Zbigniew Łabędzki
Omówienia, polemiki,
recenzje
Polemika
z artykułem J.E. Arcybiskupa J. Życińskiego
"Obrażeni na wszechświat"
NPW 3-4, 2002
Artykuły prasowe
zwolenników wejścia Polski do Unii Europejskiej stają się generalnie
coraz nudniejsze. Po pierwsze dlatego, że zerwały już prawie kompletnie
z rzeczywistością, obracając się w kręgu wyświechtanych dogmatów i
obraźliwych dla przeciwników epitetów. Po drugie, stosują wciąż te same
chwyty propagandowe, te same wyjęte z kontekstu cytaty z wypowiedzi
ludzi mających u Polaków, tak jak papież Jan Paweł II, niezachwiany
autorytet. Po trzecie, kompletnie pomijają fakty, które – szczególnie
ostatnio – wyraźnie ukazują każdemu uważnemu obserwatorowi, czym
naprawdę jest geszeft zwany Unią Europejską.
I machnąłby człek
ręką na te „produkty” dzisiejszego „oświeconego liberalizmu”, gdyby nie
dwa względy: po pierwsze – chodzi o przyszłe losy Polski, po drugie – w
tę jednostronną i często bardzo podłą kampanię propagandową włączają
się także niektórzy ludzie Kościoła katolickiego, stawiając nas,
szarych katolików, w dość trudnej sytuacji. Nie mamy bowiem w zwyczaju
krytykować, tym bardziej publicznie, hierarchów Kościoła, bo darzymy
ich pełnym zaufaniem, a zatem nie spodziewajmy się, że to zaufanie może
być przez niektórych z nich wykorzystane przeciwko nam.
Owszem, historia
nie szczędziła nam także hierarchów, którzy nadużywali zaufania
Polaków. Ale na miejsce jednej zabłąkanej owieczki – czy raczej –
zabłąkanego PASTERZA – przypadało zawsze wielu najwspanialszych,
najgodniejszych ludzi, najgorętszych patriotów, będących zawsze z nami.
Dzisiejsze czasy,
w których główną rolę nauczyciela dobra, etyki, uczciwości przejęły od
Kościoła katolickiego niepolskie, nieuczciwe i nieetyczne media,
stawiają przed nami wyzwania, których nie przewidzieliśmy wcześniej. W
mediach wszystko można przekręcić, bo nie ma w nich ludzi, dla których
etyka ma jakiekolwiek znaczenie – powszechnie panuje tam liberalny
relatywizm. Toteż każdy dobrowolny występ w tych mediach wysokiego
hierarchy Kościoła stawia go w jednoznacznej sytuacji współudziału w
zbrodni oszukiwania Polaków. W zbrodni mącenia i dzielenia, kiedy jak
wody i chleba potrzebujemy jedności. Wreszcie współudziału w zbrodni
sprzedaży naszej Ojczyzny.
Artykuł ks. abpa
Józefa Życińskiego, niestety, prezentuje ten antypolski i liberalny
kierunek, będący głównym daniem podawanym Polakom przez wszystkie
wielkie media: prasę, telewizję, radio. Co zaskakujące, artykuł jest na
tak niskim poziomie, że mimowolnie człowiek zadaje sobie pytanie: czy
to rzeczywiście napisał doktor habilitowany filozofii i teologii? Zdaje
się, że był też wykładowcą logiki, czego poznać w artykule nie można.
Bowiem artykuł jest typową agitką, podlaną nieco pseudonaukowym sosem,
ale stosującą najprostsze i najniższe chwyty mające zrobić z
przeciwników Unii Europejskiej już nie idiotów nawet, a dzikie,
agresywne zwierzęta.
W treści – nie
lepiej. Sam tytuł: Obrażeni na wszechświat. Wyzwiska, typowe
dla liberałów i już nudne, przegląd ich typowych dogmatów (jeśli nie
UE, to Białoruś), kilka wyrwanych z kontekstu wypowiedzi papieża Jana
Pawła II, co może darowałbym Jarudze-Nowackiej! Ale Ksiądz Arcybiskup???
No i „argumenty”.
Pytanie: „Czy
warto wejść do Unii” jest według Jego Ekscelencji (J.E.) „pytaniem
surrealistycznym! Stary i ograny chwyt euroentuzjastów omijania pytania
najważniejszego. Czy rzeczowe pytania: „Czy nam się to w ogóle
opłaca?”, „Czy jest to dobre dla Polski?” – są surrealistyczne? Jeśli
tak konkretne pytania nie są żadnym konkretem według J.E., to czymże
jest sugerowane w pragnieniu J.E. działanie „wchodzimy”, dyskutując
jedynie o warunkach. Czy nie wygląda to jak skok na głowę do nieznanej
wody, a dopiero potem sprawdzanie, czy czasem w coś główką nie
walniemy??? Jeśli jest coś naprawdę surrealistycznego w tej całej
sprawie, to właśnie cały proces „negocjacji” naszych polityków, które
żadnymi negocjacjami nie są, które coraz więcej ludzi określa dosadnie
jako „włażenie do Unii na kolanach”.
I ten bardzo
niski chwyt sfałszowanego, bo wyrwanego z kontekstu,
użycia powiedzenia Ojca Świętego, tak podkręconego przez
J.E.:
„Chrześcijaństwu,
które odgrywało decydującą rolę w wielkich przekształceniach
kulturowych przeszłości, nie mogą być obojętne obecne działania na
rzecz integracji. Obojętność mogłaby w tym przypadku okazać się
grzechem zaniedbania, w którym ignoruje się papieskie wezwanie >nie
lękajcie się<, wypowiedziane na progu obecnego pontyfikatu”.
Wszyscy wiemy, że
powyższy cytat nie odnosi się do wchodzenia do UE. Zatem jego
wykorzystanie w kontekście UE jest nadużyciem, żeby nie powiedzieć, za
przeproszeniem Księdza Arcybiskupa, ostrzej.
Jednak ważniejszy
jest tu inny problem. Jako chrześcijanie rzeczywiście nie możemy być
obojętni na „obecne działania na rzecz integracji”. Jest naszym stałym
obowiązkiem podejmować odpowiedzialność za naszą Ojczyznę, za naszych
rodaków i nasze rodziny. Szczególnie w momentach najważniejszych
wydarzeń i zmian. W każdym przypadku takich zmian, zanim podejmiemy
jakąkolwiek decyzję, naszym obowiązkiem jest rozpoznać CAŁOŚĆ problemu,
jego wszystkie złe i dobre strony, skutki, jakie przyniesie zmiana w
krótkim i długim okresie. Stąd pierwszym i najważniejszym pytaniem,
ZANIM podejmiemy jakiekolwiek działania, jest: czy to będzie dobre? Dla
naszego kraju, naszych bliźnich, naszych rodzin. Tego pytania nasi
politycy, rozpoczynając proces rozmów integracyjnych, nie zadali. I nie
mają na to pytanie odpowiedzi, choć pytamy od ponad dziesięciu lat.
Zaczęto zatem od nieudowodnionego pewnika-dogmatu, że wejście do UE
jest dobre. Jako katolicy przyjmujemy dogmaty wiary katolickiej. Żadnej
innej. W sprawach UE naszym obowiązkiem jako ludzi odpowiedzialnych,
jest być SCEPTYKIEM. Pytać, badać, porównywać, ważyć i mierzyć. Bowiem
skutki odczujemy wszyscy.
Dalej Ksiądz
Arcybiskup rozpędza się już, nie przymierzając, jak byk widząc czerwoną
płachtę. Otóż Szanowna Osoba Duchowna... wywołuje ducha Lenina!
Sugeruje bowiem, że to my, eurosceptycy, stosujemy „leninowskie
uproszczenia, polaryzację”. Zapomniał (?) J.E., że nie Lenin wynalazł
tę polaryzację (czy raczej „polaryzację relatywistyczną”, bowiem kto
jest po jakiej stronie, zależało jedynie od widzimisię tego, który w
danym czasie zarządzał duszami). A więc nie Lenin tę polaryzację
wynalazł, jest ona dzieckiem liberalno-oświeceniowego ruchu, którego
dzisiaj gorliwym wyznawcą jest Ksiądz Arcybiskup, a który wsławił się
takimi osiągnięciami, jak Rewolucja Francuska z setkami tysięcy
zamordowanych, w tym olbrzymiej liczby duchownych.
I właściwie nie
warto dalej dyskutować z artykułem Księdza Arcybiskupa, bo jest to
raczej intelektualnie mało zajmujące zajęcie. Kilka dogmatów
europejskich, kilka obraźliwych „szlagwortów”, parę wyjętych z
kontekstu cytatów.
I zakończenie
artykułu Księdza Arcybiskupa:
„Dla
pewnego typu osobowości budowa jest znacznie trudniejsza od destrukcji,
dlatego tak wiele zasłużonych ongiś osób przeżywa obecnie głęboki
kryzys. Mieszkanie we wspólnym domu niesie poza tym zawsze jakąś dawkę
ryzyka. Znacznie prościej byłoby zbudować osobne cele dla pustelników.
Problem w tym, czy potrafimy odważnie podjąć nowe wyzwania, by razem z
Janem Pawłem II wyprzedzać epokę, czy też potraktujemy mitologię lęku
jako wyraz najwyższej mądrości politycznej, a cegły z muru berlińskiego
zagospodarujemy jedynie w ramach projektu >Europa pustelników jako
najwyższe stadium patriotyzmu<. Osobiście wyrażam nadzieję, że dla
wielu rodaków głębokie zasłuchanie w pełen troski głos Piotra naszych
czasów będzie mieć i w tym przypadku rolę decydującą. Przyszłość
kontynentu europejskiego pojawi się wtedy jako nasz wspólny europejski
obowiązek”.
Nie będę tego
komentował, jako że Ksiądz Arcybiskup kompletnie już pomieszał
wszystko. Razi jedynie to spoufalanie się z Papieżem, wykorzystywanie
Go do niskich, obraźliwych epitetów przeciwko ludziom, którzy całym
sercem stoją przy Polsce i którzy – w odróżnieniu od Księdza
Arcybiskupa – poświęcają swoje całe życie Ojczyźnie i wierze
katolickiej. Swoim postępowaniem i swoimi modlitwami. Szczególnie za
tych, co zdradzają Polskę w imię jakichś wydumanych w gronie kolesiów z
„Gazety Wyborczej” celów.
Niech Pan Bóg
wybaczy Jego Ekscelencji, bo nam przychodzi to coraz trudniej.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|