|
|
ARCHIWUM |
|
Andrzej J. Horodecki
Polityka i Strategia
NPW 1-2, 2002
1. Źródła personalizmu Człowieczeństwo, wskutek grzechu pierworodnego jest rozpięte między jednostką i osobą. Jednostka wyraża się poprzez indywidualizm i widzi siebie w centrum własnego układu odniesienia. Oprócz tego jednostka jest uzależniona egzystencjalnie od środowiska przyrodniczego i od innych ludzi – zachowanie i pomnażanie własnej egzystencji jest zatem jej nadrzędnym celem. Osoba może być opisana w ten sam sposób jak jednostka, z jedną tylko, ale zasadniczą różnicą. Dla niej własny układ odniesienia jest częścią nadrzędnego układu odniesienia, w którego centrum znajduje się sam Bóg. Dążenie do bycia w pełni osobą jest zatem dążeniem do świętości, a zatem do Boga. Doświadczenie prawa naturalnego uczy, a Objawienie to potwierdza, że własnym układem odniesienia jest dla człowieka jego naturalna rodzina: matka, ojciec, rodzeństwo, babcia, dziadek itd. Doświadczenie potwierdza jeszcze i to, że w ludzkiej rodzinie – paradoksalnie – pełnia życia osobowego rozwija się we współpracy jednego męża i jednej żony. Dopiero ich zgodne współżycie duchowe, z zachowaniem specyfiki płci, pozwala każdemu z nich znaleźć się w nadrzędnym układzie odniesienia, w którego centrum jest sam Bóg. Taka rodzina jest źródłem pełni personalizmu (por. NPW 7-8, 2001). W przypadku szczególnego, jednostkowego powołania mężczyzny lub kobiety do życia konsekrowanego personalizm rozwija się już we własnym, ale nadrzędnym układzie odniesienia, bo wprost w relacji do samego Boga. Porzucenie własnego, jednostkowego układu odniesienia prowadzi wówczas wprost do świętości. Nie sposób nie zwrócić tutaj uwagi na starożytny Rzym – państwo zbudowane wokół interesu rodziny, opartej w całych jego dziejach na monogamicznym małżeństwie. Prawo familijne, majątkowe i spadkowe stanowią razem korzeń prawa rzymskiego – trzeba o tym pamiętać, gdy w potocznym myśleniu postrzegamy Europę jako syntezę filozofii greckiej, prawa rzymskiego i Ewangelii. Upadek moralny rodziny rzymskiej był skutkiem naporu gromadnościowych cywilizacji z Bliskiego Wschodu, a w tym cywilizacji żydowskiej. W tej sytuacji chrześcijaństwo zostało zbyt późno zrozumiane przez Rzymian, aby uratować państwo, ale dostatecznie wcześnie, aby „zagospodarować” cywilizację rzymską (por. Hanna Malewska Przemija postać świata). Państwo rzymskie patronowało jedynej w starożytności cywilizacji personalistycznej, a ta z kolei oparta była na prawie naturalnym, nie mającym dla siebie alternatywy w dziejach ludzkości, w takim samym sensie, jak nie ma alternatywy dla Objawienia (por. NPW 11-12, 2001) Wniosek nasuwa się sam: monogamiczna rodzina, państwo na straży dobra tej rodziny oraz Kościół, głoszący Objawienie, które Bóg zechciał ukazać ludziom właśnie poprzez naturalne doświadczenie monogamicznej rodziny – oto warunki odbudowy cywilizacji łacińskiej i przetrwania ludzkości (por. NPW 9-10, 2000). Nie ma żadnego dobra, żadnej wartości, które by nie docierały od Boga do człowieka jedną z dwóch dróg: albo drogą naturalną przez rodzinę, albo drogą nadprzyrodzoną przez Objawienie. Troska o harmonię, a nie mieszanie ról tych dwóch dróg, leży w sercu cywilizacji łacińskiej i powinna być głosem sumienia każdego człowieka. Warto dodać jeszcze, że gdy mówimy o wielkich i małych religiach świata, to zachowując cały szacunek należny ludziom je reprezentującym, należy ustawicznie wyjaśniać kolejnym pokoleniom tę oczywistą prawdę, że tylko religia rzymskokatolicka jest z istoty swojej w pełni zharmonizowana z prawem naturalnym. Jeżeli zaś są miejsca lub czasy, gdy mamy co do tego wątpliwości, to oznacza tylko tyle, że odchodzimy wówczas od istoty tej religii. Głoszenie zatem, że wszystkie religie są równouprawnionymi drogami do Boga, zawiera w sobie co najmniej ryzyko naruszania prawa naturalnego, a już to samo stanowi największe zagrożenie dla znękanej i zdezorientowanej ludzkości. Rola prawa naturalnego w Europie dała się poznać dzięki kształtowaniu przez Kościół cywilizacji łacińskiej na gruzach starożytnego Rzymu. Cywilizacja ta utrwalała i pogłębiała chrześcijaństwo w sposób niepowtarzalny. Najlepszy przykład to Niemcy. Granica podwyższonej odporności na luteranizm pokryła się z granicą zasięgu Cesarstwa Rzymskiego, oznaczającą zarazem granicę zasięgu cywilizacji łacińskiej. Trzeba z całym naciskiem podkreślać, że społeczne konsekwencje misyjnej pracy Kościoła są zawsze proporcjonalne do „dawki” tej cywilizacji, jaką otrzymują chrystianizowane ludy (por. NPW 3-4, 1999). Smutnym obrazem słabości cywilizacji łacińskiej są państwa Ameryki Południowej, jak na ironię nazywanej „Łacińską”, ponoszące kolejne klęski w nieuświadomionej do końca walce z cywilizacją żydowską. Jakże inaczej potoczyły się losy dawnej Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, której – paradoksalnie – oderwanie się od Kościoła rzymsko-katolickiego nie przeszkodziło w upowszechnieniu cywilizacji łacińskiej na różnych kontynentach. Jest to dobitne potwierdzenie nauki Feliksa Konecznego, że cywilizacja – o ile z istoty swojej nie jest sakralna – nie zależy od religii (znamy aktualnie dwie cywilizacje sakralne: bramińską i żydowską). Odrodzenie się misyjności Kościoła, wymaga świadomego zharmonizowania w pracy misyjnej aspektu nadprzyrodzonego i cywilizacyjnego. Inaczej ewangelizacja staje się pracą syzyfową. Dlaczego? Otóż Centralne Siły Polityczne (a nie żaden „rozwój” ani jakieś „wyzwania współczesności” itp. eufemizmy) są odpowiedzialne za wytrwałą i przemyślaną promocję wszystkiego, co godzi w rodzinę (NPW 1-2, 2000). Rozumieją bowiem, lepiej niż kto inny, że skuteczna walka z Bogiem polega na wykorzenieniu personalizmu, a to można osiągnąć przede wszystkim, podważając cierpliwie i wytrwale – per fas et ne fas – każdą cegiełkę gmachu życia rodzinnego, zbudowanego w ciągu wieków przez cywilizację łacińską (szatan też umie korzystać z ludzkich cnót... (NPW 3-4, 2001). Niestety, konsekwencje grzechu pierworodnego nie są dostatecznie doceniane. Utarło się bowiem wśród chrześcijan – pod wpływem protestantyzmu – odwoływanie się do znanego wezwania z Księgi Rodzaju: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”, nieadekwatne do sytuacji człowieka po popełnieniu grzechu pierworodnego. Cywilizacja żydowska w kulturze marksistowskiej idzie jeszcze dalej, kiedy wzywa do zerwania z „przekleństwem pracy w pocie czoła”. Ale przez to zrywa ona całkowicie z antropologią, ponieważ zharmonizowany wysiłek fizyczny i umysłowy jest elementarnym warunkiem zachowania zdrowia duszy i ciała człowieka, o czym wie doskonale medycyna. Tak więc okazuje się po raz któryś, że CSP, można by rzec, „zagospodarowują” do końca skutki grzechu pierworodnego. Sprzyja im tutaj sakralność cywilizacji żydowskiej: Bóg jest wysoko, a my jesteśmy nisko i mamy konkretne doczesne interesy. Wpływ cywilizacji żydowskiej na społeczeństwa rzymskokatolickie wyraża się w tym, że katolik zaczyna podświadomie traktować kapłaństwo sakralne jako środowisko eksperckie w drodze do zbawienia. Tak dalece są niebezpieczne postępy antropocentryzmu w XX w. w walce z personalizmem cywilizacji łacińskiej. 2. Walka z historyzmem Jeżeli etymologia słowa „kultura” mówi nam o pracy duchowej, jaką jest kształtowanie siebie samego po to, aby harmonizować swoje życie osobiste z życiem społecznym, to nie dzieje się to w próżni. Według Feliksa Konecznego istnieje sześć kategorii kultury umysłowej: historyzm, ludowość, praca umysłowa nad darami przyrody, nad handlem, nad przemysłem oraz oświata. Zatrzymajmy się teraz nad historyzmem, który w cywilizacji łacińskiej oznacza nie tylko samą znajomość historii, ale i ustawiczną refleksję historyczną nad życiem osobistym i społecznym i wyciąganie stosownych wniosków. Chociaż geneza monogamicznej, wielopokoleniowej rodziny rzymskiej ginie w głębi dziejów (Roman Dmowski, Duch Europy), nie ulega wątpliwości fakt, że tylko taka rodzina gwarantowała ciągłość pomnażania majątku, a więc perspektywę coraz lepszego bytowania kolejnych pokoleń. Jednakże jest wartość, której materialne dobra nie są w stanie zadośćuczynić, a mianowicie miłość do rodziny i ziemi ojczystej. Każdy człowiek urodzony i wychowany przez kochających go rodziców, gdy obejrzy się wstecz, w kierunku początków swojej świadomości, napotka niezwykłe uczucie ciepła i bezpieczeństwa. To jest właśnie początek jego osobistego historyzmu, który przeplata się z historyzmem społecznym. Rozbicie rodziny i reforma szkolna mają razem na celu pozbawienie człowieka podstawy jego świadomości, a więc godzą w personalizm cywilizacji łacińskiej Niestety, na tym nie koniec. Odbiera się kolejnym pokoleniom prawo do przeżywania – jako swoich własnych – niepowtarzalnych, ponadczasowych treści życia duchowego. Zilustrujmy to przykładem. Wiadomo, że dorobek duchowy romantyzmu w Polsce stanowi potężny fundament patriotyzmu. Co robić, aby „uwolnić” od niego naród? Oto krytycy literaccy biorą „na warsztat” jakieś dzieło – powiedzmy Mickiewicza – i zaczynają kwestionować jego znaczenie dla kolejnego pokolenia młodzieży. Zaczynają dawać do zrozumienia opinii publicznej, że przecież „ciągle czytamy i czytamy tego Mickiewicza”. Drugi krok mogą zrobić „specjaliści oświatowi” i przesunąć dane dzieło np. do kategorii fakultetu. Powtarzanie takich kroków może eliminować całkowicie danego autora. Gdy krytycy są już znudzeni, to znaczy, że i młodzież nie powinna zetknąć się z taką literaturą (sic!). Postępowanie takie, jak wyżej, zostało sformalizowane dla ułatwienia wykpiwania prób ratowania wartości, które chroni historyzm we wszystkich dziedzinach życia. Oto krytyk - publicysta pisze, używając francuskiego porzekadła déja vu, to znaczy „ja już to widziałem” i w domyśle – „to nic szczególnego, czym warto by się zajmować, trzeba to odstawić na margines”. Niszczenie przestrzeni życia osoby. Terroryzm déja vu, czyli odrzucanie prawa osoby do przeżywania spraw społecznie znanych, ale młodemu człowiekowi jeszcze nieznanych ( vide lektury szkolne, „wypłukiwanie” klasyki, romantyzmu itd. z programów szkolnych). Inna metoda walki z historyzmem w Polsce wykorzystuje nasz kompleks niższości wobec Zachodu. Oto jakiś obcokrajowiec rodem z Zachodu deklaruje Polsce sympatię, a bywa, że i miłość bezinteresowną, i wygłasza swoje poglądy na temat Polski i Polaków, wprowadzane przez CSP w środowiska inteligenckie. Weźmy dwa przykłady: Jean-Charles Gille-Maisani oraz Norman Davies Ten pierwszy to Francuz urodzony w Niemczech, profesor matematyki i teorii regulacji na Uniwersytecie Laval w Quebecu (Kanada), a ponadto doktor medycyny w zakresie psychiatrii. Maisani otrzymał od mickiewiczologów wszystkie możliwe udogodnienia dla napisania książki Adam Mickiewicz, poete national de la Pologne. Etude psychoanalytique et caracéerologique (Montreal, Paris 1987), przetłumaczonej na język polski jako „Adam Mickiewicz człowiek” (PIW 1987). Maisani udowadnia „naukowo” w tej książce, że wieszcz był chory psychicznie, że był paranoikiem (sic!). Ten drugi to Anglik, doktorant historii Uniwersytetu Jagiellońskiego i lektor języka angielskiego PAN. Jest autorem dwutomowej książki Boże igrzysko – Historia Polski, (Wyd. Znak 1987), dzieła tyle złośliwego, co prymitywnego. Tom I, obejmujący okres do 1795 r., ukazał się na Zachodzie już w 1982 r. pod tytułem God’s Playgorund. A History of Poland (Columbia University Press, N.Y.) przy współpracy profesorów Karola Modzelewskiego, Stefanii Ochman, Adolfa Juzwenki i Michała Kaczmarka. Omawiając położenie geograficzne państwa polskiego, autor pisze: „W różnych okresach dziejów Europy Wschodniej państwo polskie bywało wszędzie i nigdzie... używając terminologii historyków pruskich, którzy pierwsi objaśnili szerokiemu światu Europę Środkowowschodnią. Polska to był Saisonstaat – <państwo sezonowe>”. Uzupełnieniem do tego „odkrywczego spostrzeżenia” profesora zwyczajnego School of Slavonic and East European Studies w Londynie jest pogląd, jakoby praojczyzną Słowian były tereny dzisiejszej Ukrainy, skąd zaczął się słowiański „Drang nach Westen”, na tereny zasiedlone przez Germanów. Natomiast praktycznie cała dzisiejsza Polska oraz tereny między Łabą i Odrą miałyby stanowić według Daviesa praojczyznę Germanów (!). Pogląd ten ilustruje mapka, podpisana Praojczyzna Słowian. Koncepcja p. Daviesa owego Drang nach Westen nie jest jednak oryginalna. W czasopiśmie „Deutsche und Polen - Informationen zur politischen Bildung” 142/143 z 1985r. zamieszczony jest wykład historii Polski od pradziejów aż po czasy „Solidarności”. Zawiera on mapkę wędrówek Słowian i Germanów. Główna teza jest ta sama: najpierw Słowianie ze swojej praojczyzny wśród błot Prypeci ruszyli na zachód, a potem dali początek plemionom Polan, Pomorzan, Ślęzan, Obotrytów, Lutyków, Serbołużyczan itd. Współczesna Polska jest tu terenem ścierania się napierających ze Skandynawii Germanów i prących na zachód Słowian, przy czym Germanie zapuszczają się aż nad Morze Czarne. Oba przykładowo wymienione „dzieła” mogą stanowić dla elit umysłowych Zachodu intelektualny odpowiednik szerzących się tam w prasie brukowej tzw. żartów o Polakach. Aż się prosi, aby jakieś odważne wydawnictwo zechciało wydać – jako odtrutkę na powyższe „rewelacje”, propagujące zgodnie praojczyznę Słowian na wchód od linii Curzona – książkę Józefa Kisielewskiego Ziemia gromadzi prochy (Księgarnia św. Wojciecha 1939, reprint IW PAX 1990, nakład wyczerpany). Może ktoś z Ministerstwa Edukacji Narodowej odważyłby się wówczas wprowadzić ją na listę lektur z historii dla szkół średnich wszystkich typów. Gwarantuję, że udokumentowane doświadczenia, zdobyte przez polskiego dziennikarza podczas podróży samochodem ze znakami PL po III Rzeszy tuż przed napadem na Polskę mogą konkurować u inteligentnego, młodego Czytelnika z każdym programem TVP. Powiem więcej: Czy Polonia nie mogłaby sfinansować tłumaczenia i edycji książki Kisielewskiego w trzech – językach angielskim, francuskim i niemieckim, jednocześnie w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu i Berlinie? Bo na polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie ma co liczyć. 3. Za Odrą bez zmian Interesująca jest geografia polityczna wydawnictw propagujących źródło Słowiańszczyzny na wschód od linii Curzona. Książkę Daviesa wydał w 1989 r. Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK, natomiast czasopismo niemieckie wydało Bundeszentrale fur politische Bildung, a korzystało z niego Biuro Turystyki Młodzieżowej ZSMP – Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży. Wydaje się, że polskie elity polityczne, są – co najmniej od 30 lat – intensywnie przygotowywane do wyrzeczenia się suwerenności za miskę soczewicy z Berlina. Dlaczego z Berlina, a nie z Brukseli? Na to pytanie odpowiedział niemiecki dziennik „Suddeutsche Zeitung” (20.10.2001): „Kiedy Niemcy, znajdujący się w samym środku europejskiego kontynentu olbrzym zbyt mocno porusza się, wywołuje to nerwowe rekcje jego sąsiadów. Kiedy jednak olbrzym ten postępuje zbyt ostrożnie, także wzbudza to podejrzenia... Istnieje wyjście z tego dylematu, a jest nim droga przez Brukselę. Unia Europejska jest pierwszą polityczną podporą, z pomocą której możliwe jest wykonanie podwójnego skoku. Wywierać wpływ nie zachowując się arogancko i nie prowokując tworzenia się przeciwnych koalicji – na dłuższą metę możliwe jest tylko dzięki integracji” (PAP 02.11.01). No cóż, Niemcy nie tracili czasu na demonstracje przeciw obecności wojsk amerykańskich na ich terytorium, ale pracowali ponad pół wieku nad swoją gospodarką, nad młodzieżą. Dziś mają odwagę nazywać się olbrzymem gospodarczym i przygotowują się – za parawanem UE – do walki o rząd nad światem. Dziś – dla przykładu – na jednego Adama Małysza przypada dziesięciu Niemców o podobnej klasie sportowej. W dwa dni po ogłoszeniu wyników badania opinii publicznej, kiedy to poparcie dla UE wśród Polaków spadło poniżej 50%, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Związek Ukraińców w Polsce oraz Fundacja Batorego – zorganizowały pospiesznie konferencję na temat roli mediów w informowaniu o integracji z UE. Podczas tej konferencji wiceprezes Polskiego Radia przestrzegał przed jednostronnym opowiedzeniem się mediów za przystąpieniem Polski do UE, ponieważ takie zachowanie może być odebrane przez społeczeństwo jako propaganda (por. NPW 9-10, 1998). Dyskusję podsumował przewodniczący KRR i T Juliusz Braun: „Najlepiej, gdy informacje o Unii są przekazywane mimochodem” (PAP 21.11.01). 4. Rozum i serce Dwudziesta rocznica stanu wojennego zmusza do refleksji nad stanem świadomości kolejnych pokoleń Polaków. Jesteśmy niewątpliwie jako Słowianie narodem bardziej uczuciowym niż np. Germanie czy Anglosasi i wszelkie merytoryczne zaniedbania w dziedzinie wychowania historycznego są dla nas bardzo niebezpieczne. Walczymy o pamięć dla naszych odczuć sprzed 20 lat, nie troszcząc się o to, czy odpowiadały one naszej ówczesnej wiedzy o faktach. Potwierdza to dobitnie powołanie do życia Instytutu Pamięci Narodowej zamiast Instytutu Studiów nad Najnowszą Historią Polski. IPN to raczej skansen, ograniczony do pamięci o historii odczuć narodowych. Aby nie urazić nikogo, a zwłaszcza tych, którzy w dobrej wierze serce i duszę rzucili 20 lat temu na szalę „Solidarności”, przytoczę jeden tylko przykład z historii Polski – bliższe okoliczności wybuchu Powstania Listopadowego. Jest to przykład bardzo ważny, ponieważ dzień wybuchu Powstania jest obchodzony w wojsku uroczyście jako Dzień Podchorążego. Otóż młodzi spiskowcy na samym wstępie wymordowali „ ...prawie całą starszyznę polskiego wojska... generałów Haukego, Trębickiego, Blumera, Siemiątkowskiego, Nowickiego a wreszcie Stanisława Potockiego... płk Meciszewskiego...” – wylicza Jędrzej Giertych (Tysiąc lat historii polskiego narodu). Opis tych wydarzeń, z tymi samymi nazwiskami, zamieściła „Gazeta Stołeczna” (dodatek do „Gazety Wyborczej”) w 167. rocznicę wybuchu Powstania pod kpiącym tytułem „Nocne Polaków strzelanie”. Według źródeł cytowanych przez J. Giertycha inspiracja Powstania pochodziła z kręgów węglarzy, czyli faktycznie masonerii, i nawiązywała m.in. do zemsty za proces węglarza – mjr. Waleriana Łukasińskiego. Niestety, wiedza taka stanowi tylko alibi, gdyby ktoś chciał się dopatrywać „białych plam” w historii XIX w. Nie dotarła ona do szkół, co oznacza w najlepszym przypadku, że nadużywana jest zasada podnoszenia ducha narodu. Nieznajomość własnej historii jest klęską personalizmu, a więc ciosem zadanym cywilizacji łacińskiej. Trzeba tutaj dodać, że zafałszowanie historii Polski jest częścią zafałszowania historii Europy. Pomostem jest tu Rewolucja Francuska. Pisałem już na tych łamach o niektórych groźnych aspektach ustaw okołokonstytucyjnych Konstytucji 3 Maja, które – paradoksalnie, dzięki rozbiorom – nie weszły w życie. Święto Narodowe Francji to rocznica zburzenia Bastylii 14 lipca 1789 r. Rzetelny historyk zapisał, że „...w lipcu 1789 r. było tu tylko siedmiu więźniów: czterech fałszerzy, dwóch umysłowo chorych i jeden uwięziony na życzenie swego ojca... Cała załoga Bastylii składała się ze 125 żołnierzy, w tym 95 inwalidów. Na prośbę delegatów miasta komendant Bastylii usunął wymierzone na miasto, ale nieczynne od przeszło stu lat armaty... Załoga Bastylii nie była przygotowana do oblężenia i zresztą nie zamierzała się bronić. Pod jej wpływem Launay zgodził się na kapitulację, uzyskawszy od atakujących przyrzeczenie puszczenia wolno całej załogi, i spuścił most zwodzony. Zaledwie jednak tłum wtargnął do twierdzy, zamordowano sześciu obrońców, a później i Launey’a. Część załogi została ranna. Głowy zabitych obnoszono na pikach w mieście. Uwolniono także więźniów Bastylii, oklaskując ich jako bohaterów”. (Mieczysław Żywczyński, Historia Powszechna 1789-1870. CSP są zainteresowane w pielęgnowaniu zafałszowań i przemilczeń historii Polski w ogóle – a tej okołopowstaniowej w szczególności – adresowanych do najszerszych kręgów społecznych. Przykładem niech tu będzie lekceważenie, z jakim traktowane są dzieje Polski w latach 1815-1830. Oto znakomite dzieło wybitnego historyka krakowskiego Stanisława Smolki Polityka Lubeckiego miało w Polsce dwa wydania, pierwsze w 1907 r., drugie zaś w ... 1983! Pisze w przedmowie Ryszard Kołodziejczyk: „Ani przedtem, ani potem nie spotkamy w historii Polski równie dynamicznego, świadomie kreowanego programu rozwoju gospodarczego kraju. Może tylko schyłek II Rzeczypospolitej, z ówczesną polityką inwestycyjną ministra E. Kwiatkowskiego, stanowił w nowych historycznych warunkach jakąś kontynuację programu Lubeckiego”. Powstania XIX w. skierowały rodzącą się inteligencję polską na boczny tor, omijający cywilizację łacińską. Najgorszymi konsekwencjami tego było przeniesienie patriotyzmu w dziedzinę abstrakcji ideowej oraz wyprowadzenie Ojczyzny na pierwsze miejsce przed Bogiem. Dziś na frontonie ważnego gmachu w Warszawie zostały już tylko dwa słowa Honor i Ojczyzna, ale w duszach jego użytkowników próżno by się dopatrywać choćby jednego z nich. Czy tak musiało być? Na pewno nie, ale na deficyt elit nie ma naturalnego lekarstwa. Feliks Koneczny ze swoim doskonałym wyczuciem fizyki (por. Rozwój moralności - wyd. ANTYK -Marcin Dybowski) tak pisze w swoim syntetycznym, zwięzłym opracowaniu O ład w historii (wyd. NORTOM - Wrocław): „Życiu duchowemu nieznane jest prawo zachowania energii... Nowa ilość duchowej energii może powstać zawsze, a bez związku z ilością jej już istniejącą... energia duchowa jest twórcza, materialna – nie.” Myślę, że idąc tym tropem, trzeba by szukać odpowiedzi na bardzo ważne pytanie, które postawił p. Jerzy Chodorowski w artykule zamieszczonym w NPW nr 11-12. z 2001 r.: Kto przewodzi koalicji atakującej cywilizację łacińską? 5. Depersonalizacja od podstaw Dzięki historyzmowi możliwa jest przede wszystkim ocena pracy ludzkiej i jej znaczenia dla człowieka. Historyzm uzdalnia do przewidywania przyszłości, uwalnia człowieka od niewolniczego przywiązania do „tutaj i teraz”. Źródłem historyzmu jest powszechne u wszystkich ludów odczucie transcendencji człowieka, towarzyszące każdej, nawet najprymitywniejszej religii. W cywilizacji łacińskiej historyzm jest świadectwem personalizmu, kiedy człowiek pyta się: kto odpowiada za to, co się stało, i za to, co się może stać? W XX w. CSP przeforsowały reformę edukacji publicznej w USA i w krajach UE, a za rządów Jerzego Buzka także i w Polsce Istota tej reformy polega na przejściu od kształcenia operacyjnego (por. np. człowiek operatywny, z inicjatywą, wychodzący naprzeciw trudnościom i niespodziankom życia itd.) do adaptacyjnego (por. człowiek biernie przystosowujący się do nowych okoliczności, idący po linii najmniejszego oporu, konformista itd.) Kształcenie operacyjne polega na tym, że uczeń dostaje uniwersalne, nie starzejące się narzędzia poznawcze, wystarczające na całe życie. Może z ich pomocą śledzić rozwój nauki, oceniać rzeczywistość w jej przekroju historycznym, odpowiedzialnie współpracować nad zmianą rzeczywistości. Takie kształcenie kompletuje podstawy wolności człowieka, na które składają się jeszcze zdrowie, osobisty majątek nieruchomy i uzdolnienie moralne do pełnienia dobra na rzecz innych ludzi, uszlachetniane wszystkie razem przez piękno. Kształcenie operacyjne jest nie tylko niezbędne do życia społecznego w cywilizacji łacińskiej, ale również ułatwia zrozumienie Dziejów Zbawienia zawartych w Piśmie św. i Tradycji. Inaczej jest z kształceniem adaptacyjnym, które ma na celu wdrożyć człowiekowi odruch ustawicznego przystosowywania się do zmieniających się warunków życia i bytowania, a więc uniemożliwić mu kształtowanie i zachowywanie swojej osobowości. Kształcenie takie jest charakterystycznym wyróżnikiem cywilizacji gromadnościowych, takich jak np. bizantyńska, turańska czy żydowska. Istotnie, kształcenie adaptacyjne oznacza, że osoba w procesie kształcenia ma ograniczony dostęp do historyzmu, przez co łatwo może stać się nieświadomym narzędziem w rękach anonimowej władzy. O znaczeniu, jakie CSP przywiązują do kształcenia adaptacyjnego, świadczy fakt, że szkoły niepubliczne prowadzone przez osoby prywatne nie mogą odejść od tej zasady. Mogą się wyróżniać co najwyżej wysokością czesnego, fartuszkami, sposobem naboru uczniów itp. Tak więc nadal obowiązuje państwowy system oświaty, groźniejszy niż w czasach PRL, po pierwsze – bo za parawanem rzekomej demokracji, po drugie – działający pod dyktando globalistów. 6. Historyzm w polityce W języku mediów przyjmuje się coraz częściej, wzięte żywcem z języka angielskiego pojęcie „newsy” („niusy”), czyli po prostu nowości – świeże jak ciepłe bułeczki. Newsy czy historyzm? Taka alternatywa nie istnieje. Jeżeli polityk nie czuje potrzeby historyzmu, nie jest w stanie rozkodować informacji zawartej w newsach i odbiera je tylko jako mniej lub bardziej atrakcyjne, a nawet oderwane wydarzenia z różnych dziedzin życia społecznego. Doświadczony polityk, nawet taki, który w życiu nie słyszał o Feliksie Konecznym, wie, że na przekór coraz szybszym postępom nauki i technologii, zawirowaniom lokalnym i wojnom światowym naturalne siły społeczne (zwłaszcza różnego rodzaju poziome więzi międzyludzkie) – żywe świadectwo cywilizacji łacińskiej – trwają i próbują wywierać wpływ na życie publiczne. W cywilizacji bizantyńskiej siły te są narzędziem w ręku państwa, w cywilizacji łacińskiej – to państwo jest pośrednio ich narzędziem, podobnie jak samorząd terytorialny, profesjonalny, kulturowy, oświatowy itd. Z tego porównania widać, jakie niebezpieczeństwo pociąga za sobą wejście Polski do Unii Europejskiej. Tak jak w całej naszej tysiącletniej historii, Niemcy przedstawiają sobą zawsze śmiertelne zagrożenie, ponieważ (i) przeciętny Niemiec jest przekonany o swej rzekomej wyższości cywilizacyjnej (sic!), uważa się ciągle za Kulturtragera (ii), gęstość zaludnienia Niemiec jest dwa razy wyższa niż Polski, a generalnie jest ich dwa razy więcej niż Polaków, i co najważniejsze (iii), Niemiec prezentuje cywilizację bizantyńską w kulturze pruskiej albo jej ulega, jeśli pochodzi z południowo-zachodnich landów. Zgodnie z prawem dziejowym Konecznego niższa cywilizacja bizantyńska wypiera wyższą cywilizację łacińską i gdyby doszło do nieszczęścia, czyli wejścia do UE, ci Polacy, którzy by przetrwali okupację europejską, najdalej w ciągu dwóch pokoleń zostaliby z ducha bizantyńcami – Prusakami. Trzeba tu nazywać rzecz po imieniu, ponieważ w cywilizacji bizantyńskiej państwo jest ponad religią, ponad wszystkim. Można powiedzieć, że słowa pieśni Deutschland ueber alles dokładnie wyrażają, wręcz materializują ducha tej cywilizacji. Ale to jeszcze nie wszystko. Nowożytna historia Niemiec rozszczepia się na dwa jakby pasma. Habsburgowie, dynastia katolicka, usiłują patronować niemieckiej tradycji łacińskiej i monarchii austro-węgierskiej, a kierunek jej naturalnej ekspansji wyznacza Półwysep Bałkański. Hohenzollernowie, dynastia protestancka, pasożytują na pradawnych ziemiach słowiańskich, ogarniętych od 1000 lat przez cywilizację bizantyńską, i to ona reprezentuje koncepcję agresywnej ekspansji Drang nach Osten. Taki otwarty ekspansjonizm charakteryzuje społeczeństwa należące do cywilizacji gromadnościowych bądź do mieszanek cywilizacyjnych. 7. Dwie głowy czarnego orła Z chwilą kiedy oficjalny rząd polski w kontaktach z Unią Europejską zaczyna oficjalnie lekceważyć społeczeństwo (Cimoszewicz) albo sam zaczyna być publicznie lekceważony (Geremek), powinien wrócić instynkt samozachowawczy narodu, a następnie rozum patriotyczny. Rozum ten podpowiada, że w państwach Unii Europejskiej musi być jakaś siła przewodnia, która trzyma w cuglach cały ten kołchoz, i że siłą tą mogą być tylko Niemcy. Dziś nie ma już na mapie cesarstw ze stolicami w Wiedniu i w Berlinie, ale żyją ich polityczni spadkobiercy i walczą o ich powrót do znaczenia. Owi spadkobiercy są reprezentowani przez działające w Niemczech dwie wpływowe organizacje społeczno-polityczne: Paneuropa-Deutschland oraz Instytut Schillera. Mają one ten sam strategiczny cel: ponadnarodową potęgę Niemiec. Po likwidacji I Rzeczypospolitej nastąpił dla Prus „długi oddech”, po czym przyszła kolej na Anglię i Francję jako konkurentów w polityce globalnej. Kierunek ekspansji przez Bałkany na Bliski Wschód miała zabezpieczać monarchia austro -węgierska (por. NPW 7-8, 1999). Po I wojnie światowej monarchia ta rozpadła się, ale już w 1923 r. hr. Richard Coudenhove -Kalergi rzucił hasło „Paneuropa” , które stanowi fundament i rdzeń dzisiejszej UE. Jego następcą został w 1973 r. Otto von Habsburg (!). Nowy prezydent przekształcił Paneuropę w ruch masowy pod nazwą „International Paneuropa Union”. Okazuje się, że to nie „Solidarność”, ale Paneuropa dokonała pierwszego wyłomu w Żelaznej Kurtynie podczas pikniku na granicy Austrii i Węgier w dniu 19 sierpnia 1989 r.(!) IPU głosi cztery główne zasady: wolnościowość, chrześcijaństwo, socjalność oraz europejskość, która ma być „patriotyzmem XXI wieku” (!). Wytycza także 12 głównych celów, a wśród nich wspólny pieniądz europejski oraz niezależny Europejski Bank Centralny. Wszystko to, co dzieje się na kolejnych konferencjach UE, to nic innego jak forsowanie przez Niemcy wcześniej wypracowanego programu IPU. Np. gdy rządzący dziś Polską doznają jakby zakłopotania wobec żądania okresów przejściowych na pracę w Niemczech ze strony socjaldemokratycznego kanclerza Schroedera, to przecież już w czerwcu 1998 r. chadecki kanclerz Kohl mówił w imieniu UE o konieczności wprowadzenia okresów przejściowych dla przepływu siły roboczej po wejściu nowych państw do UE (PAP, 19.06.1998). Formalnie IPU ma swoje państwowe i regionalne przyczółki. Istnieje zatem Paneuropa-Deutschland, ale także Paneuropa-Union Danzig, albo Paneuropa-Union Silesia (Śląsk, prezydentem jest Willibald Fabian z Raciborza). Duch drugiego cesarstwa – pruskiego – żyje we wspomnianej wyżej, znacznie młodszej organizacji Stowarzyszenie Kulturalno-Naukowe – Instytut Schillera, sympatyzującej oficjalnie z polityką Roosevelta oraz de Gaulle’a. Instytut ten ma od dawna oddział w Polsce i wydaje pismo „Nowa Solidarność”. IS oferuje co najmniej dwa rozczarowania osobom naiwnym: utopijność naukową oraz globalizm Kalego (tego od Sienkiewicza). 8. Globalizacja po niemiecku Wobec koncepcji Unii Europejskiej między tymi dwoma nurtami polityki niemieckiej panuje zgoda. Na terenie Polski Paneuropa-Deutschland jest bliższa Kościołowi, podczas gdy socjalkomuniści – z oczywistych względów – preferują Instytut Schillera. Przyjrzyjmy się teraz bliżej historyzmowi na usługach niemieckiej polityki globalnej (NPW 1-2, 2001). Czasopismo „Nowa Solidarność”, wydawane przez Instytut Schillera, publikuje w numerze 6 z listopada 1994 r. Program odbudowy gospodarki światowej. Czytamy w nim: „Od ok. 20 lat istnieje przygotowany przez Lyndona La Rouche i Instytut Schillera szkic takiego programu. Zawiera on w skrócie następujące elementy: (i) zamrożenie lub całkowite umorzenie długów zagranicznych państw rozwijających się,... (ii) utworzenie długoterminowego, taniego kredytu na realizację projektów rozbudowy infrastruktury... W celu odbudowy gospodarki światowej należy rozpocząć od Eurazji, gdyż zamieszkiwana jest ona przez największą liczbę ludzi... Nasza strategia rozwoju Chin obejmuje budowę w ciągu najbliższych 100 lat około 1000 nowych miast, w których ma zamieszkiwać od 0,5 do 1 miliona osób... ten projekt budowy nowych miast nazywany jest urbanizacją zasilaną energią atomową”. Realizacja projektów La Rouche’a - IS „zmieniłaby życie ponad 4 miliardów ludzi. Dodajmy do tego częściowo jedynie wykorzystaną siłę roboczą, która na terenie Eurazji wynosi 500 milionów ludzi (w samej Europie Zachodniej oficjalnie 35 milionów ludzi nie ma pracy!)... należy przekształcić ten niewykorzystany ludzki potencjał w wydajną, dobrze wykształconą siłę roboczą”. W tym samym numerze, w artykule Batalia o szybką kolej, wyłożona jest rola Unii Europejskiej jako niemieckiego przyczółka do opanowania Eurazji. Według niemieckiego ministra transportu z 1994 r. Matthiasa Wissmanna: „fundamentalne zmiany w krajobrazie politycznym Europy w ciągu ostatnich pięciu lat stwarzają konieczność podjęcia nowych zadań”. O jakie zadania chodzi? „20 września [1994 r.] odbyło się spotkanie ministrów transportu Rosji i Niemiec, na którym omówiono projekt budowy kolei Berlin - Warszawa - Moskwa. Minister Wissmann potwierdził wcześniejsze zobowiązanie rządu niemieckiego do uzyskania funduszy na ten cel od rządów państw Unii Europejskiej... W czasie spotkania z niemieckimi przemysłowcami w Stuttgarcie Jelcyn wystąpił z apelem o rozpoczęcie budowy szybkich kolei Paryż - Frankfurt -Berlin - Warszawa - Moskwa oraz równoległej autostrady... Władze polskie zobowiązały się rozpocząć prace nad tym projektem od unowocześnienia linii kolejowej Frankfurt - Warszawa w celu umożliwienia osiągnięcia na tej trasie prędkości 160 km/h” (podkr. moje AJH). Ilustracją ww. programów jest zamieszczona mapa modernizacji sieci kolejowej od Gibraltaru aż po Japonię i Singapur oraz druga, bardziej szczegółowa mapka, obejmująca UE i europejską część Rosji. Środek ciężkości owej sieci znajduje się oczywiście w Niemczech. Powyższe zamiary wskazują, że globalizm niemiecki ma kolektywistyczno- socjalistyczny charakter i chce zacząć opanowanie ludzkości od opanowania Eurazji, aby w konsekwencji doprowadzić do konfrontacji z Ameryką Północną. Tak więc obecna postawa eurooszołomów z ul. Wiejskiej ma swoje korzenie w zobowiązaniach sprzed 8 lat, kiedy to w dniu 8 kwietnia 1994 r. Polska zgłosiła swój akces do UE. Obecnie Niemcy chcą jak najszybciej rozpocząć swobodną budowę szybkiej kolei i autostrady przez Polskę. Jak widać – tak czy owak – znowu chodzi o korytarz... (por. NPW 1-2, 1999). Historyzm historyzmem, ale czytelnik może jednak powątpiewać o aktualności powyższych danych. Otóż, niestety, tak właśnie działa urok rzucony przez klimat newsów, który jest najpotężniejszym narzędziem panowania mediów nad umysłem jednostki. Dodajmy jeszcze do tego zabobonną wiarę w Europę Zachodnią, wzmocnioną solidarną polityką wszystkich ekip rządzących, od Edwarda Gierka poczynając. W efekcie La Rouche, amerykański germanofil o francuskim nazwisku, potraktował polskich parlamentarzystów jak dzieci, podczas spotkania w dniu 22 maja 2001 r., kiedy to wygłosił odczyt zatytułowany Polska wobec perspektywy globalnego rozwoju eurazjatyckiego. „Wybitny polityk z Zachodu” powiedział wówczas, że nie istniały żadne realne przyczyny najazdu Hitlera na Polskę (sic!): „ Hitler po prostu chciał wojny”. Następnie stwierdził: „Europa zachodnia znajduje się w stanie nieodwracalnego bankructwa. Jedyną nadzieją na ratowanie zachodnich ekonomii byłaby przeprowadzona pod przewodnictwem Niemiec ofensywa eksportowa... do Azji. Pierwsze echa tego rodzaju refleksji można odnaleźć w rozmowach przeprowadzanych ostatnio między kanclerzem Schroederem i prezydentem Putinem. Planowane jest opracowanie stałych zasad współpracy gospodarczej między Rosją a krajami Azji i Europy Zachodniej. Ta obustronna otwartość wobec perspektywy eurazjatyckiego partnerstwa jest stałym motywem, obecnym już od dawna w kulturze europejskiej, a zapoczątkowanym w obszarze tradycji rosyjskiej przez Piotra Wielkiego” („Nowa Solidarność”, nr 22, grudzień 2001, podkr. moje AJH) Oczywiście Niemcy nie do końca jeszcze panują nad Unią Europejską. Przyznaje to La Rouche, kiedy mówi: „Istnieje wiele projektów reform, które poprawiłyby sytuację w Polsce... ale Międzynarodowy Fundusz Walutowy pospołu z Unią Europejską zgłaszają veto, kończące całą sprawę”. Jak by nie spojrzeć, jedna sprawa powinna ostudzić szaloną, chorobliwą miłość polityków z ul. Wiejskiej do Unii Europejskiej, a mianowicie motyw współpracy Niemcy - Rosja, skutecznej i sprawnej - bo w ramach jednej i tej samej cywilizacji bizantyńskiej(!). Niestety, nasz historyzm jest nieobecny w polityce od początku czasów nowożytnych. Był czas krzepienia serc polskimi zwycięstwami – dziś trzeba ten kierunek podtrzymywać, ale zarazem, ten kto aspiruje do elit politycznych, musi znać także i słabe strony naszej myśli politycznej. To właśnie dlatego pisałem na tych łamach o groźnych intencjach, wpisanych w ustawy okołokonstytucyjne Sejmu Czteroletniego, a dziś zwróciłem uwagę na okoliczności towarzyszące wybuchowi Powstania Listopadowego oraz przemilczanie dzieła gospodarczego ks. Druckiego-Lubeckiego (NPW 5-6, 2000). Utrata zrozumienia dla historyzmu jest konsekwencją pilotowania niemal całej naszej historii rozbiorowej przez CSP. Stąd się bierze bezradność, nieskuteczność, a w końcu obojętność milionów wyborców, broniących – nieraz resztkami sił – tego wszystkiego, czemu na imię Polska (por. NPW 11-12, 1998). Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego wyborcy powinni – mimo tych wszystkich uwarunkowań – próbować szybciej dojrzewać do swojej historycznej roli. Tragedia z 11 września, dramaturgia wystąpień pos. Leppera w Sejmie, wkalkulowana w ryzyko ekipy rządzącej, a ostatnio wydarzenia w Argentynie to przykłady, które dowodzą, że CSP postanowiły przyspieszyć tempo prowadzące do rozwiązań globalnych. Świadczy o tym również pełne pasji oskarżycielskiej pod adresem USA cytowane już wyżej wystąpienie La Rouche’a: „W trakcie ostatniej kampanii wyborczej na urząd prezydenta z pomocą intryg wykluczono wszystkich, chociażby trochę kwalifikowanych kandydatów, dopóki na placu boju nie pozostało jedynie dwóch niebezpiecznych idiotów, Gore i Bush”. Następnie, kontynuując skandalizujące określenia, autor ujawnia, że ma zbudowany przyczółek w Azji, gdzie „rozpoczęła się już rewolta przeciwko Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Także w Europie – nawet w Wielkiej Brytanii – coraz powszechniejsze staje się przekonanie, iż obecna amerykańska administracja jest zbiorem niebezpiecznych półgłówków, i że koniecznym jest przedsięwzięcie odpowiednich kroków w obliczu tego zagadnienia”. Trzeba tu dodać, że La Rouche kandyduje na fotel prezydenta USA w 2004 r. Mówi się czasem, że niektórzy politycy sejmowi są inspirowani przez IS. Coś w tym jest, jeżeli głębiej się zastanowimy nad owym wystąpieniem La Rouche’a przed polskimi parlamentarzystami. Czy jest zatem sens każdego nowego polityka w Sejmie traktować od razu jako mannę z nieba? Istota misji IS polega na zwalczaniu wpływów międzynarodowych USA i Anglii, a w szczególności zastąpienie ich przez Niemcy w zbliżeniu Zachodu z Rosją. IS zwalcza takie instytucje, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy, bo są to instrumenty globalizmu - nominalnie angloamerykańskiego. Stara praktyka dyplomatyczna, głosząca, że wrogowie naszych wrogów są naszymi przyjaciółmi, nie nadaje się do odbudowy personalistycznej cywilizacji łacińskiej. 9. Dla kogo jest państwo? Tematyka zastępcza to zbrodnie okresu stanu wojennego i wcześniejsze, nierozpoznane sądownie do końca. Odwracają one uwagę już drugiego pokolenia od losów Ojczyzny. Była „prawica” u władzy, ale tonęła w aferach. Obecnie startuje „lewica”, więc temat wraca. CSP znają lepiej niż kto inny sądownictwo jako filar państwa cywilizacji łacińskiej i dlatego paraliżują różnymi ustawami funkcjonowanie własnego sądownictwa w danym państwie. Zmuszają w ten sposób ludzi do szukania sprawiedliwości poza granicami własnego państwa ( por. NPW 11-12, 2001). To prawda, że system socjalkomunistyczny został narzucony siłą. Ale ujawnił z konieczności prosty fakt, że można zapewnić wszystkim pracę i dach nad głową. Cywilizacja żydowska wystawiła za tę możliwość cenę nie do zaakceptowania: partnerstwo przed rodziną, życie bez trwałej lokalizacji domu rodzinnego, życie w mieście przed życiem na wsi, życie na kredyt przed życiem z własnych oszczędności, handel przed produkcją, pieniądz fikcyjny przed pieniądzem fizycznym, inteligencję przed mądrością, a w końcu – panowanie nad człowiekiem przed służbą człowiekowi (por. NPW 11-12, 2000). Siła wymienionych przeciwieństw pozwala zrozumieć walkę cywilizacji żydowskiej z cywilizacją łacińską w danym społeczeństwie, a następnie odpowiedzieć na pytanie zawarte w podtytule. Otóż apologeci ustroju kapitalistycznego postrzegają sprawiedliwość indywidualistycznie. Mówią tak: jestem zdolny, obrotny - więcej zarobiłem - to moja sprawa i nic nikomu do tego. Tymczasem cywilizacja łacińska opiera się na równowadze prawnej i materialnej między obywatelem i państwem, czyli wymaga obustronnej odpowiedzialności, a więc postawy personalistycznej (por. NPW 7-8, 2000). Jak można mówić o równowadze prawnej i materialnej między bezrobotnym i bezdomnym obywatelem a państwem? Czy można antropomorfizować - państwo to my silni, sprawni i wykształceni? Państwo jest urządzeniem społecznym, które ma wiele celów, ale wszystkie one mają służyć dobru powszechnemu, a zatem powinny być (i) wzajemnie niesprzeczne, (ii) uzupełniające się oraz (iii) uhierarchizowane. Zasłanianie się Ewangelią, że „zawsze biednych między sobą mieć będziecie”, jest nadużywaniem Ewangelii, kiedy planowo likwiduje się miejsca pracy, powiększając rzeszę ludzi bezrobotnych i bezdomnych. Wtedy mówi się, że nie chcą pracować, że chcieliby pieniądze za darmo. A kiedy wielu z nich z rozpaczy upije się i zamarznie, to się mówi „zamarzł, bo był pijany”. 10. W poszukiwaniu prawdy Im więcej mówi się o wolnym rynku, tym bardziej jest on spętany przepisami. Im więcej mówi się o godności człowieka, tym więcej jest bezrobotnych i bezdomnych. Im więcej mówi się o nauce, tym więcej jest ludzi niedokształconych. Im więcej otwieramy się na Zachód, tym bardziej pogłębia się przepaść między tymi, co szwargoczą po angielsku, a tymi, którzy jeszcze nie umieją swobodnie posługiwać się ustawicznie deformowanym językiem polskim, którzy nie potrafią jeszcze organizować się w walce o własne państwo. Im częściej władze składają wieńce w miejscach pamięci narodowej, tym bliżej jesteśmy utraty suwerenności Rzeczypospolitej. Naturalną cechą młodego, zdrowego na duszy i ciele człowieka jest chęć sprawdzenia się poprzez uczciwą pracę w życiu swojego pokolenia. Cywilizacja łacińska, jako personalistyczna, harmonizuje potrzebę osobistej ambicji z radością wspólnej pracy dla powszechnego dobra. Naturalną cechą wspólnej pracy jest to, że zbliża ludzi między sobą. Naturalną cechą narodu jest to, że chce się sprawdzić i żyć własnym życiem we własnej Ojczyźnie, nabytej u Boga krwią i krwawym trudem poprzednich pokoleń. Współpraca międzynarodowa powinna mieć tylko pomocnicze znaczenie, bo pokoju między narodami nie da się kupić w ramach żadnej transakcji handlowej. Kiedy słyszymy jęki oszołomów politycznych na czele z każdorazowym premierem: „No to co – jak nie wejdziemy do UE, to będziemy izolowani, to będziemy Białorusią”, to wiadomo, że ludzie ci nie mają żadnych uczciwych, rzeczowych argumentów, przemawiających za wejściem Polski do Unii Europejskiej (por. NPW 3-4, 2000). Kiedy zaś widzimy, że cywilizacja żydowska paraliżuje coraz bardziej możliwość pracy narodu polskiego na jego własnej ziemi, to miejmy odwagę powiedzieć twardo: Polska jest ziemią dla ludzi należących do cywilizacji łacińskiej (por. NPW 5-6, 1999). Zabierzmy się do ciężkiej pracy dla naszej Ojczyzny i nie pozwólmy się w tej pracy nigdzie i nikomu wyręczać!
|
|