ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Mieczysław Kroker 

 

Temat miesiąca

 

Wyrok przed procesem?

  

NPW 3-4, 2002

 

 

Kiedyś pytano studenta nie wykazującego specjalnej bystrości na egzaminie, czy zna przypadek, kiedy skutek idzie przed przyczyną? Odpowiedź nie przecząca logice była jedna: kawarawan przed lekarzem lub lekarz za trumną pacjenta. Kawał dość niewymagający, a jednak daje do myślenia. Zwłaszcza jeśli przeniesie się jego przesłanie na pewne ostatnio u nas występujące samosądy medialne, powiedziałbym nawet – lyncze. Najlepiej przyjrzeć się im po wygaśnięciu emocji, choćby częściowym.

 

Otóż wydaje się, że cichną pełne grozy jeremiady nad  mordercami z Pogotowia Ratunkowego. Szkoda, bo warto by jednak dowiedzieć się, ilu w końcu ludzi w karetkach zamordowano, by handel „skórami” szedł raźniej. Nie głupie, o nie, ale nad wyraz podłe i zniesławiające było postawienie na równej płaszczyźnie „cynków” dawanych przez załogi niektórych karetek zakładom pogrzebowym, że jest pochówek do wzięcia. Może to i korupcja, ale powiedzmy szczerze, gdyby tylko taka panoszyła się w najwyższych rejonach władzy, to Ameryka i RFN siedziałyby u nas w kieszeni. Pismacy robiący wierszówkę i wątpliwą sławę na takich rewelacjach nie wiedzą, że w wielu cywilizowanych krajach, gdzie zakłady pogrzebowe istnieją dłużej niż u nas, informowanie, obojętnie przez kogo, o ich usługach jest uważane za pomoc niesioną ludziom zagubionym w obliczu śmierci najbliższych. Takt osób zajmujących się zawodowo pochówkiem to inna sprawa, ale jego brak to nie występek. Gdyby tak było, wielu dziennikarzy miałoby się z pyszna.

 

Jednak od takich „nadużyć” przejść do zniesławienia lekarzy Pogotowia, odebrania ludziom wiary w ich uczciwość i fachowość, to dopiero niesłychane nadużycie – tym gorsze, że prawie niemożliwe do naprawienia. Nie dziw, że wielu lekarzy, nawet stojąc w obliczu bezrobocia, nie chce jeździć w pogotowiu. Miejmy nadzieję, że jego absencja nie dotknie w potrzebie tych, którzy opluli niewinnych i odstraszyli ich od wykonywania zawodu. A czy byli winni? Być może, ale w naszym starym prawie była zasada: „Nemo captivabitur nisi probetur” (Nikogo nie zatrzymuje się, jeśli mu [winy] nie udowodniono). Gdyby osoby medialne, które przed kamerą często nie potrafią poprawnie wymówić jednego słowa łacińskiego, tę zasadę znały, to wiedziałyby, jak postąpić w przypadku podejrzenia o przestępstwo.

 

Niestety, zasady tej nagminnie się nie przestrzega. Pracownicy pogotowia mieli i tak szczęście, bo na ogół nie pokazywano ich twarzy, nie wymieniano po nazwisku, co najwyżej ich zwierzchników. Nie poszczęściło się tak arcybiskupowi  Paetzowi. Tego zanurzono w szambie. Jak było, nie wiemy – a czy się kiedy dowiemy? Znamy, przynajmniej niektórzy, sprawę amerykańskiego kardynała Bernardina, który podobną historię przypłacił chorobą i prawdopodobnie śmiercią. Cóż z tego, że w końcu okazało się, iż nie był winien. Kłamcie, kłamcie, jak mawiał pewien francuski filozof, a więc kłamcie, byle stale tak samo. Wypróbowało tę metodę także wielu polityków. W Trzeciej Rzeszy uwierzono, że trzeba wymordować Żydów i przeciwników Hitlera, by Niemcy mogli spać spokojnie u siebie i na rozległych, żyznych połaciach Ukrainy. W ZSRR uwierzono, że Stalin to wcielenie wartości humanistycznych (dziś mówi się, że wymordował wielekroć więcej własnych ludzi niż Hitler, a i tak noszą jego feretrony). Czy w konkretnym, tu poruszonym przypadku chodzi o kłamstwo? Chyba nie, bo musiałoby się imputować taki zamiar fabrykantom owych sensacji, a tego nie wolno, skoro im tego nie dowiedziono. Ale też nie dowiedziono hierarsze poznańskiemu imputowanych mu występków. Czy jest jakaś sprawa u prokuratora, w sądzie, na policji? Nic o tym nie słychać, a napiętnowano człowieka jednym z najgorszych oskarżeń. Pewna słynna z racji swego „obietywizmu” i obcesowego sposobu bycia przed kamerą (podobno) dziennikarka nie dała człowiekowi, usiłującemu postawić problem na płaszczyźnie normalnych relacji międzyludzkich, dojść do głosu. Z ogniem w oczach wołała, że trzeba potępić i tylko potępić. Jakże łatwo wypowiadać takie słowa i jak mało trzeba wiedzieć o życiu, by tak czynić! I po co brać się z takim warsztatem za formowanie opinii publicznej? Gdyby podobne widowiska, a przecież nie należą one w mediach do wyjątkowych, nie były tak smutne i urągające godności ludzkiej, to nic tylko bawić się, śmiać, dziwować się ludzkiej głupocie. Ale nie wolno bo dopokąd za inicjałami skrywać się będzie nazwiska przestępców lub choćby nawet tylko kombinatorów (ostatnio słyszałem: b. poznański senator A.A. Każdy wie, kto to, ale dobre imię człowieka trzeba uszanować). I owszem, ale nie biskupa, bo tu chodzi o coś znacznie więcej. W grę wchodzi Kościół. Nie myślmy, że tylko u nas odżywa stary, choć źle wypróbowany sposób pośpiesznego wygaszania autorytetu, obojętnie, czy to będzie autorytet lekarza czy księdza. Oba są społecznie ważne. Atakując je, można sporo zyskać, np. odwrócić uwagę od własnych niepowodzeń, mających przełożenie na wzrost dolegliwości tych najbiedniejszych (np. sprawa leków i w ogóle dostępności leczenia dla rencistów i mało zarabiających, dla których eutanazja wydaje się coraz lepszym wyjściem; nie ma ono zastosowania do nienarodzonych, bo ich uśmierca się z wyjątkowym okrucieństwem). Przecież puszczając w obieg sensacje, jak wyżej opisane, zajmuje się uwagę ulubionym tematem, prawda, że mocno przejściowym, ale kłamcie..., kłaniajcie się Wolterowi, bo to się opłaca, mimo że staroć. Dla tych oświeconych, także spośród duchownych (do braci grzesznie spiskujących, jak w 1863 r. pisał o. Kajsiewicz), taki jeden kwiatek ku rozwadze. Otóż w jednej (czy rzeczywiście jednej) ze szkół nauczyciele zamiast lekcji czytali dzieciom „Rzeczpospolitą” z wiadomym donosem. Sapienti et insipienti sat. Innymi słowy każdy zrozumie moralny i wychowawczy profit tej sprawy. Zatem pytanie, czy pewne środowiska, w tym katolickie, to te przysłowiowe pochyłe drzewa, na które można dowolnie skakać?

 

Wydaje się, że coś w tym jest. W numerze 25 z 26 lutego 2002r. „Die Tageszeitung” jest taka mała notatka pt. Więcej ochrony dla przekonań religijnych. Czytamy w niej: „Związek  katolickich studentek niemieckich postrzega chrześcijańskie przekonania religijne jako przeznaczone >na odstrzał<. Związek katolickich studentek niemieckich i Zespół roboczy chrześcijańskich publicystów oświadczyły w poniedziałek, że chrześcijanie nie mają dla tych spraw zrozumienia, natomiast ataki na judaizm i islam są tabu. Organizacje te skrytykowały orzeczenie wydziału prawnego Bundestagu oddalające wniosek o silniejszą ochronę przekonań religijnych. Praktyka pokazuje, że paragraf 166 [konstytucji] nie wystarcza”.

 

A więc trochę pociechy, kiedy słyszy się, jak u nas oklaskuje się każdą hecę antypolską, podczas gdy próba obrony naszych wartości i dobrego imienia spotyka się z represją. Przykład Jedwabnego i Koniuchów (o których sza) to potwierdzają. Ciekawe, jak wobec tego powinien się nazywać Instytut Pamięci Narodowej? A swoją drogą jest sporo analogii między sprawą Paetza i Jedwabnego. W obu przypadkach wyrok wyprzedził proces. W zasadzie trzeba by powiedzieć – także wykonanie wyroku. Wystarczy byle jaka opowieść (książka Grossa to beletryzowana socjologia), dobrze powielona plotka, pomówienie. Smutne to czasy, kiedy ten ma rację, kto głośniej krzyczy, kiedy pokazuje się nie te twarze, które winny budzić grozę i być przestrogą, ale inne, zapewniające odpowiednią porcję niezdrowej emocji, a zwłaszcza, kiedy dzieje się to bezkarnie. Chwała niech będzie rektorom uczelni poznańskich i innym, którzy w imię rozsądku, uczciwości i dobrej tradycji stojącej na straży dóbr osobistych każdego powiedzieli, co myślą o gwałceniu tych zasad. To nic, że mało o tym słychać. Czas ma to do siebie, że przechowuje troskliwiej szlachetność niż jej przeciwieństwo. Wyroki także odwoływano, w naszej rzeczywistości dużo częściej niżby wypadało, a to, że ferujący je, a nie ich ofiary, byli i są nagradzani, to też nasza specjalność. Podobnie jak te same twarze oraz podobne w treści i formie bujanie łatwowiernych, stale czekających na ziemię obiecaną.

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW