Jerzy Wieluński
Polityka i Strategia
Na co liczą Niemcy? Na co liczy Frau Erika Steinbach?
Na kolejny etap planowanej apokalipsy!
NPW 7-8, 2002
Na powyższe pytanie odpowiada też Rodney Atkinson w przetłumaczonej już
na język polski swojej drugiej z kolei książce pt. Powstaje
faszystowska Europa (poprzednia: Eurofaszyzm w
natarciu). Atkinson pisze tak:
Niemcy
przystąpiły do euro przy kursie wymiany, który nie odzwierciedlał ich
bardzo wysokich kosztów siły roboczej (40% więcej niż we Francji, 50%
więcej niż we Włoszech czy Wielkiej Brytanii i 80% więcej niż w
Hiszpanii). Rzeczywiście, teraz potrzebna jest bardzo wielka dewaluacja
wobec walut innych krajów Unii Europejskiej w strefie euro. Ale jest to
teraz niemożliwe bo marka niemiecka nie istnieje. Niemcy są z tego
powodu w nieustającej pułapce bardzo wysokich kosztów produkcji, co
instytucjonalizuje (utrwala, strukturalizuje) ich wysokie bezrobocie –
chyba że uda się im przekonać inne kraje członkowskie UE, by płaciły u
siebie za pracę znacznie więcej, albo wytłumaczyć Niemcom, by
OPUSZCZALI NIEMCY MILIONAMI, ażeby szukać pracy w innych państwach.
Takie rozwiązanie spowodowałoby jednak jeszcze więcej chaosu.
Informacje
podane przez Radio Watykańskie w dniu 18 czerwca 2002 r. doskonale
uzupełniają powyższe konstatacje. Okazuje się bowiem, że w wyniku
działań władz kościelnych niemieckich i polskich, do Polski – do
kościołów w Polsce – powracają księgi parafialne, zabrane przez
hitlerowców do Rzeszy, kiedy ta już waliła się w gruzy. Innymi słowy,
mówiąc dobitniej, dzięki tej bogobojnej (?) inicjatywie, każdy ziomek poszukujący swoich korzeni w granicach sprzed 1939
r., a obecnie stanowiących integralną część Państwa Polskiego (nasze
Piastowskie Ziemie Odzyskane, Zachodnie i Północne), będzie mógł
odnaleźć wszelkie dane odnośnie do urodzin, zgonów itd. do swojego
drzewka genealogiczno-eugenicznego. Łatwiej więc będzie ziomkom
ponownie osiedlać się w Polsce, najprawdopodobniej po to, by znów
rozpalić płomyczek dialogu polsko-niemieckiego po ewentualnym
wepchnięciu Polski do tak zwanej Unii Europejskiej czyli w łapy
niemieckie. A to już nie jest interes ani polski, ani niemiecki.
Mimo że Unia
Europejska słowami wszystkich swoich przedstawicieli (Johannes Rau,
Verheugen, Lionel Jospin etc.) absolutnie jednoznacznie potwierdza, że
nie będzie w niej miejsca na Kościół katolicki, to w Polsce toczy się w
dalszym ciągu zdumiewająca dysputa na temat warunków, na jakich Polska
ma przystąpić do Unii Europejskiej. Jest to dyskusja z udziałem
maniaków albo też głuchych.
Dowiedzieliśmy
się (niestety z „Gazety Wyborczej”), że to niemiecki Westdeutsche
Landesbank nie wyraził zgody na umorzenie długów stoczni szczecińskiej.
Polacy nie decydują więc o polskiej gospodarce. Ten argument też nie
trafia jednak do świadomości maniaków, którzy dalej poszukując
chrześcijańskich korzeni, wpychają nas przy okazji do pogańskiej Unii
Europejskiej.
„Gazeta
Wyborcza” z entuzjazmem poinformowała nas nie tak dawno temu, że
„Polska [będzie] w Unii z Bogiem”. Inne gazety w sposób tradycyjny
wypowiadają się dwuznacznie i mętnie, rozśmieszając jedynie
eurotechnokratów i bankierów gawędami o chrześcijańskich korzeniach
Europy i zderzeniach cywilizacji. Prawda nie robi wszelako żadnego
wrażenia na cynikach z Brukseli i Berlina. Te Unię (innej nie ma,
panowie dyskutanci!) buduje zysk w postaci pieniądza. Nie ma w niej
Boga ani ideałów, ani humanizmu, ani najszlachetniejszych tradycji.
Czemu więc służy takie gawędziarskie oszukiwanie się? Tego nie wiem,
ale z pewnością nie służy to polskiej racji stanu.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” (artykuł
przetłumaczono w „Forum”) publikował refleksje Petera Koslowsky’ego, w
których niemal domaga się on umożliwienia do Polski powrotu – bagatela
– około 10 milionom Niemców. Pan Koslowsky i Frau Steinbach mówią
jednym głosem. Pani Steinbach powołuje się nawet na „prawa człowieka”
(!), mówiąc o tych Niemcach, wysiedlonych z Polski na mocy porozumień
międzynarodowych. Pani Steinbach zapomniała widocznie, że to naród
niemiecki w demokratycznych wyborach wybrał na wodza Adolfa Hitlera, a
ten łamiąc wszelkie prawa i traktaty, doprowadził do II wojny
światowej. Naród niemiecki dostarczył Hitlerowi kadry zbrodniarzy
(przypomina o tym Stefan Bratkowski – jako jedyny publicysta spośród
tych, którzy piszą w polskojęzycznej prasie w Polsce). w tym
kontekście, Frau Steinbach po prostu bredzi, powołując się na „prawa
człowieka”. Polecam więc Frau Steinbach lekturę książki pt. Naród
zbrodniarz autorstwa wybitnego prawnika polskiego Emila Rapaporta.
Ustawa o służbie cywilnej umożliwi
kilkuset tysiącom Niemców podjęcie pracy w Polsce na stanowiskach
służby cywilnej, o co postarał się premier Buzek (pisałem i mówiłem już
o tym wielokrotnie przy różnych okazjach).
Ci Niemcy pociągną za sobą rodziny,
krewnych i znajomych, mnożąc liczbę Niemców w Polsce. Oto sens słów
„przechodzimy od formy narodu do formy wspólnoty”, zamieszczonych we Wstępie do tragicznej w swej wymowie książki Europa
jutra (Wydawnictwo KUL, Lublin 1994).
Ostatecznym
jednak śmiertelnym ciosem dla Polski – dla gospodarki w Polsce i dla
każdego gospodarstwa domowego w Polsce – będzie nie ewentualne
wepchnięcie Polski do Unii w wyniku referendum czy decyzji obecnego
sejmu, ALE WEPCHNIĘCIE NAM W RĘCE EURO (już po formalnym umieszczeniu
nas w Unii). Obyśmy nigdy do tego nie dopuścili!
Oddając
suwerenną władzę obcym instytucjom unijnym, Polska przestaje być
suwerennym państwem. Przyjęcie obcej waluty będzie stanowiło ostateczny
akt upodlenia, wasalizacji, kolonizacji i okupacji. W imię czego???
UNIA
EUROPEJSKA NIE ZROBI ABSOLUTNIE NIC W CELU ZMNIEJSZENIA BEZROBOCIA W
„UNIJNEJ” POLSCE. Czy Polacy wreszcie zrozumieją, że to banki
odgrywają czołową rolę w realizacji planów pokojowego unicestwiania
narodów Europy, przy pomocy nakręcania cywilnych instrumentów
ludobójczych (ceny, płace, kredyty, procenty, giełda i cała reszta
orientalnej ekonomii zysku po trupach, w wykonaniu bankierów zza Odry,
dziś już i za Odrą). A kim jest bankier – zostało już wyjaśnione przez
Bertolda Brechta w Operze żebraczej. Oto co mówi
bankier niemiecki Otmar Issing z zarządu Europejskiego Banku
Centralnego we Frankfurcie nad Menem w Niemczech – oto tekst ze str. 69
książki Rodneya Atkinsona Powstaje faszystowska Europa
Krańcowe
pogarda, z jaką ongiś wolne państwa Europy będą traktowane przez
bankierów jedynej europejskiej waluty została dobrze zilustrowana
słowami Otmara Issinga, członka egzekutywy Europejskiego Banku
Centralnego, w artykule w „The Financial Times” (gdzieżby indziej) z 22
września 1998 r.: „Narodowym rozważaniom nie wolno odgrywać żadnej roli
w Europejskim Banku Centralnym, nawet kiedy warunki w danym kraju
członkowskim różnią się od średniej w całym obszarze eurowaluty”.
Innymi słowy,
jeśli peryferyjne państwa, jak Włochy, Portugalia czy Zjednoczone
Królestwo (albo POLSKA), mają bardzo wysokie bezrobocie, to NIC w tym
kierunku nie będzie robione dla zmniejszenia bezrobocia w takich
państwach, ponieważ tylko rdzeń systemu się liczy”. Rdzeń, czyli
NIEMCY. Unia będzie dbać o swój rdzeń, czyli o Niemcy. Polacy nie chcą
tego jednak przyjąć do wiadomości, a unijna propaganda – szaleje.
Jak pisze
Henryk Pająk – otwieramy radio: Unia Europejska. Otwieramy telewizor:
Unia. Otwieramy lodówkę... strach ją otworzyć, a nuż i tam jest już
Unia!
Nie ma już
polskiego przemysłu stoczniowego. Został zrestrukturyzowany, ale
zamiast Bundeswehry (czy Wehrmachtu i Luftwaffe oraz dywizji SS) użyte
zostały pożyczki z Westdeutsche Landesbank i innych koncernów
zbrodniczej chciwości. WESTDEUTSCHE LANDES-BANK NIE ZGODZIŁ SIĘ
na restrukturyzację. Fikcją jest polski rząd i polska władza. Panowie
Miller i Kwaśniewski nie mają nic do gadania. Nie ma polskiej
gospodarki. Już nie ma suwerennej Polski. Jest atrapa. Unia rozjeżdża
naczelne wartości polskiej kultury narodowej: wiarę rzymskokatolicką,
język polski, polskie prawo i polską ziemię, polskie tradycje, polską
gospodarkę.
„POTENCJAŁ
POLSKICH STOCZNI JEST ZA DUŻY W STOSUNKU DO WYMAGAŃ Unii Europejskiej”.
A zatem: zlikwidować Stocznię – zlikwidować Polskę! Od 1989 r.
„restrukturyzujemy” całą Polskę, ażeby była mniejsza, zgodnie z
unijnymi (czytaj: niemieckimi, a jeszcze lepiej: hitlerowskimi)
planami. W tym samym czasie Rosjanom nie ma kto budować potrzebnych im
statków. Będą je im budować Niemcy, kiedy Polska zostanie ostatecznie
zrestrukturyzowana, czyli zlikwidowana. Do tego nie nam wolno dopuścić!
CEGIELSKI TEŻ POLECI I RESZTA POLSKIEJ GOSPODARKI. Pozostałość można
będzie jedynie nazwać tak: unijno-niemiecka gospodarka na
terenie byłej Polski.
A tymczasem
cieszymy się jak dzieci z wizyty jego Królewskiej Wysokości Księcia
Walii. Bardzo kiepsko Książę mówi po walijsku, o czym wiem ze źródeł
walijskich (o ile w ogóle jeszcze umie się posługiwać tym językiem).
Jest On w takim samym stopniu „walijskim” księciem, jak na przykład
„polskim” był namiestnik cara w tak zwanym Królestwie Polskim
(Kongresowym). Książę Karol o wiele bezpieczniej czuje się za granicą
aniżeli w Walii. Naiwni Walijczycy uważają, że Unia Europejska
przyniesie Walii autentyczną niepodległość. Niby jak? Unia ma cel
pierwszoplanowy: zbudować w całej niemieckiej EUROPIE „eine gemeinsame
europäische Identität”, czyli wspólną europejską tożsamość. Brytyjczycy
(Anglicy, Szkoci, Walijczycy) oraz wszyscy Irlandczycy – tak z Irlandii
Północnej, jak i z Republiki Irlandzkiej powinni razem działać,
przeciwstawiając się Unii Europejskiej.
Tymczasem
połowa Ziem Odzyskanych jest już w rękach cudzoziemców. Tak wygląda
szopka polityczna, zwana rzeczywistością w Polsce A.D. 2002.
Według
najnowszych oświadczeń Kanclerza Schrödera (18 czerwca 2002 r.),
wspaniała perspektywa roztacza się przed Polską – będziemy (przecież
już jesteśmy, panie Kanclerzu) rynkiem zbytu dla
niemieckich towarów! Politycy niemieccy nie muszą już nawet kryć
obłudy, politycznie poprawny rząd III Rzeszypospolitej
w pełni gwarantuje bezpieczeństwo niemieckich interesów w Polsce.
Osobiście dziwię się jedynie, że jeszcze nie uchwalono przyjęcia Aktu Politycznej Poprawności i Posłuszeństwa
Rządu Rzeszypospolitej Polskiej wobec Rządu Niemieckiego. Jest
to zasadniczo jedyna brakująca kropka nad „i”.
Jak pisze
Rodney Atkinson, z chwilą upolitycznienia demokratycznych instytucji
niemieckich przez kanclerza Kohla (Trybunał Konstytucyjny i Sąd
Najwyższy) Niemcy zasadniczo przestały być państwem demokratycznym.
Takie państwo nie zachowuje się więc demokratycznie w stosunku do
swoich sąsiadów, co widać jak na dłoni, a co będzie jeszcze bardziej
widoczne, jeśli większość Polaków dalej będzie robić dobrą minę do
fatalnie złej gry. Zapowiadane przez Niemców „eksperymenty społeczne i
gospodarcze” (vide: Nutzen, Kosten und Chancen der
Osterweiterung für die Europäische Union) są więc przeprowadzane z
wielkim powodzeniem dla strony niemieckiej (BSE, nitrofen), przy
niewyobrażalnej bierności strony polskiej.
Niżej
podpisany nie ma jednak najmniejszego zamiaru płynąć z prądem niby
zdechła ryba, siejąc defetyzm i niewiarę w polską wiktorię pod
Wiedniem, w Berlinie i w Brukseli, w tej niewypowiedzianej nam wojnie
polityczno-gospodarczej. Aczkolwiek gadzinowa prasa europejska
skrzętnie ukrywa fakt, że i większość Niemców nie chce Unii
Europejskiej, nie chce euro (zamiast tradycyjnej marki niemieckiej),
nie chce zachwaszczenia niemieckiej kultury elementami obcymi, to
jednak ukrywane fakty pozostają faktami. Zatem Unia Europejska nie
miała i nie ma szans powodzenia.
Nie śmiałbym
być prorokiem w moim własnym kraju, to znaczy w Polsce, ale już słyszę
słowa, które zostaną wypowiedziane nad dzień przed referendum w
sprawie: „Suwerenna Polska albo Anschluss do Niemiec”
(tak bowiem powinno brzmieć jedyne sensowne pytanie w ewentualnym
referendum)
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|