ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Teresa Bloch

Temat Miesiąca

 

 

NPW 7-8, 2001


W
śród mężów stanu okresu międzywojennego Wojciech Korfanty zajmuje wyjątkowe miejsce. Jako polityk piastował wiele zaszczytnych stanowisk. Był posłem polskim w niemieckim parlamencie, komisarzem Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu, polskim komisarzem plebiscytowym na Śląsku i dyktatorem trzeciego powstania śląskiego. W II Rzeczypospolitej został wybrany na posła na Sejm RP, był wicepremierem i prezesem Stronnictwa Pracy. Po zamachu majowym, w okresie rządów autorytarnych, był więźniem i emigrantem politycznym.

  
Zwolennicy widzieli w nim najwybitniejszego polityka, obdarzonego talentem oratorskim i ambicją, człowieka, który cele strategiczne realizował poprzez wykonywanie z niezwykłą precyzją bieżących zadań. Przeciwnicy atakowali go brutalnie za łączenie polityki z biznesem, za żelazną konsekwencję w działaniu, krytycyzm i niezłomną wolę służenia Polsce całym sercem, zdolnościami i umiejętnościami. Większość Polaków widziała w nim męża opatrznościowego, który przyczynił się do odzyskania przez Polskę Śląska iuznała go za symbol zwycięstwa nad niemczyzną.
  
Droga, jaką przebył z górniczej osady Sadzawka, położonej niedaleko Katowic, do najwyższych godności w II Rzeczypospolitej, jest niezwykle interesująca. W czteroklasowej szkole ludowej w Siemianowicach dowiedział się o wybitnych osiągnięciach narodu niemieckiego, do którego „miał zaszczyt należeć”. Niemcami byli nauczyciele, urzędnicy, lekarze, adwokaci, Polakami – robotnicy i chłopi. Zastanawiała go tylko wrogość Niemców do wszystkiego, co polskie i słowiańskie. Manifestowali ją na każdym kroku wobec Polaków, wytykając im niższość cywilizacyjną i kulturalną.Polacy na Śląsku, zdaniem Niemców,nie mogli być panami, lecz jedynie robotnikami. Taki stereotyp Polaka podważyli bracia Skowrońscy, Polacy, z których jeden był lekarzem, a drugi duchownym. Obaj byli panami i mówili „jakoś pięknie po polsku”. Młody Wojtek zaczął wątpić w prawdomówność swoich nauczycieli.
  
W gimnazjum hakatystyczni profesorowie rozbudzili w nim „ciekawość do książki polskiej”. Chciał poznać dzieje i kulturę poniżanego narodu, do którego przecież należeli jego rodzice. W tym celu założył siedmioosobowe kółko samokształceniowe. Pana Tadeusza – jak sam napisał – przeczytał z pomocą słownika polsko-niemieckiego. W książki polskie zaopatrywał go ks. Skowroński. Rozmowy z duchownym,wycieczki do Krakowa i Lwowa ukształtowały w duszy młodzieńca idealistyczny obraz Rzeczypospolitej. Starał się upowszechnić gowśród kolegów. Za tę działalność na kilka miesięcy przed egzaminem dojrzałości został relegowany z gimnazjum. Ukończył je jako ekstern, korzystając z pomocy materialnej J. Kościelskiego z Wielkopolski, a następnie został wolnym słuchaczem politechniki w Charlottenburgu pod Berlinem. Zetknął się tam z członkami zakonspirowanej Ligi Narodowej i tajnym Związkiem Młodzieży Polskiej „Zet” oraz socjaldemokratami.Odnalazł się wruchu narodowym.
  
W 1898 r. Wojciech Korfanty przeniósł się na Uniwersytet Wrocławski. Na skrystalizowanie poglądów społecznych i ideowopolitycznych młodego studenta wywarły wpływ wykłady z ekonomii politycznej profesora W. Sombarta. Wstąpił wówczas do zreformowanego „Zetu”, wyraźnie stawiającego sobie cele niepodległościowe. Głoszone przez zetowców hasła narodowe i antyniemieckie trafiały do najbardziej wartościowej młodzieży na Górnym Śląsku, która mozolnie zdobywała świadomość narodową. Pomagał jej w tym Wojciech Korfantypoprzez organizowanie krajoznawczych wycieczek i kolportaż prasyz Królestwa i Galicji. Osobiście pogłębił swoją wiedzę o Polsce,będąc korepetytorem młodego Jundziłła z Litwy, z którym podróżował po Rosji, Austrii, Francji i Holandii. Zadebiutował wówczas jako dziennikarz, pisząc artykuły do prasy warszawskiej i galicyjskiej.
  
Wojciech Korfanty zainaugurował swąkarierę polityczną wystąpieniem 13 stycznia 1901 r. na bytomskim zjeździe towarzystw polskich. Przeciwstawił się przywódcom ruchu polskiego, skupionym wokół redakcji czasopisma „Katolik” i dominacji politycznej niemieckiej partii katolickiej Centrum. Namawiał Ślązaków do wybierania posłów Polaków i rozpoczęcia walki o poprawę położenia ludu śląskiego. Te idee rozpowszechniał w poznańskiej „Pracy” i w wydawanych broszurach (Precz z Centrum! Baczność! Chleb drożeje), eksponując polskość Górnoślązaków, ich nierozerwalną jedność i tożsamość z narodem polskim, których nie są w stanie zniszczyć żadne podziały polityczne i kordony graniczne. Ruch wszechpolski zdaniem Korfantego to zacięta walka „o język, wiarę, obyczaje, prawa odziedziczone po przodkach naszych”, to droga do „rozwoju i rozkwitu” narodu polskiego. Nie można więc w tej walce stawiać na ugodę i lojalizm czy rozpacz, ani też liczyć na pomoc posłów Centrum, wspieranych przez duchowieństwo narodowości niemieckiej, zwalczające polskie gazety i germanizujące dzieci. Stwierdził, że „Polaka tylko Polak obroni”, dlatego kazał wybierać własnych posłów do Koła Polskiego w Reichstagu.
  
Redaktorem ukazującego się od 1901 r. „Górnoślązaka” został świetny publicysta, poliglotai erudyta z zakresu prawa, filozofii i historii – Wojciech Korfanty. W artykule programowym zdecydowanie opowiedział się za przynależnością Śląska do Polski, działaniami zmuszającymi Niemców do przywrócenia języka polskiego w szkole, administracji i sądownictwie oraz za ochroną przed wyzyskiem ludu śląskiego. Za takie poglądy władze pruskie wytoczyły mu proces i skazały na cztery miesiące więzienia, nie przeczuwając nawet, że stawały się w ten sposób współtwórcą sławy i legendy młodego działacza narodowego, natomiast ruch narodowodemokratyczny otrzymał swego pierwszego bohatera i męczennika.
  
Po odbyciu kary w połowie 1902 r. W. Korfanty uczestniczył w krakowskiej naradzie członków Ligi Narodowej z udziałem R. Dmowskiego, Z. Balickiego i J. L. Popławskiego, na której zapadła decyzja o rozpoczęciu na Śląsku kampanii wyborczej samodzielnie i powołaniu organizacji skupiającej wszystkie polskie siły na tym terenie. Oznaczało to w okresie kampanii wyborczej bezwzględną walkę z Centrum i „Katolikiem”,które sprowadzały istotę ruchu polskiego do obrony języka i bytu, domagając się od Ślązaków lojalności wobec państwa pruskiego, a sprawę niepodległości Polski traktowały akademicko.
  
Agitacja przedwyborcza przybrała niezwykle ostry charakter, ale próba skompromitowania Korfantego przez zwolenników Centrum i „Katolika” nie powiodła się. 25 czerwca 1903 r. został wybranyna posła. Robotnicy za cenę krwi 74 swoich kolegów, życia jednego z nich, uwięzienia ojca i brata Wojciecha, szykan i kar pieniężnych opowiedzieli się za programem narodowym. Korfanty, jak pisała prasa polska, „był symbolem narodowego przebudzenia” starej ziemi piastowskiej. I dodawała, że „żaden czyn polityczny nie miał tej doniosłości dla Śląska, co pierwsze wybory”, ponieważ z najgłębszych pokładów duszy Ślązaków wyszła na powierzchnię polskość, tłumiona przez sześć wieków.
  
Po wejściu Korfantego do Koła Polskiego, który dał się poznać jako świetny mówca i odważny obrońca praw ludności polskiej na Śląsku, zaniepokoił się w 1904 r. kanclerz Rzeszy,Bulow, obawiając się słusznie, że jest to początek akcji politycznej Polaków zamierzających połączyć Górny Śląsk z Wielkopolską, a następnie z Krakowem. Zagrażałoby to interesom niemieckim, bowiem „Górny Śląsk jest krainą żelaza i czarnych diamentów; jego skarby są- jak stwierdził kanclerz – dla naszego rozwoju niezbędne w czasie pokoju [...] i musimy się starać, aby Górny Śląsk pozostał pruskim i niemieckim”. Bulowowi odpowiedział Korfanty w swym pierwszym przemówieniu na forum Reichstagu 24 stycznia 1904 r. Zdemaskował w nim bezwzględny system germanizacyjny na Górnym Śląsku, udowodnił integralną więź Górnoślązaków z narodem polskim, wskazał na wszechstronny charakter wyzysku społecznego i pogardę Niemców, wyrażającą się w określaniu Górnoślązaków „Wasserpolakami”, od których żądano nie „tylko siły roboczej [...] ale ciała i duszy, przekonania narodowego i politycznego”. Zaprzeczył, że ruch narodowy na Górnym Śląsku został przyniesiony z zewnątrz. Podkreślił, odwołując się do własnych doświadczeń, że zmartwychwstała tłumiona przez wieki polskość dzięki wierze i Bogiem silnej rodzinie, że odniosła zwycięstwo nad pogardą, szykanami i drylem pruskim.
  
Wraz z wyborem na posła rozpoczął się w życiu Korfantego okres niezwykle trudny. Poznał wówczas kulisy i mechanizmy wielkiej polityki, musiał nauczyć się sztuki osiągania kompromisu, aby być skutecznym w działaniu. Zerwałz „Górnoślązakiem”, założył własną gazetę, „Polaka”, której został redaktorem. Odszedł od młodzieńczych porywów „szturmowania nieba” na rzeczrealizmu politycznego. W 1905 r. parlament uwzględnił protesty Centrum i unieważnił mandat Korfantego z okręgu katowicko-zabrzańskiego.Polak przetrzymał wszystkie ataki i wybory wygrał. Dało to podstawę do tworzenia rzeczywistej jedności polskiego obozu narodowego oraz do rozmów z przegranym Centrum, które zakończyły się kompromisem. Czasopismo „Katolik”, zgodnie z umową, miałobudować mosty do porozumienia z duchowieństwem, „Polak” – krytykować istniejący porządek społeczny wobec narastającego wrzenia rewolucyjnego.
  
Na przełomie1907 i 1908 r. rozeszły się drogi Wojciecha Korfantego z Romanem Dmowskim na tle prorosyjskiego kursu lidera narodowców. Korfanty wstąpił do założonego w 1908 r. w Poznaniu Polskiego Towarzystwa Demokratycznego – jak napisał Czesław Lechicki – „ekspozytury Ligi Narodowej”. Kolejne wybory do Reichstagu poprzedzały taktyczne sojusze i kompromisy z„Katolikiem”, którego redaktor,Adam Napieralski, czekał na dogodną sytuację, aby wyeliminować „sojusznika” z walki. Okazja nadarzyła sięw czasie głosowania w parlamencie pruskim Koła Polskiego przeciwko wszelkim podatkom pośrednim, m.in. od cukru, kiedy Korfanty, podporządkowując się zasadzie solidarności, nie wziął udziału w głosowaniu. Rozgorzała polemika pomiędzy Korfantym i jego adwersarzami: Napieralskim i Kapitzą oraz socjaldemokratami. Skutki okazały się katastrofalne dla Korfantego i centrowców. Dopiero obawa przed przechwyceniem mas przez socjaldemokratów, nazywanych „czerwonym niebezpieczeństwem”, i nasilające się ataki hakatystówpozornie pogodziłyzwaśnione strony.
  
Dnia 10 listopada 1910 r. został podpisany akt ugody z Centrum i „Katolikiem”, stwierdzający, że „podstawą bytu naszego ludu pod względem narodowym, socjalnym i ekonomicznym” jest <praca pozytywna>, [...] walka z socjaldemokracją, hakatystami i siłami germanizacyjnymi”. Korfanty podpisał porozumienie dla dobra Polaków. Napieralskiemu przyświecały inne cele. Przejmując „Polaka” i „Kuriera Śląskiego” oraz powierzając Korfantemu stanowisko płatnego redaktora, z formalnym prawem zachowania samodzielności własnych poglądów, chciał „przeciwnika unieszkodliwić [...] i <mieć go pod ręką>, żeby już więcej nie brykał”.Tak się stało.Z wojny prasowej zwycięsko wyszedł jego przeciwnik polityczny – Adam Napieralski. Cena porozumienia, które było odwrotem Korfantego od dotychczasowej polityki, była niezwykle wysoka. Endecja utraciła rząd dusz na Górnym Śląsku, a sam Korfanty z powodów finansowych podejmował pracę w Komitecie Oświatowym Rady Narodowej dla Berlina i Środkowych Niemiec, we Wschodniej Agencji Telegraficznej w Berlinie, dorabiałw „Kurierze Warszawskim”, w „Dzienniku Poznańskim”, zaniechał działalności parlamentarnej w sejmie pruskim. Z lewa i z prawa obrzucano go niewybrednymi epitetami.
  
Po wybuchu pierwszej wojny światowej Korfanty postawił na zwycięstwo Niemiec. Rozmowy z politykami niemieckimi o odbudowaniu chociażby namiastki państwowości polskiej izniesienie ustawodawstwa antypolskiego zakończyły się niepowodzeniem. Załamały się także rozmowy z Naczelnym Komitetem Narodowym, na który liczyli Niemcy, że wywoła powstanie w Królestwie Polskim, które zaangażuje siły rosyjskie i pozwoli Niemcom przerzucić wojsko z frontu wschodniego na front zachodni.Zrozumiał Korfanty swój błąd już w grudniu 1914 r. i wycofał się ze współpracy z Niemcami. Napisał wówczas, że na ziemiach polskich pod zaborem pruskim, „zwycięstwo pruskie byłoby nieszczęściem nie tylko dla Polski, ale i dla całego świata”, a zatem „zbrodnię popełnia ten Polak wobec ojczyzny, co pomaga Prusakom w ich akcji wojennej”.
  
Na arenie politycznej pojawił się pod koniec pierwszej wojny światowej. Latem 1918 r. opowiedział się po stronie endecji, która poparła go w wyborach uzupełniających do Reichstagu w okręgu gliwicko-lublinieckim.Zwycięstwo Korfantego nad kandydatem Centrum było przytłaczające. W swym głośnym przemówieniu 25 października 1918 r. w Reichstagu domagał się połączenia z odradzającą się Polską wszystkich etnicznie polskich ziem zaboru pruskiego, co było aktem niezwykłej odwagi, bowiem Niemcy dysponowały siłą, której mogli użyć do walki z Polakami. Kapitulacja Niemieci rewolucja berlińska umożliwiły mu wyjazd z Berlina do Poznania i wejście do Naczelnej Rady Ludowej.
  
W Warszawie witały go entuzjastycznie tłumy. Stał się „bożyszczem ulicy”, „bohaterem narodowym”, „zbawcą Ojczyzny”, ale nie tworzył władz naczelnych odrodzonej Polski, ponieważ jego rozmowy z Piłsudskim zakończyły się fiaskiem. Stał się dla marszałka niebezpiecznym konkurentem w walce o władzę. Opracowany przez Korfantego zamach na rząd Moraczewskiego rozbił się ochore ambicje przedstawicieli prawicy i bezkompromisowe działania socjalistów, którzy w czasie jego przemówienia na wiecu zorganizowanym w cyrku strzelali do niego. Opuścił więc Warszawę i udał się do Poznania, gdzie3 grudnia 1918 r. wziął udział w posiedzeniach Sejmu Dzielnicowego Ziem Polskich byłego Zaboru Pruskiego. Wśród działaczy NRL wyróżniał się tym, że posiadał skrystalizowaną koncepcję politycznego działania, polegającą na wyzwoleniu Śląska, Wielkopolski i Pomorza spod panowania pruskiego w oparciu o działania zbrojne miejscowej ludności, pomoc „błękitnej armii” J. Hallera i wsparcie dyplomatyczne Ententy w rokowaniach z Niemcami, bez liczenia na pomoc zbrojną Piłsudskiego, który –zdaniem Korfantego – nie zamierzał jej udzielić. Zwycięstwo Wielkopolan w powstaniu, rokowania Korfantego z Niemcami w BerlinieiF. Focha w Trewirze potwierdziły słuszność tej koncepcji.
  
W obradującym w lutym 1919 r. Sejmie Ustawodawczym był najbardziej doświadczonym parlamentarzystą, posiadającym głęboką wiedzę i najlepszą znajomość problematyki zaboru pruskiego i Śląska. Miał za sobą piętnaście lat posłowania w parlamencie Rzeszy i w sejmie pruskim.Jako przewodniczący klubu Związku Ludowo-Narodowego kierował pracami komisji konstytucyjnej i komisji spraw zagranicznych. Bronił interesów Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej, która pozostała wierna Komitetowi Narodowemu Polskiemu i R. Dmowskiemu.
  
Był przeciwny wybuchowi powstania na Śląsku, obawiając się socjaldemokratów niemieckich, którzy politycznie dezorientowali i terroryzowali ludność polską. Opowiedział się za politycznym rozwiązaniem kwestii Śląska. W czasie rokowań szantażował Niemców możliwością rozruchów na Górnym Śląsku. Przeciwnicy Korfantego zarzucają mu, że przegapił najkorzystniejszy dla Polski czas tworzenia faktów dokonanych na Śląsku na przełomie 1918 i 1919 r. Korfanty na swoją obronę przytoczył kilka argumentów. Po pierwsze stwierdził,że tylko jedna trzecia ludności polskiej Śląska w tym okresie mogłaby wziąć udział w powstaniu, co niewątpliwie oznaczało klęskę.Po drugie, bez należytego przygotowania akcji do powstania parła Polska Organizacja Wojskowa, którą chcieli opanować piłsudczycy ( od lata 1920 r. Michał Grażyński), alenie cieszyła się ona większym poparciem Górnoślązaków. Po trzecie, w sprawie Śląska Komisja Cambona opowiedziała się za jego włączeniem do Polski, a polscy przedstawiciele na konferencji paryskiej– R. Dmowski iI. J. Paderewski – domagali się od Korfantego spokoju na Śląsku „bez względu na ucisk i prowokacje niemieckie”. Dopiero po podpisaniu traktatu wersalskiego,który zdecydował, że o losie tych ziem miał przesądzić plebiscyt, Korfanty nie byłw stanie zapobiec wybuchowi powstania w sierpniu 1919 r. Zakończyło się ononiepowodzeniem i rozpętaniem przez Niemców antypolskiego terroru. Korfanty włożył wiele wysiłku w likwidację skutków przegranej. Wierzył jednak, że plebiscyt przyniesie dla Polski korzystne rozwiązania, tym bardziej że w końcu stycznia 1920 r. przybyli na Górny Śląsk przedstawiciele i wojska alianckie.
  
Na początku 1920 r. rząd polski powierzył mu urząd komisarza plebiscytowego. Pełnił go z wielkim poświęceniem, wykorzystując swoje zdolności i doświadczenie polityczne. Można powiedzieć, że był mózgiem komitetu plebiscytowego, którego siedziba mieściła się w hotelu „Lomnitz” w Bytomiu. Skupił wokół siebie ogromny zespół ludzi – ok. 1000 osób w bytomskiej centrali i blisko 1300 działaczy w terenie o różnych orientacjach politycznych, których przekonał, że zwycięstwo w plebiscycie jest nadrzędnym celem narodowym, ponieważ „lud górnośląski po siedmiu wiekach rozłąki, cierpień i niewoli w triumfalnym pochodzie pospieszy uścisnąć Matkę Ojczyznę i z nią się połączy na wieki”. Chciał, aby ci ludzie tworzyli podwaliny przyszłej administracji polskiej na Górnym Śląsku. Przemawiał jak mąż stanu płynnie w języku niemieckim, francuskim i angielskim. Związał się politycznie z Chrześcijańskim Zjednoczeniem Ludowym, które opowiedziało się za Polską jako państwem katolickim, o ustroju republikańskim i konstytucyjnym, broniącym interesów wszystkich obywateli w oparciu o zasady chrześcijańskie w życiu społecznym i politycznym. Pełnomocnik rządu pruskiego na Górnym Śląsku, książę Hatzfeldt, stwierdził, iż „agitacja polska została zorganizowana w wielkim stylu”. Korfanty bowiem posługiwał się argumentami narodowo-politycznymi, wskazując na polskość tej ziemi i więzi duchowe, ekonomiczne i historyczne łączące ją z resztą Polski.Obiecywał ludowi śląskiemu dobrobyt, opiekę rządu, dostęp do stanowisk państwowych. Podjął dramatyczną i heroiczną próbę likwidowania skutków germanizacji, przyspieszenia procesów „konsolidacji narodowej, kształtowania polskiej świadomości narodowej i postaw patriotycznych”.Nacjonaliści niemieccy chcieli fizycznie i politycznie zniszczyć przeciwnika. Bojówkarzeatakowali hotel, rozpowszechniali ośmieszające dowcipy i satyryczne wierszyki o Korfantym, nazywali go awanturnikiem, przebiegłym graczem politycznym, szpiegiem rosyjskimi płatnym agentem rządu niemieckiego.
  
Wybuch drugiego powstania śląskiego 19 sierpnia 1920 r. poprzedziły ważne wydarzenia międzynarodowe ikatastrofalna sytuacja na froncie wschodnim. W okresie największych niepowodzeń w wojnie z bolszewikami przegraliśmy plebiscyt na Warmii i Mazurach, zostaliśmy zlekceważeni w Spa. Zachwiała się wiarą w Polskę nawet u najbardziej uświadomionego ludu śląskiego, przy potęgującym się terrorze i dążeniu Niemców do siłowego rozstrzygnięcia losów Górnego Śląska. Korfanty chciał zapobiec nieszczęściu, ale do powstania parła śląska POW. Powstańcy nie odnieśli zwycięstwa, jednakże ich determinacja skłoniła Niemców do rokowań. Przyjęli oni zdaniem Korfantego bez zastrzeżeń warunki polskie: zgodzili się na usunięcie niemieckiej zielonej policji i zastąpienie jej przez plebiscytową, usunęli ze Śląska napływowe osoby, utworzyli wspólnie z Polakami komisję polsko-niemiecką czuwającą nad utrzymaniem ładu i porządku.
  
Korfanty spodziewał się, że 20 marca 1921 r. Polacy odniosą zwycięstwo plebiscytowe. Stało się inaczej. Spośród ogółu głosujących 59,6% opowiedziało się za przynależnością doNiemiec.Po odrzuceniu głosów emigrantów zwycięstwo niemieckie było nieznaczne, gdyż wynosiło 51,6 % w stosunku do 48,4 % głosów oddanych za Polską. Nie wpłynęło to jednak na decyzję sojuszników. Anglicy powiadomili polskiego komisarza o swoim projekcie przyznania Polsce jedynie powiatów pszczyńskiego i rybnickiego oraz skrawków katowickiego, co oznaczało utratę okręgów przemysłowych. Korfanty na własną odpowiedzialność 23 marca wysunął projekt podziału Śląska, zwany linią Korfantego, według którego z obszaru plebiscytowego Polska miała otrzymać 6,4 tys. km kw. Komisja Międzysojusznicza nie przyjęła propozycji polskiego komisarza plebiscytowego,lecz przesłała Radzie Najwyższej Koalicjidwa projekty podziału Śląska: angielsko-włoski i francuski. Oba były niezwykle krzywdzące dla Polski. Ostatnim środkiem nacisku pozostawało powstanie. Wybuchłow nocy z 2 na 3 maja 1921 r. Korfanty ogłosił się dyktatorem. Rząd naciskał, aby jak najszybciej zakończyć działania wojenne, powstańcy chcieli jednoznacznych i ostatecznych rozstrzygnięć, natomiast wódz powstania szukał własnej drogi rozwiązania konfliktu nie bacząc na oszczerstwa. Wykazał się talentem organizacyjnym, dyplomacją izdolnościami propagandowymi. Zakończył powstanie w momencie jak najbardziej dogodnym. Nie przypuszczał,że za kilka lat do tego sukcesu będzie pretendował sanacyjny wojewoda śląski Michał Grażyński.
  
 Ostatecznie Rada Ambasadorów przyznała Polsce 1/3 obszaru plebiscytowego, najbardziej uprzemysłowionego, Górnego Śląskai ponad 40% ludności. Po stronie niemieckiej pozostało ok. 800 tys. Polaków. Zastrzeżonona 15 lat łączność gospodarczą obu podzielonych części Górnego Śląska.
  
W 1922 r. uzyskał mandat posła do Sejmu RP i Sejmu Śląskiego. W okresie kolejnego przesilenia gabinetowego 14 lipca1922 r.Komisja Główna Sejmu desygnowała go na stanowisko premiera. Miał przeciwko sobie zaciekle zwalczających go socjalistów,klub żydowski i mniejszość niemiecką, PSL „Wyzwolenie” i „Piast oraz Piłsudskiego, który szantażując parlament swoim ustąpieniem, oświadczył: „Gabinetu Korfantego nie będzie”. Ostatecznie Wojciech Korfanty musiał ustąpić, ponieważ PPS zorganizowała przeciwko premierowi ulicę. Z triumfem pisała komunistkaM. Koszutska o zniszczeniu dewizy wyborczej Narodowej Demokracji, jakim było hasło „odrodzenia narodowego”. W sukurs komunistom, lewakom,belwederczykom przyszła prasa angielska,zwłaszcza zaś niemiecka wyraźnie dążąca do skompromitowania Korfantego jako człowieka i polityka. Obaj politycy – Korfanty i Piłsudski – różnili się mentalnością i koncepcjami politycznymi. Pił­sudski musiałby się zmierzyć z politykiem, który chciał silnego państwa parlamentarnego, z wyraźną dominacją autorytarnej władzy wykonawczej, popartej przez naród dla własnego rozwoju wewnętrznego i bezpieczeństwa zewnętrznego; politykiem typu zachodniego, ukształtowanego w szkole parlamentaryzmu niemieckiego. Naczelnik natomiast uważał się za męża opatrznościowego, obdarzonego charyzmą posłannictwa dziejowego, któremu Polacy powinnisię podporządkować bezwzględnie. Można zaryzykować twierdzenie, że nie doceniał roli włączenia Śląska do Polski. Punkt ciężkości polityki państwa przesunął na wschód.
  
Ostatecznie Korfanty w ostatnich miesiącach 1923 r. został wicepremierem i doradcą politycznym w rządzie Chjeno-Piasta, a po jego upadkuzajął się wielkimbiznesem, wchodząc do rad nadzorczych banków, spółek akcyjnych, towarzystw przemysłowych itp. Obsadzał na Śląsku intratne stanowiska Polakami, stopniowo, ale systematycznie wzmacniał kapitał polski w przemyśle górnośląskim i wiązał go z interesami państwa polskiego. W 1927 r. w przemyśle górnoślaskim pracowało ok. 250 inżynierów Polaków, podczas gdy w czasie powstań i plebiscytów zaledwie dwóch. Jako jedyny z polskich polityków dorobił się dużego majątku.
  
Miał nadzieję, że niezależność materialna zapewni mu niezależność polityczną. Tymczasem robotnicy zarzucali mu współpracę z kapitalistami niemieckimi, polscy urzędnicy i inżynierowie – brak dostępu do stanowisk, obsadzonych przez Niemców, rządzący i byli koledzy partyjni – łapówkarstwo, zwłaszcza pozałożeniu „Polonii” w Katowicach i wykupieniu „Rzeczypospolitej” wraz z drukarnią od I. Paderewskiego za 2 mln złotych, wreszcie– powiązania z„ciemnymi siłami międzynarodowymi” itp.
  
Walka polityczna z Piłsudskim zakończyła się klęską Korfantego. Sanacja pokonała siłą architekta zjednoczonej opozycji, który idee demokratyczne propagował w katowickiej „Polonii” i „Odnowie”, a po jej zamknięciu w redakcji „Zwrotu” i „Dziennika Bydgoskiego”. Piłsudczycy chcieli skończyć z politykiem nieprzejednanym wobec Niemców, niezłomnie i bezkompromisowo broniącym polskiego interesu narodowego. Przeszkadzał jej trybun ludowy, kierujący się zasadami ideowo moralnymi. W nikczemnych artykułach prasowych nazywano Korfantego karierowiczem, aferzystą, moralnym opryszkiem, szantażystą, obarczano winą za klęskę w wyborach komunalnychna Górnym Śląsku, wreszcie oddano pod Sąd Marszałkowski za pobieranie subsydiów od Górnośląskiego Związku Górniczo-Hutniczego. Zarzucano mu wydawanie dzienników z pomocą obcych subwencji. Politycy sanacyjni mieli podobne grzechy, ale ich przewaga nad Korfantym polegała na tym, że sprawowali władzę. Nie udało się im doprowadzić chadeckiego działacza do śmierci politycznej. Po okresie zniesławiania i izolacji politycznej pod koniec lat dwudziestych wrócił na arenę polityczną jako antysanacyjny przywódca, krytykujący istniejące w Polsce stosunki społeczno-ekonomiczne i polityczne. Najpodlejszym jednak posunięciem sanacji byłapróba odcięcia Korfantego od tradycji powstań śląskich, na której opierał swój autorytet moralny, polityczny i społeczny oraz przypisywanie zasług Michałowi Grażyńskiemu i Maciejowi Melżyńskiemu.
  
Aresztowanie go w 1930 r. było aktem zemsty sanacji. W Brześciu został poddany szykanom moralnym i fizycznym, próbowano go złamać i zastraszyć, bito, poniewierano. Wrócił na Śląsk w grudniu 1930 r. dzięki staraniom rodziny i przyjaciół politycznych nieugięty i niezłomny, aby walczyć o Polskę katolicką i praworządną.Wybrano go na senatora w Sejmie Śląskim. Napisał wówczas, że „większość narodu składa się z neutralnych, bezpartyjnych, tchórzliwych, wyzutych z odwagi cywilnej dusz niewolniczych lub marnych zjadaczy chleba [...]. Neutralność i bezpartyjność w takich czasach są największym grzechem względem dobra powszechnego, ojczyzny i narodu”, dlatego też naród ponosi odpowiedzialność za „haniebne dzieje”. Ta niezwykle trafna wypowiedźpo siedemdziesięciu latach jest aktualna dzisiaj.
  
Korfanty opowiedział się za nauką społeczną Kościoła i korporacyjnym państwem katolickim i narodowym. Przez pryzmat nauczania papieży analizował życie społeczne, religijne i polityczne społeczeństw. Odrzucił faszystowski i komunistyczny totalitaryzm, widząc w nim zagrożenie dla europejskiej kultury i cywilizacji łacińskiej, oraz demokracje parlamentarną i liberalną –jako ustroje nieudolne. Przedstawił Polakom wizję Polski „wielkiej, opartej na fundamentach zasad narodowych i chrześcijańskich, [...] poszanowaniu prawa i sprawiedliwości w pojęciu etyki chrześcijańskiej”. Skonkludował, że „państwo choćby najlepiej wypełniało swoje powinności wobec obywateli, jeśli odrzuca chrześcijańską moralność, przestaje być państwem nowoczesnym”.Tak w czasach Korfantego, jak i obecnych „ludzkość przeżywa wielki przełom i nie znosi połowicznych prawd i kompromisów. Dziś właśnie trzeba stawiać sprawę radykalnie i trzeba wyznawać barwę, nie wolno tolerować wahań i kompromisów, nie można się układać z przeciwnikami katolicyzmu”. Był więc Korfanty symbolem Polski katolickiej i postępowej, zwróconej ku Bałtykowi i Odrze. Prof. Glaser napisał: „Korfanty to człowiek, dla którego religia była nie jakimś szyldem polityka czy też środkiem dla takich czy innych celów, ale potrzebą całego jestestwa”.Z pewnością wytknąłby dzisiejszym politykom „maskowanie katolicką frazeologią polityki sprzecznej z katolicyzmem”.
  
A jak jest dzisiaj? Cóżoznaczają dla nas, Polaków,pojęcia „katolicki” i„nowoczesny”? Diametralnie zmieniliśmy ich znaczenie, wyrządzając niepowetowaną szkodę naszym dzieciom, które nie mając od nas dobrego przykładu, dystansują się o katolickiego modelu życia.
  
Korfanty demaskował politykę Niemiec dążących do odebrania Polsce Pomorza, Gdańska i Śląska oraz przekształcenia jej w wasala Rzeszy. Przestrzegał Polaków, że warunki etnograficzne, polityczne i ekonomiczne zadecydowały o wyznaczeniu Polsce roli przedmurza, które powinno być „dla aspiracji niemieckich nieprzekraczalne”, bowiem jego obalenie oznacza koniec „Polski jako państwa niepodległego”. Nie wolno nam o tym zapominać zwłaszcza obecnie. Powiedział także Polakom,że „historia jest dziełem woli i twórczej pracy każdego człowieka”. A zatem działaniem,ofiarą i ciężką pracą, a nie narzekaniem i obojętnością,naród może uczynić swoje dzieje wzniosłymi.
  
Od 6 kwietnia 1935 r. przebywał Korfanty w Czechosłowacji, ponieważ władze sanacyjne szykowały mu pobyt w Berezie Kartuskiej za rzekome oszustwa podatkowe popełnione w 1933 r. Przystąpił do Frontu Morges, a następnie został prezesem utworzonego w 1937 r. Stronnictwa Pracy. Był do końca optymistą. Chciał ratować Polskę przed agresją niemiecką poprzez ścisły sojusz z Czechosłowacją i przymierze z państwami zachodnimi. W kwietniu 1939 r. wrócił do Katowic, aby służyć Ojczyźnie, ale następnego dnia został aresztowany przez polskie władze, o czym powiadomiła świat niemiecka rozgłośnia w Katowicach. W celi więziennej spędził 82 dni. Po uwolnieniu operujący go lekarz płk Szarecki stwierdził, że „owrzodzenie wątroby jest typowym objawem zatrucia arszenikiem”.
  
Socjalista Franciszek Morawski napisał, że „pomniejszono i sponiewierano jego przeszłość, odepchnięto go i wyrzucono poza nawias ojczystej rzeczywistości” i – co najważniejsze –nie mógł wziąć udziału w rozstrzygającej walce, jaką była kampania wrześniowa.
  
W testamencie Wojciech Korfanty napisał:
  
Wypowiadam gorącą prośbę do ludu śląskiego, by pozostał wierny zasadom chrześcijańskim i swemu przywiązaniu do Polski.
  
Wojciech Korfanty był znakomitym kontynuatorem Józefa Lompy, Józefa Szafranka ii Karola Miarki w dziele pogłębiania świadomości narodowej i miłościku Polsce – „Matce Śląska”– ludu śląskiego. Jego przebudzenie uznano za fenomen polskiej historii.Bronił praw tego ludu przed germanizacją przez 18 latjako pisarz polityczny na łamach „Górnoślązaka”, „Polaka”, „Kuriera Śląskiego” i „Polonii”, a przez 40 lat zmagał się o jego integrację z Polską.Stanął na czele dwóch zrywów zbrojnych, po których najbardziej uprzemysłowiona część tej ziemi znalazła się w granicach II Rzeczypospolitej.Nagrodą były dla niego więzienia i emigracja, ale powrót do kraju w dramatycznym okresie, jakim był 1939 r., jest świadectwem heroizmu, na który mógł się zdobyć jedynie Polak z urodzenia i z wyboru.

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW