ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Andrzej J. Horodecki

Polityka i Strategia

NPW 3-4, 2003 

Wprowadzenie

 

Quincunx, czyli pięciokształt życia, to według Feliksa Konecznego zbiór pięciu kategorii bytu ludzkiego: prawdy i dobra w sferze duchowej, zdrowia i dobrobytu w sferze doczesnej, złączonych pięknem, rozpiętym miedzy niebem i ziemią. Nie ma ani jednej cywilizacji, która – choć w różnej skali – nie odnosiłaby się do każdej z tych kategorii. Cywilizacje personalistyczne, a zwłaszcza łacińską, charakteryzuje dążenie do harmonijnego traktowania wszystkich elementów quincunxa.

 

Snując rozważania na temat kolejnych elementów quincunxa, każdorazowo mamy  na myśli dorosłego, dojrzałego moralnie człowieka, zaangażowanego poprzez rodzinę w życie społeczne, to znaczy odnosimy się do pewnego idealnego stanu cywilizacji łacińskiej. Należałoby przypuszczać, że człowiek taki na trzecim miejscu wśród elementów quincunxa stawia zdrowie. Jednakże doświadczenie, zarówno cywilizacji rzymskiej, jak i łacińskiej, wskazuje, że stan zdrowia jest ukrytym, decydującym parametrem quincunxa. Przeciętny człowiek musi być najpierw zdrowy, aby móc interesować się dobrem czy  prawdą.

 

Centralne Siły Polityczne zdają sobie z tego sprawę i dlatego prowadzą politykę promowania swoistych wartości, w oderwaniu od Boga i danego przez Niego prawa naturalnego. Polityka ta doprowadziła do dziwnej sytuacji, a mianowicie Kościół oddał walkowerem sprawy życia doczesnego, czyli milcząco zgodził się na podział niepodzielnego quincunxa. Bardzo szybko jednak cały quincunx został przechwycony przez CSP, zostawiając Kościołowi zaledwie prawo odrębnego zdania w kwestiach elementów transcendentnych, czyli dobra i prawdy.

 

Rozpatrzmy rzecz na przykładach. Kiedy w 1948 r. ONZ ogłosiła Kartę Praw Człowieka, miała ona tylko jedną wadę – była dziełem ludzkim, zawieszonym w nieoznaczoności systemu politycznego, i jako takie, skazanym na nietrwałość, na nieograniczone modyfikacje „w dół”. Rzeczywiście, na tle sytuacji człowieka A.D. 2000 jest to już dokument o znaczeniu historycznym. W tym samym 1948 r. Światowa Organizacja Zdrowia podała następującą definicję zdrowia:

 

„Zdrowie to pełen dobrostan fizyczny, psychiczny, społeczny, a nie wyłącznie brak niedomagania”.

 

Obok takich fundamentalnych poglądów, wypracowanych w warunkach pokoju i demokracji, powstawały również totalitarne poglądy „dla dobra człowieka” w warunkach  bezwzględnej przemocy. Hitler i Stalin zapewniali ludziom pracę i znośne warunki egzystencji za cenę zrzeczenia się wolności ducha. Oba typy uszczęśliwiania człowieka cechuje antropocentryzm, a w końcu socjocentryzm i oderwanie od prawa naturalnego. Podana wyżej definicja zdrowia wskazuje, że CSP eliminują z quincunxa dobro i prawdę, czyli tworzą quasi-cywilizację człowieka zniewolonego.

 

Idźmy zatem za ciosem i przyjmijmy, że wewnątrz quincunxa zdrowie, dobrobyt i piękno tworzą razem podquincunx życia doczesnego, ów zdefiniowany wyżej „dobrostan”. Możemy wówczas dostrzec, że dobro i prawda  systemowo znikają z życia społecznego – można ten proces nazwać autoargentynizacją społeczeństw krajów mniej lub bardziej dojrzałej cywilizacji łacińskiej (rozwój wydarzeń w Argentynie nie wymaga komentarza).

 

Ten powód, ale i inne, jest odpowiedzialny za degradację owego dobrostanu. W szczególności należy wskazać na autodegradację człowieka z poziomu osoby-twórcy, do poziomu jednostki-konsumenta. Ta autodegradacja –wymuszana oczywiście różnymi drogami – utrudnia, a nawet zamyka drogę do transcendencji. Mówi się o transcendencji zastępczo, przywołując hasłowo tak zwane „wartości”, ale jest to pseudo-transcendencja owego homo consumens.

 

Dobrostan politycy obiecują pod hasłem zaspokajania potrzeb różnych grup ludzi, w różnej skali, w czasie i przestrzeni. Jest to dla CSP tak ważna sprawa, że już w 1945 r. przy powoływaniu do życia ONZ, powołano również organizacje pozarządowe (OP) i trzymano je „w uśpieniu”, aż do chwili  nasilenia globalizacji. tzn. do wprowadzenia pierestrojki. Głównym zadaniem OP jest utworzenie dla przeciętnego obywatela pomostu psychicznego między państwem narodowym w stanie likwidacji a rządem kontynentalnym, a następnie światowym. W tym zadaniu biorą udział również wolontariusze – owa rezerwa duchowa cywilizacji łacińskiej, zagospodarowywana ostatnio intensywnie przez CSP.

 

Oczywiście CSP wiedzą dobrze, że dobrostanu nie uda się nigdy zrealizować. To nie wolontariusze, ale każdy człowiek doznaje osobiście „dobrostanu” dopiero wtedy, kiedy nauczy się walczyć ze sobą o dobro dla drugiego człowieka. Lecz ta walka wymaga życia w prawdzie. W sumie więc mamy do czynienia z podstępną walką z quincunxem. Nikt i nic nie jest w  stanie dać szczęścia człowiekowi, który nie harmonizuje w swoim życiu owego quincunxa. Można natomiast, i trzeba, harmonijnie walczyć o czyjeś zdrowie – tym silniej, im nasz podopieczny jest słabszy i bardziej niezaradny. Ale trzeba także uczyć go tej walki o swoje zdrowie.

 

Powraca zatem fundament osobisty cywilizacji łacińskiej: zdrowy duch w zdrowym ciele i praca umysłowa,  zharmonizowana z pracą fizyczną.

 

1. Zdrowie w cywilizacji łacińskiej

 

Zdrowie, czyli autentyczny dobrostan, oparty na harmonii całego quincunxa, znajduje się na „powierzchni”, powstałej z „przecięcia się” przestrzeni życia osobistego i społecznego. Idąc śladami Konecznego, łatwo zauważyć, że harmonia elementów quincunxa daje wyobrażenie szczęścia, które mogłoby być udziałem człowieka, gdyby idąc w głąb siebie, szedł jednocześnie w kierunku swojego Ojca, którym jest Bóg. Tak jak człowiek pyta się o swoich przodków, o swoje strony rodzinne, tak również pytać się powinien o Boga - Ojca wszystkich  ludzi. Cała rodzinna kanwa ludzkiego losu znajduje wytłumaczenie w Bogu. Religia, która marginalizuje rodzinę lub nawet ją eliminuje, ma charakter utopii.

 

Wrogowie Boga lepiej od ludzi wiary rozumieją znaczenie rodziny wielopokoleniowej, szerokopokoleniowej, przechodzącej w sąsiedztwo, a w końcu w naród. Rodzina taka, zbudowana na monogamicznym, sakramentalnym małżeństwie, jest konieczna do ustawicznego odradzania się personalizmu w kolejnych pokoleniach. Europa pod wpływem cywilizacji gromadnościowych – bizantyńskiej i żydowskiej – zrodziła gromadnościowy protestantyzm. Nastąpiło  spłycenie  interpretacji Pisma Świętego, w kulturę życia osobistego została wpleciona  nić niechęci do pracy fizycznej. Niechęć ta weszła w końcu na trwałe za sprawą CSP do programów partii politycznych, które „wyprowadzają” człowieka ze wsi do miasta, robią zeń robotnika na piedestale, a w końcu pozbawiają go pracy i dachu nad głową, czyniąc go zbędnym społecznie. Wieś, która warunkuje pełnię zdrowego życia, ostatnia oaza wolności, jest od dawna skazana  na zagładę.

 

Nie jest sprawą prostą formułować myśli w dziedzinie zdrowia, które obejmuje nie tylko ciało, ale i duszę człowieka. Warunkiem koniecznym dla pełni zdrowia, jest poczucie bycia potrzebnym wspólnocie narodowej poprzez swoją osobistą pracę zawodową – jeśli chodzi o mężczyzn, a poprzez zrodzenie  i wychowanie potomstwa – jeśli chodzi o kobiety. Zatruty duch narodu powoduje, że CSP krok po kroku, praktycznie bez przeszkód,  niszczą gospodarkę Polski, nie wysilając się na żadne ideologiczne uzasadnienia. Szczególnie groźna jest walka wydana wsi. Gdy robotnik idzie na bruk, to traci środki do życia, a przede wszystkim mieszkanie. Rolnik nawet w najgorszej sytuacji ma dach nad głową i najprostsze pożywienie. Polska przetrwała II wojnę światową głównie dzięki temu, że okupanci nie byli w stanie zniszczyć biologicznie narodu, którego wówczas jeszcze 70% żyło w „błogosławionym rozdrobnieniu” wśród pól i lasów!

 

Trzeba ciężkiej, merytorycznej pracy, aby odzyskać i zachować przez następne pokolenia cel życia dla każdego Polaka, gwarantujący zdrowie duszy i ciała. Dziś w sytuacji, gdy art. 116 aktualnej Konstytucji niemieckiej określa granice Niemiec według stanu na 31.12.1937, tym nadrzędnym celem jest zachowanie ziemi polskiej  pod polskimi stopami.

 

2. Między wsią a miastem

 

Feliks Koneczny w swym dziele Cywilizacja bizantyńska daje kapitalny opis drogi ku katastrofie Cesarstwa Wschodniego. Ciągnęło się to w tamtych warunkach całe wieki, toteż było trudne do analizowania przez poszczególne pokolenia. Bizantynizm, który tę drogę wytycza, kieruje się zasadą „państwo über alles”. Tym samym człowiek z duszą i ciałem podlega głęboko zakamuflowanemu zniewoleniu. Z jednej strony bowiem tęsknota za życiem osobistym na własną odpowiedzialność jest wrodzona każdemu normalnemu człowiekowi, z drugiej zaś każdy normalny człowiek szuka takich warunków życia, w których mógłby najpierw zaspokoić swoją podświadomą tęsknotę za Bogiem. Ale Bóg jest najłatwiej, najpowszechniej „dostępny” poprzez swój obraz i podobieństwo w drugim człowieku, co stanowi fundament prawa naturalnego i każe szukać najbliższej temu prawu formuły życia społecznego.

 

Formuła taka zawsze musi się zaczynać od monogamicznej rodziny, co odkryli raczej podświadomie Rzymianie, a co znalazło kapitalne uzasadnienie w Objawieniu Chrystusa poprzez Świętą Rodzinę i Boga Stworzyciela jako Ojca. Każda metoda życia społecznego, czyli cywilizacja (podstawowe odkrycie Konecznego) albo sprzyja rodzinie, albo ją degraduje. Zupełnie zdumiewający jest fakt posłania św. Pawła – Żyda, ale obywatela rzymskiego w drugim pokoleniu, do stolicy Cesarstwa Rzymskiego z misją „przeprowadzki” młodego Kościoła z ciasnej, gromadnościowej  cywilizacji żydowskiej do personalistycznej cywilizacji rzymskiej!

 

Bizantynizm otwiera drogę do kariery każdego typu tym, którzy trzymają się blisko władzy i świadczą jej określone usługi. Oznacza to stopniowy, ale nieuchronny uwiąd społeczno-gospodarczy. Niejako automatycznie wszystkie klasy społeczne są ogałacane z najzdolniejszych jednostek. Jednostki te  tworzą  w sumie środowisko niesprzyjające żadnej trwałej, dalekosiężnej karierze.

 

Tę cechę bizantynizmu wykorzystuje od wieków cywilizacja żydowska, promując w sposób bezdyskusyjny, aczkolwiek niejawny – miasto kosztem wsi – na gruncie cywilizacji łacińskiej, podważając w ten sposób właściwe jej środowisko. Walka cywilizacyjna, którą opisuje Koneczny, wcale nie musi być spontaniczna, przeciwnie – jest ona prowadzona z premedytacją z pokolenia na pokolenie.

 

3. Religijny aspekt quincunxa

 

„...stwórz we mnie serce czyste i ducha prawego odnów w moich wnętrznościach” (Ps 51, audiencja generalna 24.10.2001). Odczytanie quincunxa przez Konecznego potwierdza, że każdy człowiek jest – potencjalnie – w stanie dotrzeć w swojej duszy do fundamentu prawa naturalnego. Jest także w stanie zrozumieć, iż pełnia tego prawa, aczkolwiek mu się wymyka, to jednak nieraz – w bardzo krótkich chwilach – pozwala odczuć radość harmonii życia doczesnego i nadprzyrodzonego, utraconą wskutek grzechu pierworodnego. Ta radość niesie odprężenie wewnętrzne, uwolnienie – choć na krótko – ze wszelkich stresów, jakie niesie życie. I chociaż wiadomo, że minimum stresu jest potrzebne jako siła napędowa do codziennych działań, to radość harmonii – niemal automatycznie – wprowadza człowieka w stan kontemplacji, wielbiącej Boga za to, że mnie stworzył i dał zakosztować tej radości jako okruchu promieniowania Jego odwiecznej Miłości.

 

Taki stan uwalnia człowieka  od najmniejszych nawet pożądliwości tego świata, a zarazem pozwala „tkwić w jedności stworzenia” (ks. bp K. Wojtyła, Elementarz etyczny). Jeżeli jest często przeżywany, może stać się umocnieniem w prawdziwie społecznej postawie, to znaczy w pracy trudnej, ciężkiej, bezinteresownej.

 

*

 

Ale jest jeszcze inny, powszechny aspekt poczucia zdrowia; doczesny, ale również stykający się z nadprzyrodzoną radością. Oto mężczyzna czy kobieta – z różnicami właściwymi płci – pracują w gospodarstwie (hospodar!) wieloprofilowym; bez pogoni za zyskiem, bez ucieczki przed  pracą w pocie czoła. Wokół nich wszystkie aspekty życia ludzi i przyrody. Wieczór przynosi ożywcze zmęczenie, krew krąży żywiej wskutek pracy fizycznej, ale  myśl jest spokojna dzięki harmonii środowiska osób czystego serca i czystej przyrody.

 

Po grzechu pierworodnym pozostał w sercu ludzkim niepokój, wyrażający się w dążeniu do podbijania świata, bez względu na ostrzeżenie o owocach złych. Organizm ludzki od strony ciała i duszy, wymaga harmonijnego i świadomego wysiłku, aby – tak jak zęby gryzoni – procesy biologiczne i duchowe pozostawały w równowadze.

 

W krajach protestanckich dowolność interpretacji Pisma Świętego odsuwa na bok karę za grzech pierworodny, a więc i pracę w pocie czoła. Prominenci cywilizacji żydowskiej, zbuntowani „od korzeni” przeciw Chrystusowi, tu okazują się zbuntowani także przeciw Bogu, szerząc kult buntu – „precz z biblijnym  przekleństwem pracy w pocie czoła” (np. Adam Schaff – jeden z głównych ideologów socjalkomunizmu). Cywilizacja ta opanowała świat do tego stopnia, że intelekt zaczął rządzić wiarą, zamiast  wiara panować nad intelektem. Tą drogą doszło do bezprzykładnej w dziejach chrześcijaństwa laicyzacji Europy Zachodniej.

 

*

 

Nie ma dobrostanu bez uwielbienia Boga, który karząc za grzech pierworodny, nie zabrał człowiekowi wolności, czyli nie przekreślił celu naszego istnienia – powołania do życia, jakim jest dobrowolne uwielbienie Osób Boskich w Trójcy Świętej. To uwielbienie ciśnie się na usta. Czyż zatem nie należy zacząć przekształcać całe nasze życie osobiste i społeczne, lecząc je z pychy odkryć i buntu wynalazków? Tym bardziej że nawet nieskończona przestrzeń aprioryzmu nie ma żadnego oryginalnego wkładu człowieka, bo też została stworzona przez Boga. Czy nie należy wziąć pod uwagę, że cały pozorny aprioryzm, który jest de facto postawą buntu – podświadomego lub świadomego – człowieka, polega na „przestawianiu klocków” w abstrakcyjnej i materialnej przestrzeni? Czyż nie jest tak, że odkupienie nas przez Chrystusa uzdolniło nas jednocześnie do świadomego poruszania się w przestrzeni stworzonej przez Ojca? Czy można zatem przecenić znaczenie ascezy, jako uniezależnienia się od warunków „tu i teraz”, oraz abstrakcji, jako uwolnienia się od bezpłodnych fluktuacji „niezależnego umysłu”?

 

4. Dobrostan –  dobry punkt wyjścia

 

Aczkolwiek nie było to raczej docelową intencją działaczy ONZ, „dobrostan” stanowił w swoim czasie znaczący krok ku definicji zdrowia człowieka, złożonego z duszy i ciała. Katolik uzna ów dobrostan za zapowiedź wiecznego dobrostanu, zgodnie z nauką o Domu Ojca. Gdy jednak przejdziemy od pojedynczej osoby do wspólnoty narodowej, cywilizacyjnej, to nasze drogi z drogami ONZ rozchodzą się. Do dobrostanu osoby ludzkiej w cywilizacji łacińskiej należy przede wszystkim wewnętrzna harmonia, nie tylko składników quincunxa, ale w ślad za nią harmonia osób we wspólnocie, poczynając od rodziny, poprzez szeroką rodzinę, aż do narodu. A po drodze są jeszcze lokalne wspólnoty tradycji kulturowych, rozwijające się w sposób naturalny. ONZ chciałaby – z inspiracji CSP – urządzić życie człowieka odgórnie, a przede wszystkim uczynić je  syntetycznym, profesjonalnym, budzącym niepokój, że oto ja, człowiek, wciąż jeszcze jestem ograniczony innymi ludźmi, czy też prawami świata stworzonego. CSP stawiają na pełny bunt przeciw Bogu - Stwórcy i Ojcu wszystkich ludzi.

 

5. Nadzbiór życia

 

Antropologia i socjologia nie mogą zapobiec grożącym nieszczęściom, zrodzonym z szeroko i bezdyskusyjnie promowanego buntu cywilizacji żydowskiej i pozostałych cywilizacji gromadnościowych. Głównie dlatego, że nie ma tam rzetelnego poczucia odpowiedzialności ze strony osoby, współtworzącej społeczeństwo.

 

Brakuje też przesłanek racjonalnych. Człowiek może – według CSP – postrzegać i analizować świat na wzór mechanizmu. A zatem twierdzi się, że rozpatrując wydzieloną część, a resztę traktując jako małe zaburzenie, można dzięki rachunkowi zaburzeń przybliżyć dowolnie dokładnie naszą wiedzę o życiu biologicznym oraz intelektualnym człowieka. Richard P. Feynmann – fizyk i laureat Nobla – był do tego stopnia zauroczony tym podejściem, że powiedział (cytuję z pamięci): „Dajcie mi hamiltonian Wszechświata, a będę mógł przewidzieć z góry wszystkie żaby w stawie i wszystkie ludzkie koncerty symfoniczne” (Hamiltonian jest operatorem całkowitej energii systemu kwantowego, pozwalającym przewidzieć wszystkie stany systemu).

 

Jest to pierwszy kardynalny, ale stary błąd pars pro toto w nowym wydaniu. Feynmann, wnioskując z faktu, że metoda rachunku zaburzeń jest wspólna skali makro (wszechświat) oraz mikro (atom), podporządkowuje jednej z metod poznania – całe poznanie. Podejście takie jest niezastąpione np. w astronomii, ale  traci  już swoją wyłączność dla materii nieożywionej na poziomie molekularnym (atomowym), ponieważ wydzielona molekuła (atom) jest nierozróżnialna od pozostałych. W kawałku metalu ciecz elektronów swobodnych wypełnia wszystkie dozwolone stany, ale istnienie tych stanów jest skutkiem istnienia nie tyko rdzeni jonowych, ale i elektronów zewnętrznych, przypadających na dany typ atomu. Zagadnienie jest samouzgodnione. W skali mikro cząstki nierozróżnialne, rozróżnialne są tylko ich stany, podczas, gdy w skali makro planety są tak samo rozróżnialne jak ich stany.

 

W organizmie żywym żadna część nie może być nawet w przybliżeniu oddzielnie analizowana, pojęcie stanu swobodnej molekuły jest trudne do zastosowania, decydujące znaczenie mają oddziaływania w skali od mikro do makro. Sportowiec wyczynowy nieodwracalnie degeneruje dla pieniędzy swoje fragmenty organizmu, ale np. systematyczne występowanie lokalnych mikronaprężeń w kościach jest potrzebne do ich prawidłowego życia jako podzbioru całego organizmu.

 

Drugi kardynalny błąd ujawnia matematyczna teoria grup. Dodawanie nowych elementów do zbioru, stanowiącego żywy organizm, albo ich ujmowanie z zasady zmienia całkowicie charakter obiektu; jego własności z reguły nie będą własnościami, jakimi dysponuje grupa.

 

Wszystkie żywe organizmy tworzą razem nadzbiór życia, mający również własności grupy. Z teorii grup wiadomo, że wystarczy znać tylko elementy tworzące grupy, aby odtworzyć jednoznacznie wszystkie pozostałe. Ale brak choćby jednego z elementów tworzących odbiera zbiorowi własności grupy albo redukuje ją do podgrupy niższego rzędu. Bóg stworzył potężną grupę życia i pozwolił w niej gospodarować pod pewnymi warunkami. Człowiek poprzez grzech pierworodny w raju zlekceważył te warunki i „złamał” tę grupę życia, rozmieniając ją na mniejsze podzbiory, część z nich utraciła własności grupowe. Nie dziwmy się zatem konsekwencjom w postaci chorób i  śmierci.

 

Homoseksualizm, promieniowanie jonizujące, wszelkie manipulacje genetyczne, klonowanie, kanibalizm zwierzęcy i inne podobne działania stanowią okazję do dalszego przekształcania grup elementów życia w zwykłe zbiory, a w konsekwencji  poszerzają  spektrum śmierci człowieka (typowe przykłady to AIDS, BSE, nowotwory).

 

6. Kolumna nośna nadzbioru życia

 

Według legendy Jagiełło oblegając Malbork, chciał, aby puszkarz ustrzelił kolumnę na Wysokim Zamku, gdzie obradowali pozostali przy życiu dostojnicy krzyżaccy. Dziś CSP podchwyciły w rewanżu ten pomysł w drugą stronę, w  monstrualnie groźnej skali. Chcą „ustrzelić” rodzinę w Polsce, aby  zniszczyć  cywilizację łacińską, ocalałą jeszcze z pożogi i zbrodni XX w. Nadzbiór życia, widziany od strony makroskopowej, czyli naród (w swoim  środowisku wszystkich organizmów żywych), wyrasta z kolejnych pokoleń, zdrowych moralnie i fizycznie rodzin. Już teraz można, mimo całej wściekłej nagonki polityczno-gospodarczo-moralnej na Polskę, przekonać się, jak to dobrze, że po 100 latach mamy znów pokolenie wyrosłe całkowicie bez wojny (podobnie jak te po powstaniu styczniowym). Do młodych trzeba adresować te uniwersalne wartości, które się nigdy nie starzeją, których nikt im nie ośmieszy, a które są gwarancją trwania przez pokolenia jako fundament rzymskokatolickiej wiary. Dopiero takie podejście może pogłębić i utrwalić dobrostan, obejmujący harmonijnie cały quincunx, bez ingerencji w jego elementy i oddziaływania  między nimi.

 

Warto głębiej zastanowić się nad zdrowiem i jego znaczeniem w posłudze ewangelicznej. Wszystko, co zrobimy dla uzdrowienia duszy i ciała, my, współcześni, pozwoli być może na to, że będziemy kiedyś uważani za naśladowców Chrystusa Pana. A dziś trzeba zacząć od uporządkowania naszych wzajemnych relacji w Ojczyźnie: niech nie będzie żadnego argumentu za stosunkami społecznymi, w których człowiek będzie pozostawać bez pracy, chleba i dachu nad głową. To, co się dzieje obecnie, powinno stanowić głos wołający o pomstę do nieba, punkt wyjścia do naprawy Rzeczypospolitej.

 

7. Wnioski końcowe

 

Życie społeczno-gospodarcze powinno mieć charakter lokalny, cechować je powinno minimum transportu osób i towarów. Minimum 50% ludności powinno utrzymywać się z rolnictwa. Kraj powinien być maksymalnie gospodarczo samowystarczalny. Takie  dziedziny, jak własny dom z ogrodem, na własnej ziemi o powierzchni – powiedzmy – minimum 1000 mkw., powszechna opieka zdrowotna i zabezpieczenie rentowo-emerytalne, bezpłatne oświata i studia powinny należeć do głównych społecznych zadań państwa.

 

Trzeba wykorzenić z gruntu fałszywy pogląd, że świadczenia socjalne to jest rozdawnictwo za darmo! Wprost przeciwnie – są dobra, wypracowane wspólnie przez cały naród aktualnie i jego przeszłe pokolenia, i dlatego nie podlegające indywidualnemu albo grupowemu dziedziczeniu, pod rygorem kradzieży. A zatem te dobra tworzą część dochodu narodowego, która w sposób przemyślany powinna być udostępniana po równo każdemu Polakowi bez różnicy.

 

Jeszcze inny pogląd należy bezlitośnie wykorzenić, jako fałszywy i obrażający naszą wiarę, zgodnie z którą człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Pogląd ten głosi, że człowiek z natury jest aż tak leniwy, że jako bezrobotny musi stać za bramą fabryki, czekając, aż się zwolni miejsce pracy. Pogląd ten pochodzi z krajów kolonialnych, gdzie Europejczycy, obserwując Murzynów w Afryce, którzy w środku dnia, w porze największego upału przerywają pracę, wmówili im wrodzone lenistwo. Filozofia kapitalizmu metodą pars pro toto zrobiła z tego pomówienia  fundament zafałszowanej interpretacji stosunków społecznych.

 

Czy takie postulaty można zadekretować? Oczywiście, że nie – one muszą wypływać z aprobaty dla skromnego ewangelicznego sposobu na życie, tak poszczególnych osób, jak i całych rodzin, a w końcu narodu. Czy takich postulatów trzeba się wstydzić? Oczywiście, że nie! Ale Ojczyzna tak urządzona staje się łakomym kąskiem dla różnego rodzaju przedstawicieli cywilizacji gromadnościowych. Dlatego odpowiedzialność za Państwo Polskie  spoczywa wyłącznie na nas jako narodzie wychowanym w duchu cywilizacji łacińskiej.

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW