|
|
ARCHIWUM |
Teresa BlochHistoria i Współczesność Demografia a znaczenie i bogactwo państwNPW
3-4, 2004
W starożytności podstawę bogactwa państwa stanowiła praca niewolników, zaś o sile politycznej i militarnej decydowały armie. Nie zapewniły by one stabilności państwom, gdyby nie systemy ideologiczno-etyczne, przybierające postać systemów religijnych, które wyzwalały wśród ludzi potrzebę wykonywania prac narzuconych przez urzędników. W Egipcie i krajach żyznego Półksiężyca chłopi kopali kanały, budowali tamy, zbiorniki retencyjne itd. I czynili tak niezależnie od wstrząsów politycznych. Było to możliwe dzięki kapłanom, wykorzystującym wiedzę do panowania nad ludźmi. W Egipcie uprawa roli zależała od cyklicznych wylewów Nilu, ale były także okresy bezrobocia, trwające około 100 dni w roku. Aby uniknąć zaburzeń społecznych, czas ten wykorzystywano na budowę piramid. Raz po raz w dziejach Bliskiego Wschodu powstawały i upadały imperia (Asyria, Babilonia, Persja). Hegemonia danego imperium przypadała na czas, kiedy dane państwo posiadało największą liczbę ludności w porównaniu z sąsiadami. W VI i V w. p.n.e., za panowania Dariusza i Kserksesa, Persja liczyła 16 mln ludności. Byli to władcy, którzy narzucili swoje panowanie od doliny Indusu aż po Cyrenajkę. Nie powiodła się Persom próba podboju Grecji, liczącej 3 mln ludności, ponieważ zlekceważyli przeciwnika, nie wiedząc, że u podstaw rozwoju greckiej polis legły trzy podstawowe zasady: wolność, równość praw i rządy prawa. W okresie wojen z Persją idea wolności Hellady była siłą jednoczącą, wyzwalającą poświęcenie, osiągające szczyty heroizmu (Leonidas i Termopile). Grek w sprawach publicznych miał równy głos, a zasada rządów prawa polegała na tym, że podlegał on prawu, które sam ustanawiał. Dzięki tym zasadom rozwinęła się demokracja, zapewniająca swobodny przepływ informacji i wymianę poglądów, otwierając drogę do rozwoju nauki. Grecy popierali rozwój demograficzny, ich ustawodawstwo nakazywało wstępowanie w związki małżeńskie. Dzięki takiej polityce operatywni Grecy skolonizowali żyzne wyspy i ziemie leżące wokół wybrzeży Morza Czarnego i Morza Śródziemnego. Kiedy w połowie IV w. Grecy wraz z Macedończykami osiągnęli liczbę ludności przekraczająca połowę populacji w państwie perskim, a władzę przejął wybitny wódz Aleksander Wielki, Persja została pokonana, a na jej gruzach (Egipt, Bliski i Środkowy Wschód stały się prowincjami) powstało nowe imperium, oparte na poszanowaniu tolerancji religijnej i równouprawnieniu samorządów podbitych państw, z językiem greckim jako językiem uniwersalnym. Do upadku imperium po śmierci Aleksandra doprowadziły walki między diadochami, kryzys gospodarczy i ograniczanie przez Greków przyrostu naturalnego. W II w. p.n.e. panowała w Helladzie moda na bezdzietność. Polibiusz napisał, że Grecy stali się chciwi, leniwi i wygodni, nie chcieli wychowywać dzieci. Nastąpiło wyludnienie miast, chłopów nadmiernie obciążano podatkami i za długi wywłaszczano, nastąpił chroniczny niedobór rąk do pracy, a wraz z nim dewastacja systemów nawadniających i zaniedbanie pól uprawnych. Podobne zjawisko wystąpiło w rzemiośle. W dużych zakładach zatrudniano niewolników i wysoko wyspecjalizowanych najemników, a warunki i ceny dyktowali przedsiębiorcy. Sprowadzanie żywności doprowadziło do wojen domowych pod hasłem reformy rolnej i umorzenia długów. Kryzys dotknął nawet grecką myśl filozoficzną, która wywierała wpływ na doktrynę polityczną, lansującą ideologię monarchiczną, indywidualizm i kosmopolityzm. W 146 r. p.n.e. konsul rzymski Mummiusz rozgromił Greków pod Koryntem. Tak się skończył prymat Grecji, która stała się odtąd prowincją imperium rzymskiego. W nowej epoce dominującą rolę w świecie odgrywały dwa państwa o ogromnym potencjale demograficznym: w Europie imperium rzymskie liczące w II w. 80 mln ludności i na Dalekim Wschodzie Chiny, które zamieszkiwało około 60 mln mieszkańców. W Rzymie w okresie republikańskim w życiu publicznym i politycznym obowiązywały normy etyczne. Urzędnicy nie ingerowali w życie prywatne obywateli i nie wykorzystywali swoich urzędów do własnych celów. Obowiązki obywateli wobec ojczyzny i społeczeństwa wynikały nie tyle z obowiązku prawnego, ile z etycznego i ideowego. Lex Julia i Lex Papia Poppea (9 r. p.n.e.) nakazywały Rzymianom zawieranie małżeństw i posiadanie potomstwa. Rodzinom posiadającym liczne potomstwo nadawano grunta, matkom trojga lub czworga dzieci - równouprawnienie w zakresie dziedziczenia i dysponowania majątkiem. U schyłku republiki zaobserwowano podobne zjawiska jak niegdyś w Grecji: nastąpiła bezwzględna eksploatacja prowincji, wysokie podatki doprowadzały chłopów do zadłużenia i do opuszczania ziemi. Bogaci Rzymianie zaczęli rozwodzić się, modne stały się skandale erotyczne, zaczął się szerzyć homoseksualizm. Depopulacja dała o sobie znać w armii, do której zaciągano barbarzyńców. Cesarze dbali o popularność wśród ludu, zabezpieczając mu chleb i igrzyska (w ciągu roku w Rzymie odbywało się 175 widowisk cyrkowych), przeznaczali znaczną część dochodu na utrzymanie dworu. Podział państwa, dokonany przez Teodozjusza Wielkiego w 395 r., był konsekwencją rozkładu społeczeństwa, które nie chciało walczyć z nacierającymi plemionami germańskimi. W okresie, kiedy Rzym przeżywał swój rozkwit, a potem upadek, rządząca Chinami dynastia Han swoje panowanie opierała ma konfucjonizmie, który uznawał prymat rozumu nad uczuciami. Wytyczonym przez Konfucjusza normom etycznym podporządkowano życie społeczne. Chińczycy poświęcili się studiowaniu dzieł swego wielkiego filozofa, bo system ten na długie wieki zapewnił państwu stabilność. Wytworzyła się świecka elita, która dzięki zgłębieniu i opanowaniu mądrości konfucjańskiej zajmowała najwyższe stanowiska w państwie i rządziła ludem. Kto chciał należeć do elity, musiał zdawać egzaminy konkursowe, do których przygotowywał się przez większość swego życia. W XI w. Chiny przeżyły eksplozję demograficzną: w ciągu stu lat liczba ludności zwiększyła się o 1/3. Był to okres optymalnego rozwoju Chin. W okresie od XII do XIV w. nastąpił regres demograficzny i gospodarczy, nie wykorzystano wielu wynalazków technicznych. Badacze wysuwają hipotezę, że było to świadome działanie cesarzy chińskich, obawiających się zbyt szybkiego rozwoju cywilizacyjnego. Drugą po Chinach wielką aglomeracją ludnościową w starożytności były Indie, liczące od kilkudziesięciu do 100 mln ludności. Hindusi nie przejawiali tendencji ekspansjonistycznych, chociaż utrzymywali żywe kontakty handlowe z Rzymem i Chinami. Podstawę cywilizacji bramińskiej stanowił sakralny system kastowy, oparty na wierze w reinkarnację. Nie wywoływał on ostrych napięć społecznych, ponieważ rozładowywało je życie seksualne jako swoisty wentyl bezpieczeństwa. Z literatury hinduskiej dowiadujemy się, że człowiek może uzyskać zadowolenie, jeśli zrealizuje jeden z trzech podstawowych celów: zdobędzie władzę lub pieniądze, będzie przestrzegał zaleceń prawa sakralnego albo odda się rozkoszom seksualnym. Te ostatnie były przewidziane dla mas. Doskonały instruktaż zapewniała Kamasutra, oferując około 150 pozycji stosunku seksualnego. Trzeba też pamiętać, że Indie w 1947 r. wyzwoliły się spod kolonialnego panowania brytyjskiego, ponieważ Mahatma Gandhi zastosował taktykę biernego oporu, wobec której Brytyjczycy byli bezradni. Spadkobiercą imperium rzymskiego przez prawie 1000 lat pozostawało Bizancjum, liczące w V w. 26 mln ludności, co stanowiło 10% zaludnienia ówczesnego świata. Obroniło się ono przed najazdami barbarzyńców z północy, stworzyło system absolutny, w którym cesarz był źródłem prawa, najwyższym sędzią oraz zwierzchnikiem całej, doskonale funkcjonującej administracji i wojska. Urzędnicy czuwali nad wszystkimi przejawami życia społecznego i gospodarczego. Oni też pochłaniali znaczącą część dochodu narodowego. Cesarz był uważany za zastępcę Boga do spraw ziemskich (doktryna polityczna biskupa Euzebiusza z Cezarei z IV w.). Taki system rządzenia państwem doprowadził ostatecznie do zaniku samodzielności społeczeństwa, zdanego na instrukcje urzędnika, którego z czasem zdemoralizowała korupcja. Kiedy w VII w. Persja i Bizancjum były osłabione, wyrosła niespodziewanie nowa potęga – Arabowie. Prężni demograficznie, potrzebowali tylko wodza i ideologii jednoczącej świat arabski. Taką rolę odegrał Mahomet i islam, wprowadzając zasadę powszechnego braterstwa wszystkich wyznawców, bez względu na ich przynależność plemienną i rasową. W ciągu 100 lat Arabowie zawładnęli obszarem mniej więcej równym powierzchni Europy, zamieszkanym przez ok. 25-30 mln ludności. Ekspansja arabska zatrzymała się dopiero u wrót Indii, liczących wówczas ok. 100 mln ludności. Oparło się jej liczące 20 mln ludności Bizancjum. W Europie tamę dalszym podbojom położyli Frankowie (4-5 mln), tylko dlatego, że Arabowie w Europie mieli siły równe frankońskim. Kalifat kordobański w Hiszpanii, zamieszkiwany przez 7 mln ludności (13% ogólnego zaludnienia Europy), przetrwał aż do 1492 r. Nowym zagrożeniem dla Europy stały się hordy Czyngis-chana, bezwzględnie posłuszne władcy. W imperium mongolskim obowiązywała powszechna służba wojskowa. Regularna armia miała świetnie działający sztab, służbę kwatermistrzowską, wywiad i łączność. W XIII w. pod ich panowaniem znalazło się wiele państw: Mongolia, Mandżuria, Korea, Chin, Tybet, Iran, Mezopotamia, część Azji Mniejszej i Kaukaz oraz księstwa ruskie. Mongołowie zagrozili krajom Europy Środkowej. Nie zdołali jednak narzucić panowania Europie, ponieważ ta w XIII w. liczyła już ok. 80 mln ludności. Z takim potencjałem ludnościowym państwa europejskie nie tylko obroniły się przed Mongołami, ale wzięły też udział w krucjatach, a w czwartej wyprawie zdobyły Konstantynopol (było to możliwe, ponieważ cesarstwo bizantyjskie liczyło wówczas zaledwie 5 mln ludności). W wojnie stuletniej (1337-1453), w której przez kilkadziesiąt lat odnosili zwycięstwa Anglicy, o jej ostatecznym wyniku zadecydowała demografia (pięciokrotnie więcej ludności miała Francja, i to Francuzi wyparli Anglików ze swego terytorium). Potencjał demograficzny ziem polskich w porównaniu z państwami zachodnimi był skromny. W 1000 r. liczba ludności Polski (ponad 1 mln mieszkańców) stanowiła nieco mniej niż 20% ludności Niemiec (ok. 5-6 mln). W XIV w. w porównaniu do Niemiec zmniejszyła się do 15% (1,7 mln) i była mniejsza niż na Węgrzech (2 mln), nie mówiąc o ziemiach ruskich (8 mln). Uratowała nas od niewoli trudna sytuacja polityczna w Niemczech (okres walki o władzę i Wielkiego Bezkrólewia), rozbicie wewnętrzne Rusi pozostającej pod panowaniem Mongołów i zagrażająca Węgrom potęga turecka. Utraciliśmy wszakże Pomorze, ziemię lubuską i Śląsk, nie umieliśmy poradzić sobie z problemem pruskim, dlatego Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków. Ulegliśmy trzykrotnie najazdom mongolskim, nie panowaliśmy nad przebiegiem kolonizacji na prawie niemieckim. Nasze dysproporcje w stosunku do Zachodu zmniejszyły się po epidemii czarnej śmierci (1347 r.), która ominęła Polskę, a w kilku kolejnych nawrotach zredukowała do 50% ludność Niemiec, Francji, Anglii, Hiszpanii i Włoch. Dopiero w XV w. ludność naszego kontynentu osiągnęła poziom z 1300 r. (80 mln). Ludność Polski etnicznej wzrosła w XIV w. do 2,4 mln. W okresie regresu demograficznego i gospodarczego na Zachodzie Korona zawarła unię z Litwą, pokonała Krzyżaków, rozwinęła się gospodarczo i kulturalnie (wysoki poziom osiągnęła nauka na Uniwersytecie Krakowskim, udział polskiej delegacji na Soborze w Konstancji), na drodze pokojowej kolonizowała tereny litewsko-ruskie. Na przełomie XV i XVI w. Europie zagroziła potęga turecka (imperium osmańskie liczyło 11,5 mln ludzi, równało się 14% zaludnienia ówczesnej Europy). Osmanowie górowali nad Europejczykami sprawną organizacją i techniką walki. Był to okres, kiedy Europejczycy zapoczątkowali wielkie odkrycia geograficzne, ponieważ nie mogli korzystać z handlu lewantyńskiego, opanowanego przez Turków. Odkrycie nowych dróg handlowych z Indiami i Dalekim Wschodem doprowadziło do zdeklasowania imperiów lądowych (mongolskiego i tureckiego) na rzecz potęg morskich (Hiszpania, Francja, Anglia). Dzięki szlakom oceanicznym przez Atlantyk Europejczycy opanowali nowy kontynent, gdzie wysoki poziom cywilizacyjny, oparty na systemie sakralnym, osiągnęli Indianie. Przed konkwistą ludność Ameryki Środkowej i Południowej liczyła ok. 60 mln osób, natomiast w połowie XVII w. zaledwie 12 mln. Po spaleniu świętych ksiąg indiańskich kapłani nie mogli sprawnie rządzić ludem, a lud nie umiał czytać i nie znał własnej historii. Po zetknięciu się z obcą kulturą Indianie popadli w stan depresji, nie chcieli mieć dzieci. Choroby, wódka, użycie broni palnej i wykorzystywanie waśni plemiennych dopełniły dzieła spustoszenia wśród Indian. Wiek XV w naszych dziejach ojczystych nosi nazwę złotego wieku nie tylko w rozwoju gospodarczym i kulturalnym państwa, ale przede wszystkim w rozwoju demograficznym. Ludność całej Rzeczypospolitej dochodziła do 8 mln. Było jej prawie tyle samo co w Hiszpanii. Stanowiła 8% populacji europejskiej (gdybyśmy dzisiaj mieli taki wskaźnik, byłoby nas blisko 60 mln).W 1650 r. liczbę mieszkańców Rzeczypospolitej szacowano na 11 mln, czyli tylko o 3 mln mniej niż miało państwo moskiewskie. Z takim potencjałem demograficznym Stefan Batory i Stanisław Żołkiewski mogli zwyciężać Rosjan pod Pskowem i Kłuszynem, I Rzeczpospolita - przetrwać ciężki okres wojen ze Szwecją, Rosją i Turcją, a Jan III Sobieski, broniąc krzyża, ocalić Europę przed zalewem islamu. W epoce nowożytnej, zapoczątkowanej przez wielkie odkrycia geograficzne, Europejczycy przywieźli na kontynent wielkie bogactwa i zajęli się produkcją żelaza – surowca niezbędnego do wyrobu armat i broni palnej, potrzebnej do zdobywania nowych terytoriów zamorskich i utrzymania w posłuszeństwie podbitych ludów. Hiszpania – pierwsze mocarstwo kolonialne, w XVII i XVIII w. przegrała rywalizację z Anglią, w której dokonała się rewolucja przemysłowa i nastąpił wzrost demograficzny (9 mln ludności). Na arenę polityczną weszła Szwecja, nie tyle z wielkim potencjałem demograficznym, ile z nową techniką zbrojeniową, opartą na rozwiniętej produkcji żelaza. Szwecji sprzyjało szczęście w dążeniu do opanowania basenu Morza Bałtyckiego, ponieważ główni jej przeciwnicy (Habsburgowie) zostali uwikłani w wojnę trzydziestoletnią (1618-1648), na której Szwecja zbiła kapitał, zajmując w pokoju westfalskim (1648) ujście Odry wraz ze Szczecinem i Kołobrzegiem. Rewolucja przemysłowa w Anglii zburzyła równowagę i w XVIII w. przygotowała Europę do objęcia hegemonii w świecie. Kiedy na przełomie XVIII i XIX w. wzrost potencjału przemysłowego i demograficznego Wielkiej Brytanii nie zapewnił dobrobytu ludności, burżuazja angielska uznała przeludnienie za rzekome źródło tego stanu. T. Malthus ogłosił wówczas teorię, że wielkość płacy jest odwrotnie proporcjonalna do liczby ludności robotniczej, dlatego też zalecał, aby robotnicy mieli mniej dzieci. Koncepcji tej nie realizowano w Anglii, lecz we Francji, i to podczas Wielkiej Rewolucji oraz w okresie napoleońskim, kiedy Francja musiała zdobyć się na największy wysiłek na polu gospodarczym, militarnym i demograficznym, aby pokonać sześć wrogich koalicji. Po osiemnastu latach ciężkich zmagań i wielu zwycięskich bitew końcowe starcie Napoleona zakończyło się klęską w 1813 r. w bitwie pod Lipskiem. Zadecydował o tym niekorzystny stosunek sił (150 tys. żołnierzy francuskich przeciwko 300 tys. armii koalicyjnej) i zdrada najbliższych generałów. Kongres wiedeński rozpoczął nową epokę: pax britannica. W ciągu 50 lat liczba ludności w Anglii wzrosła dwukrotnie (z 10,5 do 20,8 mln). Szczyt potęgi brytyjskiej przypada na lata 1870-75. Anglia stała się imperium kolonialnym, kontrolującym kluczowe szlaki w handlu międzynarodowym. Wiek XIX w Europie był okresem eksplozji demograficznej: ludność kontynentu wzrosła ze 187 do 401 mln. Po wojnie secesyjnej i zjednoczeniu Niemiec przez Bismarcka oba państwa - Stany Zjednoczone i Niemcy - dokonały wielkiego skoku w rozwoju gospodarczym i demograficznym, który zaważył w istotny sposób na dziejach świata. Liczba ludności w Rzeszy od zjednoczenia w 1870 r. do 1910 r. wzrosła z 41 do 65 mln, co stanowiło 14,7% zaludnienia ówczesnej Europy. Prężna gospodarka niemiecka potrzebowała surowców, a te mogła uzyskać jedynie w Europie, ponieważ podział kolonialny świata dawno już został zakończony. A zatem I wojna światowa była wojną o nowy podział surowców między potęgami europejskimi. Plan wojny błyskawicznej Alfreda von Schliffena miał zapewnić Niemcom zwycięstwo, nim przystąpią do wojny Stany Zjednoczone. Kiedy Niemcy przegrały bitwę nad Marną, szef sztabu generalnego, von Moltke, zameldował cesarzowi Wilhelmowi II: „Wasza Cesarska Mość, przegraliśmy wojnę!” Wiedział on doskonale, że długotrwała wojna pozycyjna, obliczona na wyczerpanie, nie może dać zwycięstwa. Wystarczy porównać liczbę żołnierzy zmobilizowanych po stronie ententy (34,3 mln), bez Stanów Zjednoczonych (4,7 mln) i po stronie państw centralnych (22,85 mln). Państwa centralne wojnę przegrały. Na gruzach dawnych potęg powstały państwa narodowe, a wśród nich Polska. Powrót na mapę Europy okupiliśmy milionowymi stratami w ludziach i ogromnym zniszczeniem kraju. Własnym intelektem i ciężką pracą odbudowaliśmy swoje państwo, zapewniając mu bezpieczeństwo i rozwój. Było to zwycięstwo pokolenia ciężko doświadczonego klęską powstania styczniowego, pokolenia, które postawiło na rozwój demograficzny. W ciągu czterdziestu lat liczba Polaków podwoiła się. W 1910 r. na ziemiach polskich mieszkało ich ponad 20 mln, a na emigracji 4 mln. Gorący patriotyzm i ofiarna praca zaniepokoiły sąsiadów do tego stopnia, że rząd republiki weimarskiej już od pierwszych lat powojennych werbował dziennikarzy i publicystów ( Polskon–Newman w Londynie, angielski historyk H. Dawson, Georg N. Shuster w USA), którzy w krajach anglosaskich publikowali antypolskie artykuły w duchu rewizjonistycznym. Historia się powtarza. Przed rozbiorami w podobnym duchu pisywali o Polsce działacze oświecenia z pruskich inspiracji, a po 1989 r. „obiektywni” dziennikarze na Zachodzie krytykując w czambuł naszą gospodarkę, którą Leszek Balcerowicz rozwalił za aprobatą rodzimych karierowiczów. Polacy, pozbawieni podstaw ekonomicznych, ulegli psychozie, że mogą osiągnąć dobrobyt w strukturach unijnych, w których dominującą pozycję zajmują Niemcy. Nam, Polakom już w 1975 r. amerykański profesor Dennis L. Meadows taką dawał receptę: jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności, 15 mln ludzi gwarantowałoby równowagę. Traktaty rzymskie są więc tylko kolejnym krokiem wcielania w życie wcześniejszych planów, przygotowanych i opracowanych przez „przyjaciół” katolickiej i jednorodnej etnicznie Polski. Z II wojny światowej, która spowodowała śmierć 50 mln ludzi, zwycięsko wyszli alianci, dysponujący ogromnym potencjałem zbrojeniowym i zasobami ludzkimi (w 1944 r. armia niemiecka liczyła 9,1 mln żołnierzy, alianci - 20,8 mln). Europa utraciła swą przodującą pozycję, którą cieszyła się blisko dwa tysiące lat. Jak nigdy dotąd, postawiła wyłącznie na laickość, odcinając się od korzeni chrześcijańskich. Konsumpcyjny styl życia uczynił z Europejczyków snobów, hołdujących „myśleniu i działaniu inaczej”, wbrew naturze, co spowodowało, że Europa stała się starzejącym kontynentem, pogrążonym w wielu patologiach (aborcja, eutanazja, homoseksualizm). Pod względem rozwoju demograficznego wyprzedziły ją Azja, Afryka i Ameryka. Integracja, której na imię Unia Europejska, może okazać się grobem, zważywszy na egoizm, jakim kierują się państwa zachodnie wobec dziesięciu nowych członków, którym wyznaczyły rolę obywateli drugiej kategorii. Cywilizacja śmierci oznacza katastrofę biologiczną i naukowo-techniczną. W XXI w. postęp społeczno-gospodarczy zależy od nowych odkryć naukowych, ale państwa wysoko uprzemysłowione, zagrożone depopulacją, wcześniej czy później będą musiały odnieść się do potencjału ludnościowego krajów Trzeciego Świata, gdzie przewaga ta ciągle się powiększa. W 1994 r. w Kairze Fundusz Ludnościowy ONZ zorganizował Światowy Szczyt na temat Ludności i Rozwoju, na którym doszło do międzynarodowej konfrontacji pomiędzy zwolennikami kontroli urodzeń a obrońcami życia. W 1995 r. obradowały dwie konferencje: w Kopenhadze - Światowy Szczyt Rozwoju Społecznego i w Pekinie - Czwarta Światowa Konferencja w sprawach Kobiet. Po pięciu latach zwołano konferencję „Kair +5”, którą rozpisano na szereg spotkań. Głównym jej organizatorem był Fundusz Ludnościowy ONZ (UNFPA) i współpracująca z nim Międzynarodowa Federacja Planowanego Rodzicielstwa, znana z propagowania aborcji na żądanie i udostępniania wczesnoporonnych środków antykoncepcyjnych. Obawa o własny dobrobyt, który mogą naruszyć uciekające przed głodem miliony ludzi z Indii, Chin, Afryki i Ameryki Łacińskiej, skłoniła bogate państwa do inwestowania w przemysł farmaceutyczny, produkujący tabletki śmierci. Bogaci w dalszym ciągu przeprowadzają „drenaż mózgów” i pozbywają się tym samym konkurentów, skazując państwa, pozbawione nowoczesnej kadry naukowej, na nędzną wegetację gospodarczą. To samo dzieje się z inwestycjami i wymianą handlową. Jest to krótkowzroczna polityka. Pragnienie życia jest silniejsze niż śmierć, dlatego też przyszłość będzie należała do tych państw, które postawią na rozwój demograficzny i zdrową rodzinę. Przypominali o tym Polakom dwaj wielcy mężowie stanu: Roman Dmowski i Kardynał Stefan Wyszyński.
|
|