ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Wacław Kiczora

Polityka i Strategia

WIEDZIEĆ, ABY ROZUMIEĆ,
ROZUMIEĆ, ABY OCALIĆ WŁASNE PAŃSTWO

NPW 3-4, 2004


Część I

›Wstęp‹

„I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Społeczeństwo, które nie potrafi zorganizować powszechnego samokształcenia, legalnie lub konspiracyjnie, zależnie od warunków, łatwo ulega destrukcji i przestaje kierować swoim losem; aby przeżyć, trzeba dużo wiedzieć i stale się dokształcać. W przeciwnym razie – „głupich nie sieją”. Podaję obiegowe opinie:

„Chłopy, my na Olka”. „LPR to oszołomy”. "Lubię Adama, bo fajnie się jąka i mądrze gada”. „Jestem za Unią, bo jak wstąpimy, będziemy mieć wpływ na losy Europy”. „Nie jest tajemnicą, że Papież jest wielkim entuzjastą Unii Europejskiej” (min. K. Janik). „Jestem za Unią, bo nareszcie będzie porządek”. „Będę głosować za Unią, bo ludzie potrzebują bata”. „Nie będę głosować, bo polityka mnie nie interesuje”. „Nie głosuję, bo i tak nic się nie zmieni”. „Jestem za, bo w Portugalii Unia zbudowała autostrady”. „Jestem za Unią, bo obowiązywać będą ostre normy czystości mleka”. „Ojciec Święty jest dla mnie najwyższym autorytetem, będę więc głosować zgodnie z Jego zaleceniem”. „Jak będziemy w Unii, nareszcie będziemy mieć gospodarza”. „Jestem zwolennikiem PiS, a oni są za Unią”. „Jesteśmy za Unią, ponieważ w Unii pensja policjanta nie może być mniejsza od równowartości 2 tys. USD”. „Mom 600 zł renty i jak mi to przeliczom na 600 euro, byde se dobrze żył”. „Musimy wejść, bo nie można stracić historycznej szansy”. „Jestem za, bo nie ma alternatywy”. „Popatrz pan na mapę, nie możemy nie wejść do Unii, jeśli wszyscy dookoła tam wejdą”. „Trzeba wejść, bo ks. katecheta mówił dzieciom, że w Unii będą wyższe zasiłki dla bezrobotnych”. „Będę głosować za Unią, bo moje prawo jazdy będzie ważne w całej Europie”. „Nie możemy zrezygnować z postępu cywilizacyjnego, jaki Unia nam daje”. „Nawet Papież słucha Kwaśniewskiego, a ja mam być przeciw?” „Jestem katolikiem, a biskupi są za Unią”. „Jestem za Unią, bo Polacy nie potrafią rządzić się sami”. „Wszystko mi jedno, kto będzie rządzić, byle rządził dobrze”. „W Unii na pewno będzie lepiej”. „Nie jesteśmy przeciw Unii, ale jak wchodzić z takim rządem?” „Spełniłam patriotyczny obowiązek i głosowałam tak, żeby moim wnukom było lepiej”. „Jeśli nie Unia, to co? Władywostok?” (bp T. Pieronek, TVN).

A w telewizji:

·       Agitator (na tle zabytkowej belgijskiej twierdzy): „Takich umocnień już się nie buduje”; „W Unii Europejskiej nie prowadzi się wojen”. [Po co prowadzić wojny, jeżeli cele, dla których je prowadzono, załatwia obecnie swobodny przepływ kapitału, osób, własności i politycznie poprawnych idei. Międzynarodowe koncerny i banki mogą zawsze skolonizować słabszych ekonomicznie partnerów, a z pomocą „czwartej władzy” (media) ogłupiać masy].

·       Agitator: „Nie tylko Niemcy, Holendrzy, Francuzi, Duńczycy kupować będą ziemię w Polsce, ale polscy rolnicy będą mogli robić to samo we Francji, Holandii lub w Niemczech”. [Bzdury!]

·       Agitator: „Nasi przedstawiciele w Unii Europejskiej wpływać będą na kształt przyszłej Europy”. [K. Bielecki, Gronkiewicz-Waltz, Iwiński już wywierają wpływ!, a wielu innych przymierza się do lukratywnych unijnych stanowisk. Tymczasem społeczeństwo polskie nie potrafiło dotychczas wybrać rządu dbającego o jego podstawowe interesy tutaj, w Warszawie, cóż dopiero przedstawicieli do Brukseli. Parlament Europejski działa na zasadzie bezwzględnej większości swoich członków, jaki więc wpływ ustawodawczy będą mieć w nim przedstawiciele Polski, pozostający zawsze w mniejszości? Poza tym Parlament Europejski może jedynie zalecać i opiniować. Rzeczywistą władzę ma Komisja Europejska i jej komisarze; zatrudnia ona tysiące urzędników i miesięcznie produkuje tony dokumentów i dyrektyw. Parlamentarzystom nie wolno nawet występować w imieniu swoich krajów, a jedynie reprezentować europejskie partie polityczne. Aby ocalić Polskę, potrzeba nam minimum dwadzieścia lat gospodarzenia na swoim, bez unijnego dyktatu].

·       Agitator: „Młodzi Polacy będą studiować w całej Europie”. [Koszt studiów wynieść może nawet 30 tys. euro, a na stypendium liczyć może garstka eurolizusów. Kto jednak sfinansuje studia pozostałym kandydatom? Bezrobotni rodzice? Zubożeli rolnicy? A może dziadkowie emeryci?]

·       Agitator: „Polacy będą pracować w całej Europie”. [Ale u najbliższych sąsiadów po siedmioletnim okresie przejściowym. W każdym wypadku będą to najgorsze prace (Unia nie rozwiązała u siebie problemu bezrobocia i na każde stanowisko czeka wielu miejscowych kandydatów), nie mówiąc już o kosztach zakwaterowania, problemach językowych i komplikacjach  rodzinnych. Zauważmy jednak, że okres przejściowy nie obowiązuje unijnych urzędników, doradców i specjalistów, którzy wraz z rodzinami osiedlą się w Polsce, pobierając należne im świadczenia, i stopniowo będą wypierać polską inteligencję. Być może pracę w krajach Unii dostaną nasi najlepsi specjaliści, będzie to jednak „drenaż mózgów” ze szkodą dla polskiego społeczeństwa.] itd., itp.

Albo:

W Unii Europejskiej każda paczka papierosów zawierać będzie ostrzeżenie „palenie zabija”, tak jakby ostrzeżenia tego rodzaju były możliwe tylko w Unii. Przypomina to do złudzenia początek lat pięćdziesiątych, kiedy to, otwierając broszurę o hodowli królików, we wstępie czytaliśmy: „Znaczenie hodowli królików w gospodarce dawno już doceniono w Związku Radzieckim, gdzie dzięki twórczej pracy radzieckich uczonych w hodowli tej uzyskano znakomite wyniki”. Pamiętamy też dowcipy z tego okresu w rodzaju: „Która godzina?”, „Czwarta ze Związkiem Radzieckim na czele”. W unijnej propagandzie historia się powtarza.

 

1. Zamiana realnego socjalizmu na Unię Europejską, czyli z klatki do klatki (scenariusz spisku)

Okrągły Stół. Na plecach Solidarności „Europejczycy” obejmują większość stanowisk w kolejnych rządach, w partiach politycznych, gospodarce i kulturze.

·       Radio, telewizja i polskojęzyczna prasa rozpoczynają „pranie mózgów”, nieustający potok wywiadów i dyskusji na temat akcesji, bez przeciwnika, według zasady: „Jak widzi pan swoją przyszłość i dlaczego jest nią Unia Europejska?”. Jak nie Buzek, to Bielecki, jak nie Bielecki, to Wolski, jak nie Wolski, to Geremek; potem na zmianę Oleksy, Borowski, Kalisz, Kaczyński, Kalinowski, Huebner, Janik, Prezydent, Siwiec, Iwiński, Miller, Rokita, Pastusiak itd., itp. Historyczna szansa... wkroczenie na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego... awans cywilizacyjny... bezpieczeństwo... przyjazne sąsiedztwo... bogaci inwestorzy... równe szanse. Propaganda telewizyjna i radiowa, całkiem jak trening boksera z gruszką, bez przeciwnika, nie na ringu (tam mógłby zdarzyć się nokaut), ale w asyście dyspozycyjnego, prounijnego dziennikarza. Przykładowo, w kampanii przedreferendalnej, w „Loży Prasowej” TVN, w składzie kilku debatujących dziennikarzy nigdy nie znalazł się żaden eurosceptyk; dyskutowali wyłącznie etatowi euroentuzjaści typu Rafał Ziemkiewicz lub pani Paradowska z „Polityki”.

·       A tymczasem budowa „kapitalizmu bez kapitału”, czyli przejmowanie majątku narodowego przez zagraniczny kapitał i konsekwentne niszczenie wszystkich sektorów gospodarki.

·       Dalsze obezwładnianie społeczeństwa przez medialne manipulacje i socjotechniki, sondaże, przemilczenia. Zalew polskojęzycznych wersji zachodnich kolorowych czasopism i demoralizacja młodzieży. Tłumienie niezależnego myślenia, świadomości historycznej i tożsamości narodowej. Propaganda globalizmu, zaciekłe zwalczanie i ośmieszanie wątłej enklawy niezależnych mediów. Pełna transmisja obrad parlamentu dostępna tylko na długich falach pierwszego programu Polskiego Radia (najgorszy odbiór, a odbiorników z długimi falami prawie już nie ma). Wszystko po to, aby nie nagłaśniać antyunijnych opinii kilku posłów i kłopotliwych pytań kierowanych do rządu. Bajki o wirtualnych unijnych funduszach, stachanowskie dostosowywanie polskiego prawa do wymogów unijnych. Końcowy szturm negocjacyjny uwieńczony „wielkim sukcesem” i telewizyjną euforią. Wszystko, jak za socjalizmu, dla dobra przyszłych pokoleń. W rezultacie kryzys gospodarczo-społeczny, masowe bezrobocie i drastyczny spadek zaufania do rządzących elit.

Przywódcy SLD, PO, PiS, PSL nie wyobrażają sobie Polski poza strukturami Unii Europejskiej. Unia Europejska jest dla jej organizatorów czymś tak doniosłym, że kiedy SLD wygrywa wybory, ale brakuje im kilku posłów do uzyskania miażdżącej przewagi w Sejmie, natychmiast na odsiecz „postkomunistom” przylatuje ze Stanów „antykomunista” z Wolnej Europy, Jan Nowak Jeziorański, z pomysłem skaptowania do SLD kilku posłów z innych ugrupowań, bo tylko silne SLD gwarantuje bezkolizyjne wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej. Nawet tak „antykomunistyczne” ugrupowania, jak PO (Unia Wolności bis) oraz PiS w sprawach akcesji z poświęceniem, ponad podziałami, ściśle współpracują z SLD. Po zamknięciu owocnych negocjacji w Kopenhadze (22% VAT w budownictwie, 25% tego, co otrzymują rolnicy unijni itp.), zagorzały entuzjasta Unii Europejskiej, Rafał Ziemkiewicz, w „Loży Prasowej” TVN pouczył wątpiących, że Polska nie składa się z samych rolników – pierwsze lata w Unii mogą rzeczywiście być trudne, trzeba jednak patrzeć dalej niż na koniec swojego nosa, ponieważ świetlana przyszłość może nastąpić nawet już po dwudziestu latach.

Tak więc Unia Europejska to bezalternatywna przyszłość, coś, co po prostu musi być i już! Podobnie jak „wolność dla Iraku”. Domyślamy się, że promotorami tej konieczności dziejowej, zarówno u nas, jak i w krajach unijnych i kandydujących, są genetycznie pokrewne elity.

Jak podało Radio Watykan, tuż przed referendum na temat przystąpienia do Unii Europejskiej apelowali biskupi węgierscy i czescy, a Metropolita Lubelski przyrównał nawet eurosceptyczny katolicki „Nasz Dziennik” do komunistycznej „Trybuny”. Tak więc bystrzejszy obserwator zauważy, że promocja globalizmu niejedno ma imię.

Jan Nowak Jeziorański powiedział w telewizji, że jeżeli nie wejdziemy do Unii, szybko utracimy suwerenność (tak jakby w „eurolandzie” zachowanie suwerenności było możliwe). Oryginalność unijnego pomysłu polega na tym, że utrata suwerenności musi być jeszcze opłacona z własnych pieniędzy kandydata. Trzynaście lat „prania mózgów” i niedopuszczania przeciwników akcesji do głosu zrobiło swoje. Znaczna część społeczeństwa, ogłupiona przez propagandę, głosując za Unią, popełniła „zbiorowe samobójstwo”, podobnie jak sekta w Gujanie 1978 r. (wg TVN 52% głosów za Unią oddano również pod wpływem wypowiedzi Papieża z 19.05.2003).   

 

2. Dlaczego samobójstwo?

2.1. TRAGICZNE SKUTKI MANIPULACJI. Jak było do przewidzenia, pomimo złożonych protestów (np. prof. R. Broda z Klubu „Myśl dla Polski”) Sąd Najwyższy uznał ważność referendum, a media wzmiankowały jedynie o marginalnych uchybieniach, przemilczając zupełnie dyskwalifikujący zarzut nierównego dostępu przeciwników do środków masowego przekazu.

·       W kampanii propagandowej przemilczano zagrożenia i zbagatelizowano niekorzystne dla Polski, nierównoprawne wyniki negocjacji.

·       Polskę zaproszono do negocjacji na warunkach nicejskich. Po referendum okazało się jednak, że Traktat Nicejski miał jedynie skłonić Polaków do głosowania za akcesją; w ramach konwentu zaproponowano już nowe, niekorzystne dla Polski warunki członkostwa.

·       Równocześnie okazało się, że dwudziestu pięciu państwom członkowskim narzuca się wspólną konstytucję, co automatycznie wprowadza nadrzędność prawa wspólnotowego, znosi dotychczasowe konstytucje narodowe, likwiduje suwerenność państw członkowskich i przekształca Unię w jedno państwo europejskie. Faktu tego nie podaje się do publicznej wiadomości.

·       W żadnej publicznej debacie nie przedstawiono społeczeństwu dwóch przeciwstawnych koncepcji budowania jedności europejskiej: wizji Schumana i de Gaulla (Europa współpracujących ze sobą suwerennych państw) oraz Manneta (superpaństwo europejskie). Gdyby głosujący w referendum mieli świadomość, że głosując za akcesją wchodzą na drogę do totalitarnego superpaństwa (państwo takie, aby istnieć, musi mieć charakter totalitarny), z pewnością głosowaliby przeciw akcesji.

·       W konfrontacji z rzeczywistością wszystkie stwierdzenia Prezydenta, zawarte w jego propagandowej broszurze rozesłanej do naszych domów, okazały się nieprawdziwe (poseł Wrzodak, debata sejmowa 10.12.03). Broszura nie informowała również, czy możliwe jest wyjście z Unii Europejskiej i na jakich zasadach, jeśli nie spełni ona oczekiwań społeczeństwa danego kraju.

·       Nie podano, jaki jest obecnie procent osób rozczarowanych Unią w krajach piętnastki.

·       Jak wiadomo, obradom każdej unijnej konferencji towarzyszą burzliwe manifestacje antyglobalistów. Referenda wykazują, że ponad 20% głosujących nie ulega propagandzie i nie chce Unii Europejskiej. Pod prąd idą zazwyczaj najbardziej wartościowi ludzie. Czy Unia zagwarantuje im swobodę zrzeszania się i publikowania swoich opinii? Wszak bez opozycji nie ma demokracji.

·       Należy dodać, że wbrew nachalnej kampanii propagandowej uzyskany wynik referendum nie legitymizuje moralnie akcesji; 22% przeciw akcesji i 42% tych, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu, stanowi łącznie 64-procentową większość. W prawdziwie demokratycznym państwie cytowane powyżej uchybienia wystarczyłyby do unieważnienia referendum, a bardziej świadome społeczeństwo nigdy nie zgodziłoby się na Unię Europejską w jej obecnym kształcie. Tak więc szermowanie przez prominentów „wolą narodu” nie ma uzasadnienia. Recepta była prosta: najpierw naród ogłupić, następnie cynicznie powoływać się na jego „wolę”.

·       W świetle realiów, po referendum, nawet unijni naganiacze zaczynają przyznawać, że  fundusze unijne stają się coraz bardziej iluzoryczne, że otrzymywać z Unii będziemy mniej, niż do niej wpłacać, a krach finansowy państwa jest realną groźbą. Na dobrą sprawę nikt nie potrafi wymienić choćby jednej pozytywnej strony akcesji. Nie mówi się już nawet, że po siedmioletnim okresie przejściowym będziemy mogli podróżować po Europie bez paszportów (i bez pieniędzy?). W Polsce natomiast osiedli się wielu cudzoziemców. Jedno jest pewne: po zatwierdzeniu unijnej konstytucji tracimy suwerenność i przestajemy być gospodarzem we własnym kraju.

Ratunkiem mógłby być zapis w prawie unijnym: „bankrutów nie przyjmujemy”, mamy jednak zbyt dużo nieskażonej ziemi uprawnej i bogactw naturalnych, aby liczyć na to, że eurokraci zostawią nas w spokoju.

Dyskutuje się zawzięcie plan Hausnera, plan ratunkowy przed krachem finansowym państwa w przededniu wejścia do Unii Europejskiej. Czy bankructwo jest szansą na świetlaną przyszłość w unijnej wspólnocie? Pytanie to zignorowała przedakcesyjna propaganda. Co ciąć w budżecie i komu odebrać, jest pytaniem tragicznie bezprzedmiotowym w sytuacji braku odpowiedzi na bardziej zasadnicze pytania:

·       Dlaczego przed historyczną decyzją nie było raportu o stanie państwa? Dlaczego nie dokonano żadnego bilansu zysków i strat za okres przystosowawczy?

·       Co doprowadziło do społeczno-gospodarczego kryzysu i masowego bezrobocia? Co spowodowało zapaść służby zdrowia?

·       Dlaczego za „komuny” Polska miała liczący się w świecie przemysł okrętowy, z kadrą wybitnych specjalistów, a teraz go nie ma?

·       Dlaczego sprzedano najbardziej rentowne przedsiębiorstwa, a wyjścia z kryzysu szuka się w przejęciu resztek majątku przez zagraniczny kapitał, według zasady: „sprzedać wszystko, co tylko da się sprzedać”?

·       Dlaczego nie rozparcelowano PGR-rów pomiędzy indywidualnych rolników na dogodnych warunkach spłaty, a rentownych (były i takie) nie zamieniono na spółdzielnie lub spółki pracownicze? Dlaczego wydzierżawiono lub sprzedano ziemię cudzoziemcom, zamiast ułatwiać repatriację Polakom z byłego ZSRR? Dlaczego nie podaje się do wiadomości publicznej, ile ziemi i komu dotychczas sprzedano lub wydzierżawiono?

·       Dlaczego sprzedano banki, krwiobieg każdej gospodarki? Dlaczego państwo nie może zadłużać się w Banku Polskim, bez lichwy, a musi zadłużać się w bankach komercyjnych?

·       Dlaczego podwoił się ogromny dług zewnętrzny? Co spowodowało, że dług publiczny zbliża się do dopuszczalnej granicy, której przekroczenie grozi załamaniem się finansów państwa?

·       Po co w ogóle wchodzić do Unii Europejskiej? Dlaczego życie w superpaństwie europejskim ma być lepsze od życia we własnym suwerennym państwie, współpracującym z sąsiadami i całym światem na normalnych zasadach?

·       Dlaczego wolność gospodarcza Polaków ma być zastąpiona umiejętnością odzyskiwania własnych pieniędzy z unijnej kasy, sztuką zabiegania o mityczne unijne fundusze?

·       Kto sprzedał media? Czy sprzedane zagranicznemu kapitałowi „polskojęzyczne” media będą obiektywnie odzwierciedlać polską i światową scenę polityczną? Czy promować będą polską kulturę i polskie interesy?

Podobne pytania, ogólne i szczegółowe, można by mnożyć w oparciu o fakty; odpowiedzi stanowiłyby pouczający materiał procesowy. Zamiast odpowiedzi mamy sensacyjny serial „przyszedł Rywin do Michnika”, choć „grupę trzymającą władzę” zna każdy uważny obserwator.

Podsumowując, decyzja za akcesją nie jest świadomą decyzją narodu, ale odbiciem ideologicznej manipulacji elit sprawujących władzę. Zrobiono wszystko, aby zdezorientowane społeczeństwo wprowadzić w pułapkę, „zatrzasnąć drzwi” i zacierając ręce wykrzyknąć za Prezydentem: (Mamy was!) „Jesteśmy w Unii Europejskiej”.

 

2.2. MIT „JEDNOCZĄCEJ SIĘ EUROPY”. Propaganda medialna nagłaśnia slogan „europejskiej jedności”. Taka odgórna, propagandowa jedność przypomina niemilknące oklaski po przemówieniu partyjnego prominenta z epoki socjalizmu. Musimy pamiętać, że jedność ma zawsze swój kontekst. Jedność „wokół czegoś” lub „przeciw czemuś”. Jedność w kłamstwie lub w prawdzie. Lapidarnie ujmuje to wczesnochrześcijańska zasada: W konieczności jedność, w wątpliwości wolność, a we wszystkim miłość.

Kto się jednoczy? Wielu prominentów, w tym i hierarchowie kościelni, powtarzają frazes „jednocząca się Europa”. Implikuje on, że Europa jednoczy się oddolnie z woli zamieszkujących ją narodów (grass-root democracy – demokracja oddolna). Widać jednak wyraźnie, że Europę „jednoczą” wąskie elity „aktywistów”. W Polsce, przykładowo, Prezydent, prof. Heubner, Oleksy, Kułakowski itp., którzy chcieliby ją wprowadzić do Unii dla samej idei, niezależnie od warunków, nie licząc się ze społecznymi skutkami swoich decyzji. Tak więc, kiedy spytano p. Heubner, kto wynegocjował 22% VAT w budownictwie, podobno odpowiedziała z rozbrajającą szczerością, że „w ogóle na ten temat nie było w negocjacjach mowy”. Widać więc, że trzeba się zjednoczyć dla samej idei jedności europejskiej; to, że silniejsi ekonomicznie europejscy partnerzy (z 7% VAT) unicestwią polskie przedsiębiorstwa budowlane, nie ma dla rycerzy jedności żadnego znaczenia. Podobnie nie obchodzą ich najlepsi polscy rolnicy i hodowcy, którzy bez równorzędnych dopłat zbankrutują na wspólnym rynku europejskim. Może wtedy będzie im łatwiej ewangelizować Europę!?

Wokół czego jednoczy się Unia Europejska? W sensie moralnym na plan pierwszy stawiana jest tolerancja, czyli postmodernistyczne „róbta, co chceta”. Paradoksalnie, tolerancja automatycznie wyklucza jedność. Jeżeli kogoś toleruję, oznacza to, że jego los jest mi obojętny, że nie będę mu współczuć ani pomagać. W praktyce tolerancja zamienia się często w brak tolerancji, np. ksiądz w sutannie nie dostanie obiadu w stołówce akademickiej, bo jego strój razić może innych. Na szczęście są jeszcze ludzie wyznający wyższość prawa naturalnego nad prawem stanowionym, nigdy więc nie będzie jedności w sprawie aborcji, eutanazji, małżeństw homoseksualnych, oceny i zwalczania uzależnień oraz wielu innych problemów światopoglądowych.

Następnym celem Unii Europejskiej jest wspólny rynek, czyli jedność administracyjno-gospodarcza. Jednak pełna jedność gospodarcza i administracyjna możliwa jest tylko w kołchozie lub w innym obozie przymusowej pracy. W sferze wspólnej gospodarki europejskiej jedność dwudziestu pięciu krajów nie jest możliwa.

Trzecim perspektywicznym celem Unii Europejskiej jest stworzenie superpaństwa europejskiego ze wspólną konstytucją, wspólnym prezydentem, wspólną walutą, wspólną polityką zagraniczną i obronną, czyli przekształcenie dotychczasowych państw narodowych w jedno „otwarte” globalne społeczeństwo. Scalenie dwudziestu pięciu państw, mówiących różnymi językami i reprezentujących różne uwarunkowania historyczne i zróżnicowany poziom gospodarczy, jest nie tylko administracyjną utopią, ale przestępczym gwałtem na żywym organizmie społecznym. Widzimy więc, że wszystkie główne cele Unii Europejskiej są utopijne i niewykonalne, nie mówiąc już o towarzyszącej im biurokracji. Rzeczywistą jedność europejską można budować wyłącznie w Europie ojczyzn, gdzie suwerenne (politycznie i gospodarczo) państwa, zależnie od potrzeb lub konieczności, współpracować będą ze sobą według zasady „równi z równymi, wolni z wolnymi”. Przykładowo, pomimo historycznie doznanych krzywd życzliwie mogę współpracować z Niemcami dotąd, dopóki nie zaczną oni „przestawiać mi mebli” w moim rodzinnym domu, a więc tylko wtedy, kiedy i ja, i oni pozostaniemy u siebie gospodarzami. W Unii Europejskiej nie będzie to już możliwe. Już na wstępie integracji widzimy, że Wielka Brytania, Dania i Szwecja nie zechcą zrezygnować ze swojej waluty i pozbawić się wpływu na własną gospodarkę. Zamiast forsowania utopii, lepiej skoncentrować się na rozwiązywaniu ponadnarodowych problemów koniecznych, czyli zbiorowego bezpieczeństwa, ochrony środowiska i potrzebnej wszystkim infrastruktury w Europie ojczyzn.

Wystarczy, abyśmy wszyscy byli zgodni co do tego, że nikomu nie wolno zrzucać na głowę bomb kasetonowych. Tak więc pierwszą ponadnarodową koniecznością jest zbiorowe bezpieczeństwo, trwałe wyeliminowanie konfliktów zbrojnych i broni masowej zagłady, ale i neokolonialnej ekspansji gospodarczo-kapitałowej.

Drugą ponadnarodową koniecznością jest ochrona środowiska. Jeśli, przykładowo, wytrącimy z atmosfery ozon lub krytycznie zmienimy skład atmosfery, doprowadzając do ocieplenia klimatu, zanieczyścimy glebę i wytniemy lasy, zginiemy wszyscy. Tylko te dwa aspekty (bezpieczeństwo i ekologia) wymagają jedności i w sensie pozytywnym uszczuplać mogą suwerenność państw narodowych. Nawet turystyka ulegać musi ograniczeniom, w przeciwnym razie wszystkie rezerwaty przyrody i parki narodowe zostałyby zadeptane. Również komunikacja lotnicza i ruch samochodowy muszą mieć ekologiczną barierę, ponieważ ciągłe wyrzucanie do atmosfery spalin z konwencjonalnego paliwa na pewno nie jest bezkarne, a komunikacja lotnicza niesie dodatkowo ryzyko rozprzestrzeniania się groźnych epidemii.

Historycznie ukształtowane państwa narodowe są naturalnym przedłużeniem rodziny jako fundamentalnej ludzkiej wspólnoty. Jedności nie da się narzucić, musi ona wynikać z autentycznych potrzeb i przekonań; powinna mieć charakter moralny i duchowy. Nie ma też jedności bez możliwości wyboru. Wielu zgodzi się na Unię Europejską jako platformę współpracy suwerennych państw, na stopniową budowę europejskiej infrastruktury cywilizacyjnej (międzynarodowe szlaki komunikacyjne, standardy higieny, ujednolicenie procedur administracyjnych) itp., nigdy jednak nie będzie pełnej zgody na „państwo europejskie”, na jedność opartą na dyrektywach i przymusie administracyjnym. Superpaństwo europejskie, do którego prowadzą nas elity, jest tworem utopijnym, gwałci prawa człowieka i suwerenność narodów; jest zaprzeczeniem wolności. Jedność wokół kłamstwa i poprawność polityczna prowadzą do katastrofy.

 

2.3. UTOPIA SUPERPAŃSTWA, czyli „Trudno się człowiek trudzi, jeśli Pan domu nie zbuduje”. Pomysł Unii Europejskiej nie jest czymś nowym, a jego korzenie sięgają rewolucji francuskiej. Narodził się w zaciszu luksusowych rezydencji w trakcie niejawnych sesji i zakulisowych zabiegów wąskich elit o wysokim stopniu wtajemniczenia, i na szczęście nigdy nie udało się go w pełni zrealizować.

Przeciętnemu człowiekowi nie jest potrzebny globalizm, ale dobrze funkcjonujące własne państwo. Większość mieszkańców nie zmieni swego miejsca zamieszkania; kochają swoje małe „ojczyzny”, otaczającą ich przyrodę, widok z okna, dobre warunki pracy itp. Nie wszyscy również odczuwają potrzebę podróżowania. Niektórzy są z natury domatorami lub mają ograniczone możliwości finansowe. Globalizm to nie tyle możliwość swobodnego przemieszczania się ludzi, ale łatwe i tanie indywidualne kontakty za pomocą nowoczesnej elektroniki, bez konieczności opuszczania swojego mieszkania, miejscowości lub kraju. W szerszym kontekście – krajowe i międzynarodowe telekonferencje, telewizyjne kształcenie na odległość, otwarte uniwersytety itp.

Odgórne wymuszanie wspólnego rynku, swobody osiedlania się i podejmowania pracy za granicą oraz przyzwolenie na „drenaż mózgów”, bez liczenia się z realiami danego kraju, byłoby dla wielu społeczności szkodliwe. Naród, który bezkrytycznie pozwoli się „zglobalizować”, szybko zostanie ograbiony i stanie się obszarem neokolonialnym dla ponadnarodowych organizacji gospodarczych. Wymuszanie bezkrytycznego otwarcia się na wszystko i wszystkich, brak woli politycznej do chronienia własnej gospodarki, ojczystej przyrody, własnej kultury i przestrzegania zasad moralnych doprowadza nieuchronnie do społecznego rozkładu.

A jednak cała dotychczasowa aktywność komisarzy Unii Europejskiej nie dopuszcza wyboru i zmierza do utworzenia superpaństwa, nawet nie Stanów Zjednoczonych (w USA nie wyznacza się poszczególnym stanom limitów produkcyjnych, kwot mlecznych itp.), ale unowocześnionego informatycznie nowego Związku Radzieckiego. Dla polskojęzycznych i innych euroglobalistów wolność narodów jest zbyt niebezpieczną rzeczą, co automatycznie wyklucza koncepcję Europy ojczyzn. Np. pan Oleksy widzi Unię Europejską jako ostateczne zakończenie podziału Europy, likwidację „żelaznej kurtyny” i pojałtańskiego ładu. Widzi też Unię jako proces, jako ciągłe przekształcanie się. Nie tłumaczy jednak, dlaczego celem tego procesu i świetlaną przyszłością Europy musi być koniecznie eurokołchoz, z gigantyczną biurokracją i polityczną poprawnością. Od samego początku promuje się Unię Europejską jako bezdyskusyjną formę życia zbiorowego narodów, bez możliwości jakiejkolwiek alternatywy. Według totalitarnej zasady, że cel uświęca środki. Stosuje się tanie chwyty o wchodzeniu do Europy, w której jesteśmy od tysiąca lat. Tymczasem, jak słusznie zauważa prof. Jaroszyński, tak jak w świecie zwierzęcym nie istnieje jednostka zoologiczna „zwierz”, podobnie sztucznym tworem jest „europejczyk”; istnieje jedynie Francuz, Włoch, Anglik, Holender, Polak itp. Do współpracy suwerennych państw biurokratyczny twór typu Unii Europejskiej nie jest w ogóle potrzebny; wystarczyłaby w zupełności Rada Europy lub inny organ jako platforma międzynarodowej współpracy oraz w pełni reprezentatywne NATO, z udziałem Rosji, dbające o to, aby Niemcy po raz kolejny nie wyruszyły na podbój Wschodu i nie powtórzył się sojusz typu Ribbentrop - Mołotow. Trzeba również pamiętać, że jak dotąd wszystkie ponadnarodowe ideologie polityczne prędzej czy później stały się zasłoną dymną dla nacjonalizmu strony silniejszej, stosując zasadę „co twoje, to i moje, ale od mojego wara”.

 

2.4. KAŻDY NARÓD MNIEJSZOŚCIĄ. Charakterystyczną cechą obecnej sytuacji w Polsce i na świecie jest dominacja wąskich, często skorumpowanych elit finansowych i intelektualnych nad milionami biernych konsumentów. Elity te dostosowują świat do swoich potrzeb, nie przejmując się losem zwykłych ludzi. Sytuacja, w której każdy naród staje się mniejszością w ramach europejskiej całości, bardzo odpowiada panu Sorosowi i wielu innym inżynierom społecznym. Ale taka koncepcja ideologiczna jest prostą drogą do poddania wszystkich narodów globalnej dyktaturze, pod pozorami demokracji, ponieważ najsłuszniejsze nawet i najbardziej istotne dla danego narodu postulaty mogą być zawsze odrzucone przez większość, a prawda nie zależy od wyników głosowania. Wtedy walec globalizmu skutecznie niszczy wspólnoty narodowe po to, aby kosmopolityczne elity mogły swobodnie panować nad światem i jego zasobami.

Słyszymy, że Unia Europejska to stałe poszukiwanie kompromisów. Każdy kraj członkowski ma przecież swoje problemy i priorytety. Ustawiczne poszukiwania kompromisowych rozwiązań dla mozaiki dwudziestu pięciu narodów jest nierealne. Wsadzenie wszystkich do jednego worka to utopia, zwłaszcza że i tak mówi się już o Europie dwóch (lub większej liczbie) prędkości. Czyż nie lepiej ograniczyć Unię Europejską do już wymienionych spraw koniecznych i zostawić wszystkim krajom suwerenność polityczną i gospodarczą, z jednym tylko zakazem: nie wolno wszczynać konfliktów zbrojnych i zanieczyszczać środowiska? Wtórnie dopiero, oddolnie, dobierać można partnerów gospodarczych i sojuszników. Naturalny, oddolny proces współpracy międzynarodowej nie mieści się w formule Unii Europejskiej. Tendencją naturalną jest to, że każdy chce zostać sobą: Szkocja Szkocją, Norwegia Norwegią, Polska Polską... Zależnie od potrzeby (nie nakazu) kraje silniejsze gospodarczo, jak Francja i Niemcy, tworzyć mogą własną integracje. Kraje Środkowoeuropejskie swoją Grupę Wyszehradzką lub inną, a w naszym wypadku współpraca gospodarcza z Rosją, Ukrainą lub Białorusią może okazać się bardziej korzystna od współpracy z Unią. Podobną utopią jest wspólna konstytucja, co oznacza centralne sterowanie dwudziestoma pięcioma państwami i utratę suwerenności przez każde z nich na rzecz centralnego rządu. Biurokratyczny kołchoz Unii Europejskiej jest drogą donikąd.

 

2.5. MEDIA NARZĘDZIEM ZNIEWOLENIA. Siła rażenia telewizji jest ogromna. Aby zbudować „nowy wspaniały świat”, elity muszą podporządkować sobie media. W programach telewizji nie powinno być żadnych poważnych dyskusji. Niewygodne dla „anonimowego mocarstwa” wydarzenia należy bagatelizować lub przemilczać. Odbiorcom należy dostarczać głównie sensacje, płytką rozrywkę ewentualnie wzory tolerancji i przezwyciężania barier obyczajowych. Skasowano program „Rewizja nadzwyczajna”, nie nakręca się filmów dokumentujących zbrodnie popełnione na społeczeństwie polskim w latach wojny i w okresie stalinowskim. Nie ma dyskusji historycznych, nie mówi się o wychowaniu młodzieży, o kształtowaniu charakteru, o patriotyzmie, o życiowych postawach. Nie analizuje się manipulacji medialnych ani zagrożeń i patologii społecznych, przyczyn bezrobocia, stanu zadłużenia państwa. Nie weryfikuje się politycznych i gospodarczych opcji. Nie analizuje się przyczyn terroryzmu. Nie ma programów popularnonaukowych, dyskusji światopoglądowych, nie zorganizowano dotychczas „otwartego uniwersytetu”. A jednak TVP stawiana jest w sondażach na drugim miejscu po Kościele; ten brak krytycyzmu wykorzystują zawodowi manipulatorzy. Stany Zjednoczone nie różnią się tu od Europy. Niektórzy futurolodzy proponują nawet, aby zatrudniać jedynie 20% społeczeństwa, a pozostałym dawać skromny „socjal” i ogłupiać tanią rozrywką. Dzięki mediom społeczeństwo konsumentów przekształca się w „społeczeństwo mediotów”. Pamiętam Amerykankę, która tupała ze złości, kiedy nieśmiało próbowałem jej wytłumaczyć, że w maleńkiej chłopskiej stodole nie mogło się zmieścić 1600 Żydów, a ekshumację wstrzymano. „To jest prawda! - krzyczała. - Pisali o tym w ›New York Times‹!”

Istotnym narzędziem obezwładniania społeczeństw jest demoralizacja, co doskonale ilustruje amerykański dowcip rysunkowy; on i ona wychodzą z kina. Ona recenzuje film: „Przemoc - fantastyczna!, ale seks - nic nadzwyczajnego”. Tymczasem zwalcza się lub ośmiesza bardziej niezależne media, które jak np. Radio Maryja a nawet EDUSAT, starają się wymienione luki wypełnić. 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW