ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Andrzej J. Horodecki

  

Polityka i strategia

  

Totalna walka z cywilizacją łacińską, część I

  

NPW 3-4, 2002

 

 

 1. Aktualna sytuacja i jej rozwój

 

Specyfika geopolityczna Polski spowodowała, że w ciągu 1000 lat ukształtował się patriotyzm miecza i pługa. Natomiast najtrudniejszy patriotyzm myśli politycznej osiągnął swój szczyt na przełomie Piastów i Jagiellonów; powrót do niego na przełomie XIX i XX w. zawdzięczamy Romanowi Dmowskiemu. Na przełomie XX i XXI w. rysuje się ostry, powszechny  upadek ducha patriotycznego. Można by  za Mickiewiczem  powiedzieć: „Patriotyzmie!... ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił”.

 

W oparciu o wiedzę o cywilizacjach, którą zostawił nam Feliks Koneczny, można powiedzieć z całą pewnością, że cywilizację łacińską cechuje harmonia quincunxa, oparta mocno o rodzinny związek z uprawianą ziemią. Polak oderwany od ziemi traci poczucie zakorzenienia we wspólnocie, a z nim doczesne walory życia. Takich zmartwień nie ma Niemiec, ukształtowany od 1000 lat przez cywilizację bizantyńską.  Ufa swojemu państwu i służy mu w każdych okolicznościach, bo państwo wie lepiej, co dla niego jest dobre. Taka postawa rodzi nacjonalizm, a z nim ubóstwienie narodu,  rasy i państwa, podczas gdy nasza służba adresowana jest do Boga i Ojczyzny, przy pełnym zaangażowaniu swojego honoru, a jej owocem jest patriotyzm.

 

Niestety, troska o przyszłość Polski przestaje być najważniejszym zagadnieniem dla współczesnego Polaka. Składa się na to wiele przyczyn.

 

Pierwsza, historycznie najstarsza, to przekonanie, że do tej troski powołani są ludzie z dziedzicznych kręgów władzy. W czasach nowożytnych każdy obywatel został upoważniony  przez konstytucję do brania czynnego udziału w pełnieniu władzy. Każdy upoważniony, ale nikt z imienia i nazwiska nie zobowiązany. W efekcie powstał klimat  powrotu do silnej władzy centralnej, która w XX w. zaowocowała bratobójczym zamachem majowym Józefa Piłsudskiego.

 

Centralne Siły Polityczne, elity „światowej arystokracji intelektualnej”, proponują „z marszu” globalizację jako cudowne lekarstwo na niedoskonałości, związane z pełnieniem władzy, ale tylko pod jednym kątem. Twierdzą  mianowicie, że demokracja bezpośrednia stała się przeżytkiem i że powinny powstać elity, umożliwiające funkcjonowanie demokracji  na pół bezpośredniej. Elity takie już pełnią władzę, na razie jeszcze słabo dostrzeganą przez rzesze wyborców. Są to grupy nacisku, zakotwiczone w kilku punktach równocześnie: jako eksperci rządowi, samorządowi,  doradcy bankowi, komisarze ONZ-towskich agend oraz specjaliści z pogranicza edukacji, socjologii, gospodarki, techniki, wywiadu i wojska.

 

Co może powiedzieć w tej kwestii cywilizacja łacińska i czy jest ona w stanie przejąć inicjatywę?

 

Problem nie leży w trudnościach z uwidocznieniem opcji politycznej pojedynczego człowieka – w dobie eksplozji telekomunikacji jest to kwestia wyboru techniki. Ale kto ma tę opcję ukształtować? Jeżeli ma to być właśnie cywilizacja łacińska, to potrzebny jest żywy i stały kontakt z prawem naturalnym, a następnie, na tej podstawie, pielęgnacja żywej wiary katolickiej przez Kościół. W każdym razie trzeba wyjść z realiów dnia dzisiejszego.

 

A zatem, aby wziąć świadomy, odpowiedzialny  udział w pełnieniu władzy, trzeba najpierw uzgodnić, że:

 

- demokracja kończy się tam, gdzie zaczyna się prawo naturalne,

- głos wyborcy nie upoważnia polityka do ograniczania suwerenności państwa ani do popierania rasizmu ekonomicznego w jakiejkolwiek bądź formie.

 

Rasizm ekonomiczny to np. bezpodstawna insynuacja, że  Polska nie potrafi, nie jest w stanie gospodarować tak, aby nie ustępować tzw. „rozwiniętym krajom świata”. Inna forma rasizmu ekonomicznego to ograniczanie prawa do pracy osób starszych, inwalidów, niepełnosprawnych, nie posiadających dostatecznego wykształcenia. Najgroźniejsza forma rasizmu ekonomicznego to pozbawienie Narodowego Banku Polskiego prawa do finansowania deficytu budżetowego państwa. Jednym z głównych instrumentów rasizmu ekonomicznego jest podatek VAT.

 

Druga przyczyna tkwi w upadku personalizmu i wysychaniu  jego źródeł, jakimi  są dostęp do prawa naturalnego i  do Prawdy Objawionej – jeden i drugi praktycznie wyłącznie poprzez zdrową moralnie rodzinę. Powstaje błędne koło: upadek personalizmu to upadek odpowiedzialności za rodzinę, upadek rodziny,  to zanik populacji ludzi odpowiedzialnych, o ukształtowanej trwale osobowości. Z propozycją samorządowych wyborów większościowych prezydentów, burmistrzów, wójtów CSP czekały do czasu, gdy praktycznie nie  można  już znaleźć kandydatów reprezentujących cywilizację łacińską. W 2002 r. władzę – praktycznie niekontrolowaną – obejmą na wszystkich szczeblach władzy samorządowej w Polsce znani politycy, reprezentujący cywilizację bizantyńską, turańską, żydowską lub po prostu mieszankę cywilizacyjną. Samorząd ma stać się – mówiąc językiem średniowiecza – zalążkiem rozpadu państwa na prowincje i księstewka, po to, aby maksymalnie uniemożliwić  pojawienie się zorganizowanego w skali kraju oporu przeciw wejściu Polski do Unii Europejskiej.

 

Trzecia przyczyna tkwi w tym, że kandydaci do Sejmu  są wybierani antypersonalistycznie przez poszczególne partie w wyborach tzw. proporcjonalnych. Współczynniki przeliczeniowe liczby uzyskanych głosów na liczbę mandatów dla danej partii mniej lub bardziej sprzyjają partiom o określonej wielkości. Co więcej, tą drogą można głęboko sterować społeczeństwem. Dla przykładu, podpisując obowiązującą ostatnio ordynację wyborczą do Sejmu, p.o. prezydenta Aleksander Kwaśniewski powiedział, że taką ordynację ze współczynnikami Saint Lague’a, sprzyjającą  mniejszym partiom, podpisuje wyjątkowo, i że w przyszłości wrócimy do współczynników d’Hondta. Rzeczywiście, A. Kwaśniewski „dotrzymał słowa” i zaakceptował uchwaloną przez Sejm dla wyborów samorządowych metodę d’Hondta. Zmusi to wyłonione w 2001 r. małe partie do zawierania koalicji, a praktycznie – do jednoczenia się z powodów czysto „technicznych”.

 

Taki synkretyzm polityczny uniemożliwia praktycznie odbudowę postawy personalistycznej w życiu publicznym, bo odpowiedzialność osobista polityka musi wiązać się ściśle z odpowiedzialnością za konkretny, powszechnie znany program konkretnej – obojętnie, małej czy dużej – partii, a nie za zlepek programów. Można przypuszczać, że działania  A. Kwaśniewskiego – reprezentanta Unii Europejskiej w wydaniu południowoniemieckim, czyli Paneuropy Deutschland, spadkobierczyni Habsburgów (sic!) – sprzyjają budowaniu kontrolowanego przez CSP Bloku Katolicko-Narodowego, ufającego Unii Europejskiej  pod patronatem Paneuropy Deutschland.

 

 

2. Demokracja – zdalne  sterowanie w czasie i przestrzeni

 

Przed kilku laty czasopismo „Paneuropa Deutschland” zamieściło artykuł zatytułowany Powinniśmy uczyć się od Ojców USA, poświęcony budowaniu Unii Europejskiej.

 

Europa stanowi środek ciężkości polityki światowej z jednego tylko, ale rozstrzygającego powodu. Tylko tutaj monogamiczna rodzina, jej własność prywatna i chroniące ją państwo znalazły oparcie w prawie rzymskim, a następnie w chrześcijaństwie. Ten fenomen  określił Roman Dmowski  jako „Duch Europy”.

 

Na rolę rodziny w polityce zwrócił uwagę Alexis de Tocqueville w swoim znakomitym, wręcz proroczym dziele O demokracji w Ameryce (napisanym na podstawie wnikliwych studiów życia w USA, a sfinansowanym przez rządowe stypendium francuskie, PIW, 1976 Warszawa), ujawnia niewyobrażalną siłę prawa, kreowanego przez ówczesnych doktrynerów „Nowego Ładu”:

 

„Dziwi mnie to, iż dawni i współcześni pisarze nie przypisują prawu spadkowemu większego wpływu na bieg ludzkich spraw. Należy ono wprawdzie do kodeksu cywilnego, niemniej jednak powinno zostać wypisane na frontonie wszystkich politycznych instytucji, wywiera bowiem przemożny wpływ na układ społeczny narodów, którego wyrazem są prawa polityczne. Co więcej, posiada ono niezawodny i jednolity sposób oddziaływania na społeczeństwo i decyduje o losie pokoleń, zanim przyjdą na świat...

 

Wtedy, gdy prawo... wręcz nakazuje równy podział dóbr ojca między wszystkie dzieci, skutki tego działania są dwojakie... dobra, a w szczególności ziemskie, muszą się stale kurczyć... równy podział majątku niszczy intymny związek, który istnieje między duchem rodu a faktem zachowania ziemi. Ziemia przestaje być tożsama z rodziną... Z chwilą zaś odebrania właścicielom ziemskim potrzeby uczuciowych związków z ziemią, wspomnień, dumy i ambicji jej zachowania, można być pewnym, że wcześniej czy później ją sprzedadzą, ponieważ sprzedaż leży w ich interesie. Kapitał ruchomy daje przecież więcej zysku i pozwala z większa łatwością zaspokajać doraźne pragnienia”.

 

Nie byłoby dzisiejszego mocarstwa, gdyby nie ta kluczowa zasada demokracji amerykańskiej, wyrażona przez prawo spadkowe: majątek ziemski ma być dzielony po równo pomiędzy spadkobierców. Amerykanin został zmuszony w kolejnych pokoleniach zaczynać walkę o swoją przyszłość; zawsze od nowa i zawsze w niepewnej dziedzinie handlowo-przemysłowej. Ta zasada obróciła się w szczególny sposób przeciwko społeczeństwu na początku XX w., kiedy to Bank Centralny USA znalazł się w wyniku manipulacji w rękach akcjonariuszy prywatnej spółki, ciągnących niebywałe zyski z wymuszonej ruchliwości kapitałów obywateli. Tak więc potęga  USA jest  odbiciem potęgi handlowej cywilizacji żydowskiej.

 

To dlatego od samego początku Amerykanie tworzą społeczeństwo generujące niezwykłe nowe wynalazki – nie tyle z potrzeby serca i umysłu w poszukiwaniu  Prawdy, ile z potrzeby utrzymania się na powierzchni życia społecznego, awansowania do coraz wyższej klasy dobrobytu, opisanego stanem konta w banku. Ale kto im zagwarantuje, że nie podzielą – prędzej czy później – losu Argentyńczyków?

 

Druga ważna cecha, odróżniająca zasadniczo demokrację amerykańską od europejskiej, to specyficzne  sądownictwo. Pisze Tocqueville:

 

„Amerykanie dali sędziemu prawo opierania orzeczeń raczej na konstytucji niż na ustawach. Innymi słowy, pozwolili sędziemu nie stosować ustaw, które wydają  mu się sprzeczne z konstytucją... jeśli sędzia odmówi zastosowania jakiejś ustawy  w trakcie procesu, natychmiast traci ona część swojej siły moralnej. Ludzie zagrożeni przez tę ustawę dowiadują się wówczas, że istnieje sposób wymknięcia się spod jej mocy. Mnożą się procesy, ustawa staje się bezsilna. I wówczas albo  naród zmienia konstytucję, albo ciało prawodawcze odwołuje przestarzałą ustawę”.

 

Zestawmy jeszcze raz dwie cechy demokracji amerykańskiej: (i) egzystencja, wymuszona przez ustawodawstwo w obszarze pozarolniczym, oraz (ii) równość szans tej egzystencji dzięki oddolnej interwencji w prawo niezgodne z konstytucją. W ten sposób mamy trójkąt równoramienny, u którego wierzchołka jest Konstytucja USA. Do tej Konstytucji uchwalane są poprawki, a równość ramion trójkąta wymusza życie. W ten sposób za pomocą niewielkich poprawek można zgrabnie i bezwstrząsowo sterować potężnym quasi-narodem amerykańskim. Ostatnio mieliśmy naturalny pokaz stabilności USA podczas ustalania, kto wygrał prezydenturę Al. Gore czy Bush? Ale czy zawsze Konstytucja USA jest przestrzegana?

 

 

3. Zdumiewająca  przenikliwość  urzędnika USA...

 

Pogląd o niepokoju i napięciu wśród ludzi wyraża zdecydowana większość wyborców wszystkich partii i ugrupowań politycznych, zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy obecnego rządu (odpowiednio 88 % i 93%). Dotyczy to też osób zadowolonych  z kierunku zmian w kraju (83%), jak i przekonanych, że w Polsce dzieje się źle (92%)... niezależnie od rozwoju sytuacji w kraju przeprowadzone badania wskazują, że polskie społeczeństwo żyje w permanentnym stresie, a rządzący nie mają  świadomości tego”.  OBOP zwraca uwagę, że badania przeprowadzone zostały „...w czasie względnego spokoju ...  przed ... ujawnieniem afery w łódzkim pogotowiu i sejmową debatą nad uchyleniem immunitetu Andrzejowi Lepperowi. Sondaż  poprzedziły natomiast takie wydarzenia, jak spotkanie Rządu i  Rady Polityki Pieniężnej w sprawie obniżania stóp procentowych, debata sejmowa nad wnioskiem o odwołanie ministra skarbu oraz wnioskiem w sprawie wcześniejszego referendum na temat członkostwa Polski w Unii Europejskiej (PAP, 01.02.2002).

 

Tak więc można wnioskować, że ów irracjonalny niepokój powstaje w podświadomości przeciętnego Polaka, gdzie zderza się zdrowy rozsądek z irracjonalną rzeczywistością. Oto bowiem nie tylko w Polsce, ale i  w krajach  rozwiniętych, bezrobocie i strajki są na porządku dziennym, a z nimi perspektywa nędzy i wyzysku, charakterystycznego dla Trzeciego Świata. W USA 21 tysięcy osób utraciło pracę  i oszczędności, gromadzone w funduszu emerytalnym, a ulokowane w akcjach koncernu Enron. Szefowie koncernu zdążyli swoje akcje sprzedać (PAP, 04.02.2002).

 

Są zatem dwie możliwości: albo ktoś tym zdalnie steruje w skali globalnej, albo umysł myślącego człowieka nie nadąża za jakimiś nowymi, niezrozumiałymi prawami społeczno-ekonomicznymi.   Niezliczone wypowiedzi, publikacje, a nawet prace naukowe dowodzą, że od wielu pokoleń w krajach rozwiniętych ma miejsce  kapitulacja rozumu. Jest to wynik opanowania elit umysłowych, a w ślad za nimi programów oświatowych, przez aprioryzm i związaną z nim ucieczkę od faktów.

 

Od 1913 r., kiedy to poplecznicy rodziny Rockefellerów wkradli się w zaufanie Prezydenta Wilsona oraz przeprowadzili podstępnie w Kongresie ustawę pod nazwą Akt Rezerw Federalnych, dolar  jest – wbrew konstytucji USA – kontrolowany   przez System Rezerw Federalnych, a praktycznie przez Bank Rezerw Federalnych w Nowym Jorku, gdzie znajduje się 90% największych banków amerykańskich. Akcjonariusze bankowi, czyli osoby prywatne, zdobyli władzę, przed którą ostrzegał Pius XI  w swojej encyklice Quadragesimo anno.

 

Wśród bardzo nielicznych współczesnych a kompetentnych znawców tego problemu jest  Amerykanin Gary H. Kah, który pisze o globalizacji jako o fakcie dokonanym:

 

Jedynie Ameryka ze swoimi bogactwami naturalnymi mogła dokończyć dzieła wprowadzenia globalnego systemu. To nowojorskie banki  międzynarodowe i firmy komputerowe umożliwiły komputeryzację i centralizację globalnej bankowości. To nasze przedsiębiorstwa telekomunikacyjne zbudowały satelity, potrzebne do  wprowadzenia globalnego rządu. Tylko Ameryka mogła wyprodukować bogactwo, dzięki któremu kapitaliści kupili świat... dzięki temu ... stał się  amerykański dolar niemalże  międzynarodową walutą.

 

Światowy Rząd nie mógłby powstać za sprawą otwartej dyktatury. By go zaakceptowano, musiał wjechać na plecach wypróbowanej demokracji. Ameryka pasowała do sprostania takim wymaganiom, ponieważ uważana jest za największy bastion demokracji – ostatniej nadziei ludzkości. Poza tym Ameryka jest największym narodem wielonarodowym... Pomaga to zlikwidować podejrzenia i zbudować pozytywny obraz Nowego Porządku Świata”.

 

Według  Kaha są tacy, którzy wierzą, że „... Nowy Jork byłby logicznym wyborem na stolicę świata... jednak tajna europejska hierarchia może mieć zupełnie inne plany. Jeżeli będą chcieli umieścić stolicę świata w Europie, znajdą na to sposób... decyzja taka pociągnie za sobą albo ekonomiczną  ruinę, albo fizyczne unicestwienie Nowego Jorku... poprzez... akcję terrorystyczną... czy Nowy Jork  przeznaczony jest do zagłady? Nie znam odpowiedzi na to pytanie ani nie życzę takiego losu mieszkańcom tego miasta” –  tak pisał Kah w 1991 r. w książce Globalna okupacja (En route to Global Occupation, Huntington  House Publishers 1991).

 

Jeżeli przemyślenia Kaha tak okrutnie sprawdziły się 11.09.2001 r., to rozważmy, co on sam napisał o sobie w przedmowie do tej książki:

 

„Dzięki moim podróżom i zawodowym kontaktom uświadomiłem sobie, że opracowywane są plany powołania Światowego Rządu, który wtajemniczeni najczęściej określają jako Nowy Porządek Świata... Moje dociekania objęły cały świat, od Tajwanu do Izraela i Związku Radzieckiego. W tym czasie zdałem sobie także sprawę, że przygotowania do Nowego Porządku Świata obejmują też Stany Zjednoczone... Szybko zrozumiałem, że ruch ten nie  dotyczy tylko ekonomii, ale że ma również wymiar polityczny i duchowy...

 

Człowiekowi nieświadomemu zasięgu wpływów towarzystw okultystycznych... może być trudno uwierzyć w te informacje... Jednak ponad dziesięć tysięcy godzin spędzonych na badaniach kazały mi wyciągnąć wniosek, że potężne diabelskie siły, zakorzenione w stuletnich tajnych stowarzyszeniach, popychają nas w kierunku Światowego Rządu... Pracując w organizacjach, które zaangażowane są w te wysiłki, miałem możliwość osobistego wglądu w formowanie Światowego Rządu. Jedną z takich sił jest Stowarzyszenie Konstytucji i Parlamentu  Świata (World Constitution and Parliament Association - WCPA)...

 

Jeżeli moja książka nie dotrze na czas do wystarczająco  wielu ludzi, organizacja ta będzie funkcjonowała otwarcie. Jej kampania będzie pełna kłamstw, ale poprą ją nie podejrzewający niczego ludzie na całym świecie. Chociaż Bush, Gorbaczow, De Cuellar... mówią otwarcie o >Nowym Porządku Świata<, żaden z tych przywódców nie odważył się wyjaśnić prawdziwego znaczenia tego określenia. Gdyby społeczeństwo je poznało, próbowałoby ich powstrzymać... wtajemniczeni w te działania mają nadzieję przeprowadzić je bez oporu aż do momentu, w którym nie będzie można im przeciwdziałać...

 

Zdecydowałem się udostępnić swoją wiedzę właśnie teraz, ponieważ wierzę, że zbliża się >Nowy Porządek Świata<. Podjąłem taką decyzję, nie zważając na ryzyko, grożące mnie i mojej rodzinie. Modlę się, by ci, którzy przeczytają tę książkę, rozpowszechnili jej treść jak najszybciej, kiedy jeszcze jest czas na przeciwdziałanie szatańskiemu oszustwu.

 

Pod koniec naszego wieku trzeba się przyjrzeć strategiom księcia tego świata, które mają oddać ludzkość pod jego panowanie. Tylko wówczas, gdy będziemy dobrze poinformowani i przygotowani, możemy odpowiednio przeprowadzić Boży plan w czasie, jaki nam pozostał...”.

 

Z upływem pokoleń oba wyróżniki demokracji amerykańskiej – prawo spadkowe i sądownictwo – spowodowały, że obywatele USA stali się podatni na globalizację jako gwarancję powszechnego materializmu. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że z upływem 31.12.2004 r. ma zacząć funkcjonować FTAA, czyli Obszar Wolnego Handlu Ameryk, obejmujący 800 milionów konsumentów, z produktem PKB przekraczającym 13 bilionów dolarów. Chodzi o to, aby obywatelowi i patriocie USA nałożyć cugle: jesteście potęgą, ale anonimowa potęga „zintegrowanego kontynentu amerykańskiego” będzie jeszcze większa; aby Amerykanin odreagował swój patriotyzm – na przykład  w deklaracji nt. „osi zła”, postulowanej przez G. W. Busha, a w konsekwencji w mnożeniu nowych Wietnamów. Cóż z tego, że będą ginąć ludzie, skoro zamówienia na uzbrojenie dla przemysłu USA dostarczą nowych zysków – komu?

 

 

4. ...potwierdza wizję  Bensona

 

Cóż mogą mieć ze sobą wspólnego: wytrawny, kompetentny, wysoki urzędnik USA i skromny ksiądz katolicki, konwertyta z zaangażowanego anglikanizmu sprzed blisko 100 lat? A jednak!

Dzięki Opatrzności Bożej ukazała się – pierwsza w Polsce po II wojnie światowej – edycja książki Roberta Hugo Bensona, najwybitniejszego po kard. J. Newmanie, angielskiego konwertyty na katolicyzm, pod tytułem „Antychryst - Pan świata”,  (w oryginale The Lord of the World, Wyd. Antyk M. Dybowski 2002).

 

Książka napisana przez Bensona w 1907r. stanowi zbeletryzowaną, proroczą wizję, brutalnej realizacji wypowiedzi prezydenta Niemiec Johannesa von Rau, w Gnieźnie w 2000 r. Von Rau powiedział wówczas, powołując się na sekularyzację i reformację, że Europa (czyli Unia Europejska) nie potrzebuje już parasola kościelnego. Wartość centralna Zjednoczonej Europy w wizji Bensona to człowiek sam w sobie, którego ideą naczelną jest humanitaryzm, z czego wynika traktowanie chrześcijaństwa jako swoistego „zanieczyszczenia” społeczeństwa. Postęp i technika są bożyszczami mas, eutanazja jest potrzebna jako samooczyszczenie społeczeństwa z ludzi „zbędnych”, „zmęczonych”, „nie nadążających za postępem”.

 

Kilkadziesiąt lat w historii zniewolonego narodu wystarczyło, aby wobec zafałszowania historii, niechęci międzypokoleniowej oraz agresji medialnej zanikła pamięć o rewolucjach – francuskiej, bolszewickiej czy hiszpańskiej, o  zbrodniach niemieckich i sowieckich, o brutalnej walce z narodem, zwłaszcza w latach 1945-56. Dlatego przeciętny człowiek nie chce dopuścić do świadomości, że takie sytuacje mogą się powtarzać – także z inicjatywy Bogini Demokracji, „patronki” CSP. Posłuchajmy zatem, co pisze  Benson na kanwie wizji „sukcesu” „zjednoczonej” Europy:

 

„Londyn – stwierdził dziennik >New People< – oczyszczono nareszcie z ciemnej fanatycznej głupoty... ani jeden budynek w Rzymie nie ocalał... nalegano przy tym, aby i katolicką Irlandię doprowadzić do porządku. Nie należy dłużej zwlekać”.

 

Jest również i euro: „Była to świeżo wybita moneta. Z jednej strony widniał znany wieniec oraz po środku napis w języku angielskim i  esperanto: <Pięć pensów> . Z drugiej zaś było popiersie mężczyzny, okolone napisem...<Julian Felsenburgh, le Presidente de Uropo>”– pisze  Benson.

 

Książkę Bensona powinien przeczytać każdy uczciwy Polak jako elementarną odtrutkę na wypowiedzi różnych osób życia publicznego, opowiadających się za wejściem Polski do Unii Europejskiej, aby zrozumiał do końca, o co toczy się w Polsce walka. Trzeba się na coś zdecydować:  albo przestać myśleć i żyć z dnia na dzień, albo przynajmniej naśladować  odwagę Szwajcarii, która jeszcze nie należy – ani do UE, ani nawet do ONZ, jeżeli na własną – na razie – nie potrafimy się jeszcze zdobyć.

 

 

5. Podatek katastralny, czyli  amerykanizacja Europy

 

Szczególną rolę  w walce z cywilizacją łacińską spełnia podatek katastralny, czyli podatek od majątku nieruchomego, który pojawił się w Europie już za czasów Napoleona. Ma on stanowić odpowiednik owego filaru amerykańskiej polityki społeczno-gospodarczej, czyli obowiązkowego równego podziału majątku, w szczególności nieruchomego. Oto bowiem, gdy ktoś się w Europie wzbogaca, często lokuje pieniądze  w ziemi, ale taka lokata jest a priori opodatkowana progresywnie,  przestaje być zatem zalążkiem stabilizacji, tak potrzebnej człowiekowi w cywilizacji łacińskiej. Charakterystyka tego podatku może być różna, w zależności od klasy ziemi, położenia w aglomeracji, w strefie klimatycznej, w perspektywie planowania gospodarczego itd., ale w końcu jest to zawsze podatek „ad valorem”.

 

 

6. Do  czego prowadzi materializm Unii Europejskiej?

 

Gdyby na  ziemi żył zawsze tylko jeden człowiek, stworzony przez Boga, wówczas nie istniałby problem prawa w potocznym rozumieniu tego słowa. Byłoby tylko pytanie człowieka do samego siebie – do czego jestem wobec mojego Stwórcy zobowiązany jako istota rozumna? I odpowiedź: do wdzięczności za powołanie mnie do istnienia i do ustawicznego zapytywania się samego siebie, co mam robić w różnych okolicznościach mojego życia, aby to moje istnienie przybliżało mnie do Stwórcy na stałe, na zawsze.

 

Istnienie innych ludzi obok mnie wymaga ustalenia wzajemnych relacji – przy założeniu, że wobec Stwórcy nikt z nas niczym się nie wyróżnia, a wszyscy odczuwamy potrzebę bycia razem, bo jako stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, możemy się wzajemnie obdarzać blaskiem tego odbicia. Z kolei grzech pierworodny rodzi dwa skutki. Pierwszy ten, że jeden drugiemu możemy ten blask zaciemniać. Drugi to potrzeba wzajemnego wspomagania się, ponieważ razem łatwiej jest przezwyciężać  skutki grzechu pierworodnego. Ale to wspomaganie może być albo skierowane ku Bogu, albo ku własnej pysze, czyli przeciw Bogu. W miarę upływu czasu od założenia przez Chrystusa Pana przed 2000 lat Kościoła okazuje się, że im więcej osób obejmuje to wspomaganie, tym coraz częściej przypomina organizację Antykościoła.

 

Aby życie społeczne w takich warunkach nie powodowało erozji wiary, trzeba się mocno wsłuchiwać w głos sumienia, zbudowany na prawie naturalnym, czyli na przykazaniach od 4 do 10, wpisanych w duszę każdego człowieka, oraz na refleksji nad całym stworzeniem, z człowiekiem – jako jego koroną – na czele. Sumienie i ta refleksja stanowią w duszy potężne zapory przeciw skutkom grzechu pierworodnego, ale nie bronią przed grzechem pychy, towarzyszącym każdej zdobyczy umysłu ludzkiego.

 

Pycha jest grzechem najgroźniejszym, ponieważ odrzuca: (i) fakt, że jestem stworzeniem całkowicie zależnym od Stwórcy, oraz (ii) fakt, że to, co osiągnąłem dzięki wszystkim władzom duszy i ciała, osiągnąłem wewnątrz  rzeczywistości też stworzonej przez Boga. Wystarczy, że choćby jedno z tych odrzuceń było świadome i dobrowolne, aby zaistniał śmiertelny grzech pychy.

 

Polityka sił globalistycznych zmierza do tego, aby podbijać świat i rzucać go pod nogi człowiekowi za cenę uznania Szatana za swojego pana. Dlatego już samo tylko wskazywanie na sukces materialny członkostwa w Unii Europejskiej i odstawianie  chrześcijaństwa do skansenu w zupełności wystarcza, aby z całych sił przeciwstawiać się wejściu Polski do Unii Europejskiej.

 

CSP usiłują dziś w Polsce dokończyć dzieła amerykanizacji Europy, dążąc do obniżenia liczby ludności rolniczej w ramach wymogów UE, poniżej progu 5% ogółu ludności. Na straży narodu polskiego może stanąć tylko Kościół katolicki i dlatego jest on ostatnio celem niewybrednych manipulacji i perfidnych oskarżeń. Walka o wyparcie Kościoła z życia publicznego w USA była wkalkulowana od początku w fundamenty tego państwa. W Europie, a obecnie w Polsce, CSP nadrabiają „zaległości”, wywołane potężnym oddziaływaniem stanu rolniczego na stosunki społeczno—gospodarcze. Uderzenie w ks. abpa J. Paetza  rozpoczyna nowy okres walki z religią pod rządami Bogini Demokracji.

 

 

7. Ojcowie  założyciele USA

 

Można więc powiedzieć z całą pewnością, że Ojcowie USA budowali od samego początku „nowe społeczeństwo” na potrzeby „państwa światowego”, wolnego od Boga i od wymogów personalistycznej cywilizacji łacińskiej. Sumując czasy rzymskie i europejskie do końca XVIII w. mamy nieprzerwany ciąg 2500 lat personalizmu, tego rdzenia prawa naturalnego o nadprzyrodzonym, Bożym pochodzeniu, opierającego się od 200 lat  siłom Nowego Humanitarnego Ładu bez Boga, dla którego głos  Kościoła rzymskokatolickiego jest „głosem w dyskusji”. Nasze pokolenie żyje więc na centralnej krawędzi dziejów ludzkości i musi dokonać jasnego wyboru: z Bogiem osobowym i z człowiekiem osobowym albo wbrew Bogu i człowiekowi. Być może od naszej decyzji – przeciw czy za wstąpieniem Polski do UE – zależy, w  jakim stopniu spełni się wizja Bensona, potwierdzona już częściowo przez Kaha.

 

 

8. Walka o ziemię czy walka z cywilizacją łacińską?

 

Tak więc różnice demokracji między USA i Europą tworzą stałe napięcie, bodziec pchający  Europę w objęcia zależności od majątku ruchomego, handlu, a więc pozbawiający cywilizację łacińską doczesnego fundamentu. Fundament duchowy Europy został podważony już  na przełomie XIX i XX w. przez ewolucjonizm, relatywizm i probabilizm. Na tym tle można dopiero zrozumieć europejską politykę społeczną po II wojnie światowej. W szczególności polityka rolna dążyła do tego, aby rolnikowi nie opłacało się pracować na swojej własności, a w efekcie, aby rolników nie było więcej niż 5% populacji zatrudnionych i aby pracowali oni na ziemi dzierżawionej, a nie na własnej.

 

Polityka taka została skutecznie wdrożona we Francji, głównym ongiś obok Polski kraju cywilizacji łacińskiej. Obecnie jest ona narzucana jako warunek przystąpienia Polski do UE. Ale wykorzenianie rolników to nie tylko pozbawianie społeczeństwa warstwy społecznej, potrzebnej jak tlen dla cywilizacji łacińskiej, to także odrywanie człowieka od prawa naturalnego, a więc extra punkt dla CSP w walce z Bogiem. Dlatego całe te „negocjacje” Polski z UE to tylko parawan potrzebny dla wyrwania Polakom ziemi z ich serca i z rozumu.

 

Sprzysiężenie głównych sił politycznych w Polsce jeszcze przed wyborami 2001 r., czyli pakt o bezwzględnym poparciu dla wejścia Polski do UE, podpisany przez „prawicę”, „środek”  i  lewicę”, jest faktem nie do podważenia. Wiadomo również, że chodzi tu przede wszystkim o pokonanie odwiecznej polskiej troski o ziemię ojczystą, za którą od tysiąca lat Polacy przelewali krew. Mniej wiadomo natomiast, że jest to także walka  z  ziemią  jako fundamentem prawa naturalnego. 

 

Tak więc dochodziliśmy krok po kroku do wyjaśnienia, dlaczego UE dąży do likwidacji ludności rolniczej w Polsce – ostatnim  kraju, gdzie cywilizacja łacińska ma jeszcze zdrowy korzeń i konary. Tak właśnie głębokie są plany CSP w walce z Bogiem o człowieka, wykraczające bardzo daleko poza horyzont aktualnie żyjącego pokolenia. Dopiero człowiek dobrowolnie kłaniający się szatanowi jest jego sukcesem. 

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW