia się następna myśl, dopuszczająca interpretację grzechu
pierworodnego
jako mitu. Myśl taka natrafiła w Kościele na sprzyjający
grunt,
powstały jeszcze w okresie Reformacji Lutra, kiedy to przyjęło
się w
ślad za protestantami - najpierw milczące, a następnie
otwarte - podkreślanie, że obowiązkiem
chrześcijan jest
czynienie sobie ziemi poddaną, oraz skłonność do prywatnego
interpretowania Pisma Świętego. Dla państw akatolickich był
to także
potężny impuls społeczny dla akceptacji tzw. rewolucji przemysłowej. Dziś
fakt, że Ziemia dzięki pracy, a także roztropnym
spekulacjom umysłu ludzkiego, jest w stanie
wyżywić całą
ludzkość, jest skrzętnie ukrywany. W szczególności państwa
porozumiewające się
jako tzw. „Unia Europejska”, zobowiązują swoich obywateli pod
określonymi rygorami do ograniczania produkcji rolnej. Komplementarny
jest tu
fakt globalnej reformy edukacji, narzuconej przez stosowną
Komisję UE
także i w Polsce. Istota reformy polega na wprowadzeniu kształcenia i
wychowania adaptacyjnego w miejsce sprawdzonego od
wieków
wychowania operacyjnego, zgodnego z naturą człowieka,
wykraczającą poza materię. Celem takiej reformy jest troska o
zachowanie status
quo - człowiek nie powinien dociekać, czy to co robi, władza, jest
obiektywnie dobre czy złe. Bez takiego rozeznania zalety demokracji
stają
się szkodliwą fikcją, a prawo naturalne zostaje zagłuszane przez
fluktuacje apriorycznej
struktury życia społecznego. Tragiczne konsekwencje
niepoważnych teorii Potężna
propaganda rzekomej „teorii ewolucji” trafiła na przygotowany
przez
Rewolucję Francuską grunt - prawa człowieka do niczym nieograniczonej
wolności,
łącznie z wolnością głoszenia własnej, niczym nieudowodnionej tezy,
znanej
potocznie jako tzw. „wiara naukowa”. Elity intelektualne
z
biologami i lekarzami na czele, a za nimi wszystkie pozostałe, przyjęły
teorię
ewolucji jako oczywisty fakt i stan taki trwa już wiele pokoleń. W ślad
za
elitami poszła edukacja narodów europejskich, osłabiając ich zdolność
do wyłaniania
odpowiedzialnych elit, do promocji podmiotowego, odpowiedzialnego
myślenia.
Jeżeli dodać do tego materialistyczną indoktrynację socjalkomunizmu,
blokującego zdroworozsądkowe, aposterioryczne myślenie („jeśli są
fakty -
tym gorzej dla faktów”), to nastąpił potężny regres umysłowy
Europy. Świadczy
o nim powszechne, nieuzasadnione traktowanie doraźnego porozumienia
kilkunastu
państw, znanego pod nazwą Unii Europejskiej, jako podmiotu prawa
międzynarodowego. Prądy
umysłowe czasów nowożytnych oraz rozwój technik medialnych nie
wystarczyłyby
jednak do opanowania opinii publicznej, a w konsekwencji do wyłaniania
partii
politycznych, formalnie różnych, ale tożsamych w uprawianiu społecznej
dezorientacji i posłusznych w podtrzymywaniu tej dezorientacji przez Centralne
Siły Polityczne. Wielką rolę odegrały rewolucje społeczne,
niszczące
elity cywilizacji łacińskiej w krajach katolickich, a w konsekwencji
doprowadzające także poszczególne kraje do zerwania z Kościołem
rzymskokatolickim. Rewolucja
przemysłowa, szczególnie w
tych
ostatnio wymienionych krajach, wypromowała wysoko autorytet nauki.
Profesor
zajął miejsce biskupa w skali uznania społecznego, pojawił się
nienazwany rasizm
ekonomiczny - człowiek ubogi, niewykształcony, wyrzucony na
margines
społeczeństwa, zasługiwał - w najlepszym przypadku - na ograniczone
współczucie. W tej sytuacji w kręgach cywilizacji żydowskiej
nastąpił podział
ról w walce z cywilizacją łacińską. Rewolucja przemysłowa zyskała
potężne
oparcie w sieci banków, prowadzonych przez przedstawicieli tej
cywilizacji.
Zostało to docenione przez rządy państw europejskich i doprowadziło do
pełnego
uobywatelnienia Żydów - dotychczas członków autonomicznych gmin
żydowskich. Z
drugiej strony odżyła stara koncepcja komunizmu - tym razem agresywnego
wobec
Kościoła jako „sojusznika wyzyskiwaczy”. Wysysana przez
rewolucję
przemysłową z najbardziej przedsiębiorczych jednostek - tak spośród
wieśniaków,
jak i ziemiaństwa - niemal automatycznie deprecjonowana wieś
straciła swoją pozycję społeczną i przestała być źródłem, z którego
mogłyby się
odradzać elity cywilizacji łacińskiej. Narody
europejskie stały się zatem terenem agresywnej ekspansji cywilizacji
żydowskiej: wszechobecny mariaż banków i przemysłu od góry, zaś od dołu
-
zaniedbane moralnie masy biedoty, organizowane w ruchy rewolucyjne.
Dziś
sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana - elity cywilizacji
żydowskiej
wydały - w wielu krajach równocześnie - walkę społeczeństwu
kapitalistycznemu, aby zbudować „społeczeństwo otwarte”.
Dążą w tym
celu do ukształtowania środowisk tzw. „lokalnych autorytetów” z
pogranicza mediów, koncernów, kapitału, polityki i nauki, po to, aby to
spośród
nich, a nie z ogółu społeczeństwa, wybierać ludzi do poufnej, globalnej
władzy
nad światem. Może
warto tu przywołać znamienne daty: 1517 - Marcin Luter zaczyna
odchodzić
od Kościoła rzymskokatolickiego, 1717 - (i) w Anglii rodzi się
masoneria, (ii) koronacja Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej,
1789
- Rewolucja Francuska, 1917 -
(i) rewolucja bolszewicka w Rosji, (ii) masoneria organizuje pierwszy
jawny
antypapieski pochód na placu św. Piotra, (iii) 16 października św.
Maksymilian zakłada Rycerstwo
Niepokalanej, 1989 - Okrągły Stół startuje do budowy „społeczeństwa
otwartego”. Walka z hierarchią elit Odradzanie
się elit jest zjawiskiem przede wszystkim duchowym, wymagającym czasu
wielu pokoleń.
Wszelkie wojny, aż do końca średniowiecza (w Polsce do połowy XX w.),
pochłaniały najwięcej ofiar spośród elitarnych kręgów rycerstwa i
szlachty.
Natura nie znosi próżni, stąd nic dziwnego, że w tak sprzyjających
okolicznościach cywilizacja żydowska wydała spośród siebie wielu ludzi,
mniej
lub bardziej zasymilowanych jako protestantów, agnostyków, czy wręcz
ateistów,
którzy skutecznie zagospodarowali niemal wszystkie dziedziny życia
duchowego, a
w II połowie XX w., sięgnęli do wnętrza Kościoła, „otwierającego
się na
świat”. Centralną, jawną zasadą działalności ludzi cywilizacji
żydowskiej w tych dziedzinach jest wytyczanie kierunków myśli ludzkiej
zgodnie
z metodą aprioryczną. Aktualnie
kierunki te zostały zebrane w koncepcji tzw. „społeczeństwa
otwartego”
Bergsona -Poppera - Sorosa. Dzięki przewrotnej tezie „strzyżonego
pluralizmu”(„trawnika” politycznego) każdy pogląd jest
szanowany
i dozwolony, byle nie rościł sobie prawa do zdominowania innych.
Jako argument podaje się, że taka dominacja rodzi totalitaryzm w
rodzaju
Hitlera czy Stalina, a więc trzeba temu raz na zawsze zapobiec. Takie „strzyżenie”
musiałoby się jednak odbywać pod parasolem globalistycznej władzy
państwowej i
oznaczałoby w bliskiej perspektywie prześladowania chrześcijan.
Lekarstwo na
totalitaryzm miałoby więc z istoty swojej charakter totalitarny. Istnieje
jednakże jeszcze drugi argument. To zasada nieoznaczoności,
arbitralnie przeniesiona przez Sorosa z fizyki mikroświata do życia
społecznego
po to, aby móc twierdzić (wiara naukowa!), że prawdy
obiektywnej,
niezaburzonej przez nasze akty poznawcze, nie jesteśmy w stanie
określić. Jest
to pogląd modyfikujący zasadniczo tezę materializmu filozoficznego,
zgodnie z którą świat jest nie poznany, ale poznawalny - w
domyśle -
asymptotycznie. Soros i tutaj idzie w
ślady elit żydowskich, które - szczególnie w czasach nowożytnych -
zajmują się
przede wszystkim wyznaczaniem kierunków myśli ludzkiej, pozostawiając
chrześcijanom
ich drążenie i spory o Nagrodę Nobla. „Społeczeństwo otwarte”
(we wcześniejszych fazach „społeczeństwo wolności” –
Rewolucja
Francuska), a następnie „społeczeństwo obywatelskie” (Republika)
ma ułatwione wejście na elitarne salony. Wielu uczciwych ludzi
(zakorzenionych
w cywilizacji łacińskiej, a zarazem koncesjonowanych) wybrało w czasach
terroru
ideologicznego, narzucanego przez socjalkomunizm, samobójczą opcję: „prosimy
o pluralizm, bo to będzie demokratyzacja ustroju”. Opcję tę
podpowiadano środowiskom koncesjonowanym z różnych stron: od Gomułki
poczynając, poprzez zachodnich ideologów aż po Mao-Tse Tunga („niech
zakwita
100 kwiatów”). Po pierestrojce aparat
totalitarny CSP został
przestrojony na fale
socliberalizmu, a pluralizm pokonał wysoko na punkty tolerancję,
tak jak cywilizacja gromadnościowa pokonuje na długich dystansach
personalistyczną. Kościół
rzymskokatolicki bez cywilizacji personalistycznej może tylko wegetować
w
diasporze. Podstawowy dogmat Kościoła o Trójcy Świętej
opiera się
bez reszty na pojęciu osoby, to samo dotyczy istoty religii, wiążącej
osobę
ludzką z Osobami Boskimi w Trójcy Świętej.
Spowiedź uszna
jest typowa dla cywilizacji personalistycznej, podczas gdy cywilizacja
bizantyńska w Niemczech wypromowała - jako rzekomo satysfakcjonującą -
gromadnościową spowiedź powszechną. „Szczytowym
osiągnięciem” cywilizacji
gromadnościowych
ma być tzw. „społeczeństwo otwarte”, które stanowi bezładną
gromadę
jednostek o maksymalnej entropii - przypominającą idealne
wysypisko
śmieci - na którym doktryna zakazuje segregacji, w obawie, aby bardziej
wartościowe elementy nie zdominowały reszty. Ponieważ człowiek ma duszę
nieśmiertelną, nigdy tak do końca nie zgodzi się być śmieciem i
zawsze
będzie dążyć do ładu w swoim otoczeniu, do hierarchii wartości, a więc
i osób
je reprezentujących, czyli elit. W warunkach totalitarnej przemocy musi
to
powodować permanentną rewolucję, taki bunt w gigantycznym obozie koncentracyjnym. Te
tak straszne konsekwencje odrzucenia Boga jako centrum życia osobistego
i
społecznego de facto już u progu czasów nowożytnych i
wyniesienia
człowieka na Jego miejsce kończą się dziś na naszych oczach klęską
człowieka, który przestaje odczuwać tęsknotę za Absolutną Prawdą i
godzi się na
pseudoprawdę kogoś nieznanego, silniejszego od niego - a są to elitarne
środowiska cywilizacji żydowskiej, aktualnie pilotowane przez George’a
Sorosa. Zwalczanie Boga w sercu człowieka Ojciec
Święty Jan Paweł II, zapytany, o co najczęściej się modli, miał
odpowiedzieć: „o
Miłosierdzie Boże nad światem”. W
ciągu ostatnich wieków CSP walczyły wprost z Bogiem, bądź negując Jego
istnienie,
bądź też potrzebę Jego istnienia,
zawsze „w imię dobra i szczęścia człowieka”, którego Bóg jakoby
krępuje.
Jest to dokładna powtórka z Księgi Rodzaju po wielu tysiącach
lat.
Wówczas odrzucenie Boga doprowadziło do pierwszego bratobójstwa. Dziś
umysły ludzkie
są często już tak zamulone, że nie słyszą głosu prawa naturalnego.
Pluralizm jest tak agresywny, że głos Kościoła nazywa „głosem
w
dyskusji”, a sam Kościół redukuje do jednej z niezliczonych, tzw. „organizacji
pozarządowych” (powołanych, z dużym wyprzedzeniem, do życia przez
CSP
niemal równolegle z ONZ). Drogę do masowego bratobójstwa w czasach
nowożytnych
otwarto w wieku XX, kiedy to elity cywilizacji łacińskiej zostały
ostatecznie
wymordowane. Dziś już można walczyć o zniesienie kary śmierci dla
ciała, bo
rozpoczął się czas kary śmierci dla duszy. Ta przepaść zła w postaci
przemocy
duchowej ze strony nieistniejącej prawnie Unii Europejskiej, w którą
spychana
jest Polska, nie może być zasypana siłami czysto ludzkimi. Potrzebne są
nam nadludzkie siły wiary, nadziei i
miłości, po to, aby się spełniły prorocze słowa: „...rękę
wyciągnie
brat do swego brata, wróg w kraj odejdzie daleki”. Dlaczego zatem jest nam tak trudno zrozumieć, że tylko powrót do Boga może uratować świat, a w nim naszą Ojczyznę, nasze rodziny, nas samych? Bóg
kocha człowieka, obdarza go nieograniczoną wolnością, co znajduje
materialne
potwierdzenie w stworzeniu świata, jego
organicznych i nieorganicznych zasobów. Są one tak rozmieszczone, w
takich ilościach,
że ich wydobywanie jest realne. Wolność swoją może człowiek wykonywać w
dowolny
sposób, czego dowodem jest zaprzęgniecie jej w służbę nawet szatanowi,
i to w
skali całych społeczeństw, żyjących w cywilizacjach gromadnościowych.
Jednostka
w gromadzie z reguły ulega tzw. zasadzie gromady, jaką jest
wódz
(cywilizacje turańskie w Azji), państwo (bizantyńska cywilizacja w
Niemczech)
lub wybraństwo religijne (cywilizacja żydowska). W
tym świetle mamy obowiązek walki o cywilizację łacińską, jako
cywilizację personalistyczną,
w sposób taki jak przed wiekami, czyli dobrym przykładem elit,
pociągającym za
sobą całe społeczeństwo, oraz jej obrony przed wrogiem zewnętrznym.
Dlatego
jako Polacy - katolicy mamy obowiązek żyć według zasad Ewangelii i
zachować
roztropny dystans wobec międzynarodowych elit intelektualnych, popychających Kościół na drogi wytyczane
przez tzw. „Siły Postępu i Rozwoju” – doborowe oddziały
CSP. Jeżeli
ktokolwiek osobiście odczuwa nieprzemożną potrzebę ciągłego postępu i
rozwoju,
wewnętrzną lub inspirowaną z zewnątrz, przez media, to powinien to - w
sumieniu
swoim - czynić na własny rachunek i odpowiedzialność. Wszelkie zaś
sukcesy w
tej dziedzinie powinien - jeżeli nie chce ryzykować utraty swojej duszy
- oddać
Bogu jako dar swojego życia i uwielbić Go. Dla
osób zorientowanych w matematyce wyższej można tu dodać, że Bóg
stworzył świat
jako supergrupę, zamkniętą na Siebie, a jej elementem świadomym
stworzył
- na swój obraz i podobieństwo - człowieka. Samo
przemieszczanie
elementów grupy niczym złym nie grozi, a pozwala tylko poznać jej -
praktycznie
nieskończone - piękno jako odbicie Stwórcy. Grzech pierworodny polegał
na
wyjściu poza grupę i rządzenia nią z pozycji Stwórcy, co
spowodowało jej
skażenie, ze śmiertelnością człowieka włącznie. W
ciągu dalszych dziejów Bóg nic nie zmienił w tej skażonej grupie.
Pozostawił
człowiekowi możliwość polepszania swojego losu i poprzez Ofiarę
swojego
Syna dał szansę na powrót do stanu wcześniej przewidzianego
jako
przyjaźń. Jednakże dziś to polepszanie zmienia się w próby powtórki
z Księgi
Rodzaju, czyli rządzenia grupą z pozycji Stwórcy. Siły SPR nazywają
to
bezprawie „wyzwaniem dla człowieka”, a jego podjęcie – „dopełnianiem”
stworzenia świata przez Boga. Często używane słowo „wyzwanie”
jest w
języku masonerii wezwaniem człowieka do pychy. Wszyscy
ci, którzy trochę więcej wiedzą, będą też więcej odpowiadać za swoich
zagubionych bądź oszukanych braci. Do czego prowadzi zaniedbanie Największe „wyzwanie”,
używając przywołanego wyżej popularnego
określenia
masonerii, które - w braku refleksji i naprawy - rokuje zagładę światu,
to brak
logicznej konsekwencji w odczytywaniu Księgi Rodzaju. Ciąg wydarzeń w
tej
Księdze nie pozwala na żadne dowolności: przed popełnieniem
grzechu
pierworodnego Bóg wezwał człowieka do czynienia sobie Ziemi
poddaną,
natomiast po popełnieniu grzechu pierworodnego Bóg
wygnał z raju
Adama i Ewę, uprzedzając o czekającej ich ciężkiej doli. W czasach nowożytnych w powszechnym odbiorze
Księgi Rodzaju liczy się
tylko wezwanie do czynienia sobie Ziemi poddaną. Jest
to w dużej mierze kwestia protestantyzacji oraz judaizacji sposobu
myślenia
elit europejskich. W połączeniu z wzrastającą obojętnością wobec faktu,
czy
grzech pierworodny zaistniał czy nie, oraz wobec ogólnej zgody na
pluralizm,
czyli zredukowanie głosu Kościoła do skali „głosu w dyskusji”,
trzeba
uważnie zastanowić się nad sytuacją. W krajach stanowiących serce
Kościoła
rzymskokatolickiego wypróbowywana jest „technika” łagodnego,
stopniowego
odłączania człowieka od Boga - Stwórcy, w Trójcy Świętej Jedynego,
komplementarna do polityki ignorowania Aktu Stworzenia i
zaistnienia
grzechu pierworodnego. Polega ona na akcentowaniu Chrystusa Pana
z
równoczesnym, delikatnym odsuwaniem w cień Boga Stwórcy i Ojca
oraz - w mniejszym stopniu - Ducha Świętego. Na czym to
polega?
Zarysujmy tylko problem. Dowolność
doboru czytań ewangelicznych, będąca wynikiem apriorycznej tezy SWII o
konieczności poznania całego Pisma Świętego, uniemożliwia korzystanie z
wypracowywanego w Kościele - przez blisko XX wieków - kontaktu z
Chrystusem
Panem, który zawdzięczamy Ewangelistom i Tradycji. Dla przykładu
kuszenie
Chrystusa Pana jest opisane w trzech spośród czterech ewangelii, przy
czym
tylko w jednej z nich jest to opis najpełniejszy i ten właśnie jest - w
wyniku reformy
liturgii - czytany przynajmniej trzy razy rzadziej i w trudnych do
przewidzenia terminach. Inny przykład - gdyby ewangelia o Miłosiernym
Samarytaninie
była - tak jak w poprzedniej liturgii - czytana raz w roku o tej samej
porze, z
pewnością ogólnoświatowa nieoficjalna akcja promowania bezrobocia
przez
globalistów zmuszałaby nas do głębszej refleksji, niż ma to miejsce
aktualnie. Zgodnie
z prawem obowiązującym w Prusach Królewskich kandydat na
biskupa nie
musiał się wykazać pochodzeniem szlacheckim. Dzięki temu Polska dała
światu Sługę
Bożego Stanisława Kardynała Hozjusza, architekta i obrońcę Soboru
Trydenckiego, człowieka, który dzięki męstwu wiary zatrzymał drogą
pokojową
triumfalny pochód Reformacji w Europie. Przyczyniło się do tego głównie
jego
dzieło Chrześcijańskie wyznanie wiary katolickiej,
przetłumaczone
za jego życia na 22 języków narodowych (wg innych źródeł na 39). Jak
wiemy, msza św. tzw. trydencka, obowiązywała aż do Soboru
Watykańskiego
II, który m.in. zarządził wprowadzenie do liturgii języków narodowych.
Szkoda
wielka w tej sytuacji, że przekład dzieła Hozjusza na język polski
ukazał się
dopiero 442 lata po jego opublikowaniu w Moguncji i 34 lata po Soborze
Watykańskim
II. Szkoda wielka, że Polacy - uczestnicy SWII - nie mieli
możliwości
powołania się na dzieło Wielkiego Rodaka. Byłoby być może
osiągnięte
bardziej szczęśliwe podejście SWII tak do kwestii liturgii, jak i do
kwestii
jedności w Kościele. Wniosek taki czyni bardzo prawdopodobnym
aposterioryczna wiedza Feliksa Konecznego o cywilizacjach. Odsuwanie
Kościoła od autorytarnej obecności w życiu publicznym zaczęło
się z
początkiem czasów nowożytnych i sfinalizowało po SWII. Brak
opiniotwórczej,
autorytarnej roli Kościoła zaowocował upadkiem myśli politycznej, stąd
tak
powszechny bezkrytycyzm wobec nieistniejącej prawnie Unii
Europejskiej.
Trzeba liczyć się poważnie z tym, że UE przygotowywana jest - po
opanowaniu
Polski - do wszczęcia otwartego prześladowania Kościoła jako przeszkody
na
drodze do realizacji superateistycznego „społeczeństwa otwartego”
Bergsona - Poppera - Sorosa. Byłoby to sfinalizowanie
zadania
postawionego przed socjalkomunizmem, które tak trafnie opisał Zygmunt
Krasiński
w Nie-boskiej komedii: Przechrzta Cieszmy
się, bracia moi. - Krzyż, wróg nasz, podcięty, zbutwiały, stoi dziś nad
kałużą
krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej... Chór Przed
wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi - my go na nowo dziś umęczym i nie
zmartwychwstanie więcej.- Przechrzta Chwil
kilka jeszcze, jadu żmii kropel kilka jeszcze - a świat nasz, nasz, o
bracia
moi!- Działania
w kierunku budowy „społeczeństwa otwartego” sięgają
początków XX
w. Już w 1913r. CSP powołały do życia w Holandii ogólnoświatową
organizację pod
nazwą International Union of Local Authorities (IULA) w celu promocji lokalnych,
demokratycznych samorządów i ich współpracy (wytłuszczenie IULA). Są
już przygotowywane listy lokalnych autorytetów, które
mają
zastąpić docelowo dotychczasowe listy kandydatów do władz samorządowych
z
ramienia partii politycznych („Dziennik Bałtycki” z 07.11.2003 w
artykule Zagrajmy
o Pomorze). Ten sam proces zaczyna obejmować
- w sposób poufny - także kandydatów do Władz Rzeczypospolitej
Polskiej. Taki
jest w skrócie mechanizm, pomyślany dla usuwania
Kościoła
rzymskokatolickiego z Jego najważniejszego terenu działania,
nietkniętego w
Polsce - jak dotąd - od ponad 1000 lat. Wnioski dla katolików świeckich Odradzanie
cywilizacji łacińskiej musi zacząć się w Polsce. Na pierwszym miejscu
trzeba oddzielić pracę narodu polskiego dla siebie od prześladowań tego
narodu
przez ideologię socjalkomunistyczną, którą zbudowała, pielęgnowała i
egzekwowała - aż do zbrodni włącznie - w okresie PRL skomunizowana
inteligencja
żydowska. Na drugim miejscu trzeba
ostrzec przed powtarzaniem przez elity polskie podstawowego błędu:
szlachta XIX-wieczna zajmowała się praktycznie tylko sobą. Skończyło
się to w
zaborze austriackim - rabacją Szeli, w zaborze rosyjskim -
uwłaszczeniem
chłopów przez carat, w zaborze pruskim - wydzieraniem polskiej ziemi
chłopskiej
przez Niemców. Wielkie dzieło gospodarcze ks. Druckiego-Lubeckiego
zostało
przez ówczesną szlachtę i wszystkie kolejne pokolenia Polaków politycznie
zignorowane, a przecież to on udowodnił, zakładając Bank Polski,
że
Polacy potrafią sami rządzić zarobionym uczciwie pieniądzem, z
pominięciem
pośredników, działających w interesie cywilizacji żydowskiej. Na trzecim miejscu trzeba
wskazać, że odbudowa państwa cywilizacji łacińskiej musi być
oparta na przykazaniu
miłości Boga i bliźniego, przestrzeganym w całym przekroju
społecznym: od
skromnego pracownika fizycznego aż po prezydenta państwa. Dlatego
trzeba się
upokorzyć i przestać potępiać okres PRL „w ciemno”, pod
dyktando jego ideologów, wywodzących się z cywilizacji żydowskiej, bo
tym samym
odbieramy sobie sami jako naród prawo do suwerennego życia na
własnej ziemi. Wróćmy do totalnego zaufania Bogu Współczesne
ludy żyjące w cywilizacjach gromadnościowych są nieuchronnie skazane na
wegetację duchową, a w konsekwencji narażone na zbiorową zdradę prawa
naturalnego i dziedziczenie psychofizyczne tej zdrady. Na
progu
dziejów ludzkości Bóg pozostawiał takie ludy (potop, Sodoma i Gomora)
na drodze
do samozagłady, po to, aby człowiek mógł się odbudowywać z Bożą pomocą
w
posłuszeństwie prawu naturalnemu i dać się prowadzić ku Objawieniu.
Wiele wskazuje na to, że i dziś Bóg może pozostawić same sobie dążące
do
samozagłady, czyli gnijące, nienaprawialne społeczeństwa naszych czasów. Polska
nie może pozostać bierna wobec atakującej ją lawiny zła. Należy unikać
zajmowania się niezliczonymi tematami zastępczymi, podsuwanymi
Kościołowi hierarchicznemu. Zadanie
Kościoła hierarchicznego jest jasne: przechowywanie i upowszechnianie
depozytu
wiary wśród całego społeczeństwa poprzez nauczanie wiary osób i rodzin
oraz
nauczanie świadczenia tej wiary troską o życie społeczne według
zasad
cywilizacji łacińskiej Obowiązkiem każdego Polaka
jest wierność prawu naturalnemu
przez wzorowe
życie osobiste - przede wszystkim rodzinne, oraz wspieranie Kościoła
rzymskokatolickiego jako promotora i przewodnika narodu w jego
misji na
rzecz cywilizacji łacińskiej. Niezbędne jest w tym celu przestudiowanie
adhortacji Pastores gregis (Pasterze owczarni,
czyli O
Biskupie słudze Ewangelii dla nadziei świata) Jana Pawła II,
podpisanej 16
października 2003 r. Owocem
takiej postawy będzie uchwalenie Konstytucji Rzeczpospolitej
Polskiej,
uwalniającej naród z przekonania o swojej bezsilności i bezradności. O
akceptacji takiej Konstytucji świadczyłaby natychmiastowa likwidacja politycznej
produkcji bezrobocia, planowo pozbawiającej pracy miliony
Polaków, oraz
zahamowanie narastającego znieczulenia katolickiego narodu
wobec tego
procederu. Wymagać to będzie równie natychmiastowego wypowiedzenia
szkodliwych
umów międzynarodowych, na czele z Układem o Stowarzyszeniu ze
Wspólnotami
Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi z 16.12.1991 r. w trybie
art.
118 tego Układu. Pozostałe wszelkie zobowiązania wobec Unii
Europejskiej
są nieważne od początku z mocy prawa, jako że Unia Europejska w
momencie ich „zawierania”
nie posiadała podmiotowości prawnej i nie będzie jej posiadać w haniebnym
dniu 1 Maja - symbolu znienawidzonego ustroju socjalkomunistycznego. Nie
mamy szansy na powrót do Boga - w życiu osobistym i publicznym jednocześnie
- bez upokorzenia się przed Prawem Naturalnym i Objawionym.
Wezwanie do postępu
i rozwoju musi, oprócz uwielbienia Boga, mieć za cel miłość do
drugiego,
konkretnego człowieka. To
ostrzeżenie przed „chrześcijańskim globalizmem” pochodzi
od bł. Matki Teresy z Kalkuty: „Jezus
nie powiedział: ››abyście miłowali cały świat‹‹. Powiedział: ››abyście
się
wzajemnie miłowali‹‹. Można kochać tylko jednego człowieka w danej
chwili.
Jeśli będziecie oglądać się za tłumami, zagubicie się. Podczas gdy
rozprawiacie
o głodzie, ktoś umiera w waszym sąsiedztwie”.
|
|