ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Zdzisław Krzowski

 

Ekologia

 

Potop w świetle teorii impaktów

 

NPW 1-2, 2002
 

Wprowadzenie

Potop jest jednym ze szczególnych wydarzeń, które od stuleci najtrwalej i najgłębiej poruszały ducha i uczucia człowieka. Temat potopu uważany jest za największą tajemnicę w dziejach ludzkości. Temu porywającemu problemowi w ciągu stuleci poświęcono około 80 tys. publikacji w 72 językach, tekstów pełnych świętej powagi, religijnego uniesienia, naukowej dbałości o szczegóły, ożywionych wspaniałym duchem badawczym, ale też pełnych dziennikarskiego patosu.

Setki razy oznajmiano, iż udało się już rozwiązać zagadkę potopu. Równie często odrzucano wręcz możliwość istnienia jej realnego tła, które dałoby się zbadać metodami nauk przyrodniczych, lub cały problem traktowano jako mało istotny, pozbawiony widoków na rozwiązanie i po prostu przestawano się nim zajmować. Owo pradawne, realne przeżycie ludzkości okazało się jednak tak silne, że nie udało się go wymazać ze świadomości.

Tradycja potopu, która prawie od dwóch tysiącleci jest obecna w ludzkiej świadomości, stała się także przedmiotem dyskusji geologów. Początkowo przez wiele stuleci geologia starała się przedstawić świadectwa potopu w zgodzie z jego opisem biblijnym. I kiedy największy autorytet w naukach geologicznych XIX w., wiedeński profesor Eduard Suess, w swoim podstawowym dziele Oblicze Ziemi, wydanym w 1885 r., wyjaśnił potop jako równoczesne wystąpienie zjawisk sejsmicznych i meteorologicznych w Mezopotamii i gdy jeszcze dodatkowo pod koniec lat dwudziestych ubiegłego stulecia sensacyjne wykopaliska angielskiego archeologa sir Leonarda Woolleya doprowadziły do odkrycia w Ur popowodziowej warstwy mułu, związanej z tym wydarzeniem, wydawało się, że dyskusja na temat potopu dobiegła końca, i zapanował spokój.

Jednakże treści przyrodnicze zawarte w setkach mitów o potopie różnych ludów nie doczekały się opracowania. Mity owe na całym świecie opowiadają o straszliwym przeżyciu w odległej przeszłości, o potopie i trzęsieniu ziemi, wszechogarniającym pożarze i mrozie, co wiązało się ze stałą trwogą przed kometami jako zwiastunami nieszczęścia.

Do wyjaśnienia zjawiska potopu dostarczyła ostatnio olbrzymiego materiału prawdziwa eksplozja ścisłej wiedzy, dawniej nie docenianej, dotyczącej roli, jaką w dziejach naszej planety i życia na niej odegrały uderzenia pocisków z kosmosu w postaci planetoid i komet.

Planetoidy lub asteroidy, zwane też planetyzmalami, wypełniają przestrzeń między Marsem a Jowiszem w pasie o szerokości od 2 do 4 jednostek astronomicznych. W chwili obecnej znanych jest około 150 planetoid, podczas gdy ich liczbę ocenia się na 2500 sztuk. Planetoidy stanowią pierwotne tworzywo, z którego przed miliardami lat powstały planety. Składają się one głównie z krzemianów żelazo-magnezowych i materiału żelazo-niklowego. Planetoidy uderzały w Ziemię w przeszłości i będą trafiały w nią w przyszłości, bowiem Ziemia znajduje się w „roju planetoid”, co staje się dopiero jasne wówczas, kiedy uwzględni się orbity 107 bliskich Ziemi planetoid (ryc. 1).

Istnieją teorie, według których zderzenia planetoid z Ziemią nie rozkładają się w czasie przypadkowo, lecz wydają się występować z częstotliwością co 30 mln lat, co może mieć związek z przechodzeniem Słońca przez płaszczyznę galaktyki w drodze wokół jej środka.

Również pojawiające się od czasu do czasu na niebie jasno świecące komety są uważane za resztki pierwotnego tworzywa planetarnego. Komety składają się z okruchów skalnych zespolonych lodem, zamarzłym amoniakiem i metanem.

Na Ziemię spadają niemal codziennie z kosmosu okruchy skalne, zwane meteorami, dające krótkotrwały błysk, będący efektem jego spalania w atmosferze ziemskiej. Większe ciała niebieskie uderzające w Ziemię stanowią meteoryty, pozostawiające na naszej planecie ślady w postaci kraterów, np. krater Barringera w Arizonie w Stanach Zjednoczonych. Na powierzchnię naszej planety spada co roku prawie milion ton drobnego materiału pochodzenia kosmicznego, a na powierzchni Ziemi znanych jest do dziś 150 kraterów uderzeniowych, a co roku odkrywane są następne, głównie dzięki zdjęciom satelitarnym Ziemi.

Wszystkie oryginalne przekazy ludów zamieszkujących ziemię, zbierane przez etnologów z zadziwiającym zapałem, pełne są szczegółowych danych przyrodniczych na temat okoliczności ogromnej powodzi. Zbiory owych mitów dopiero po uwzględnieniu teorii impaktów, tj. zderzeń ciał niebieskich z planetą Ziemią, doczekały się obecnie nowoczesnej geologicznej analizy.

Wyjaśnienie zjawiska potopu pod kątem faktów geologicznych stało się możliwe dzięki odkryciu przyczyn wymarcia dinozaurów i innych organizmów przed 65 milionami lat. Dokonali tego uczeni amerykańscy – laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki profesor Luis Alvarez i jego syn Walter – geolog wraz z zespołem współpracowników. Zespół ten, stosując dokładne metody geologiczne, powiązał wymieranie wielkich gadów pod koniec okresu kredowego z uderzeniem w Ziemię planetoidy (bolidu) o średnicy około 10 km. Miejsce zderzenia to półwysep Jukatan w Meksyku. W miejscu zderzenia bolidu z Ziemią powstał olbrzymi krater, którego początkowa głębokość mogła wynosić 40 km, a średnica 150-200 km. Krater ten, pogrzebany pod młodszymi osadami, został odkryty dopiero w 1991 r.

Pod koniec okresu kredowego orbita bolidu, czyli „intruza” z kosmosu, przecięła orbitę Ziemi w chwili, gdy oba ciała niebieskie znajdowały się mniej więcej w tym samym miejscu. W takiej sytuacji zderzenie było nieuniknione. Takie samo zjawisko miało prawdopodobnie miejsce w czasie potopu. Pomiędzy tymi dwoma podobnymi wydarzeniami zasadnicza różnica jest taka, iż przed 65 milionami lat na Ziemi nie było człowieka i nikt nie mógł spisać zaistniałego biegu wydarzeń, natomiast o potopie istnieją przekazy różnych ludów z różnych części świata.

Rekonstrukcja wydarzeń

Z mitów i legend peruwiańskich, babilońskich i indyjskich oraz z przekazu Henocha ze Starego Testamentu wynika, że potop sprowadziła kometa, która podzieliła się na siedem fragmentów, a przedstawiana jest w postaci siedmiogłowego smoka, co m.in. uwidoczniono na obrazach, np. w Piśmie Świętym – czwarta wizja z Apokalipsy św. Jana. Tak więc kometa nie uderzyła w Ziemię jako jedna całość, lecz spadając, była już podzielona na kilka fragmentów. Dowodów na to dostarczają strefy rozrzutu cząstek stopionych skał, czyli pola tzw. młodych tektytów w Australii Południowej i w Indochinach, a konkretnie w Wietnamie, oraz centra czerwonego zabarwienia w oceanach i na lądzie, wywołane przez opady stężonego kwasu azotowego w bezpośredniej bliskości uderzenia na Bliskim Wschodzie, północnym Atlantyku i w regionie Ameryki Środkowej.

