ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Bożena Piasta

 

Historia i współczesność

 

Bóg – Skarżysko – polska łza

 

NPW 3-4, 2002

 

 

Chyba nie ma w Polsce miejscowości bez męczeńskiej krwi drugiej wojny światowej. Są zaznaczone egzekucjami, zbiorowym mordem, pacyfikacją, obozami zagłady, zemstą za patriotyczną postawę ludności cywilnej. Już w grudniu 1939 r. początek krwawej serii dał podwarszawski Anin. Zaraz po nim, w lutym i czerwcu 1940 r., odbyły się egzekucje w lasach Skarżyska-Kamiennej: na Borze i na Brzasku, gdzie po krótkiej mistyfikacji sądowej agresor niemiecki rozstrzelał 1120 osób. Był to kwiat okolicznej patriotycznej inteligencji, najlepszych obywateli. Dodając inne egzekucje, partyzancki cmentarz i jeniec „Hasad” z krematorium dla ludności semickiej, szkoły-miejsca kaźni, Skarżysko otoczone zostało wieńcem mogił niezawinionych.

 

Ponad pół wieku minęło, a nie obeschły łzy maltretowanego narodu. Na wschodzie wciąż odkrywane są olbrzymie, masowe groby Polaków. Rodziny wciąż dowiadują się o miejscach straceń. Trwają dalsze poszukiwania prawdy, odwiecznie fałszowanej ustami kierującej się własnymi zasadami ulicznicy – polityki. O Jedwabnem dowiedział się cały świat. O Borze i Brzasku k. Skarżyska ten świat do dziś nie wie. Nikt też nie zwraca marek pokrzywdzonym rodzinom, ograbionym z życia bliskich.

 

Polskie łzy nieobeschłe to także kolejne spotkania rocznicowe przy kurhanach. To stawianie krzyży. Płaczmy więc. Bo w tym płaczu, już niektórych nieco denerwującym, przechowa się wiedza o minionym, mała jej kropla dla pokoleń, wkraczających z towarzyskim internetem, krzykiem dyskotek, reformowanym bez końca szkolnictwem, heroiną i Big Brotherem w europejski świat.

 

Zbudowanym po wojnie dzięki inicjatywie p. Władysława Tusiewicza ps. „Bem” kurhanem na Borze opiekują się ojcowie redemptoryści. Dla upamiętnienia 62. rocznicy mordu na członkach politycznej organizacji „Orzeł Biały” jak co roku zostanie odprawiona msza św. Potem władze miasta i weterani AK złożą kwiaty na grobie, a przybyli skarżyszczanie i goście honorowi usłyszą, kto i dlaczego tu spoczywa. Nie usłyszą nazwisk Gontaszewskich, Watłych, ojców franciszkanów, burmistrza Tadkowskiego, druhny Barańskiej, Tańskich, rozstrzelanych na radomskim Firleju, i 350 innych tu leżących, bo nie ma ich pełnej listy do dzisiaj. Nie ma ich nawet na niedawno odsłoniętej tablicy przy sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej, upamiętniającej martyrologię skarżyszczan. Lokalne gazety kolejny raz odnotują zdawkowe sprawozdanie z uroczystości. O tym, jak trudno było odbierać bicie i tortury w postawionej przez siebie nowej szkole powszechnej, poświęconej w marcu 1939 r., a już we wrześniu zamienionej na siedzibę gestapo i więzienie; jak ciężko było umierać ze świadomością krzywdy, dokonanej we własnym kraju i wobec dalekosiężnych w germanizacji planów agresora, tępiącego polskość, wiarę, odwagę – zamyśli się może ktoś albo nie. Może w czyjejś wyobraźni przesunie się obraz kilku lutowych dni 1940 r., dni mroźnych, gdy las tłumił z wiatrem wystrzały i jęki konających. Kordon obcych żołnierzy z psami przez trzy dni pilnował dostępu do miejsca ledwie przysypanego wapnem i grudami piachu, ze świeżo posadzonymi drzewkami. Nikt tu zresztą nie przybywał, bo nawet najbliżsi, oszukani oficjalnym komunikatem o więzieniu na dalsze śledztwo, nie wiedzieli, co stało się. Jeszcze wierzyli w wojnę szlachetniejszą.

 

Rońmy więc łzy jubileuszowe. Przebaczajmy, ale pamiętajmy. Przyprowadzajmy tu własne i sąsiedzkie dzieci oraz wnuki na te nierozrywkowe spotkania. Może w swojej Polsce, przy polskich męczennikach znajdą odrobinę polskiej historii. Uczmy jej, bo naród dopóty wie, że jest sobą, dopóki siebie zna.

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW