Wstęp
Rozwój każdej
dziedziny życia społecznego, każdej dyscypliny naukowej jest procesem
naturalnym, który z założenia ma służyć człowiekowi, wpływać na jego
rozwój duchowy, czynić jego życie
lżejszym, nowocześniejszym. Takie
założenia, z gruntu jak najbardziej właściwe, często w przeszłości, jak
i dzisiaj były i są lekceważone. Jednakże każdy postęp wraz z
elementami pozytywnymi niesie dla człowieka zagrożenia. Uruchamianie
zgubnej dla człowieka linii osiągnięć postępu zależy od świadomości i
etyki ludzi wprowadzających w życie zdobycze postępu, jak również od
polityki edukacyjnej państwa, której podstawowym celem powinno być
przygotowanie społeczeństwa do rozpoznania, właściwej oceny oraz
skutecznych działań w celu natychmiastowej eliminacji zjawisk
negatywnie wpływających na rozwój społeczeństwa.
Z reguły pomysłodawcy
rozwoju form życia społecznego mówią o korzyściach ekonomicznych,
kulturotwórczych, nieraz o rozwoju duchowym i o wartościach, ale
pomijają wszystkie te aspekty, które mogą wywołać
efekty niepożądane – zgubne dla całego społeczeństwa, społeczności
lokalnych czy określonych osób.
Świadomość
społeczna to wypadkowa
wielu czynników, które są, w kolejnych okresach dziejowych
narodu, kształtowane przez
grupy zarządzające państwem.
Braki w
edukacji to efekt
polityki edukacyjnej państwa, która z kolei jest silnie skorelowana z
polityką ekonomiczną i ze zmianami restrukturyzacyjnymi gospodarki.
Rozwój poszczególnych działów gospodarki, w tym rolnictwa,
warunkowany jest wytycznymi ponadnarodowymi związanymi z globalizacją.
Wszystkie drogi prowadzą dzisiaj do jednego celu, choć na różnych
odcinkach działalności społeczno-gospodarczej można jeszcze realizować
cele mające na względzie prawdziwą wolność i dobro osoby ludzkiej.
Przypuszczalnie
dzisiaj niewielu z tych, którzy demokrację wykorzystują jako
instrument do globalizacji gospodarki i życia społecznego,
zdaje sobie sprawę z tego, że ich wpływy z roku na rok są mniejsze, a
przyszłość nieuchronnie związana będzie z rządami dyktatury
ekonomicznej.
Proces
rozwoju człowieka jest w zasadzie prosty. Zależy od wpływu rodziny
(rodziców, rodzeństwa, ludzi z najbliższego środowiska), instytucji
wychowawczych (nauczycieli w przedszkolu, szkole), zakładu pracy
(dyrekcji, współpracowników). Przyjęcie i stosowanie w praktyce wzorców
moralnych zależy w największym stopniu od tego, jak postrzegamy Dekalog
i jak wcielamy prawo naturalne w życie codzienne. Gdy głębiej zaczynamy
zastanawiać się i obserwować ludzi i siebie, możemy zauważyć, że na
dziecko, jak też na młodzież i na dorosłych, największy wpływ ma
telewizja, środki audiowizualne i inne nośniki informacji, w tym
Internet. Na ulicy zauważamy 12-letnich
dilerów narkotyków i innych nastolatków pod wpływem alkoholu, zupełnie
zagubionych. Ponad 25% absolwentów gimnazjum i niemal 32% absolwentów
szkół średnich twierdzi, że nie ma sensu uczyć się dalej, bo ludzie po
studiach nie mają pracy itd. Dzisiaj trudno znaleźć w dużych
aglomeracjach dziecko, które nie zażywało narkotyków, i nie ma
orientacji, jak ten zbrodniczy przemysł działa w Polsce. Oficjalnie
działa ponad trzysta sekt, które mają zagwarantowane swoje prawa.
Właściwy
rozwój społeczeństwa zależy w prostej linii od świadomości rodziców,
nauczycieli, pracodawców, a przede
wszystkim od etyki elit rządzących i przywódców organizacji społecznych
i politycznych.
2. Przykłady
niewłaściwego wykorzystania osiągnięć społecznych i naukowych
Grecy w
starożytności wprowadzili ustrój demokratyczny w celu obalenia
tyrańskich rządów arystokracji. Wspaniała grecka teoria demokracji
w „wydaniu” rządów republikańskich nie pokrywała się z praktyką.