Rozpad komety na kilka fragmentów oraz odległe od siebie pola rozrzutu tektytów nie powinny dziwić, ponieważ jest to częste zjawisko w przypadku komet, których elementy, złożone z zanieczyszczonego lodu, są luźno połączone. Tylko przez ostatnie 100 lat można było obserwować dwadzieścia razy rozpadanie się jąder komet przelatujących w pobliżu Słońca. Przykładem bezpośredniej obserwacji takiego podziału może być rozpad odkrytej w 1975 r. komety Westa, zaobserwowany za pomocą kosmicznego teleskopu Hubble’a w 1976 r. Kometa Westa była wystarczająco daleko od Ziemi, żeby jej zagrozić, i po wydłużonej, eliptycznej orbicie pomknęła w przestrzeń kosmiczną, by po kolejnych 300 tysiącach lat znów znaleźć się w pobliżu Słońca.

Wielkie wrażenie wywołał rozpad komety Shoemaker-Levy 9, która dostała się w pole grawitacyjne Jowisza i rozpadła się na 21 części, które w połowie 1994 r. uderzyły w jego powierzchnię. Na zdjęciu wykonanym za pomocą największego na ziemi teleskopu Kecka, zainstalowanego w obserwatorium astronomicznym na Manua Kea na Hawajach, widoczne są ślady uderzenia w Jowisza trzech fragmentów komety Shoemaker.

Kometa zbliżająca się ku Ziemi podczas kataklizmu potopowego, przelatując w pobliżu Jowisza, prawdopodobnie pod jego wpływem rozpadła się na siedem wielkich części i liczne małe fragmenty. Wszystkie części komety spadły w wody oceanu światowego, w przeciwnym bowiem razie już dawno zauważono by olbrzymie młode kratery na stałym lądzie. W ląd trafiły jedynie małe odłamki komety.

Tak więc w wyniku rozpadu komety doszło prawdopodobnie do siedmiu wielkich impaktów (ryc. 2). Były to uderzenia w:

1) południowo-wschodni Pacyfik, w Morze Tasmana w pobliżu południowo-wschodnich krańców Australii,

2) Morze Południowochińskie,

3) Ocean Indyjski,

4) północny Atlantyk,

5) środkowy Atlantyk, blisko Azorów,

6) wschodni Pacyfik,

7) południowy Pacyfik, na zachód od Ziemi Ognistej.

Wśród potencjalnych uderzeń jednego z odłamków komety w ląd jest impakt w Köfels w Austrii. Jednoznacznymi dowodami wystąpienia impaktu w Köfels, oprócz krateru impaktowego, są minerały szokowe gnejsu z obrzeżenia strefy uderzenia. Krater z Köfels nie jest już dzisiaj wyraźnie widoczny z powodu zasypania go przez potężny obryw skalny, którego materiał osunął się do świeżo powstałego leja impaktowego. Wiek krateru w Köfels, określony metodą izotopów węglowych, wykorzystując kawałek drewna, który znalazł się tam przed zasypaniem krateru przez obrywające się skały, wynosi 9407 ± 150 lat, co znakomicie odpowiada dacie potopu. 

Skutki impaktu

Najważniejszymi i najtragiczniejszymi skutkami impaktu były trzęsienia ziemi, wulkanizm, globalny pożar, fale morskie – tsunami, noc poimpaktowa, zima poimpaktowa, nawalne deszcze, zatrucie środowiska, napromieniowanie, efekt cieplarniany i masowe wymieranie.

Trzęsienia ziemi

Bezpośrednim skutkiem serii uderzeń były rozchodzące się po całym globie fale trzęsień ziemi, wieleset razy potężniejszych od najsilniejszych zwykłych wstrząsów. W wyniku trzęsień ziemi woda gruntowa wytryskiwała w górę tysiącami fontann, dziurawiąc ziemię jak sito, zapadały się rozległe obszary lądu, powstawały olbrzymie rozpadliny, pękały góry, tonęły wyspy. Tego rodzaju zjawiska, występujące na obszarach zagrożonych silnymi trzęsieniami ziemi w związku z upłynnianiem się gruntu w warstwach nasiąkniętych wodą, potwierdzają kataklizmy w czasach historycznych, np. w miejscowości Rosarno w Kalabrii w południowych Włoszech w 1783 r.

W chwili obecnej w związku z dającym się udowodnić wielkim impaktem, który mniej więcej 10 000 lat temu wywołał potop, po raz pierwszy można zrozumieć to, czego do tej pory nigdy nie dało się sensownie wytłumaczyć, mianowicie zawartą w różnych mitach i z licznymi szczegółami przekazywaną potomnym opowieść o zatonięciu Atlantydy, wielkiej wyspy leżącej ongiś podobno na środku Atlantyku. Ludność, która ją zamieszkiwała, zgodnie z tymi źródłami już wówczas osiągnęła wysoki poziom kultury. Jak podaje przekaz, wyspa ta uległa zagładzie w wyniku wielkiego kataklizmu, trwającego dzień i noc, i znikła w głębinach morza. Powściągliwie traktowany dotychczas temat Atlantydy może być obecnie rozwiązany na podstawie rzetelnej wiedzy geologicznej. Prawdopodobnie zapadnięcie się Atlantydy było wynikiem silnego trzęsienia ziemi spowodowanego uderzeniem komety w środkowy Atlantyk w czasie potopu.

Wulkanizm

Na obszarach wulkanicznych pod wpływem impaktu dochodziło do wielkich erupcji, które pokrywały lawą okoliczne tereny, zwłaszcza w ciągnących się wzdłuż wybrzeży Pacyfiku łańcuchach górskich Ameryki Północnej, Środkowej i Południowej.

Tego typu wydarzenia potwierdzają planetolodzy, twierdząc, iż silne uderzenia ciał kosmicznych w planety wywołują potężne zjawiska wulkaniczne, np. wielkie kratery uderzeniowe na Księżycu i Marsie otoczone są bazaltowymi skałami wylewnymi.

Ogień i pożar

Jednym z najtragiczniejszych dla życia skutków impaktu był szok termiczny, spowodowany falą żaru, powstałą w miejscu uderzenia, rozprzestrzeniającą się z niewyobrażalną siłą, co w bardzo krótkim czasie doprowadziło do wybuchu straszliwego, globalnego pożaru. Pożar powodował, że wody się gotowały, wysychały całkowicie nawet wielkie nizinne rzeki, z których wyparowywała woda, całą materię organiczną obracał w popiół, rozsadzał z hukiem skały, a nawet wytapiał metale z żył rudnych.

Przykładem pożaru wywołanego uderzeniem komety w ziemię jest obraz lasu powalonego i spalonego w 1908 r. nad Podkamienną Tunguzką na Syberii.

Fale potopu

Fala powodziowa stanowiła centralne wydarzenie w przebiegu kataklizmu impaktowego. Powstająca w wyniku uderzenia ciała kosmicznego w morze fala jest początkowo tak wysoka, jak głęboki jest ocean w miejscu uderzenia. Maksymalną możliwą wysokość takiej fali brytyjscy astronomowie Clube i Napier określają na 8 km w miejscu impaktu. Niektórzy uczeni uważają, iż wysokość tych fal przy uderzeniu o ląd wzrasta dziesięciokrotnie.

Fala uderzeniowa ma taką samą nazwę jak wywołane wstrząsami tektonicznymi niezwykle wysokie fale morskie, zwane tsunami. Wywołane trzęsieniami ziemi tsunami, powstające np. na tektonicznie aktywnym zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej, przemieszczają się przez cały Pacyfik od Concepcion w Chile do Japonii w ciągu 23 godzin (ryc. 3). Prędkość rozchodzenia się tsunami, mierzona podczas podwodnych prób z bombą atomową na początku lat sześćdziesiątych, wynosiła od 10 do 14 km/min.

Powodziowe kataklizmy zdarzały się również na innych planetach, np. skutki ogromnego kataklizmu powodziowego na Marsie zostały zinterpretowane jako tzw. kanały marsjańskie, tj. rynny odprowadzające masy wody, które zalały Marsa po uderzeniu w niego przez lodową kometę.

Powódź poimpaktowa najdotkliwiej nawiedziła obszary graniczące z Oceanem Spokojnym i Indyjskim. W południowej Azji Himalaje i ich wschodnie odgałęzienia w Junanie w południowych Chinach po jednej stronie, a po drugiej zachodnie odnogi łańcuchów górskich w Afganistanie i w Persji stanowiły naturalny wał przeciwpowodziowy, chroniący te tereny przed zalaniem wodami Oceanu Indyjskiego. Dlatego wnętrze kontynentu azjatyckiego uniknęło potopu. Natomiast fala powodzi, która nawiedziła Mezopotamię, doszła przez Bliski Wschód do basenu Morza Śródziemnego.

Powódź wywołana przez uderzenia dwóch części komety w Pacyfik spowodowała zalanie niewysokich wysp Oceanu Spokojnego. Należy jednak wspomnieć, iż w tym czasie z wyjątkiem Archipelagu Bismarcka i Wysp Salomona nie były one jeszcze zasiedlone.

Szczególnie katastrofalne skutki spowodowała wysoka fala powodziowa wzdłuż całego wybrzeża obu Ameryk. W Ameryce Północnej w wielu miejscach woda przelała się przez Kordyliery, lecz  w Ameryce Południowej, choć fala powodziowa wzniosła się bardzo wysoko, wał Andów uchronił wnętrze kontynentu przed zalaniem.

Noc poimpaktowa

Dramat potopu, a więc przerażające trzęsienie ziemi, niszczycielski pożar i ogromne fale powodziowe odbywały się w ciemnościach nocy poimpaktowej.

Eksplozja wywołana przez uderzenie dużego ciała niebieskiego wyrzuca potężne ilości pyłu kamiennego i zamienionego w parę materiału skalnego wysoko do atmosfery, która staje się na tyle nieprzezroczysta, że promieniowanie Słońca zostaje mocno osłabione i na Ziemi zapada długa noc poimpaktowa.

Wiele opowieści o potopie przedstawia trwałe zaćmienie słońca, długo utrzymującą się noc i ciemności oraz spowodowany tym głęboki niepokój ludzi. Przydawało to jeszcze większej grozy apokaliptycznemu kataklizmowi.

Czas trwania nocy poimpaktowej w czasie potopu ocenia się na jeden tydzień. Noc ta różnie wyglądała w poszczególnych rejonach Ziemi: na niektórych obszarach w ogóle nie było widać ani Słońca, ani Księżyca, ani też gwiazd, na innych światło Słońca i Księżyca przebijało się przez zanieczyszczoną atmosferę.

Zima poimpaktowa

Długa noc poimpaktowa pociągnęła za sobą gwałtowny spadek temperatury, ponieważ promienie Słońca przestały ogrzewać powierzchnię Ziemi. Dowody na to, że uderzenie komety spowodowało zimę poimpaktową, czerpiemy z licznych relacji ludów zamieszkujących na dużych szerokościach geograficznych i w regionach górskich, gdzie na skutek szybkiego ogólnoświatowego spadku temperatury zamiast ulewnych deszczy pojawiły się potężne opady śniegu.

Nawalne deszcze

Skutkiem uderzenia ciała kosmicznego w ocean jest światowa ulewa o niewyobrażalnej sile. Opady wrzącego deszczu szerzyły się niemal na całym świecie – od północnej Syberii po Ziemię Ognistą. Doprowadziły one powierzchniowe wody oceanów na ogromnych przestrzeniach naszego globu do wrzenia. Ten wyjątkowy charakter powodziowych opadów i jego prawie globalny zasięg spowodowany był spadkiem głównych siedmiu części komety, uderzających wyłącznie w morza. Fakt ten pociągnął za sobą parowanie ogromnych ilości wody, którą dodatkowo sama kometa przyniosła w postaci lodu.

Zatrucie środowiska

Ogromna ilość energii, jaka dostała się do atmosfery w wyniku impaktu, spowodowała liczne procesy chemiczne, pociągające za sobą powstawanie niesłychanych ilości substancji zatruwających środowisko, takich jak tlenek węgla, tlenki azotu, kwas azotowy, kwas siarkowy i solny oraz pirotoksyny, będących wynikiem światowego pożaru. Kwaśny deszcz dodatkowo wymywał ze skał skorupy ziemskiej metale ciężkie, m.in. arsen, selen i antymon.

Ogromna produkcja kwasów podczas impaktu powodowała w regionach sąsiadujących z miejscem uderzenia deszcz o pH rzędu 0-1, składający się więc nieomal wyłącznie ze stężonego kwasu. Deszcze zawierające kwas azotowy padały około roku, ponieważ mniej więcej tyle czasu potrzeba na oczyszczenie się atmosfery.

Pirotoksyny, substancje trujące, powstałe ze spalonej w globalnym pożarze biomasy, są z reguły rakotwórcze i powodują uszkodzenia genetyczne. Jedną z organicznych pirotoksyn powstałych w żarze globalnego ognia jest niezwykle toksyczna dioksyna. Listę trujących substancji uzupełnia tlenek węgla, wytwarzajacy się w wielkich ilościach podczas pożarów impaktowych.

Superkwaśny deszcz, zabarwiony przez nasycające go tlenki azotu i dużą zawartość kwasu azotowego na krwistoczerwony kolor, zanieczyścił wody rzek i wodę pitną, która stała się gorzka jak piołun, oraz zabarwił morza na czerwono.

Napromieniowanie

Powstałe w wyniku impaktu ogromne ilości tlenków azotu i kwasu azotowego powodują długotrwałe zmniejszenie grubości warstwy ozonowej w atmosferze na wysokości 50 km. Z tego powodu zatrzymywane zwykle przez warstwę ozonową twarde promieniowanie ultrafioletowe Słońca mogło docierać do powierzchni Ziemi cały czas w nie zmniejszonym natężeniu. Długotrwałe promieniowanie tego typu wywołuje u człowieka choroby nowotworowe, a wynikiem działania kwasu azotowego są uszkodzenia genomu.

Prawdopodobnie impakt pod wpływem wysokich temperatur prowadzi do powstawania pierwiastków radioaktywnych, takich jak izotop węgla 14C, izotop wodoru-tryt i inne. Ich radioaktywność może mieć również negatywny wpływ na życie.

Uszkodzenia spowodowane przez promieniowanie w wyniku długotrwałego zniszczenia warstwy ozonowej górnej atmosfery oraz radioaktywność powodowały deformacje noworodków, co potwierdzają przekazy opowieści o typowych dla tych skażeń środowiska ciężkich deformacjach noworodków urodzonych po potopie. Dzieci rodziły się z poważnymi zniekształceniami ciała lub przychodziły na świat potworki bez rąk i nóg albo z jednym okiem, jak np. jednooki cyklop z mitologii greckiej.

Efekt cieplarniany

Pod względem klimatycznym impakt powoduje najpierw krótkotrwały, szybki wzrost temperatury, wywołany falą rozżarzonego powietrza, następnie, zależnie od siły uderzenia, drastyczny spadek podczas zimy poimpaktowej, trwającej wiele lat do czasu unormowania się temperatury. Wówczas jednak daje się zauważyć silne działanie powstałych wskutek impaktu gazów cieplarnianych. Należą do nich tlenek i dwutlenek węgla, metan, tlenki azotu, para wodna i inne. Zatrzymywane przez nie promieniowanie cieplne Ziemi prowadzi do trwałego ogrzania atmosfery. Proces ogrzewania atmosfery po impakcie w wyniku działania efektu cieplarnianego przebiega bardzo powoli i trwa tysiąclecia, trudno więc oczekiwać relacji naocznych świadków o wiążących się z nim zmianach temperatury, ponieważ były one prawie niezauważalne dla poszczególnych pokoleń.

Efekt cieplarniany po potopie, wyrażony globalnym wzrostem temperatury po impakcie, łatwo jest zauważyć po okresie rozwoju ciepłolubnych gatunków drzew i krzewów w okresie międzylodowcowym. Diagramy pyłków roślin dowodzą, iż 9500 lat temu zaczęły szybko rozprzestrzeniać się leszczyna i świerk, z pewnym opóźnieniem dołączyły do nich dąb, jodła i buk.

 

Masowe wymieranie

W wyniku impaktu doszło do masowego wymierania i zanikania wielu gatunków żyjących w przeszłości, ale zdziesiątkowanej ludzkości udało się ujść z życiem z tego kataklizmu. Z żyjących wówczas plemion pozostały tylko nieliczne, odizolowane od siebie małe grupy, i trzeba było wielu tysiącleci, by człowiek jako gatunek ponownie się umocnił. A trzeba nam wiedzieć, że krótko przed potopem, pod koniec ostatniego okresu lodowcowego, czyli mniej więcej 10 000 lat temu, ziemię zamieszkiwało przypuszczalnie około 5 milionów ludzi.

Dla nielicznych ludzi ocalałych z potopu ziemia przedstawiała rozpaczliwy i przygnębiający widok. Uległa ona bowiem całkowitemu spustoszeniu. Ustępująca powódź pozostawiła po sobie niesamowite ilości osadów i gleby zerodowanej przez wdzierające się na lądy masy wody. Jak człowiek przetrwał to straszliwe piekło i jak sobie potem radził w zanieczyszczonym środowisku z zatrutą wodą i bez pożywienia – pozostaje wciąż zagadką. Czyniąc pewne spekulacje, można domniemywać, iż na pewno były jakieś regiony, których katastrofa nie zniszczyła doszczętnie. Natomiast w miejscach,  których kataklizm nie oszczędził, najlepszą ochronę ludziom zapewniły jaskinie. Jaskinie, które przetrwały trzęsienie ziemi i nie uległy zawaleniu, zabezpieczały przed szalejącym pożarem i wrzącym deszczem, trującymi chmurami i mrozem. Trzeba też pamiętać, że od epoki lodowej człowiek paleolitu najchętniej mieszkał w jaskiniach, ponieważ chroniły go one przed niebezpieczeństwem i zimnem. Można więc przypuszczać, że mieszkańcy jaskiń mieli szansę przeżycia, tym bardziej że już w epoce kamienia troszczyli się o zapasy żywności i w swych kryjówkach mogli korzystać z nie zatrutej, jak na zewnątrz, lecz skroplonej z powały jaskiń, a więc przefiltrowanej i zneutralizowanej wody.

Dzięki badaniom paleontologicznym znana jest już od dawna wyjątkowa fala wymierań wśród ssaków lądowych, do której doszło na przełomie plejstocenu i holocenu, a więc około 10 000 lat temu. Objęła ona przede wszystkim wielkie ssaki. Szczególnie ucierpiały duże ssaki roślinożerne, takie jak mamut, nosorożec włochaty, niektóre gatunki mastodontów, krewni wielbłądów itd., ale wymarły też żywiące się nimi wielkie drapieżniki. Ciała mamutów są dotychczas odkrywane w lodach Syberii. Radiometryczne datowanie kości szkieletów ostatnich mamutów dowodzi, że wymarły one podczas niezwykle długiej, prawdopodobnie trzyletniej zimy poimpaktowej po potopie.

Datowanie potopu

Dzięki dowodom geologicznym jesteśmy w stanie ustalić czas potopu z dokładnością nie tylko co do roku, ale również podać porę roku, miesiąc i porę dnia, kiedy w Ziemię uderzyła kometa i zaczęła ją zalewać powódź, ponieważ rozporządzamy nie tylko geologicznymi metodami datowania, lecz dodatkowo także licznymi relacjami naocznych świadków o początku wydarzeń w tym roku grozy.

Datowanie najmłodszych wydarzeń geologicznych oparte jest na metodzie radiowęgla, czyli metodzie 14C, metodzie glacjologicznej i dendrochronologii.

Dowodami geologicznymi świadczącymi o tym, że ten najmłodszy w historii Ziemi kataklizm się wydarzył, są tektyty – produkty powstałe ze stopionych skał pod wpływem impaktu, stwierdzone w południowej Australii, zwane też australitami, i w Wietnamie, świadczące o uderzeniach dwóch fragmentów komety, tj. w południowo-wschodni Pacyfik u wybrzeży Australii i w Morze Południowochińskie. Kraterów impaktowych w Morzu Południowochińskim i na południowo-wschodnim Pacyfiku nikt jeszcze nie szukał i dlatego też nie zostały one odkryte. Wiek tych tektytów ustalony metodą radiometryczną wynosi niecałe 10 000 lat, a więc tuż po plejstocenie. Tektyty zostały stwierdzone również na samym środku Oceanu Indyjskiego.

Skuteczną metodą datowania impaktów i innych wydarzeń z najnowszej historii Ziemi są badania rdzeni z odwiertów w lądolodach na Grenlandii lub Antarktydzie. Za pomocą tej metody udaje się wykryć w polarnych tarczach lodowych warstewki lodu związane z kwaśnymi opadami, świadczącymi o wybuchach wulkanów lub impaktach, które spowodowały dostawanie się do stratosfery w formie aerozolu wielkich ilości kwaśnych gazów, roznoszonych następnie prądami powietrza na cały świat. W związku z sezonowym warstwowaniem lodu pobrane rdzenie stanowią równocześnie skalę roczną. Tego typu badania w północno-zachodniej Grenlandii stwierdziły wyjątkowe stężenie kwasu w roku 7640±170 przed Chrystusem, czyli 9640±170 lat temu.

Inną możliwość dokładnego datowania potopu stwarzają pomiary ilości promieniotwórczego izotopu węgla 14C. Wiemy już, że impakt w dużym stopniu niszczy warstwę ozonową i z tego powodu zwiększa się znacznie natężenie promieniowania kosmicznego przechodzącego przez atmosferę, które powoduje wzrost ilości promieniotwórczego węgla 14C; węgiel 14C powstaje bowiem na skutek reakcji neutronów produkowanych przez wysokoenergetyczne promieniowanie kosmiczne z izotopem azotu 14N.

Przy ustalaniu dokładnej daty tego wydarzenia, a więc wzrostu zawartości węgla 14C, okazała się bardzo pomocna dendrochronologia, która liczy pierścienie przyrostowe w pniach drzew. Ostatnio udało się objąć dendrochronologiczną skalą czasu okres ponad 11 000 lat. Jednoczesne datowanie odpowiednich kawałków drewna metodą dendrochronologiczną i metodą radiometryczną za pomocą węgla 14C pozwoliło na dokładne ustalenie daty potopu (p. ryc. 4).

Na krzywej radiowęgla w krytycznym okresie pojawia się gwałtowny skok w górę. Ten pik rozpoczyna się niecałe 9500 lat temu, licząc od 1950 r., kiedy były wykonane badania, lub 7545 lat przed Chrystusem. Tym samym udało się ustalić datę potopu z taką dokładnością, jak tylko to jest dzisiaj możliwe. Do uściślenia pozostaje jedynie okres zaledwie kilku lat. I ten okres będzie można  uściślić, jeśli w laboratoriach dendrochronologicznych uda się stwierdzić wyraźne pasmo wąskich słojów przyrostowych drzew, spowodowanych uszkodzeniem korzeni przez impaktowe trzęsienie ziemi. Ostatni pierścień z tego pasma będzie wyznaczał rok potopu, a granica błędu wyniesie wówczas plus minus zero lat.

Na podstawie przekazów możemy ustalić już teraz, iż kometa nadleciała z południowego wschodu. Impakt potopowy rozpoczął się wczesnym rankiem w Azji Mniejszej lub rano, około godziny 3 czasu środkowoeuropejskiego, podczas nowiu, na początku jesieni na półkuli północnej, a konkretnie we wrześniu w r. 9550±kilka lat, licząc wstecz od 2000 r.

Podsumowanie

W skali kosmiczno-geologicznej uderzenia ciał z kosmosu w Ziemię nie są niczym wyjątkowym, lecz obecnie wielkie kolizje należą do rzadkości i rzadko się zdarza, by duża kometa czy planetoida przecinała orbitę ziemską. W końcu Ziemia, na której żyjemy, jest bardzo małym obiektem i naprawdę trudno w nią trafić.


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW