|
|
ARCHIWUM |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Marian DąbekHistoria
i Współczesność Unia? A co to? NPW 5-6,
2003
›Czym jest Unia Europejska‹
Dziś nazwa „Unia Europejska” u jednych wywołuje sprzeciw, a u innych zachwyt. Zastanówmy się więc, czym jest Unia. Czy jest to federacja państw niepodległych czy też superpaństwo? Spotkać się można z różnymi zdaniami. Istota polega na tym, że w chwili tworzenia była czym innym, niż jest teraz i czym będzie w niedalekiej przyszłości, sądząc po kierunku rozwoju koncepcji.
W niedługim czasie po zakończeniu drugiej wojny światowej powstała myśl, aby utworzyć albo federację suwerennych państw (Schuman, de Gaulle), albo utworzyć coś w rodzaju Stanów Zjednoczonych (Monnet). Wobec kategorycznego sprzeciwu de Gaulla wobec koncepcji Stanów Zjednoczonych pozostała tylko pierwsza możliwość i w ten sposób powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza wraz z towarzyszącymi organizacjami. EWG była organizacją przede wszystkim gospodarczą, a nie polityczną. W ten sposób Monnet musiał pohamować swoje zapędy, ale na niezbyt długo, bo już w latach osiemdziesiątych, a jeszcze silniej w dziewięćdziesiątych, zaczęto po cichu zmieniać samą koncepcję Unii, rozwijając ją w kierunku superpaństwa, którego rozwój nie jest jeszcze zakończony.
Federację państw suwerennych przyjęto nazywać „Europą ojczyzn”. Miała się ona opierać na następujących zasadach:
1) Europa suwerennych państw od Atlantyku po Ural, 2) zachowanie granic między państwami i ich terytoriów, 3) zachowanie państw narodowych, 4) oparcie się na cywilizacji zachodniej, chrześcijańskiej, 5) oparcie się na chrześcijańskich religiach Europy, 6) szanowanie tradycji w każdym kraju, 7) zachowanie kultury i obyczajów prastarych państw europejskich, 8) stworzenie wspólnej waluty przy jednoczesnym zachowaniu walut narodowych, 9) zachowanie suwerennej władzy ekonomicznej i politycznej przez każde państwo, 10) wszystkie państwa członkowskie mają równe prawa.
Utworzenie zaś Stanów Zjednoczonych Europy miało się charakteryzować:
1) zniesieniem granic między państwami, 2) zniszczeniem państw narodowych przez ich rozbicie na regiony, 3) zwalczaniem cywilizacji chrześcijańskiej, 4) zastąpieniem religii chrześcijańskiej przez mieszankę religii w rodzaju New Age, 5) zwalczaniem tradycji w każdym państwie, 6) zamazywaniem historii Europy i państw narodowych, 7) zastępowaniem kultury europejskiej kulturą masową, 8) wprowadzeniem wspólnej waluty i likwidacją walut narodowych, 9) przejęciem władzy ekonomicznej od państw narodowych, 10) stworzeniem związku politycznego i ekonomicznego, w którym władzę będą miały tylko organy unijne, 11) państwa narodowe tracą suwerenność i po pewnym czasie znikają z mapy Europy.
Ta druga koncepcja, koncepcja J. Monneta, ma swe tradycyjne korzenie w Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Od razu rzuca się w oczy, że Unia Europejska jest tworzona według koncepcji J, Monneta. Już zostały zrealizowane punkty 1, 3, 8, 9, 10 i częściowo punkt 11, w trakcie realizacji są punkty 2, 5, 6, 7 i druga część punktu 11. Na przyszłość – dalszą czy bliższą – trudno określić – odłożona została realizacja punktu 4, a tymczasem następuje wprost lawinowy rozrost sekt.
Należy tu wyjaśnić punkty 9 i 10, ale najpierw trzeba omówić strukturę władz naczelnych Unii.
Najwyższą władzą Unii jest Komisja Europejska, która nie jest tworzona w trybie demokratycznym. Do zadań tej Komisji należy tworzenie prawa unijnego oraz wykonywanie władzy wykonawczej – rządzenie. Według nowożytnych pojęć w państwie powinien istnieć trójpodział władzy na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Oddziela się tu władzę ustawodawczą od wykonawczej, aby uniknąć tworzenia takiego prawa, które pozwalałoby odnosić korzyści osobom zajmującym się rządzeniem. Jak wiemy, w Unii takiego rozdziału władzy brak. Władza Komisji Europejskiej jest najwyższa i w każdym przypadku ustawy unijne, zwane dyrektywami, są nadrzędne w stosunku do każdego prawa państwowego członków, a władze żadnego państwa nie maja prawa kwestionować prawa unijnego, co ostatnio wyraźnie stwierdziła Komisja Europejska. Wobec tego tworzenie prawa unijnego ma charakter dyktatu.
W Unii istnieje organ zwany Parlamentem Europejskim, wybierany demokratycznie, ale zakres jego uprawnień ogranicza się do wydawania zaleceń, które nie są wiążące ani dla Komisji Europejskiej ani dla państw członkowskich. Pomimo to nie są one zupełnie bezużyteczne, bowiem urabiają opinię społeczną co do przyszłych ewentualnych kierunków rozwoju. Istnieje tu paradoks: tam, gdzie są podejmowane decyzje wykonawcze i tworzone jest prawo, obywatel Unii nie ma żadnego wpływu; ma wpływ tam, gdzie nic wiążącego się nie dzieje.
Dość osobliwym tworem jest Europejski Bank Centralny. Jest on jednostką w pełni suwerenną, nie podlega nikomu. Jeśli dodać, że władze bankowe nie są wybierane w trybie demokratycznym, to mamy sytuację taką, że najważniejsze władze, decydujące o poziomie życia obywateli, są absolutnie poza ich kontrolą. Taki to swoiście rozumiany rodzaj demokracji! Unijna władza sądownicza w postaci Trybunału Sprawiedliwości jest w pełni suwerenna, a sędziowie są nieusuwalni.
Są także inne organy władzy, które nie zostały tu wspomniane. W ten sposób mamy wyjaśnienie, jak jest realizowany punkt 9 i punkt 10. A na to, że Komisja Europejska nie próżnuje, mamy dowód w postaci 90 tys. przepisów prawnych. W tym gąszczu naprawdę w pełni nikt się nie orientuje.
›Członkowie Unii‹
Unia Europejska jest organizacją bogatych państw, i to nawet w pewnej części bardzo bogatych. W Unii możemy wyróżnić dwie grupy państw. Grupę pierwszą tworzą niekwestionowane najbogatsze państwa Europy, o najwyższej stopie życiowej obywateli: Niemcy (które wojnę przegrały!), Francja, Belgia, Luksemburg, Włochy, tj. państwa założycielskie Unii, oraz Wielka Brytania, Szwecja, Austria. Do grupy drugiej należą państwa zróżnicowane pod względem bogactwa: Hiszpania, Portugalia, Finlandia i Grecja. Należy pamiętać, że rozszerzenie Unii o państwa drugiej grupy wiązało się z dużym złagodzeniem wymagań. I tak Grecja, państwo o najsłabszej gospodarce, uzyskała siedmioletni okres przejściowy na dostosowanie sektora rolnego do wymagań unijnych oraz możliwość zastosowania środków zabezpieczających. Klauzula ochronna miała charakter ogólny i wzajemny. Podobny charakter miała klauzula ochronna w stosunku do Danii, Irlandii i Wielkiej Brytanii (choć ta ostatnia wcale nie należy do państw biednych). Hiszpania i Portugalia wywalczyły sobie okresy przejściowe siedmio- i trzyletni, tak że pełna integracja miała nastąpić w 1996 r. Podane tu okresy są pewnym skrótem, bowiem były one zróżnicowane w zależności od produktów.
›Gospodarka Unii‹
Przemysł w państwach Unii zawładnięty jest przez wielkie koncerny. U nas przystosowanie do dyktatu Unii polega na zniszczeniu branż produkcji wysoko przetworzonej, jak przemysł elektroniczny, elektrotechniczny czy okrętowy, które to branże prawie już w Polsce nie istnieją, ale odpowiednie koncerny unijne mają się dobrze. Podobnie dzieje się z innymi działami produkcji. Obecnie bitwa toczy się o nasze górnictwo i hutnictwo. Oczywiście takie „przystosowanie” prowadzi do olbrzymiej armii bezrobotnych, podczas gdy przemysł, przede wszystkim niemiecki, ratuje się od zagrażającej recesji.
Rolnictwo unijne jest w całości dotowane. Ponieważ dotowanie napędza nadprodukcję rolną, więc wprowadza się ścisłe kwotowanie produkcji. Ten, kto przekracza wyznaczone kwoty, podlega karze. Chemizacja rolnictwa, szczególnie w Niemczech i Holandii, osiągnęła szczytowe rozmiary, tak iż żywność ekologiczna jest na rynku nieobecna. Dla polskiego rolnictwa przewidziano z budżetu Unii dopłaty w wysokości 25% tych, jakie otrzymuje rolnictwo unijne. Nadto wymaga się dalekosiężnej restrukturyzacji, polegającej na tworzeniu dużych gospodarstw rolnych. W związku z tym przewidziane jest dodatkowe bezrobocie w postaci trzymilionowej armii bezrobotnych rolników. Będzie się to wiązało z przejściem dużych powierzchni ziemi w ręce: Niemców, Holendrów itd., spowodowane brakiem środków pieniężnych na zakup ziemi przez polskich rolników dla utworzenia dużych gospodarstw. Ponieważ ceny na produkty żywnościowe ulegną wyrównaniu, doprowadzi to do znacznej podwyżki cen dla konsumenta polskiego, na której nic nie zyskają polscy rolnicy, bo koszty produkcji istotnie wzrosną (zaopatrzenie w przemysłowe towary pochodzenia unijnego) a hipermarkety, które będą (a częściowo już są) głównymi odbiorcami, nie pozwolą jako monopoliści na wzrost cen skupu. To ostatnie zjawisko dobrze znamy już u nas.
Handel w Unii jest zdominowany przez sieć hiper- i supermarketów, które nie mają konkurentów i dyktują ceny im odpowiadające jako monopoliści. Tak oczywiście będzie i u nas. Sprzedaż choć jednego litra mleka poza przyznaną kwotę jest traktowana jako naruszenie kwot produkcyjnych.
›Zatrudnieni i bezrobocie‹
Podstawowym hasłem Unii jest swobodny przepływ siły roboczej. Jak wygląda ta praktyka w Unii? Początkowo obawiano się dużych przemieszczeń ludności, ale nie miało to miejsca z paru względów. Aby pracować w innym państwie, trzeba znać dobrze język tego państwa. Następna trudność polega na tym, że składniki ubezpieczeniowe nie są honorowane w granicach innego państwa. Jest to podstawowa różnica między USA a Unią. W USA, gdy ubezpieczony obywatel zmienia stan, w którym pracuje, składki idą za nim. Niebagatelna okazała się sprawa mieszkaniowa. Wszystkie te czynniki razem zapobiegły większym przemieszczeniom ludności między państwami Unii. Rodzimi optymiści, którzy myślą, że znajdą pracę w innych krajach Unii, będą mocno rozczarowani. Nadto należy pamiętać, że przez siedem lat polski pracownik zgodnie z wynegocjowanymi warunkami, będzie miał zamknięty dostęp do rynku pracy piętnastki, natomiast obywatele piętnastki będą mieli swobodny dostęp do zatrudnienia w Polsce. Takiej asymetrii w traktowaniu obywateli nie dopuścił żaden z krajów, wcześniej przystępujących do Unii.
Pozostaje jeszcze kwestia płac. Płace mają się kształtować na zasadzie wolnorynkowej, a więc w każdym państwie według warunków gospodarczych tego państwa: czyli jeśli w danym państwie istnieje duże bezrobocie, to siłą rzeczy zarobki będą lokalnie niskie.
Następna sprawa to bezrobocie. Dzisiejsza Unia to sfera o bardzo wysokim bezrobociu, o najmniejszym na świecie wzroście gospodarczym. Olbrzymie koncerny międzynarodowe nie są zainteresowane stwarzaniem nowych miejsc pracy a Komisja Europejska nie ma wpływu na Bank Centralny. Żeby to zilustrować, spójrzmy na dane „Guidepost”: Euroland, tj. kraje o wspólnej walucie euro, ma 13,8 mln bezrobotnych, tj. 10,8%, zaś w całej Unii jest 16.5 mln bezrobotnych, tj. 9,8%, podczas gdy w USA w tym samym czasie bezrobocie wynosiło 5%, a w Japonii 4,3%. Wśród młodzieży w całej Unii bezrobocie wynosiło 19,3%, a w Eurolandzie 21,8%. Gdyby nawet nie było bariery siedmioletniej, to i tak znalezienie zatrudnienia w Unii jest bardo trudne. Obrazowo przedstawiając: co piąty młody człowiek w Unii jest bezrobotny!
›Emerytury‹
Niektórzy emeryci łudzą się, że ich emerytury w Unii wzrosną. Otóż tak nie będzie, bo każde państwo płaci według swych możliwości, jeśli idzie o część podstawową emerytury, a filar drugi i trzeci ustalany jest według wpłaconych składek. Te nadzieje Carl Beddermann rozwiał definitywnie, bo to wynika z samej struktury emerytury. Więc niech nikt nie liczy, że w horyzoncie naszego życia nastąpi wyrównanie poziomu naszych emerytur do poziomu bogatych państw piętnastki.
›Zyski‹
Pod względem ekonomicznym nasze zyski są więcej niż problematyczne. Powie ktoś, że niskie płace będą przynętą, aby koncerny lokowały inwestycje w Polsce. Rzeczywiście taki mechanizm jest teoretycznie możliwy, i czasem ma miejsce, popatrzmy jednak na to trzeźwo. Czy ktoś uwierzy, że piętnastka będzie bardziej zainteresowana w likwidacji naszego bezrobocia niż własnego? O lokalizacji inwestycji mogą decydować różne czynniki. Mogą mieć na to wpływ owe 90 tys. przepisów, jak i zupełnie inne motywy. Poza tym od podjęcia inwestycji do jej zakończenia upływa zawsze sporo czasu, a więc mechanizm będzie działał z dużym opóźnieniem. A co dziś?
Należy się liczyć z jeszcze jednym mechanizmem. Jeśli w Polsce poziom życia poprawi się, co musi się łączyć ze wzrostem płac, to może się okazać, że megafirmie bardziej będzie się opłacało przenieść produkcję do innego kraju, a władze polskie nic nie będą mogły w tej sprawie zrobić, bo takie są zasady Unii. Nie jest to wydumany mechanizm, bo miał już miejsce, m.in. działał w Azji w przypadku „tygrysów azjatyckich” i kryzysów azjatyckich.
›Rachunek zysków i strat‹
Gdy negocjuje się interes, to nie opowiada się bajek, ale liczy się. Przypatrzmy się rachunkom i my. Carl Beddermann był urzędnikiem unijnym i na rachunkach zna się. Przypatrzmy się im i my:
Autor zaznacza, że suma ta wynika z ostrożnych oszacowań. A więc 5 mld euro nasz podatnik będzie musiał znaleźć w swojej kieszeni, aby mieć honor być członkiem Unii. Przeliczmy to inaczej: na każdego obywatela Polski przypadnie 1,25 tys. euro, tj. ok. 5 tys. zł.
Według C. Beddermanna ta suma jest mniej więcej pewna. Natomiast reszta opiera się na funduszach. Wykorzystanie funduszu jest związane ze współfinansowaniem przez biorcę funduszu. I tak fundusz SAPARD wymaga, aby rolnik indywidualny wyłożył całą sumę przeznaczoną na inwestycję; część (50%) zostanie mu zwrócona. Jak pokazuje praktyka, na taką procedurę stać tylko nielicznych rolników. Tak samo wygląda to w stosunku do gmin. Przecież tam panuje absolutna pustka w kasie.
Będą jednak tacy, którzy będą mogli skorzystać z SAPARD-u, np., przetwórczy przemysł rolny, funkcjonujący z udziałem kapitału zagranicznego, inaczej mówiąc – piętnastka chętnie sfinansuje własne inwestycje z pieniędzy przeznaczonych dla polskiego rolnictwa.
Fundusz, który nie został wykorzystany, wraca do Brukseli!
Ale sama Unia uważa, że w pierwszych latach tylko 10-20% tych 4,63 mld dotrze do Polski. Będzie to skutkiem, zdaniem Unii, braku możliwości współfinansowania i braku możliwości wypełnienia skomplikowanych procedur administracyjnych. A więc kwota skurczy się do 0,5-0,9 mld euro, przy czym ogromna część popłynie do kasy obcego kapitału inwestującego w Polsce.
Przeliczając to na głowę obywatela otrzymamy, że każdy obywatel (osesek też) za przyjemność należenia do Unii zapłaci 625-750 euro rocznie, tj. 2500-3000 zł. Polska będzie superpłatnikiem netto. Oczywiście w dalszych latach też nie możemy oczekiwać zysków. Możemy tylko płacić mniej, ale płacić musimy, bo przecież ani Niemcy, ani Francja, a tym bardziej inne państwa nie mają zamiaru dopłacać do interesu, a Unia ze swą rozbudowaną administracją musi z czegoś żyć. Parlament Europejski raz do roku przenosi się z Brukseli do Strasburga i samo to pochłania 200 mln euro! A takich wydatków jest znacznie więcej.
Przytoczone wyniki oszacowań Beddermanna zostały opublikowane w prasie polskiej. Nikt im nie zaprzeczył, a rząd nie podał oszacowań, więc można je przyjąć jako prawdopodobnie odpowiadające rzeczywistości.
Przeciętnego obywatela najbardziej interesuje jego własna kieszeń, a więc jak to wygląda od tej właśnie strony. Jak to było wspomniane, przede wszystkim zdrożeje żywność. Po wejściu do Unii Polska będzie zobowiązana na mocy wynegocjowanych warunków do dostosowania stawek podatków pośrednich do poziomu unijnych. W większości przypadków będzie to wzrost obciążeń podatkowych, co w konsekwencji doprowadzi do wzrostu cen. Polska nie będzie mogła się bronić w stosunku do Unii cłami ani innymi środkami ochronnymi. Wyraźnie wyższe będą ceny artykułów spożywczych, natomiast spadną ceny alkoholi, samochodów i niektórych innych produktów przemysłowych. W Unii znacznie droższe są warzywa i owoce, pieczarki oraz mięsa czerwone i cukier. Podrożeją papierosy bo VAT na nie stanowi co najmniej 57% ceny ich sprzedaży. Także benzyna zdrożeje, co będzie miało wpływ pośredni na wzrost innych cen. Dla przeciętnego „zjadacza chleba” perspektywa jest więc mało optymistyczna, choć znawcy twierdzą, że nie będzie szoku cenowego, bo cała podwyżka rozłoży się w czasie.
Co nas jeszcze po wejściu do Unii czeka po zakończonych „sukcesem” negocjacjach w Kopenhadze? Unia większych dopłat do rolnictwa nie da, ale zezwoli (!), aby nasz rząd z naszych podatków zwiększył dopłaty – jeśli oczywiście budżet na to pozwoli. Podana jest tu jednak górna granica dopłat! Oczekuje się, że zastosowanie przepisów unijnych spowoduje falę bankructw małych firm mięsnych i mleczarskich, ale także inne branże nie będą wolne od tego. Małe sklepy zostaną zastąpione supermarketami. To wszystko zaowocuje wzrostem bezrobocia, a co do pracy w innych państwach, to była już o tym mowa. W sumie perspektywy życia w tym molochu nie są różowe. Wobec tego spróbujmy spojrzeć, kto jest za Unią.
Prasa i inne media liczą na młodzież. Kalkulacja polega na tym, że bezrobotni młodzi ludzie liczą na to, że choć jakąkolwiek pracę będą mogli dostać w państwach piętnastki. Jak widzieliśmy, perspektywy nie są zachęcające. W Niemczech jest już 10% ludności tureckiej. Zobaczmy, jakie oni miejsca pracy znaleźli. Ano poszukiwani są, pomimo bezrobocia, śmieciarze i podobne zajęcia. Część ludności tureckiej prowadzi restauracje, często podrzędnej jakości. Nie wiem, czy np., panu magistrowi będzie aż tak użyteczny dyplom przy wykonywaniu tych zawodów. Wprawdzie żadna praca nie hańbi, ale czy da mu najmniejszą satysfakcję?
Oczywiście będzie nieliczna grupa ludzi wybitnie utalentowanych, którzy znajdą dla siebie właściwe miejsce, ale jak mówi C. Beddermann, tacy i teraz znaleźliby tam swoje miejsce.
Inna grupa euroentuzjastów to posiadacze większych zakładów. Część z nich prawdopodobnie wytrzyma konkurencję i być może odniesie sukces.
Czasem dochodzą słuchy, że emeryci łudzą się nadzieją na lepsze życie. Z tego, co już zostało powiedziane, nadzieje te są złudne. Emerytury ani renty nikt im nie podniesie do poziomu piętnastki, a wiktuały zdrożeją. Zdrożeją także i leki, bo już teraz jest duży nacisk, aby ceny polskich leków podnieść, tak żeby leki zagraniczne były konkurencyjne. Jak będzie można związać koniec z końcem w tej sytuacji?
Liczy się także na duchowieństwo. Ostatnie badania wykazały, że niższy kler odnosi się krytycznie do tej sprawy, ale niektórzy biskupi są entuzjastami. Powstaje pytanie: dlaczego?
Miłość do Unii mogła też powstać po spotkaniu z G. Verheugenem w Brukseli, bo ci, którzy tam swego czasu udali się z „pielgrzymką”, teraz pragną tylko Unii. Verheugen zna się na rzeczy. Być może chodzi o nałożenie podatku na wiernych jak to ma miejsce np. w Niemczech. W Niemczech podatek płacą ci, którzy mają niskie dochody, bogaci potrafią się od niego wykręcić, a władze skarbowe ściągają go z żelazną konsekwencją i niemiecką precyzją. A z realistycznego punktu widzenia podatek ten mógłby okazać się wielce kłopotliwy, bo nie trzeba odznaczać się wyjątkową bystrością, aby przewidzieć, że powstaną konflikty na linii proboszcz – parafianie przy okazji chrztów, ślubów i pogrzebów. A w takim przypadku jest wielce prawdopodobne, że sprawa trafi do Rzecznika Praw Obywatelskich, Sejmu bądź sądu, aby ustalić listę świadczeń czy posług duszpasterskich, do których proboszcz jest zobowiązany z tytułu podatku kościelnego, czemu nie można byłoby odmówić racji.
Pod pewnym względem zbliżony motyw można by odnaleźć w wypowiedzi ks. abpa A. Tokarczuka, który stwierdził, że w Kościele mamy do czynienia ze zjawiskiem podobnym do „księży patriotów”. Chodzi tu o nieliczną grupę duchownych, którzy bezkrytycznie popierają zjednoczenie z Unią. Część z nich jest uzależniona od różnych fundacji i dlatego robią, co im się dyktuje.
W pierwszej kolejności spójrzmy na stronę prawno-ustrojową. Otóż są prowadzone prace przez Konwent nad przyszłą konstytucją Unii Europejskiej. Projekt przewiduje utworzenie Stanów Zjednoczonych Europy, a więc powstanie jednolite państwo federacyjne z całkowicie wyłączoną sferą prawa, obronności, prawa wyborczego itp., zastrzeżoną wyłącznie dla organów wspólnotowych z możliwością zastosowania środków odwetowych w przypadku łamania zasad Unii (tj. Stanów Zjednoczonych Europy). Idzie tu o sytuację, w jakiej znalazła się Austria, gdy wybrała partię Haidera, bowiem wybory są wolne, ale wyborcy nie mogą dokonywać wyborów, które nie odpowiadają władzom unijnym. Ktoś powie: w takim przypadku opuścimy Unię (Stany Zjednoczone Europy), bo na innych zasadach weszliśmy do niej. Otóż nie, nic takiego nie ma. Byłoby to sprzeczne z wolą Komisji Europejskiej, a więc nieważne. Unia nie przewiduje procedury występowania z niej. Na zapytanie posła R. Giertycha min. Danuta Heubner dała pisemną odpowiedź, że do Unii można wejść, ale nie można z niej wyjść. Stwierdziła, że milczenie traktatu o Unii Europejskiej co do trybu wychodzenia z Unii jest nieprzypadkowe – celem Unii jest bowiem tworzenie coraz ściślejszego związku między narodami Europy, a więc budowanie struktury o charakterze trwałym. Znamienna w tej materii jest wypowiedź w radiu Köln, gdzie przytoczono jeden z artykułów projektu konstytucji Stanów Zjednoczonych Europy, który brzmi: „Unia powstała po to, aby na zawsze połączyć państwa europejskie w jeden organizm”. A więc zasada, którą zreferowała min. Huebner, jest także podstawą przyszłej konstytucji Stanów Zjednoczonych Europy.
Przejdźmy do perspektyw ekonomicznych na najbliższy okres. Perspektywy wynikają z osiągnięć dotychczasowych. Czasopismo „L’Expansion” ocenia sytuację następująco:
Bardzo ważnym ogniwem Unii są Niemcy ze swoim PKB, stanowiącym 30% PKB Eurolandu. Za ostatni rok (zresztą podobnie jak w paru latach poprzednich) osiągnięcia gospodarcze Eurolandu są mizerne. Wzrost gospodarczy Eurolandu w 2002 r. wyniósł zaledwie 0,7%, a w całej Unii nie przekroczył 1%. Jest to najniższy wzrost w skali światowej. Dla Eurolandu jest kompromitujące, że Grecja i Irlandia miały osiągnięcia prawie o 3 punkty procentowe lepsze od Niemiec i Holandii. Także Wielka Brytania miała lepsze osiągnięcia niż Euroland, Produkcja przemysłowa w Niemczech maleje, a bezrobocie rośnie. Płace w Niemczech są na poziomie 26 euro, podczas gdy w USA – 23 euro. Obniżenie płac w tej sytuacji będzie konieczne przez wzrost podatków, między innymi aby pokryć deficyt budżetowy. To nie przyczyni się do ożywienia gospodarki, a nadto może wywołać niezadowolenie społeczne.
›Wniosek‹
Nasze przystąpienie do Unii Europejskiej jest wyjątkowo nie na czasie, bo struktura przyszłej Unii dopiero się tworzy i nie idzie to po naszej myśli, a perspektywy gospodarcze Unii w najbliższym czasie wcale nie są różowe i decyzję powinniśmy odłożyć na lepsze czasy.
A tak, prawdę mówiąc, patrząc na państwa, które nie weszły do Unii, to należy stwierdzić, że nie warto wchodzić do Unii, tym bardziej że gdybyśmy zmienili zdanie, przyjmą nas z otwartymi rękami, bo przez nasz kraj idzie cała ekspansja Unii na Wschód.
›Wątpliwości ekscelencji‹
A jeśli nie Unia, to co? Białoruś? – patetycznie zapytuje bp Pieronek. Patrząc na to z niewielkim nawet krytycyzmem, ma się wrażenie, że ekscelencji coś się pomyliło albo też wyraża myśl, w którą sam nie wierzy, bo jakżeż państwo będące członkiem NATO może kojarzyć się z Białorusią? Żeby w tak prostych sprawach ekscelencji się myliło, to trudno uwierzyć. Toż to rektor PAT – magnificencja! Jeśli idzie o drugi człon alternatywy, to należy przypomnieć, że ekscelencja-magnificencja należy do ścisłej grupy zarządzającej Sorosową Fundacją Batorego, która hojnie rozdziela pieniądze niektórym ludziom i organizacjom o postępowym profilu. Więc tu dokładnie sprawdza się diagnoza ks. abpa Tokarczuka!
A jeśliby szło o gospodarczą Białoruś, to po rabunku, jaki został przeprowadzony na naszej gospodarce i społeczeństwie, możemy być tylko unijną Białorusią.
Aby ekscelencja-magnificencja nie czuł się zignorowany ze swoim problemem, można odpowiedzieć, że mamy inne wyjścia, w tym możemy być państwem samodzielnym. Można też rozważyć wejście do NAFTY, ale ta decyzja ma swoje plusy i minusy. Jeśli pozostalibyśmy państwem samodzielnym, to nasi eurofanatycy już nas straszą, że będą na nas wywierane liczne naciski. Ależ oczywiście tak! Tylko że wówczas możemy podejmować decyzje optymalne, a gdy wejdziemy do Unii, to decyzje podejmować będą za nas, a jeśli nie będą nam odpowiadać, to będziemy mogli sobie tylko popłakać. Oprócz tych decyzji można byłoby podjąć decyzję połowiczną: zostać państwem stowarzyszonym z Unią jak Grendlandia, Maroko, Tunezja, bez wchodzenia w struktury Unii.
Można byłoby próbować podejmować i inne decyzje, ale to już wymagałoby osobnego omówienia.
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||