Dzisiaj z całą odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że wszędzie rządy
demokratyczne doprowadziły do łamania prawa, zbrodni, tryumfu
niesprawiedliwości, niszczenia jednostek wartościowych, niszczenia
narodów itd. Wszystkich największych zbrodniarzy wybrano
demokratycznie, m.in. Hitlera, Stalina, Mussoliniego.
Nigdy nie
możemy zapominać o tym, że Jezus Chrystus został skazany na śmierć
męczeńską poprzez wykorzystanie demokracji
– głosowania ludu.
Można
przytaczać niezliczoną liczbę przykładów na to, że ludzie głosują
wbrew własnemu dobru. Trafnie twórca Stanów Zjednoczonych
J. Adams napisał: „Twierdzenie, że lud jest najlepszym strażnikiem
swych praw, to bzdura niczym nie usprawiedliwiona. Jest on najgorszym,
wręcz żadnym ich strażnikiem”
Dzisiaj
niektórzy odważnie już piszą, że demokracja jest ustrojem, w którym
największe pole do działania mają ci, którzy są bardziej zepsuci,
lepiej kłamią, lepiej umieją nieświadomym przyszłość przedstawić w
różowych barwach. Ci, którzy są po prostu gorsi od przeciwników,
wygrywają wybory, bo z większą premedytacją, nie przebierając w
środkach, ogłupiają swój elektorat wyborczy, czyli lud.
Znaną od
wieków przez pedagogów (od ok. 100 lat przez socjologów i psychologów –
bo pedagogikę w zakresie wiedzy o reakcjach tłumu i w zakresie
motywacji działania człowieka wydzielono z
pedagogiki – nauki o wychowaniu) cechą tłumu jest łatwowierność,
zmienność nastrojów i sądów,
brak rozeznania, co właściwe, a co niewłaściwe, a więc sterowana
samozagłada.
Wiek
dwudziesty, wiek, w
którym największa liczba państw zadeklarowała przyjęcie demokracji, to
okres najbardziej haniebny w dziejach świata. Z jednej strony
wielki postęp techniczny, a z drugiej bezprawie,
niesprawiedliwość okupiona krwią niewinnych.
Demokratycznie
wybrani członkowie parlamentu UE tak zatracili twarz,
że w tygodniku „Der Spiegel” opublikowano artykuł Marnotrawienie
Europy, czyli rutynowe okradanie ludzi przez tych, którzy tak się
zaprezentowali, tak nakłamali, by być wybrani.
W tym
miejscu, tak na marginesie, przytoczę słowa laureata Nagrody Nobla,
pisarza żydowskiego J. B. Singera: „Żyd współczesny nie może żyć bez
antysemityzmu. Jeśli antysemityzm gdzieś nie istnieje – on go stworzy,
[...] dzisiejsi Żydzi są jak kobiety – pragną władzy, nie jawnej, lecz
zakamuflowanej”. Chodzi po prostu o ukryte przeforsowanie w
sferach zarządzających etyki sprzecznej z Dekalogiem, etyki, której
podstawowym wyznacznikiem jest osiągnięcie celu – zgromadzenie w sposób
bezkompromisowy jak największej ilości środków
finansowych, i to dla siebie. Demokracja to najlepszy instrument do
takich działań.
Następny
przykład, ukazujący drugie oblicze demokracji, to wybór w Austrii
J. Haidera. Było to olbrzymie zaskoczenie dla najbardziej
wpływowych „światowych demokracji”, bo
sprawy „rządu” wymknęły się spod kontroli. Bez żadnych skrupułów i
żenady na całym świecie został zainspirowany „szum
medialny”. Te „światowe demokracje” wręcz
groziły tym „niepoprawnym politycznie” Austriakom. O co chodziło?
Dzisiaj można sądzić, że przeszkadzało pochodzenie wybranego
demokratycznie przywódcy. Ten przykład obrazuje, można w tym układzie
powiedzieć, pozytywną stronę demokracji – nieprzewidywalność.
Najbardziej
jaskrawym przykładem niewłaściwego, bezkrytycznego wykorzystania
osiągnięć naukowych jest korzystanie z Internetu i w ogóle z
komputera i mediów. Bezwzględnie jest to wspaniałe osiągnięcie
techniki, ułatwiające życie codzienne, naukę, pracę. Obecnie bez
komputera nie może funkcjonować wiele dziedzin gospodarki itd.
Wyłączenie dopływu energii czy włamania hakerów do różnych sieci
komputerowych mogą zupełnie sparaliżować największych potentatów
gospodarczych świata.
Już dzisiaj
niektórzy humaniści, myślący analitycznie i przyszłościowo, zwracają
uwagę na zagrożenia wynikające z niewłaściwego korzystania z komputera
i Internetu oraz w ogóle z mediów.
Dzieci i
młodzież mają dostęp do pornografii, mogą zawierać różne przypadkowe
niebezpieczne znajomości. Dyskietki, płyty audio i wideo coraz częściej
zastępują książki, w tym również lektury szkolne. Rodzice zamiast
przeczytać dziecku bajkę, wolą ją przekazać przez komputer lub wideo
itd. Tak więc niekontrolowany dostęp do Internetu prowadzi w prostej
linii do analfabetyzmu społeczeństwa. Dzieci i młodzież coraz mniej
czytają, coraz gorzej piszą, jak najdalej odsuwają wysiłek
intelektualny i fascynują się sprawnością manualną.
3. Agroturystyka –
spuścizna więzi międzypokoleniowych czy nowa forma działalności
wychowawczej, społecznej i ekonomicznej
Turystyka
agrarna od zamierzchłych czasów stanowiła w Polsce istotną formą
wychowawczą, była też inspiracją do działalności twórczej.
Najwyraźniej widać to oddziaływanie turystyki w okresie romantyzmu.
Filomaci i
filareci organizowali wycieczki do gospodarstw, by wzmacniać więzi
międzyludzkie i międzypokoleniowe, pielęgnować te wartości, które mimo
niewoli umożliwiły narodowi polskiemu przetrwanie. Podczas tych
wycieczek wzmacniano przywiązanie do tradycji, szacunek do przyrody i
pracy na roli jako źródła wartości materialnych i duchowych,
podkreślano znaczenie religii jako siły moralnej i więzi międzyludzkich
i społecznych, integrujących cały naród. Cytowano patriotyczne
fragmenty utworów poetyckich, słuchano muzyki, przekazywano wiedzę o
historii Polski. Filomaci i filareci mieli na uwadze przygotowanie
młodzieży do walki o wolność, do walki o wyzwolenie spod panowania
Rosji carskiej, stąd tak bardzo pracowali nad stworzeniem
nierozerwalnych więzi z ludem i kulturą ludową.
Ówczesna
twórczość literacka i artystyczna nawiązywała do wartości narodowych i
miała na celu szeroko rozumiane rozbudzenie świadomości społecznej.
Mickiewicz gros dzieł pisał z myślą o rozbudzeniu patriotyzmu i
przekazie trwałych wartości, umocowanych w więzi społecznej i
narodowej, np. w I księdze Pana Tadeusza pisze: „Jak młódź
cierpi na tem, że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem”, a w
Konradzie Wallenrodzie z kolei podkreśla znaczenie więzi między
pokoleniami, określając więź gminną „...arką przymierza między dawnymi
a nowymi laty”. Chopin z kolei na wątkach zaczerpniętych z kultury
ludowej, jak też z rzeczywistości społecznej komponował bardzo wymowne
patriotyczne utwory. Nie sposób przemilczeć tego, że teraz, w 1999
r., światowej klasy muzyk A. Schiff stwierdził, że
nie lubi Chopina, bo „..był zajadłym antysemitą”. Niepokojące jest to,
że te słowa zostały wypowiedziane po oświadczeniu w 1998 r. przywódcy
niemieckich Żydów J. Bubisa: „Tyle się plecie o antysemityzmie i
antysemitach... Jeżeli kogoś nazywają antysemitą – niekoniecznie musi
on nim być naprawdę”.
W każdym
razie można sądzić, że niektórym „wielkim tego świata” przeszkadza
chlubna spuścizna więzi społecznych i zapisane sposoby działań
na rzecz zachowania tradycji narodowych.
W okresie
powojennym władze Polski nie przywiązywały wagi do rozwoju turystyki
agrarnej, a pojęcie agroturystyka było nieznane, choć ta forma
wypoczynku funkcjonowała w relacjach rodzinnych.
Dopiero po
badaniach przeprowadzonych w 1992 r. w ramach programu PHARE
opublikowano wytyczne dotyczące warunków, jakie powinny spełniać władze
poszczególnych szczebli i przemysł turystyczny, by turystyka
mogła się rozwijać.
Na marginesie
dodam, że zgodnie z danymi Światowej Rady
Turystyki turystyka generuje ponad 12% PKB i w skali
całego świata stanowi największy przemysł. Rozwój turystyki umożliwia
rozwój tych dziedzin gospodarki, które zapewniają turyście szeroko
rozumiane warunki bytowe (noclegi, transport, wyżywienie, dostęp do
artykułów pierwszej potrzeby, jak również innych, np. wytworów
miejscowych) oraz potrzeby wyższego rzędu (uczestnictwo w obrzędach
religijnych, w szeroko rozumianej kulturze). Rozwój turystyki wpływa
więc na lokalne zatrudnienie.
W wyniku
badań stwierdzono, że 40% terytorium Polski ze względu na warunki
naturalne i atrakcyjność dziedzictwa kulturowego to tereny
turystyczne. Ustalono warunki, jakie powinno spełniać gospodarstwo
rolne, by mogło być zakwalifikowane w poczet gospodarstw
agroturystycznych. Na dostosowanie gospodarstw były przydzielane środki
finansowe.
Obecnie
zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego z 2001 r. na ogólną
liczbę 3,06 mln gospodarstw rolnych 0,35% ma status gospodarstw
agroturystycznych i oferuje ok.120 tys. miejsc noclegowych. Poza
formalną statystyką znawcy zagadnienia informują, że usługi w zakresie
agroturystyki świadczy ok. 1% gospodarstw. Dla porównania podam, że w
krajach UE jest średnio 8% gospodarstw
agroturystycznych, a ich udział jest bardzo zróżnicowany w
poszczególnych krajach (np. w Hiszpanii wynosi 0,5%, we Francji ok. 2%,
w Niemczech 8%, a w Szwecji 20%).
Według danych
Ministerstwa Rolnictwa najwięcej gospodarstw agroturystycznych jest w
województwie warmińsko-mazurskim – 2500, w małopolskim – 2400 i w
pomorskim – 1979. Liczba tych
gospodarstw w pozostałych województwach waha się w granicach od 702 w
podlaskim i 574 w podkarpackim, 460 w świętokrzyskim i wielkopolskim do
161 w łódzkim i 93 w opolskim. Uwzględniając wyjątkową atrakcyjność
terenów Warmii i Mazur, która bezsprzecznie miała wpływ na udział
gospodarstw agroturystycznych, nie można przemilczeć i drugiego
czynnika – wyjątkowego zainteresowania Niemców tym terenem. Znane są
niezliczone wypadki traktowania przez Niemców terenów polskich ziem
odzyskanych jako swoich.
Pracownicy
nauki opracowali programy działalności agroturystycznej, które obejmują
treści wychowawczo-edukacyjne, czynne uczestnictwo w kulturze,
nawiązujące do minionych okresów, do dumy narodowej i trwałych wartości
duchowych. Uwzględnili też treści związane z pracą na roli, rzemiosłem
artystycznym, regionalnymi massmediami i rozrywką.
Są też
specjalne opracowania ukazujące poprawienie kondycji ekonomicznej
gospodarstw dzięki prowadzeniu usług turystycznych. Nieraz zastanawiam
się nad tym, czy przypadkiem konstruktorzy współczesnej agroturystyki
nie mają planu uczynienia tej, z założenia dodatkowej, działalności
priorytetową. Krok do ograniczenia produkcji rolnej, a w
konsekwencji przejęcie i włączenie gospodarstw agroturystycznych do
globalnego przemysłu turystycznego.
Ministerstwo
Edukacji Narodowej po raz pierwszy od czasów powojennych wprowadziło w
programach szkolnych tzw. międzyprzedmiotową ścieżkę edukacyjną
„Edukacja regionalna – dziedzictwo kulturowe w regionie”. W
płaszczyźnie teoretycznej wszystko wydaje się prawidłowe, dla nie w
pełni świadomych wręcz wspaniałe. Niemniej zastanawia fakt, że wraz z
wprowadzeniem edukacji regionalnej ogranicza się lub wręcz eliminuje z
wykazu obowiązkowych lektur dzieła naszych wieszczów, a w podręcznikach
historii nie brakuje zniekształconych opisów
dziejów Polski lub wręcz zakłamanych
faktów.
Te wszystkie
autentycznie dobre programy rozwoju agroturystyki nie uwzględniają
jednak elementów zabezpieczających środowisko wiejskie i samych
rolników przed działaniami niepożądanymi, ukrytymi, które mogą
wpłynąć na demoralizację młodego pokolenia i ograbianie rolników z
własności.
Podsumowując
ten punkt, można stwierdzić, że w teorii agroturystyka jawi się jako
spuścizna więzi międzypokoleniowych stanowiących fundament dalszego
rozwoju społeczeństwa. Widać, że „odnowiciele” tej działalności
społecznej świetnie wiedzą, że bez poznania swoich korzeni, zrozumienia
wagi własnego dziedzictwa, szacunku do własnej kultury naród nie będzie
zdolny do zachowania suwerenności. (por. Krąpiec 1996). Praktyka
ukazuje już dzisiaj zupełnie nowe oblicze agroturystyki, a brak pełnego
rozeznania sytuacji przez społeczność wiejską może spowodować, że
ukryte funkcje, związane z globalizacją, przyniosą tragiczne w skutkach
konsekwencje dla społeczności wiejskich.
4. Zagrożenia
związane z rozwojem agroturystyki
Problem jest
złożony, a do pełnej jasności potrzebna jest skrótowa analiza kilku
„dalekodystansowych” decyzji, a ściślej polityki edukacyjnej i
gospodarczej kolejnych ekip powojennego rządu.
Dzisiaj
powszechnie znany jest fakt, że w latach dziewięćdziesiątych wszystkie
statystyki podawały, że Polska ze względu na wykształcenie
społeczeństwa uplasowała się na miejscu przedostatnim, przed Albanią.
Biorąc pod uwagę fakt, że dane dotyczące wykształcenia ludzi
zatrudnionych w rolnictwie były kilkukrotnie niższe niż w pozostałych
sektorach gospodarki (np. ludzi z wykształceniem wyższym zatrudnionych
w gospodarce narodowej z wyłączeniem sektora rolniczego było 7%, a w
rolnictwie 1,4%), można sądzić, że w tej całej polityce oświatowej nie
było żadnej logiki i przełożenia na dzisiejszą rzeczywistość. Sprawę
czyni mniej zrozumiałą i bardziej zakamuflowaną fakt, że po wojnie
było olbrzymie zapotrzebowanie na kształcenie rolnicze i
faktycznie szkolnictwo rolnicze prężnie się rozwijało (w okresie
międzywojennym ok.70% ludności
mieszkało na wsi, a po wojnie w wyniku rozwoju przemysłu i lepszej
perspektywy życia w mieście systematycznie postępowała migracja
ze wsi do miast i obecnie od kilku lat udział
ludności zamieszkującej tereny wiejskie stanowi ok.
38% i w ostatnich latach minimalnie
wzrasta).
Istnieje 9
uczelni rolniczych, a przed reformą systemu oświaty
funkcjonowało 600 prężnych zespołów szkół rolniczych z
internatami (które autentycznie „kształciły” na potrzeby produkcji
rolnej, chociaż co najmniej przez pierwszych 30 lat po wojnie z
oficjalnym nastawieniem na produkcję wielkotowarową). Gdyby ci wszyscy
absolwenci podjęli pracę w gospodarstwach rolnych, to dzisiaj polskie
gospodarstwa rolne byłyby wzorcowe.
Ogólna
polityka edukacyjna oraz polityka państwa względem obszarów wiejskich,
ewenementu w układzie gospodarki komunistycznej, bo 70% gruntów było
własnością indywidualną, doprowadziła do anomalii.
W uczelniach
rolniczych program był tak przeładowany (np. w SGGW średnio na
poszczególnych wydziałach było dwukrotnie więcej godzin niż na UW), tak
wielostronny w porównaniu z innymi uczelniami, że ludzie po tych
studiach beż żadnego problemu uzyskiwali pracę w innych sektorach
gospodarki narodowej i nie wracali na wieś.
Spośród
absolwentów techników rolniczych też z roku na rok coraz mniejsza część
wracała do pracy w gospodarstwach rolnych. Polityka gospodarcza państwa
kształtowała prestiż zawodu rolnika – widać to do dzisiaj. Niektórzy
pozornie wielcy ludzie, patrioci w mowie, potrafią stwierdzić bez
pokrycia „praca jest zła, bo pisał agronom”. Zakorzeniono w świadomości
naszych elit intelektualnych, że zawód rolnika jest gorszy od innych
zawodów, a posiadanie nawet m.in. wykształcenia rolniczego z miejsca
degraduje człowieka.
Tak sztucznie
spreparowano warunki rozwoju polskiej wsi, że ci wykształceni
uciekali do miasta i mieli otwartą drogę poprzez następne sztucznie
spreparowane karygodnie niskie wskaźniki wykształcenia całego
społeczeństwa. Wyraźnie widać, że polityka państwa względem obszarów
wiejskich miała na celu powiększanie różnic w warunkach życia i
wywołanie konfliktu między miastem i wsią. Pod płaszczem kształcenia
rolniczego były i są kształcone kadry do innych resortów (nikt z
decydentów nie podjął tematu dotyczącego przekazania absolwentom
uczelni rolniczych ziemi na warunkach np. takich, jakie obowiązują w
Niemczech, choć wielokrotnie problem ten sygnalizowałam).
Efektem
polityki edukacyjnej i gospodarczej było starzenie się wsi polskiej i
doprowadzenie do tego, że 45% właścicieli gospodarstw rolnych posiada
wykształcenie podstawowe lub niepełne podstawowe. Nie sposób zapomnieć
o tym, że w najtrudniejszym okresie restrukturyzacji
gospodarki przestały działać służby doradztwa rolniczego i rolnicy
nie mieli dostępu do rzetelnej informacji i pozbawieni byli
jakiejkolwiek pomocy. Średnie szkolnictwo rolnicze, z tak
olbrzymimi tradycjami, po prostu
zlikwidowano.
Kilka
miesięcy temu zostały z kolei podjęte uchwały
utrudniające sprzedaż gruntu sąsiadowi, który chce powiększyć
gospodarstwo, a mieszka w innej wsi.
Należy
również przypomnieć głośną debatę na temat wprowadzenia umowy ustnej
w przypadku sprzedaży gospodarstw rolnych.
W tych wyżej
nakreślonych warunkach rozwija się turystyka agrarna. Jest sprawą
oczywistą, że tę działalność podejmują z reguły bogaci rolnicy, choć
nie zawsze w pełni świadomi.
Agroturystami
mogą być różni rodacy i cudzoziemcy realizujący
określone cele.
Jakie mogą
być zagrożenia?
1. Penetracja
terenu w celu nabycia gruntu.
2. Pełna
kontrola rozwoju agroturystyki i uruchomienie mechanizmów mających na
celu włączenie tej działalności do globalnego przemysłu turystycznego
(większość instytucji turystycznych w Polsce opanowana jest przez obcy
kapitał).
3. Handel
narkotykami.
4. Penetracja
terenu w celu dokonania kradzieży – precedens nie do uniknięcia przy
wzrastającym bezrobociu i systematycznym ubożeniu społeczeństwa.
5.
Wprowadzenie do środowiska wiejskiego sekt, a następnie stopniowe
odcinanie młodzieży od rodziny i znajomych.
6. Dewastacja
środowiska naturalnego przez grupy
anarchistyczne.
Wyżej
podanych przykładów zagrożeń nie można bagatelizować. Notowane są
coraz częstsze sytuacje wchłaniania młodzieży wiejskiej przez
grupy interesu, jak też podstępnego wyłudzania przez turystów
ziemi od rolników żyjących na skraju ubóstwa.
Ochrona
społeczności wiejskiej w decydującej mierze leży w gestii samorządów.
Dysponują one mechanizmami prawnymi zapewniającymi wpływ na rozwój
podległego im terenu. Ustawa o samorządzie terytorialnym określa
szczegółowo zakres działania i zadania gminy. Harmonogram i sposób
realizacji zadań własnych przez gminę może istotnie wpłynąć na właściwy
rozwój agroturystyki, jak również na funkcje, które powinna realizować
na danym terenie. Od etyki radnych, od ich świadomości
i orientacji na sprawy narodowe zależą również działania edukacyjne.
Radni powinni czuć się odpowiedzialni za bezpieczeństwo i warunki życia
mieszkańców gminy. Szczególnie istotne jest, aby gospodarze przyjmujący
turystów wiedzieli, jakie niebezpieczeństwa mogą być związane z
prowadzeniem działalności usługowej w tym zakresie.
Agroturystyka
powinna być elementem uzupełniającym, wspomagającym rozwój kultury na
wsi, a nie działalnością dezorganizującą produkcję rolną. Zdecydowanie
produkcja rolnicza powinna pozostać głównym źródłem dochodu rodzin
wiejskich.