Andrzej J. Horodecki
Temat Miesiąca
MOJEMU NARODOWI POD ROZWAGĘ
NPW 7-8, 2002
Wprowadzenie
Wbrew pozorom to u progu czasów nowożytnych dokonała się główna rewolucja. Miejsce Boga w sercu i umyśle
człowieka zaczęły zajmować dobra
materialne i duchowe. W pierwszym przypadku stało
się to za sprawą wprowadzenia pieniądza kredytowego, w drugim okazało
się, że człowiek, wychowany i wykształcony przez Kościół, zapragnął
zatrzymać dla siebie zdobyte dobra duchowe, że nie chce złożyć z nich
ofiary Bogu.
Życie umysłowe człowieka
potrzebuje zawsze dwóch składników: obserwacji, czyli podejścia
indukcyjnego (aposteriorycznego), i spekulacji, czyli podejścia
dedukcyjnego (apriorycznego). Wielokrotnie w ciągu minionych wieków, a
zwłaszcza w w. XX, zbrodnicze ideologie odwracały wewnętrzny porządek w
duszy ludzkiej, sprowadzając aposterioryzm do roli służebnej wobec
aprioryzmu. Uczeni różnych specjalności, poczynając od humanistów,
szukających uzasadnienia dla zbrodni, aż
po inżynierów, konstruujących bronie masowego rażenia, stanęli w jednym
szeregu przeciw Bogu. Pojawiły się nieodwracalne zmiany w środowisku
przyrodniczym, a z nimi buńczuczna teza: „To, co człowiek zepsuł, to
jest w stanie naprawić”.
Najgroźniejsze zmiany
pojawiły się w życiu społecznym, poczynając od rodziny. Skoro człowiek
zbuntował się przeciw Bogu, to w ślad za tym zbuntował się także
przeciw współmałżonkowi, a w konsekwencji przeciw dziecku.
Po Bogu i po rodzinie zaczyna tracić swoją świętość sam
człowiek. Jest skazywany masowo na śmierć
jeszcze przed urodzeniem. Życie ludzkie, jego trwanie i jakość zostały podporządkowane władzy pieniądza. Kościół
wrócił do życia społecznego, ale już jako
głos w dyskusji.
Zmiany te ogarniają
coraz więcej społeczeństw, a przeciwdziałanie im dla uratowania
człowieka i życia na Ziemi wymaga
zwycięstwa moralności w życiu państwowym. Jak to
osiągnąć, wskazują dwa niekwestionowane autorytety polityczne. Pyta się
Feliks Koneczny i udziela natychmiast odpowiedzi:
„Zadajmyż sobie ...
pytanie ... czemu moralność w ostatnich czasach tak wielce upadła i
czemu propaganda etyki staje się niemal beznadziejna? Zawodzą kler,
szkoła i dom rodzinny. Niemoralność rozszerzyła się tak dalece, iż
gdyby chcieć umoralniać jednostkę po jednostce, aż
z tych jednostek całość się złoży, trzeba by na to setek
lat... Stan moralny (lub niemoralny), dążności w narodzie i
społeczeństwie i państwie wpływają, i to szybko, na moralność życia
prywatnego.. Zrozumieć więc łatwo, czemu moralność upada za naszych
czasów. Postęp zaś jej możliwym jest obecnie tylko przez moralne
odrodzenie życia publicznego” (Państwo i prawo w cywilizacji
łacińskiej, wyd. Antyk).
Drugi wielki realista,
Roman Dmowski, tak charakteryzuje istotę
powszechnej moralności:
„...tylko wyjątkowe
charaktery umieją całe swoje postępowanie regulować według wyznawanych
osobiście zasad: tylko ludzie święci na każdy krok swój umieją zważać,
czy jest on zgodny z Przykazaniami Bożymi. Postępowanie zwykłego
człowieka zależy od wychowania dziejowego, przez pokolenia, w
obyczajach i instytucjach, w których te pokolenia żyły... oraz od jego
osobistego wychowania w rodzinie i szkole” (Kościół, Naród i Państwo,
wyd. Nortom).
