ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Andrzej J. Horodecki

Polityka i Strategia

NIE MA PATRIOTYZMU BEZ PERSONALIZMU

NPW 1-2, 2004

Wprowadzenie

 

Rok 1989 – dwusetną rocznicę Rewolucji Francuskiej – można uważać za początek III wojny światowej. Rozpoczęła się ona inaczej niż w 1939 - od agresji społeczno-polityczno-gospodarczej przeciw Polsce, osłabionej przez eksterminację inteligencji i 44-letnią siłową indoktrynację monizmu filozoficznego, a w szczególności materializmu dialektycznego. Scenariusz ten rozpoczęli w dniu 5 lipca 1945r. alianci, cofając uznanie legalnemu Rządowi II RP w Londynie.

 

Przedstawiona na wstępie myśl koresponduje z wypowiedzią Leszka Balcerowicza, który w 1998 r. w opinii prestiżowego miesięcznika „Euromoney” uznany został za najlepszego i najskuteczniejszego ministra finansów na świecie. Z tej okazji  Laureat powiedział w wywiadzie dla tego pisma:

 

Moją ambicją jest doprowadzenie Polski do gospodarczego sukcesu. Czekaliśmy na to 200 lat i teraz właśnie przyszedł nasz czas („Rzeczpospolita” 06.10.1998).

 

Myśl ta ma także swoje uzasadnienie w geopolityce światowej:

 

Kto rządzi Europą Wschodnią, ten panuje nad sercem Europy. Kto rządzi sercem Europy, ten panuje nad Eurazją. Kto rządzi Eurazją, ten panuje nad światem (H. J. Mac Kinder Democratic Ideals and Reality, London 1919).

 

Tak więc za sprawą wybitnego kosmopolity i za sprawą złej Konstytucji  Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej stanowią potężniejące „państwo” w niszczonym państwie. Czyż nie jest to sytuacja, którą tak opisuje ks. Piotr Skarga:

 

Złe prawo gorsze jest niźli tyran najsroższy. Bo wżdy tyran odmienić się, albo namówić, abo umrzeć może, i jego tyraństwo ustaje. Ale złe prawo zawżdy trwa, zawżdy zabija i szkodę czyni i na duszy, i na ciele. Jest jako lew i bestyja nierozumna, która namówić się nie da, aż ją zabić i umorzyć. Tak i złe prawo, które szkody ludziom czyni miasto pomocy, dla której wszystkie się prawa stawią (Kazanie siódme).

 

 

Ku zawładnięciu Europą

 

Główny cel taktyczny wojny niemiecko-żydowskiej, wydanej Europie cywilizacji łacińskiej, polega na wzbudzaniu i podtrzymywaniu kompleksu mniejszych państw wobec tzw. jądra Europy: Niemiec, Francji, Włoch i Anglii. Źródłem kompleksu ma być rzekome zacofanie cywilizacyjne, rozumiane jako opóźnienie technologiczne życia codziennego obywateli oraz jako, brak pobłażania dla przejawów upadku moralności w stosunkach społeczno-polityczno-gospodarczych. Krótko mówiąc: państwa cywilizacji łacińskiej, oparte na tradycji, powinny mieć kompleks wobec rozdartych cywilizacyjnie państw liberalnych. Jeszcze krócej: państwa, z zasady stojące na straży promocji dobra, powinny mieć kompleks wobec państw stojących na straży promocji zła.

 

Taktyka taka wykorzystuje najgłębsze rozdarcie w człowieku, wywołane grzechem pierworodnym, dlatego potrzebuje dla swojego sukcesu ustawicznego neutralizowania posłannictwa Kościoła rzymskokatolickiego oraz wyprowadzania człowieka z pola działania prawa naturalnego.

 

Drugi element tej taktyki to „zagospodarowanie” dorobku laicyzacji, wniesionego przez partie socjalkomunistyczne, zwłaszcza Włoch i Francji, oraz eksterminacji inteligencji hiszpańskiej podczas rewolucji.

 

Trzeci element taktyki to promocja porozumienia europejskiego, zainicjowana przez „niemieckiego” Francuza, Roberta Schumanna, w dniu 9.05.1950 r. pod nazwą Deklaracja Schumanna, jako aprioryczne antidotum na wojny w Europie. Idea tego porozumienia to skierowanie potencjału gospodarczego poszczególnych państw na tory produkcji globalistycznej, pod kierunkiem bliżej nieokreślonej „Władzy Najwyższej”, w domyśle – masonerii. Pamiętajmy w tym kontekście, że Robert Schumann jest powszechnie uważany za jednego z „chrześcijańskich ojców” Unii Europejskiej (!)

 

Ostatni, newralgiczny element taktyki to tzw. „żelazna kurtyna”, zbudowana w wyniku odwrócenia alianckich sojuszy, która jest wykorzystywana jako koronny argument zapóźnienia pod każdym względem krajów Europy Środkowo-Wschodniej w okresie między podpisaniem Deklaracji Schumanna a tzw. „obaleniem muru berlińskiego”.

 

Europą nie można już dziś zawładnąć siłą bez wywołania pożaru światowego – to samo dotyczy Polski. Dlatego główny wysiłek Centralnych Sił Politycznych jest skierowany na wewnętrzny rozkład państw narodowych.

 

 

Europejski bazyliszek

 

Elastyczna, długofalowa polityka CSP w  Europie ma charakter inżynierii społecznej i stanowi wyższy etap socjalkomunizmu, wdrażanego w ZSRR. Poglądowo rzecz wyglądała tak, że ZSRR atakował nawy suwerennych państw metodą abordażu i po wdarciu się na pokład dokonywał eksterminacji załogi, poczynając od kapitana.

 

Spadkobierca ZSRR - Unia Europejska, czyli grupa państw pod nieformalnym przywództwem IV Rzeszy Niemieckiej, nie mająca podmiotowości prawnej, a więc bez żadnej formalnej odpowiedzialności wobec państw trzecich, wytwarza mgłę, w której nawy poszczególnych państw tracą orientację, po czym są kierowane do portu, z którego nie ma wyjścia. Demontowane są silniki, radiostacja, mapy, prowiant i dowództwo. Samą nawę można wówczas zagospodarować jako część nabrzeża superportu zglobalizowanego świata.

 

Dla społeczeństw Europy Zachodniej, ukształtowanych w cywilizacji łacińskiej, ale od początku czasów nowożytnych systemowo laicyzowanych, CSP zaprogramowały system rad i komisarzy, wypróbowany w ZSRR. O ile jednak rewolucyjny system sowiecki miał środek ciężkości w polityce, o tyle ewolucyjna sowietyzacja Europy Zachodniej obejmuje równomiernie wszystkie dziedziny życia i jest rozciągnięta w czasie rzędu całych pokoleń. Inna zasadnicza różnica jest ta, że sztywny system ZSRR dopuszczał „błędy i wypaczenia”, a także ich przezwyciężanie, podczas gdy UE nie tworzy określonego systemu, a więc nie musi się z niczego tłumaczyć.

 

Potężna propaganda Traktatu Nicejskiego w Polsce, który stawiał ją razem z Hiszpanią jako niemal równe w głosach z Niemcami, stanowiła żywą politycznie przynętę na użytek tzw. referendum europejskiego z 7-8 czerwca 2003r. W dniu 13 grudnia 2003 r., po pięciu miesiącach propagandy projektu eurokonstytucji, Niemcy i Francja usiłowały solidarnie wyrwać tę przynętę z polskich gardeł i doprowadzić do zamknięcia na niemiecki kluczyk polskich kajdanek po wieczne czasy, bez jednego wystrzału, bez żadnego odruchu obrony. Bez wątpienia zostałaby bowiem złamana stara rzymsko-europejska zasada lex retro non agit (prawo nie działa wstecz). Całe tzw. przedakcesyjne dostosowywanie Polski do posiadającej już konstytucję UE, czyli zniszczenie gospodarki polskiej, zostałoby potraktowane jako prawnie usankcjonowane.

 

Impuls, niezbędny do obudzenia się elementarnego polskiego instynktu samozachowawczego w Sejmie, stanowiła niewątpliwie wizyta Warszawie, na zaproszenie redakcji „Rzeczpospolitej” i Fundacji im. Konrada Adenauera, p. Erki Steinbach, przewodniczącej Związku tzw. „Wypędzonych”. Nieustępliwość Przewodniczącej, a także zwrot Niemiec po referendum unijnym w Polsce, ku wyjściu zza parawanu Unii Europejskiej z francuską przyzwoitką - wbrew ostrzeżeniom „Sueddeustsche Zeitung” z 2 listopada 2001 r.- uratowały Polskę przed bezwzględną kapitulacją w Brukseli w dniu 13 grudnia 2003 r. Wpływowy dziennik niemiecki ostrzegał wówczas otwartym tekstem:

 

Kiedy Niemcy, znajdujący się w samym środku europejskiego kontynentu olbrzym, zbyt mocno poruszą się, wywołuje to nerwowe reakcje jego sąsiadów. Kiedy jednak olbrzym ten postępuje zbyt ostrożnie, także wzbudza to podejrzenia... Istnieje wyjście z tego dylematu, a jest nim droga przez Brukselę. Unia Europejska jest pierwszą polityczna podporą, z pomocą której możliwe jest dokonanie podwójnego skoku. Wywierać wpływ nie zachowując się arogancko i nie prowokując tworzenia się przeciwnych koalicji.

 

Powyższy cytat powinien znaleźć się jako motto w podręcznikach najnowszej historii powszechnej, zwłaszcza historii Polski.

 

 

Musimy wyjść z pułapki

 

Dla nas, Polaków, wiedza o kompleksach państw Europy Środkowo-Wschodniej wobec Europy Zachodniej nie wystarcza. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na generalną różnicę między Polską a Zachodem, która te wszystkie kompleksy z nawiązką może zrekompensować. Do kanonów polskiej polityki zagranicznej powinna należeć wiedza o różnicach cywilizacyjnych między Polską i resztą Europy:

 

1. Polska nie tylko należy od zarania swych dziejów do personalistycznej cywilizacji łacińskiej, ale też nigdy nie doświadczyła feudalizmu, dlatego patriotyzm polski wyróżnia się zawsze umiłowaniem osobistej wolności w połączeniu ze służbą Bogu i Ojczyźnie;

 

2. Nasi sąsiedzi, Niemcy i Rosja, są ukształtowani od podstaw przez cywilizacje gromadnościowe, zatem ich politycy nie mają osobistego poczucia odpowiedzialności za zawarte układy: zawołanie pacta sunt servanda jest im obce. Dotrzymywanie słowa dawanego przez ich polityków nie leży po prostu w ich naturze, bo ostatecznie o wszystkim i tak decyduje wyższa władza;

 

3. Inne wielkie narody europejskie, a zwłaszcza Francja i Anglia, są wprawdzie ukształtowane przez cywilizację łacińską, ale w czasach nowożytnych doszło tam do eksterminacji elit tej cywilizacji, a następnie do zwolnienia tzw. „klasy politycznej” od wymogów cywilizacji łacińskiej, co w praktyce politycznej oznacza, iż mamy do czynienia z Niemcami bis i Rosją bis.

 

Powtórzmy: sukces brukselski w dniu 13.12.2003 r. oznacza, że próba zamknięcia niemieckim kluczykiem brukselskich kajdanek na rękach Polski nie powiodła się, ku wściekłości Niemiec i Francji. Mamy teraz minimalny, ale wystarczający czas na zrzucenie tych kajdanek. Wielki naród, a jesteśmy nim my, Polacy, musi mieć wielkie, samodzielnie wytyczone cele. Taka postawa wyzwala zdrową ambicję i  nadaje naszemu życiu doczesny i nadprzyrodzony sens.

 

Teraz epicentrum walki przenosi się do Polski. Wszystkie antypolskie siły jawnie i z ukrycia, na wszystkie możliwe sposoby podniosą - pod patronatem Prezydenta - krzyk, że Polska schodzi z rozwojowo-postępowej drogi. Ten krzyk trzeba po prostu zignorować. Najgroźniejsza jest jednak patriotyczna propaganda, która nagłaśnia wprawdzie wielkie zło, które niesie ze sobą Unia Europejska, ale przemilcza tragedię, jaką byłoby dobrowolne zejście Polski z drogi cywilizacji łacińskiej, którą kroczy już ponad tysiąc lat.

 

Główne prawo dziejowe prof. Feliksa Konecznego orzeka jasno: Nikt nie może być cywilizowany na dwa sposoby”, ponieważ mieszanki cywilizacyjne stanowią duchową truciznę. Inne prawo dziejowe tego uczonego światowej sławy (ale skrzętnie przemilczanego przez CSP) ostrzega, że w warunkach konfrontacji niższa cywilizacja (mniej wymagająca) ostatecznie wygrywa z wyższą (wyżej wymagającą). Skoro zaś najpotężniejszy członek Unii Europejskiej - Niemcy, należy do cywilizacji bizantyńskiej, a więc gromadnościowej, dominacja tej nie posiadającej personalizmu cywilizacji byłaby bezsporna, a z nią perspektywa wyeliminowania Kościoła rzymskokatolickiego z Europy! Nie ma zatem patriotyzmu bez personalizmu!

 

Inny problem patriotów to źle maskowany niepokój, że to człowiek SLD wygrał brukselską rundę. Nie trzeba bez końca szukać „podwójnego dna” we wszystkich politycznych działaniach. Tych, które można ofensywnie zagospodarować dla ratowania Polski - nie wolno lekceważyć! Rzesze ludzi w Polsce trwały świadomie w tych „brukselskich dniach” na modlitwie różańcowej, dlatego można to polskie „nie” dla projektu eurokonstytucji uważać za wielki cud różańcowy! Dlaczego to środowiska patriotyczne nie rozważają - choćby tylko jako alternatywy - całkowitego oderwania się Polski od Unii Europejskiej i budowania programu suwerennej cywilizacyjnie Rzeczpospolitej? Dlaczego to liczne środowiska patriotyczne przesądzają z góry, że Polska wejdzie w dniu 1 maja 2004 r. do Unii Europejskiej i że wobec tego trzeba się starać ponieść jak najmniej strat, a nawet, jak niektórzy mówią „jak najwięcej z UE wydobyć”, aby nie być płatnikiem netto?

 

Pamiętajmy, że już w czerwcu 2003 r. referendum wykazało, że cztery miliony Polaków zdecydowanie i świadomie nie chcą wejścia Polski do Unii Europejskiej. Po doświadczeniach drugiego półrocza 2003 r. liczba ta będzie szybko rosnąć.

 

Po odrzuceniu projektu eurokonstytucji należy zatem wypowiedzieć Układ o Stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi, podpisany w Brukseli w dniu 16.12.1991r. w imieniu nowo powołanego rządu Jana Olszewskiego, w trybie art. 118 tego dokumentu, tzn. w drodze notyfikacji. Artykuł ten głosi, że Układ niniejszy utraci moc po upływie sześciu miesięcy od dnia takiej notyfikacji. Jest to jedyny dokument obowiązujący w relacjach między Polską a państwami tzw. Unii Europejskiej. Wszystkie pozostałe dokumenty mają z jednej strony Polskę jako podmiot prawa międzynarodowego, a drugiej - pozbawioną takiej podmiotowości grupę państw o wspólnych interesach. Takie dokumenty do niczego Polskę nie zobowiązują i powinny być traktowane jako nieistniejące. Podobnie należy traktować referendum, w którym rząd nadużył zaufania narodu, stawiając mu pytanie, czy jest za wejściem Polski do nieistniejącej jako podmiot prawa międzynarodowego Unii Europejskiej.

 

W art. 3 tego Układu czytamy:

 

Odpowiednie konsultacje będą odbywać się między Prezydentem Polski z jednej strony a Prezydentem Rady Europejskiej i Przewodniczącym Komisji Wspólnot Europejskich z drugiej.

 

Zapis ten oznacza, że niezależnie od niezwłocznego wypowiedzenia Układu trzeba przypomnieć, że za jego realizację ze strony Polski odpowiada urzędujący Prezydent, poczynając od 1995 r. aż do dnia utraty mocy jego obowiązywania. Żądanie rozliczenia Prezydenta z funkcjonowania tego Układu będzie najważniejszym środkiem dla przeciwstawienia woli Narodu Polskiego czynnikom prounijnym, a zwłaszcza siłom okołoprezydenckim oraz siłom UW. Partia ta, chociaż nie jest reprezentowana w Zgromadzeniu Narodowym, to jednak dysponuje silnymi i licznymi powiązaniami w opiniotwórczych środowiskach kosmopolitycznych, a także filosemickich i germanofilskich.

 

W związku z powyższym należy także - bez żadnych konsultacji - powiadomić Brukselę o zaniechaniu wpłat do kasy tzw. Unii Europejskiej i dokonać stosownej reasumpcji ustawy budżetowej, a następnie opracować doraźny plan odbudowy gospodarki narodowej z myślą przewodnią „praca z płacą rodzinną w gospodarce narodowej dla każdego Polaka”. Podniesie się natychmiast krzyk, że to powrót do scojalkomunizmu, ale to będzie tylko realizacja katolickiej nauki społecznej.

 

 

Czy to są realne propozycje?

 

Oczywiście, że są realne pod warunkiem niezwłocznego, ale głęboko przemyślanego pójścia za brukselskim ciosem z 13.12.2003 r. Odpowiedzmy najpierw na pytanie, dlaczego nie tylko Polska, ale i inne kraje traktują nieistniejącą prawnie UE z jej wszystkimi absurdami jako podmiot prawa? Jest to wynik zagospodarowania przez CSP ważnych efektów socjologicznych. Mamy tu myślenie w kategoriach materializmu dialektycznego: jeżeli jest teza, że UE nie jest podmiotem prawa, to może być i antyteza, że nim jest. Okazuje się, że wyniki referendów z jednym prostym pytaniem układają się wokół liczb 50% za, 50% przeciw. Z kolei XIX-wieczna „wiara naukowa” odzwyczaiła społeczeństwa od żądania wiarygodnego dowodu prawdy, czego dowodem jest mocna pozycja pseudoteorii ewolucji.

 

Działa także element pośpiechu, nagonki politycznej na zmaterializowane do szpiku kości środowiska prounijne. Kto pierwszy, ten więcej i łatwiej skorzysta, włączając w to księżycowe dotacje” dla „państw” oraz legalne dochody urzędników i parlamentarzystów UE. CSP poprzez pilotowanie przez niemal cały wiek XX prywatnej sieci banków, na czele z takimi, jak Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy  Bank Światowy, działają zniewalająco na wyobraźnię człowieka.

 

Ludziom, zwłaszcza młodym, wydaje się, że „postęp” doszedł już do tego, że nie tylko państwo może otrzymać „dotacje”, ale i każdy człowiek może mieć pieniądze na życzenie i nie przemęczać się pracą, aby tylko szedł z „duchem czasu”. Jest to „pogoda” dla kredytodawców i nieodległe piekło dla kredytobiorców, ponieważ pieniądz niekontrolowany przez państwo narodowe niszczy to państwo i uderza rykoszetem w tego mniej zaradnego, prostolinijnego człowieka.

 

Ta korupcjogenna atmosfera jest - paradoksalnie - podtrzymywana także przez żyjące jeszcze w cywilizacji łacińskiej narody Europy, na którą patrzy świat. Skoro władza - ta czy inna - mówi, to znaczy mówi prawdę i można jej zaufać. CSP rozgrywają ze znawstwem cywilizację łacińską przeciw narodom, bo wcześniej wojny i rewolucje oraz dalekosiężna polityka masonerii zniszczyły strzegące ją elity.

 

W Polsce jest jeszcze szansa na pełne przebudzenie się i wzięcie przez naród władzy w swojej ręce jako państwo cywilizacji łacińskiej. Tylko wytrwała propaganda CSP powoduje, że wszystkie „przekręty” elit politycznych składają się - jak puzzle - na samobójcze trwanie przy UE. Ile to mamy dyskusji nt. „jak nas UE ukarze za Brukselę” i jak tego uniknąć, ile niedomówień i dwuznaczności wokół twardego „nie” Polski. Ile ubolewania nad stratami z tytułu kiepskich negocjatorów, którzy akurat tyle byli warci, ile cała koncepcja UE, wreszcie jak dziwnie dochodzi do pogodzenia się z rzekomą oczywistością wejścia do UE w dniu 1 maja 2004 r. tak wśród patriotów, jak i w środowiskach prounijnych.

 

Argument, że inni widzą w UE postęp i rozwój, jest z istoty swojej czysto materialistyczny i rasistowski. Ci, którzy nie będą w stanie nadążyć na narzuconym odgórnie tempem postępu i rozwoju, są po prostu niepotrzebni. Więcej mieć, a niech miliony giną bez wystrzału, a w razie zamieszek, siły antykryzysowe UE zaprowadzą porządek. Dzięki Opatrzności Bożej projekt eurokonstytucji upadł, a więc nie można na razie powołać takich sił antykryzysowych.

 

Musi się obudzić duma polska. Tropić afery - tak! Karać winnych prawomocnym  wyrokiem sądu - tak! Zbojkotować wybory do Parlamentu Europejskiego - tak!  Zbojkotować mętną koncepcję „klasy politycznej” - tak! Odrzucić prounijne prawo - tak! Tworzyć prawo dla dobra narodu polskiego - tak!

 

Trzeba przejść z orbity UE na orbitę o nazwie Polska! Idzie nowych ludzi plemię, ale nie można czekać z założonymi rękoma, bo to nowe plemię wychowa się w naszej walce o przyszłość Polski. Rozstrzygną ci, którzy pełnią teraz władzę, i dlatego pomówimy o zależności między personalizmem a patriotyzmem.

 

 

Walka z personalizmem...

 

jest kompleksowa, prowadzona w imieniu niszczonego państwa cywilizacji łacińskiej i przy wykorzystaniu jego autorytetu (!)

 

Cóż to jest personalizm? Jest to taka postawa ustawicznej pracy nad swoim charakterem, w wyniku której jednostka może powiedzieć o sobie, że stara się w jak największym stopniu osiągnąć następujące cechy osobowości:

 

1. Współżyje duchowo i fizycznie z osobą płci przeciwnej w nierozerwalnym małżeństwie bądź poświęca całe swoje życie Bogu,

 

2. Posiada własny świat wartości, zakorzeniony w prawie naturalnym i umocowany przez religię rzymskokatolicką,

 

3. Posiada swoje uhierarchizowane środowisko ludzkie, poczynając od rodziny, poprzez naród, a kończąc na ludzkości,

 

4. Posiada swoje uhierarchizowane środowisko naturalne, poczynając od domu rodzinnego, poprzez jego okolice, krajobraz, klimat, Ziemię Ojczystą, aż po cały świat, taki, jakim go stworzył Bóg,

 

5. Posiada własne umiejętności nabyte lub wrodzone, które poprzez wykonywaną pracę pozwalają jej żyć na swój własny rachunek, bez zaciągania kredytów czy innych zobowiązań,

 

6. Dąży do wzniesienia wielopokoleniowego domu rodzinnego na skrawku ojczystej ziemi,

 

7. Wykonuje pracę zawodową możliwie najbliżej domu rodzinnego,

 

8. Posiada poczucie odpowiedzialności za całą swoją postawę i jest gotów w każdej chwili bronić jej aż do poświęcenia życia, włączając w to codzienną, często monotonną służbę Bogu i bliźniemu (czyli posiada poczucie honoru),

 

9. Wychowuje od podstaw swoje potomstwo do personalizmu: matka - w poczuciu służby dawanemu przez siebie życiu i godności macierzyństwa, ojciec - w poczuciu odpowiedzialności za byt duchowy i materialny swojej rodziny,

 

10. Świadomie oddaje część własnego wolnego czasu na służbę Ojczyźnie, a więc dobru publicznemu.

 

Taka jednostka godna jest nazywać się osobą ukształtowaną w cywilizacji łacińskiej i umacniającą tę cywilizację.

 

Tak więc nie można w cywilizacji łacińskiej, która jest żywym organizmem, podać suchej definicji personalizmu: stąd - dotąd, ale trzeba być świadomym, że personalizm jest sposobem na życie w tej cywilizacji.

 

Bez większego trudu łatwo zauważyć „pole obstrzału” CSP, które są doskonale zorientowane, na czym polega personalizm, i przekonać się, że wydały mu rozstrzygającą walkę. Toczy się ona na najszerszym możliwym froncie - od ataku z zewnątrz i wewnątrz na Kościół, na państwo, naród, rodzinę, kulturę, gospodarkę, edukację i wychowanie, zdrowie, zatrudnienie, przekaz medialny i międzypokoleniowy i wiele innych dziedzin. Cała koncepcja UE  ma służyć tej walce, chociaż przeciętny człowiek nie kojarzy jeszcze pracy ojca rodziny na jednym końcu kontynentu, matki na drugim, z milczeniem na temat „co z dziećmi?”

 

Dla niepełnosprawnych i starców UE ma w zanadrzu niespodziankę w postaci propozycji eutanazji ze strony Kasy Chorych. CSP ukrywają również pilnie fakt, że możliwe jest utrzymanie w dostatku całej ludzkości, jeżeli tylko zasady cywilizacji łacińskiej, które wykreowały dostatek europejski, zostałyby wprowadzone do Trzeciego Świata.

 

Walka z personalizmem oznacza też dogłębną walkę z Chrystusem, który przyniósł na ziemię Ewangelię, czyli personalistyczną wykładnię posłannictwa Boga, narodowi wybranemu, żyjącemu w gromadnościowej cywilizacji sakralnej. Przeprowadzenie przez św. Pawła młodego Kościoła do Rzymu oznaczało, że Chrystus Pan dał personalistycznej, pogańskiej cywilizacji rzymskiej szansę na nawrócenie i szerzenie dalej Ewangelii. Kościół rzymskokatolicki całą swoją istotą jest głęboko oparty na personalizmie, bo jest w nim obecny Chrystus Pan - druga Osoba Trójcy Świętej.

 

 

...na różnych polach


 

Wymieńmy ważniejsze obszary ataku CSP na personalizm:

 

1. Zalecanie ustawicznego kształcenia się podtrzymuje podświadome przekonanie, że nigdy nie osiągnę wiedzy, pozwalającej na sprostanie wyzwaniu ze strony aprioryzmu. Drugi efekt to zamulanie umysłów literaturą aprioryczną. Zalecanie to wykorzystuje brak zrozumienia miejsca i roli aprioryzmu w życiu człowieka;

 

2. Akcyjność (nie mylić z akcjonariatem) działań społecznych, pozwalająca na wykorzystanie emocjonalnych cech natury człowieka, często wbrew jego rozsądkowi. Akcyjność jest wynikiem istnienia składowej odgórnej życia społecznego i znikłaby wraz z wykreśleniem jej finansowania z budżetu rządowego i samorządowego. Najważniejsze przykłady dotyczą rodziny i wychowania. Dzień Dziecka, Matki, Ojca, Babci, Dziadka, Nauczyciela i szereg innych to zastosowanie demagogii do likwidacji hierarchii autorytetów, niezbędnych na co dzień, a nie raz w roku, to spłaszczenie autorytetów do umownego, wspólnego poziomu;

 

3. Akcjonariat - uczestniczenie w przypadkowych źródłach dochodów, za które nie ponosi się osobistej odpowiedzialności. Akcjonariat znikłby wraz ze zrozumieniem i wdrożeniem dywidendy socjalnej - równej partycypacji każdego obywatela w dochodzie z części „dziedzicznej” gospodarki narodowej;

 

4. Pluralizm - najgroźniejsza broń CSP, korespondująca ze wszystkimi innymi, omówmy ją zatem  bliżej. Kiedy Gomułka doszedł do władzy, powiedział – (cytuję z pamięci): „uboga jest myśl, że katolicy nie mogą uczestniczyć w budownictwie socjalizmu”. Nieco później komuniści chińscy zainicjowali politykę „stu kwiatów”. Szybko okazało się, i jest to dramat naszego czasu, że pluralizm to nic innego jak zastosowanie w polityce materializmu dialektycznego. Kościół rzymskokatolicki w Polsce, a jeszcze bardziej w świecie, został zepchnięty na pozycje pluralizmu poprzez naiwny ekumenizm, ignorujący niepokonalne różnice cywilizacyjne między personalistyczną cywilizacją łacińską a cywilizacjami gromadnościowymi: arabską, bizantyńską, turańską i żydowską.

 

Jeżeli jednak uprzemy się przy takim ekumenizmie, to musimy przejść do porządku dziennego nad personalizmem, bo nikt nie może być cywilizowany na dwa sposoby. To z kolei na dalszą metę przekreśla tożsamość Kościoła i jego depozytu wiary. Do istoty tej wiary należy bowiem nauka o Bogu w Trzech Osobach w Trójcy Świętej.

 

Pluralizm znikłby wraz z powszechnym uświadomieniem, że prawa fizyki, przemycane w monizmie materialistycznym i materializmie dialektycznym, nie obowiązują w świecie duchowym.

 

5. Zasada „osmozy”, czyli zastosowanie fizycznego prawa osmozy do rozsadzania od wewnątrz życia społeczno-gospodarczego i duchowego:

 

   a) urbanizacja społeczeństwa - stosowne prawo stymuluje upadek wsi i małych miejscowości. Rozrastające się miasto wysysa  ludność z sąsiednich terenów, odbiera jej tożsamość kulturową i cywilizacyjną, przez co osłabia wiarę i czyni tę ludność obiektem ułatwionego rządzenia lub ułatwionej rewolucji,

 

   b) rozsadzanie społeczne, np. Konstytucja 3 Maja otwierała granice dla osób przypadkowych i dawała im „zielone światło” w Polsce, o którym nie mogli marzyć „Chłopi Włościanie”. Bez głębszego zrozumienia tej Konstytucji i ustaw okołokonstytucyjnych Sejmu Czteroletniego będziemy zawsze przegrywać walkę o prawa Polaków we współczesnej Polsce, gdzie np. mniejszości narodowe są zwolnione z progu 5% przy wyborach,

 

   c) rozsadzanie gospodarcze - np. wspomniane wyżej „zielone światło” dla „przybyszów z zagranicy” jest dziś wzorcem dla przywilejów tzw. obcego kapitału,

 

   d) rozsadzanie intelektualne - poddawanie życia duchowego wpływom aprioryzmu, a w szczególności monizmu filozoficznego (ukrytego głęboko w pseudoteorii ewolucji) i materializmu dialektycznego, zatruło dobór pozycji humanistycznych, potrzebnych przy studiowaniu językoznawstwa, historii, ekonomii, pedagogiki, socjologii, psychologii, a także nauk, wykładanych w seminariach duchownych.

 

6. Ideologiczno-polityczna weryfikacja bibliotek i innych źródeł wiedzy przez socjalkomunizm w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w. nie została anulowana, a współczesna polityka medialna i finansowa przekreśla szanse na szeroką dostępność polskiej literatury narodowej;

 

7. Skuteczne eliminowanie z życia duchowego takich cech osobowościowych, jak cierpliwość, wyrozumiałość, łagodność, troskliwość, serdeczność, nieustępliwość, wytrwałość, dojrzałość osobowościowa, powściągliwość, konsekwencja, wewnętrzna niesprzeczność rozumowania, spójność rozumowania, czujność, odwaga, rozwaga, które są pochodnymi darów Ducha Świętego;

 

8. Fundamentem personalizmu jest spowiedź osobista w Kościele rzymskokatolickim, stąd spowiedź zbiorowa w Kościołach protestanckich jest przejawem ofensywnego charakteru cywilizacji gromadnościowych;

 

9. Depersonalizacja posługi biskupiej poprzez instytucję Konferencji Episkopatu, specjalizację tej posługi wewnątrz Konferencji, oraz przez budowanie hierarchii administracyjnej KE w skali globalnej;

 

10. Depersonalizacja edukacyjna w wyniku  przejścia od nauczania operacyjnego do adaptacyjnego;

 

11. Ignorowanie różnic cywilizacyjnych we wszystkich dziedzinach życia;

  

12. Przekazywanie władzy państwa i samorządu ponadnarodowym anonimowym korporacjom społeczno-gospodarczym.

 

 

...i obrona personalizmu

 

Naturalnym środowiskiem w Europie, sprzyjającym postawom personalistycznym, były elity o rodowodzie rycerskim, wywodzące się jeszcze ze starożytnego Rzymu. Poczucie honoru, niezwykła wierność prawu naturalnemu a zarazem otwartość na chrześcijaństwo, przekraczające człowieka i jego tradycje pogańskie, wyrosła z fundamentu, jakim było monogamiczne małżeństwo rzymskie i podtrzymujące je trójprawo - prawo familijne, majątkowe i spadkowe (testamentu). Dzięki trójprawu Państwo Rzymskie trwało 1200 lat.

 

O Rzymianach - męczennikach za wiarę wiemy stosunkowo dużo, mniej o czasach przedchrześcijańskich. W 212 r. oddał życie za prawdę najwybitniejszy pogański prawnik rzymski Papinian, ścięty z rozkazu cesarza Karakalli. Powodem tego zabójstwa była odmowa cesarzowi wygłoszenia przed Senatem mowy, usprawiedliwiającej zamordowanie Gety, brata Karakalli.

 

W Polsce tradycje rycerskie zachwiały się podczas II wojny światowej, kiedy to bezwględne wyniszczanie Narodu Polskiego zmusiło polskie podziemie do akcji sabotażu, stosowania podstępu, ucieczki czy też przekupstwa wobec okupantów. Jednakże Polskie Państwo Podziemne działało w oparciu o zasady państwa cywilizacji łacińskiej, włącznie z sądownictwem. Eksterminacja inteligencji, a szczególnie niezwykłego źródła personalizmu, jakim było harcerstwo wierne Bogu i Ojczyźnie, w Powstaniu Warszawskim - pozbawiła Polskę na wiele lat szansy na odbudowanie elit personalizmu. W krajach cywilizacji gromadnościowych socjalkomunizm w wydaniu bolszewickim nie musiał walczyć z nieobecnym tam personalizmem. Jednak dla zabezpieczenia się przed nim wydał walkę kanwie personalizmu, jaką jest jednostka, głosząc, że „jednostka jest bzdurą, jednostka zerem” (Włodzimierz Majakowski).

 

Dziś obrona personalizmu to publiczne przyznawanie się nie tylko do wiary, ale przede wszystkim do rodziny, a przez nią do patriotyzmu. Są to sprawy nierozłączne, ponieważ bez personalizmu chrześcijaństwo stałoby się jednym z odłamów judaizmu. Bogu niech będą dzięki, że ataki na rodzinę są w Polsce coraz lepiej rozpoznawane i zdecydowanie odpierane.

 

 

                                               INFORMACJA DLA PT CZYTELNIKÓW

 

Dziękuję w imieniu Redakcji Nowego Przeglądu Wszechpolskiego i własnym, za wszelkie nadesłane uwagi do projektu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, opublikowanego w Nr 9-10. 2003 NPW. Uwagi te zostaną przeanalizowane i przedstawione w osobnym opracowaniu, w Nr 3-4. 2004 Nowego Przeglądu Wszechpolskiego.

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW