ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Zygmunt Zieliński

Oświata, Kultura, Wychowanie

Kretynizm czy rozpasanie?

NPW 11-12, 2003


Wydarzenia w szkole budowlanej w Toruniu wywołały szeroką i jak zawsze w takich przypadkach bardzo zróżnicowaną pod względem wartości dyskusję. Pójście jej tropem byłoby stratą czasu, bowiem najczęściej zabierający głos byli sprawą mniej lub bardziej zainteresowani osobiście, a przy tym prawie nikt nie sięgał do korzeni zła. Czy z obawy, by nie odsłonić całej góry lodowej? Można to i tak rozumieć. Ale także inne względy grały prawdopodobnie rolę. Nie generalizując, trzeba jednak zauważyć, że wypowiedzi nauczycieli rzeczonej szkoły były co najmniej ostrożne – żeby nie powiedzieć, nacechowane pewną bojaźnią, by się nie narazić. Komu? Na co? To pytania bardzo ważne. Gdyby zechcieć tu spekulować, trzeba by zużyć sporo papieru. Warto jednak zwrócić uwagę na jeden aspekt tej sprawy. Jest nim niewątpliwie obawa przed zemstą ze strony uczniów. To całkiem realna ewentualność, powiedziałbym nawet – nieunikniona. Zatem nauczyciel mający odwagę formułowania obiektywnej oceny przynajmniej części uczniów tej szkoły (obiektywnej to znaczy bynajmniej nie z góry ferującej wyrok) musiałby się liczyć z trudnościami w postaci jakiegoś bojkotu lub czegoś jeszcze gorszego nawet ze strony tej, powiedzmy, zdrowszej  części uczniów. Czy ich to dyskwalifikuje? Nie do końca, bowiem uczniowie już przyzwyczaili się do dysponowania taką maczugą na nauczyciela, jak prawa ucznia, całkowita jego nietykalność, faktyczny brak represji nawet w przypadkach skrajnego łamania przez uczniów i tak już bardzo liberalnych przepisów regulaminowych. Uczniowie dobrze wiedzą, że mogą wykończyć nauczyciela, byle tylko solidarnie stanęli przeciwko niemu. Najsłabszym miejscem, w które się bije aż do skutku, jest system nerwowy pedagoga. Jeśli nie jest on absolutnie na wszystko obojętnym wyrobnikiem, dla którego siedzenie, powiedzmy, w portierni i wydawanie kluczy byłoby taką samą pracą jak przebywanie z uczniami w klasie, to nie może on znieczulić się na obojętność,  lekceważenie, a w końcu nawet pogardę doświadczane od tych, których pragnie nauczyć właśnie czegoś wręcz przeciwnego. To wszystko się zdarza, a ofiarami tego padają, niestety, nauczyciele, którzy usiłują zachowywać się wobec uczniów po ludzku. Trzeba dopiero być bezwzględnym, udowodnić kretynowi publicznie, że jest kretynem, ośmieszyć i pozbawić go jego gangsterskiego autorytetu, by wygrać z klasą i elementem ją zaśmiecającym, z którym jednak nie wiadomo co robić, i dlatego nie trafia na wysypisko.
 
Ktoś powie, że to popis antypedagogii. Bynajmniej. To po prostu żywo w pamięci zachowane obserwacje, co prawda prawie sprzed pół wieku, ale za to z uczelni bardzo szczególnej, z ciężkiego Domu Poprawczego, gdzie nauczyciel czy wychowawca, wyłącznie polegający na środkach pedagogicznych zgodnych z kulturalnymi formami bycia, przegrywał. Co prawda, nie wygrywał także cham, ale potrzeba było konsekwencji, nawet bezwzględności i przede wszystkim środków do egzekwowania skutecznych metod działania. Jeszcze jedno, chyba najważniejsze: tam byli ludzie, których bez strażnika nie puszczało się na ulicę. Otóż w tym środowisku o naprawdę zgrzebnych obyczajach nie zdarzyło się coś podobnego jak w toruńskiej szkole. A dodam, że panie uczące w wewnętrznej szkole poprawczaka, przy całej swej dobroci serca i oddaniu sprawie, popisywały się niekiedy rozbrajającą naiwnością i metodami wychowawczymi rodem z freblówki. Mimo to, choć po cichu je wyśmiewano, żadnej nie uczyniono najmniejszej przykrości. Powiedziałbym więcej: one niejako były pod ochroną tamtejszej niecodziennej społeczności.
 
Jaki stąd wniosek? W dzisiejszych szkołach znajdują się osobnicy gorsi niż tamci, w większości już całkiem dojrzali kryminaliści. Czy wobec takiego stwierdzenia, a podważyć je trudno, ma sens ta cała gadanina, jakiej trzeba było wysłuchiwać w telewizji, radiu, dyskusjach, nierzadko wyczytywać w prasie? O czym mówiono? Nie przeczę, że wiele było głosów rzeczowych, ale znacznie więcej pustych dywagacji na temat, kto jest właściwie winien. Czy ci uczniowie, czy może nawet ten sponiewierany  nauczyciel? Czy czasem nie dał on powodu do takiego zachowania części uczniów? Zaraz wskakiwano na bardzo wygodnego konika psychologii, stresu, frustracji. Owszem, to są sprawy godne rozważenia, ale nie w tej konkretnej   sytuacji. Rozumiem, co miała na myśli matka, która użalała się, że syn po podstawówce nie może znaleźć absolutnie żadnej pracy. To jest problem i taka okoliczność może sprzyjać wykolejeniu młodego człowieka, ale i to także nie usprawiedliwi popełnionego przez niego występku. To nie frustracja sprawiła, że zachowanie się uczniów toruńskich było, jakie było, ale zgoła co innego. Co? Nad tym powinni zastanowić się nie tylko nauczyciele i rodzice związani z tamtą szkołą, bo jest to problem szerszy, może zaistnieć wszędzie i chyba mutatis mutandis tu i ówdzie się pojawia, może tylko wstydliwie tuszowany. A więc co powoduje, że omijamy z daleka grupki wyrostków na ulicy, boimy się wejść do parku, jako dopust boży traktujemy pracę w szkole itd.? Przecież to wcale nie obawa przed bandytą, który może cię zastrzelić, obrabować, zranić. To strach przed naszymi milusińskimi, których dokonaniami szczycą się rodzice, których często się nagradza, wyróżnia. I nagle ci sami młodzi ludzie ukazują się w całkiem innej postaci, jako bezlitosne, okrutne, cyniczne, pozbawione uczuć ludzkich potwory. Bo jakże inaczej ich nazwać?
 
Te pytania sięgają daleko poza szkołę, można powiedzieć, że ona otrzymuje już towar niezdatny do produkcji. Idąc dalej za tym porównaniem, wskażmy na brak instrumentów, narzędzi, które wydajną produkcję mogłyby uczynić realną. Bo czym szkoła dysponuje? Marnieje autorytet nauczyciela źle opłacanego, goniącego za zarobkiem, by ratować budżet rodzinny, nie mogącego zatem doskonalić swych kwalifikacji. Uczeń wie, że szkoła nie może sobie pozwolić na  obiektywne, odpowiadające poziomowi jego wiedzy oceny, bowiem liczba uczniów to dziś warunek bytu szkoły. Czy zatem istnieje rzeczywista możliwość egzekwowania stawianych uczniowi wymogów? A nawet gdyby istniała, to uczeń może się wybronić, odwołując się nawet do praw człowieka, gwarantowanych układami międzynarodowymi. Ma do swojej dyspozycji rzecznika praw ucznia i cały arsenał środków, które praktycznie czynią go bezkarnym. Nawet rodzice, ostatnia deska ratunku, jakby się mogło wydawać, nie przyjdą szkole z pomocą. Za niepowodzenia swej pociechy raczej na nią zwalać będą winę.
 
Oczywiście nie wszędzie jest aż tak źle, toteż można by się doszukać szkół, gdzie zarówno wychowanie, jak i wykształcenie są w cenie i dają owoce. Kiedyś telefonował do mnie uczeń któregoś z warszawskich liceów, prosząc o wyjaśnienie problemów historycznych,  daleko wykraczających poza program szkolny. Na moje radosne zdumienie, że jeszcze taki ewenement może się zdarzyć, powiedział, że takich jak on w jego klasie jest więcej. Zatem zastrzegam się przed uogólnianiem. Nie można jednak zaprzeczyć, że to, o czym wyżej napisano, większość szkół musi odnotować na swoim koncie. Kto temu winien? Przede wszystkie kolejne reformy szkolnictwa i atmosfera wychowawcza hołdująca permisywizmowi. To ostatnie jest trendem światowym.
 
Przy całej słabości systemu edukacyjno-wychowawczego trudno jednak pogodzić się z wybrykami młodzieży, obojętnie w murach szkolnych czy poza nimi. Nawet jeśli się przyjmie kwestionowanie przez wielu norm moralnych, czy musi to się równać jakiemuś zbiorowemu szaleństwu? A jeśli do niego dochodzi, czy ten „małpi rozum” zjawia się sam z siebie, czy też jest to powielanie gotowych wzorów? Aż wstyd te sprawy poważnie rozważać, tak oczywiste są tu odpowiedzi. Wystarczy popatrzeć na to, czym karmi się społeczeństwo, zatem przede wszystkim młodzież, szukająca rozrywki w kinie czy przed telewizorem. To nie tylko kicze amerykańskie pełne gwałtu, przemocy, wulgarnego seksu i chamskich wzorów obcowania międzyludzkiego. Nasze filmy są podobne. Im wulgarniejsze, im większe nagromadzenie sytuacji ze świata przestępczego lub półświatka, tym większy sukces twórców, tym pełniejsza kasa, bo przecież rzekomo pokazano życie takim, jakim ono jest. Mniejsza o to, czy tak, jak to odmalowuje obraz filmowy, żyje przeciętny człowiek w Ameryce czy w Polsce. Każdy trzeźwo myślący człowiek wie, ze tak nie jest, bowiem czym byłby świat zaludniony bandziorami, wykwalifikowanymi tylko w okrucieństwie i nieludzkiej  bezwzględności, wokół których oplata się sagi całkowicie bezsensowne, jeśli chodzi o przekazywane treści, natomiast kumulujące wszystko, co może się w głowie człowieka wylęgnąć na temat aktów najbardziej antyhumanitarnych. Kult siły, pięści, prawa dżungli i zła w nierealnej wprost postaci. Pytanie: po co taki obraz? Odpowiedź jasna. Po to, by zapanować nad instynktami i myśleniem ludzi najbardziej prymitywnych, pozbawionych wyobraźni, którym trzeba ją zaludnić takimi właśnie potworami i potwornościami. Tylko najgłupsi pasjonują się owymi supermanami, podobnie jak głównie ludzie niedoinwestowani uczuciowo potrzebują filmów pornograficznych. Wszystko to jest oczywiste, ale fabrykanci tej trucizny i projektanci mody na wynaturzony bubel robią po prostu biznes, i to wielki. Ich sprawa, ale czy można się dziwić, że karmieni takimi treściami młodzi ludzie, zwłaszcza ci o słabszych możliwościach umysłowych, próbują naśladować swoich idoli? Czy widząc na ekranie, z jaką łatwością wywija się pięścią czy rewolwerem, jak prostą sprawą jest zabicie człowieka, jaką przewagę daje bezwzględne chamstwo, młody człowiek z gatunku pacykarzy ściennych nie popróbuje podobnej używki? A jakaż to różnica, na kim? Może to być w końcu i nauczyciel, zwłaszcza jeśli bardziej niż inni bezradny.
 
Ostatecznie jeden wniosek nasuwa się tu nieodparcie: takie przypadki, jak ten toruński, to nie kwestia zastosowania takiej czy innej represji wobec sprawców. Skutki swego postępowania muszą odczuć dotkliwie, ale wcale nie powinno to oznaczać eliminacji tych młodych ludzi ze środowiska mogącego zapewnić im jakiś start w życiu. O wiele więcej należy powiedzieć tym wszystkim, którzy banalnymi frazesami o konieczności wyszumienia się młodzieży czy szukaniem łamigłówek pedagogiczno-psychologicznych chcieliby dać tej sprawie jakieś wytłumaczenie, zdejmujące z autorów wybryku część lub całość odpowiedzialności. Najbardziej oburzają próby złożenia części winy na barki owego nieszczęsnego nauczyciela. Nawet człowiek ekscentryczny, a nie wiemy, czy taki właśnie był, nie zasługuje na tak chamskie i nieludzkie potraktowanie. Zatem trzeba zastanowić się, gdzie tkwi źródło tak częstej dzisiaj bezduszności, głupoty i braku hamulców u coraz większej części młodzieży? Trzeba krytycznym okiem spojrzeć na podsuwane młodzieży rodzaje rozrywek, w tym filmy i imprezy, w których dochodzi do głosu zespół czynników piorących mózgi, zakłócających uczucia i w miejsce racjonalnych zasad postępowania wprowadzających pustkę i dezorientację. Ta ostatnia jest dzisiaj wśród młodzieży powszechna, bowiem nawet ludzie odpowiedzialnie traktujący swe obowiązki wychowawcze milczą często wobec nadużyć, gdyż wszechwładni menedżerzy opinii publicznej potrafią zdyskredytować każdego jako oszołoma czy zacofańca, kto tylko poważy się naruszyć głoszoną przez nich zasadę wulgarnego nihilizmu, wyrażającą się hasłem „róbta co chceta”. Różnego rodzaju parady, obnażające nie tylko ciała, ale, co o wiele gorsze, pustkę w głowie (o duszy nawet nie warto wspomnieć), to nic innego jak treningi dla takich igrów jak owe w toruńskiej szkole. Jeśli ktoś w to wątpi lub uważa tę opinię za przesadną, to niech kiedyś zmusi się do obejrzenia takiej imprezy, a ściśle – zachowania jej uczestników. Nie ma to nic wspólnego z naturalną witalnością i wesołością młodzieży, a sprawia raczej wrażenie jakiegoś zbiorowego obłędu (niekiedy sztucznie wywołanego narkotykami). Ktoś słusznie powie, że przecież w tych wygłupach bierze udział mały procent młodzieży. Oczywiście, ale podobnie mały odsetek pozwala sobie na takie brewerie, jakich dopuścili się uczniowie toruńscy. Mały, a jednak zbyt wielki. Bowiem zło, chamstwo i rozpasanie, choćby mierzone w miligramach, jest zawsze czymś zaśmiecającym nasze życie społeczne. A śmiecia jest zawsze za dużo.


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW