Marek Kośmicki
Rodzina
LEKARZE O EUTANAZJI
NPW 7-8, 2002
W dniu 25
maja 2002 r. w Auli Papieskiej Jana Pawła II na Jasnej Górze w
Częstochowie odbyła się IV Krajowa Konferencja Katolickiego
Stowarzyszenia Lekarzy Polskich (KSLP) na temat: "LEKARZE
O EUTANAZJI". Honorowy Patronat objęli: Jego Eminencja
Ks. Józef Kardynał Glemp, Prymas Polski oraz Dr Konstanty Radziwiłł, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Eutanazja, czyli tzw. dobra śmierć, która w
praktyce oznacza przyspieszenie lub niezapobieganie śmierci, mające
skrócić cierpienia, zazwyczaj dokonywana jest na życzenie chorego. W
praktyce jednak, szczególnie w Holandii, gdzie została
niedawno zalegalizowana, a tolerowana jest od około 30 lat,
może stawać się wstępem i zachętą do realizowania większych nadużyć i
odbywa się niekiedy niedobrowolnie. Eutanazja nie jest tylko problemem
historycznym, bez większego znaczenia dzisiaj. Nie jest też tylko
przedmiotem zainteresowania dość wąskiego grona lekarzy, pielęgniarek i
osób zajmujących się bioetyką. Dotyczy nas wszystkich, bo wszyscy
prędzej czy później stajemy w obliczu śmierci kogoś bliskiego – z
rodziny, z naszego kręgu przyjaciół; prędzej czy później każdy z nas
stanie w obliczu własnej śmierci.
W czasach współczesnych została wprowadzona
instytucjonalnie w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej i po upadku
nazizmu w tym kraju – zdelegalizowana. W dzisiejszej Holandii
praktycznie stosuje się ją od lat siedemdziesiątych XX w. Cechą
charakterystyczną „rozwiązania
holenderskiego” jest eutanazja niedobrowolna, dokonywana poza
świadomością chorego. We współczesnym świecie propaganda
zmierzająca do legalizacji eutanazji zatacza coraz szersze kręgi.
Najbardziej spektakularne są wydarzenia w Australii i USA.
W ostatnich latach rozpoczęto debatę w Austrii i Hiszpanii.
Mówi się, że Niemcy, którzy otrząsają się już z
kilkudziesięcioletniego kompleksu lat trzydziestych i II wojny
światowej, są gotowi do ewentualnego ponownego zaakceptowania eutanazji.
Sytuacja przypomina stan sprzed około trzydziestu laty, kiedy Holendrzy
uważali, że mogą przyjąć eutanazję, ponieważ są wolni od „kompleksu
nazizmu”, z którym się ona poprzednio kojarzyła. Dotychczas wydawało
się, że zagadnienia eutanazji są odległe od naszego kraju i problem ten
nie ma u nas większego znaczenia. Okazuje się jednak, że być może tak
nie jest. W maju 2002 r. dokonano legalizacji eutanazji w
drugim z kolei kraju na świecie i w drugim w Europie – w Belgii.
Czy znajdą się ludzie gotowi do
forsowania eutanazji w Polsce? – trudno
przewidzieć. Z pewnością jednak nasze doświadczenia ze sztucznymi
poronieniami, które mogą być nazwane „eutanazją przed urodzeniem”, a
zwłaszcza ich masowość w niedalekiej przeszłości, budzą niepokój, że
zamach na „drugi biegun życia”, jakim jest naturalna śmierć, może nie
ominąć również naszego kraju. Publikowane współcześnie sondaże opinii
publicznej wykazują, że eutanazję może popierać spora
część mieszkańców Polski, a ostatnie inicjatywy legislacyjne budzą
niepokój, że sprawa „dobrej śmierci” może dotyczyć również naszego
kraju. W ostatnich dniach 2001 r., 20 grudnia, Prezydent
RP Aleksander Kwaśniewski wystosował pismo do Marszałka
Sejmu RP IV kadencji, Marka Borowskiego, w którym przedstawia
Sejmowi projekt nowelizacji kodeksu karnego, a szczególnie jego
artykułu 151, który w obecnie obowiązującym Kodeksie brzmi: „Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza czlowieka
do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności
od 3 miesięcy do lat 5”. Przedstawiony przez Kancelarię
Prezydenta RP projekt Ustawy o zmianie ustawy - Kodeks karny [...],
której uchwalenie planuje się na 2002 r., zakłada zmianę w art. 151:
dotychczasową treść oznacza się jako par. 1 i dodaje się par. 2 w
brzmieniu: „Par. 2. W wyjątkowych, szczególnie uzasadnionych wypadkach sąd może
zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej
wymierzenia”.
A zatem projekt nowelizacji Kodeksu Karnego,
który wyszedł na przełomie 2001 i 2002 r. z Kancelarii Prezydenta RP,
umacnia niepokój, że próba legalizacji eutanazji może dotyczyć również
naszego kraju. Środowisko lekarskie, jako pierwsze, stanie wobec
konieczności opowiedzenia się „za życiem” czy „przeciw życiu”. Tym
zagadnieniom poświęcono IV Krajową Konferencję KSLP „Lekarze o eutanazji”.
Kościół sprzeciwia się eutanazji, podobnie jak
sztucznym poronieniom, uważając, że jedynym i absolutnym
Panem życia jest Bóg, a człowiek jest tylko jego użytkownikiem. W
swoim przesłaniu do uczestników Konferencji J. Em. Ks.
Kard. Józef Glemp, Prymas Polski, rozwinął ten temat. Kardynał
uznał, że obrona człowieka przed eutanazją jest tematem ważnym i
aktualnym w niektórych państwach, a w naszym kraju jest również
dyskutowana i skłania do głębokiej refleksji nad świętością życia
ludzkiego u jego kresu. Prymas przypomniał słowa Ojca
Świętego Jana Pawła II, który w adhortacji apostolskiej Christifideles
laici naucza, że istocie ludzkiej przysługuje prawo do życia „we wszystkich fazach jej rozwoju, od chwili poczęcia do
naturalnej śmierci, i we wszelkich warunkach, a więc niezależnie od
tego, czy jest zdrowa czy chora, w pełni sprawna czy upośledzona,
bogata czy biedna” (ChL 38). Kard. Glemp
zauważył, że kilka dni wcześniej było święto Zesłania Ducha Świętego,
który zalęknionym apostołom dodał odwagi w głoszeniu prawdy Ewangelii,
która od tamtych czasów niemal zawsze spotyka się z oporem tego świata.
Przesłał zebranym życzenia i błogosławieństwo, by Duch
Święty także Was umacniał.
Doświadczenia amerykańskie, znane w Polsce między
innymi dzięki przekazom urodzonego w naszym kraju lekarza, Ryszarda
Fenigsena (jego książka pt. Eutanazja. Śmierć z wyboru?
oraz inne publikacje i wykłady) wskazują, że zawsze i
wszędzie, a szczególnie w państwach demokratycznych, można i zawsze
warto walczyć o prawną ochronę życia ludzkiego, zarówno u jego
początków, jak i u kresu, jakim jest śmierć człowieka. Jak
relacjonował niżej podpisany o sytuacji prawnej dotyczącej eutanazji w
różnych krajach, w ujęciu historycznym i w czasach współczesnych, ważny jest głos każdego środowiska. Z pewnością zdanie
samorządu lekarskiego ma w tej sprawie znaczenie zasadnicze. Dlatego z
najwyższą uwagą wysłuchano wystąpienia dra Konstantego
Radziwiłła, Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL), które odebrano
jako współczesne stanowisko NRL. Sprawa eutanazji obecna jest wśród
dylematów lekarskich od zarania medycyny – mówił dr Radziwiłł. W ciągu
dwóch i pół tysiąclecia współczesnej medycyny lekarze rozwiązywali ten
dylemat jednoznacznie: skrócenie życia choremu bez względu
na intencje oraz okoliczności jest niedopuszczalne. Dopiero wiek
dwudziesty diametralnie zmienił sytuację w tym obszarze. Najpierw totalitaryzm, potem zaś konsumpcjonizm,
a wreszcie coraz bardziej popularny utylitaryzm ze
swoim wartościowaniem życia ludzkiego utorowały drogę do
przyjęcia tezy, iż eutanazja jest już nie tylko mniejszym złem, ale
zgoła wybawieniem dla rzesz ludzi cierpiących. I mimo że w Polsce
zarówno prawo powszechne, jak i Kodeks Etyki Lekarskiej nie dopuszczają
możliwości skracania życia chorym, a w kraju bądź co bądź katolickim
negatywne stanowisko Kościoła w tej sprawie jest znane, to coraz
większe rzesze ludzi, podsycane niewątpliwie postawą środków masowego
przekazu sprzyjają myśli, że może eutanazja nie jest znowu takim
barbarzyństwem, a ludzie, którzy nie chcą jej legalizacji, są może po
prostu nienowocześni. Zwolennicy dopuszczalności eutanazji podkreślają,
że daje ona każdemu możliwość wyboru, a wszelkie próby decydowania za
innych są przejawem nietolerancji. Takie zarzuty mają w dzisiejszych
czasach wielki kaliber i już od początku stawiają przeciwników
eutanazji w niekorzystnym świetle jako wrogów postępu i humanizmu. Stąd
właśnie tak istotne są słowa, które wypowiedział prymas
Belgii kardynał Daneels w maju 2002 r., gdy parlament tego kraju
uchwalał ustawę umożliwiającą stosowanie eutanazji. Mówił on: „My nie jesteśmy przeciw eutanazji; jesteśmy za
życiem”. Ukazywanie afirmacji życia bez względu na jego jakość
jest bowiem podstawą opowiedzenia się właśnie po stronie człowieka
chorego, cierpiącego i beznadziejnie smutnego. Człowiek taki potrzebuje
przede wszystkim drugiego człowieka i jego pomocy. Kto, jeśli nie
lekarze, najlepiej rozumie tę potrzebę. Dopiero gdy nikt nie przychodzi
z pomocą, człowiek cierpiący zaczyna myśleć o odejściu jako najlepszym
rozwiązaniu beznadziejnej sytuacji. Wielkie wyzwanie, jakim jest dla
lekarzy coraz większa liczba chorych, którzy przeżywają na ich oczach
kryzys sensu życia z jednej strony, a ogromne możliwości przynoszenia
ulgi w każdym praktycznie cierpieniu, jakie niesie ze sobą postęp w
naukach medycznych z drugiej strony, stawia całe środowisko i każdego z
nas z osobna w zupełnie nowej sytuacji – kontynuował prezes NRL. Jako
naturalny przedstawiciel interesu ludzi chorych środowisko lekarskie
musi tak wpływać na opinię publiczną, aby wyjaśnić, jak
wielkie niebezpieczeństwa dla ludzkości niesie za sobą przyjęcie, że w
pewnych okolicznościach możliwe jest uznanie życia człowieka za
bezwartościowe. Tak długo bowiem, jak lekarz będzie przyjacielem
chorego, a aby ulżyć mu w cierpieniu, użyje całej nowoczesnej wiedzy
medycznej w tym zakresie, będzie on
najlepszym lobbystą przeciw eutanazji. Warto w tym miejscu dodać także
aspekt ewentualnej legalizacji eutanazji, który jest szczególnie
bolesny dla wielu lekarzy. Otóż przyjęcie możliwości
skorzystania z eutanazji jako prawa człowieka chorego może doprowadzić
do sytuacji, w której dojdzie do wywierania niedopuszczalnego nacisku
na lekarzy, którzy się jej sprzeciwiają, i prób łamania ich sumień,
– mówił dr Radziwiłł. Dodał, że Naczelna Rada Lekarska w
wielu deklaracjach, w tym w stanowisku przyjętym ostatnio z okazji
Światowego Dnia Chorego 2002 r., opowiada się
jednoznacznie za obowiązkiem poszanowania życia człowieka aż do
naturalnej jego śmierci. Myślę także, że przytłaczająca większość
polskich lekarzy podziela ten pogląd i w praktyce go stosuje –
zakończył prezes NRL.
Cierpienie należy do istotnego wymiaru człowieka.
Jest zjawiskiem powszechnym. Dotyczy bowiem nie tylko ludzi, lecz także
zwierząt i roślin. Dlatego problem cierpienia intrygował ludzkość od
zarania dziejów. Podejmowali go filozofowie, teologowie, uczeni, ludzie
prości, a przede wszystkim chorzy. Ten fakt właśnie zmusza każdego z
nas do podjęcia refleksji nad istotą i sensem cierpienia. Nie tylko
wtedy, gdy człowiek się z nim zetknie bezpośrednio, jako swoistym
doświadczeniem, które zawsze zaskakuje i przychodzi w czasie najmniej
oczekiwanym. Dla chrześcijanina cierpienie staje się także środkiem,
przez który Chrystus dokonał dzieła Odkupienia świata. Dlatego
chrześcijanie od stuleci organizowali przytułki, szpitale i inne
instytucje charytatywne, zaspokajające potrzeby materialne i duchowe
chorych. Krajowy duszpasterz służby zdrowia ks. Józef
Jachimczak CM w swoim referacie pt. „Chrześcijański sens cierpienia”
przekazał, że spotykając się jako kapłan z chorymi w domach i w
szpitalu, słyszy często pytania: Jaki sens ma cierpienie? Jaką zająć
postawę względem Boga, człowieka, świata i własnego cierpienia? Jaką
postawę winien zająć człowiek wobec chorego?
Niżej podpisany uważa, że brak
poczucia sensu cierpienia jest wyrazem głębokiego kryzysu współczesnego
świata i stanowi problem kluczowy w akceptowaniu eutanzji. Zostaje
ona przyjmowana przez współczesnego człowieka, który nie rozumie sensu
i nie widzi potrzeby kontynuowania cierpienia, które nie przedstawia w
jego oczach żadnej wartości. Zatem przerwanie życia, jako uwolnienie od
cierpienia, staje się wartością pozytywną, nadając zbrodni rangę czynu
szlachetnego.
Prof. Irena Jabłońska-Kaszewska, wybitny hepatolog z Gdańska, która obok dra
med. Szczepana Cofty z Poznania poprowadziła pierwszą z dwóch
roboczych sesji Konferencji, uważa, że problem ochrony
prawnej naturalnego końca życia ludzkiego zaczyna gwałtownie narastać,
gdyż propaganda zmierzająca do legalizacji
eutanazji zatacza coraz szersze kręgi, również w Polsce. W Stanach
Zjednoczonych i na zachodzie Europy toczą się w telewizji, radiu i
prasie dyskusje wśród prawników, bioetyków i lekarzy
na temat legalizacji eutanazji. Zaniepokojenie budzi fakt,
że również w polskich mediach pojawiają się coraz liczniej dyskusje i
sondaże akceptujące eutanazję. Wydaje się, że wynika to z braku
uzyskania pełnej informacji o eutanazji przez wielu ludzi, także w
naszym kraju. Z sondaży opinii publicznych wynika, że na pytania
dotyczące życia i śmierci zdrowi, młodzi ludzie
odpowiadają z większą lekkomyślnością niż chorzy i w podeszłym wieku.
Prof. Jabłońska-Kaszewska powiedziała, że bezprecedensowy wyłom
moralny, jaki dokonał się w dziejach cywilizacji zachodniej przez
usankcjonowanie w Holandii prawa lekarza do decydowania o końcu życia
człowieka, godzi w podstawy etyki lekarskiej obowiązującej od dwu
tysięcy czterystu lat. Przez wieki bowiem obowiązywał lekarzy
wszystkich kontynentów kodeks etyczny greckiego lekarza Hipokratesa,
którego główną zasadą obowiązującą do dzisiaj, mimo różnych
modyfikacji, są następujące słowa: „Będę
stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i zdolności ku pożytkowi
chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy. Nikomu, nawet na żądanie,
nie podam śmiercionośnej trucizny ani nikomu nie będę jej doradzał,
podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na
poronienie”.
Cierpienie to nie tylko ból fizyczny, ale także
ból pytań egzystencjalnych pozostających bez odpowiedzi. Wśród
najdotkliwszych dolegliwości, oprócz bólu i osłabienia, jest lęk.
Jednakże nie tyle przed śmiercia, ile przed utratą niezależności
(funkcja ciała), możliwości działania, utratą przyjaciół, utratą
piękna. Jeden z wykładowców na Konferencji, prof. Jacek
Łuczak, na sympozjum dotyczącym eutanazji na KUL (Lublin, 22-23.
03. 1996) uznał, że winą za utratę chęci życia, a nawet
żądanie eutanazji, należy obciążyć lekarzy, którzy nie dość skutecznie
uśmierzają ból. Ale nie tylko ból odbiera chorym terminalnym chęć
życia. Czują się oni balastem, brakuje im więzi z otoczeniem. Tracą
zatem wiarę w sens życia. Większe zaangażowanie lekarzy i
rodziny w łagodzenie bólu fizycznego i cierpień duchowych umierającego
człowieka w dużej mierze usunie przyczyny decyzji tak radykalnej, jak
prośba o śmierć.
Z drugiej strony dr med. Rafał
Michalik w swoim referacie „Śmierć w życiu
człowieka” podkreślił, że w zatłoczonych metropoliach o
nieludzkiej architekturze człowiek jest sam, szerzy się depresja (do
20% populacji), funkcje rodziny związane z początkiem i
końcem życia są osłabiane lub zanikają. Już nie rodzimy się i nie
umieramy w domu. Śmierć została „oddana” szeregowi zawodów zwróconych
ku śmierci: lekarzy, pielęgniarek, pracowników prosektur, służb
socjalnych, duchownych, kapelanów, grabarzy i przedsiębiorców
pogrzebowych, policji i innych. Ma to szereg groźnych konsekwencji
społecznych, jak np. eutanazja, którą
można zlecić tym kręgom.
Dr med. Marek Kośmicki, zastanawiając się nad genezą przyzwolenia na eutanazję w
czasach współczesnych, przytoczył uwagi lekarza niemieckiego Doernera, który uważa, że zalegalizowanie
eutanazji w XX w. złamało ostatecznie zachodnioeuropejską tradycję,
opartą na poszanowaniu indywidualności istoty ludzkiej, będącą główną
przeszkodą ku totalnemu wykorzystaniu człowieka. Przed
uprzemysłowieniem w XVIII w. europejskie społeczeństwa składały się
przeważnie z uprawiających rolę lub rzemiosła wielkich rodzin, które
były równocześnie gospodarczymi i rzemieślniczymi wspólnotami, dzięki
czemu mogły objąć opieką chorych, inwalidów i starszych.
Industrializacja w ciągu 50-100 lat rozbiła te wielkie rodziny na małe,
zrelatywizowała integrującą funkcję religijnych i filozoficznych
systemów, które ochraniały inwalidów, oraz uwalniała coraz
konsekwentniej gospodarkę od chorych i niezbędnych do pracy w interesie
wzrostu wydajności, tworząc i finansując dla nich obejmującą cały kraj
społeczną sieć domów dla starców, szpitali, domów dla sierot, domów
pracy, schronisk dla bezdomnych, więzień i szpitali psychiatrycznych.
Utworzenie takiego systemu socjalnego dla gospodarczo nieproduktywnych
grup, które określano mianem „egzystencji
balastowych”, było odpowiedzią na to, co wówczas i dzisiaj nosi
nazwę „kwestii społecznej”. W miarę jednak upowszechniania w
społeczeństwie postępów nauki zaczęto wspomniane grupy coraz częściej
określać jako chorych i tak też je traktować z medycznego punktu
widzenia. Obiecywano sobie po tym lepsze wyniki i obniżkę kosztów. A w
końcu XIX w. uznano ich za dziedzicznie obciążonych, za ujemny materiał
rozrodczy i degradowano ich deprecjonującymi terminami, jak:
degeneraci, psychopaci, podludzie. Około 1900 r., według opinii
Doernera, proces degradacji objął wszystkie uprzemysłowione
społeczeństwa Europy. W Niemczech akceptowano, a nawet
witano, jako wyraz biologiczno-dziedzicznej sprawiedliwości
wyrównawczej fakt, że w czasie I wojny światowej w niemieckich
szpitalach psychiatrycznych zmarło z głodu i chorób infekcyjnych 70
tysięcy chorych. Taka jest geneza, według Doernera, tak
przychylnego przyjęcia przez niemiecką opinię publiczną i elitarne
środowiska intelektualne ówczesnych Niemiec osławionej książki Bindinga i Hoechego, Die
Freigabe der Vernichtung lebensunwerten Lebens / Wydanie
zniszczeniu istot niewartych życia (Leipzig 1920), a która legła u
podstaw współczesnego akceptowania eutanazji nie tylko nazistowskich
Niemczech. Argumenty z lat dwudziestych powracały w zawoalowanej
postaci w Holandii lat siedemdziesiątych: „nie mieliśmy własnego nazizmu – nie musimy mieć oporów w
przyjmowaniu eutanazji” – powracają też dzisiaj w Stanach
Zjednoczonych (kult człowieka produkującego i przynoszącego
zysk – odrzucenie osób „nieprodukujących” i nieprzynoszących zysku, a
szczególnie szybkiego zysku). Wobec dominacji Ameryki we
współczesnym świecie będzie bardzo istotne, również dla nas, która
opcja zwycięży: poszanowanie indywidualnej osoby ludzkiej – jakakolwiek
ona jest, czy kult siły, produkcji i szybkiego zysku?
Prof. Łuczak
w swoim wykładzie powiedział, że prośba chorego o
eutanazję jest wyrazem wielkiego nieuśmierzonego cierpienia, człowieka
pogrążonego w rozpaczy, rozdartego wewnętrznie, jest wołaniem o
wysłuchanie, krzykiem o pomoc. Jest stanem naglącym. Nie wolno nam opuścić chorego ani zlekceważyć jego prośby.
Chorego należy wysłuchać z empatią, starając się zrozumieć, co jest
przyczyną zdesperowania. Nie wolno chorego potępiać, na siłę pocieszać
i dawać tzw. dobrych rad. Stosunkowo łatwo jest pomóc, jeśli powodem
decyzji są nieuśmierzone objawy somatyczne, strach przed umieraniem w
cierpieniach (jedna z najczęstszych obaw terminalnie chorych), znacznie
trudniej wówczas, gdy cierpienie ma podłoże egzystencjalne, duchowe,
chory odczuwa rozterki moralne, nisko ocenia
swój dorobek i rolę w życiu, ma poczucie
samotności i odrzucenia, jest skłócony z Bogiem i ludźmi i pełen żalu,
gdy nie może znieść swojego zniedołężnienia i ma poczucie, że jest nieznośnym ciężarem dla
innych i że to nabrzmiałe cierpieniem życie nie ma już żadnego sensu i
należy jak najszybciej przerwać tę gehennę. Żądanie
eutanazji stanowi zawsze wezwanie dla osób
bliskich i opiekującego się zespołu, jest powodem ich frustracji i
cierpień, uświadamia opiekującemu się personelowi bezradność, zmusza
do refleksji i poszukiwania sposobu zaradzenia złu i zapewnienia jak
najlepszego wsparcia. Sięgamy do swoich wewnętrznych zasobów,
wzywamy pomocy Bożej. Pomocne może być otwarcie się na intymne
zwierzenia, stała gotowość wsparcia i bycia z
chorym, wybranie właściwej
osoby i kapłana, do której chory ma zaufanie i w której towarzystwie
chce przebywać. Pozostają jednak sytuacje, w których jesteśmy
całkowicie bezradni, i nie udaje się zmienić przekonań chorego. W
wybranych trudnych przypadkach na prośbę chorego wskazane może być
zastosowanie środków psychotropowych.
W holenderskich uczelniach medycznych sposoby
uśmierzania bólu są wykładane raczej powierzchownie. Nie ma na to
zagadnienie zapotrzebowania. Eutanazja rozwiązuje problem człowieka z
przewlekłym bólem. Warto zwrócić uwagę, że wśród Holendrów w podeszłym
wieku lub przewlekle chorych powstało zjawisko „turystyki w strachu
przed eutanazją”. Starsi ludzie opuszczają Holandię, swój własny kraj,
a wybierają najczęściej kraje sąsiedzkie (od niedawna nie będzie to już
Belgia), właśnie w obawie przed uśmierceniem. Jest ciekawe, ilu z nich,
gdy byli młodsi i zdrowi, popierało eutanazję. Wtedy ten problem nie
dotyczył ich osobiście, natomiast gdy samemu jest się zagrożonym, to
wtedy ogarnia silny lęk przed śmiercią „z litości”. Tymczasem ciężko,
nieuleczalnie chory człowiek powinien być otoczony
opieką. Nie może cierpieć bólu ani osamotnienia. Obecna wiedza medyczna pozwala w większości
przypadków na zniesienie bólu jako podstawowej dolegliwości – mówił o
tym prof. Tadeusz Chruściel, farmakolog kliniczny, w
swoim wykładzie o „Nowoczesnej farmakoterapii
bólu”.
Prof. Teresa Widomska-Czekajska, znany kardiolog z Lublina, wpółprzewodnicząca – obok prof. Ludwiki Sadowskiej z Wrocławia – kolejnej sesji,
powiedziała w swoim wystąpieniu, że medycyna jest zawodem
zaufania społecznego, dlatego lekarze powinni mieć zapewnioną swobodę
wykonywania swego zawodu zgodnie z nakazem lekarskiego sumienia i
lekarskiej etyki. W odniesieniu do eutanazji sumienie i etyka
lekarska musi stać się barierą przeciw jej wprowadzeniu. Ta etyka,
która sprawdziła się w liczącej wiele wieków historii medycyny,
potwierdzana przysięgą lekarską, oparta jest na szacunku dla życia
każdego człowieka. Etyka oparta na relatywizmie sytuacyjnym,
wkraczająca jako wyraz nowoczesności i nowej moralności, dopuszczająca
do lekarskiej zbrodni zabójstwa i
szczycąca się perfidnie działaniem dla „dobra ofiary” tej zbrodni, musi zniszczyć medycynę jako zawód zaufania społecznego.
Ten proces będzie powolny, ale nieodwracalny. Dopuszczenie
przez lekarza możliwości innego działania niż ratowanie życia pacjenta
musi spowodować mniejszą staranność działań diagnostycznych – będą one
ograniczone do wyselekcjonowanych osób „zakwalifikowanych, aby żyć”.
Taki los spotka też wiele działań terapeutycznych. Dotychczasowe
niezachwiane przekonanie, że lekarz zrobi wszystko, co w jego mocy, aby
chorego ratować, że nie zaniecha niczego, co mogłoby pomóc, że nigdy
świadomie choremu i jego życiu nie zaszkodzi – to przekonanie zaniknie.
Lekarz-eutanasta przestanie być obrońcą pacjenta, stanie się sędzią
ferującym wyroki: „warto, aby żył, czy nie warto”, a dla niektórych
stanie się katem – wykonawcą własnych lub cudzych wyroków. Fikcją jest
możliwość pełnej kontroli działań lekarskich przez pacjenta, a kontrola
ta będzie nacechowana nieufnością, podejrzliwością i lękiem –
powiedziała prof. Widomska-Czekajska. Jeśli zniknie zaufanie do
lekarza, zniknie szacunek i uznanie godności naszego zawodu, ostatni
argument na rzecz medycyny w dobie jej postępującego kryzysu. Nowe
prawa ochronią pewnie eutanastę od odpowiedzialności formalnej,
cywilnej lub karnej. Ale co ochroni sumienie lekarza, co zapewni mu
poczucie własnej niezbędności dla innych ludzi i dotychczasowe miejsce
w społeczeństwie? Dlatego prof. Widomska-Czekajska podkreśla, że bezwzględna odmowa akceptacji działań eutanastycznych to nie
tylko walka o życie pacjentów, to walka o godne życie lekarzy, o całą
godność medycyny.
Nieprzypadkowo w programie Konferencji znalazł
się temat współpracy lekarza z pacjentem, który
przedstawił dr med. Maciej Cymerys, internista z
Poznania. Najczęstszym motywem prośby o eutanazję jest ból – nie zawsze
jednak pamiętamy, że ból może być zarówno fizyczny, jak i duchowy. W
dobie rozwoju farmakoterapii, gdy istnieją skuteczne środki
analgetyczne, likwidacja bólu fizycznego nie powinna nastręczać wielu
kłopotów – o czym mówił prof. Chruściel. Musimy jednak
być pewni, że zalecane przez lekarzy środki przeciwbólowe są należycie
dawkowane. Lekarz musi upewnić się, czy nie występuje któryś z powodów
utrudniających współpracę. Gorzej z bólem duchowym, na który nie ma
lekarstwa farmakologicznego – tutaj jedynym lekarstwem jest drugi
człowiek. Ludzie starsi chorujący na schorzenia przewlekłe mówią
nieraz: „wolałbym umrzeć”, motywując to tym, iż nie chcą być dłużej
ciężarem dla najbliższych. I właśnie rodzina w ogromnej większości
przypadków powinna być wsparciem dla ciężko chorego starszego
człowieka. Naturalne ludzkie reakcje w takiej sytuacji to obawa o życie
najbliższego, nadzieja, gorące pragnienie, by jak najdłużej pozostał
przy życiu. Zwolennicy eutanazji próbują zrzucić część
odpowiedzialności na barki najbliższej rodziny, włączając ją w
decyzję o skróceniu życia chorego. Jest to niebezpieczne zjawisko,
mogące odbić się na kondycji instytucji rodziny. Są już doniesienia, że w związku z możliwością eutanazji starszych ludzi
opanowuje lęk przed własną rodziną. Dr Cymerys zwraca uwagę, że
lekarze powinni zwrócić większą uwagę na problem właściwej komunikacji
z osobą chorą, szczególnie, gdy mamy do czynienia z osobą w wieku
podeszłym, chorującą na schorzenia przewlekłe. Zaniechanie dialogu z
chorym może skutkować nieprzestrzeganiem zaleceń lekarskich, co w
znaczny sposób utrudni osiągnięcie sukcesu terapeutycznego.
Najistotniejszą metodą poprawy współpracy z chorym w wieku
podeszłym jest włączenie rodziny chorego w proces kontrolowania zaleceń
lekarskich.
O nieporozumieniach wokół pojęcia eutanazji – mówiła dr Anna Gręziak, anestezjolog z Warszawy. Ostatnim
wykładowcą Konferencji był ks. prof. Wojciech Bołoz z
Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Powiedział, że
każdy człowiek ma prawo do ludzkiej, czyli naturalnej
i godnej śmierci. Śmierć jest ostatnim życiowym zadaniem człowieka i z
tego zadania nikt nie może go zwolnić. Można jednak, a nawet
trzeba, pomóc człowiekowi w jego wypełnieniu, aby zadanie to zostało
wykonane w sposób ludzki, a nie poprzez ucieczkę. Pomoc ta może
przyjmować różne formy. Najważniejszą z nich jest opieka. Trzeba jednak
zauważyć, że obok specjalistycznej opieki medycznej i pielęgnacyjnej
wielkie znaczenie ma szacunek dla chorego i postawa życzliwości wobec
niego. Ważna jest też niesiona mu pomoc w odnajdywaniu odpowiedzi na
pytania dotyczące sensu życia. Znalezienie i przyjęcie odpowiedzi na
nie pomoże choremu uwolnić się od lęku przed śmiercią. Ksiądz
Bołoz propaguje następujące Prawa Człowieka
Umierającego: 1. Prawo do traktowania należnego osobie aż do
śmierci; 2. Prawo do informacji o własnym stanie i udziału w
podejmowaniu decyzji; 3. Prawo do ulgi w bólu fizycznym i cierpieniu;
4. Prawo do wolności od terapii przedłużających proces umierania; 5.
Prawo do pomocy psychologicznej i wsparcia duchowego, zgodnie ze swoim
światopoglądem; 6. Prawo do kontaktu z rodziną i swoim środowiskiem,
aby nie umierać w samotności; 7. Prawo do wyrażania swoich uczuć na
temat śmierci; 8. Prawo do naturalnej i godnej śmierci.
W
podsumowaniu obrad IV Konferencji KSLP stwierdzono, że najprostszą
odpowiedzią na propozycje stosowania eutanazji jest zaakceptowanie
naturalnej śmierci, jeżeli z punktu wiedzy medycznej, którą
dysponujemy, można uznać, że nadejdzie ona nieuchronnie. Dobrą
ilustracją chrześcijańskiego akceptowania śmierci jest mało znana Modlitwa
wieczorna, która
warta jest szerszego rozpropagowania:
...Oto jestem, Panie. Dzień mój ma się już ku
końcowi. Jeżeli zrobiłem dziś coś dobrego, dzięki Ci za to, Panie.
Jeżeli zgrzeszyłem, Twoja miłość niech przebaczy mi moją ciągle
powtarzającą się słabość. W tej ciszy nocnej, w której wyczuwam Ciebie
- myślę o innej nocy, o tej, która nadejdzie, gdy oczy moje po raz
ostatni ujrzą światło ziemi. Śmierć nadejdzie tak samo, jak nadchodzi
noc. Tak jak ona nieunikniona, tak jak ona głęboka. Spraw, by była
najpiękniejszą z mych nocy. Zasypiając dzisiejszego wieczora,
ofiarowuję Ci duszę moją tak, jakby to była godzina mej śmierci. Ojcze,
przyjmij mnie. Spraw, bym zasypiając spokojnie, nauczył się umierać...
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|