|
Polityka i Strategia

NPW
3-4, 2003
Wprowadzenie
Quincunx, czyli pięciokształt życia, to według Feliksa
Konecznego zbiór pięciu kategorii bytu ludzkiego: prawdy i dobra w
sferze duchowej, zdrowia i dobrobytu w sferze doczesnej, złączonych
pięknem, rozpiętym miedzy niebem i ziemią. Nie ma ani jednej
cywilizacji, która – choć w różnej skali – nie odnosiłaby się do każdej
z tych kategorii. Cywilizacje personalistyczne, a zwłaszcza łacińską,
charakteryzuje dążenie do harmonijnego traktowania
wszystkich elementów quincunxa.
Snując
rozważania na temat kolejnych elementów quincunxa, każdorazowo mamy na myśli dorosłego, dojrzałego moralnie
człowieka, zaangażowanego poprzez rodzinę w życie społeczne, to znaczy
odnosimy się do pewnego idealnego stanu cywilizacji łacińskiej.
Należałoby przypuszczać, że człowiek taki na trzecim miejscu wśród
elementów quincunxa stawia zdrowie. Jednakże doświadczenie, zarówno
cywilizacji rzymskiej, jak i łacińskiej, wskazuje, że stan zdrowia jest
ukrytym, decydującym parametrem quincunxa. Przeciętny człowiek musi być
najpierw zdrowy, aby móc interesować się dobrem czy
prawdą.
Centralne
Siły Polityczne zdają sobie z tego sprawę i dlatego prowadzą politykę
promowania swoistych wartości, w oderwaniu od Boga i danego przez Niego
prawa naturalnego. Polityka ta doprowadziła do
dziwnej sytuacji, a mianowicie Kościół oddał walkowerem sprawy życia
doczesnego, czyli milcząco zgodził się na podział niepodzielnego
quincunxa. Bardzo szybko jednak cały quincunx został przechwycony przez
CSP, zostawiając Kościołowi zaledwie prawo odrębnego zdania w kwestiach
elementów transcendentnych, czyli dobra i prawdy.
Rozpatrzmy
rzecz na przykładach. Kiedy w 1948 r. ONZ ogłosiła Kartę Praw
Człowieka, miała ona tylko jedną wadę – była dziełem ludzkim,
zawieszonym w nieoznaczoności systemu politycznego, i jako takie,
skazanym na nietrwałość, na nieograniczone modyfikacje „w dół”.
Rzeczywiście, na tle sytuacji człowieka A.D. 2000 jest to już dokument
o znaczeniu historycznym. W tym samym 1948 r. Światowa Organizacja
Zdrowia podała następującą definicję zdrowia:
„Zdrowie to pełen dobrostan
fizyczny, psychiczny, społeczny, a nie wyłącznie brak niedomagania”.
Obok
takich fundamentalnych poglądów, wypracowanych w warunkach pokoju i
demokracji, powstawały również totalitarne poglądy „dla dobra
człowieka” w warunkach bezwzględnej
przemocy. Hitler i Stalin zapewniali ludziom pracę i znośne warunki
egzystencji za cenę zrzeczenia się wolności ducha. Oba typy
uszczęśliwiania człowieka cechuje antropocentryzm, a w końcu
socjocentryzm i oderwanie od prawa naturalnego. Podana wyżej
definicja zdrowia wskazuje, że CSP eliminują z quincunxa dobro i
prawdę, czyli tworzą quasi-cywilizację człowieka zniewolonego.
Idźmy zatem za ciosem i
przyjmijmy, że wewnątrz quincunxa zdrowie, dobrobyt i piękno tworzą
razem podquincunx życia doczesnego, ów zdefiniowany wyżej „dobrostan”.
Możemy wówczas dostrzec, że dobro i prawda systemowo
znikają z życia społecznego – można ten proces nazwać
autoargentynizacją społeczeństw krajów mniej lub bardziej dojrzałej
cywilizacji łacińskiej (rozwój wydarzeń w Argentynie nie wymaga
komentarza).
Ten
powód, ale i inne, jest odpowiedzialny za degradację owego dobrostanu.
W szczególności należy wskazać na autodegradację człowieka z poziomu
osoby-twórcy, do poziomu jednostki-konsumenta. Ta autodegradacja
–wymuszana oczywiście różnymi drogami – utrudnia, a nawet zamyka drogę
do transcendencji. Mówi się o transcendencji zastępczo, przywołując
hasłowo tak zwane „wartości”, ale jest to
pseudo-transcendencja owego homo consumens.
Dobrostan politycy obiecują pod hasłem zaspokajania potrzeb
różnych grup ludzi, w różnej skali, w czasie i przestrzeni. Jest to dla
CSP tak ważna sprawa, że już w 1945 r. przy powoływaniu do życia ONZ,
powołano również organizacje pozarządowe (OP) i trzymano je „w
uśpieniu”, aż do chwili nasilenia
globalizacji. tzn. do wprowadzenia pierestrojki. Głównym
zadaniem OP jest utworzenie dla przeciętnego obywatela pomostu
psychicznego między państwem narodowym w stanie likwidacji a
rządem kontynentalnym, a następnie światowym. W tym zadaniu biorą
udział również wolontariusze – owa rezerwa duchowa cywilizacji
łacińskiej, zagospodarowywana ostatnio intensywnie przez CSP.
Oczywiście CSP wiedzą dobrze,
że dobrostanu nie uda się nigdy zrealizować. To nie wolontariusze, ale
każdy człowiek doznaje osobiście „dobrostanu” dopiero wtedy, kiedy
nauczy się walczyć ze sobą o dobro dla drugiego człowieka. Lecz ta
walka wymaga życia w prawdzie. W sumie więc mamy do czynienia z
podstępną walką z quincunxem. Nikt i nic nie jest w
stanie dać szczęścia człowiekowi, który nie harmonizuje w
swoim życiu owego quincunxa. Można natomiast, i trzeba, harmonijnie
walczyć o czyjeś zdrowie – tym silniej, im nasz podopieczny jest
słabszy i bardziej niezaradny. Ale trzeba także uczyć go tej walki o
swoje zdrowie.
Powraca
zatem fundament osobisty cywilizacji łacińskiej: zdrowy duch w
zdrowym ciele i praca umysłowa, zharmonizowana
z pracą fizyczną.
1. Zdrowie w cywilizacji
łacińskiej
Zdrowie,
czyli autentyczny dobrostan, oparty na harmonii całego
quincunxa, znajduje się na „powierzchni”, powstałej z „przecięcia się”
przestrzeni życia osobistego i społecznego. Idąc śladami Konecznego,
łatwo zauważyć, że harmonia elementów quincunxa daje wyobrażenie
szczęścia, które mogłoby być udziałem człowieka, gdyby idąc w głąb
siebie, szedł jednocześnie w kierunku swojego Ojca, którym jest Bóg.
Tak jak człowiek pyta się o swoich przodków, o swoje strony rodzinne,
tak również pytać się powinien o Boga - Ojca wszystkich
ludzi. Cała rodzinna kanwa ludzkiego losu znajduje
wytłumaczenie w Bogu. Religia, która marginalizuje rodzinę lub nawet ją
eliminuje, ma charakter utopii.
Wrogowie
Boga lepiej od ludzi wiary rozumieją znaczenie rodziny
wielopokoleniowej, szerokopokoleniowej, przechodzącej w sąsiedztwo, a w
końcu w naród. Rodzina taka, zbudowana na monogamicznym, sakramentalnym
małżeństwie, jest konieczna do ustawicznego odradzania się personalizmu
w kolejnych pokoleniach. Europa pod wpływem cywilizacji
gromadnościowych – bizantyńskiej i żydowskiej – zrodziła gromadnościowy
protestantyzm. Nastąpiło spłycenie interpretacji Pisma Świętego, w kulturę życia
osobistego została wpleciona nić niechęci
do pracy fizycznej. Niechęć ta weszła w końcu na trwałe za sprawą CSP
do programów partii politycznych, które „wyprowadzają” człowieka ze wsi
do miasta, robią zeń robotnika na piedestale, a w końcu pozbawiają go
pracy i dachu nad głową, czyniąc go zbędnym społecznie. Wieś, która
warunkuje pełnię zdrowego życia, ostatnia oaza wolności, jest od dawna
skazana na zagładę.
Nie jest sprawą prostą
formułować myśli w dziedzinie zdrowia, które obejmuje nie tylko ciało,
ale i duszę człowieka. Warunkiem koniecznym dla pełni zdrowia, jest
poczucie bycia potrzebnym wspólnocie narodowej poprzez swoją osobistą
pracę zawodową – jeśli chodzi o mężczyzn, a poprzez zrodzenie i wychowanie potomstwa – jeśli chodzi o
kobiety. Zatruty duch narodu powoduje, że CSP krok po kroku,
praktycznie bez przeszkód, niszczą
gospodarkę Polski, nie wysilając się na żadne ideologiczne
uzasadnienia. Szczególnie groźna jest walka wydana wsi. Gdy robotnik
idzie na bruk, to traci środki do życia, a przede wszystkim mieszkanie.
Rolnik nawet w najgorszej sytuacji ma dach nad głową i najprostsze
pożywienie. Polska przetrwała II wojnę światową głównie dzięki temu, że
okupanci nie byli w stanie zniszczyć biologicznie narodu, którego
wówczas jeszcze 70% żyło w „błogosławionym rozdrobnieniu” wśród pól i
lasów!
Trzeba
ciężkiej, merytorycznej pracy, aby odzyskać i zachować przez następne
pokolenia cel życia dla każdego Polaka, gwarantujący zdrowie duszy i
ciała. Dziś w sytuacji, gdy art. 116 aktualnej Konstytucji
niemieckiej określa granice Niemiec według stanu na 31.12.1937, tym
nadrzędnym celem jest zachowanie ziemi polskiej pod
polskimi stopami.
2. Między wsią a miastem
Feliks
Koneczny w swym dziele Cywilizacja bizantyńska daje kapitalny
opis drogi ku katastrofie Cesarstwa Wschodniego. Ciągnęło się to w
tamtych warunkach całe wieki, toteż było trudne do analizowania przez
poszczególne pokolenia. Bizantynizm, który tę drogę wytycza, kieruje
się zasadą „państwo über alles”. Tym samym człowiek z duszą i
ciałem podlega głęboko zakamuflowanemu zniewoleniu. Z jednej strony
bowiem tęsknota za życiem osobistym na własną odpowiedzialność jest
wrodzona każdemu normalnemu człowiekowi, z drugiej zaś każdy normalny
człowiek szuka takich warunków życia, w których mógłby najpierw
zaspokoić swoją podświadomą tęsknotę za Bogiem. Ale Bóg jest
najłatwiej, najpowszechniej „dostępny” poprzez swój obraz i
podobieństwo w drugim człowieku, co stanowi fundament prawa
naturalnego i każe szukać najbliższej temu prawu formuły życia
społecznego.
Formuła taka zawsze musi się
zaczynać od monogamicznej rodziny, co odkryli raczej podświadomie
Rzymianie, a co znalazło kapitalne uzasadnienie w Objawieniu Chrystusa
poprzez Świętą Rodzinę i Boga Stworzyciela jako Ojca. Każda metoda
życia społecznego, czyli cywilizacja (podstawowe odkrycie Konecznego)
albo sprzyja rodzinie, albo ją degraduje. Zupełnie zdumiewający jest
fakt posłania św. Pawła – Żyda, ale obywatela rzymskiego w drugim
pokoleniu, do stolicy Cesarstwa Rzymskiego z misją „przeprowadzki”
młodego Kościoła z ciasnej, gromadnościowej cywilizacji
żydowskiej do personalistycznej cywilizacji rzymskiej!
Bizantynizm
otwiera drogę do kariery każdego typu tym, którzy trzymają się
blisko władzy i świadczą jej określone usługi. Oznacza to stopniowy,
ale nieuchronny uwiąd społeczno-gospodarczy. Niejako automatycznie
wszystkie klasy społeczne są ogałacane z najzdolniejszych jednostek.
Jednostki te tworzą w
sumie środowisko niesprzyjające żadnej trwałej, dalekosiężnej karierze.
Tę cechę
bizantynizmu wykorzystuje od wieków cywilizacja żydowska, promując w
sposób bezdyskusyjny, aczkolwiek niejawny – miasto kosztem wsi
– na gruncie cywilizacji łacińskiej, podważając w ten sposób właściwe
jej środowisko. Walka cywilizacyjna, którą opisuje Koneczny, wcale nie
musi być spontaniczna, przeciwnie – jest ona prowadzona z premedytacją
z pokolenia na pokolenie.
3. Religijny aspekt quincunxa
„...stwórz we mnie serce czyste
i ducha prawego odnów w moich wnętrznościach” (Ps 51, audiencja generalna 24.10.2001). Odczytanie
quincunxa przez Konecznego potwierdza, że każdy człowiek jest –
potencjalnie – w stanie dotrzeć w swojej duszy do fundamentu prawa
naturalnego. Jest także w stanie zrozumieć, iż pełnia tego
prawa, aczkolwiek mu się wymyka, to jednak nieraz – w bardzo
krótkich chwilach – pozwala odczuć radość harmonii życia doczesnego
i nadprzyrodzonego, utraconą wskutek grzechu pierworodnego. Ta radość
niesie odprężenie wewnętrzne, uwolnienie – choć na krótko – ze
wszelkich stresów, jakie niesie życie. I chociaż wiadomo, że minimum
stresu jest potrzebne jako siła napędowa do codziennych działań, to
radość harmonii – niemal automatycznie – wprowadza człowieka w stan
kontemplacji, wielbiącej Boga za to, że mnie stworzył i dał zakosztować
tej radości jako okruchu promieniowania Jego odwiecznej Miłości.
Taki stan
uwalnia człowieka od najmniejszych nawet
pożądliwości tego świata, a zarazem pozwala „tkwić w jedności
stworzenia” (ks. bp K. Wojtyła, Elementarz etyczny). Jeżeli
jest często przeżywany, może stać się umocnieniem w prawdziwie
społecznej postawie, to znaczy w pracy trudnej, ciężkiej,
bezinteresownej.
*
Ale jest
jeszcze inny, powszechny aspekt poczucia zdrowia; doczesny, ale również
stykający się z nadprzyrodzoną radością. Oto mężczyzna czy kobieta – z
różnicami właściwymi płci – pracują w gospodarstwie (hospodar!)
wieloprofilowym; bez pogoni za zyskiem, bez ucieczki przed
pracą w pocie czoła. Wokół nich wszystkie aspekty życia
ludzi i przyrody. Wieczór przynosi ożywcze zmęczenie, krew krąży żywiej
wskutek pracy fizycznej, ale myśl jest
spokojna dzięki harmonii środowiska osób czystego serca i czystej
przyrody.
Po
grzechu pierworodnym pozostał w sercu ludzkim niepokój, wyrażający się
w dążeniu do podbijania świata, bez względu na ostrzeżenie o owocach
złych. Organizm ludzki od strony ciała i duszy, wymaga harmonijnego
i świadomego wysiłku, aby – tak jak zęby gryzoni – procesy biologiczne
i duchowe pozostawały w równowadze.
W krajach
protestanckich dowolność interpretacji Pisma Świętego odsuwa na bok
karę za grzech pierworodny, a więc i pracę w pocie czoła. Prominenci
cywilizacji żydowskiej, zbuntowani „od korzeni” przeciw
Chrystusowi, tu okazują się zbuntowani także przeciw Bogu, szerząc kult
buntu – „precz z biblijnym przekleństwem
pracy w pocie czoła” (np. Adam Schaff – jeden z głównych ideologów
socjalkomunizmu). Cywilizacja ta opanowała świat do tego stopnia, że
intelekt zaczął rządzić wiarą, zamiast wiara
panować nad intelektem. Tą drogą doszło do bezprzykładnej w
dziejach chrześcijaństwa laicyzacji Europy Zachodniej.
*
Nie ma
dobrostanu bez uwielbienia Boga, który karząc za grzech pierworodny,
nie zabrał człowiekowi wolności, czyli nie przekreślił celu naszego
istnienia – powołania do życia, jakim jest dobrowolne uwielbienie Osób
Boskich w Trójcy Świętej. To uwielbienie ciśnie się na usta. Czyż zatem
nie należy zacząć przekształcać całe nasze życie osobiste i społeczne,
lecząc je z pychy odkryć i buntu wynalazków? Tym bardziej że
nawet nieskończona przestrzeń aprioryzmu nie ma żadnego
oryginalnego wkładu człowieka, bo też została stworzona przez Boga. Czy
nie należy wziąć pod uwagę, że cały pozorny aprioryzm, który jest de
facto postawą buntu – podświadomego lub świadomego – człowieka,
polega na „przestawianiu klocków” w abstrakcyjnej i materialnej
przestrzeni? Czyż nie jest tak, że odkupienie nas przez Chrystusa
uzdolniło nas jednocześnie do świadomego poruszania się w przestrzeni
stworzonej przez Ojca? Czy można zatem przecenić znaczenie ascezy,
jako uniezależnienia się od warunków „tu i teraz”, oraz abstrakcji,
jako uwolnienia się od bezpłodnych fluktuacji „niezależnego umysłu”?
4. Dobrostan –
dobry punkt wyjścia
Aczkolwiek
nie było to raczej docelową intencją działaczy ONZ, „dobrostan”
stanowił w swoim czasie znaczący krok ku definicji zdrowia człowieka,
złożonego z duszy i ciała. Katolik uzna ów dobrostan za zapowiedź
wiecznego dobrostanu, zgodnie z nauką o Domu Ojca. Gdy
jednak przejdziemy od pojedynczej osoby do wspólnoty narodowej,
cywilizacyjnej, to nasze drogi z drogami ONZ rozchodzą się. Do
dobrostanu osoby ludzkiej w cywilizacji łacińskiej należy przede
wszystkim wewnętrzna harmonia, nie tylko składników quincunxa, ale w
ślad za nią harmonia osób we wspólnocie, poczynając od rodziny, poprzez
szeroką rodzinę, aż do narodu. A po drodze są jeszcze
lokalne wspólnoty tradycji kulturowych, rozwijające się w sposób
naturalny. ONZ chciałaby – z inspiracji CSP – urządzić życie człowieka
odgórnie, a przede wszystkim uczynić je
syntetycznym, profesjonalnym, budzącym niepokój, że oto ja, człowiek,
wciąż jeszcze jestem ograniczony innymi ludźmi, czy też prawami świata
stworzonego. CSP stawiają na pełny bunt przeciw Bogu - Stwórcy i Ojcu
wszystkich ludzi.
5. Nadzbiór życia
Antropologia
i socjologia nie mogą zapobiec grożącym nieszczęściom, zrodzonym z
szeroko i bezdyskusyjnie promowanego buntu cywilizacji żydowskiej i
pozostałych cywilizacji gromadnościowych. Głównie dlatego, że nie ma
tam rzetelnego poczucia odpowiedzialności ze strony osoby,
współtworzącej społeczeństwo.
Brakuje
też przesłanek racjonalnych. Człowiek może – według CSP – postrzegać i
analizować świat na wzór mechanizmu. A zatem twierdzi się, że
rozpatrując wydzieloną część, a resztę traktując jako małe zaburzenie,
można dzięki rachunkowi zaburzeń przybliżyć dowolnie dokładnie naszą
wiedzę o życiu biologicznym oraz intelektualnym człowieka. Richard P.
Feynmann – fizyk i laureat Nobla – był do tego stopnia zauroczony tym
podejściem, że powiedział (cytuję z pamięci): „Dajcie mi
hamiltonian Wszechświata, a będę mógł przewidzieć z góry wszystkie żaby
w stawie i wszystkie ludzkie koncerty symfoniczne” (Hamiltonian
jest operatorem całkowitej energii systemu kwantowego, pozwalającym
przewidzieć wszystkie stany systemu).
Jest to
pierwszy kardynalny, ale stary błąd pars pro toto w nowym
wydaniu. Feynmann, wnioskując z faktu, że metoda rachunku zaburzeń jest
wspólna skali makro (wszechświat) oraz mikro (atom), podporządkowuje jednej
z metod poznania – całe poznanie. Podejście takie jest
niezastąpione np. w astronomii, ale traci już swoją wyłączność dla materii nieożywionej
na poziomie molekularnym (atomowym), ponieważ wydzielona molekuła
(atom) jest nierozróżnialna od pozostałych. W kawałku metalu ciecz
elektronów swobodnych wypełnia wszystkie dozwolone stany, ale istnienie
tych stanów jest skutkiem istnienia nie tyko rdzeni jonowych, ale i
elektronów zewnętrznych, przypadających na dany typ atomu. Zagadnienie
jest samouzgodnione. W skali mikro cząstki są
nierozróżnialne, rozróżnialne są tylko ich stany, podczas,
gdy w skali makro planety są tak samo rozróżnialne jak ich stany.
W
organizmie żywym żadna część nie może być nawet w przybliżeniu
oddzielnie analizowana, pojęcie stanu swobodnej molekuły jest trudne do
zastosowania, decydujące znaczenie mają oddziaływania w skali od mikro
do makro. Sportowiec wyczynowy nieodwracalnie degeneruje dla
pieniędzy swoje fragmenty organizmu, ale np. systematyczne występowanie
lokalnych mikronaprężeń w kościach jest potrzebne do ich prawidłowego
życia jako podzbioru całego organizmu.
Drugi
kardynalny błąd ujawnia matematyczna teoria grup. Dodawanie
nowych elementów do zbioru, stanowiącego żywy organizm, albo ich ujmowanie
z zasady zmienia całkowicie charakter obiektu; jego własności z reguły
nie będą własnościami, jakimi dysponuje grupa.
Wszystkie
żywe organizmy tworzą razem nadzbiór życia, mający również własności
grupy. Z teorii grup wiadomo, że wystarczy znać tylko elementy
tworzące grupy, aby odtworzyć jednoznacznie wszystkie
pozostałe. Ale brak choćby jednego z elementów tworzących odbiera
zbiorowi własności grupy albo redukuje ją do podgrupy niższego rzędu.
Bóg stworzył potężną grupę życia i pozwolił w niej gospodarować pod
pewnymi warunkami. Człowiek poprzez grzech pierworodny w raju
zlekceważył te warunki i „złamał” tę grupę życia, rozmieniając
ją na mniejsze podzbiory, część z nich utraciła własności grupowe. Nie
dziwmy się zatem konsekwencjom w postaci chorób i śmierci.
Homoseksualizm,
promieniowanie jonizujące, wszelkie manipulacje genetyczne, klonowanie,
kanibalizm zwierzęcy i inne podobne działania stanowią okazję do
dalszego przekształcania grup elementów życia w zwykłe zbiory, a w
konsekwencji poszerzają
spektrum śmierci człowieka (typowe przykłady to AIDS, BSE,
nowotwory).
6. Kolumna nośna nadzbioru życia
Według
legendy Jagiełło oblegając Malbork, chciał, aby puszkarz ustrzelił
kolumnę na Wysokim Zamku, gdzie obradowali pozostali przy życiu
dostojnicy krzyżaccy. Dziś CSP podchwyciły w rewanżu ten pomysł w drugą
stronę, w monstrualnie groźnej skali. Chcą
„ustrzelić” rodzinę w Polsce, aby
zniszczyć cywilizację
łacińską, ocalałą jeszcze z pożogi i zbrodni XX w. Nadzbiór
życia, widziany od strony makroskopowej, czyli naród (w swoim środowisku wszystkich organizmów żywych),
wyrasta z kolejnych pokoleń, zdrowych moralnie i fizycznie rodzin. Już
teraz można, mimo całej wściekłej nagonki
polityczno-gospodarczo-moralnej na Polskę, przekonać się, jak to
dobrze, że po 100 latach mamy znów pokolenie wyrosłe całkowicie bez
wojny (podobnie jak te po powstaniu styczniowym). Do młodych trzeba
adresować te uniwersalne wartości, które się nigdy nie starzeją,
których nikt im nie ośmieszy, a które są gwarancją trwania przez
pokolenia jako fundament rzymskokatolickiej wiary. Dopiero takie
podejście może pogłębić i utrwalić dobrostan, obejmujący harmonijnie cały
quincunx, bez ingerencji w jego elementy i oddziaływania między nimi.
Warto
głębiej zastanowić się nad zdrowiem i jego znaczeniem w posłudze
ewangelicznej. Wszystko, co zrobimy dla uzdrowienia duszy i ciała, my,
współcześni, pozwoli być może na to, że będziemy kiedyś uważani za
naśladowców Chrystusa Pana. A dziś trzeba zacząć od
uporządkowania naszych wzajemnych relacji w Ojczyźnie: niech nie
będzie żadnego argumentu za stosunkami społecznymi, w których człowiek
będzie pozostawać bez pracy, chleba i dachu nad głową. To, co się
dzieje obecnie, powinno stanowić głos wołający o pomstę do nieba, punkt
wyjścia do naprawy Rzeczypospolitej.
7. Wnioski końcowe
Życie społeczno-gospodarcze
powinno mieć charakter lokalny, cechować je powinno minimum transportu
osób i towarów. Minimum 50% ludności powinno utrzymywać się z
rolnictwa. Kraj powinien być maksymalnie gospodarczo samowystarczalny.
Takie dziedziny, jak własny dom z
ogrodem, na własnej ziemi o powierzchni – powiedzmy – minimum 1000
mkw., powszechna opieka zdrowotna i zabezpieczenie rentowo-emerytalne,
bezpłatne oświata i studia powinny należeć do głównych społecznych
zadań państwa.
Trzeba
wykorzenić z gruntu fałszywy pogląd, że świadczenia socjalne to jest
rozdawnictwo za darmo! Wprost przeciwnie – są dobra, wypracowane
wspólnie przez cały naród aktualnie i jego przeszłe pokolenia,
i dlatego nie podlegające indywidualnemu albo grupowemu dziedziczeniu,
pod rygorem kradzieży. A zatem te dobra tworzą część dochodu
narodowego, która w sposób przemyślany powinna być udostępniana po
równo każdemu Polakowi bez różnicy.
Jeszcze
inny pogląd należy bezlitośnie wykorzenić, jako fałszywy i obrażający
naszą wiarę, zgodnie z którą człowiek jest stworzony na obraz i
podobieństwo Boże. Pogląd ten głosi, że człowiek z natury jest aż tak
leniwy, że jako bezrobotny musi stać za bramą fabryki, czekając, aż się
zwolni miejsce pracy. Pogląd ten pochodzi z krajów kolonialnych, gdzie
Europejczycy, obserwując Murzynów w Afryce, którzy w środku dnia, w
porze największego upału przerywają pracę, wmówili im wrodzone
lenistwo. Filozofia kapitalizmu metodą pars pro toto zrobiła z
tego pomówienia fundament zafałszowanej
interpretacji stosunków społecznych.
Czy takie
postulaty można zadekretować? Oczywiście, że nie – one muszą wypływać z
aprobaty dla skromnego ewangelicznego sposobu na życie, tak
poszczególnych osób, jak i całych rodzin, a w końcu narodu. Czy takich
postulatów trzeba się wstydzić? Oczywiście, że nie! Ale Ojczyzna tak
urządzona staje się łakomym kąskiem dla różnego rodzaju przedstawicieli
cywilizacji gromadnościowych. Dlatego odpowiedzialność za Państwo
Polskie spoczywa wyłącznie na nas jako
narodzie wychowanym w duchu cywilizacji łacińskiej.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|