|
|
ARCHIWUM |
Andrzej Turek
Rolnictwo
Meandry Samoobrony
NPW 5-6, 2002
Niewątpliwie najbardziej głośną i wyrazistą postacią polskiej sceny politycznej był w ostatnich miesiącach pan Andrzej Lepper. Żaden z polityków nie budził podobnych emocji i kontrowersji. Już kilka miesięcy temu sugerowałem wyraźny związek Leppera i Samoobrony z SLD. Dziś, pomimo faktów, jakie niedawno miały miejsce, sugestię tę podtrzymuję.
Należy zacząć od tego, że daną osobę publiczną należy bezwzględnie oceniać na podstawie całokształtu dokonań, a nie pojedynczych choćby bardzo spektakularnych gestów. W przekonaniu swych zwolenników, i w ogóle w szerokiej opinii społecznej, Lepper to prawdziwy ludowy trybun, który, dzięki wrodzonym instynktom społecznym i politycznym wypłynął na szczyty sceny politycznej i bezkompromisowo walczy z całym establishmentem. Każdy jednak, kto trzeźwo patrzy na realia sceny politycznej, ma świadomość, że taki scenariusz jest w rzeczywistości bardzo wątpliwy. Od ulicznych blokad do parlamentu droga daleka i najeżona niesłychanymi przeszkodami. A Lepper nie pojawił się przecież nagle kilka miesięcy temu. Działał, z większym lub z mniejszym natężeniem, całe 10 lat, a działalność ta przybierała często bardzo spektakularne formy – dwukrotny udział w wyborach prezydenckich, trzykrotny start Samoobrony w wyborach parlamentarnych, zorganizowanie masowych blokad dróg w 1999 r.
W tym kontekście niejako samorzutnie nasuwa się pytanie o źródła finansowania tych wszystkich poczynań, jak również bieżącej działalności Samoobrony, która – jak donosiło swego czasu pismo narodowe „Ojczyzna” – prowadzona była w ostatnich latach z niesłychanym rozmachem. Bardzo wątpliwe, by środki te pochodziły wyłącznie ze składek członkowskich, mimo licznej obecności ludzi biznesu w partii Leppera.
Równie zastanawiająca jest ewidentna ochrona prawno-polityczna, z której Lepper korzystał w przeciągu całej swej działalności. Poza kilkoma miesiącami więzienia w 1994 r. za wychłostanie komisarycznego zarządcy PGR-u zawsze wychodził obronną ręką z wszelkich starć z wymiarem sprawiedliwości. Wszystkie sprawy w rezultacie prostych wybiegów Leppera i jego obrońców odwlekane były w nieskończoność, w ostateczności zapadały wyroki w zawieszeniu. Władze miały pełną możliwość surowego ukarania watażki i położenia kresu jego działalności, ale z niej nie skorzystały. Wprost przeciwnie, sędziowie i prokuratorzy zachowywali się tak, jakby wiedzieli, że Lepper jest nietykalny. Natomiast kilku innych działaczy, a nawet zwykłych chłopów uczestniczących w protestach, zamknięto w więzieniach.
Jest też bezsprzecznym faktem, że Lepper był od pewnego czasu stosunkowo mocno nagłaśniany w mediach. Jego niezaprzeczalna charyzma i demagogiczne zdolności zdałyby się na nic, gdyby postanowiono go wyciszyć. Oczywiście, brak jednoznacznych dowodów, że wszystkie te okoliczności wynikały z powiązań z postkomunistami, ale wiele wskazuje, że zakulisowe kontakty lidera Samoobrony szły właśnie w tym kierunku. Dla przykładu przed ostatnimi zwycięskimi wyborami Lepper przeszedł kompleksowe szkolenie socjotechniczne u Piotra Tymochowicza. Dla przypomnienia: Tymochowicz to czołowy spec od szkolenia liderów politycznych, znany ze swej destrukcyjnej działalności, założyciel Ruchu na Rzecz Tolerancji, serdeczny przyjaciel Jerzego Urbana. Jak fama niesie, także sam Lepper pozostawał w bliskich kontaktach z niezmiernie wpływowym w środowiskach SLD Urbanem.
Fakt ten w ściśle określony sposób rzutuje na kulisy ostatniego sukcesu Samoobrony. Moim skromnym zdaniem sukces ten ma wyraźny związek z partykularnym interesem politycznym SLD, a ściślej z chęcią maksymalnego osłabienia pozycji potencjalnego koalicjanta – PSL. SLD w tak trudnej sytuacji gospodarczej i społecznej nie chciał obejmować steru rządu w pojedynkę. Potrzebny mu był koalicjant, ale koalicjant możliwie najsłabszy, z którym można by było podzielić się odpowiedzialnością bez dzielenia się władzą. Stąd zielone światło dla Leppera, który wykorzystał szansę skuteczniej, niż zakładano.
Dalej bieg wydarzeń zdawał się potwierdzać trafność kalkulacji SLD. Samoobrona zgłosiła ofertę wejścia w koalicję rządową, stwarzając alternatywę dla PSL-u, który będąc od dawna nastawiony na korzyści płynące z udziału we władzy, sprzedał się w tej sytuacji wyjątkowo tanio. Następnie Lepper jednoznacznie poparł rząd Millera i pozwolił się wybrać na wicemarszałka Sejmu. Wydawało się, że dokładnie „wpasował się” w istniejące układy. Nie na długo.
Nagłe wystąpienie przeciwko Cimoszewiczowi uruchomiło ciąg wydarzeń, które przez wiele tygodni elektryzowały całą Polskę. Ich prawdziwe kulisy są do dziś trudne do wyjaśnienia. Czy był to tylko instynktowny, emocjonalny akt sprzeciwu wobec postawy zdrady narodowej w najbardziej bezczelnym wydaniu? Niewykluczone. Niewykluczone również, że Lepper poczuł się w pewnym momencie na tyle mocny, iż uznał, że może ostentacyjnie, radykalnie zerwać więzy przeszkadzające mu w dalszym powiększaniu popularności. Z drugiej jednak strony nie można też do końca wykluczyć, że jego działania miały związek z walką frakcyjną w SLD między grupami Kwaśniewskiego i Millera, toczącą się głównie wokół następnej prezydentury i podziału łupów w Brukseli. Tak się bowiem składa, że obydwaj zaatakowani ministrowie: Cimoszewicz i Szmajdziński uchodzą za stronników Kwaśniewskiego. Jeśliby pójść tym tropem dalej staje się rzeczą oczywistą, że Lepper był w większym lub mniejszym stopniu manipulowany i prowokowany do wystąpień przez osoby działające zza kulis oraz że w całej sprawie skrzyżowały się interesy różnych części establishmentu.
Uderza również fakt, że po kilku potężnych wstrząsach afera została zupełnie wyciszona. Pomimo podważenia oskarżeń wobec liderów SLD i Platformy przez media dochodzenie jakby zawisło w próżni, nie widać pośpiechu w sądzeniu przywódcy Samoobrony. Najwyraźniej korzystniejsza jest jego neutralizacja. I wydaje się, że taka taktyka ze strony postkomunistów jest jak na razie skuteczna. Przecież to właśnie głosami Samoobrony Sejm „ukręcił łeb” ustawie lustracyjnej i przegłosował korzystną dla SLD ordynację wyborczą. Od tego czasu Samoobrona znalazła się w bardzo dziwnym położeniu, balansując między kolaboracją z rządem a ostrą opozycją. W szczególności jej narodowa, socjalna retoryka pozostaje częstokroć w zupełnej rozbieżności z sejmowymi głosowaniami.
Nie oznacza to wcale całkowitej negacji dla Leppera i jego poczynań. W ostatecznym rozrachunku wolę Sejm z Samoobroną niż Sejm bez Samoobrony. Nie podzielam też postaw niektórych prawicowych środowisk, sprowadzających się do zarzucania Lepperowi, co się tylko da, często przy jednoczesnym uporczywym wybielaniu PSL. Wnioskuję tylko, by przywódcy Samoobrony cały czas patrzeć wyjątkowo uważnie na ręce. W każdym razie rozstrzygającym kryterium dla nas musi być stosunek Samoobrony wobec integracji Polski z Unią Europejską. To właśnie na tym polu okaże się ostatecznie, kim naprawdę jest Andrzej Lepper – następnym koniem trojańskim, prowadzącym Polaków na manowce, czy też pragmatycznym graczem politycznym, który – mimo wszystkich politycznych zakrętów i uwikłań – czuje i myśli po polsku.
|
|