Antoni Karpacz
Temat Miesiąca
WYBORY, WYBORY... MUZYKA,
MUZYKA...
Część pierwsza: Pakt na Rzecz Integracji
NPW
3-4, 2003
1. Na początku był chaos, który trwa do dzisiaj
Odzyskaliśmy wolność, ale prawie połowa społeczeństwa nie
bierze udziału w wyborach. Dlaczego? Na jaką partię polityczną ma głosować
zdecydowany przeciwnik przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, związany
emocjonalnie z „Solidarnością” (a w konsekwencji z AWS)? Wszak przywódcy
SLD, UW i AWS, nawet PSL, grają tu do „jednej bramki”!? Do kogo udać się
ma obywatel, który nie życzył sobie dużych województw i utworzenia
powiatów; i tak brakuje na nie pieniędzy? (Cztery reformy naraz i -
pogrzeb?) W jakiej organizacji działać mają przeciwnicy bombardowania
Serbii?...
Dlaczego w mediach niezmiennie występują te same
„autorytety”? Dlaczego nie rozpatruje się alternatywnych koncepcji
gospodarczych i politycznych? Dlaczego unika się merytorycznych dyskusji
na temat przyszłości Polski, z kompetentnymi ludźmi o odmiennych
poglądach? Dlaczego dominuje „politycznie poprawna nowomowa”?
„Zdecydowana większość Polaków popiera
interwencję NATO w Jugosławii” (Radio „3”, wiadomości 27.04.99), „Wszyscy
opowiadają się za”, „Polska dąży do integracji”, „Staramy
się o członkostwo”, „Kościół jest za integracją”.
Przepraszam! Ja nie popieram... Nie solidaryzuję się... Nie dążę
do... Mój sąsiad też nie; jego znajomi są przeciwni. Głosowali za innym
programem; kto go anulował? Gdzie podziała się „Europa ojczyzn”?
Kto nami rządzi? „Demokratycznie wybrani przywódcy”!? Jakie są mechanizmy
nacisku? Spisek?
Tylko zjednoczeni pokonamy „lewicę”! Tylko
zjednoczeni pokonamy „prawicę”!
Tylko jeden kandydat „prawicy” na prezydenta! Kolasiński
rozbija AWS! „Jego koło” wysługuje się komunistom! Jakie są kryteria
podziału na „prawicę” i „lewicę”? - Czym różnić się
ma rząd „prawicowy” od „lewicowego”? Dlaczego o najważniejszych
sprawach nie mówi się w ogóle? Czy podział na „prawą” i „lewą” scenę
polityczną trafnie odzwierciedla rzeczywistość?
Przykładowo: Unia Wolności, Platforma Obywatelska i AWS
mienią się ugrupowaniem „centrowym”, a nawet „prawicowym”, a SLD i UP
ugrupowaniem „lewicowym” (!) – zgodnie jednak współpracują na rzecz
rozprzedaży majątku narodowego i globalizacji Polski w ramach Unii
Europejskiej, a w sierpniu 2001 partie te podpisały ,,Pakt na Rzecz
Integracji” (do którego dołączyło PSL). Mówiąc słowami Pana Piecyka
,,Coś tu kurde nie gra”! Dlatego, zdaniem wielu zatroskanych o
przyszłość obywateli, mylący podział na „prawicę” i „lewicę” należy
zastąpić podziałem konkretnym:
,,ZA CZYM?” i „PRZECIW CZEMU?”
Program polityczny musi być czytelny dla każdego,
„punkt po punkcie”, nie może przemilczać lub zamazywać problemów,
„zjednoczenie dla zjednoczenia” to bełkot; „integracja dla integracji” to
nowy totalitaryzm.
2. Solidarni – w czym? Zjednoczeni
– wokół czego?
Wokół likwidacji państw narodowych i rozbicia ich na
„autonomiczne” regiony? Wokół budowy na terenie Polski wielonarodowego,
federalnego kraju Unii Europejskiej, zdominowanego przez Niemcy? Wokół
rozproszenia Polaków po świecie? Wokół zastąpienia własnej biurokracji
biurokracją międzynarodową?
Wokół rezygnacji z suwerenności gospodarczej i
politycznej? Wyprzedaży najbardziej rentownych firm? Wokół utraty
żywnościowego i energetycznego bezpieczeństwa? Mnożenia bezrobocia? Wokół
wypierania Polski z jej wewnętrznych i zagranicznych rynków? Likwidacji
80% gospodarstw na rzecz „obozów koncentracyjnych dla bydła i drobiu”?
Wokół niszczenia rodzimego rolnictwa przez import subsydiowanej żywności i
przekazywania przetwórstwa zagranicznym firmom?
Wokół zastępowania chrześcijaństwa hedonistyczną
konsumpcją? Wokół postmodernistycznego relatywizmu i demoralizacji
młodzieży? Zabijania nienarodzonych? Eutanazji?
Wokół tolerowania anty-polonizmu i fałszowania historii?
Przepraszania za pakt Ribbentrop-Mołotow? Wokół przekazywania mediów
zagranicznym koncernom i ogłupiania mas przez telewizję? Wokół
zredukowania ludności Polski do 16 milionów (Klub Rzymski)? Wokół
wypłacania odszkodowań ,,wypędzonym” Niemcom i wpływowej Diasporze,
za przedwojenne mienie żydowskie (nawet wtedy, kiedy nie ma już
spadkobierców)?
Wokół zbiorowej odpowiedzialności w Jugosławii? (Dopóki
Milosevic nie stanie przed międzynarodowym trybunałem, nie będziecie mieli
mostów, elektrowni, prądu, wody, fabryk, autostrad, rafinerii, ropy, ani
odszkodowań za zniszczenia).
3. Jaka demokracja?
Istotą demokracji nie jest uzyskanie dla postulatu
„mechanicznej” większości głosów. Mniejszość może mieć rację, a
manipulowana przez media (telewizja) lub nieświadoma zagrożeń
większość może się mylić! Ważne jest stworzenie warunków
umożliwiających właściwy wybór samego postulatu; poznanie (i
upowszechnienie) obiektywnej prawdy. Wtedy dopiero podejmowane
decyzje będą adekwatne do sytuacji, postulaty właściwe, a jednoczenie się
ludzi celowe i skuteczne. Warunkiem demokracji jest rzetelna informacja
i nieskrępowana, publiczna dyskusja kompetentnych osób (zwolenników i
przeciwników) z możliwością uczestnictwa wszystkich zainteresowanych.
Jeśli dyskusję zastąpi propaganda, wynik głosowania nie będzie miarodajny.
Wspólnotę budować musimy na prawdzie, według schematu: DIALOG › PRAWDA
› WSPÓLNOTA (Jan Paweł II). Przeciwników należy przekonywać siłą
argumentu. Pamiętać też należy, że nie ma pokoju bez sprawiedliwości
(Jan Paweł II).
Przykład:
Wpływowy polityk proponuje budowę OGRODU ZOOLOGICZNEGO.
Postulat jest nagłaśniany w mediach. Wnioskodawcę często widzimy w
telewizji, co „ponad wszelką wątpliwość” potwierdza jego autorytet; jest
też laureatem nagrody telewizyjnej, co „niezbicie” świadczy o jego
popularności. Popierają go również międzynarodowe organizacje miłośników
zwierząt. Realizacja postulatu wymaga rozwiązania takich problemów
decyzyjnych, jak:
Gdzie OGRÓD ZOOLOGICZNY zlokalizować? Dla jakich
zwierzęta? Za ile? W jakim terminie? Jakie będą zadane ograniczenia? Jaki
będzie harmonogram zadań? Kto będzie odpowiedzialny za jego realizację?
Optymalizacja taka, zwana „płytką”, przynieść może
nieobliczalne szkody. Właściwa optymalizacja, zwana „optymalizacją
głęboką”, ma miejsce tylko wtedy, kiedy wolno kwestionować
zasadność samego postulatu; kiedy wolno zapytać: CZY OGRÓD ZOOLOGICZNY
JEST NAM RZECZYWIŚCIE POTRZEBNY? Może przeznaczyć środki na budowę hali
targowej? Na zakład przetwórstwa? Na budowę hotelu? Zakład przetwórstwa da
pracę wielu ludziom. Kiedy dochody wzrosną, zbudujemy nie tylko ogród
zoologiczny, ale dodatkowo krytą pływalnię (Mazur M., 1971, Od emocji
do decyzji, od nauki do polityki, parafraza z pamięci).
4. Globalizm i Unia Europejska – demokracja czy spisek?
Nieprzemyślana, „prestiżowa” decyzja budowy ogrodu
zoologicznego w Okowach Górnych to „małe piwo” wobec „odgórnej” decyzji o
integracji Polski z Unią Europejską – jedyny i „bezdyskusyjny” cel
polskiego establishmentu po „upadku komunizmu”.
4.1 Decyzji o integracji z UE
nie poprzedziła żadna publiczna debata.
W telewizji publicznej nie odbyła się ani jedna
dyskusja, w której kompetentni przeciwnicy inkorporacji (np. autorzy
książki Unia Europejska jest zgubą dla Polski, 1996), spieraliby
się na argumenty z prominentnymi egzekutorami integracji (np. z Panami:
Geremkiem, Wolskim, Buzkiem, K. Bieleckim, Cz. Bieleckim...). Dyskusji
takiej nie było też w radiu i wielonakładowej prasie.
Sztuczna (narzucona) integracja narodów, przedsięwzięcie
na ogromną skalę, podobnie jak komunizm, jest niedopuszczalnym
eksperymentem społecznym; pod pozorami demokracji, konspiracyjnie,
postawiono społeczeństwo przed faktem dokonanym. Nietrudno
przewidzieć, że kiedy zostanie zakończony (doktrynerski i kosztowny)
proces dostosowawczy, Sejm, ,,ponad podziałami”, podejmie uchwałę, że
referendum nie będzie potrzebne; sprzedano już wszystko, jedynym
więc sposobem ukrycia skutków nowej ideologii będzie przejęcie Polski
przez administrację ,,zjednoczonej Europy” (owacja na stojąco).
Nie tak dawno temu wmawiano ludziom, że robotnicy
nie mają ojczyzny, a środki produkcji muszą być własnością społeczną;
obecnie genetycznie pokrewne elity głoszą, że kapitał nie ma
ojczyzny, a środki produkcji muszą być sprywatyzowane. To, kto będzie
ich właścicielem, w „społeczeństwie otwartym” nie ma najmniejszego
znaczenia. – Polskich interesów najskuteczniej bronić będą
zagraniczni właściciele! (Tylko oni mają kapitał, a decyduje ten, kto ma
najwięcej udziałów).
4.2 Europa ojczyzn, czy super
państwo europejskie?
Głęboka optymalizacja wymaga
postawienia zasadniczego pytania: Dlaczego to „europejskie elity” z
determinacją wybrały drogę do federalnego, choć maskowanego etapami,
super-państwa, Stanów Zjednoczonych Europy (twór sztuczny), zamiast
koncepcji „Europy ojczyzn”, opartej na naturalnej współpracy
suwerennych państw (twór bardziej akceptowany
społecznie)?
Jak zdefiniować ,,Europę Ojczyzn”? Najłatwiej, wymieniając
te irytujące obszary negocjacyjne, których w Europie ojczyzn nie byłoby
w ogóle:
- W „Europie ojczyzn” nie istniałby
problem negocjacji okresów przejściowych (z wyjątkiem uzgodnionych w
traktatach ograniczeń emisji szkodliwych substancji i ochrony środowiska);
- Praca za granicą regulowana byłaby
na podstawie dwustronnych lub wielostronnych umów. Jeżeli np. Niemcom
brakowałoby pracowników we wschodnich landach, po sąsiedzku zawarliby z
Polską odpowiednie porozumienie. Okresy przejściowe i biurokratyczna
machina Unii Europejskiej nie jest tu wcale potrzebna;
- O sprzedaży ziemi decydowałoby
wyłącznie ustawodawstwo krajowe; nie sprzedawano by jej cudzoziemcom, tak
jak nie sprzedaje się Wawelu, rzymskiego Koloseum lub parków narodowych,
co nie wyklucza uzasadnionych wyjątków (małżeństwa mieszane, wyjątkowo
potrzebne inwestycje);
- „Europa ojczyzn” nie ograniczałaby
regionalnych koalicji, np. sąsiadujących ze sobą krajów słowiańskich,
jeśli tylko akceptowałyby one uzgodnione standardy cywilizacyjne (Europa
sięgać powinna po Ural);
- Ustawowym obowiązkiem mediów
byłoby wszechstronne i krytyczne naświetlanie problemów i wydarzeń,
bez przemilczeń i cenzury ,,politycznej poprawności”;
- Każde demokratyczne państwo
starałoby się rozwiązywać swoje problemy we własnym zakresie, uaktywniając
w pierwszej kolejności własne zasoby i możliwości;
- O przepływie osób, kapitałów i idei,
o polityce celnej decydowałyby suwerennie parlamenty krajowe na normalnych
zasadach, zależnie od konkretnych potrzeb i wzajemnych korzyści (Nie
wpuszczano by kapitału spekulacyjnego, niepożądane byłyby osoby budujące
„piątą kolumnę”, lub należące do mafii. Pewne idee mogą być szkodliwe, a
nawet zbrodnicze, po co więc je upowszechniać?).
Bałkany, Północna Irlandia i Palestyna pokazują
dobitnie żałosne skutki „zmieszania” narodów.
Mozaika suwerennych państw, z szeroką możliwością turystyki i studiów
zagranicą, jest lepszym rozwiązaniem. (Dobrym przykładem jest tu
Norwegia; nie jest członkiem Unii Europejskiej, ale ambicją każdego
zamożniejszego Norwega jest kształcenie swoich dzieci na angielskich
uniwersytetach).
- Status mniejszości narodowych
bazowałby na „prawach człowieka”, a szczegółowo na zasadzie wzajemności:
np. takie same warunki dla Niemców w Polsce, jak dla Polaków w Niemczech,
Litwinów w Polsce, jak dla Polaków na Litwie.
W „Europie Ojczyzn” suwerenne państwa współpracowałyby na
wielu polach, np.:
- System bezpieczeństwa i współpracy w
kontekście historycznych doświadczeń („Sojusz” musiałby być
reformowalny, a ludzie odpowiedzialni za zbrodnicze bombardowania Serbii
musieliby odejść i ponieść konsekwencje swoich decyzji);
- Normy ochrony środowiska, ochrony
zdrowia, higieny, zapobiegania epidemiom itp.;
- Realizację inwestycji
komunikacyjnych (np. linie kolejowe do przewozu samochodów ciężarowych),
infostrady i podobne inwestycje przekraczające możliwości finansowe
poszczególnych krajów członkowskich;
- Zasady ubezpieczeń, transferów
bankowych, przepisy bezwizowego ruchu turystycznego, współpracy naukowej,
standaryzacji produktów techniki itp.;
- Zwalczanie przestępczości i
patologii społecznych;
- Pomoc gospodarcza (rodzaj planu
Marshalla) dla krajów postkomunistycznych, umorzenie lub redukcją ich
zadłużenia, zamiana zadłużenia na finansowanie ochrony środowiska lub
modernizację infrastruktury gospodarczej, wypłatę odszkodowań ofiarom
wojny i ich spadkobiercom (ludobójstwo nie może ulec przedawnieniu);
- Pomoc materialna w usuwaniu skutków
klęsk żywiołowych itp.
Taka Europa, budowana na dialogu i prawdzie (nie na
propagandzie i nowej ideologii globalizmu), byłaby do przyjęcia.
4.3 Jaki globalizm?
„Autorytety” (np. Pan Wałęsa, Pan Olechowski) wyrażają
opinię, że od globalizmu nie ma odwrotu. Ocalić nas może tylko
przyłączenie się do światowych struktur globalnych. Pojawił się ,Internet,
musi więc powstać światowy system federalny! Nie udał się komunizm, nie
udała się „tysiącletnia rzesza”, ale „sprawdziły się” Stany Zjednoczone!
Obecnie kolej na „Stany Zjednoczone Europy”, etap na drodze do Stanów
Zjednoczonych Świata.
Celowo miesza się tu dwa pojęcia: (a) Globalne
wykorzystanie nowych zdobyczy techniki (high-tech), zwłaszcza
elektroniki, (b) legitymizować ma klub ,,oświeconych” do narzucenia
narodom globalnego rządu, europejskiego czy światowego. Wniosek
nieuprawniony! Globalne zastosowania wysokiej techniki są jak
najbardziej wskazane, jednak globalizm polityczny i dehumanizująca
monokultura to niebezpieczna utopia, nowy totalitaryzm!
Historia USA jest odmienna od naszej i trwa zaledwie 200
lat; ludność miejscowa uległa „czystkom etnicznym” i zepchnięto ją do
rezerwatów; czarni Amerykanie to potomkowie afrykańskich niewolników.
Językiem urzędowym ludności napływowej był od początku język angielski. W
sensie politycznym obecne Stany Zjednoczone są raczej filią Państwa
Izrael, z którym łączą je „special relations” (specjalne stosunki). Jednak
nawet w Stanach dają o sobie znać napięcia na styku interesów stanowych z
administracją federalną (oficjalnie przemilczane), cóż dopiero w Europie,
gdzie państwa narodowe mają tysiącletnie tradycje, własną kulturę, odrębne
języki i nie zagojone jeszcze rany.
,,Globalistom” należy odpowiedzieć: Korzystam z Internetu,
posługuję się komputerem, faksem i telefonem, ale we własnym domu i
własnym kraju.
Z faktu, że ze swojego telefonu mogę rozmawiać ze
znajomymi w Oregonie, Monachium, lub Moskwie, że obowiązują mnie
międzynarodowe standardy higieny i ochrony środowiska lub podpisane
konwencje, nie powinno wynikać, że (na skutek nakazu globalizacji) żebrać
mam o pracę w międzynarodowych koncernach, zwolnionych od podatku i
transferujących zyski dla zagranicznych udziałowców lub że powinienem
zunifikować swój światopogląd tak, aby „na czarne mówić białe”, lub by
rządy w moim kraju sprawować miała dziedzicznie „Międzynarodowa Unia
Wolności”, z monopolem wyrażania jedynie słusznych poglądów w
„polskojęzycznych” mediach.
Globalizm w sensie powszechności środków łączności i
dostępu do informacji, turystyki, wymiany naukowej, współpracy w
ochronie środowiska, budowy infrastruktury komunikacyjnej, wzajemnie
korzystnych umów handlowych i kooperacyjnych, wymiany ofert pracy – TAK.
Globalizm poprzez likwidację państw narodowych i
podporządkowanie się ponadnarodowej biurokracji? Poprzez wykup
rodzimej ziemi, wyprzedaż majątku narodowego, neo-kolonizację słabszych,
lichwiarskie zadłużenie, członkostwo bez możliwości wystąpienia? Poprzez
dominację spekulacyjnych kapitałów, bez możliwości gromadzenia własnych
środków finansowych, blokowanie samorozwoju i drobnej wytwórczości?
Globalizm jako swobodny przepływ demoralizacji i patologii w imię
fałszywie rozumianej wolności? – NIE!
NIE – dla forsowanej przez
„elity” Europy federalnej, TAK – dla naturalnej współpracy
suwerennych państw, TAK dla „Europy Ojczyzn”.
Trzeba tu wyraźnie powiedzieć: Nie chodzi o to, by „nie
wchodzić do Unii na kolanach” (Unia tak, ale twarde negocjacje); słusznie
zauważył ktoś, że brzmi to jak „Socjalizm tak, ale wypaczenia nie”. Chodzi
o to, by nie wchodzić do niej w ogóle. Po prostu, obecna Unia
Europejska nie jest „Europą Ojczyzn”, ale sprytną próbą rozbicia
państw narodowych i podporządkowania ich społeczeństw pasożytniczej klasie
,,eurokratów” i kolonialnym interesom ponadnarodowych elit, łącznie z
planem administracyjnego, a nawet karnego wymuszania poprawności
politycznej i policyjnej inwigilacji niepoprawnych politycznie jednostek
lub organizacji.
,,Prawa człowieka” nie zastąpią suwerenności,
interesy Polaków skutecznie chronić może tylko ich
własne suwerenne państwo. Prawdę tę zrozumieć musi zarówno
elektorat SLD, jak i AWS, aktywiści UW i im pokrewni, uplasowani w innych
partiach i organizacjach, znają tę prawdę doskonale, dlatego zawzięcie ją
zwalczają, kusząc ,,mediotów” (media + idiota) rajem globalizmu.
U podstaw integracji międzynarodowej stać powinny
wspólne wartości (mieszanie cywilizacji jest niebezpieczne), wyrównany
poziom gospodarczy i obopólne korzyści, nie tylko materialne.
Integrować mogą się jednostki, przejmując skalę wartości swojej nowej
wspólnoty; jest to proces trwający całe pokolenia. Szybka integracja
społeczeństw nie jest możliwa. Dlaczego np. społeczność katolicka
północnej Irlandii przez całe stulecia nie może zintegrować się ze
społecznością protestancką lub odwrotnie?
Integracja nie powinna być produktem wewnętrznej lub
zewnętrznej manipulacji, prowadzonej w interesie ponadnarodowych elit lub
silniejszych gospodarczo partnerów.
Być może, Polsce udałaby się integracja ze Słowacją.
Integracja z Niemcami to nieuchronna kolonizacja. Oczywiście, z Niemcami
można handlować na normalnych zasadach; można uczyć się od nich
gospodarki, można w Niemczech studiować, mieszkać i pracować, nawiązywać
indywidualne kontakty i przyjaźnie, nigdy jednak integrować się
globalnie, na co bylibyśmy skazani w ramach ustroju federalnej Europy.
Po prostu „Drang nach Osten” (łącznie z odzyskaniem własności na byłych
terenach wschodnich) jest niezmiennym elementem niemieckiej polityki, a
,,nasze” (Moje nie!) ubieganie się o członkostwo w Unii Europejskiej (przy
ogromnej przewadze gospodarczej Niemiec) wychodzi tej polityce
naprzeciw.
Od rozwiązywania spraw globalnych (ocieplanie się klimatu,
zbiorowe bezpieczeństwo, elektroniczny przepływ informacji itp.) są,
istniejące już, organizacje międzynarodowe i ich agendy (ONZ, NATO, UNESCO
itp.). Suwerenne państwa członkowskie mogą je modyfikować i
doskonalić ich działanie. Stworzenie Stanów Zjednoczonych Europy
otwiera drogę globalnej dyktaturze; byłoby kolejnym „podejściem”
(rewolucja francuska, bolszewizm, nazizm, globalizm) tych samych
genetycznie elit do narzucenia narodom swojej kontroli – jeszcze jedną
utopijną ideologią uszczęśliwiania ludzi na siłę. Zaplanowana
likwidacja państw narodowych jest niedopuszczalnym eksperymentem i grozić
może permanentną wojną domową.
5. Argumenty przeciw
„Europa jednoczy się, nie wolno nam zostać w tyle!” Ten
bezmyślnie powtarzany slogan wymaga komentarza: Nie tyle jednoczy się,
co jest aktywnie jednoczona przez określoną, bardzo wpływową klasę
polityczną, z zamiarem rozbicia państw narodowych i poddania ich
mieszkańców swojej kontroli. Wymieńmy niektóre argumenty, wysuwane
przez polski „ciemnogród” przeciw włączeniu Polski do Unii Europejskiej:
5.1 Uzasadniony brak
zaufania do politycznej kasty ,,europejczyków”,
usilnie zabiegających o integrację z Unią Europejską. Poczynaniom ich
towarzyszy nachalna propaganda medialna (,,liberalna demokracja” jedynie
słusznych poglądów). Dla przykładu: Kiedy Pan Tadeusz Mazowiecki startował
w wyborach, jego kolorowy portret ,,SIŁA SPOKOJU”, afisz imponującej
wielkości, okleił całą Polskę, każde możliwe miejsce w mieście i na wsi.
Jako wyborca pomyślałem sobie, nie wiem, czy słusznie: ,,Oklejenie Polski”
musiało słono kosztować; kto dał pieniądze? Komuś (z zewnątrz?) musiało
bardzo zależeć! Oczywiście, Pan Mazowiecki jest dla mnie nadal
sympatycznym człowiekiem; chętnie kupowałbym u niego warzywa (jeśli
prowadziłby ,,zieleniak”), jednak po ,,obklejeniu” nie akceptowałbym jego
wyboru na jakiekolwiek stanowisko samorządowe, tym bardziej rządowe.
Z tych samych względów nie głosowałbym na pana profesora
Geremka, choć oczywiście jest to czarujący człowiek i cenię jego dorobek
naukowy, działalność polityczną na UW, jak i wykłady na Sorbonie. Pani
Albright (była sekretarz stanu USA) nazwała go ,,naszym skarbem
narodowym”. Ta rekomendacja mówi sama za siebie. Pani Albright ma
wybitne zasługi w bombardowaniu Serbii (o ile pamiętam, setki nalotów
dziennie), ale, jak dotąd, nikt nie przetransportował jej do Hagi. Dlatego
w wyborach parlamentarnych poszukam własnych „skarbów narodowych” (może
znajdzie się ktoś o takich zaletach charakteru jak Wojciech Korfanty).
„Europejczycy” – choć najmniej liczebni, mają
nieproporcjonalne wpływy, co udowadnia, że w polityce (dbając medialnie o
niską świadomość obywateli) nie tyle liczy się ilość, co wysoka jakość
nieformalnych związków. Przedstawiciele tej grupy monopolizują zazwyczaj
sejmową komisję spraw zagranicznych i Ministerstwo Spraw Zagranicznych
(Wchodzi Pan Skubiszewski - wchodzi Pan Olechowski, wychodzi Pan
Olechowski - wchodzi Pan Geremek, wychodzi Pan Geremek - wchodzi Pan
Bartoszewski, jedzie do Szwecji przyszły premier (?) z ramienia SLD, ale w
telewizyjnym tle ma już Profesora Iwińskiego). A przecież nie wolno
pozostawić własnemu losowi resortu skarbu i finansów, stanowiska
szefa rządu i urzędu „prezydenta wszystkich Polaków”. Ktoś musi
reprezentować polskie interesy w Davos i Brukseli!
Instynkt samozachowawczy zmusza Europejczyków do
obejmowania coraz to wyższych stanowisk, choć z pewnością sytuacja jest
stresująca: ,,Zdążymy wprowadzić Polskę do Unii, zanim udręczone
społeczeństwo zorganizuje się i zrezygnuje z naszych usług?” Dlatego
jednorodna grupa prominentnych postaci dwoi się i troi. W „Trójce” w
niedzielę, wyłącznie między sobą, pozorują polityczne kontrowersje przy
„Śniadaniu u Fukiera”, a czas najlepszej oglądalności w ,,polskojęzycznych
mediach” przeznaczają na pacyfikowanie mas programami typu ,,Śmiechu
warte”, ,,Randka w ciemno”, ,,Big Brother” lub ,,Moda na sukces”. Oni to
pierwsi entuzjastycznie przyklasnęli bombardowaniu Serbii! Gospodarczo
walczą z bezrobociem w Unii Europejskiej, importując dotowaną żywność,
zawzięcie natomiast zwalczają rodzimą przedsiębiorczość, tłumacząc
„profesjonalnie” ustami Pani Minister, że polskie organizacje gospodarcze
nie mają w ogóle racji bytu, po prostu są anachronizmem. Nawet gdyby
powstały, (niepolskie już) banki nie udzielą im kredytu (aż dziw bierze,
że Cegielski zdołał zbudować swój zakład pod pruskim zaborem).
Grupa ta otrzymuje czasem wsparcie modlitewne ze strony
Kościoła: ,,Módlmy się za rządzących, aby dostrzegali trudne położenie
ludzi pracy i bezrobotnych”. (Osobiście, na pierwszym miejscu postawiłbym
modlitwę o „światłość elektoratu”, popartą dystrybucją
broszury ABC polityki i samoobrony).
Kredo: szybka integracja z Unią Europejską, szybkie
zbudowanie Europy federalnej z nową „świadomością europejską” (niezależną
od Dekalogu), preferencje dla mniejszości narodowych (zwłaszcza własnej),
zamiana społeczeństw narodowych na społeczności wielo-etniczne (zmieszanie
ludności), wolność wyznawania jedynie słusznych poglądów, globalizacja
gospodarki poprzez preferencyjną wyprzedaż środków produkcji, usług i
banków. (Wtedy Polak już ,,nie podskoczy”!) Liberalizacja obyczajowa,
nagłaśnianie przemocy w rodzinie (zamiast jej przyczyn), otwartość na
aborcję i eutanazję, na prawa mniejszości homoseksualnych (do naboru w
szkołach włącznie), niechęć do polityki prorodzinnej. Propagowanie
„społeczeństwa otwartego” (nie precyzując, na co), prymat tolerancji nad
prawdą i etyką oraz wiara w nieograniczony postęp ludzkości (udowodniony
już przez kolonializm, rewolucję francuską, rewolucję bolszewicką, wojny
światowe, obozy koncentracyjne, sowieckie gułagi, rabunkową gospodarkę,
„profilaktyczne” bombardowania Serbii, „parady miłości”, narkomanię, stały
wzrost korupcji i przestępczości, przemysł pornograficzny, oddzielenie
seksu od wyższych uczuć itp.)
5.2
Ogromna różnica w potencjale gospodarczym pomiędzy Polską a krajami
zachodnimi (zwłaszcza Niemcami) sprawi, że po podporządkowaniu się
ustawodawstwu Unii, jak słusznie zauważa prof. Piotr Jaroszyński, „Nie
my wejdziemy do Unii, ale Unia wejdzie do nas”. Zadziała po prostu
prawo naczyń połączonych (puste napełni się z pełnego), a (zgodnie z
kapitalistycznymi regułami gry) rządzić będą ci, którzy ,,puste” napełnią.
5.3 W
żadnym kraju Unii (z wyjątkiem byłej NRD) nigdy nie było ustroju
socjalistycznego. Oznacza to, że ziemia, przemysł, handel i usługi są
od wieków w rękach prywatnych, dlatego wszelkie zmiany w stanie posiadania
wynikające ze swobody przepływu kapitału i nabywania nieruchomości mają
tam marginalne znaczenie. W Polsce natomiast najpierw znacjonalizowano
cały przemysł, również drobny (nawet prywatne piekarnie), zmonopolizowano
usługi, zniszczono prywatne rzemiosło, pozbawiono ziemi polskie
ziemiaństwo, dyskryminowano bogatszych chłopów, stworzono duży sektor
państwowy w rolnictwie – po to, aby obecnie majątek ten (jako
bezpański) wyprzedawać zagranicznym inwestorom po zaniżonych cenach (w
pierwszej kolejności to, co najbardziej rentowne).
Zabawne, że procesem tym sterują dawni animatorzy
marksizmu, którzy z internacjonalistów „przekształcili się” natychmiast w
kosmopolitycznych liberałów. Okazało się, jak zauważył pewien bezrobotny
włókniarz (opłakując upadek polskiego przemysłu lekkiego), że socjalizm
budowano po to, aby znacjonalizowany majątek dostał się bez przeszkód w
ręce kapitalistów, których, przez dziesiątki lat, programowo zwalczano.
Pomysł wprost genialny!
W rezultacie dochód z eksportu zasila obce konta,
powiększa się przewaga importu nad eksportem, narasta deficyt budżetowy.
Za pieniądze uzyskane z wyprzedaży finansuje się reformy dostosowawcze do
Unii; Do niebotycznych rozmiarów narasta lichwiarskie zadłużenie, Polska
pozbawiona rodzimych właścicieli i własnej klasy średniej przekształca się
w kolonię dostarczającą zagranicznym koncernom taniej siły roboczej, a
zagraniczni inwestorzy zwalniani są z podatku.
Na placu boju pozostają jeszcze chłopi, ale przy imporcie
subsydiowanej żywności, przechodzeniu przetwórstwa w obce ręce i
odpowiednim opodatkowaniu „padną” i oni; z braku środków do życia zaczną
sprzedawać ziemię finansowym potentatom. Z czasem stracimy nie tylko
resztki suwerenności, ale również własne terytorium.
Wąskiej grupie menażerów i organizatorom „nowego ładu”
będzie powodzić się dobrze (obejmą wszystkie lukratywne stanowiska);
najzdolniejsze jednostki rozprysną się po świecie, co jednak z resztą?
Pytanie naiwne; organizatorom nowego ładu właśnie o to chodzi. Polska może
się wyżywić, eksportować żywność i statki, zarabiać na tranzycie, ma
strategiczne położenie, umiarkowany klimat. Po „upadku komunizmu” takiego
kąska nie wolno zostawić do zagospodarowania „prymitywnym tubylcom”;
trzeba ich „zglobalizować” i włączyć do Unii, zanim zmądrzeją i zdążą się
zorganizować. Równocześnie, z pomocą mediów, przekształcić bierne masy w „mediotów”,
tak, aby niszczyły swój kraj własnymi rękami i „gryzły ręce zdejmujące im
kajdany”.
5.4
Politycznie poprawna propaganda daje nam za przykład Hiszpanię
(katolicki kraj o podobnym obszarze), która „rozkwitła” dopiero w ramach
Unii Europejskiej. Geopolityczna sytuacja Polski jest jednak diametralnie
różna: Hiszpania sąsiaduje z Francją i Portugalią (kraje kulturowo
podobne). Między Francją a Hiszpanią (naturalnie oddzielonymi przez
Pireneje) nie ma problemu „kresów”, problemu „utraconych” lub
„odzyskanych” po wojnie terytoriów i długiego rachunku krzywd wynikłych z
niemieckiego „Drang nach Osten” i okupacji hitlerowskiej. Skąd jednak
(pomimo członkostwa w Unii) uparte dążenia Basków do niepodległości?
5.5
Niemcy, choć spowodowały drugą wojnę światową, są znowu potęgą gospodarczą
i wykorzystują pomysł „Unii Europejskiej” do swoich celów, a prezydent
Clinton zachęcał ich do odgrywania bardziej znaczącej roli w Europie
wschodniej. „Poszerzenie” (Unii o Polskę) –
podkreślił niemiecki minister spraw zagranicznych J. Fischer (12.05.2000)
– „leży w najwyższym interesie narodowym Niemiec”, co w identycznym
brzmieniu powtórzył Kanclerz Gerhard Schröder (TV 2, 13.08.2001).
Charakterystyczne, że w trakcie trwania „proalbańskiej”
interwencji Sojuszu „wypędzeni Niemcy” natychmiast upomnieli się o prawo
do ojczystej ziemi. Kanclerz Schröder uspokajał ich słowami (zjazd
ziomkostw, 3.09.2000):
,,Pomorze, Prusy Wschodnie, Śląsk, Sudety, Królewiec,
Szczecin, Gdańsk i Wrocław są częścią naszego dziedzictwa narodowego i
kulturowego, ale te tereny w świetle prawa międzynarodowego nie należą do
naszego państwa, a NRF nie wysuwa żadnych roszczeń terytorialnych w
stosunku do Polski, Czech i Rosji. Jednakże Polska, Czechy i Węgry są już
dzisiaj członkami Sojuszu; niedługo te kraje, w połączeniu z Unią, otworzą
naszym wnukom i dzieciom możliwość powrotu na te ziemie, w ramach
swobodnego osiedlania się tam, skąd pochodzą ich rodzice i dziadkowie i
będą one mogły, już bez przeszkód, angażować się w życie polityczne,
społeczne i gospodarcze.[...] Nie drażnijcie ofiary, która sama pcha
się w nasze ręce. Zawierzcie mojej metodzie, ja wam dostarczę
wschodnie landy tak, że dzisiejsi administratorzy, czyli Polacy, będą nam
jeszcze wdzięczni, że zostali Europejczykami!”
Oczywiście Polacy, których nie dotknął holokaust ani
wypędzenia, nie powinni się o nic upominać, powinni natomiast przepraszać
za popełnione na nich rzezie i grabieże i jako pełnoprawni członkowie
„Sojuszu” i kandydaci do Unii Europejskiej, ku wielkiej uciesze strony
niemieckiej, płacić powinni za skutki paktu Ribbentrop-Mołotow
(międzynarodowa akcja „Jedwabne” jest tu dobrą ilustracją; w świetle
„polskich zbrodni” trudno będzie odmówić odszkodowań i „repatriacji”).
5.6
„Sojusz” natomiast zmienił się niespodziewanie z obronnego w
zbrojne ramię globalizacji i pilnowania interesów „mniejszości etnicznych”
(„Time”, 12.04.1999). Interesy mniejszości najlepiej zabezpieczy
własna nadreprezentacja w rządach i mediach; wtedy można będzie nadawać
sprawom właściwy bieg, a masom dostarczać „igrzysk” zamiast refleksji
(„sieczka telewizyjna”).
5.7
Rząd polski nie zaczyna negocjacji z Unią od żądania usunięcia z
niemieckiej konstytucji klauzuli o granicach z 1937 r. (art. 115),
toleruje szkolne mapy z granicami Niemiec sprzed drugiej wojny światowej,
nie rozesłał do wszystkich członków Unii „białej księgi” dokumentującej
wysiedlenia Polaków, wymordowanie polskiej inteligencji i potwornych
zbrodni dokonanych na polskim społeczeństwie. Nie prowadzi kampanii na
rzecz odszkodowań cywilno-prawnych dla ofiar wojny i ich spadkobierców.
Nie informuje społeczności międzynarodowej o bierności wpływowych kół
żydowskich w USA (informowanych przez polski rząd emigracyjny) wobec
zagłady polskich Żydów, o polskim ocaleniu Europy przed nawałą bolszewicką
w 1920 r., o polskim wkładzie w zwycięstwo koalicji w drugiej wojnie
światowej, jak i o cynicznym oddaniu Polski Stalinowi (przez zachodnich
aliantów) po zwycięskiej wojnie. Nie stara się umacniać polskiej
własności, tak by nie była łatwym łupem w świetle unijnego prawa, a
czołowe postacie polskiego establishmentu odbierają niemieckie nagrody
(np. w sierpniu 2001 r. Panowie Balcerowicz, Mazowiecki i Michnik, po 50
000 DM ,,za udaną transformację”; w czerwcu br. Min. Bartoszewski, nagroda
,,Niemieckiej Fundacji Narodowej”, a 3 września br. w Berlinie Wielki
Krzyż Zasługi z rąk Prezydenta Niemiec na dorocznej konferencji
ambasadorów).
5.8
Ubieganie się o członkostwo w Unii Europejskiej i antynarodowa polityka
elit jest główną przyczyną bezrobocia i gospodarczej słabości Polski.
Biuro Prognoz i Ekspertyz (raport 159) wskazuje, że w ciągu ostatnich
trzech lat Polska straciła 1,5 miliona miejsc pracy na korzyść Unii
Europejskiej z powodu ujemnego bilansu w wymianie handlowej, a na
finansowanie procesów dostosowawczych i propagandy unijnej przeznacza się
(głównie z budżetu) 49 miliardów PLN, i kwoty tej nie wolno naruszyć
(Poseł W. Tomczak).
Dla polskiego („lewicowego” czy „prawicowego”) rządu nie
ma najmniejszego znaczenia, w czyich rękach i w jakiej proporcji
znajdować się będą środki produkcji, banki, a w perspektywie i ziemia,
która stać się ma „towarem”, jak każdy inny towar.
Gdzie podziała się spółdzielczość i akcjonariat
pracowniczy, dobrze prosperujące w kapitalistycznych krajach
zachodnich? Czy trzeba było zniszczyć (celowo doprowadzić do bankructwa)
nawet dobrze prosperujące przedsiębiorstwa? Dawać preferencje zewnętrznym
inwestorom, którzy do produkcji przywożą własne materiały i najdrobniejszą
nawet galanterię, a korzystają jedynie z taniej siły roboczej, której nie
mieliby u siebie. A wykupywanie zakładów tylko po to, aby zniszczyć
polską konkurencję i opanować rynek, wywieźć maszyny, stać się
właścicielem cennych terenów albo po kilku miesiącach odsprzedać zakład
innemu zagranicznemu nabywcy z dużym zyskiem! Gdzie rozliczenia afer
gospodarczych typu FOZ i innych? Tymczasem dyskusje nad bezrobociem i
załamaniem się budżetu dotyczą jedynie skutków, skwapliwie pomija się
przyczyny; tylko leczenie przyczynowe jest skuteczne!
5.9 Politycy w „koalicjach” nie
traktują Polski jako dziedzictwa pokoleń, nie
przewidują alternatywnych koncepcji ekonomiczno-społecznych, nie patrzą
perspektywicznie i traktują „globalizm” jak „związek nasz bratni – bis”.
Nie dostrzegają groźnych dla Polaków scenariuszy historycznych; nie
dostrzegają, czy też działają świadomie?
Ciekawe, że mając usta pełne demokracji i tolerancji
obecna klasa polityczna panicznie boi się pluralizmu: np., w jednej
z dyskusji telewizyjnych z udziałem „lewicowych” i „prawicowych”
prominentów usłyszałem, że „coś takiego jak Radio Maryja” w Unii
Europejskiej nie jest w ogóle do pomyślenia. (Wniosek: należy je
bezzwłocznie zamknąć, gdyż będzie nas kompromitować.) Tymczasem okazało
się, że pomimo drażniących niektórych słuchaczy akcentów dewocyjnych Radio
to dało milionom słuchaczy taką gamę aktualnych, pożytecznych i
przemilczanych przez inne media tematów i dyskusji, że datki na jego
utrzymanie zaczęli wpłacać nawet niewierzący, autentycznie zatroskani o
przyszłość Polski.
5.10
Obecna „Unia Europejska” jest neopogańską wspólnotą ekonomiczną (z
tendencją do postmodernistycznej destrukcji), która (jak określił to
obecny Prezydent Niemiec z okazji 1000-lecia Zjazdu Gnieźnieńskiego) ,,nie
potrzebuje już kościelnego parasola”. Likwidacja państw narodowych i
atomizacja społeczeństw pogłębi tylko ten proces. „Wlanie kubka czystej
wody do pomyj zmarnuje tylko czystą wodę” – parafrazuję z pamięci
wypowiedz prof. Jaroszyńskiego. Niedołężny lub stary pacjent bać się
będzie pobytu w szpitalu, strach będzie zostawić dziecko pod opieką
„postępowych” opiekunów. Statek chronią przed zatonięciem szczelne
grodzie. Nie znaczy to, by państwa nie współpracowały ze sobą
globalnie na wszystkich możliwych polach, nigdy jednak na zasadzie
,,swobodnego przepływu”. Lepiej na zasadzie ,,roztropnego przesiewu” i nie
w (odgórnie narzuconym) superpaństwie federalnej dyktatury.
5.11 Podporządkowanie się
„globalnej biurokracji”, rezydującej poza zasięgiem własnego terytorium
lub kolonizującej nas od wewnątrz, jest surrealistycznym nonsensem.
Łatwiej jest rozwiązywać kryzysy, zmieniać rządy i walczyć
ze złem we własnym kraju niż w biurokratycznej, wielonarodowej i
wielojęzycznej Wieży Babel. Wiadomo, kto ją zdominuje, a dziedziczna kasta
menadżerów i kosmopolitycznych biurokratów utrwali tylko swoją władzę.
Płacić do Brukseli składki po to tylko, aby mozolnie ubiegać się potem o
dotacje, mniejsze od włożonych wkładów? Opłacać federalną, pasożytniczą,
często skorumpowaną, biurokrację?
5.12
Przeciwnicy i entuzjaści Unii Europejskiej nie są w trwałej równowadze.
W krajach Unii narasta stopniowo konflikt interesów między
„europejskim” establishmentem a społecznością zdolną do krytycznych
refleksji. W każdym kraju istnieje odpowiednik naszej Unii Wolności:
nadreprezentacja monopolizująca większość stanowisk, bez szerszego
poparcia społecznego. Liczebność przeciwników Unii w krajach członkowskich
stale wzrasta i nie ma gwarancji, że „unici” zdołają trwale narzucić swoją
dominację. Pomimo że ustawodawstwo Unii nie przewiduje wystąpienia ze
wspólnoty (konstytucja Związku Radzieckiego była tu, teoretycznie,
bardziej postępowa), na skutek napięć wewnętrznych Unia może się rozpaść,
jednak to, co już „wykupiono”, będzie dla Polski (osłabionej przez proces
dostosowawczy) bezpowrotnie stracone.
PODSUMOWANIE
Przyczyną narodowej zapaści (bezrobocia,
zadłużenia, wyprzedaży majątku narodowego, ogłupiania społeczeństwa przez
telewizję, regresu oświaty, kultury i nauki, kryzysu finansowego,
demontażu i rozbicia regionalnego państwa) po załamaniu się „realnego
socjalizmu” jest bezkrytyczny kierunek na integrację z Unią Europejską –
spiskowa polityka „prounijnych elit”, uprawiana z pomocą „polskojęzycznych
mediów”. Sprytnie wykorzystano bierność postsocjalistycznego społeczeństwa
– jego ubóstwo, naiwność i słabą świadomość polityczną. Prounijni
politycy, zamiast budować polską gospodarkę, jak próbowano to robić
w dwudziestoleciu międzywojennym, podporządkowali Polskę interesom Unii
(zwłaszcza Niemiec). Formalnie „odzyskaliśmy wolność” – po to, aby ją
szybko, i być może na długo, utracić. Czy jesteśmy jeszcze podmiotem we
własnym kraju?
W dzisiejszym świecie wszystkie reklamowane pożytki z Unii
(gospodarka rynkowa i handel międzynarodowy, turystyka międzynarodowa,
praca lub studia zagranicą, standardy ochrony środowiska itp.) z
większym pożytkiem i bez utraty suwerenności uzyskać można bez
kłopotliwego członkostwa w federalnym molochu. Spytajcie Szwajcarów
lub Norwegów. Ich opinię podzielą już niedługo Szwedzi, Austriacy,
Anglicy, Duńczycy, Irlandczycy, a z czasem wszyscy inni (oprócz elit z „nadreprezentacji”
oczywiście – czują się bezpiecznie tylko wtedy, kiedy podporządkują
wszystkich innych swojej wyrafinowanej kontroli).
Trudno oczekiwać od kosmopolitycznych elit, by dbały o
polskie interesy lub zmieniły swój światopogląd, dlatego krytyczne uwagi
pod ich adresem kieruję nie tyle do nich, ile do promowanego przez nie
społeczeństwa „konsumentów” i „telewidzów”. Jego bierność, brak
patriotyzmu, bezmyślność i głupota dały przyzwolenie na wszystko, co stało
się dotychczas; każdy naród ma taki rząd i taką administrację, na jaką
zasługuje. Polak-telewidz „i przed szkodą i po szkodzie głupi”. Dlatego
celem każdej niepodległościowej opcji politycznej musi być cierpliwa praca
z ludźmi i dla ludzi jako antidotum na manipulacje potężnych
„oświeconych”.
Jeśli większość Polaków pragnie integracji, nie można
nikomu stawać na drodze do szczęścia. Nie wolno jednak nie dopuszczać do
mediów kompetentnych przeciwników integracji i prowadzić kampanii
propagandowych zamiast informacyjnych. Trzeba społeczeństwu wyjaśnić,
dlaczego to budowa „kołchozu” z wyznaczaniem poszczególnym krajom limitów
i kwot produkcyjnych byłaby lepszym rozwiązaniem od normalnej współpracy
międzynarodowej, bez biurokratycznego przymusu
budowania systemu federalnego, bez utraty suwerenności gospodarczej i
kolonizacji słabszych partnerów, z zachowaniem własnej waluty i zdolności
do samorozwoju, w oparciu o zbiorowy pakt bezpieczeństwa. Bez możliwości
wyboru między „Europą Ojczyzn” a utopijnym „superpaństwem europejskim”
referendum nie może być ważne. Dotychczasowa nachalna propaganda unijna
świadczy jednak niezbicie, że mamy do czynienia z obłudną kampanią
kłamstw; jedność Europy trzeba budować na dialogu i prawdzie. Hucpa
medialna temu nie służy.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|