Teresa Bloch
Historia i Współczesność

NPW
3-4, 2003
Hasło:
„Trzymajmy się morza”, zostało sformułowane dopiero w 1790 r. przez
Stanisława Staszica w Przestrogach dla Polski, ale nasi
praojcowie już w dobie piastowskiej intuicyjnie dążyli do opanowania
wybrzeża bałtyckiego. Ponadto Bałtyk był naturalną północną granicą
Polski, której można było skutecznie bronić pod warunkiem posiadania
własnej floty. Utrwalenie panowania polskiego na tych terenach wymagało
wielowiekowych wysiłków i niemało ofiar. Ideę panowania na morzu
sformułował Zygmunt August, ale jego następcy – poza
Władysławem IV – nie przywiązywali większej wagi do
rozwoju programu bałtyckiego. Konsekwencje braku polityki morskiej
ponosił cały naród. Przyjrzyjmy się zatem tysiącletniemu zmaganiu
naszych przodków o dostęp do Bałtyku.
Od czasów
starożytnych przez ziemie, które później weszły w skład państwa
polskiego, przechodziły szlaki handlowe,
ciągnące się z południa ku Bałtykowi. We wczesnym średniowieczu łączyły one świat arabski z krajami Europy
Zachodniej i Północnej. Wszystkich podróżników i kupców interesował
bursztyn i sól. Nad Bałtykiem powstało szereg ośrodków
portowo-miejskich: Nowogród Wielki, Truso i Wolin, pośredniczących w
handlu z krajami skandynawskimi i zachodnimi.
Zasadnicze
zmiany w tym regionie nastąpiły w IX w. Był to okres burzliwej
ekspansji Niemców. W następnym wieku została ona zahamowana dzięki
powstaniu chrześcijańskich państw: Polski, Rusi, Szwecji, Danii,
Norwegii. Chrześcijaństwo ze swej natury łagodziło obyczaje i narzucało
bardziej spokojny i osiadły tryb życia. Nie udało się wszakże Słowianom
połabskim przetrwać i utworzyć organizacji państwowej. Złożyło się na
to wiele przyczyn. Karol Górski stwierdził, że Lucice
przed najazdami Germanów ratowali się ucieczką do Polski lub na Pomorze
Szczecińskie, Obodrytów zniszczył głód, natomiast Połabian i Wagrów –
najeźdźcy.
Zanim
Mieszko
I oparł granice państwa o brzegi Bałtyku, musiał toczyć nieustanne
walki z separatystycznie usposobionymi plemionami morskimi -
Wolinianami, Prusami i Wieletami, oraz z
margrabiami przygranicznych marchii, którzy reprezentowali interesy
Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Po przyjęciu chrztu w 966 r.
utworzył niezależną od Magdeburga organizację
kościelną. Po bitwie pod Cedynią (972) młode państwo polskie zapewniło
sobie szeroki dostęp do Bałtyku. Z dokumentu Dagome iudex dowiadujemy
się, że granice państwa Mieszka biegły wzdłuż Odry do „długiego
morza”, czyli do Polski należało całe Pomorze.
Syn
Mieszka,
Bolesław Chrobry, z misji chrystianizacyjnej Wojciecha do Prus i jego
śmierci w 997 r., a potem kanonizacji, wyciągnął korzyści polityczne,
doprowadzając w 1000 r. do zjazdu gnieźnieńskiego, podczas którego
utworzono metropolię w Gnieźnie i podlegające jej trzy
nowe biskupstwa we Wrocławiu dla Śląska, w Krakowie dla Małopolski i w Kołobrzegu – dla Pomorza. Obaj ci władcy
przez związki dynastyczne starali się utrzymywać poprawne stosunki z
władcami skandynawskimi (Erykiem Zwycięskim i Swenem Widłobrodym),
utrwalającymi wówczas przewagę na Bałtyku, losy Słowian połabskich
odsunęli na dalszy plan, starając się jedynie – na miarę sił i
sprzyjających okoliczności – rozciągnąć tam swe wpływy polityczne.
W
historii
przyjęto słuszne założenie, że Słowianie byli ludem rolniczym, ale
wydaje się, że to nie rolnictwo, ale wielki handel bałtycki dał Piastom
bogactwo, o czym wiedzieli Mieszko I i Bolesław Chrobry. Kiedy wraz z
utratą wpływów arabskich w Europie w XI w. i przesunięciu się ławic
śledzi do brzegów Danii podupadł handel bałtycki, Chrobry wyprawił się
na Kijów, aby nawiązać stosunki z Carogrodem w celu otwarcia nowej
drogi handlowej, łączącej Polskę z Morzem Czarnym. Próba ta powiodła
się tylko jemu, ale już jego następcy: Mieszko
II i Kazimierz Odnowiciel ponosili klęski polityczne i z trudem
zachowali swoją władzę nad Polską. Należy pamiętać, że pierwsza,
przekazana w Żywocie św. Wojciecha, nazwa
Gdańska brzmiała: „Gyddanyzc”, co wskazuje wyraźnie na jej słowiańskie
pochodzenie.
Znaczenie
kwestii bałtyckiej rozumiał Bolesław Krzywousty, który w latach
1113-1123 zakończył podbój Pomorza Gdańskiego i Szczecińskiego,
zhołdował Rugię i część ziem lucickich, a książę Warcisław I złożył mu
hołd i zobowiązał się do rocznej daniny w wysokości 300 grzywien. Z tego okresu pochodzi pierwsza polska pieśń o
morzu, zachowana w kronice Galla:
Naszym
przodkom wystarczały ryby słone i cuchnące,
My po świeże
przychodzimy w oceanie pluskające!
Naszym
przodkom wystarczało, jeśli grodów dobywali,
A nas burza
nie odstrasza, ni szum groźny morskiej fali.
Nasi ojcowie
na jelenie urządzali polowanie,
A my skarby i
potwory łowim skryte w oceanie.
W
swym
dążeniu do morza Krzywousty przełamał wszelkie przeciwności zapewniając
Polsce wybrzeże na przestrzeni kilkuset kilometrów. Dla pełniejszej
integracji wybrzeża ze swym państwem wysłał na pierwszą wyprawę misyjną
biskupa bamberskiego Ottona. W ten sposób chciał zachować ciągłość ziem
polskich od Karpat po Bałtyk. Jednakże po jego śmierci w okresie
rozbicia dzielnicowego Piastowie nie zdołali utrzymać ziem na
zachodzie. W 1157 r. Fryderyk Barbarossa narzucił im swe
zwierzchnictwo, wymusił na papieżu odłączenie biskupstwa szczecińskiego
od gnieźnieńskiego, co było początkiem końca panowania Polski nad Odrą.
Ogromne straty ponieśli także Słowianie północno-zachodni: Albrecht
Niedźwiedź zakończył dzieło ujarzmiania Słowian połabskich, tworząc na
ich ziemi Brandenburgię, a Henryk Lew wraz z Waldemarem duńskim,
wykorzystując Obodrytów, rozpoczęli germanizację Pomorzan
szczecińskich. Pod pozorem „zbawienia dusz” kolonizowali zajmowane
tereny, rugując ich prawowitych mieszkańców. „Z ziemi ich krwią i potem
użyźnionej wyrosła – jak napisał Władysław Konopczyński – dość szowinistyczna,
choć nie pozbawiona wolnościowych tradycji Meklemburgia”. Autor ten
twierdzi dalej, że żaden władca Niemiec, aż do Fryderyka II, nie
układał programu ekspansji niemieckiej w tej części Europy, ale ciągnął
Niemców na wschód głód ziemi i instynkt „rugowania żywiołów słabszych i
folgowania swojej sile”.
Bałtycka
myśl
polityczna Bolesławów została zaprzepaszczona po sprowadzeniu w 1226 r. Krzyżaków, którzy podstępem i przemocą zajęli
Pomorze Wschodnie (1308 r.). W tym czasie Pomorze Zachodnie zostało
ogarnięte wpływami duńskimi i niemieckimi; zwłaszcza
linia szczecińska Piastów coraz mocniej się germanizowała
i wiązała z Brandenburgią, która po zajęciu starych polskich warowni,
Cedyni i Santoka, przedarła się ku Bałtykowi aż pod Gdańsk. Polsce
wierna pozostała linia wołogojsko-słupska z księciem Bogusławem V, za
którego Kazimierz Wielki wydał za mąż swoją córkę Elżbietę, a ich syn
Kaźko – zgodnie z życzeniem ostatniego Piasta – miał przejąć po nim
sukcesję. W okresie reformacji na ziemiach słupskiej, bytowskiej i
lęborskiej ocalał katolicyzm z powodu dużej liczby ludności
kaszubskiej, dla której wprowadzono księgi liturgiczne „słowiańskie”.
Trzeba pamiętać, że ludność ta, słowiańska i kaszubska, zachowała swój
język do wyzwolenia Pomorza Zachodniego w 1945 r.
W
XII i XIII
w. do współzawodnictwa o wpływy na Bałtyku z Niemcami stanęli Duńczycy.
Współzawodnictwo to wygrali Niemcy, których interesy gospodarcze
reprezentowała Hanza, narzucając swoje zwierzchnictwo miastom obszaru
nadbałtyckiego. Gros dochodów czerpała Lubeka jako centrum
przeładunkowe, pozostałe porty pełniły funkcje wyspecjalizowane, np.
Gdańsk eksportował głównie zboże, a Szczecin – ryby. Drenaż gospodarczy
był wstępem do dokonania podboju politycznego. Po wytępieniu Słowian
połabskich przyszła kolej na Polskę, Prusy, Litwę i Inflanty. Zadanie
to ułatwiały Niemcom zagrożone państwa, godząc się na założenie przez
Brandenburczyków w 1202 r. w Inflantach Zakonu Kawalerów Mieczowych, skąd będą mogli kontynuować ekspansję na
ziemie litewskie i ruskie. Polacy gotowali sobie zagładę przez
sprowadzenie w 1226 r. Krzyżaków. Przebudzenie narodowe nastąpiło w
okresie jednoczenia państwa, a było ono dziełem Kościoła
katolickiego.
Z
gospodarczego znaczenia morza, i to nie tylko jako
okna na świat, lecz jako źródła dochodów, zdawał sobie sprawę Kazimierz
Wielki. Po trzech wiekach panowania na Pomorzu Polska została odcięta
od Bałtyku, tracąc w 1308 r. ujście Wisły na rzecz Zakonu, dlatego też
ostatni Piast przez sojusze i związki dynastyczne z Pomorzem Zachodnim
pragnął dotrzeć do ujścia Odry, a stamtąd nawiązać bezpośrednie
stosunki z Flandrią. Kiedy odzyskanie Pomorza okazało się niemożliwe,
zachował w pokoju kaliskim tytuł „pana i władcy Pomorza” dla
podkreślenia swoich praw zwierzchnich do tej ziemi. Lud polski
mieszkający na Pomorzu śpiewał taką pieśń:
Królu
Kazimierze!
Nigdy nie żyj
w mirze
Z Krzyżakami
Aż
odzyszczesz Gdańsk!
Można
by
zadać pytanie, kto właściwie rozumiał prawdziwy interes narodowy: lud
polski w XIV w. czy Polacy XXI wieku? Odpowiedź wydaje się
oczywista.
Kazimierz
Wielki ponad dwadzieścia lat toczył ciężkie boje o Ruś
Halicko-Włodzimierską, przez którą biegł nowy szlak handlowy, będący
odgałęzieniem starego, łączącego Zachód ze Wschodem przez Morze
Śródziemne. Król Kazimierz stworzył fundament gospodarczy potęgi
państwa, kładąc nacisk na kolonizację wewnętrzną i wykorzystanie
dostępnych dróg handlowych, umożliwiających wymianę międzynarodową.
Gdyby zabrakło dzieła Kazimierza Wielkiego, nie byłoby Grunwaldu i
okiełznania ekspansji niemieckiej.
Dynastia
jagiellońska, przejmując dziedzictwo Piastów, podjęła niezwykłe
wyzwanie, jakim było przełamanie przewagi niemieckiej na Bałtyku.
Pierwszym etapem w tej rozgrywce była bitwa pod Grunwaldem 15 lipca
1410 r., która złamała potęgę Zakonu, co wykorzystał Władysław
Jagiełło, konsekwentnie egzekwując prawa polskich kupców do korzystania
z żeglugi na Wiśle. Drugie decydujące starcie nastąpiło podczas wojny
trzynastoletniej (1454-1466), zakończonej podpisaniem pokoju
toruńskiego (1466), w którym Polska odzyskała ujście Wisły, a pośrednio i Pregoły.
Do ostrego sporu pomiędzy Polską i Krzyżakami doszło już w 1442 r.,
kiedy Zakon zakazał sprzedawania statków Polakom, a Gdańsk wydał
przepisy uniemożliwiające obcym kupcom
obrót przywożonymi towarami. Zatarg ten trwał aż
do wydania przez króla aktu inkorporacji Prus w 1454 r. O tym fakcie
pamiętał Kazimierz Jagiellończyk, podpisując pokój toruński, w którym
znalazła się klauzula zapewniająca kupcom polskim swobodę handlu z
Flandrią, a król zaczął używać tytułu „pan i dziedzic Prus i wszystkich
ziem pruskich”. Dbał też o swobodny dostęp do portów Morza Czarnego.
Ostatecznie pod wpływem żony, Elżbiety rakuskiej, Kazimierz zaniedbał
sprawy bałtyckie, powierzając handel
polskim zbożem Gdańskowi, który na przykład w 1492 r. wywiózł z
Rzeczypospolitej na Zachód 25 637 ton zboża. Decyzja miała zgubne
skutki dla kraju, bowiem król pozbawił dochodów szlachtę polską. Ceny
tej nie równoważył sukces, jakim było osadzenie przezeń swego
najstarszego syna Władysława na dwóch tronach: czeskim i węgierskim.
Trzy wieki panowania I Rzeczypospolitej u ujścia Wisły miały ogromne
znaczenie dla utrzymania polskości w Prusach Królewskich i na Warmii.
Jagiellonowie
mieli też możliwość rozciągnięcia wpływów u ujścia Odry, o co zabiegał
książę Pomorza Bogusław X. Były też widoki za Zygmunta Starego na
otrzymanie korony szwedzkiej i objęcie opieki nad Hanzą. Rzecznikami bałtyckiej polityki byli prymas Jan Łaski i Jan
Długosz. Uznawali ją za jeden z filarów polskiej racji stanu, ale nie
rozumiał jej rangi król, reprezentujący przede wszystkim tradycyjną
litewską myśl polityczną, zmierzającą do utrzymania ziem ruskich, do
których zaczęła rościć pretensje Moskwa. Cena, jaką zapłaciły oba
państwa za zmianę kierunku polityki polskiej, była niezwykle wysoka.
Rozpoczęta przez Litwę i trwająca ponad 30 lat wojna z Moskwą
zakończyła się klęską polityczną Jagiellonów, bowiem po układzie w
Wiedniu w 1515 r., bezpieczeństwo granicy południowo-wschodniej państwa
okupili oddaniem Habsburgom korony czeskiej i węgierskiej, wyrzekli się
Pomorza Szczecińskiego, oddali Śląsk, który po Odrę był jeszcze polski,
i Pomorze Nadodrzańskie, w znacznej mierze
słowiańskie. Utrwalili zatem niemczyznę nie tylko w Królewcu. Na
szczęście Jagiellonowie nie dali się wciągnąć w grę Habsburgom, którzy walkę z islamem chcieli przerzucić na barki
Polaków.
Odzyskanie
dostępu do Bałtyku było wielkim darem historii, bowiem upadek
Konstantynopola (1453) r. podciął handel wschodni, z którego Polska
czerpała środki na wojnę z Zakonem. W
dobie odkryć geograficznych powstały oceaniczne szlaki handlowe, a nowe
porty w Antwerpii, Kadyksie i Sewilli przejęły po dawnych miastach
włoskich i hanzeatyckich pośrednictwo w handlu. Przyjęto zasadę mare
liberum, zapewniającą wszystkim państwom korzystanie ze
szlaków morskich. W 1535 r.
wspólnym wysiłkiem Danii, Szwecji, Norwegii, Prus i książąt pomorskich
w bitwie pod Swendsborgiem została złamana siła militarna Hanzy, co
oznaczało także jej upadek polityczny. Zarysowała się wówczas możliwość
dla państw narodowych, szczególnie dla Rzeczpospolitej, eksportującej
żywność, czerpania korzyści z handlu na Morzu Bałtyckim, ale Zygmunt
Stary zamiast budować okręty, zastosował znany w Europie system
kaperski. Rzeczypospolita dodatkowo musiała pokonać opór Gdańska, który
strzegł swojej niezależności i gotów był na układy z państwami obszaru
bałtyckiego, byleby nie dopuścić do
zbudowania polskiej floty. Mówi się, że Polska była spichlerzem Europy,
ale stróżem i gospodarzem tego spichlerza był wyłącznie Gdańsk.
Zygmunt
August chciał zmienić tę sytuację i dlatego zgodził się na podyktowanie
Gdańskowi statutów biskupa Stanisława Karnkowskiego, wcielających
miasto do Polski, ale wiedział też, że trudno je będzie wyegzekwować,
stąd jego zabiegi o wydłużenie linii brzegowej. Przyjął więc Inflanty,
ofiarowane Rzeczypospolitej przez Gotharda Kettlera, ryzykując wojną z
Moskwą, Danią i Szwecją. Ponieważ nie posiadał własnej floty, powołał
na Bałtyku złożony z 30 okrętów związek floty królewskiej pod polską
banderą, przedstawiającą rękę z mieczem na czerwonym tle. Okręty
królewskie, korzystając z prawa embarga przeprowadzały kontrolę
dokumentów i ładunku obcych statków. Aby odciąć Moskwie dostęp do
morza, służącym na nich kaprom powierzył na czas wojny blokadę Narwy.
Po wygranej wojnie sprowadził z Wenecji budowniczych, którzy zbudowali
mu galeonę. Stworzył pierwszą admiralicję polską pod nazwą Komisja
Morska i wyposażył ją we władzę i dochody. Wówczas po raz pierwszy
sformułował koncepcję dominium maris Baltici w znaczeniu
absolutnego panowania na morzu. Król używał określenia mare nostrum
dla całego pasa morskiego obejmującego wody między Gotlandią a Zatoką
Gdańską. Ksiądz Smolikowski w broszurze Rozmowa kruszwicka stwierdził: ...kto ma państwo morskie, a nie
używa go, albo je sobie da wydzierać, ten wszystkie pożytki od siebie
oddala [...], z wolnego niewolnikiem się staje, z bogatego ubogim, ze
swego cudzym... Pomny na przestrogę swego sekretarza, po
przyłączeniu Inflant Zygmunt August dążył do utrzymania wybrzeża, ale
popełnił błąd polityczny, powielany później przez królów elekcyjnych,
wyrażając zgodę na sukcesję w Prusach Książęcych dla
drugiej linii Hohenzollernów brandenburskich.
W
XVI i na
początku XVII w. Rzeczpospolita odniosła zwycięstwo, uzyskując dostęp
do morza, ale nie zdobyła panowania na morzu, ponieważ zabrakło jej
rodzimego stanu mieszczańskiego. Tym samym pozbawiła się możliwości
zdobywania dalekich mórz i kolonii oraz naraziła się w XVII w. na atak
Szwecji, która wykorzystała walkę w łonie dynastii Wazów
o opanowanie dwóch tronów: polskiego i szwedzkiego i
rozpoczęła wojnę o opanowanie basenu Morza Bałtyckiego. Główny atak
skierowała na Rzeczpospolitą, dysponującą najdłuższym pasem wybrzeża
bałtyckiego, a następnie wzięła udział w wojnie trzydziestoletniej.
W
starciu ze
Szwecją Rzeczpospolita na prawie pół wieku pozbawiła się cła z portów
nadmorskich. Tylko za cła nałożone na litewskie zboże Gustaw Adolf
opłacał wojsko walczące przeciwko Koronie i Litwie. Rocznie z ceł w
Gdańsku, Pilawie, Kłajpedzie i Rydze uzyskiwał 800 tys. talarów, czyli
połowę budżetu swego państwa. Pozbawieni dochodów Polacy zrozumieli, że
obrona wybrzeża jest obroną bytu narodowego. Po rozejmie w Sztumskiej
Wsi w 1635 r. Władysław IV przystąpił do rozbudowania floty, która
miała służyć do pobierania cła z portów polskich w Gdańsku, Pilawie,
Kłajpedzie i Libawie w wysokości 4,5% w ciągu dwóch lat. Wojewoda
sandomierski, Jerzy Ossoliński, doświadczony polityk i dyplomata,
wyliczył, że Rzeczpospolita rocznie miałaby z tego cła około 6 mln zł
od cudzoziemców. Sprzeciwił się takiemu rozwiązaniu Gdańsk i
korzystając z pomocy Duńczyków, wpłacił do skarbu polskiego jednorazową
kwotę 600 tys. talarów. Król Władysław nie miał siły, by sprawę
rozegrać do końca, i dlatego zrezygnował z pobierania cła.
W
okresie
wojny trzydziestoletniej (1618-1648) Fryderyk
Wilhelm, zdobywszy część Pomorza Szczecińskiego, połączył posiadłości
ciągnące się od Berlina aż do Prus Wschodnich. Po upadku Zakonu i Hanzy
Niemcy ponownie wkroczyli na Bałtyk jako samodzielny czynnik
polityczny. W okresie, kiedy Polska toczyła ciężkie boje z Kozakami,
Moskwą i Szwedami, w latach 1655-1660, Prusy wymusiły traktaty
welawsko-bydgoskie (1657), potwierdzone pokojem w Oliwie w 1660 r., w
których Rzeczpospolita zrzekła się lenna pruskiego i oddała przyszłemu
zaborcy Lębork, Bytów i Drahim na Pomorzu.
Następnemu
królowi, Janowi Kazimierzowi, doradzano, aby zbudował nowy port w
rejonie delty wiślanej, czego jednak nie uczynił. Niebezpieczeństwo
brandenburskie dostrzegał Jan III Sobieski i próbował zmontować
koalicję w oparciu o Francję w celu przyłączenia Prus Książęcych do
Rzeczypospolitej. Plan uniemożliwiły mu komplikacje wewnętrzne i
międzynarodowe. Były to już ostatnie sugestie aktywnej polityki
polskiej na Bałtyku. Zainteresowanie narodu koncentrowało się wokół
spraw rolniczych i utrzymania Kresów Wschodnich, dlatego też na
ziemiach nadmorskich na hegemona wyrosły Prusy.
Kraj
po
wojnach był niezwykle zniszczony pod względem demograficznym i
gospodarczym. Dynamiczny dotychczas naród polski zmienił się w bierną masę, której Sasi, August II i August
III, zaproponowali nierząd, rozkład moralny, bezwład i ciemnotę i w
takim stanie starali się
go utrzymać ku radości sąsiadów, snujących plany rozbiorów. August II bez akceptacji sejmu wziął udział w wojnie
północnej, wystawiając kraj na ogromne zniszczenia. Kończący ją pokój w
Nystad zepchnął Rzeczpospolitą i Danię na
drugi plan, oddając dominium maris Baltici Rosji, rządzonej
przez Piotra Wielkiego. Na usługi Piotra przeszli Niemcy inflanccy,
zajmując najwyższe stanowiska w samorządzie, administracji państwowej i
wojsku. Rosja carska przez sześć pokoleń, od Nystad aż do Cuszimy (1905
r.), była państwem morskim, ale nie utrwaliła swojej hegemonii na
morzach północnych. Hegemonię na Bałtyku w sposób mistrzowski przejęły
Niemcy jako spadkobiercy Hanzy i Krzyżaków. Datą rozpoczynającą
przewagę niemiecką było otwarcie Kanału Kilońskiego w 1895 r. W
pierwszej połowie XVIII w. dynastie pochodzenia niemieckiego rządziły w
następujących państwach: Danii i w Szwecji holszytyńsko-gottorpska na
życzenie cara Piotra I, w Rzeczypospolitej – saska, w 1701 r.
Hohenzollornowie utworzyli królestwo. Prusy, wykorzystując zmianę
dynastyczną na tronie austriackim, zajęły w 1740 r. Śląsk, a w
następnej wojnie sukcesyjnej (1756-63) utrwaliły tam swoje wpływy. W
ten sposób Rzeczpospolita od zachodu, północy i północnego-wschodu
została otoczona przez żywioł niemiecki. Fryderyk Wielki napisał, że
kto zajmie ujście Wisły, ten będzie mocniej władał Rzeczpospolitą niż
gdyby miał Warszawę. I miał rację, bo walka o ujście Wisły toczy się z
różnym natężeniem od X w. aż do dzisiaj.
W
czasach
panowania Stanisława Augusta Rzeczpospolita próbowała dźwigać się z
upadku, ale mocarstwa sąsiednie rywalizowały już między sobą o spadek
po byłym mocarstwie jagiellońskim. Aby nie dopuścić do ożywienia
gospodarczego Polski, Prusy po I rozbiorze pobierały w Fordonie od
polskich towarów cło w wysokości 12%, a przy ujściu Wisły 20% od
wartości ładunku. Państwo Hohenzollernów uzyskało wówczas kontrolę nad
95% handlu zagranicznego Polski. Nic dziwnego, że wspominany już Stanisław Staszic wypowiedział wówczas
prorocze ostrzeżenie: Polacy, nikt z sąsiadów, tylko ten dom
brandenburski z potrzeby na waszą zgubę czatuje. Polacy próbowali
się bronić, budując dwa kanały: Królewski i Ogińskiego, aby chociaż
częściowo skierować eksport przez Morze Czarne. Widać więc wyraźnie, że gdyby
Polska nie utraciła dostępu do Morza Bałtyckiego, odrodzenie
gospodarcze przyszłoby szybciej, a za nim odrodzenie narodowe, ale na
przeszkodzie temu stanęła utrata świadomości zgodnej z polską racją
stanu trzymania się morza jako okna na świat i źródła bogactwa narodu.
W
okresie
123-letniej niewoli jedynie Ksawery Drucki-Lubecki doceniał dostęp do
morza, czemu dał wyraz, budując Kanał Augustowski według projektu gen.
Ignacego Prądzyńskiego. Była to odpowiedź
na wojnę celną, którą Prusy w 1823 r. wypowiedziały Królestwu
Polskiemu, narzucając cło na zboże w wysokości od 40% – 200%. Chciały
udowodnić sygnatariuszom kongresu wiedeńskiego, że powołane do życia
Królestwo Polskie nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie. Po
zniesieniu granicy celnej z Rosją w portach bałtyckich Prus nastąpił
katastrofalny spadek cen i zastój w handlu, co zmusiło Hohenzollernów
do ustępstw, a więc ostatecznie Lubecki wygrał wojnę celną z Prusami.
Powstanie
państwa polskiego po I wojnie światowej Niemcy traktowali jako
największe dla siebie zagrożenie. Dostęp Polski do morza przecinał
jedność terytorialną ich państwa, chcieli więc za wszelką cenę utrzymać
Prusy Wschodnie. Baron Gayl, komisarz plebiscytowy w Olsztynie w swojej
książce wydanej w 1940 r. napisał: Gdyby upadły Wschodnie Prusy,
niemczyzna byłaby wyparta z obszaru na wschód od Odry, odcięta od
średniego Bałtyku, odtąd niezdolna do odzyskania swej dziejowej roli
przodowniczej na Wschodzie Europy i niezdolna do wzięcia w swe ręce jej
pacyfikacji. [...] W nieodzownej rozprawie polsko- niemieckiej
zabrakłoby najważniejszego strategicznego punktu wyjścia, z którego we
wrześniu 1939 r. wyruszyła zwycięska ofensywa.
Dwudziestolecie
międzywojenne było okresem ogromnego wysiłku narodu o utrzymanie
dostępu do morza, który przyznano nam w Wersalu na mocy kryterium
narodowościowego. Gdyby Polacy na macierzystych ziemiach,
przechodzących powoli od XII w. pod panowanie niemieckie nie zachowali
wiary i języka, nie byłoby 13. punktu w orędziu Wilsona. A można bez
ryzyka stwierdzić, że po rozbiorach podstawę terytorialną Austrii i
Prus stanowiły ziemie słowiańskie.
Budując Gdynię i
Centralny Okręg Przemysłowy Polacy dążyli do całkowitego
uniezależnienia się od gospodarki niemieckiej, zwłaszcza po wojnie
celnej, wypowiedzianej Polsce w 1925 r. Rzeczpospolita
nie mogła liczyć na Gdańsk – chociaż
przyjął on polską taryfę celną i był
portem tranzytowo-przeładunkowym dla portów bałtyckich i towarów
płynących z Czechosłowacji, Węgier i Rumunii – ponieważ
urzędnicy niemieccy zwalniali od cła te towary, które stanowiły dochód
skarbu polskiego. Zatem dostęp do morza pozostawał w Gdańsku w obcych
rękach, wrogich Polsce. Nie dali się jednak Polacy zaszantażować
żądaniom senatu gdańskiego, aby cały handel morski był kierowany przez
Wolne Miasto, lecz na swoim wybrzeżu wybudowali nowe porty: w Gdyni, na
Helu, w Jastarni, Pucku i Władysławowie. Polacy odparli zarzuty Niemców
kierowane do Ligi Narodów, że trudności Gdańska wynikały z budowy portu
w Gdyni. W dwóch memoriałach z 19 lipca i 11 października 1930 r.,
udowodnili, iż prawdziwa przyczyna owych trudności tkwiła we wrogiej
wobec Polski polityce senatu i w przeroście administracji (sprowadzano
urzędników z centralnych Niemiec), na którą wydatkowano milionowe sumy.
Przez polskie porty przechodziło 75% ogólnych obrotów handlu
zagranicznego, co potwierdza prawdę dziejową, że Polska związana jest
nierozerwalnie z Bałtykiem, czego symbolem
były zaślubiny z morzem w dniu 10 lutego 1920 r. dokonane przez gen.
Józefa Hallera. Za tym stwierdzeniem przemawia spójność komunikacyjna
dróg wodnych i lądowych, a także bogactwa
naturalne rozmieszczone na ziemiach macierzystych. Warunki te stanowią
fundament i dają nadzieję na suwerenny rozwój państwa polskiego.
Eugeniusz
Kwiatkowski – twórca polskiej gospodarki morskiej w II Rzeczypospolitej
– napisał, że obrona praw Polski do nieskrępowanego dostępu do morza
jest jak „niczym niewzruszony dogmat”, który ustępujące pokolenia mają
przekazywać następnym. Przestrzegał naród, że bez dostępu do morza nie
ma w tej części Europy miejsca dla niepodległej gospodarczo i
politycznie Polski. Uważał także, że trwałe posiadanie i wykorzystanie
wybrzeża morskiego rozwiąże wiekowe zagadnienie stosunków
polsko-niemieckich i polsko-rosyjskich. Jego przewidywania, że „bez
Polski mocno opartej o brzeg morski zawiśnie w próżni cały powojenny
układ polityczny środkowej i wschodniej Europy”, realizuje się obecnie
pod dyktando Unii Europejskiej, reprezentującej interesy niemieckie.
W 1925 r. w
Toruniu powołano do życia Instytut Bałtycki, który prowadził badania
nad historią i teraźniejszością Pomorza i polskich związków z morzem.
Profesorowie Uniwersytetu Poznańskiego – archeolog Jan Kostrzewski,
językoznawca Mikołaj Rudnicki, geograf Tadeusz Pawłowski, historycy:
Teodor Tyc, Kazimierz Tymieniecki, Zygmunt Wojciechowski, socjolog
Florian Znaniecki – polemizowali z naukowcami niemieckimi, pragnącymi
za wszelką cenę i wbrew źródłom udowodnić, że powstanie państwa
polskiego było dziełem niemieckiej myśli politycznej. Polscy uczeni
obalili hipotezę najazdu zewnętrznego i udokumentowali, że twórcą
państwa polskiego było plemię Polan, natomiast państwo niemieckie
rozszerzyło swoje terytorium kosztem ziem słowiańskich rozciągających
się aż do Łaby. Dzisiaj brakuje nam takiej
miary uczonych, którzy by z taką determinacją jak wymienieni
profesorowie bronili praw polskich do Bałtyku.
Druga wojna
światowa rozpoczęła się „o korytarz” i o Gdańsk, czyli o polski dostęp
do morza, którego z takim heroizmem broniła załoga Westerplatte, Poczty
Gdańskiej, Oksywia i Helu. Determinacja i bohaterstwo, jaką wykazali
się obrońcy Wybrzeża jest świadectwem głębokich przemian w psychice
narodu, który zrozumiał, że odbudowę gospodarczą w dwudziestoleciu
międzywojennym zawdzięczał morzu, a jego symbolem była Gdynia. Polscy
marynarze na „Orle”, „Błyskawicy”, „Burzy”, „Garlandzie”, „Piorunie”,
„Dziku”, „Sokole”, „Krakowiaku” i wielu innych okrętach przyczynili się
znacznie do zwycięstwa nad hitleryzmem. Za poświęcenie i bohaterstwo
otrzymali m.in. 51 Krzyży Virtuti Militari, 1051 Krzyży Walecznych, 68
Krzyży Zasługi z Mieczami, 83 odznaczenia brytyjskie i 15 odznaczeń
francuskich. W czasie działań poległo 23 oficerów, 8 podchorążych, 137
podoficerów i 236 marynarzy. Bohaterska postawa wojska i narodu
polskiego zagrodziła drogę bezkarnym podbojom III Rzeszy.
Decyzją
mocarstw, kierujących się kryterium historycznym, na konferencji w
Poczdamie – po ostrych polemikach, trwających od pierwszych dni
konferencji aż do jej zakończenia, 2 sierpnia 1945 r. podpisano Umowę
Poczdamską. Rozdział IX Umowy zawierał ostateczny werdykt
Wielkiej Trójki w następującym sformułowaniu:
Trzej
szefowie rządów zgadzają się, że zanim nastąpi ostateczne określenie
zachodniej granicy Polski, byłe niemieckie terytoria na wschód od linii
biegnącej od Bałtyku bezpośrednio na zachód od Świnoujścia, a stąd
wzdłuż rzeki Odry do zbiegu jej z zachodnią Nysą i wzdłuż zachodniej
Nysy do granicy czechosłowackiej, włączając tę część Prus Wschodnich,
która nie została oddana pod administrację ZSRR, zgodnie z
porozumieniem osiągniętym na niniejszej konferencji, i włączając obszar
byłego Wolnego Miasta Gdańska – będą pod
administracją Państwa Polskiego i ze względu na to nie będą uważane za
część radzieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech!”
Powróciliśmy
więc do politycznych granic z X w. na pewnych warunkach, nie
rozstrzygniętych do dzisiaj w traktacie pokojowym, które przestaną
obowiązywać po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Jest to istotny
powód, dla którego Niemcy popierają starania Polski do integracji z
Unią. Po tym fakcie dekrety Bieruta utracą moc prawną.;
Na Ziemiach
Północnych i Zachodnich Polacy zastali ruiny i zgliszcza, zdewastowane
trakty komunikacyjne, nieczynne fabryki. Z powodu ogromnych zniszczeń
spowodowanych alianckimi nalotami dywanowymi i wandalizmu wycofujących
się oddziałów Wehrmachtu (zatapianie statków, zwalanie dźwigów do
kanałów portowych, wysadzanie w powietrze zakładów przemysłowych,
magazynów, elewatorów i urządzeń kolejowych) dopiero w 1953 r. w
Szczecinie zwodowano pierwszy statek. W podobnej sytuacji
było Pomorze Gdańskie. Miasto zostało zniszczone w 60%.
Wojsko niemieckie wysadziło urządzenia
odwaniające na Żuławach, których wartość wyceniono na sumę 3,5 mld
przedwojennych złotych, z Warmii i Mazur wywiozło do Rzeszy zakłady
przemysłowe i urządzenia, pozostawiając po sobie niemalże spaloną
ziemię.
Po latach
ogromnego wysiłku całego narodu trzy największe polskie stocznie:
gdańska im. Lenina, gdyńska im. Komuny Paryskiej i szczecińska im.
Adolfa Warskiego, w okresie PRL-u miały ustaloną renomę światową ze
względu na nowoczesne wyposażenie i wysoko wykwalifikowaną kadrę. Nasze
statki pływały pod banderami 20 państw. W 1984 r. ogółem posiadaliśmy 6
stoczni wytwórczych, 6 remontowych i 2 jachtowe, z którymi kooperowało
1500 fabryk i zakładów przemysłowych w całym kraju. Polska flota
transportowa w 1984 r. liczyła 278 jednostek, przy czym aż 15 miało ładowność
powyżej 30 ton. W tym roku posiadaliśmy 92 statki przystosowane do
połowów dalekomorskich i 81 trawlerów-przetwórni i zamrażalni.
Tego sukcesu nie
mogła znieść Niemiecka Republika Demokratyczna, która jednostronnymi,
bezprawnymi działaniami wymierzyła „zabójczy cios w żywotne interesy
narodowe Polski”, łamiąc postanowienia poczdamskie i układ w Zgorzelcu.
20 grudnia 1984 r. rozszerzyła swoje morze
terytorialne do 12 mil morskich kosztem Zatoki Pomorskiej, blokując
dostęp do otwartego morza polskiemu zespołowi portowemu Szczecin –
Świnoujście. W ten sposób pozbywała się polskiego rywala i przechwyciła
znaczną część tranzytu idącego przez Polskę. Rządzący Polską komuniści
nie przeciwstawili się bezprawiu, lecz w nowym atlasie geograficznym
dla klas VI i VII nanieśli samowolną i niezgodną z prawem delimitację
obszarów morskich Polski i NRD, co oznaczało aprobatę dla niemieckich
roszczeń morskich.
W III
Rzeczypospolitej demontaż państwa rozpoczęto od gospodarki morskiej,
czego byliśmy wszyscy świadkami. Po „restrukturyzacji” przemysłu
morskiego w latach (1990-2003), żeby nie wdawać się w szczegóły, chcę
tylko podać szokujące dane, mianowicie: ze
173 statków dalekomorskich i trawlerów posiadanych w 1984 r., obecnie
mamy 5: dwa pływają pod banderą polską, trzy – obcą. Zakłada się, że po
wstąpieniu do Unii 40-50% statków, uznanych za przestarzałe, zostanie wycofanych z połowów i złomowanych.
Zostaną także obniżone limity połowów wszystkich gatunków ryb.
Z pewnością nie
chodziło tylko o ukaranie kolebki „Solidarności”, ale przede wszystkim
rozpoczęto proces odsuwania Polski od morza. Na tym polu współpracują
ze sobą wrogowie wewnętrzni i zewnętrzni. Niemcy rozpoczęli nową fazę
swej ekspansji na wschód jako członek Unii Europejskiej. Obecny
postkomunistyczny rząd, aby umożliwić przesiedlonym Niemcom powrót na
polskie Ziemie Zachodnie i Północne, które po sześciu wiekach połączyły
się z macierzą, okupione krwią 6 milonów obywateli polskich i
dewastacją w 38% przedwojennego majątku narodowego, musi unieważnić 99
umów międzynarodowych, odwołać wspomniane dekrety Bieruta i przyjąć
unijne prawo własności. Po raz kolejny w naszych dziejach ojczystych
zostaniemy przez Niemców odsunięci od Bałtyku i kolejny raz z rzędu
przegramy rywalizację o dostęp do morza, które jest przede wszystkim
źródłem bogactwa narodu, ale także i oknem na świat.
Henryk Bagiński,
znawca polskiej polityki morskiej, napisał, że Niemcy odmawiały Polsce
charakteru państwa morskiego i dlatego też na przestrzeni dziejów
podejmowali planową akcję, zmierzającą do odcięcia Polsce dostępu
do wszystkich mórz i skazanie całego życia gospodarczego, a następnie
politycznego Polski na wyłącznie niemieckie pośrednictwo w stosunkach
międzynarodowych.
Nadzieją na
wygranie przez Polskę wojny z Niemcami o swobodny dostęp do Bałtyku –
wojny brutalnej, choć propagandowo pięknie „opakowanej” – toczącej się
z różnym natężeniem od X w., będzie nasz kategoryczny sprzeciw
przeciwko wejściu do Unii Europejskiej, wyrażony w referendum,
planowanym na 8 czerwca 2003 r.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|