Centralne Siły
Polityczne wnikliwie obserwują życie polityczne, szczególnie tam, gdzie
może dokonać się przełom na rzecz powrotu do cywilizacji łacińskiej,
czyli w Europie. Obrona Europy przed Unią Europejską – bez
wchodzenia do Unii Europejskiej – to jest ofensywne
zadanie dla Polski.
Sami wobec swoich grzechów...
Musimy przedtem przyznać
się do tragicznych grzechów i zawinionej
naiwności. Ich wspólny mianownik stanowi brak jedności wokół prawdy o
narodzie polskim. Kiedy ponadpartyjne siły zła złożyły w Sejmie w 1956
r. projekt ustawy, dopuszczającej tak zwane „przerywanie ciąży” ze
względów społecznych, został on „...ostro
zaatakowany przez posłów i prasę katolicką. Znany polski pisarz Jan
Dobraczyński w swym przemówieniu sejmowym wysunął wiele argumentów
światopoglądowych, przemawiających przeciwko przerywaniu ciąży,
wynikających między innymi z encykliki „Casti connubii”, a odwołujących
się do świętości życia ludzkiego i potrzeby jego ochrony przez system
prawa pozytywnego od momentu poczęcia. Wyrażał również obawy, iż
legalizacja może wywołać poważne szkody moralne, zwłaszcza gdy chodzi o
młodzież, której zagraża demoralizacja. Prowadzić będzie ponadto do
rozluźnienia obyczajów, zwiększenia liczby stosunków pozamałżeńskich,
cynicznych postaw wobec miłości. Rodzi to niebezpieczeństwo zwiększenia
odsetka kobiet bezpłodnych, fizycznej degradacji narodu polskiego” (E. Zielińska, Oceny prawo-karne
przerywania ciąży, Rozprawy Uniwersytetu Warszawskiego 1986).
Niestety, nazwisko Jana
Dobraczyńskiego zostało systemowo przemilczane przez tych
socjalkomunistów i socjalliberałów, którzy jako świeżo nawróceni na
patriotyzm objęli władzę w Polsce po 1989 r. E. Zielińska pisze dalej:
„W 1958 r.
Stowarzyszenie Pax zorganizowało ogólnopolską naradę, poświęconą
programowej akcji odnowy moralnej, której uczestnicy zaapelowali do
Sejmu PRL o uchylenie ustawy. W 1958 r. zaangażował się w tę batalię,
cieszący się dużym autorytetem w społeczeństwie, Prymas Polski Stefan
Wyszyński. W swej pracy duszpasterskiej Kościół otwarcie nawoływał
lekarzy i niższy personel medyczny do sabotowania ustawy”.
Walka o życie narodu
nigdy nie wygasła. Gdy E. Zielińska oddawała powyższą
książkę do druku, 23 grudnia 1985 r. zabrał w Sejmie PRL głos poseł
Marian Szatybełko:
„Ze wszystkich
dotychczasowych analiz i doniesień wynika jednoznacznie, że ofiarami
plag społecznych padają przed wszystkim dzieci i młodzież, pozbawione
troski rodziców i ciepła życia rodzinnego”. Pozwolę sobie przytoczyć
tutaj pytania, zadane 27.04.1956 r. przez wspomnianego już posła Jana
Dobraczyńskiego: „Czy można mówić o zdrowym klimacie rodzinnym w
rodzinie, gdzie okupuje się wygodę likwidującym zabiegiem? Czy taka
rodzina wychowa człowieka, zdolnego do
ofiarności? Do poświęcenia dla dobra drugich? Na te pytania każda i
każdy z nas na dziś i na najbliższe jutro Polski musi dać sobie
odpowiedź. Ze swej zaś strony oświadczam, iż wystąpienie niniejsze uważam za podjęcie
inicjatywy, zmierzającej do uchylenia w całości ustawy dopuszczającej
przerywanie ciąży i związanych z nią wszelkich innych aktów prawnych.
Wystąpienie moje stanowi w tym przedmiocie także zadośćuczynienie
uchwale, podjętej jednomyślnie przez Nadzwyczajny Walny Zjazd Delegatów
Polskiego Związku Katolicko-Społecznego 23.11.1985 r.” (podkr. moje –
A. J. H.)
Naród polski został zaledwie 11 lat po
zakończeniu II wojny światowej przemocą poddany działaniu
zbrodniczej ustawy i jej uległ. Dwa pokolenia Polaków wzrastały od
dziecka w nerwowej atmosferze zagrożenia życia
swojego lub rodzeństwa, braku miłości, a często i uczucia bycia nikomu
niepotrzebnym. Dzisiaj polityka kolejnych rządów – zawsze z ramienia
CSP – udowadnia nam, że Polacy są w ogóle niepotrzebni. Wtedy, przed
laty, państwo jakoby kontrolowało wszystko, ale to nieprawda, bo kto
wysoko cenił własne sumienie, ten obronił swoją duszę i z głodu nie
umarł. Minęły lata i oto nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego Polska,
która ma wszystko, by być krajem miodem i mlekiem płynącym – zmierza ku nędzy i głodowi. Skoro nie
znaleźliśmy wtedy miejsca w rodzinie dla tych najsłabszych, nie możemy
dostrzec i zrozumieć, dlaczego nie ma teraz tego miejsca dla nas
samych, skąd się wzięła armia bezrobotnych i bezdomnych oraz armia
niekochanej młodzieży, której nawet państwo nie potrzebuje.
... i swojej bezradności
Bez rachunku sumienia
nie dostrzeżemy, że Państwo Polskie, jak Piłat umywa dziś ręce, gdy swoi i obcy rozdrapują naszą ziemię i nasz
majątek narodowy. Nie zrozumiemy, że w Polsce – kraju cywilizacji
łacińskiej, własność prywatna była, jest i będzie zawsze własnością
jednej osoby, której z odpowiedzialności za
tę własność nikt nie może zwolnić.
To, że kolejne rządy
przekazały prawem kaduka majątek narodowy – bez jego inwentaryzacji i
wyceny – spółkom akcyjnym, oznacza, że mamy do czynienia
z prywatyzacją w cywilizacji gromadnościowej, a więc
bizantyńskiej, turańskiej czy też żydowskiej. W spółce akcyjnej nie ma
osobistej odpowiedzialności moralnej za całość, jest tylko handlowa
odpowiedzialność osoby, która ma większościowe udziały, mogąc w każdej
chwili ich się pozbyć.
Bez osobistego rachunku
sumienia nie zrozumiemy tragicznego paradoksu stoczniowców
szczecińskich, którzy w dobrej wierze postrzegają rolę
banków, nie zdając sobie sprawy, że rząd ma niewiele do powiedzenia,
gdy banki zadecydują, że doskonale produkująca Stocznia ma być
zlikwidowana.
Nie zrozumiemy, jak
można rzucić na kolana tysiącletni naród, który nie dostrzega złodziejskich, ale prostych kruczków – w
operowaniu kredytem z upoważnienia Konstytucji. Nie potrafimy
zrozumieć, że złe prawo, sprzeczne z prawem naturalnym, nie obowiązuje
w sumieniu.
Tym spośród nas, dla
których powyższe słowa są oczywiste, ale którym ciągle jeszcze się
wydaje, że socjalkomunizm został obalony, proponuję zastanowić się nad
innym fragmentem tego samego przemówienia sejmowego pos. Szatybełki:
„Naród musi mieć
nadzieję, że wyjdzie na prostą. Nie w jakiejś odległej przyszłości i
dzięki nowym rozwiązaniom kredytowym, ale w konkretnym czasie i dzięki
usilnej pracy. Tę nadzieję może nam
dać niedocenianie dotychczas rolnictwo. Mamy bowiem na 1 mieszkańca ok.
0,50 ha użytków rolnych, podczas gdy wg norm FAO wystarczy 0,25ha, aby
naród mógł się wyżywić z własnej produkcji żywnościowej. Bliskie nam
Węgry osiągają z eksportu rolnego 2 mld dolarów rocznie. My przy naszym
areale i ludności moglibyśmy wyeksportować żywność za 5 mld dolarów.
Aby do tego doszło rolnikom powinna się
opłacać nie tylko produkcja mleka, warzyw
i owoców, ale również produkcja zbóż i żywca. Problem opłacalności
hodowli zwierząt rzeźnych rozwiązałoby rzeźnictwo rzemieślnicze.
Dopuszczenie w ostatnim czasie w trzech województwach do prowadzenia
uboju z własnej hodowli i sprzedaży mięsa przez rolników jest nieśmiałą i niepełną próbą
rozwiązania tego problemu.
Problem zaś produkcji
zbóż rozwiązałoby podniesienie cen skupu o ok. 500 zł na 1q, czyli o 5
tys. na tonie. Podniosłoby to koszt skupu zbóż w ilości 7,5 mln ton o
37,5 mld zł. Wyeliminowałoby zaś potrzebę importu zbóż i przetworów
młynarskich. Przewidziany na 1986 r. import 3 mln ton zbóż i przetworów
młynarskich będzie nas kosztować ok.
345 mln dolarów, na których uzyskanie należałoby uprzednio
wyeksportować towary za tę sama sumę... należałoby tu powiedzieć, że
przez import zbóż i przetworów młynarskich otwieramy rynki zbytu
przykładowo amerykańskim farmerom, a tym samym zamykamy je przed
polskimi rolnikami”.
W świetle tak zwanych
„negocjacji” z Unią Europejską powyższy cytat nie wymaga komentarza.
Można tylko zamyślić się nad dalekowzrocznością i konsekwencją CSP,
kiedy uświadomimy sobie narzucony przez Unię Europejską plan likwidacji
ok. 80 % indywidualnych gospodarstw chłopskich oraz plan wprowadzenia
podatku katastralnego, adresowanego w ostatecznym rozrachunku także do
pozostałych 20%. Do tego trzeba dodać narzucane przez UE tzw. kwoty
(czytaj „kontyngenty”) produkcyjne, oraz plany – formalnie ze strony
PSL – całkowitej likwidacji prywatnej własności ziemi na wsi.
W uzasadnieniu do
projektu ustawy o rodzinnym gospodarstwie rolnym (zobaczymy niżej, jaka
to myląca nazwa), autorstwa Klubu PSL, z dn.10.07.1998 r., uzgodnionym
z wymogami Unii Europejskiej, czytamy:
„...we Wspólnocie
Europejskiej ukształtowały się dwie kategorie prawne ... chłopska
własność rolnicza oraz rolnicza własność kultywacyjna ...
najsilniejszą ... dominującą ustrojowo pozycję rolniczej własności
kultywacyjnej odnotowujemy w Belgii, Francji i Holandii, gdzie
ponad dwie trzecie rodzinnych gospodarstw rolnych prowadzona jest
całkowicie lub częściowo na gruntach nie stanowiących własności
rolników. W projekcie ustawy przyjęto pierwszą z tych dwóch
kategorii rolniczej własności, wychodząc z założenia, iż zbyt silne
jest przywiązanie polskiego rolnika do swej własności, aby można
było oczekiwać społecznej akceptacji wsi na inne rozwiązania” (podkr.
moje – A. J. H.)
Matactwo tego
rozumowania ma swój cel. Chodzi po prostu o zatarcie sensu pojęcia
własność prywatna, aby Polak przestał tę własność cenić i
łatwo dał ją sobie wyrwać A tylko własność prywatna ziemi
jest gwarancją szansy na wolność osobistą człowieka – podstawę
cywilizacji łacińskiej, której Europa zawdzięcza swoją tożsamość.
Niszczenie gospodarcze Polski, pozbawianie milionów ludzi pracy,
szerzący się od góry upadek moralny i towarzyszący mu chaos prawny mają
na celu powszechne obrzydzenie obywatelom Państwa Polskiego, a w
konsekwencji głosowanie za wejściem Polski do Unii Europejskiej
A swoją drogą, czy nie
byłoby wskazane, aby ktoś opracował politykę państwa wobec wsi,
poczynając od 1944 r., aż po dzień dzisiejszy i otworzył oczy Polakom,
o co tak naprawdę toczy się walka?
Jaki wzorzec życia?
Jak widać z cytowanych
przykładów, od dawna narzucany jest Polsce materializm jako sposób na
życie. Przedtem w oprawie naukowej jako podstawa polityki państwa. Po
1989 r. jako wolna gra sił, w oprawie ideowej rzekomej walki z
socjalkomunizmem. Temu materializmowi możemy świadomie, a więc
skutecznie przeciwstawić sposób na życie, jaki stanowi cywilizacja
łacińska, oparta na harmonii wartości duchowych i materialnych.
Cywilizacja łacińska nie
wymaga ascezy, ale harmonii między zdrowiem, dobrobytem, prawdą i
dobrem moralnym, którą dostarcza piękno. Fundamentem tej cywilizacji
jest rodzina, oparta na monogamicznym, sakramentalnie uświęconym
małżeństwie.
Polska ma – według
danych z połowy lat osiemdziesiątych – rezerwę ziemi uprawnej w ilości
ok. 2500 m kw. na osobę. Przyjmijmy, że 1000 m kw. stanowi działkę pod
dom jednorodzinny z ziemią dla pięcioosobowej rodziny. Zapytajmy się
teraz: dla ilu pięcioosobowych rodzin wystarczy tej rezerwy pod dom
rodzinny na skrawku ojczystej ziemi? Okazuje się z prostego
przeliczenia, że dla 19 mln takich rodzin. Odliczając 20% na drogi i
infrastrukturę, wyniesie to efektywnie ok. 15 mln rodzin, czyli 75
milionów ludzi. Proszę teraz zestawić powyższe dane z milionami
hektarów po zlikwidowanych pegeerach i z tym, co się z nimi dzieje!
Przyjmijmy następnie, że
młoda rodzina poniosłaby koszt wydzielenia takiej działki i jej wpisu
do księgi wieczystej. Wobec tego uchwalenie ustawy, uwłaszczającej
młode polskie rodziny ziemią pod dom rodzinny w ilości 1000 m kw., nie
obciążyłoby w niczym budżetu państwa. Jedyne zastrzeżenie w ustawie
głosiłoby, że ziemia taka, w razie wygaśnięcia dziedziczenia w prostej
linii, jest ustawowo odkupywana przez państwo z przeznaczeniem dla
innej młodej rodziny, wchodzącej w życie.
Dla dopełnienia dzieła
potrzebne są jeszcze dwie ustawy. Pierwsza, ustawa o zmianie
Konstytucji, powinna zapewnić władzę nad kredytem społecznym (czyli
kredytem finansującym funkcjonowanie państwa i rozwój gospodarki)
bankom państwowym i samorządowym, pod generalnym nadzorem Narodowego
Banku Polskiego. Dlaczego?
Otóż proszę sobie
wyobrazić, że demokratycznie wybraliśmy kolejny Sejm, który korzystając
z braku doświadczenia ekonomiczno-politycznego milionów Polaków oraz z
ich zniechęcenia do udziału w wyborach, uzyskał aprobatę dla
Konstytucji, pozbawiającej ten Sejm (i następne) władzy nad gospodarką
kraju. Sejm zgodził się bowiem na zapis w tej Konstytucji, że rozwój
gospodarki nie może być finansowany przez Narodowy Bank Polski.
Natomiast nie ma tam zapisu, odbierającego taką możliwość bankom
komercyjnym, a nawet rządowym bankom obcych państw, które wykupiły
banki, będące własnością Państwa Polskiego.
Druga ustawa powinna
wstrzymać „prywatyzację” i „restrukturyzację” majątku narodowego na
dotychczasowych zasadach, włączając w to:
-
wypowiedzenie
Układu o Stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi i ich Państwami
Członkowskimi z 16.12.1991 r.;
-
wycofanie akcesu
do Unii Europejskiej z 08.04.1994 r.;
-
ogłoszenie
moratorium na wszystkie umowy Polski z organizacjami ponadnarodowymi
oraz przeprowadzenie kontroli
„prywatyzacji” i „restrukturyzacji” majątku narodowego w okresie,
poczynając od 4 czerwca 1989 r., aż do dnia wejścia w życie ustawy.
Ustawa ta powinna
przewidywać w uzasadnionych przypadkach odszkodowanie dla Polski ze
strony osób prawnych i fizycznych. W stosunku do tych drugich ustawa
powinna określać odpowiedzialność karną i cywilną, z uwzględnieniem
banicji, dożywotnio pozbawienia wszelkiego biernego prawa wyborczego,
poczynając od władz krajowych, a kończąc na wszelkich zarejestrowanych
organizacjach społecznych, oraz przepadek mienia na rzecz Skarbu
Państwa.
Jak
będziemy gospodarować
Państwo Polskie przyjmie
konstytucyjnie określone, stabilne założenia społeczno-gospodarcze,
stanowiące zdrową i trwałą osnowę dla pracy i satysfakcji każdego
Polaka.
1. Cele gospodarki polskiej:
· na
pierwszym miejscu gwarancja godziwej pracy dla każdego obywatela, a
dopiero potem zysk z tej pracy,
· bytowa
samowystarczalność narodu, oparta na pieniądzu kredytowym,
kontrolowanym przez Narodowy Bank Polski,
· każda produkcja
powinna zamykać się w obrębie naturalnego obiegu w przyrodzie albo
posiadać atest ekologiczny, gwarantujący prawną i finansową
odpowiedzialność za zagospodarowanie odpadów
produkcyjnych w zamkniętym obiegu.
2. Wymiana handlowa i turystyka nie może
powodować uszczuplenia liczby miejsc pracy lub pogorszenia jej walorów,
3. Powierzchnia kraju zajmowana przez przemysł,
jego infrastrukturę, a w szczególności transport oraz nieuniknione
odpady powinna być ograniczona. Dotyczy to także gospodarczego i
osobowego transportu tranzytowego,
4. Państwo Polskie jest państwem cywilizacji
łacińskiej, prawo osoby i prawo władzy są oparte na prawie naturalnym i
są – w czasach pokoju zewnętrznego i wewnętrznego – równorzędne,
5. Umowy międzynarodowe zawierane przez Państwo
Polskie mają charakter wyłącznie dwustronny.
Konsekwencje
Powyższe propozycje
wymagają do swojej realizacji wypowiedzenia naiwnego zaufania ludziom,
głoszącym nieomylność demokracji i konieczność władzy pieniądza. Dla osób o
słabych nerwach wiedza o uzależnieniu
Polski i pozostałych, liczących się politycznie krajów świata, na czele
z USA, Unią Europejską i krajami Dalekiego Wschodu, od ponadnarodowego
systemu bankowego – głównej broni CSP, mogłaby doprowadzić do
zniechęcenia i załamania. Dlatego stawiamy problem pozytywnie: co
trzeba zrobić, aby ocalić Polskę umysłami i rękoma
Jej synów. To bowiem, co postrzega przeciętny Polak (przy założeniu niewiedzy, że chodzi o
zniszczenie do końca suwerenności gospodarczej) jest
nie do naprawienia. Wszelkie żebrzące
wołania, zbieranie podpisów, marsze i inne protesty, zmierzające do
naprawy sytuacji (np. walka o Polski Cukier – koncern taki sam jak
inne, panoszące się w Polsce, z tą tylko różnicą, że przez jakiś
krótszy lub dłuższy czas byłby w polskich rękach) są docelowo skazane
na fiasko. Działania takie mają jeszcze tę wadę, że uwiarygodniają
aktualny system polityczny. „To prawda, że popełniamy błędy, ale
staramy się je naprawiać” – odpowiadają nam wówczas różni prominenci.
W systemie
międzynarodowych powiązań akcyjnych nie ma i nigdy nie będzie miejsca
na interes narodowy! Nikt nie może nikomu zakazać handlu akcjami – to
jest istota gromadnościowego oblicza cywilizacji żydowskiej. Im szybszy
jest ruch akcji na giełdzie, tym większe są zyski. Inaczej jest w
cywilizacji łacińskiej: im dłużej dana
rodzina, często przez liczne pokolenia, prowadzi jedną i tę samą firmę,
tym firma ta budzi większe zaufanie, bardziej dba o swoją markę i honor
jej właściciela. Na tym polega personalizm
w gospodarce i prawdziwa własność prywatna!
Najskuteczniejszym
sposobem walki z najbardziej niszczącą nas cywilizacją żydowską jest
promocja gospodarki, sprzyjającej cywilizacji łacińskiej – poprzez
promocję dobra osoby i rodziny. Młody,
zdrowy, wykształcony człowiek, zamiast
stać przy budce z piwem albo zbierać truskawki w Hiszpanii, powinien
zacząć wszczepiać się w ziemię ojczystą, tak jak rolnik. Szczególnie
ważne jest to na Ziemiach Zachodnich i Północnych, narażonych na
bezczelne żądania Niemców (za Odrą jest też cywilizacja bizantyńska, a
więc gromadnościowa, a zatem nie
kształtująca u ludzi poczucia honoru).
Niestety, kolejne ekipy poselskie i senatorskie, to w większości
ludzie ukształtowani przez cywilizacje gromadnościowe: bizantyńską,
turańską i żydowską, rozkładające Polskę od wewnątrz.
Ludzie ci kochają swoje dzieci – w najlepszym przypadku –
„inaczej”. Gdy ktoś należy do cywilizacji łacińskiej, a więc ma
poczucie honoru i odpowiedzialności za Ojczyznę, to zrobi wszystko, by
następujące po nim pokolenie było bezpieczniejsze, lepiej wykształcone, bardziej
zasobne.
No i wreszcie
autentyczna natura młodości. Młodzieniec czy dziewczyna z otwartą głową
wchodzą w wielką przygodę swego życia, sięgają po wielkie cele, wierzą,
że są one do osiągnięcia za cenę uczciwej, ciężkiej, ale realnej pracy.
Ten, kto im schlebia, podlizuje się, kto chce ich kupić, tak jak towar
– często teraz się zdarza, że bezrobotna młodzież chwyta jakąś fuchę
„europejską” – ten ją okrada ze skarbu swoich marzeń. Jeszcze w okresie
PRL można było spotkać ogłoszenie na
uczelniach wyższych, typu: „Przyjdź do nas, za
jedne 100 zł pojedziesz z nami do Bułgarii, czy na Krym”. Oprócz zmiany
kierunku ze wschodniego na zachodni oferty niewiele się zmieniły –
propozycje, były i są dofinansowywane z
pieniędzy polskiego podatnika.
„Kochasz ty dom,
rodzinny dom, ...co szumem swych lip wtórzy twym snom...” – pisała
Konopnicka.
Trzeba wziąć się za budowę nowego polskiego domu
rodzinnego, w którym kobieta będzie matką, mężczyzna – ojcem, w którym
znów będą przychodzić bezpiecznie na świat godni następcy
Mickiewiczów i Sienkiewiczów, Konopnickich i Prusów. A
także Dmowskich, Witosów i Sikorskich. I częściej niż raz na tysiąc lat
Wyszyńskich i Wojtyłów.
Matko Boża! Ilu myśmy
przywódców i wieszczów stracili w łonach matek! Ile krwi niewinnej
przelaliśmy! Pomóż nam przerwać całkowicie
ten proceder i zabrać się za bary ze złem w naszych sercach i z chaosem
w naszych umysłach, przez ciężką, ale piękną pracę dla Boga i dla
Ojczyzny – czuwając, aby nie splamić swojego honoru.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|