Andrzej J. Horodecki
Temat Miesiąca
POLSKA JEST ŚWIATU POTRZEBNA
NPW 11-12, 2003
Wspólnota
cywilizacyjna
Obserwując zmagania polskich sił
patriotycznych z potężnymi siłami Unii Europejskiej, zmierzającymi do
likwidacji państw narodowych, a z nimi cywilizacji łacińskiej, nie
możemy nie dostrzegać, że tak naprawdę chodzi o pozbawienie
człowieka wolności i niezbędnej dla niej przestrzeni. Decydującą rolę w
historii ludzkości Europa zawdzięcza cywilizacji łacińskiej, niosącej
ze sobą personalizm – unikalną glebę dla społecznego wymiaru
chrześcijaństwa. Cywilizacja łacińska jest spadkobierczynią
wcześniejszej – ale też jedynej w starożytności – personalistycznej
cywilizacji rzymskiej.
Ten, kto zna strukturę
cywilizacji
łacińskiej i wie, że jest ona niezbędna do zachowywania
społecznego wymiaru Kościoła rzymskokatolickiego, może tę wiedzę
wykorzystać do skutecznego niszczenia samych fundamentów Kościoła.
Polska musi mieć wielką
myśl przewodnią, dawanie – wzorem starożytnego Rzymu,
kreatora personalistycznej cywilizacji rzymskiej – świadectwa
cywilizacji łacińskiej, razem z wiarą utraconej przez Europę.
Być Polakiem i potwierdzać to
całym swoim życiem, to znaczy iść pod prąd tego świata, bo tego wymaga
trwanie w wierze rzymskokatolickiej. Pisze Roman Dmowski w swojej
słynnej rozprawie Kościół, naród i państwo:
„Tylko wyjątkowe
charaktery umieją
całe swoje postępowanie regulować według wyznawanych osobiście zasad;
tylko ludzie święci na każdy swój krok umieją zważać, czy jest on
zgodny z Przykazaniami Bożymi. Postępowanie zwykłego człowiek zależy od
wychowania dziejowego, przez pokolenia, w obyczajach i instytucjach, w
których te pokolenia żyły, pod których wpływem wytwarzały się ich
instynkty społeczne, oraz od jego osobistego wychowania w rodzinie i w
szkole. Toteż ze stanowiska Kościoła pierwszorzędne ma znaczenie to,
jakie są obyczaje społeczeństwa, jakie instytucje państwowe i inne,
jaki ich wpływ moralny na ludność, jakie jest wreszcie wychowanie w
rodzinie i jakie w szkole”.
Jakgdyby umówiony z Dmowskim,
podjął temat ludzi świętych Feliks Koneczny, pisząc dzieło Święci w
dziejach narodu polskiego. Dotychczas historia bywała postrzegana
jako dzieje dynastii, jako produkt walki klasowej, jako walka o
przewrót społeczny. Koneczny udowadnia, że trzon dziejów ojczystych
jest dziełem ludzi świętych – odpowiedzialnie żyjących dla Boga i dla
własnego narodu, we wspólnocie prawa naturalnego – świadków
cywilizacji łacińskiej.
Jakich świętych potrzebuje
dziś
nie tylko Polska, ale i świat?
Mądrość i odpowiedzialność
„Plasterkowanie”
społeczeństwa zmierza do
całkowitego
podporządkowania sobie odradzających się elit. Przywracane jest silne
zróżnicowanie ekonomicznie: od bezrobocia, bezdomności i całkowitej
nędzy aż po prywatne samoloty, wielkie majątki ziemskie i wielkie
firmy. Plasterkowanie młodzieży polega na wyłuskiwaniu poprzez
stypendia najzdolniejszych i uzależnianie ich od mecenasów. Żadne elity
nie rokują odrodzenia świadomości społecznej, dopóki władcy tego świata
prowadzą „na smyczy” naród.
Największy – jak dotychczas –
sukces Centralnych Sił Politycznych wobec umysłu ludzkiego to
dialektyka Hegla. Zaspokaja ona ambicję każdego kandydata na
nieograniczone zapotrzebowanie na aprioryzm, a w
konsekwencji na wolność bez ograniczeń. Jeżeli jest teza, to
musi być i antyteza. Ich synteza zaspokaja potrzeby najbardziej
wyrafinowanego umysłu, który zostaje zwolniony od poszukiwania prawdy.
Prawda i fałsz są dla apriorystów dwiema stronami tego samego medalu,
dialektyka jest komplementarna do relatywizmu.
Dialektyka jest jednak pułapką,
ponieważ w zastosowaniu do rzeczywistości rodzi chaos. Jej wyznawcy to
twórcy nieistniejącej realnie Unii Europejskiej; jej
niewolnicy to narody, które wierzą, zgodnie z wiarą naukową,
nie tylko w teorię ewolucji, ale także w istnienie UE. W ten sposób
twórcy UE są w luksusowej sytuacji, prowadzą w nieznane całe państwa na
smyczy „wolnego rynku”, bo przywódcy państw są dyplomowanymi
materialistami – nie tylko wierzą, że pieniądz powinien
rządzić światem, ale też wiedzą, że funkcja pieniądza jest
dialektyczna.
Europa w dialektycznej pułapce
Dialektyka jest stosowana do
rozciągania wniosków z dziedziny materii na obszar ducha, jest
usiłowaniem materializacji przestrzeni ducha. Jak doszło do tak
wielkiej klęski duchowej w ostatnim stuleciu?
Umysł ludzki z istoty swojej
potrzebuje określonej równowagi między aposterioryzmem, który
wnosi mu w posagu rzeczywistość materialna świata stworzonego, a aprioryzmem,
który jest jego tęsknotą za nieograniczoną wolnością.
Przełom XIX i XX wieku przyniósł
ludzkości erupcję wiedzy z zakresu nauk ścisłych. Wymieńmy tu tylko
ważniejsze: ziarnistą strukturę energii (teorię kwantów), relatywizm
(teorię względności), probabilizm (mechanikę kwantową), wiedzę o
oddziaływaniach, niezwykłe zastosowania teorii grup, wgląd w budowę
jądra atomowego. Ten dorobek niespełna dwóch pokoleń spowodował niemal
samoubóstwienie nauki i wyniósł wysoko materializm dialektyczny
Wiedza zaczęła być postrzegana
jako przewidywalna, wzrósł udział aprioryzmu, praca naukowa stała się
dla uzdolnionych i pracowitych niezwykłą przygodą, aczkolwiek kosztem
rosnącej izolacji od życia, w szerokim tego słowa znaczeniu. Obok
nauk ścisłych trwał nadal ruch paranaukowy, nazywany wcześniej „wiarą
naukową” – uczony, bywało, stawiał tezę z tak mocną wiarą o jej
prawdziwości, że rezygnował z przeprowadzenia dowodu.
Spośród różnych, ostatecznie
skompromitowanych praw „wiary naukowej” można przykładowo
wymienić rzekome „prawo biogenetyczne” Ernesta Haeckla, zgodnie
z którym zarodek człowieka miał jakoby w życiu płodowym przechodzić
wszystkie fazy ewolucji, poczynając od najprostszych organizmów. Rozwój
genetyki wykazał bezdyskusyjnie fałszywość prawa biogenetycznego.
Jednakże hipoteza ewolucji utrzymuje się po dziś dzień pod parasolem
ochronnym poprawności politycznej w nauce i filozofii.
Parasol ten skonstruował Marks,
twierdząc, zgodnie z „wiarą naukową”, że teza o ruchu
wiecznym i zmienności rzeczy oznacza powstawanie nowych, wyższych form
istnienia materii, dzięki czemu materia uzyskuje jakoby coraz
doskonalsze i bardziej złożone formy rozwoju.
W zamieszaniu wywołanym ogromnym
przyrostem w krótkim stosunkowo czasie rzetelnej wiedzy fizycznej,
często nieosiągalnej dla przeciętnego człowieka, oraz przez paranaukowe
próby zagospodarowania zapotrzebowania na tę wiedzę, marksizm zaczął
być utożsamiany z materializmem dialektycznym. Myśl Hegla i Marksa
posłużyła do sformułowania czterech tez materializmu dialektycznego,
tak zwanego potocznie „diamatu”:
1. Wszechzwiązek rzeczy
(oddziaływania);
2. Ruch wieczny i zmienność
(fluktuacje odpowiadające energii zerowej, kosmos, stany energetyczne);
3. Jedność i walka przeciwieństw
(fluktuacje wokół granicy faz);
4. Zmiany ilościowe / jakościowe
(mechanika kwantowa, przejścia fazowe).
Tezy te wyrażają w istocie
zagadnienia fizyczne (w nawiasach) i nie byłoby w tym nic
szczególnego, gdyby nie dwa zastrzeżenia: (i) że opisują one świat
materialny w sposób wyczerpujący wszelkie zainteresowania umysłu
ludzkiego oraz (ii) że wobec tego można je rozciągnąć na życie duchowe
człowieka. W ten sposób np. zło i dobro są kategoriami moralnie
względnymi. Niech nasza teza brzmi: Jan
twierdzi, że A jest dobrem, a B złem, oraz antyteza:
Stefan twierdzi, że A jest złem, a B jest dobrem. Skoro nie ma
możliwości, albo chęci, weryfikacji, kto ma rację,
trzeba postawić wniosek, że tylko synteza Jan + Stefan wyczerpuje naszą
niepewną wiedzę i nas zadowala. Otrzymujemy w ten sposób fikcję
rzeczywistego poznania i pozostawiamy „wolną rękę” apriorystom.
Rozstrzygnięcie „Jan czy Stefan?” należy wówczas do grupy
ludzi realnych interesów. Tak rodzi się etyka sytuacyjna.
Konsekwencje polityczne diamatu
Niedawno Polska Agencja Prasowa
(26.09.03) przyniosła niezwykłą wiadomość. Oto brukselski tygodnik „European
Voice” zaproponował plebiscyt na „Europejczyka Roku”.
Redakcja wysunęła pięć kandydatur:
1. Danuta Huebner za „rolę w
przekonywaniu Polaków, żeby głosowali ›tak‹ w sprawie członkostwa
Polski w UE”,
2. Tony Blair za „odwagę w
poglądach na temat Iraku”,
3. Jacques Chirac za „przewodzenie
międzynarodowej koalicji przeciwko wojnie w Iraku”,
4. Gianfranco Fini za „wkład w
godzenie rozbieżnych interesów i w kompromis w Konwencie Europejskim”,
5. Jean Claude Juncker za „przewodzenie
obronie małych państw w debacie o przyszłości Europy”.
Łatwe są tu do rozpoznania pozycje
2 i 3 jako odpowiednio teza i antyteza, przy czym nieważne jest, która
jest prawdziwa. Ich synteza to próbka funkcjonowania Unii Europejskiej,
która – jak widać na tym przykładzie – jest „za, a nawet przeciw”
wojnie w Iraku. Tak więc sens UE polega na tym, że ktoś za kulisami
może dokonać dowolnej syntezy uchwał czy poglądów, czyli zakwestionować
wszystko to, co jest przewidziane w danej chwili do zakwestionowania
przez CSP – na przykład Traktat Nicejski. „Mówi się”,
że UE mogłaby w zamian za uchylenie Traktatu Nicejskiego zrezygnować z
określonego wymiaru osławionej biurokracji brukselskiej. Mechanizm
diamatu ma zmielić państwa narodowe na pył.
Skoro UE traktuje swoje
zobowiązania dialektycznie, to znaczy jak „zeszłoroczny śnieg”,
to kandydaci na stołki brukselskie zaczynają przecierać oczy i pytać
sami siebie, czy również ich nie czeka to samo. Oczywiście, że tak!
Skoro miliony ludzi są bez pracy, skoro UE milcząco aprobuje
niewypłacanie pensji, jako zgodne z dorobkiem prawa europejskiego w
ramach ewolucji praw człowieka, to oni sami zamiast na
stołki brukselskie mogą trafić jako parobkowie do niemieckich
ferm.
Umysł naprawdę zniewolony
Tak więc zaczynamy rozumieć
tragizm losów Polski i innych narodów europejskich, spieszących na
wyścigi jak stado do sowchozu, jakim jest Unia Europejska. Diamat,
czyli inaczej permanentna rewolucja marksistowska, pokazał zęby nawet
liberałom, których jakoby nic nie jest w stanie zdziwić. W okresie
istnienia ZSRR ludzie diamatu zbudowali przyczółki w postaci potężnych
partii komunistycznych Francji i Włoch, a wcześniej(!) „zrobili
demokratyczną rewolucję” w Hiszpanii. Wywołało to
zapotrzebowanie na intelektualistów – marksistów i ich dialog z
liderami myśli marksistowskiej ZSRR. Jednocześnie CSP podkręciły
politykę opiekuńczości państwa na Zachodzie dla zaprzestania zbytniego
interesowania się walką klasową i dla dalszej materializacji
społeczeństwa.
Moment pierestrojki zastał Zachód
ze zmarksizowanymi elitami politycznymi oraz ze zmaterializowanym
społeczeństwem. Nastały więc idealne warunki budowania UE, bez żadnych
zobowiązań wobec państw członkowskich. Dla odwrócenia uwagi od polityki
rządów rozpoczęto akcję prywatyzacji oraz wycofywania się z polityki
państwa opiekuńczego, jako rzekomo niemożliwego do udźwignięcia
ciężaru. Cały tzw. pierwszy świat ogarnęło dziwnie podobne
zjawisko: od Paryża po Seul restrukturyzacja, walka o wydajność pracy –
rzekomo dla podwyższenia konkurencyjności, ze zrozpaczonymi tłumami
strajkujących pracowników, przeznaczonych do wyrzucenia na bruk.
W Polsce wzniecono panikę
społeczno-gospodarczą wokół rzekomo tragicznego, nienaprawialnego
zacofania, uniemożliwiającego doganianie Zachodu. Narzucono z marszu
prywatyzację, promując własność akcyjną zakładów, sztucznie
rozdrabnianych na elementy, będące ich organizacyjnymi składnikami,
doprowadzając je w ten sposób do upadłości, a następnie
restrukturyzację, zwalniając pracowników na koszt społeczeństwa,
wyprzedając za bezcen majątek, pozostawiając ludzi na pastwę dżungli
spółek akcyjnych, rwących sukno majątku narodowego, ciężko
wypracowanego w okresie PRL.
W ten sposób i po tej stronie
byłej żelaznej kurtyny uniknięto analizy politycznej zjawiska, jakim
jest potworek zwany Unią Europejską. Czyż nie dziwi nas brak
jakiejkolwiek debaty narodowej nad drogą, którą wybierze naród,
cieszący się po 1989 r. formalnie suwerennym państwem?
Odkrywanie kart przez Konwent UE
po referendum w Polsce, które były kamieniem węgielnym dalekosiężnej
polityki Eurogermanii, zaszokowało ekipę SLD-UP oraz co gorętszych
euroentuzjastów a nawet europatriotów. Zgodne głosy polityków,
stopujących p. Erikę Steinbach podczas spotkania w redakcji
„Rzeczpospolitej” w Warszawie w dniu 16.09.2003, można by uważać za
światło w tunelu, prowadzącym do odrodzenia się patriotyzmu. Dlaczego
nikt jednak, jak dotąd, nie odważył się zażądać odcięcia pasożyta, tj.
wypowiedzenia Układu o Stowarzyszeniu ze Wspólnotami
Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi z 16.12.1991 r. i
zażądać rozliczenia z okresu jego dotychczasowego obwiązywania?
Dlaczego nikt dotąd nie odważył się zażądać unieważnienia
referendum z 07-08.06.2003 r. ze względu na zapytanie skierowane
do obywateli w sprawie przystąpienia Polski do nieistniejącego
podmiotu prawa międzynarodowego, zwanego potocznie Unią Europejską?
Dlaczego trwa nieprzerwanie proces ubezwłasnawalniania Rzeczypospolitej
we wszystkich dziedzinach życia?
Bezmyślność
Dziwią komentarze patriotów,
którzy wytykają rzekome niedbalstwo oddziałom Wojska Polskiego w Iraku
w kwestii rakiet „Roland”, które jakoby osłabiło naszą pozycję
negocjacyjną w Rzymie w kwestii projektu Konstytucji UE.
Tymczasem chodzi właśnie o to, aby promować wszystko, co doprowadzi do
zdemaskowania i skompromitowania tego potworka, którego celem jest
zniszczenie Europy suwerennych państw narodowych, pozostających w polu
troski Kościoła rzymskokatolickiego.
Nikt, nigdy i nigdzie nie
podsumował w Europie spustoszeń moralnych, kulturalnych i
gospodarczych, wywołanych przez CSP, nie odkrył prawdziwego celu, dla
którego zamaskowanej realizacji wywołano rewolucję w Hiszpanii i dwie
okrutne wojny światowe. Europa została nie tylko zateizowana, ale i
zmaterializowana. Siłą napędową polityki „jednoczącej” Europę
pod kątem imperialnych interesów Niemiec i antyklerykalnej
obsesji Francji, przy moralnej obojętności pozostałych krajów,
jest wyrafinowany materializm praktyczny. Siłą
paraliżującą ewentualne podświadome odruchy oporu intelektualnego jest
diamat.
Zwycięża demagogiczne hasło
cywilizacji żydowskiej: „Precz z biblijnym przekleństwem pracy w
pocie czoła”. Diamat głosi: Precz z zasadami moralnymi – to my,
CSP, określamy, że to, co jest godziwe dziś, nie będzie godziwe jutro,
i na odwrót. Osoba odpowiedzialna jest naszym wrogiem, jest
reprezentantem sił antyrewolucyjnych. Rewolucja marksistowska trwa!
O tym trzeba wiedzieć i pamiętać
Ludzie uczciwi, patrioci, spalają
się w przyszywaniu nowych łat do starego ubrania rzekomej
reformy w III Rzeczypospolitej. Dlatego powinni wiedzieć, że wszelkie
międzynarodowe podmioty polityczne, społeczne, gospodarcze, naukowe,
kulturalne są kontrolowane przez diamat. Elity intelektualne, ale i
zwykli ludzie tkwią od urodzenia w systemie edukacyjno-medialnym
diamatu. Politycy grają jedną i tą samą talią kart i nie są nawet w
stanie wyobrazić sobie innej rzeczywistości – suwerennego narodu i jego
państwa, mającego swój własny cel, który jest jednocześnie celem
każdego z Polaków. A zatem dla zrozumienia niebezpieczeństwa
posłuchajmy, co mówi zza grobu Lenin. W artykule O stosunku
partii robotniczej do religii, zamieszczonym w gazecie
„Praletarij” z dnia 13 maja 1909 r., czytamy:
Cały
swój światopogląd opiera socjaldemokracja na socjalizmie naukowym, tj.
na marksizmie. Podstawą filozoficzną marksizmu, jak to niejednokrotnie
deklarowali zarówno Marks, jak i Engels, jest materializm dialektyczny,
który przyswoił sobie historyczne tradycje materializmu XVIII wieku we
Francji i Feuerbacha (pierwsza połowa wieku XIX) w Niemczech,
materializmu bezwzględnie ateistycznego, zdecydowanie wrogiego
wszelkiej religii... Religia jest opium ludu, to powiedzenie Marksa
stanowi kamień węgielny całego światopoglądu marksistowskiego w sprawie
religii...
Następnie Lenin ostrzega przed
wydawaniem otwartej wojny religii:
W 1874r. Engels, omawiając
słynny
manifest uchodźców Komuny, blankistów, którzy przebywali na emigracji w
Londynie, traktuje jako nonsens ich hałaśliwe proklamowanie wojny z
religią, oświadczając, że tego rodzaju wypowiedzenie wojny stanowi
najlepszy sposób, by ożywić zainteresowanie dla religii i utrudnić
rzeczywiste obumieranie religii... Engels żądał od klasy robotniczej,
by umiała cierpliwie pracować nad sprawą zorganizowania i uświadomienia
proletariatu, sprawą, która prowadzi do obumierania religii, a nie
wdawała się w awanturnicze wojny z religią.
Zachód wykonywał przez blisko 100
lat zalecenia Lenina i umocnił się do tego stopnia, że dziś już
otwarcie wypowiada wojnę religii: w projekcie konstytucji UE, w
żądaniach poparcia przez władzę postaw antymoralnych a więc faktycznie
antyreligijnych, a w końcu w podejmowaniu próby przywłaszczenia sobie
prawa do stwarzania człowieka, prawa należnego tylko Bogu, po to, aby
później móc tego człowieka bezkarnie zabić pod jakimkolwiek pretekstem,
dostarczonym przez diamat.
Wobec głęboko wierzącego i
wykrwawionego po II wojnie światowej narodu polskiego bardzo ostrożnie
eliminowano religię ze szkoły: najpierw z pierwszego miejsca na
świadectwie na koniec listy przedmiotów, potem na drugą stronę
świadectwa, potem jeszcze na osobnym arkusiku, aż wreszcie usunięto ze
szkoły całkowicie, bo przeszkadzała wychowaniu „nowego człowieka”.
Po 1956 r. religia wróciła na krótko do szkoły, aby zniknąć, aż do
przewrotu sierpniowego.
Obok walki z nauczaniem religii
prowadzona była weryfikacja nauczycieli, bibliotek, treści
programowych, zniszczone zostało harcerstwo – ten najpiękniejszy kwiat
cywilizacji łacińskiej w Polsce. Nowy człowiek miał wiedzieć na zawsze,
że religia to mrzonka, Kościół przeszkadza w walce z nędzą i
bezrobociem, istnieje tylko świat materialny i świat wolnej myśli
ludzkiej jako jego pochodna. A więc najszerzej rozumiany materializm!
Największym nadużyciem „wiary
naukowej” jest wspomniana już wyżej „teoria ewolucji”.
Jak można oczekiwać, że człowiek niepewny swojego pochodzenia odważy
się na konfrontację swojego myślenia z rzeczywistością, że będzie w
stanie harmonizować podejście aposterioryczne z apriorycznym, badając
głębię świata stworzonego przez Boga, gdzie wszystkie ścieżki do Niego
prowadzą? Jak można oczekiwać, że skoncentruje swoje zainteresowania na
swoich bliźnich, zwłaszcza tych najbliższych – rodzinie, narodzie,
skoro nie wie sam do końca, po co się narodził i dokąd zmierza? Jak
można oczekiwać, że wyrwie się z jeszcze jednej pułapki o nazwie
„rozwój”?
Drogę dla CSP w walce z religią
torował także fakt, że myśl chrześcijańska nie dotarła i po dziś dzień
nie dociera do obiektywnych przyczyn nędzy i
niesprawiedliwości, po dziś dzień nie wypracowała sposobu na życie
społeczne, godne cywilizacji łacińskiej.
Cała ta systemowa, zaledwie
zarysowana działalność CSP, trwająca po dzień dzisiejszy, była możliwa
dzięki funkcjonowaniu różnych wersji partii politycznych –
demokratycznych, socjalistycznych, komunistycznych, a ostatnio także
niezliczonych organizacji tzw. pozarządowych (spróbuj,
Drogi Czytelniku, dojść samodzielnie, co to za organizacje),
ale zawsze planowo zmierzających do tego samego celu.
Wspomnijmy teraz, jak potężny
ładunek patriotyzmu tkwi jeszcze w narodzie polskim, a jednocześnie jak
beznadziejne są próby powołania do życia środowiska politycznego, które
by całym swoim życiem świadczyło wiernie o Bogu, honorze i Ojczyźnie w
służbie publicznej, które byłoby zdolne wytyczyć Polsce przyszłość,
uwolnić naród od podatności na oczywiste kłamstwa, od materialistycznej
naiwności posiadania rzekomej wiedzy i rzekomej władzy.
Frontowi otwartemu i prowadzonemu
przez CSP może sprostać tylko front świętych Polaków, niekoniecznie
jeszcze wyniesionych na ołtarze. Lekturą obowiązkową z historii oraz z
religii powinna być niewielka objętościowo, ale bezcenna książka
Feliksa Konecznego O ład w historii. Książka Krzysztofa
Jeżowskiego Olbrzym, zawierająca wybrane tematycznie
autoryzowane wypowiedzi Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia, tworzące
razem kwintesencję Jego nauczania pasterskiego i patriotycznego w
rewelacyjnym opracowaniu graficznym, powinna być w rękach każdego
katechety i każdego ojca rodziny, a jest niestety niedostępna. Ks.
Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski, był znawcą nie tylko
katolickiej nauki społecznej, ale także marksizmu. Należy ufać,
że ukaże się wkrótce kompletne wydanie Jego zapisków Pro
memoria (nie mylić z Zapiskami więziennymi).
Dzieło św. bpa dra Józefa S.
Pelczara Masoneria jest podstawowym, wiarygodnym
źródłem wiedzy przedmiotowej i powinno być dostępne w każdej bibliotece
– nie tylko seminaryjnej, ale i parafialnej. W bibliotekach
seminaryjnych powinny być także dostępne, przetłumaczone po raz
pierwszy na język polski, dwa dzieła Sługi Bożego Stanisława Kardynała
Hozjusza, a mianowicie Chrześcijańskie wyznanie wiary
katolickiej (słynny Katechizm Hozjusza – bestseller Europy
Trydentu) oraz Odparcie przedłożeń Brencjusza - O uciśnionym
Słowie Bożym (w formie listu do króla Zygmunta Augusta). Dzieła
te, wspaniale przetłumaczone przez J.E. ks. bpa prof. dra hab. Juliana
Wojtkowskiego powinny być lekturą obowiązkową przyszłych kapłanów.
Wymienione wyżej lektury to tylko
przykłady. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że przede wszystkim
cały dorobek piśmienniczy, a zwłaszcza nauczanie Ojca Świętego Jana
Pawła II, powinien być na bieżąco katalogowany i powszechnie
udostępniany katolickiemu narodowi polskiemu przez – nieistniejący
jeszcze – Ruch Czytelniczy im. Jana Pawła II. Jeżeli
mamy zacząć myśleć poważnie o naszej najbliższej i dalszej przyszłości,
to musimy nauczyć się z powrotem czytać. Ufam, że taki ruch czytelniczy
na pewno spotkałby się z zainteresowaniem środowisk, znanych jako Polska
Bogiem silna.
Dlaczego ulegamy takiej polityce?
Miliony Polaków uległo – głosując
na „tak” w referendum czerwcowym – po raz pierwszy w naszych
dziejach sugestii swoich elit politycznych, że można powierzyć swoje
losy – bez żadnych gwarancji – grupie polityków europejskich,
którzy zawiązali nieformalny klub pod nazwą „Unia Europejska”.
Tym samym – po raz pierwszy w naszych dziejach – elity polityczne
postawiły jako stawkę w grze w ruletkę przyszłość narodu za jego
wymuszoną zgodą.
Zgodę taką wymusiła na wyborcach
zbliżająca się katastrofa gospodarcza i moralna milionów ludzi,
wywołana planową polityką finansową państwa po 1989 r. oraz podpisaniem
Układu o Stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi i ich
Państwami Członkowskimi w dniu 16.12.1991r. Katastrofa ta jest
realizowana planowo – wbrew pojęciu katastrofy jako czynnika
nieprzewidywalnego – przez wszystkie kolejne ekipy rządowe.
Ale są i różne inne
przyczyny. Odreagowanie totalitarnego ustroju. Gotowi jesteśmy
wiele dać za to, aby on już nigdy nie powrócił. Toksyny, które
po sobie pozostawił, to utrata poczucia osobistej
współodpowiedzialności za naród i za jego państwo oraz redukowanie
sfery zastosowania Dekalogu do życia prywatnego. Mamy też zadawnione
grzechy społeczne przeszłości, jeszcze sprzed II wojny światowej
- one dziś torują drogę obojętności społecznej wobec
masowego bezrobocia, bezdomności i bezrodzinności. Oczywisty jest brak
dostatecznego zrozumienia potrzeby własnego, zdrowego i silnego państwa
- trwający od śmierci Sobieskiego (epizod z Konstytucją 3 Maja miał
inspirację w Rewolucji Francuskiej, z określonymi konsekwencjami,
zawartymi w ustawach okołokonstytucyjnych).
Bardzo ważna przyczyna datuje się
od 1460 r., kiedy to Kazimierz Jagiellończyk uzurpował sobie prawo
nominacji biskupów, czego zatrutym owocem była zgoda Senatu Zygmunta
Starego w 1525 r. (z wyjątkiem biskupa lwowskiego) na królewską
aprobatę dla Prus Książęcych - pierwszego w Europie państwa
zbuntowanego przeciw chrześcijaństwu.
Bardzo trudna jest przyczyna
natury psychologicznej – ludzie czują, że jest źle, ale nie chcą o tym
nic słyszeć, bo zostali zawiedzeni całym swoim życiem.
Wszystkie te przyczyny dla swojego
zrozumienia wymagają zdobycia określonej rzetelnej i kompletnej wiedzy.
Przyczyny te znane są aktywistom CSP i są wykorzystywane z precyzją
zegarka i siłą młota przeciwko Polsce i Polakom, ponieważ nasze
życie umysłowe jest opanowane przez diamat. My natomiast ciągle
tłumaczymy nasze niepowodzenia albo nieudolnością rządzących, albo
brakiem korzystnej dla nas sytuacji międzynarodowej.
Potrzebne jest zatem odrodzenie
życia umysłowego w prawdzie, a więc w zgodzie z prawem naturalnym i z
Ewangelią. Jak osiągnąć ten cel?
Wyzwolenie się z diamatu
Czy nie powinniśmy dokonać - jako
wszyscy bez wyjątku myślący Polacy - głębokiej analizy naszych postaw w
tych dziedzinach życia, za które jesteśmy odpowiedzialni zamiast
oddawać tę odpowiedzialność tym, którzy wykorzystując nasze lenistwo i
naszą bezmyślność, prowadzą Polskę do zagłady? Czyż nie rozumiemy, że
bycie świadkiem Chrystusa oznacza koniecznie wyrzeczenie się filozofii
diamatu i materializmu praktycznego? I że bez tego wyrzeczenia się
jesteśmy grobami pobielanymi?
Czy chcę pozostać Polakiem czy też
płynąć z falą wydarzeń, które mogą pozbawić mnie - w najbardziej
nieoczekiwanym momencie - podstaw egzystencji, zdrowia a nawet życia?
Czy chcę ulec złudzeniu, że można - bez życia z Chrystusem na co
dzień - osiągnąć radość i spokój sumienia?
Droga do wyzwolenia się narodu z
manowców diamatu prowadzi przez jednostki, które są w stanie
przełamać się wewnętrznie i jako osoby odpowiedzialne przykładem swoim
i swojej rodziny w służbie Bogu i Ojczyźnie pociągnąć za sobą
swoje środowisko pracy i życia.
Aby to osiągnąć, trzeba słuchać
nauczania Jana Pawła II i zacząć od dowartościowania prawa naturalnego.
Jeszcze jako biskup krakowski
obecny Papież pisał tak:
[...] prawo natury
człowiek
poznaje rozumem, jest ono proste, wręcz narzucające się, stanowi zaś
podstawę całej moralności. Rozeznaje je każdy normalny człowiek, choćby
najprymitywniejszy... pozwala ono człowiekowi, choćby
najprymitywniejszemu, choćby nie znającemu ani jednej litery Ewangelii,
uczestniczyć w myśli Boga - Stwórcy i Prawodawcy, tkwiąc w jedności
stworzenia. Ucieczka przed takim znaczeniem prawa natury jest
charakterystyczna dla współczesnej umysłowości.
Zachowanie prawa natury wymaga
życia w rodzinie wielopokoleniowej, na skrawku ojczystej ziemi, we
własnej Ojczyźnie, z pracy własnych rąk i własnego umysłu, pod
troskliwą opieką Kościoła rzymskokatolickiego, stróża tego prawa.
Podporządkowanie się każdego z nas prawu naturalnemu jest warunkiem
koniecznym dla uporządkowania życia społecznego według zasad
cywilizacji łacińskiej, które powinny znaleźć się w Konstytucji
Rzeczypospolitej Polskiej. Tak więc całe olbrzymie pole
narodowe trzeba wyrywać spod panowania diamatu.
Ludzie którzy mają dokonać tego
dzieła, muszą być ludźmi prawego, zdrowego sumienia. Trzeba sytuacje, w
których nieoficjalnie obowiązuje wymóg diamatu - każdy ma prawo do
dowolnej opinii w dowolnej sprawie, reszta jest kwestią swobodnego
uznania przez ogół społeczeństwa - zmieniać zgodnie z zasadą: istnieje
tylko jedna, niepodzielna, ponadczasowa prawda w każdej sprawie,
obowiązująca wszystkich bez wyjątku ludzi, ponieważ wszyscy podlegamy
prawu naturalnemu.
Ostrzeżenie przed śmiertelną
chorobą sumienia wypowiedział Jan Paweł II podczas audiencji ogólnej w
dniu 24.08.1983 r. Ojciec Święty zaczął swoją naukę od przypomnienia
proroczego wręcz na nasze czasy ostrzeżenia św. Pawła Apostoła przed
skutkami diamatu:
...abyśmy już nie byli
dziećmi,
którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki na skutek oszustwa ze
strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu (Ef.4.14).
W oparciu o to nauczanie Apostoła
Jan Paweł II rozwija krótki wykład, który może pomóc człowiekowi
wyzwolić się z uzależnienia od diamatu:
Najdrożsi.
Apostoł Paweł wzywa nas przez te słowa, abyśmy byli osobami dojrzałymi
w wierze, dojrzałymi w naszych sądach, w posiadaniu sumienia moralnego,
zdolnego do kierowania naszymi wyborami w harmonii z „prawdą w miłości”
(Ef.4.15).
Kształtowanie własnego
sumienia
jest zasadniczym zadaniem. Powód jest prosty, nasze sumienie może
błądzić. A kiedy nad nim zapanuje błąd, staje się przyczyną
najpoważniejszej szkody dla osoby ludzkiej; przeszkadza człowiekowi w
realizowaniu samego siebie, podporządkowującego korzystanie z wolności
- prawdzie.
Jednakże
droga do dojrzałego sumienia moralnego nie może się nawet zacząć,
jeżeli duch nie jest wolny od bardzo rozpowszechnionej dzisiaj
śmiertelnej choroby: obojętności wobec prawdy. Jak bowiem możemy się
troszczyć o to, by w naszych sumieniach mieszkała prawda, jeżeli
uważamy, że życie w prawdzie nie jest decydującą wartością dla
człowieka?
Liczne
są objawy takiej choroby. Obojętność wobec prawdy objawia się na
przykład w utrzymywaniu, że prawda i fałsz w etyce są jedynie sprawą
gustu, decyzji osobistych, uwarunkowań osobistych, uwarunkowań
kulturalnych i społecznych; albo że wystarczy czynić to, co myślimy,
nie troszcząc się ostatecznie o to, czy to, co myślimy, jest prawdziwe
lub fałszywe; bądź też, że nasze podobanie się Bogu nie zależy w
istocie od tego, czy myślimy o Nim zgodnie z prawdą, lecz jedynie od
szczerej wiary w to, co wyznajemy.
Obojętnością wobec prawdy
jest
utrzymywanie, że ważniejsze dla człowieka jest poszukiwanie prawdy,
aniżeli jej osiągnięcie, gdyż w ostateczności prawda nieodwracalnie mu
umyka; a w następstwie mieszanie należnego szacunku dla osoby ludzkiej,
niezależnie od wyznawanych przez nią idei, z zaprzeczeniem istnienia
obiektywnej prawdy.
Jeżeli
osoba ludzka jest w powyższym sensie obojętna na prawdę, nie dopuści
myśli o kształtowaniu własnego sumienia i wcześniej czy później dojdzie
do pomieszania wierności własnemu sumieniu z przystaniem na jakąkolwiek
opinię, czy opinię większości.
Skąd pochodzi ta najcięższa
choroba duchowa? Jej ostateczną przyczyną jest pycha, w której -
zgodnie z cała etyczną tradycją Kościoła - tkwi korzeń wszelkiego
ludzkiego zła. Pycha prowadzi człowieka do przypisywania sobie władzy
decydowania, jako najwyższemu sędziemu, o tym, co jest prawdziwe, a co
fałszywe; czyli do negowania transcendencji prawdy w stosunku do naszej
stworzonej inteligencji, a w następstwie do negowania obowiązku
otwarcia się na prawdę, przyjęcia jej nie jako własnego odkrycia, lecz
jako daru danego przez światło niestworzone.
Jest więc jasne, że początek
obojętności wobec prawdy tkwi w głębi serca ludzkiego. Nie znajduje się
prawdy, jeśli się nie kocha; nie poznaje się prawdy, jeśli się
nie chce jej poznać...
Droga do wyzwolenia się z diamatu
i
osiągnięcia pełni życia duchowego katolickiego narodu polskiego
jest więc najprostsza dla kochających Boga, współmałżonka, własne
dzieci, rodzinę wielopokoleniową, Ojczyznę. Bywa bowiem często tak, że
ci zacni ludzie po uczestnictwie we mszy św. niedzielnej idą głosować
na tych, którzy orężem diamatu niszczą naród polski i jego
państwo - Rzeczpospolitą Polską. Trzeba rozstać się z taką
niekonsekwencją i zdobyć się na wysiłek myślenia, na
poświęcenie 15 minut codziennie sprawom Boga i Ojczyzny. Takich
świętych, wyzwalających się spod władzy materialistycznej filozofii
diamatu i jej narzędzia - totalitarnej władzy pieniądza,
potrzebuje dziś Polska, Europa i cały świat.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|