|
|
ARCHIWUM |
Redakcja
Wstęp
Egzamin dla każdego z nas
NPW 5-6, 2002
Uczucia religijno-patriotyczne są od dawna narzędziem cywilizacji żydowskiej w walce z cywili-zacją łacińską w łonie kolejnych ekip władzy. Otrzymaliśmy wolność do przemocy silniejszego nad słabszym. Cena tej wolności jest już płacona: a są nią miliony bezrobotnych i setki tysięcy bezdomnych. W końcu otrzymaliśmy obietnicę referendum w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Dziś szerokie środowiska tworzące aparat władzy i jego zaplecze zaakceptowały samowolnie rezygnację z prawa narodu polskiego do życia we własnym państwie na rzecz życia w nieokreślonym tworze ponadpaństwowym.
Unia jest narzędziem masonerii – przede wszystkim niemieckiej – do pozbawienia Europy jej tożsamości, czyli cywilizacji łacińskiej. Jest to kontynuacja tysiącletniej polityki elit niemieckich, wychowanych w cywilizacji bizantyńskiej, zmierzająca do podporządkowania sobie Kościoła rzymskokatolickiego. Unia zawiera w sobie także ducha cywilizacji żydowskiej, organicznie nie znoszącej Kościoła. Obie te cywilizacje są gromadnościowe, a zatem wykluczają personalizm cywilizacji łacińskiej, do której należy Polska. Oznacza to, że w każdej konfrontacji polsko-niemieckiej lub polsko-żydowskiej osamotniony Polak jest z reguły stroną przegraną. Personalizm domaga się bowiem zachowania twarzy w każdej sytuacji – wygodnej czy niewygodnej dla danej osoby.
Manipulacja uczuciami religijnymi jest ustawicznie kontynuowana na różne sposoby. Oto na przykład współczesny politruk za pieniądze Unii (a tak naprawdę za pieniądze podstępnie wydarte Polsce w wyniku obowiązywania Układu Stowarzyszeniowego ze Wspólnotami Europejskimi i Ich Państwami Członkowskimi z 16.12.1991 r.) mówi mniej więcej tak:
„Odwagi! Oto pierwsi chrześcijanie szli do pogańskiego Rzymu ze światłem Ewangelii, przelewając krew na arenach, a wy się wzdragacie przed wejściem do zlaicyzowanej Unii, która potrzebuje ozdrowieńczego ducha polskiej religijności?”
W przypadku starożytnego Rzymu należy odróżnić szaleństwa Nerona od obowiązującego – aż do końca Cesarstwa – prawa rzymskiego. Mogli się Rzymianie do woli rozwodzić i popełniać najgorsze wykroczenia seksualne, ale prawo rzymskie uznawało tylko monogamiczne małżeństwo mężczyzny i kobiety. Prawo stało zatem po stronie dobra moralnego i nic dziwnego, że po Edykcie Mediolańskim chrześcijanie zaczęli z marszu budować – na olbrzymich przestrzeniach Cesarstwa – cywilizację łacińską, umacniając małżeństwo rzymskie sakramentem.
Inaczej ma się sprawa z Unią Europejską, która z założenia stoi na straży interesu człowieka zbuntowanego przeciw Bogu. Polacy w Unii staną oko w oko z prawem zezwalającym na małżeństwa homoseksualne, na aborcję, na eutanazję. Zamiast nawracać zdemoralizowanych Niemców, Holendrów czy Francuzów (jeśli nie będzie to zakazane jako naruszanie cudzej prywatności), sami szybko w atmosferze synkretyzmu religijnego i ogólnego permisywizmu zaczną ulegać takiemu prawu.
Pamiętamy dobrze, jak członkowie partii ukrywali swoje uczestnictwo w uroczystościach religijnych, mimo konstytucyjnej gwarancji wolności religijnej. Dziś widzimy podobne zjawisko: ludzie na stanowiskach, którzy uprawiają propagandę na rzecz wejścia Polski do Unii Europejskiej, ukrywają swój konstytucyjnie gwarantowany patriotyzm, Szczególny nacisk jest położony na młodzież, ustawianą wobec Unii tak, jak niegdyś zetempowcy wobec ZSRR.
Dwukrotnie: w 1983 r. na Jasnej Górze, a następnie w 1987 r. na Westerplatte - Jan Paweł II wezwał młodzież polską do niezwykłego egzaminu: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”. Dziś jest to egzamin dla każdego z nas.
|
|