ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Jerzy Chodorowski

Polityka i Strategia

PRAWO DO PRACY  cz. III

NPW 3-4, 2003 

Dlaczego nie państwo?

 

W poprzednim numerze NPW (2002, nr 11–12) przedstawione zostały argumenty przemawiające za oddaniem realizacji prawa do pracy gospo­darce wolnorynkowej. Sprowadzały się one do racji ekonomicznej: skuteczność wolnego rynku w tworzeniu nowych miejsc pracy – oraz racji cywilizacyjnej: zgodność funkcjonowania wolnego rynku z zasada­mi cywilizacji łacińskiej. A contrario wynika stąd wniosek, że ustrój gospodarczy przeciwny, tzn. gospodarki państwowej, a ściśle: system gospodarki planowej, realizowany przez państwo, nie nadaje się do urzeczywistnienia powszechnego prawa do pracy. W konsekwencji mogłoby się wydawać, że nie ma potrzeby udowadniania tej tezy jeszcze raz, argument po argumencie. I tak rzeczywiście by było, gdybyśmy żyli w normalnym świecie. Niestety, kraj nasz jest od bardzo dawna widownią przeróżnych fałszerstw, matactw, krętactw i przekrętów, afer korupcyjnych, a nade wszystko manipulacji opinią publicz­ną przez tzw. ośrodki opiniotwórcze. Jednym z ich gigantycznych oszustw jest wmawianie ludziom, że ustrój gospodarczy współczesnej Polski jest ustrojem wolnorynkowym. Czasem dodaje się: systemem społecznej gospodarki rynkowej, celem zaznaczenia jego troski o szare­go obywatela. Tymczasem, jeśli chodzi o jego istotę: istnienie wolne­go rynku – to jest to po prostu nieprawda. Tam bowiem, gdzie nie ma wolnej konkurencji, nie ma wolnego rynku. Ustrój gospodarczy dzisiejszej Polski – to gospodarka planowa typu koncesyjno-reglamentacyjnego. Zachowana zostaje własność prywatna, a przymus państwowy przybiera formę koncesjonowania inicjatywy ekonomicznej i drobiazgowej reglamentacji życia gospodarczego (Wiesław Samecki). Moż­na by też powiedzieć, że jest to gospodarka, w której państwo stopniowo i niepostrzeżenie wraca do funkcji gospodarowania, w której odbywa się proces „reetatyzacji gospodarki” (Janusz Beksiak). Etatyzm jest przedsionkiem socjalizmu, a socjalizm przedsionkiem komu­nizmu, więc kierunek ewolucji – wyraźny. W gospodarce wolnorynko­wej każdy może wejść na rynek ze swą ofertą, aktualnie w Polsce tej wolności nie ma, do jej uzyskania bowiem trzeba wystarać się o kon­cesję państwową i poddać się drobiazgowym przepisom, wciskającym się do wszystkich zakątków życia gospodarczego. A mimo to nadal wmawia się ludziom, że gospodarka polska jest wolnorynkowa i obwinia się ją o wszystkie przejawy kryzysu gospodarczego.

 

Istnieje tylko jedna droga wyjścia z tego chaosu myślowego: zba­danie wyłącznie w oparciu o fakty i doświadczenia oraz zdrową logi­kę, czy gospodarka planowa jest zdolna wywiązać się z nałożonych na nią zadań w sferze prawa do pracy czy nie. Ponieważ prawo do pracy – to nowe miejsca pracy, a nowe miejsca pracy – to inwestycje, wystarczy na chłodno, sine ira et studio, zastanowić się, czy gospodar­ka planowa jest odpowiednim narzędziem racjonalnego rozwiązania dwóch podstawowych problemów inwestycyjnych: 1) określenia rozmiarów inwestycji brutto oraz 2) określenia kierunków inwestowania.

 

Rozmiary inwestycji brutto

 

Inwestycje (wydatki na dobra kapitałowe: budynki fabryczne, ma­szyny, wyposażenie fabryk itp.) brutto składają się z inwestycji netto, tzn. z montowania i uruchomiania dodatkowych maszyn, insta­lacji technicznych itp., stwarzających nowe stanowiska pracy, oraz z inwestycji modernizacyjnych, które polegają na wymianie starych urządzeń na nowe. Te ostatnie powiększają moce produkcyjne gospodar­ki, ale nie zwiększają liczby stanowisk pracy, wręcz przeciwnie, ponieważ wprowadzają urządzenia o wyższym poziomie technicznym, powodują re­dukcję zatrudnienia i stwarzają konieczność stworzenia dla osób zwolnionych z pracy nowych stanowisk drogą inwestycji netto.

 

W wypadku istnienia przyrostu naturalnego pierwszym i głównym obowiązkiem Centralnego Planifikatora (CP) jest określenie rozmiarów inwestycji netto, tak by mogły one wchłonąć całą nową podaż rąk do pracy osób wchodzących w wiek produkcyjny. Celem wywiązania się z tego obowiązku CP musi znać aktualne zdolności produkcyjne wszyst­kich przedsiębiorstw. Może się bowiem tak zdarzyć, że przedsiębiorst­wa nie wyzyskują w pełni swych mocy produkcyjnych, część ich ukrywa­jąc. Wówczas samo ich ujawnienie mogłoby stworzyć dodatkowe miejsca pracy. Tworzenie w takich wypadkach inwestycji netto byłoby więc zwykłym marnotrawstwem. I tu pojawia się pierwsza bariera, utrudnia­jąca, jeśli nie wręcz uniemożliwiająca Centralnemu Planifikatorowi (CP) określenie rozmiarów inwestycji netto z pominięciem marnotrawstwa. Jest nią pozycja samego planu w całej gospodarce: „plan jest najwyższym prawem!”, jest bożkiem, któremu przedsiębiorstwo podporządkowuje każdy swój ruch. Wykonanie bowiem planu (a w pewnych wypadkach i jego przekroczenie) jest najwyższym kryterium oceny przedsiębiorstwa. Wobec tego każde przedsiębiorstwo stara się mieć ukry­te jakieś moce produkcyjne, gdyż w ten sposób zabezpiecza się przed wygórowanymi zadaniami produkcyjnymi zlecanymi przez CP, a po drugie w razie wystąpienia trudności w wykonaniu planu może się uciec do mocy ukrytych i wywiązać się z nałożonych na nie zadań, tzn. zasłu­żyć sobie na premię czy inne rodzaje uznania i wyróżnienia. Długa historia PRL zna liczne, niemal nagminne wypadki tworzenia tajnych rezerw produkcyjnych, by je w odpowiednim momencie złożyć w ofierze bożkowi – planowi. Krótko mówiąc, gospodarka planowa, a szczególnie CP, nie nadaje się do określenia rozmiarów inwestycji netto wolnych od marnotrawstwa, a tym samym i do określenia rozmiarów inwestycji brutto.

 

Natomiast w wypadku braku przyrostu naturalnego CP nie określa rozmiarów inwestycji netto celem stworzenia nowych miejsc pracy dla roczników wchodzących w okres produkcyjny, ale jedynie dla tych osób, które stracą pracę wskutek inwestycji modernizacyjnych. W ra­zie bowiem przyrostu naturalnego centralnym zagadnieniem inwestycyj­nym są rozmiary inwestycji modernizacyjnych. Gdyby środki nagromadzone (zaoszczędzone na konsumpcji) przez gospodarkę na cele tychże inwestycji wystarczały do zrealizowania możliwych i pożądanych in­nowacji, wówczas planowanie rozmiarów inwestycji modernizacyjnych nie stanowiłoby bardzo skomplikowanego problemu. Z reguły jednak gos­podarka planowa znajduje się w takiej sytuacji, w której środki te są niewystarczające (nie można bowiem wymuszać na społeczeństwie zbyt wielkich wyrzeczeń konsumpcyjnych na rzecz inwestycji). A wów­czas zjawia się bardzo trudny problem wyboru: tych innowacji, które mają zostać zrealizowane, i tych, z których trzeba zrezygnować I tu gospodarka planowa staje przed drugim problemem: określenia kierun­ków inwestowania. 

 

Kierunki inwestowania

 

A) Inwestycje netto

 

Wybierając kierunki realizowania inwestycji netto, CP może się kierować dwoma kryteriami: 1) maksymalizacji przyrostu produkcji albo 2) maksymalizacji produkcji tych dóbr, które dawałyby ludziom więcej zadowolenia niż dobra, których kosztem zostały wytworzone.

 

1) Stosowanie pierwszego kryterium skłania CP do dokonywania inwestycji w tych dziedzinach produkcji, które zapewniają możliwie największy przyrost produkcji w określonym czasie. Przy czym najważ­niejsze jest, by produkować jak najwięcej, natomiast – co produkować, jest sprawą dalszorzędną. Stosowanie tego kryterium prowadzi najczęściej do inwestowania w gałęzie produkcji wytwarzające dobra kapita­łowe (maszyny, instalacje fabryczne itp.). CP bada, jaki jest względ­ny przyrost produkcji na jednego zatrudnionego, i następnie kieruje przyrost inwestycji do tej gałęzi, w której ten przyrost produkcji jest w kolejności największy. Kryterium to jest z pozoru bardzo proste i atrakcyjne, ale – niestety – ma dwie wady:

 

Po pierwsze, dokonując wyboru kierunku inwestowania, CP opiera się na powyższej informacji o względnym przyroście produkcji, ale o przyroście istniejącym w momencie podejmowania decyzji inwestycyjnej, musi za­tem wziąć także pod uwagę ewentualne zmiany, które zajdą w owym względnym stosunku zmian w produkcji pod wpływem zmian w przyroście kapitału trwałego w chwili ukończenia inwestycji. Stosunek ten bo­wiem znajduje się stale pod wpływem wielu czynników, z których trzy są najważniejsze: postęp techniczny, stopień wykorzystania mocy pro­dukcyjnych oraz rozmiary koniecznej odnowy zużytego kapitału trwałe­go (amortyzacji). Bezbłędne przewidzenie, jaki będzie wynik wpływu tych czynników w momencie ukończenia inwestycji, jest niemożliwe. Stąd CP nie może wiedzieć, czy jego wybór kierunków inwestowania za­pewnia rzeczywiście największy z możliwych przyrost produkcji.

 

Po drugie – i to jest jeszcze większa wada – kryterium to kładzie nacisk na rozmiary produkcji, a nie na jej strukturę, na to, ile się produkuje, a nie na to, co się produkuje. Na podaż z pominięciem po­pytu. A przecież powinno się produkować dla zaspokojenia popytu, tzn. z uwzględnieniem potrzeb ludzkich, konkretnych żywych osób. Efektem stosowania tego kryterium będzie więc stałe występowanie nadwyżek jednych towarów, a niedoborów innych. Zaczną powstawać zapasy towa­rów wyprodukowanych dzięki oszczędnościom społeczeństwa na cele in­westycyjne. Kryterium maksymalizacji produkcji nie da się więc pogo­dzić z zasadami racjonalnego gospodarowania i grozi marnotrawstwem ograniczonych środków inwestycyjnych, a marnotrawstwo będzie wymuszać na społe­czeństwie dalsze oszczędności, nie przynosząc – niestety – spodzie­wanych rezultatów.

 

2) Drugie kryterium wyboru kierunków inwestowania (maksymalizacja produkcji dóbr dających konsumentom więcej zadowolenia niż dob­ra, których kosztem zostały wytworzone) ma tę dobrą stronę, że nie kładzie nacisku na sam przyrost produkcji (nie jest więc kryterium technicznym), ale na to, jak przyczynia się on do zwiększenia dobrobytu ludzi przez zwiększenie ich zadowolenia. Jest to zatem kryterium par excellence ekonomiczne: podstawą bowiem wartości wszelkiego produktu jest w ostatecznym rachunku zaspokojenie potrzeb konsumenta.

 

Powstaje więc pytanie, czy posłużenie się przez gospodarkę plano­wą tym kryterium da w wyniku racjonalny wybór kierunków realizowania inwestycji netto. Ponieważ rezultatem ich jest rozszerzenie mocy produkcyjnych, CP powinien przewidzieć, w których przedsiębiorstwach i gałęziach produkcji mogą wystąpić w przyszłości niedostatki mo­cy produkcyjnych. Do nich bowiem w pierwszej kolejności należałoby skierować strumień inwestycji.

 

Otóż problemu tego w gospodarce pla­nowej nie da się rozwiązać z kilku powodów:

 

Po pierwsze, konsument w gospodarce planowej ma swobodę wyboru towarów i CP w momencie podejmowania decyzji in­westycyjnych nie wie, co i ile zechce kupować w przyszłości. Nie może zatem bezbłędnie wskazać przedsiębiorstw czy gałęzi produkcji, których moce produkcyjne wymagają rozwoju;

 

Po drugie, ponieważ konieczne jest przewidywanie długookresowe, w całym czasookresie mogą wystąpić zmiany, których CP, podejmując de­cyzje inwestycyjne, nie przewidział;

 

Po trzecie, przewidywania te, aby były trafne i skuteczne, powin­ny być wyspecjalizowane, tzn. dokonywane na szczeblu przedsiębiorstwa, co jednak w gospodarce planowej nie jest możliwe, gdyż z mocy samych założeń ustrojowych przedsiębiorstwa nie podejmują decyzji inwestycyjnych, a po wtóre, nie wiadomo, na czym mogłyby się one oprzeć (brak   obiektywnych mierników rzadkości, takich jak cena, procent i renta);

 

Po czwarte: przewidywania te na szczeblu CP nie mogą być trafne, dlatego że a) musiałby on mieć dokładną znajomość każdego przedsię­biorstwa, jego potrzeb i możliwości. Wymagałoby to ogromu pracy: prześledzenia wszystkich rynków konsumpcyjnych i wszystkich dóbr, które można produkować za pomocą zainstalowanych środków produkcji, a następnie skonfrontowania tych informacji z wszystkimi możliwymi stanami popytu; b) CP musiałby przewidzieć kształtowanie się przyszłych kosztów i cen, które pojawią się w wyniku inwestycji, by sprawdzić opłacalność przedsięwzięcia; c) i na koniec, musiałby ocenić, które przedsiębiorstwa sprostają wzrostowi popytu bez rozwo­ju mocy produkcyjnych (dodatkowych inwestycji) i w jakim stopniu zwiększenie podaży dóbr konsumpcyjnych będzie wymagało inwestycji w sektorze wytwarzającym środki produkcji (maszyny, wyposażenie fa­bryk, budynki itp.).

 

Ale nawet gdyby dzięki wyjątkowej genialności planistów zadania te zostały wykonane, to i tak czas mógłby zniszczyć praktyczne znaczenie podstaw podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wynika stąd wniosek, że w gospodarce planowej decyzje o kierunkach inwestowania są narażone na niepomiernie większe ryzyko błędów niż w gospodarce wolnorynkowej, ponieważ ta ostatnia stwarza warunki do przewidywań wyspecjalizowanych, a ponadto daje możliwość ich zmian na gorąco, już w toku ich realizacji, czego nie może dać gospodarka planowa.

 

B) Inwestycje modernizacyjne

 

Na temat wyboru kierunków inwestycji modernizacyjnych powiemy już tylko tyle, że jest to wybór bardziej skomplikowany niż w wypadku inwestycji netto, ponieważ dotyczy przede wszystkim ekonomiczne­go (a nie fizycznego) zużywania się urządzeń technicznych, tzn. ich „starzenia się” w znaczeniu nieopłacalności ich używania. W takim wypadku najlepszym kryterium wyboru kierunków inwestowania jest kry­terium konkurencji, które umożliwia stwierdzenie rzeczywistego stop­nia przestarzałości relacji między nakładami czynników produkcji a ilością uzyskiwanego produktu. Niestety, gospodarka planowa nie do­puszcza konkurencji między producentami.

 

Wobec tego CP może posłużyć się kryterium kosztów jednostkowych. Polega ono na tym, że bada się, jaki jest w poszczególnych przedsiębiorstwach produkujących konkretny towar stosunek aktualnych kosztów jednostko­wych do kosztów przewidywanych po zastosowaniu nowych urządzeń i na­stępnie lokuje się inwestycję modernizacyjną w tych przedsiębiorst­wach, w których stosunek ten jest kolejno najkorzystniejszy dla no­wych urządzeń. Otóż kryterium to nie gwarantuje, że środki inwesty­cyjne zostaną skierowane do tych przedsiębiorstw, które najbardziej potrzebują modernizacji. A to z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że koszty jednostkowe nic nie mówią o warunkach zewnętrznych, w któ­rych funkcjonuje każde przedsiębiorstwo. Warunki te mogą się różnić diametralnie i np. popyt na wyroby tego przedsiębiorstwa może być w stanie zaniku, a analiza kosztów może wskazywać na konieczność moder­nizacji, która byłaby w tym wypadku bezcelowa; po drugie, w gospodar­ce planowej wskutek braku mechanizmu rynkowego ceny mają w dużej mierze charakter arbitralny i wobec tego analiza kosztów nie musi być wiernym odbiciem rzeczywistości. A nawet gdyby założyć, że nim jest, to porównywanie kosztów aktualnych z przewidywanymi daje wyniki wątpliwej wartości, gdyż przewidywania te są obciążone dużą dozą niepewności. Jeśli się uwzględni, że obliczenia te są przeprowadzane w skali całego kraju, można sobie wyobrazić, jak wielkie spowodują marnotrawstwo.

 

Przedstawione wyżej ustalenia na temat wyboru kierunków inwesto­wania prowadzą do wniosku, że wskutek nieprzezwyciężalnych trudnoś­ci w tworzeniu wyspecjalizowanych przewidywań, braku konkurencji między przedsiębiorstwami oraz braku obiektywnych wskaźników infor­mujących o możliwościach wyboru – gospodarka planowa będzie podejmo­wać decyzje inwestycyjne w większym czy mniejszym stopniu arbitral­nie, a więc w skutkach będą one marnotrawione. Znaczy to, że zrealizo­wane przez system gospodarki planowej powszechne prawo do pracy przyniesie najwyżej pełne   zatrudnienie,   ale nie przyniesie zatrudnionym spodziewanych, pełnych korzyści. Najwyżej da im tylko   pieniądze.

 

Kończąc rozważania nad zdolnością gospodarki planowej do reali­zacji powszechnego prawa do pracy, z konieczności ogólne i skrótowe, odsyłam Czytelników, których interesowałyby szczegóły poruszonej problematyki do świetnej książki Wiesława Sameckiego Gospodarowanie za pomocą planowania. Analiza krytyczna (Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego 2000). Zresztą na podstawie tej monografii i cytatów z niej powstał trzon przedstawionych tu wywodów. Jest to jedyna w pols­kiej literaturze ekonomicznej tak głęboka, a zarazem wyczerpująca, obiektywna i przejrzysta analiza gospodarki planowej. Pośrednim po­twierdzeniem jej walorów jest głuche milczenie, którym pokryta zo­stała przez poprawność polityczną i naukową (tak, tak, już mamy ją w Polsce także!), jako dzieło niewygodne dla nawrotu etatyzacji gos­podarki polskiej, „pełzającej” w stronę socjalizmu (o ludzkim obliczu oczywiście).

 

W niezgodzie z cywilizacją łacińską

 

Ponieważ na początku rozważań nad prawem do pracy zrobione zosta­ło założenie, że prawo to ma być pierwszym i naczelnym świadectwem Rzeczpospolitej jako państwa cywilizacji łacińskiej, trzeba z kolei postawić pytanie, czy system gospodarki planowej jako realizator te­go prawa rzeczywiście zbliżyłby nasz kraj do tejże cywilizacji. Po dotychczasowej analizie problemu odpowiedź na to pytanie musi być ne­gatywna z następujących powodów:

 

Po pierwsze, jest to system powstały z czysto myślowych kombinacji, wyprzedzających (a priori) doświadczenie i niezależnych od niego, czyli czysto aprioryczny. Jego twórcy skonstruowali go z pogwałce­niem naturalnych praw człowieka do własności i wolności oraz z całkowitą ignorancją jego ułomnej natury, skłonnej bardziej do złego niż do dobrego. Wbici w pychę przez swoje spekulacje intelektualne, zlekceważyli lub wręcz zanegowali naturalne prawa ekonomiczne, uwa­żając, że każdej zbiorowości ludzkiej można narzucić doskonały sys­tem gospodarczy, jeśli się ma do dyspozycji siłę prawa. Stąd pomysł, by CP decydował, co, ile, jak i dla kogo ma produkować całe społeczeństwo, a następnie by ten jego produkt był oddawany państwu, które podzieli jego równowartość sprawiedliwie między wszystkich zatrudnio­nych, wyzwolonych z pęt niesprawiedliwej własności prywatnej i z za­sadzek wolnej inicjatywy gospodarczej. Jednak ów aprioryzm systemu gospodarki planowej stawia go w ostrej opozycji wobec cywilizacji łacińskiej, opierającej się na zasadzie aposterioryzmu, tzn. wymaga­jącej, by budowanie różnych struktur społecznych odbywało się drogą naturalną (od dołu), jako następstwo (a posteriori) rzeczywistych po­trzeb i doświadczeń społeczeństwa;

 

Po drugie, system gospodarki planowej traktuje społeczeństwo jako gromadę, kolektyw, jako zbiór jednostek, które poza znakiem plus nic nie łączy, jako masę ludzką. Odmiennie od cywilizacji łacińskiej, nie respektuje on osoby ludzkiej z całą jej różnorodnością duchową, umysłową, odmiennością poglądów i niezależnością działań. Wyraża to najdobitniej hasło narodowego socjalizmu niemieckiego: jesteś niczym – twój naród jest wszystkim (Du bist nichts – dein Volk ist alles). Gromadność jako cecha gospodarki planowej wywodzi się stąd, że gospodarka ta może funkcjonować przy niewielkim marnotrawstwie tylko wówczas, gdy jednostki nie myślą samodzielnie, nie wykazują zróżnicowanych upodobań, ale zrównane i ujednolicone w gromadzie zda­ją się całkowicie na CP, który za nie myśli i za nie decyduje, co i za ile mogą kupować. Ta cecha jednostajności, występująca łącznie z gromadnością, jest szczególnie cenna dla CP, gdyż im mniejsze jest jakiekolwiek zróżnicowanie w społeczeństwie, tym łatwiej może on budować przewidywania stanowiące fundament planów gospodarczych. Widzieliśmy już wyżej, że jedną z metod wyboru przez CP kierunków inwestowania jest stosowanie kryterium maksymalizacji produkcji bez uwzględniania potrzeb osoby ludzkiej. Najważniejszy jest przyrost ilości produktu. W ten sposób jednak gospodarka planowa odciąga cały kraj od cywilizacji łacińskiej (personalistycznej, godzącej jedność z rozmaitością) ku cywilizacjom gromadnym i monotonnym, opartym na władzy państwowej (jak np. turańska i chińska) lub ponadto na religii czy doktrynie (jak bramińska i żydowska);

 

Po trzecie, system gospodarki planowej wymaga, by usunięte zos­tały dwie główne przeszkody jego funkcjonowania: wolność inicjatywy gospodarczej oraz własność prywatna. Konieczne jest zatem albo cał­kowite ich zniesienie, albo tak wielkie ograniczenie, by praktycznie nie istniały, tzn. nie zakłócały aktywności CP. Oznacza to dominację prawa publicznego nad prywatnym, czyli faktycznie monizm prawny. W ten sposób jednak powstaje kontrast cywilizacyjny: cywilizacja ła­cińska z jej dualizmem prawnym i cywilizacja turańska charakteryzu­jąca się monizmem prawnym. Gospodarka planowa oddala kraj, w którym funkcjonuje, od pierwszej i narzuca drugą, opartą na – jak się wyraził F. Koneczny – dżingischańskiej filozofii prawa;

 

Po czwarte, system gospodarki planowej może być realizowany tylko przez rząd, którego ręka, położona na sprawach społecznych staje się ciężką łapą, psującą wszystko […] nawet przy najlepszej wierze. (F. Koneczny). Posługiwać się on bowiem musi biurokracją, ta zaś z natury jest mechanizmem, a mechanizm jest wrogi wszelkiemu persona­lizmowi i dławi zdolności twórcze. Zatem gospodarka planowa ściąga społeczeństwo ku cywilizacji mechanicznej, sztucznie z góry zapro­gramowanej, podczas gdy cywilizacja łacińska jest cywilizacją orga­niczną, powstałą drogą naturalnego rozwoju historycznego. Nie ma więc między nimi zgodności.

 

I na koniec, system gospodarki planowej ignoruje czas. Nie uwzględnia jego upływu i nie próbuje go opanować czy oswoić, ponie­waż plan stanowiący oś tego systemu z natury swej jest sztywny: po to się go tworzy, by został zrealizowany w postaci niezmienionej. Je­go mutacje podważałyby sens planowania, poza tym on nawet nie może być zmieniony. Po pierwsze dlatego, że np. struktura popytu na towa­ry konsumpcyjne może się zmieniać dowolnie szybko, zaś struktura po­daży dopiero po upływie okresu, na który plan został sporządzony (roku, pięciu lat itp.). Stąd nawet uwzględnienie tych zmian, gdyby było możliwe, mogłoby być nie trafione w wypadku, gdyby upływ czasu przyniósł nowe zmiany popytu. Po drugie, plan produkcji dóbr konsumpcyjnych stanowi tylko część całego planu gospodarczego, trzeba by więc zmieniać odpowiednio także inne jego części, co wyma­gałoby interwencji CP w dowolnie krótkich odstępach czasu, niemoż­liwych jednak do wykonania nawet przy nowoczesnej technice oblicze­niowej. Poza sztywnością planu istnieje jeszcze jedna przyczyna ignorowania przez gospodarkę planową czasu: jest nią pleniąca się w tej gospodarce kradzież czasu. Jej głównym sprawcą jest biurokrac­ja. Celem uratowania czasu trzeba by ją zlikwidować. Jest to jed­nak nierealne, gdyż system gospodarki planowej z natury swej nie może bez niej funkcjonować. Taki zaś stosunek do czasu rodzi jesz­cze jedną przeciwstawność wobec cywilizacji łacińskiej, zasadzają­cej się na „oswajaniu” czasu przez człowieka i na historyzmie, czyli świadomości historycznej całego społeczeństwa, będącej szczytowym etapem tego oswajania.

 

Zamykając tę część rozważań nad prawem do pracy, trzeba na ty­tułowe pytanie dać odpowiedź negatywną: państwo, czyli system pań­stwowej gospodarki planowej, nie nadaje się na realizatora powszechnego prawa do pracy zarówno ze względów ekonomicznych, jak i cywili­zacyjnych. I to niezależnie od przyznawanych temu prawu zakresu i treści, co stanowi już osobne zagadnienie.

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW