ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Piotr Paweł Kozakiewicz

Historia i Współczesność

Plon ziemi żyznej...

NPW 7-8, 2002


Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. Siewca sieje słowo. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”.

Mk 4, 3.14.20

 

        Podbeskidzie, choć już nieco skaliste, ale ziemia raz po raz żyzna. Kiedy spojrzymy wstecz, widać, że obfitowała często życiodajnymi plonami wielkich duchem ludzi. Wspomnę tylko takie postacie, jak ks. Paweł Włodkowic – rektor Uniwersytetu Krakowskiego, św. Jan Kanty z Kęt, Mikołaj Zebrzydowski – fundator Sanktuarium Matki Boskiej Kalwaryjskiej czy wreszcie zamieszkujący te tereny chlubiący się prawie 200-letnią historią ród Czumów, przemieszczający się od Niepołomic poprzez Czaniec, Kęty i wreszcie docelowo do Wadowic.
 
Nie wspominam tu o królewskim mieście Krakowie, niewyczerpanym źródle wielkich postaci z dziedziny kultury, nauki i innych dziedzin życia, a w szczególności duchowości i patriotyzmu, zasilających nasz Naród. Każdy garnący się ku temu źródłu mógł korzystać z niego, kształcąc się, pogłębiając wiedzę i różne umiejętności, zdobywając zawód. Z rodziny Czumów wielu skorzystało z tej możliwości. Byli to potem wyżsi rangą wojskowi, profesorowie, duchowni, inżynierowie.
 
Wspomniani wyżej z nazwiska bądź profesji, czy też anonimowo, poza oczywistą świętością ks. Jana Kantego, to ci, którzy zostali posiani na ziemię żyzną i wydali owoc trzydziestokrotny czy sześćdziesięciokrotny.
 
Opatrzność pozwoliła nam żyć w czasach, kiedy to z miasta nad Sawą, które wcześniej nosiło w swoim herbie napis: „Królewskie Miasto Wadowice”, Bóg wyprowadził Piotra naszych czasów, tak jak wyprowadził z ziemi Beniamina biblijnego proroka Jeremiasza, mówiąc do niego: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1, 5). Zrealizowała się więc poetycka wizja naszego narodowego wieszcza, Juliusza Słowackiego, który w 1848 r. napisał:
 
     Pośród niesnasek Pan Bóg uderza
           W ogromny dzwon,
     Dla słowiańskiego oto papieża
                     Otworzyć tron...
 
I oto już 24 rok sprawuje ten niebywały pontyfikat największy z Polaków, namiestnik Jezusa Chrystusa na ziemi, Jan Paweł II, uznawany przez cywilizowany świat za najwyższy współczesny autorytet.

*

 Artykuł ten pragnę poświęcić jednemu z członków rodu Czumów – generałowi brygady Walerianowi Czumie.
 
Walerian Czuma urodził się w Niepołomicach w wigilię Bożego Narodzenia 24 grudnia 1890 r. w rodzinie Jana i Emilii Czumów. Ojciec jego był flisakiem na Wiśle. Za ciężko zapracowane pieniądze kupił kawałek ziemi w Wadowicach. Przeniósł się tam z rodziną, zająwszy się rolnictwem. Ambicją bardzo pracowitej matki przyszłego Generała było jak najszybsze spłacenie pożyczki na tę parcelę i wykształcenie dzieci.
 
Rodzice Generała opuścili niepołomicki dom, kiedy stał się on przeludniony, gdyż tradycyjnie w rodzinach Czumów przychodziło na świat po ośmioro, dziesięcioro dzieci. Stąd dom, który sięga pamięcią prawie 200 lat, musiały opuszczać kolejne rodziny Czumów. Dom masywny i obszerny, zbudowany na mocnym fundamencie z wyciosanych dębowych bali, stoi do dziś. Ten rodowy dom Czumów jest nie tylko symbolem trwałości i solidności budowli, ale przede wszystkim wzorcem dla tych, którzy z niego kolejno wychodzili, rozpraszając się po Polsce, a potem i po świecie. Rodziny te do dziś konsekwentnie i skutecznie opierają się różnym życiowym trudnościom i nawałnicom, trwając niezłomnie w polskości i wierze przodków. Tak też rodzice Generała, osiedliwszy się w Wadowicach na zboczu góry, nazwanej później „Czumówką”, trwali tu, pracując na kawałku ziemi, nabytej takim trudem, siłą flisackich rąk na Wiśle i pracowitej gospodyni w obejściu. To tu ich syn Walerian w okresie międzywojennym przyjeżdżał w mundurze z generalskimi szlifami, nie tylko z obowiązku wypełnienia IV przykazania Dekalogu, ale z i synowskiej miłości, jaką żywił do swoich rodziców za ich trud, pracę oraz jego wychowanie. Witając ojca i matkę, klękał na ziemi, takim trudem przez nich wypracowanej, całując ich w obydwie ręce.
 
I tu doczesny trud rodziców Generała zakończył się. Ich szczątki spoczęły na parafialnym wadowickim cmentarzu. Generałowi jednak nie dany był taki spoczynek w ojczystej ziemi. Po bezustannej tułaczce i wojowaniu o polską sprawę aż na dalekiej Syberii zdążył jeszcze po wyjściu z sowieckiego więzienia w Moskwie stanąć u wrót stolicy Polski – Warszawy i bronić jej bohatersko we wrześniu 1939 r. przed nacierającymi hitlerowskimi zagonami pancernymi. I znów kilkuletnia niewola niemiecka, a potem – niechciany przez rządzących Polską – musiał żyć na ziemi brytyjskiej, która ostatecznie przyjęła jego ciało do siebie.
 
W niepołomickim domu Czumów urodził się również stryjeczny brat Generała, Ignacy Czuma, późniejszy profesor zwyczajny na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Współpracę zaproponował mu ówczesny rektor KUL o. Jacek Woroniecki. Profesor Czuma był wybitnym znawcą prawa finansowego i konstytucyjnego. Między innymi w oparciu o jego myśli i podręczniki prowadzona była odbudowa niepodległej Polski. W okresie międzywojennym Profesor był posłem na Sejm RP. Również za PRL-u korzystano dyskretnie z dorobku prof. Ignacego Czumy, choć od samego początku rządów komunistycznych cała rodzina Czumów była u nich na indeksie.
 
Już podczas okupacji hitlerowskiej Profesor cudem uniknął zgładzenia przez hitlerowców. Kiedy znalazł się jako więzień na Zamku Lubelskim w ramach programu eksterminacji elity Narodu przesłuchiwany, walczył sam ze sobą, jaką ma dać odpowiedź, by nie skłamać, gdy zostanie zapytany wprost, czy należy do Polskiego Związku Zachodniego. Pytanie na szczęście zostało tak postawione, że odpowiedź była bezpieczna, nie obciążała jego sumienia.
 
Urząd Bezpieczeństwa w komunistycznej Polsce jednak tego nie przepuścił. W 1950 r. prof. Czuma został skazany za przynależność do WiN-u na 10 lat więzienia. Męczony najpierw w katowniach UB przez zdrajców naszej Ojczyzny, wywieziony został potem do więzienia w Rawiczu celem odbycia wymierzonej kary. Żona Profesora, pani Lubow, zostawiała gromadkę dzieci i przemierzała Polskę z Lublina na Dolny Śląsk, aby skorzystać z możliwości comiesięcznego, najwyżej 10-minutowego widzenia męża przez kraty, nie mogąc mu jednak niczego podać do zjedzenia.
 
Zgodnie ze słowami naszego Wieszcza: „Walka o wolność, gdy się raz zaczyna, z krwią ojca spada dziedzictwem na syna”, komuniści mieli dużo zajęcia z synami Państwa Czumów, a jest ich wielu. Ci też odsiadywali długoletnie wyroki w najcięższych więzieniach Polski Ludowej, tylko za to, że marzyła się im wolna Polska, a nie podobał się pomnik Lenina w Poroninie, Jednym z nich był katolicki ksiądz, o. Hubert Czuma, który też posmakował więziennej strawy. Po latach wspólnie opisali te swoje zmagania z komunizmem o Polskę wolną i katolicką w książce pt. Wspomnienia z PRL-u, która doczekała się już trzeciego wydania. Za tę cenną pozycję Ojciec Święty Jan Paweł II dziękując i błogosławiąc im w swym liście z Watykanu 27 lutego 1998 r., napisał: „[...] pragnę podziękować czterem braciom bohaterskiej Rodziny Czumów za dedykację dla mnie na pierwszej stronie, z datą 3 maja 1997 r. Jest to historia Rodziny, w której miłość Boga i Ojczyzny była dewizą życia”.

*

Nie byłoby tego tekstu, gdybym nie zetknął się w latach osiemdziesiątych z prawym kapłanem, jezuitą, o. Hubertem Czumą. Jest on jednym z dziesięciorga dzieci prof. Ignacego Czumy i jego żony Lubow z Szujskich, z pochodzenia Rosjanki, utalentowanej pianistki.
 
Ojciec Hubert w szczególnych okolicznościach postanowił być kapłanem. W zamieszczonym w „Powściągliwości i Pracy” z marca 1987 r. wywiadzie, udzielonym przez o. Czumę pani Ewie Polak, wspomina on m.in., że kiedy był jeszcze ministrantem, asystującym księdzu podczas kolędy, i kiedy nie mógł już patrzeć na rozpustne bezeceństwa pijanego księdza, zostawiając go i biegnąc co tchu do domu powtarzał sobie: „Jeśli będę kiedyś księdzem, to nie takim jak on”. Tego przyrzeczenia dotrzymał i jest wspaniałym księdzem.
 
Muzyka łagodzi obyczaje. I słusznie, ale w życiu rodziców o. Huberta uczyniła ona wielokrotnie więcej. Zawierucha I wojny światowej rzuciła młodego studenta prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego z Krakowa daleko na wschód. Jego wrażliwość na utwory klasyków muzyki, w tym również kompozytorów polskich, wykonywane przez młodą i piękną córkę rosyjskiego arystokraty, właściciela majątku, w którym się znalazł jako tułacz wojenny, na trwałe sakramentalnie związała tych dwoje młodych ludzi. Jeśli muzyka tylko łagodzi obyczaje, to prawdziwa miłość w wymiarze Bożym druzgocze wszystkie stawiane przez nią bariery. Stąd prawosławna Rosjanka staje się głęboko wierzącą i praktykującą katoliczką, wierną żoną i troskliwą matką dziesięciorga dzieci i jeszcze z narażeniem życia roztacza opiekę nad ukrywanymi dziećmi żydowskimi. Tropiącym tę sprawę gestapowcom już w konfrontacji z Panią Lubow Najświętsza Maryja Panna przysłoniła oczy i skruszyła serca. Obeszło się bez aresztowania i tragedii rodzinnej.

*

Generał Walerian Czuma swoją karierę wojskową rozpoczął w armii austriackiej, kiedy Polska była jeszcze pod zaborami. Sekundował mu w tym młodszy brat Władysław. Możliwe, że ocierali się oni o podobnego sobie Polaka w austriackim mundurze, Karola Wojtyłę, ojca obecnego papieża. Potem bracia Czumowie poprzez Legiony, już pod sztandarami polskimi, zmagali się o polską sprawę.
 
Od marca 1915 r. podporucznik Walerian Czuma dowodził kompanią, w grudniu tegoż roku, został mianowany porucznikiem i dowódcą 9. kompanii 3. pułku piechoty Legionów. Cały czas był na froncie z II Brygadą Legionów. 4 lipca 1916 r. został ciężko ranny na Polskiej Górze w Małopolsce Wschodniej (Bukowina). Leczył się w Krakowie przez półtora roku, jednak doznane rany dawały mu się we znaki do końca życia. 1 stycznia 1918 r. wrócił do pułku już w stopniu kapitana, obejmując dowództwo 2. batalionu 3. pułku piechoty Legionów.

*

Kiedy 15 lutego 1918 r. pod Rarańczą II Brygada Legionów, przekraczając w bojach granicę frontu przeszła na Ukrainę, zaczęła się dramatyczna epopeja 5. Dywizji Syberyjskiej i jej bohaterskiego dowódcy, później już generała brygady Waleriana Czumy. W marcu tegoż roku kpt. Walerian Czuma otrzymał awans do stopnia majora, a 12 kwietnia został wysłany przez gen. Hallera do Moskwy ze specjalną misją. Po rozbiciu Korpusu gen. Hallera przez bolszewików z rozkazu płk. Michała Żymierskiego, zastępującego gen. Hallera, który udał się do Murmańska, mjr Walerian Czuma objął w Moskwie dowództwo placu konspiracyjnego, zaopatrującego rozbitków I, II i III Korpusu, wysyłając ich początkowo do Murmańska, a później na Wschód, poza front czesko-słowacki, i formując oddziały polskie. Wówczas biali pod wodzą admirała Kołczaka panowali nad cała Syberią, utrzymując front wraz z dywizją czesko-słowacką, z którą były związane oddziały polskie. W tym czasie z polecenia gen. Hallera dowództwo nad polskimi wojskami na Syberii objął Walerian Czuma, awansowany do stopnia pułkownika. 15 grudnia 1918 r. w Nowonikołajewsku nastąpiło porozumienie z naczelnym wodzem sił koalicyjnych, francuskim generałem Pierre’m Janin, na mocy którego dowództwo polskie pozbyło się zależności od Czechów.
 
Po walkach bolszewików z armią admirała Kołczaka i jej rozbiciu zaczęła się ewakuacja na wschód. Czesi, idąc w przodzie, opóźniali marsz, zaś osłaniające go polskie oddziały zmuszone były staczać ciągłe walki, wykrwawiając się. Wobec zmęczenia i wyczerpania polskich żołnierzy płk Czuma zwrócił się do gen. Janin o zluzowanie 5. Dywizji Syberyjskiej przez Czechów. Jednak to nie nastąpiło. Tym samym zdana ona została na własne siły i w rozpaczliwych warunkach wycofywała się aż do stacji Klukwiennaja. Siły bolszewickie odcięły część straży tylnych, a następnie 9 pociągów tej ekspedycji. W tej sytuacji nastąpił upadek ducha i obniżenie morale wojska. Niezadowolenie pogłębiało się wskutek braku zainteresowania kraju osamotnioną Dywizją. Działo się to wtedy, kiedy Polska była już niepodległa. Na słane przez płk. Czumę prośby o pomoc, tak do kraju, jak i do gen. Hallera, nie było odpowiedzi ani pomocy. Nie odniosło też pozytywnego skutku zwrócenie się płk. Czumy do dowództwa wojsk czeskich, aby przepuścili przynajmniej pociągi z kobietami i dziećmi, które szły za wojskiem. Czeski gen. Syrowy odmówił tego, a w niedługim czasie wszedł w układy z bolszewikami i za głowę admirała Kołczaka i 18 wagonów złota, które zagarnęli z tzw. rosyjskiej rezerwy złota, korpus czeski uzyskał swobodę ucieczki na wschód. W tej sytuacji płk. Czuma, rozważywszy wszystkie możliwości taktyczne, techniczne, ale i moralne, zdecydował o kapitulacji, która nastąpiła 10 stycznia 1920 r. przed dowództwem Armii Czerwonej. Bolszewicy, jak zawsze, i tym razem nie dotrzymali umowy kapitulacyjnej. Oficerów uwięziono, a żołnierzy zagoniono do robót przymusowych. Cywilów, kobiety i dzieci oraz rannych i chorych wyrzucono z pociągów, pozostawiając bez opieki i środków do życia, a więc bez szansy przetrwania.
 
Niewielka część oficerów i żołnierzy 5. Dywizji Syberyjskiej z płk. Rumszą na czele przedarła się dalej na wschód, unikając tym samym bolszewickiej niewoli. Epopeja walczącej w takich warunkach, wyczerpanej, osamotnionej 5. Polskiej Dywizji Syberyjskiej, a raczej jej niedobitków, którzy w heroicznym marszu przedzierali się przez bezkresne syberyjskie tajgi w mrozie i o głodzie, trwała prawie trzy lata, tj. do 1 lipca 1920 r., kiedy to przez Mongolię dotarli do Charbina w Mandżurii. Dopiero tu rząd polski okazał im pomoc. Na statku „Jarosław” przez Nagasaski, Honkong, Ocean Indyjski, Morze Czerwone, Kanał Sueski, Gibraltar dopłynęli do Gdańska. 1300 żołnierzy i oficerów, którzy zeszli na polską ziemię, to resztki 5. Dywizji Syberyjskiej płk. Waleriana Czumy.
 
Dla dowódcy Dywizji Syberyjskiej żołnierski los zgotował inną drogę – niewolę bolszewicką: po kapitulacji Dywizji przejściowy obóz, a następnie półroczne więzienie w Omsku i docelowo od 6 listopada 1920 r. słynne więzienie na Butyrkach w Moskwie. Tu przejściowo płk Czuma zetknął się z biskupem Łozińskim jako współwięźniem, dziś kandydatem na ołtarze. Wycieńczonemu fizycznie i moralnie gnębionemu przez Sowietów bohaterskiemu Dowódcy 5 Dywizji Syberyjskiej Opatrzność pozwoliła dotknąć ojczystej ziemi dopiero 17 stycznia 1922 r., kiedy to wymieniono go za komisarzy sowieckich pozostających w polskiej niewoli.

*

Po powrocie z bolszewickiego więzienia krótki urlop zdrowotny, potem trzymiesięczny kurs w Rembertowie dla wyższych dowódców i w grudniu 1922 r. płk. Czuma obejmuje dowództwo 9. Dywizji Piechoty w Wilnie. W maju 1927 r. zostaje komendantem obozu warownego w Wilnie, a w lutym 1928 r. – dowódcą 5. Dywizji Piechoty we Lwowie. Stopień generała brygady otrzymał 1 stycznia 1929 r. W kwietniu 1938 r. został Komendantem Straży Granicznej.
 
Nie dane było długo spocząć gen. Walerianowi Czumie, bo musiał znów stanąć w obronie Ojczyzny, tym razem przed hitlerowską nawałą. Kiedy został mianowany dowódcą obrony Warszawy, zdał sobie sprawę z wielkości i odpowiedzialności tego zadania. Po przerwaniu frontu od Piotrkowa niemieckie dywizje pancerne ruszyły na Warszawę, zaczęła się walka z czasem, aby stawić im opór. Generał Czuma w odezwie do mieszkańców Warszawy, wydanej nocą z 7 na 8 września, pisał: „Obywatele Stolicy!.. Warszawę trzeba obronić!... pomóżcie w tej sytuacji... pomagajcie wojsku...”A w rozkazie dziennym z 8 września zwracał się do żołnierzy: „Wódz Naczelny powierzył nam obronę Stolicy. Żołnierze! Objęliśmy pozycję, z której nie ma wyjścia”.
 
Bój, który nastąpił 9 września, rozstrzygnęła artyleria polowa, strzelając ogniem wprost, niszcząc atakujące czołgi. Z atakujących blisko 200 czołgów nieprzyjaciela rozbito lub unieszkodliwiono około 120. Niemcy do końca obrony Warszawy nie atakowali stolicy czołgami. Pierścień wojsk niemieckich zacieśnił się. Otoczono Warszawę ze wszystkich stron. Zbliżał się czas kapitulacji. Pomimo że formalnie dowództwo obrony Warszawy podporządkowane zostało dowódcy Armii „Warszawa” gen. dyw. Julianowi Rómmlowi, praktycznie do końca było ono w rękach Czumy. To właśnie żołnierze broniący Warszawy pod bezpośrednią komendą gen. Czumy za swą waleczność i bohaterstwo odebrali honory wojskowe z rozkazu dowódcy niemieckiej dywizji zdobywającej stolicę. Generał Walerian Czuma w dramatycznych dniach obrony Warszawy ściśle współpracował z bohaterskim prezydentem Miasta Stołecznego Warszawy Stefanem Starzyńskim, potem zamordowanym przez hitlerowców.
 
Kiedy po bohaterskiej obronie stolicy i po kapitulacji gen. Czuma wraz z generałami Rómmlem i Kutrzebą szli na czele podległych im żołnierzy do niewoli niemieckiej, dowódca armii niemieckiej oblegającej Warszawę, gen. Blaskowitz, wyraził się: „Festung Warschau”, tzn. „twierdza Warszawa”. Wiedział jako wojskowy, że tą twierdzą były przede wszystkim piersi żołnierzy i bohaterskiej ludności cywilnej.
 
I tak jak przed kapitulacją przed bolszewikami, która nastąpiła 10 stycznia 1920 r., wtedy przy 30-stopniowym mrozie w syberyjskiej tajdze pod Krasnojarskiem, kiedy gen. Czuma mógł się jeszcze ratować ucieczką, pozostawiając swych żołnierzy i ich rodziny, ale tego nie zrobił, tak i teraz przed kapitulacją wobec hitlerowców, w sercu Polski, w Warszawie, przy pięknej wrześniowej pogodzie, kiedy otrzymał propozycję od gen. Michała Karaszewicza, aby wstąpić do utworzonej przez niego polskiej armii podziemnej, ten głęboko wrażliwy na wszystkie okoliczności człowiek, czując odpowiedzialność za żołnierzy i moralny obowiązek wobec ludności cywilnej Stolicy, zdecydował się na niemiecką niewolę.

*

Po kapitulacji Warszawy przewieziono gen. Czumę do obozu w Murnau, a następnie do oflagu VIII E Johannisbrunn. Wreszcie docelowo umieszczony został w oflagu VI B, skąd został uwolniony przez Amerykanów 3 kwietnia 1945 r. i przewieziony został do Paryża, potem do Nicei, gdzie poddał się kuracji. W 1948 r. przeniósł się do Anglii, gdzie razem z bratem Władysławem, pułkownikiem znalazł pracę w kooperatywie rolnej na farmie Cobalder k. Peterborough, około 100 km na północ od Londynu.
 
W grudniu 1956 r. Generał przeniósł się do Polish Home Penrhos n. Pwliheli. Zmarł 7 kwietnia 1962 r., mając 71 lat. Pogrzeb odbył się 11 kwietnia na cmentarzu w Wrexen (nr grobu D9071). 12 kwietnia 1964 r. w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie odsłonięto tablicę upamiętniającą Jego postać. W dniu 10 maja 1963 r. położono granitową płytę nagrobka, którą poświęcił ks. dr Wysocki, kapelan Polskiego Szpitala w Penleg.
 
Jak inni wspominają gen. bryg. Waleriana Czumę?
 
Ojciec Hubert Czuma, jezuita, chrześniak Generała w sierpniu 1939 r. dziewięcioletni chłopiec: „[...] był wysoki, wyprostowany, miał siwiejące włosy i ten sympatyczny uśmiech ... kiedy wracaliśmy do Zakopanego, było już ciemno. Rząd świateł z Gubałówki wskazywał miejsce kolejki. I to zdanie Stryja też pamiętam: >Chyba ostatni raz to oglądam<. Tatuś trochę się żachnął, ale rzeczywiście nigdy więcej stryj Tatr nie zobaczył. I ja też swego ojca chrzestnego nigdy później nie zobaczyłem”.
 
Lubow Czuma, matka o. Huberta Czumy: „[...] kiedy wrócił z Moskwy z więzienia w 1922 r., wyglądał „taki szczupły chłopczyk”, zaś z niewoli niemieckiej w 1945 r. ważył 45 kg. Miał wzrost ponad 182 cm”.
 
Gen. Władysław Anders po śmierci gen. Czumy przesłał na ręce jego brata Władysława list kondolencyjny, podkreślając jego zasługi, a w szczególności to, że jako pierwszy w historii formował na Syberii oddziały polskie.
 
Gen. Józef Haller: „[...] to zasłużony organizator i dowódca Wojsk Polskich na Syberii. Stawiam wniosek na Krzyż Virtuti Militari”.
 
Gen. Burhardt-Bukacki: „[...] spokojny, zrównoważony charakter, bardzo prawy, sumienny, pracowity, samodzielny, dokładny w pracy. Dobrze wyszkolony, dużo pracuje nad sobą, nadawać się będzie na wysokie stanowisko”.
 
Gen. Popowicz: „[...] dobry wychowawca, dbały o korpus oficerski, jak i o cały stan żołnierski [ ...] inteligencja duża, umysł logiczny [...] wymagający, lecz bardzo sprawiedliwy, posiada poważanie...”
 
Gen. Dyw. Juliusz Rómmel: „[...] jest wzorowym oficerem pod każdym względem [...] jest to jeden z najlepszych dowódców dywizji piechoty, nadaje się na dowódcę Okręgu Korpusu lub Wiceministra Spraw Wojskowych”.
 
W wydanej w Londynie książce Marszałkowie i generałowie Polski Niepodległej zawarty jest życiorys gen. Waleriana Czumy oraz wyszczególnione są jego odznaczenia: Virtuti Militari V klasy za udział w kampanii syberyjskiej; Virtuti Militari IV klasy, nadany na wniosek gen. Kutrzeby za obronę Warszawy w 1939 r; Virtuti Militari III klasy nadany pośmiertnie; Krzyż Niepodległości z Mieczami; Krzyż Walecznych (czterokrotnie); Polonia Restituta, Złoty Krzyż Zasługi; Krzyż Legii Honorowej (Francja), Belgijski Krzyż Leopolda i inne.
 
Tylko nieliczne publikacje wspominają o gen. Walerianie Czumie, a jeżeli już pisze się o nim, to tylko w jakichś specjalnych kontekstach. Komunistyczna cenzura czujnie pilnowała, aby jego nazwisko, zresztą jak i całej rodziny Czumów, nie dopuszczać do publikowania. Nawet na wybudowanym przez nich „szańcu” u wlotu ulicy Grójeckiej do Warszawy, w miejscu, gdzie gen. Czuma z polskim wojskiem stawił opór hitlerowcom, komuniści nie umieścili tego nazwiska. Dopiero po latach znalazła się tam odpowiednia tabliczka.
 
Zważmy tylko, jakie cierpienia musiał znosić ten prawy Polak, waleczny żołnierz i wytrawny dowódca, kiedy Polska w 1918 r. wywalczyła już sobie niepodległość, a on, osamotniony ze swoją dywizją pędzony był przez wroga w przeciwnym kierunku, daleko na wschód. Czy  wtedy, gdy, zniewolony w moskiewskim więzieniu, wie, że w sierpniu 1920 r. bolszewickie hordy zbliżają się do wrót Warszawy. Albo kiedy dane mu było bronić Warszawy przed nacierającymi wojskami niemieckimi a po kilku dniach bohaterskiej obrony stolicy Polski, znów szedł w kilkuletnią niewolę. I w końcu boleść największa, kiedy nie mógł wrócić do swojej Ojczyzny, bo obsiedli ją moskiewscy sprzedawczycy i trzeba było umierać na obczyźnie.
 
Polska często tak cierpiała podobnie jak jej wierni synowie. Taką to trucizną karmiono pokolenia Polaków przez całe półwiecze komunistycznych rządów. Niestety, doświadczamy tego i dziś, tylko w groźniejszym wymiarze i przy zastosowaniu bardziej wyrafinowanych metod. Usiłuje się wymazać z naszej pamięci już nie tylko nazwiska wielkich Polaków, ale cała historię, a co gorsze, uderzając w nasze młode pokolenie, zastąpić te wartości, na jakich wyrastali tacy ludzie jak gen. Walerian Czuma, jakimiś naroślami libertyńsko-masońskiej, obcej nam kultury, nazywanej dziś globalizmem, zmierzającej do wydarcia z serc naszych dzieci Imienia Boga.
 
To już Naród musi powiedzieć rządzącym dziś Polską, przecież nie w naszym imieniu, prymasowskie NON POSSUMUS!

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW