|
|
ARCHIWUM |
Wacław Kiczora
Polityka i Strategia WIEDZIEĆ,
ABY ROZUMIEĆ,
NPW 3-4, 2004
›Wstęp‹ „I poznacie
prawdę, a prawda
was wyzwoli” (J 8, 32). Społeczeństwo, które nie potrafi zorganizować
powszechnego samokształcenia, legalnie lub konspiracyjnie, zależnie od
warunków,
łatwo ulega destrukcji i przestaje kierować swoim losem; aby przeżyć,
trzeba
dużo wiedzieć i stale się dokształcać. W przeciwnym razie – „głupich
nie
sieją”. Podaję obiegowe opinie: „Chłopy, my na
Olka”. „LPR to
oszołomy”. "Lubię Adama, bo fajnie się jąka i mądrze gada”. „Jestem za
Unią, bo jak wstąpimy, będziemy mieć wpływ na losy Europy”. „Nie jest
tajemnicą,
że Papież jest wielkim entuzjastą Unii Europejskiej” (min. K. Janik).
„Jestem
za Unią, bo nareszcie będzie porządek”. „Będę głosować za Unią, bo
ludzie
potrzebują bata”. „Nie będę głosować, bo polityka mnie nie interesuje”.
„Nie
głosuję, bo i tak nic się nie zmieni”. „Jestem za, bo w Portugalii Unia
zbudowała autostrady”. „Jestem za Unią, bo obowiązywać będą ostre normy
czystości mleka”. „Ojciec Święty jest dla mnie najwyższym autorytetem,
będę
więc głosować zgodnie z Jego zaleceniem”. „Jak będziemy w Unii,
nareszcie
będziemy mieć gospodarza”. „Jestem zwolennikiem PiS, a oni są za Unią”.
„Jesteśmy za Unią, ponieważ w Unii pensja policjanta nie może być
mniejsza od
równowartości 2 tys. USD”. „Mom 600 zł renty i jak mi to przeliczom na
600
euro, byde se dobrze żył”. „Musimy wejść, bo nie można stracić
historycznej
szansy”. „Jestem za, bo nie ma alternatywy”. „Popatrz pan na mapę, nie
możemy
nie wejść do Unii, jeśli wszyscy dookoła tam wejdą”. „Trzeba wejść, bo
ks. katecheta
mówił dzieciom, że w Unii będą wyższe zasiłki dla bezrobotnych”. „Będę
głosować
za Unią, bo moje prawo jazdy będzie ważne w całej Europie”. „Nie możemy
zrezygnować z postępu cywilizacyjnego, jaki Unia nam daje”. „Nawet
Papież
słucha Kwaśniewskiego, a ja mam być przeciw?” „Jestem katolikiem, a
biskupi są
za Unią”. „Jestem za Unią, bo Polacy nie potrafią rządzić się sami”.
„Wszystko
mi jedno, kto będzie rządzić, byle rządził dobrze”. „W Unii na pewno
będzie
lepiej”. „Nie jesteśmy przeciw Unii, ale jak wchodzić z takim rządem?”
„Spełniłam
patriotyczny obowiązek i głosowałam tak, żeby moim wnukom było lepiej”.
„Jeśli
nie Unia, to co? Władywostok?” (bp T. Pieronek, TVN). A w telewizji: ·
Agitator
(na tle zabytkowej belgijskiej twierdzy):
„Takich umocnień już się nie buduje”; „W Unii Europejskiej nie prowadzi
się
wojen”. [Po co prowadzić wojny, jeżeli cele, dla których je
prowadzono,
załatwia obecnie swobodny przepływ kapitału, osób, własności i
politycznie
poprawnych idei. Międzynarodowe koncerny i banki mogą zawsze
skolonizować
słabszych ekonomicznie partnerów, a z pomocą „czwartej władzy” (media)
ogłupiać
masy]. ·
Agitator:
„Nie tylko Niemcy, Holendrzy, Francuzi,
Duńczycy kupować będą ziemię w Polsce, ale polscy rolnicy będą mogli
robić to
samo we Francji, Holandii lub w Niemczech”. [Bzdury!] ·
Agitator:
„Nasi przedstawiciele w Unii Europejskiej
wpływać będą na kształt przyszłej Europy”. [K. Bielecki,
Gronkiewicz-Waltz,
Iwiński już wywierają wpływ!, a wielu innych przymierza się do
lukratywnych unijnych stanowisk. Tymczasem społeczeństwo polskie nie
potrafiło
dotychczas wybrać rządu dbającego o jego podstawowe interesy tutaj, w
Warszawie,
cóż dopiero przedstawicieli do Brukseli. Parlament Europejski działa na
zasadzie bezwzględnej większości swoich członków, jaki więc wpływ
ustawodawczy
będą mieć w nim przedstawiciele Polski, pozostający zawsze w
mniejszości? Poza
tym Parlament Europejski może jedynie zalecać i opiniować. Rzeczywistą
władzę
ma Komisja Europejska i jej komisarze; zatrudnia ona tysiące urzędników
i
miesięcznie produkuje tony dokumentów i dyrektyw. Parlamentarzystom nie
wolno
nawet występować w imieniu swoich krajów, a jedynie reprezentować
europejskie
partie polityczne. Aby ocalić Polskę, potrzeba nam minimum dwadzieścia
lat
gospodarzenia na swoim, bez unijnego dyktatu]. ·
Agitator:
„Młodzi Polacy będą studiować w całej Europie”. [Koszt
studiów wynieść może nawet 30 tys. euro, a na
stypendium liczyć
może garstka eurolizusów. Kto jednak sfinansuje studia
pozostałym
kandydatom? Bezrobotni rodzice? Zubożeli rolnicy? A może dziadkowie
emeryci?] ·
Agitator:
„Polacy będą pracować w całej Europie”. [Ale
u najbliższych sąsiadów po siedmioletnim okresie przejściowym. W każdym
wypadku
będą to najgorsze prace (Unia nie rozwiązała u siebie problemu
bezrobocia i na
każde stanowisko czeka wielu miejscowych kandydatów), nie mówiąc już o
kosztach
zakwaterowania, problemach językowych i komplikacjach rodzinnych.
Zauważmy jednak, że okres przejściowy nie
obowiązuje
unijnych urzędników, doradców i specjalistów, którzy wraz z rodzinami
osiedlą
się w Polsce, pobierając należne im świadczenia, i stopniowo będą
wypierać
polską inteligencję. Być może pracę w krajach Unii dostaną nasi
najlepsi
specjaliści, będzie to jednak „drenaż mózgów” ze szkodą dla polskiego
społeczeństwa.]
itd., itp. Albo: W Unii
Europejskiej każda
paczka papierosów zawierać będzie ostrzeżenie „palenie zabija”, tak
jakby
ostrzeżenia tego rodzaju były możliwe tylko w Unii. Przypomina to do
złudzenia
początek lat pięćdziesiątych, kiedy to, otwierając broszurę o hodowli
królików,
we wstępie czytaliśmy: „Znaczenie hodowli królików w gospodarce dawno
już
doceniono w Związku Radzieckim, gdzie dzięki twórczej pracy radzieckich
uczonych w hodowli tej uzyskano znakomite wyniki”. Pamiętamy też
dowcipy z tego
okresu w rodzaju: „Która godzina?”, „Czwarta ze Związkiem Radzieckim na
czele”.
W unijnej propagandzie historia się powtarza. 1. Zamiana
realnego socjalizmu
na Unię Europejską, czyli z klatki do klatki (scenariusz spisku) Okrągły Stół.
Na plecach
Solidarności „Europejczycy” obejmują większość stanowisk w kolejnych
rządach, w
partiach politycznych, gospodarce i kulturze. ·
Radio,
telewizja i polskojęzyczna prasa rozpoczynają
„pranie mózgów”, nieustający potok wywiadów i dyskusji na temat
akcesji, bez
przeciwnika, według zasady: „Jak widzi pan swoją przyszłość i dlaczego
jest nią
Unia Europejska?”. Jak nie Buzek, to Bielecki, jak nie Bielecki, to
Wolski, jak
nie Wolski, to Geremek; potem na zmianę Oleksy, Borowski, Kalisz,
Kaczyński,
Kalinowski, Huebner, Janik, Prezydent, Siwiec, Iwiński, Miller, Rokita,
Pastusiak itd., itp. Historyczna szansa... wkroczenie na ścieżkę
szybkiego
wzrostu gospodarczego... awans cywilizacyjny... bezpieczeństwo...
przyjazne
sąsiedztwo... bogaci inwestorzy... równe szanse. Propaganda telewizyjna
i
radiowa, całkiem jak trening boksera z gruszką, bez przeciwnika, nie na
ringu
(tam mógłby zdarzyć się nokaut), ale w asyście dyspozycyjnego,
prounijnego
dziennikarza. Przykładowo, w kampanii przedreferendalnej, w „Loży
Prasowej”
TVN, w składzie kilku debatujących dziennikarzy nigdy nie znalazł się
żaden
eurosceptyk; dyskutowali wyłącznie etatowi euroentuzjaści typu Rafał
Ziemkiewicz
lub pani Paradowska z „Polityki”. ·
A
tymczasem budowa „kapitalizmu bez kapitału”, czyli
przejmowanie majątku narodowego przez zagraniczny kapitał i
konsekwentne
niszczenie wszystkich sektorów gospodarki. ·
Dalsze
obezwładnianie społeczeństwa przez medialne
manipulacje i socjotechniki, sondaże, przemilczenia. Zalew
polskojęzycznych
wersji zachodnich kolorowych czasopism i demoralizacja młodzieży.
Tłumienie
niezależnego myślenia, świadomości historycznej i tożsamości narodowej.
Propaganda globalizmu, zaciekłe zwalczanie i ośmieszanie wątłej enklawy
niezależnych
mediów. Pełna transmisja obrad parlamentu dostępna tylko na długich
falach
pierwszego programu Polskiego Radia (najgorszy odbiór, a odbiorników z
długimi
falami prawie już nie ma). Wszystko po to, aby nie nagłaśniać
antyunijnych
opinii kilku posłów i kłopotliwych pytań kierowanych do rządu. Bajki o
wirtualnych unijnych funduszach, stachanowskie dostosowywanie polskiego
prawa
do wymogów unijnych. Końcowy szturm negocjacyjny uwieńczony „wielkim
sukcesem”
i telewizyjną euforią. Wszystko, jak za socjalizmu, dla dobra
przyszłych
pokoleń. W rezultacie kryzys gospodarczo-społeczny, masowe bezrobocie i
drastyczny spadek zaufania do rządzących elit. Przywódcy SLD,
PO, PiS, PSL nie
wyobrażają sobie Polski poza strukturami Unii Europejskiej. Unia
Europejska
jest dla jej organizatorów czymś tak doniosłym, że kiedy SLD wygrywa
wybory,
ale brakuje im kilku posłów do uzyskania miażdżącej przewagi w Sejmie,
natychmiast
na odsiecz „postkomunistom” przylatuje ze Stanów „antykomunista” z
Wolnej Europy,
Jan Nowak Jeziorański, z pomysłem skaptowania do SLD kilku posłów z
innych ugrupowań,
bo tylko silne SLD gwarantuje bezkolizyjne wprowadzenie Polski do Unii
Europejskiej.
Nawet tak „antykomunistyczne” ugrupowania, jak PO (Unia Wolności bis)
oraz PiS
w sprawach akcesji z poświęceniem, ponad podziałami, ściśle
współpracują z SLD.
Po zamknięciu owocnych negocjacji w Kopenhadze (22% VAT w budownictwie,
25%
tego, co otrzymują rolnicy unijni itp.), zagorzały entuzjasta Unii
Europejskiej, Rafał Ziemkiewicz, w „Loży Prasowej” TVN pouczył
wątpiących, że
Polska nie składa się z samych rolników – pierwsze lata w Unii mogą
rzeczywiście być trudne, trzeba jednak patrzeć dalej niż na koniec
swojego
nosa, ponieważ świetlana przyszłość może nastąpić nawet już po
dwudziestu
latach. Tak więc Unia
Europejska to
bezalternatywna przyszłość, coś, co po prostu musi być i już! Podobnie
jak
„wolność dla Iraku”. Domyślamy się, że promotorami tej konieczności
dziejowej,
zarówno u nas, jak i w krajach unijnych i kandydujących, są genetycznie
pokrewne elity. Jak podało
Radio Watykan, tuż
przed referendum na temat przystąpienia do Unii Europejskiej apelowali
biskupi
węgierscy i czescy, a Metropolita Lubelski przyrównał nawet
eurosceptyczny
katolicki „Nasz Dziennik” do komunistycznej „Trybuny”. Tak więc
bystrzejszy obserwator
zauważy, że promocja globalizmu niejedno ma imię. Jan Nowak
Jeziorański
powiedział w telewizji, że jeżeli nie wejdziemy do Unii, szybko
utracimy
suwerenność (tak jakby w „eurolandzie” zachowanie suwerenności było
możliwe).
Oryginalność unijnego pomysłu polega na tym, że utrata suwerenności
musi być
jeszcze opłacona z własnych pieniędzy kandydata. Trzynaście lat „prania
mózgów”
i niedopuszczania przeciwników akcesji do głosu zrobiło swoje. Znaczna
część
społeczeństwa, ogłupiona przez propagandę, głosując za Unią, popełniła
„zbiorowe samobójstwo”, podobnie jak sekta w Gujanie 1978 r. (wg TVN
52% głosów
za Unią oddano również pod wpływem wypowiedzi Papieża z 19.05.2003).
2. Dlaczego
samobójstwo? 2.1. TRAGICZNE
SKUTKI
MANIPULACJI. Jak było do przewidzenia, pomimo złożonych protestów (np.
prof. R.
Broda z Klubu „Myśl dla Polski”) Sąd Najwyższy uznał ważność
referendum,
a media wzmiankowały jedynie o marginalnych uchybieniach, przemilczając
zupełnie
dyskwalifikujący zarzut nierównego dostępu przeciwników do środków
masowego przekazu. ·
W
kampanii propagandowej przemilczano zagrożenia i
zbagatelizowano niekorzystne dla Polski, nierównoprawne wyniki
negocjacji. ·
Polskę
zaproszono do negocjacji na warunkach nicejskich.
Po referendum okazało się jednak, że Traktat Nicejski miał jedynie
skłonić
Polaków do głosowania za akcesją; w ramach konwentu zaproponowano już
nowe,
niekorzystne dla Polski warunki członkostwa. ·
Równocześnie
okazało się, że dwudziestu pięciu państwom
członkowskim narzuca się wspólną konstytucję, co automatycznie
wprowadza
nadrzędność prawa wspólnotowego, znosi dotychczasowe konstytucje
narodowe,
likwiduje suwerenność państw członkowskich i przekształca Unię w jedno
państwo
europejskie. Faktu tego nie podaje się do publicznej wiadomości. ·
W
żadnej publicznej debacie nie przedstawiono
społeczeństwu dwóch przeciwstawnych koncepcji budowania jedności
europejskiej:
wizji Schumana i de Gaulla (Europa współpracujących ze sobą suwerennych
państw)
oraz Manneta (superpaństwo europejskie). Gdyby głosujący w referendum
mieli
świadomość, że głosując za akcesją wchodzą na drogę do totalitarnego
superpaństwa (państwo takie, aby istnieć, musi
mieć charakter totalitarny), z pewnością głosowaliby przeciw akcesji. ·
W
konfrontacji z rzeczywistością wszystkie stwierdzenia
Prezydenta, zawarte w jego propagandowej broszurze rozesłanej do
naszych domów,
okazały się nieprawdziwe (poseł Wrzodak, debata sejmowa 10.12.03).
Broszura nie
informowała również, czy możliwe jest wyjście z Unii Europejskiej i na
jakich
zasadach, jeśli nie spełni ona oczekiwań społeczeństwa danego kraju. ·
Nie
podano, jaki jest obecnie
procent osób rozczarowanych Unią w krajach
piętnastki. ·
Jak
wiadomo, obradom każdej unijnej konferencji
towarzyszą burzliwe manifestacje antyglobalistów. Referenda wykazują,
że ponad
20% głosujących nie ulega propagandzie i nie chce Unii Europejskiej.
Pod prąd
idą zazwyczaj najbardziej wartościowi ludzie. Czy Unia zagwarantuje im
swobodę
zrzeszania się i publikowania swoich opinii? Wszak bez opozycji nie ma
demokracji. ·
Należy
dodać, że wbrew nachalnej kampanii propagandowej
uzyskany wynik referendum nie legitymizuje moralnie akcesji; 22%
przeciw
akcesji i 42% tych, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu, stanowi
łącznie
64-procentową większość. W prawdziwie demokratycznym państwie cytowane
powyżej
uchybienia wystarczyłyby do unieważnienia referendum, a bardziej
świadome
społeczeństwo nigdy nie zgodziłoby się na Unię Europejską w jej obecnym
kształcie. Tak więc szermowanie przez prominentów „wolą narodu” nie ma
uzasadnienia.
Recepta była prosta: najpierw naród ogłupić, następnie cynicznie
powoływać się
na jego „wolę”. ·
W
świetle realiów, po referendum, nawet unijni naganiacze
zaczynają przyznawać, że fundusze
unijne stają się coraz bardziej iluzoryczne, że otrzymywać z Unii
będziemy
mniej, niż do niej wpłacać, a krach finansowy państwa jest realną
groźbą. Na
dobrą sprawę nikt nie potrafi wymienić choćby jednej pozytywnej strony
akcesji.
Nie mówi się już nawet, że po siedmioletnim okresie przejściowym
będziemy mogli
podróżować po Europie bez paszportów (i bez pieniędzy?). W Polsce
natomiast
osiedli się wielu cudzoziemców. Jedno jest pewne: po zatwierdzeniu
unijnej
konstytucji tracimy suwerenność i przestajemy być gospodarzem we
własnym kraju. Ratunkiem
mógłby być zapis w
prawie unijnym: „bankrutów nie przyjmujemy”, mamy jednak zbyt dużo
nieskażonej
ziemi uprawnej i bogactw naturalnych, aby liczyć na to, że eurokraci
zostawią
nas w spokoju. Dyskutuje się
zawzięcie plan
Hausnera, plan ratunkowy przed krachem finansowym państwa w przededniu
wejścia
do Unii Europejskiej. Czy bankructwo jest szansą na świetlaną
przyszłość w
unijnej wspólnocie? Pytanie to zignorowała przedakcesyjna propaganda.
Co ciąć w
budżecie i komu odebrać, jest pytaniem tragicznie bezprzedmiotowym w
sytuacji
braku odpowiedzi na bardziej zasadnicze pytania: ·
Dlaczego
przed historyczną decyzją nie było raportu o
stanie państwa? Dlaczego nie dokonano żadnego bilansu zysków i strat za
okres
przystosowawczy? ·
Co
doprowadziło do społeczno-gospodarczego kryzysu i
masowego bezrobocia? Co spowodowało zapaść służby zdrowia? ·
Dlaczego
za „komuny” Polska miała liczący się w świecie
przemysł okrętowy, z kadrą wybitnych specjalistów, a teraz go nie ma? ·
Dlaczego
sprzedano najbardziej rentowne przedsiębiorstwa,
a wyjścia z kryzysu szuka się w przejęciu resztek majątku przez
zagraniczny
kapitał, według zasady: „sprzedać wszystko, co tylko da się sprzedać”? ·
Dlaczego
nie rozparcelowano PGR-rów pomiędzy
indywidualnych rolników na dogodnych warunkach spłaty, a rentownych
(były i takie)
nie zamieniono na spółdzielnie lub spółki pracownicze? Dlaczego
wydzierżawiono
lub sprzedano ziemię cudzoziemcom, zamiast ułatwiać repatriację Polakom
z
byłego ZSRR? Dlaczego nie podaje się do wiadomości publicznej, ile
ziemi i komu
dotychczas sprzedano lub wydzierżawiono? ·
Dlaczego
sprzedano banki, krwiobieg każdej gospodarki?
Dlaczego państwo nie może zadłużać się w Banku Polskim, bez lichwy, a
musi
zadłużać się w bankach komercyjnych? ·
Dlaczego
podwoił się ogromny dług zewnętrzny? Co
spowodowało, że dług publiczny zbliża się do dopuszczalnej granicy,
której
przekroczenie grozi załamaniem się finansów państwa? ·
Po co
w ogóle wchodzić do Unii Europejskiej? Dlaczego
życie w superpaństwie europejskim ma być lepsze od życia we własnym
suwerennym
państwie, współpracującym z sąsiadami i całym światem na normalnych
zasadach? ·
Dlaczego
wolność gospodarcza Polaków ma być zastąpiona
umiejętnością odzyskiwania własnych pieniędzy z unijnej kasy, sztuką
zabiegania
o mityczne unijne fundusze? ·
Kto
sprzedał media? Czy sprzedane zagranicznemu
kapitałowi „polskojęzyczne” media będą obiektywnie odzwierciedlać
polską i
światową scenę polityczną? Czy promować będą polską kulturę i polskie
interesy? Podobne
pytania, ogólne i
szczegółowe, można by mnożyć w oparciu o fakty; odpowiedzi stanowiłyby
pouczający materiał procesowy. Zamiast odpowiedzi mamy sensacyjny
serial
„przyszedł Rywin do Michnika”, choć „grupę trzymającą władzę” zna każdy
uważny
obserwator. Podsumowując,
decyzja za
akcesją nie jest świadomą decyzją narodu, ale odbiciem ideologicznej
manipulacji elit sprawujących władzę. Zrobiono wszystko, aby
zdezorientowane społeczeństwo
wprowadzić w pułapkę, „zatrzasnąć drzwi” i zacierając ręce wykrzyknąć
za Prezydentem:
(Mamy was!) „Jesteśmy w Unii Europejskiej”. 2.2. MIT
„JEDNOCZĄCEJ SIĘ
EUROPY”. Propaganda medialna nagłaśnia slogan „europejskiej jedności”.
Taka
odgórna, propagandowa jedność przypomina niemilknące oklaski po
przemówieniu
partyjnego prominenta z epoki socjalizmu. Musimy pamiętać, że jedność
ma zawsze
swój kontekst. Jedność „wokół czegoś” lub „przeciw czemuś”. Jedność w
kłamstwie
lub w prawdzie. Lapidarnie ujmuje to wczesnochrześcijańska zasada: W
konieczności jedność, w wątpliwości wolność, a we wszystkim miłość. Kto się jednoczy?
Wielu
prominentów, w tym i hierarchowie kościelni, powtarzają frazes
„jednocząca się
Europa”. Implikuje on, że Europa jednoczy się oddolnie z woli
zamieszkujących
ją narodów (grass-root democracy – demokracja oddolna). Widać
jednak wyraźnie,
że Europę „jednoczą” wąskie elity „aktywistów”. W Polsce, przykładowo,
Prezydent, prof. Heubner, Oleksy, Kułakowski itp., którzy chcieliby ją
wprowadzić do Unii dla samej idei, niezależnie od warunków, nie licząc
się ze
społecznymi skutkami swoich decyzji. Tak więc, kiedy spytano p.
Heubner, kto
wynegocjował 22% VAT w budownictwie, podobno odpowiedziała z
rozbrajającą
szczerością, że „w ogóle na ten temat nie było w negocjacjach mowy”.
Widać
więc, że trzeba się zjednoczyć dla samej idei jedności europejskiej;
to, że
silniejsi ekonomicznie europejscy partnerzy (z 7% VAT) unicestwią
polskie
przedsiębiorstwa budowlane, nie ma dla rycerzy jedności żadnego
znaczenia.
Podobnie nie obchodzą ich najlepsi polscy rolnicy i hodowcy, którzy bez
równorzędnych dopłat zbankrutują na wspólnym rynku europejskim. Może
wtedy
będzie im łatwiej ewangelizować Europę!? Wokół czego
jednoczy się Unia
Europejska? W sensie
moralnym na plan pierwszy stawiana jest
tolerancja, czyli postmodernistyczne „róbta, co chceta”.
Paradoksalnie,
tolerancja automatycznie wyklucza jedność. Jeżeli kogoś toleruję,
oznacza to,
że jego los jest mi obojętny, że nie będę mu współczuć ani pomagać. W
praktyce
tolerancja zamienia się często w brak tolerancji, np. ksiądz w sutannie
nie
dostanie obiadu w stołówce akademickiej, bo jego strój razić może
innych. Na
szczęście są jeszcze ludzie wyznający wyższość prawa naturalnego nad
prawem
stanowionym, nigdy więc nie będzie jedności w sprawie aborcji,
eutanazji, małżeństw
homoseksualnych, oceny i zwalczania uzależnień oraz wielu innych
problemów światopoglądowych. Następnym celem
Unii
Europejskiej jest wspólny rynek,
czyli jedność administracyjno-gospodarcza.
Jednak pełna jedność gospodarcza i administracyjna możliwa jest tylko w
kołchozie
lub w innym obozie przymusowej pracy. W sferze wspólnej gospodarki
europejskiej
jedność dwudziestu pięciu krajów nie jest możliwa. Trzecim
perspektywicznym celem
Unii Europejskiej jest stworzenie superpaństwa europejskiego ze
wspólną konstytucją, wspólnym prezydentem, wspólną walutą, wspólną
polityką
zagraniczną i obronną, czyli przekształcenie dotychczasowych państw
narodowych
w jedno „otwarte” globalne społeczeństwo. Scalenie dwudziestu pięciu
państw,
mówiących różnymi językami i reprezentujących różne uwarunkowania
historyczne i
zróżnicowany poziom gospodarczy, jest nie tylko administracyjną utopią,
ale
przestępczym gwałtem na żywym organizmie społecznym. Widzimy więc, że
wszystkie
główne cele Unii Europejskiej są utopijne i niewykonalne, nie mówiąc
już o
towarzyszącej im biurokracji. Rzeczywistą jedność europejską można
budować
wyłącznie w Europie ojczyzn, gdzie suwerenne (politycznie i
gospodarczo)
państwa, zależnie od potrzeb lub konieczności, współpracować będą ze
sobą według
zasady „równi z równymi, wolni z wolnymi”. Przykładowo, pomimo
historycznie doznanych
krzywd życzliwie mogę współpracować z Niemcami dotąd, dopóki nie zaczną
oni
„przestawiać mi mebli” w moim rodzinnym domu, a więc tylko wtedy, kiedy
i ja, i
oni pozostaniemy u siebie gospodarzami. W Unii Europejskiej nie będzie
to już
możliwe. Już na wstępie integracji widzimy, że Wielka Brytania, Dania i
Szwecja
nie zechcą zrezygnować ze swojej waluty i pozbawić się wpływu na własną
gospodarkę. Zamiast forsowania utopii, lepiej skoncentrować się na
rozwiązywaniu ponadnarodowych problemów koniecznych, czyli zbiorowego
bezpieczeństwa,
ochrony środowiska i potrzebnej wszystkim infrastruktury w Europie
ojczyzn. Wystarczy,
abyśmy wszyscy byli
zgodni co do tego, że nikomu nie wolno zrzucać na głowę bomb
kasetonowych. Tak
więc pierwszą ponadnarodową koniecznością jest zbiorowe bezpieczeństwo,
trwałe
wyeliminowanie konfliktów zbrojnych i broni masowej zagłady, ale i
neokolonialnej
ekspansji gospodarczo-kapitałowej. Drugą
ponadnarodową
koniecznością jest ochrona środowiska. Jeśli, przykładowo, wytrącimy z
atmosfery ozon lub krytycznie zmienimy skład atmosfery, doprowadzając
do
ocieplenia klimatu, zanieczyścimy glebę i wytniemy lasy, zginiemy
wszyscy. Tylko
te dwa aspekty (bezpieczeństwo i ekologia) wymagają jedności i w sensie
pozytywnym uszczuplać mogą suwerenność państw narodowych. Nawet
turystyka
ulegać musi ograniczeniom, w przeciwnym razie wszystkie rezerwaty
przyrody i
parki narodowe zostałyby zadeptane. Również komunikacja lotnicza i ruch
samochodowy muszą mieć ekologiczną barierę, ponieważ ciągłe wyrzucanie
do
atmosfery spalin z konwencjonalnego paliwa na pewno nie jest bezkarne,
a
komunikacja lotnicza niesie dodatkowo ryzyko rozprzestrzeniania się
groźnych
epidemii. Historycznie
ukształtowane
państwa narodowe są naturalnym przedłużeniem rodziny jako
fundamentalnej
ludzkiej wspólnoty. Jedności nie da się narzucić, musi ona wynikać z
autentycznych
potrzeb i przekonań; powinna mieć charakter moralny i duchowy.
Nie ma
też jedności bez możliwości wyboru. Wielu zgodzi się na Unię Europejską
jako
platformę współpracy suwerennych państw, na stopniową budowę
europejskiej infrastruktury cywilizacyjnej (międzynarodowe szlaki
komunikacyjne, standardy higieny, ujednolicenie procedur
administracyjnych)
itp., nigdy jednak nie będzie pełnej zgody na „państwo europejskie”, na
jedność
opartą na dyrektywach i przymusie administracyjnym. Superpaństwo
europejskie, do którego prowadzą nas elity, jest tworem utopijnym,
gwałci prawa
człowieka i suwerenność narodów; jest zaprzeczeniem wolności. Jedność
wokół
kłamstwa i poprawność polityczna prowadzą do katastrofy. 2.3. UTOPIA
SUPERPAŃSTWA, czyli
„Trudno się człowiek trudzi, jeśli Pan domu nie zbuduje”. Pomysł Unii
Europejskiej nie jest czymś nowym, a jego korzenie sięgają rewolucji
francuskiej. Narodził się w zaciszu luksusowych rezydencji w trakcie
niejawnych
sesji i zakulisowych zabiegów wąskich elit o wysokim stopniu
wtajemniczenia, i
na szczęście nigdy nie udało się go w pełni zrealizować. Przeciętnemu
człowiekowi nie
jest potrzebny globalizm, ale dobrze funkcjonujące własne państwo.
Większość mieszkańców nie zmieni swego miejsca zamieszkania; kochają
swoje małe
„ojczyzny”, otaczającą ich przyrodę, widok z okna, dobre warunki pracy
itp. Nie
wszyscy również odczuwają potrzebę podróżowania. Niektórzy są z natury
domatorami lub mają ograniczone możliwości finansowe. Globalizm to nie
tyle
możliwość swobodnego przemieszczania się ludzi, ale łatwe i tanie
indywidualne
kontakty za pomocą nowoczesnej elektroniki, bez konieczności
opuszczania
swojego mieszkania, miejscowości lub kraju. W szerszym kontekście –
krajowe i
międzynarodowe telekonferencje, telewizyjne kształcenie na odległość,
otwarte
uniwersytety itp. Odgórne
wymuszanie wspólnego
rynku, swobody osiedlania się i podejmowania pracy za granicą oraz
przyzwolenie
na „drenaż mózgów”, bez liczenia się z realiami danego kraju, byłoby
dla wielu
społeczności szkodliwe. Naród, który bezkrytycznie pozwoli się
„zglobalizować”,
szybko zostanie ograbiony i stanie się obszarem neokolonialnym dla
ponadnarodowych
organizacji gospodarczych. Wymuszanie bezkrytycznego otwarcia się na
wszystko i
wszystkich, brak woli politycznej do chronienia własnej gospodarki,
ojczystej
przyrody, własnej kultury i przestrzegania zasad moralnych doprowadza
nieuchronnie do społecznego rozkładu. A jednak cała
dotychczasowa
aktywność komisarzy Unii Europejskiej nie dopuszcza wyboru i zmierza do
utworzenia superpaństwa, nawet nie Stanów Zjednoczonych (w USA nie
wyznacza się
poszczególnym stanom limitów produkcyjnych, kwot mlecznych itp.), ale
unowocześnionego
informatycznie nowego Związku Radzieckiego. Dla polskojęzycznych i
innych euroglobalistów
wolność narodów jest zbyt niebezpieczną rzeczą, co automatycznie
wyklucza
koncepcję Europy ojczyzn. Np. pan Oleksy widzi Unię Europejską jako
ostateczne
zakończenie podziału Europy, likwidację „żelaznej kurtyny” i
pojałtańskiego
ładu. Widzi też Unię jako proces, jako ciągłe przekształcanie się. Nie
tłumaczy
jednak, dlaczego celem tego procesu i świetlaną przyszłością Europy
musi być
koniecznie eurokołchoz, z gigantyczną biurokracją i polityczną
poprawnością. Od
samego początku promuje się Unię Europejską jako bezdyskusyjną formę
życia
zbiorowego narodów, bez możliwości jakiejkolwiek alternatywy. Według
totalitarnej zasady, że cel uświęca środki. Stosuje się tanie chwyty o
wchodzeniu do Europy, w której jesteśmy od tysiąca lat. Tymczasem, jak
słusznie
zauważa prof. Jaroszyński, tak jak w świecie zwierzęcym nie istnieje
jednostka
zoologiczna „zwierz”, podobnie sztucznym tworem jest „europejczyk”;
istnieje
jedynie Francuz, Włoch, Anglik, Holender, Polak itp. Do współpracy
suwerennych państw biurokratyczny twór typu Unii Europejskiej nie jest
w ogóle
potrzebny; wystarczyłaby w zupełności Rada Europy lub inny organ
jako platforma
międzynarodowej współpracy oraz w pełni reprezentatywne NATO, z
udziałem Rosji,
dbające o to, aby Niemcy po raz kolejny nie wyruszyły na podbój Wschodu
i nie
powtórzył się sojusz typu Ribbentrop - Mołotow. Trzeba również
pamiętać, że jak
dotąd wszystkie ponadnarodowe ideologie polityczne prędzej czy później
stały
się zasłoną dymną dla nacjonalizmu strony silniejszej, stosując zasadę
„co
twoje, to i moje, ale od mojego wara”. 2.4. KAŻDY
NARÓD MNIEJSZOŚCIĄ.
Charakterystyczną cechą obecnej sytuacji w Polsce i na świecie jest
dominacja
wąskich, często skorumpowanych elit finansowych i intelektualnych nad
milionami
biernych konsumentów. Elity te dostosowują świat do swoich potrzeb, nie
przejmując się losem zwykłych ludzi. Sytuacja, w której każdy naród
staje się
mniejszością w ramach europejskiej całości, bardzo odpowiada panu
Sorosowi i wielu
innym inżynierom społecznym. Ale taka koncepcja ideologiczna jest
prostą drogą
do poddania wszystkich narodów globalnej dyktaturze, pod pozorami
demokracji,
ponieważ najsłuszniejsze nawet i najbardziej istotne dla danego narodu
postulaty mogą być zawsze odrzucone przez większość, a prawda nie
zależy od
wyników głosowania. Wtedy walec globalizmu skutecznie niszczy
wspólnoty
narodowe po to, aby kosmopolityczne elity mogły swobodnie panować nad
światem i
jego zasobami. Słyszymy, że
Unia Europejska to
stałe poszukiwanie kompromisów. Każdy kraj członkowski ma przecież
swoje
problemy i priorytety. Ustawiczne poszukiwania kompromisowych rozwiązań
dla
mozaiki dwudziestu pięciu narodów jest nierealne. Wsadzenie wszystkich
do jednego
worka to utopia, zwłaszcza że i tak mówi się już o Europie dwóch (lub
większej
liczbie) prędkości. Czyż nie lepiej ograniczyć Unię Europejską do już
wymienionych spraw koniecznych i zostawić wszystkim krajom suwerenność
polityczną i gospodarczą, z jednym tylko zakazem: nie wolno wszczynać
konfliktów zbrojnych i zanieczyszczać środowiska? Wtórnie dopiero,
oddolnie,
dobierać można partnerów gospodarczych i sojuszników. Naturalny,
oddolny proces
współpracy międzynarodowej nie mieści się w formule Unii Europejskiej.
Tendencją
naturalną jest to, że każdy chce zostać sobą: Szkocja Szkocją, Norwegia
Norwegią, Polska Polską... Zależnie od potrzeby (nie nakazu) kraje
silniejsze
gospodarczo, jak Francja i Niemcy, tworzyć mogą własną integracje.
Kraje
Środkowoeuropejskie swoją Grupę Wyszehradzką lub inną, a w naszym
wypadku
współpraca gospodarcza z Rosją, Ukrainą lub Białorusią może okazać się
bardziej
korzystna od współpracy z Unią. Podobną utopią jest wspólna
konstytucja, co
oznacza centralne sterowanie dwudziestoma pięcioma państwami i utratę
suwerenności
przez każde z nich na rzecz centralnego rządu. Biurokratyczny kołchoz
Unii Europejskiej
jest drogą donikąd. 2.5. MEDIA
NARZĘDZIEM
ZNIEWOLENIA. Siła rażenia telewizji jest ogromna. Aby zbudować „nowy
wspaniały
świat”, elity muszą podporządkować sobie media. W programach telewizji
nie
powinno być żadnych poważnych dyskusji. Niewygodne dla „anonimowego
mocarstwa”
wydarzenia należy bagatelizować lub przemilczać. Odbiorcom należy
dostarczać
głównie sensacje, płytką rozrywkę ewentualnie wzory tolerancji i
przezwyciężania barier obyczajowych. Skasowano program „Rewizja
nadzwyczajna”,
nie nakręca się filmów dokumentujących zbrodnie popełnione na
społeczeństwie
polskim w latach wojny i w okresie stalinowskim. Nie ma dyskusji
historycznych,
nie mówi się o wychowaniu młodzieży, o kształtowaniu charakteru, o
patriotyzmie, o życiowych postawach. Nie analizuje się manipulacji
medialnych
ani zagrożeń i patologii społecznych, przyczyn bezrobocia, stanu
zadłużenia państwa.
Nie weryfikuje się politycznych i gospodarczych opcji. Nie analizuje
się
przyczyn terroryzmu. Nie ma programów popularnonaukowych, dyskusji
światopoglądowych, nie zorganizowano dotychczas „otwartego
uniwersytetu”. A
jednak TVP stawiana jest w sondażach na drugim miejscu po Kościele; ten
brak
krytycyzmu wykorzystują zawodowi manipulatorzy. Stany Zjednoczone nie
różnią
się tu od Europy. Niektórzy futurolodzy proponują nawet, aby zatrudniać
jedynie
20% społeczeństwa, a pozostałym dawać skromny „socjal” i ogłupiać tanią
rozrywką. Dzięki mediom społeczeństwo konsumentów przekształca się w
„społeczeństwo mediotów”. Pamiętam Amerykankę, która tupała ze złości,
kiedy
nieśmiało próbowałem jej wytłumaczyć, że w maleńkiej chłopskiej stodole
nie
mogło się zmieścić 1600 Żydów, a ekshumację wstrzymano. „To jest
prawda! -
krzyczała. - Pisali o tym w ›New York Times‹!” Istotnym
narzędziem
obezwładniania społeczeństw jest demoralizacja, co
doskonale ilustruje amerykański dowcip rysunkowy; on i ona wychodzą z
kina. Ona
recenzuje film: „Przemoc - fantastyczna!, ale seks - nic
nadzwyczajnego”.
Tymczasem zwalcza się lub ośmiesza bardziej niezależne media, które jak
np.
Radio Maryja a nawet EDUSAT, starają się wymienione luki wypełnić.
|
|