Teresa
Bloch
Temat Miesiąca

Wśród mężów stanu okresu międzywojennego Wojciech Korfanty
zajmuje wyjątkowe miejsce. Jako polityk piastował wiele zaszczytnych
stanowisk. Był posłem polskim w niemieckim parlamencie, komisarzem
Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu, polskim komisarzem plebiscytowym na
Śląsku i dyktatorem trzeciego powstania śląskiego. W II
Rzeczypospolitej został wybrany na posła na Sejm RP, był wicepremierem
i prezesem Stronnictwa Pracy. Po zamachu majowym, w okresie rządów
autorytarnych, był więźniem i emigrantem politycznym.
Zwolennicy
widzieli w nim najwybitniejszego polityka, obdarzonego talentem
oratorskim i ambicją, człowieka, który cele strategiczne realizował
poprzez wykonywanie z niezwykłą precyzją bieżących zadań. Przeciwnicy
atakowali go brutalnie za łączenie polityki z biznesem, za żelazną
konsekwencję w działaniu, krytycyzm i niezłomną wolę służenia Polsce
całym sercem, zdolnościami i umiejętnościami. Większość Polaków
widziała w nim męża opatrznościowego, który przyczynił się do
odzyskania przez Polskę Śląska iuznała go za symbol zwycięstwa nad
niemczyzną.
Droga,
jaką przebył z górniczej osady Sadzawka, położonej niedaleko Katowic,
do najwyższych godności w II Rzeczypospolitej, jest niezwykle
interesująca. W czteroklasowej szkole ludowej w Siemianowicach
dowiedział się o wybitnych osiągnięciach narodu niemieckiego, do
którego „miał zaszczyt należeć”. Niemcami byli nauczyciele, urzędnicy,
lekarze, adwokaci, Polakami – robotnicy i chłopi. Zastanawiała go tylko
wrogość Niemców do wszystkiego, co polskie i słowiańskie. Manifestowali
ją na każdym kroku wobec Polaków, wytykając im niższość cywilizacyjną i
kulturalną.Polacy na Śląsku, zdaniem Niemców,nie mogli być panami, lecz
jedynie robotnikami. Taki stereotyp Polaka podważyli bracia Skowrońscy,
Polacy, z których jeden był lekarzem, a drugi duchownym. Obaj byli
panami i mówili „jakoś pięknie po polsku”. Młody Wojtek zaczął wątpić w
prawdomówność swoich nauczycieli.
W gimnazjum hakatystyczni profesorowie
rozbudzili w nim „ciekawość do książki polskiej”. Chciał poznać dzieje
i kulturę poniżanego narodu, do którego przecież należeli jego rodzice.
W tym celu założył siedmioosobowe kółko samokształceniowe. Pana
Tadeusza – jak sam napisał – przeczytał z pomocą słownika
polsko-niemieckiego. W książki polskie zaopatrywał go ks. Skowroński.
Rozmowy z duchownym,wycieczki do Krakowa i Lwowa ukształtowały w duszy
młodzieńca idealistyczny obraz Rzeczypospolitej. Starał się
upowszechnić gowśród kolegów. Za tę działalność na kilka miesięcy przed
egzaminem dojrzałości został relegowany z gimnazjum. Ukończył je jako
ekstern, korzystając z pomocy materialnej J. Kościelskiego z
Wielkopolski, a następnie został wolnym słuchaczem politechniki w
Charlottenburgu pod Berlinem. Zetknął się tam z członkami
zakonspirowanej Ligi Narodowej i tajnym Związkiem Młodzieży Polskiej
„Zet” oraz socjaldemokratami.Odnalazł się wruchu narodowym.
W
1898 r. Wojciech Korfanty przeniósł się na Uniwersytet Wrocławski. Na
skrystalizowanie poglądów społecznych i ideowopolitycznych młodego
studenta wywarły wpływ wykłady z ekonomii politycznej profesora W.
Sombarta. Wstąpił wówczas do zreformowanego „Zetu”, wyraźnie
stawiającego sobie cele niepodległościowe. Głoszone przez zetowców
hasła narodowe i antyniemieckie trafiały do najbardziej wartościowej
młodzieży na Górnym Śląsku, która mozolnie zdobywała świadomość
narodową. Pomagał jej w tym Wojciech Korfantypoprzez organizowanie
krajoznawczych wycieczek i kolportaż prasyz Królestwa i Galicji.
Osobiście pogłębił swoją wiedzę o Polsce,będąc korepetytorem młodego
Jundziłła z Litwy, z którym podróżował po Rosji, Austrii, Francji i
Holandii. Zadebiutował wówczas jako dziennikarz, pisząc artykuły do
prasy warszawskiej i galicyjskiej.
Wojciech
Korfanty zainaugurował swąkarierę polityczną wystąpieniem 13 stycznia
1901 r. na bytomskim zjeździe towarzystw polskich. Przeciwstawił się
przywódcom ruchu polskiego, skupionym wokół redakcji czasopisma
„Katolik” i dominacji politycznej niemieckiej partii katolickiej
Centrum. Namawiał Ślązaków do wybierania posłów Polaków i rozpoczęcia
walki o poprawę położenia ludu śląskiego. Te idee rozpowszechniał w
poznańskiej „Pracy” i w wydawanych broszurach (Precz z Centrum!
Baczność! Chleb drożeje), eksponując polskość Górnoślązaków, ich
nierozerwalną jedność i tożsamość z narodem polskim, których nie są w
stanie zniszczyć żadne podziały polityczne i kordony graniczne. Ruch
wszechpolski zdaniem Korfantego to zacięta walka „o język, wiarę,
obyczaje, prawa odziedziczone po przodkach naszych”, to droga do
„rozwoju i rozkwitu” narodu polskiego. Nie można więc w tej walce
stawiać na ugodę i lojalizm czy rozpacz, ani też liczyć na pomoc posłów
Centrum, wspieranych przez duchowieństwo narodowości niemieckiej,
zwalczające polskie gazety i germanizujące dzieci. Stwierdził, że
„Polaka tylko Polak obroni”, dlatego kazał wybierać własnych posłów do
Koła Polskiego w Reichstagu.
Redaktorem
ukazującego się od 1901 r. „Górnoślązaka” został świetny publicysta,
poliglotai erudyta z zakresu prawa, filozofii i historii – Wojciech
Korfanty. W artykule programowym zdecydowanie opowiedział się za
przynależnością Śląska do Polski, działaniami zmuszającymi Niemców do
przywrócenia języka polskiego w szkole, administracji i sądownictwie
oraz za ochroną przed wyzyskiem ludu śląskiego. Za takie poglądy władze
pruskie wytoczyły mu proces i skazały na cztery miesiące więzienia, nie
przeczuwając nawet, że stawały się w ten sposób współtwórcą sławy i
legendy młodego działacza narodowego, natomiast ruch
narodowodemokratyczny otrzymał swego pierwszego bohatera i męczennika.
Po
odbyciu kary w połowie 1902 r. W. Korfanty uczestniczył w krakowskiej
naradzie członków Ligi Narodowej z udziałem R. Dmowskiego, Z.
Balickiego i J. L. Popławskiego, na której zapadła decyzja o
rozpoczęciu na Śląsku kampanii wyborczej samodzielnie i powołaniu
organizacji skupiającej wszystkie polskie siły na tym terenie.
Oznaczało to w okresie kampanii wyborczej bezwzględną walkę z Centrum i
„Katolikiem”,które sprowadzały istotę ruchu polskiego do obrony języka
i bytu, domagając się od Ślązaków lojalności wobec państwa pruskiego, a
sprawę niepodległości Polski traktowały akademicko.
Agitacja
przedwyborcza przybrała niezwykle ostry charakter, ale próba
skompromitowania Korfantego przez zwolenników Centrum i „Katolika” nie
powiodła się. 25 czerwca 1903 r. został wybranyna posła. Robotnicy za
cenę krwi 74 swoich kolegów, życia jednego z nich, uwięzienia ojca i
brata Wojciecha, szykan i kar pieniężnych opowiedzieli się za programem
narodowym. Korfanty, jak pisała prasa polska, „był symbolem narodowego
przebudzenia” starej ziemi piastowskiej. I dodawała, że „żaden czyn
polityczny nie miał tej doniosłości dla Śląska, co pierwsze wybory”,
ponieważ z najgłębszych pokładów duszy Ślązaków wyszła na powierzchnię
polskość, tłumiona przez sześć wieków.
Po
wejściu Korfantego do Koła Polskiego, który dał się poznać jako świetny
mówca i odważny obrońca praw ludności polskiej na Śląsku, zaniepokoił
się w 1904 r. kanclerz Rzeszy,Bulow, obawiając się słusznie, że jest to
początek akcji politycznej Polaków zamierzających połączyć Górny Śląsk
z Wielkopolską, a następnie z Krakowem. Zagrażałoby to interesom
niemieckim, bowiem „Górny Śląsk jest krainą żelaza i czarnych
diamentów; jego skarby są- jak stwierdził kanclerz – dla naszego
rozwoju niezbędne w czasie pokoju [...] i musimy się starać, aby Górny
Śląsk pozostał pruskim i niemieckim”. Bulowowi odpowiedział Korfanty w
swym pierwszym przemówieniu na forum Reichstagu 24 stycznia 1904 r.
Zdemaskował w nim bezwzględny system germanizacyjny na Górnym Śląsku,
udowodnił integralną więź Górnoślązaków z narodem polskim, wskazał na
wszechstronny charakter wyzysku społecznego i pogardę Niemców,
wyrażającą się w określaniu Górnoślązaków „Wasserpolakami”, od których
żądano nie „tylko siły roboczej [...] ale ciała i duszy, przekonania
narodowego i politycznego”. Zaprzeczył, że ruch narodowy na Górnym
Śląsku został przyniesiony z zewnątrz. Podkreślił, odwołując się do
własnych doświadczeń, że zmartwychwstała tłumiona przez wieki polskość
dzięki wierze i Bogiem silnej rodzinie, że odniosła zwycięstwo nad
pogardą, szykanami i drylem pruskim.
Wraz
z wyborem na posła rozpoczął się w życiu Korfantego okres niezwykle
trudny. Poznał wówczas kulisy i mechanizmy wielkiej polityki, musiał
nauczyć się sztuki osiągania kompromisu, aby być skutecznym w
działaniu. Zerwałz „Górnoślązakiem”, założył własną gazetę, „Polaka”,
której został redaktorem. Odszedł od młodzieńczych porywów
„szturmowania nieba” na rzeczrealizmu politycznego. W 1905 r. parlament
uwzględnił protesty Centrum i unieważnił mandat Korfantego z okręgu
katowicko-zabrzańskiego.Polak przetrzymał wszystkie ataki i wybory
wygrał. Dało to podstawę do tworzenia rzeczywistej jedności polskiego
obozu narodowego oraz do rozmów z przegranym Centrum, które zakończyły
się kompromisem. Czasopismo „Katolik”, zgodnie z umową, miałobudować
mosty do porozumienia z duchowieństwem, „Polak” – krytykować istniejący
porządek społeczny wobec narastającego wrzenia rewolucyjnego.
Na
przełomie1907 i 1908 r. rozeszły się drogi Wojciecha Korfantego z
Romanem Dmowskim na tle prorosyjskiego kursu lidera narodowców.
Korfanty wstąpił do założonego w 1908 r. w Poznaniu Polskiego
Towarzystwa Demokratycznego – jak napisał Czesław Lechicki –
„ekspozytury Ligi Narodowej”. Kolejne wybory do Reichstagu poprzedzały
taktyczne sojusze i kompromisy z„Katolikiem”, którego redaktor,Adam
Napieralski, czekał na dogodną sytuację, aby wyeliminować „sojusznika”
z walki. Okazja nadarzyła sięw czasie głosowania w parlamencie pruskim
Koła Polskiego przeciwko wszelkim podatkom pośrednim, m.in. od cukru,
kiedy Korfanty, podporządkowując się zasadzie solidarności, nie wziął
udziału w głosowaniu. Rozgorzała polemika pomiędzy Korfantym i jego
adwersarzami: Napieralskim i Kapitzą oraz socjaldemokratami. Skutki
okazały się katastrofalne dla Korfantego i centrowców. Dopiero obawa
przed przechwyceniem mas przez socjaldemokratów, nazywanych „czerwonym
niebezpieczeństwem”, i nasilające się ataki hakatystówpozornie
pogodziłyzwaśnione strony.
Dnia 10 listopada 1910 r. został podpisany akt
ugody z Centrum i „Katolikiem”, stwierdzający, że „podstawą bytu
naszego ludu pod względem narodowym, socjalnym i ekonomicznym” jest
<praca pozytywna>, [...] walka z socjaldemokracją, hakatystami i
siłami germanizacyjnymi”. Korfanty podpisał porozumienie dla dobra
Polaków. Napieralskiemu przyświecały inne cele. Przejmując „Polaka” i
„Kuriera Śląskiego” oraz powierzając Korfantemu stanowisko płatnego
redaktora, z formalnym prawem zachowania samodzielności własnych
poglądów, chciał „przeciwnika unieszkodliwić [...] i <mieć go pod
ręką>, żeby już więcej nie brykał”.Tak się stało.Z wojny prasowej
zwycięsko wyszedł jego przeciwnik polityczny – Adam Napieralski. Cena
porozumienia, które było odwrotem Korfantego od dotychczasowej
polityki, była niezwykle wysoka. Endecja utraciła rząd dusz na Górnym
Śląsku, a sam Korfanty z powodów finansowych podejmował pracę w
Komitecie Oświatowym Rady Narodowej dla Berlina i Środkowych Niemiec,
we Wschodniej Agencji Telegraficznej w Berlinie, dorabiałw „Kurierze
Warszawskim”, w „Dzienniku Poznańskim”, zaniechał działalności
parlamentarnej w sejmie pruskim. Z lewa i z prawa obrzucano go
niewybrednymi epitetami.
Po
wybuchu pierwszej wojny światowej Korfanty postawił na zwycięstwo
Niemiec. Rozmowy z politykami niemieckimi o odbudowaniu chociażby
namiastki państwowości polskiej izniesienie ustawodawstwa antypolskiego
zakończyły się niepowodzeniem. Załamały się także rozmowy z Naczelnym
Komitetem Narodowym, na który liczyli Niemcy, że wywoła powstanie w
Królestwie Polskim, które zaangażuje siły rosyjskie i pozwoli Niemcom
przerzucić wojsko z frontu wschodniego na front zachodni.Zrozumiał
Korfanty swój błąd już w grudniu 1914 r. i wycofał się ze współpracy z
Niemcami. Napisał wówczas, że na ziemiach polskich pod zaborem pruskim,
„zwycięstwo pruskie byłoby nieszczęściem nie tylko dla Polski, ale i
dla całego świata”, a zatem „zbrodnię popełnia ten Polak wobec
ojczyzny, co pomaga Prusakom w ich akcji wojennej”.
Na
arenie politycznej pojawił się pod koniec pierwszej wojny światowej.
Latem 1918 r. opowiedział się po stronie endecji, która poparła go w
wyborach uzupełniających do Reichstagu w okręgu
gliwicko-lublinieckim.Zwycięstwo Korfantego nad kandydatem Centrum było
przytłaczające. W swym głośnym przemówieniu 25 października 1918 r. w
Reichstagu domagał się połączenia z odradzającą się Polską wszystkich
etnicznie polskich ziem zaboru pruskiego, co było aktem niezwykłej
odwagi, bowiem Niemcy dysponowały siłą, której mogli użyć do walki z
Polakami. Kapitulacja Niemieci rewolucja berlińska umożliwiły mu wyjazd
z Berlina do Poznania i wejście do Naczelnej Rady Ludowej.
W
Warszawie witały go entuzjastycznie tłumy. Stał się „bożyszczem ulicy”,
„bohaterem narodowym”, „zbawcą Ojczyzny”, ale nie tworzył władz
naczelnych odrodzonej Polski, ponieważ jego rozmowy z Piłsudskim
zakończyły się fiaskiem. Stał się dla marszałka niebezpiecznym
konkurentem w walce o władzę. Opracowany przez Korfantego zamach na
rząd Moraczewskiego rozbił się ochore ambicje przedstawicieli prawicy i
bezkompromisowe działania socjalistów, którzy w czasie jego
przemówienia na wiecu zorganizowanym w cyrku strzelali do niego.
Opuścił więc Warszawę i udał się do Poznania, gdzie3 grudnia 1918 r.
wziął udział w posiedzeniach Sejmu Dzielnicowego Ziem Polskich byłego
Zaboru Pruskiego. Wśród działaczy NRL wyróżniał się tym, że posiadał
skrystalizowaną koncepcję politycznego działania, polegającą na
wyzwoleniu Śląska, Wielkopolski i Pomorza spod panowania pruskiego w
oparciu o działania zbrojne miejscowej ludności, pomoc „błękitnej
armii” J. Hallera i wsparcie dyplomatyczne
Ententy w rokowaniach z Niemcami, bez liczenia na pomoc zbrojną
Piłsudskiego, który –zdaniem Korfantego – nie zamierzał jej udzielić.
Zwycięstwo Wielkopolan w powstaniu, rokowania Korfantego z Niemcami w
BerlinieiF. Focha w Trewirze potwierdziły słuszność tej koncepcji.
W
obradującym w lutym 1919 r. Sejmie Ustawodawczym był najbardziej
doświadczonym parlamentarzystą, posiadającym głęboką wiedzę i najlepszą
znajomość problematyki zaboru pruskiego i Śląska. Miał za sobą
piętnaście lat posłowania w parlamencie Rzeszy i w sejmie pruskim.Jako
przewodniczący klubu Związku Ludowo-Narodowego kierował pracami komisji
konstytucyjnej i komisji spraw zagranicznych. Bronił interesów
Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej, która pozostała wierna Komitetowi
Narodowemu Polskiemu i R. Dmowskiemu.
Był
przeciwny wybuchowi powstania na Śląsku, obawiając się socjaldemokratów
niemieckich, którzy politycznie dezorientowali i terroryzowali ludność
polską. Opowiedział się za politycznym rozwiązaniem kwestii Śląska. W
czasie rokowań szantażował Niemców możliwością rozruchów na Górnym
Śląsku. Przeciwnicy Korfantego zarzucają mu, że przegapił
najkorzystniejszy dla Polski czas tworzenia faktów dokonanych na Śląsku
na przełomie 1918 i 1919 r. Korfanty na swoją obronę przytoczył kilka
argumentów. Po pierwsze stwierdził,że tylko jedna trzecia ludności
polskiej Śląska w tym okresie mogłaby wziąć udział w powstaniu, co
niewątpliwie oznaczało klęskę.Po drugie, bez należytego przygotowania
akcji do powstania parła Polska Organizacja Wojskowa, którą chcieli
opanować piłsudczycy ( od lata 1920 r. Michał Grażyński), alenie
cieszyła się ona większym poparciem Górnoślązaków. Po trzecie, w
sprawie Śląska Komisja Cambona opowiedziała się za jego włączeniem do
Polski, a polscy przedstawiciele na konferencji paryskiej– R. Dmowski
iI. J. Paderewski – domagali się od Korfantego spokoju na Śląsku „bez
względu na ucisk i prowokacje niemieckie”. Dopiero po podpisaniu
traktatu wersalskiego,który zdecydował, że o losie tych ziem miał
przesądzić plebiscyt, Korfanty nie byłw stanie zapobiec wybuchowi
powstania w sierpniu 1919 r. Zakończyło się ononiepowodzeniem i
rozpętaniem przez Niemców antypolskiego terroru. Korfanty włożył wiele
wysiłku w likwidację skutków przegranej. Wierzył jednak, że plebiscyt
przyniesie dla Polski korzystne rozwiązania, tym bardziej że w końcu
stycznia 1920 r. przybyli na Górny Śląsk przedstawiciele i wojska
alianckie.
Na początku 1920 r. rząd polski powierzył mu
urząd komisarza plebiscytowego. Pełnił go z wielkim poświęceniem,
wykorzystując swoje zdolności i doświadczenie polityczne. Można
powiedzieć, że był mózgiem komitetu plebiscytowego, którego siedziba
mieściła się w hotelu „Lomnitz” w Bytomiu. Skupił wokół siebie ogromny
zespół ludzi – ok. 1000 osób w bytomskiej centrali i blisko 1300
działaczy w terenie o różnych orientacjach politycznych, których
przekonał, że zwycięstwo w plebiscycie jest nadrzędnym celem narodowym,
ponieważ „lud górnośląski po siedmiu wiekach rozłąki, cierpień i
niewoli w triumfalnym pochodzie pospieszy uścisnąć Matkę Ojczyznę i z
nią się połączy na wieki”. Chciał, aby ci ludzie tworzyli podwaliny
przyszłej administracji polskiej na Górnym Śląsku. Przemawiał jak mąż
stanu płynnie w języku niemieckim, francuskim i angielskim. Związał się
politycznie z Chrześcijańskim Zjednoczeniem Ludowym, które opowiedziało
się za Polską jako państwem katolickim, o ustroju republikańskim i
konstytucyjnym, broniącym interesów wszystkich obywateli w oparciu o
zasady chrześcijańskie w życiu społecznym i politycznym. Pełnomocnik
rządu pruskiego na Górnym Śląsku, książę Hatzfeldt, stwierdził, iż
„agitacja polska została zorganizowana w wielkim stylu”. Korfanty
bowiem posługiwał się argumentami narodowo-politycznymi, wskazując na
polskość tej ziemi i więzi duchowe, ekonomiczne i historyczne łączące
ją z resztą Polski.Obiecywał ludowi śląskiemu dobrobyt, opiekę rządu,
dostęp do stanowisk państwowych. Podjął dramatyczną i heroiczną próbę
likwidowania skutków germanizacji, przyspieszenia procesów
„konsolidacji narodowej, kształtowania polskiej świadomości narodowej i
postaw patriotycznych”.Nacjonaliści niemieccy chcieli fizycznie i
politycznie zniszczyć przeciwnika. Bojówkarzeatakowali hotel,
rozpowszechniali ośmieszające dowcipy i satyryczne wierszyki o
Korfantym, nazywali go awanturnikiem, przebiegłym graczem politycznym,
szpiegiem rosyjskimi płatnym agentem rządu niemieckiego.
Wybuch
drugiego powstania śląskiego 19 sierpnia 1920 r. poprzedziły ważne
wydarzenia międzynarodowe ikatastrofalna sytuacja na froncie wschodnim.
W okresie największych niepowodzeń w wojnie z bolszewikami przegraliśmy
plebiscyt na Warmii i Mazurach, zostaliśmy zlekceważeni w Spa.
Zachwiała się wiarą w Polskę nawet u najbardziej uświadomionego ludu
śląskiego, przy potęgującym się terrorze i dążeniu Niemców do siłowego
rozstrzygnięcia losów Górnego Śląska. Korfanty chciał zapobiec
nieszczęściu, ale do powstania parła śląska POW. Powstańcy nie odnieśli
zwycięstwa, jednakże ich determinacja skłoniła Niemców do rokowań.
Przyjęli oni zdaniem Korfantego bez zastrzeżeń warunki polskie:
zgodzili się na usunięcie niemieckiej zielonej policji i zastąpienie
jej przez plebiscytową, usunęli ze Śląska napływowe osoby, utworzyli
wspólnie z Polakami komisję polsko-niemiecką czuwającą nad utrzymaniem
ładu i porządku.
Korfanty
spodziewał się, że 20 marca 1921 r. Polacy odniosą zwycięstwo
plebiscytowe. Stało się inaczej. Spośród ogółu głosujących 59,6%
opowiedziało się za przynależnością doNiemiec.Po odrzuceniu głosów
emigrantów zwycięstwo niemieckie było nieznaczne, gdyż wynosiło 51,6 %
w stosunku do 48,4 % głosów oddanych za Polską. Nie wpłynęło to jednak
na decyzję sojuszników. Anglicy powiadomili polskiego komisarza o swoim
projekcie przyznania Polsce jedynie powiatów pszczyńskiego i
rybnickiego oraz skrawków katowickiego, co oznaczało utratę okręgów
przemysłowych. Korfanty na własną odpowiedzialność 23 marca wysunął
projekt podziału Śląska, zwany linią Korfantego, według którego z
obszaru plebiscytowego Polska miała otrzymać 6,4 tys. km kw. Komisja
Międzysojusznicza nie przyjęła propozycji polskiego komisarza
plebiscytowego,lecz przesłała Radzie Najwyższej Koalicjidwa projekty
podziału Śląska: angielsko-włoski i francuski. Oba były niezwykle
krzywdzące dla Polski. Ostatnim środkiem nacisku pozostawało powstanie.
Wybuchłow nocy z 2 na 3 maja 1921 r. Korfanty ogłosił się dyktatorem.
Rząd naciskał, aby jak najszybciej zakończyć działania wojenne,
powstańcy chcieli jednoznacznych i ostatecznych rozstrzygnięć,
natomiast wódz powstania szukał własnej drogi rozwiązania konfliktu nie
bacząc na oszczerstwa. Wykazał się talentem organizacyjnym, dyplomacją
izdolnościami propagandowymi. Zakończył powstanie w momencie jak
najbardziej dogodnym. Nie przypuszczał,że za kilka lat do tego sukcesu
będzie pretendował sanacyjny wojewoda śląski Michał Grażyński.
Ostatecznie Rada Ambasadorów przyznała Polsce
1/3 obszaru plebiscytowego, najbardziej uprzemysłowionego, Górnego
Śląskai ponad 40% ludności. Po stronie niemieckiej pozostało ok. 800
tys. Polaków. Zastrzeżonona 15 lat łączność gospodarczą obu
podzielonych części Górnego Śląska.
W
1922 r. uzyskał mandat posła do Sejmu RP i Sejmu Śląskiego. W okresie
kolejnego przesilenia gabinetowego 14 lipca1922 r.Komisja Główna Sejmu
desygnowała go na stanowisko premiera. Miał przeciwko sobie zaciekle
zwalczających go socjalistów,klub żydowski i mniejszość niemiecką, PSL
„Wyzwolenie” i „Piast oraz Piłsudskiego, który szantażując parlament
swoim ustąpieniem, oświadczył: „Gabinetu Korfantego nie będzie”.
Ostatecznie Wojciech Korfanty musiał ustąpić, ponieważ PPS
zorganizowała przeciwko premierowi ulicę. Z triumfem pisała
komunistkaM. Koszutska o zniszczeniu dewizy wyborczej Narodowej
Demokracji, jakim było hasło „odrodzenia narodowego”. W sukurs
komunistom, lewakom,belwederczykom przyszła prasa angielska,zwłaszcza
zaś niemiecka wyraźnie dążąca do skompromitowania Korfantego jako
człowieka i polityka. Obaj politycy – Korfanty i Piłsudski – różnili
się mentalnością i koncepcjami politycznymi. Piłsudski musiałby się
zmierzyć z politykiem, który chciał silnego państwa parlamentarnego, z
wyraźną dominacją autorytarnej władzy wykonawczej, popartej przez naród
dla własnego rozwoju wewnętrznego i bezpieczeństwa zewnętrznego;
politykiem typu zachodniego, ukształtowanego w szkole parlamentaryzmu
niemieckiego. Naczelnik natomiast uważał się za męża opatrznościowego,
obdarzonego charyzmą posłannictwa dziejowego, któremu Polacy powinnisię
podporządkować bezwzględnie. Można zaryzykować twierdzenie, że nie
doceniał roli włączenia Śląska do Polski. Punkt ciężkości polityki
państwa przesunął na wschód.
Ostatecznie
Korfanty w ostatnich miesiącach 1923 r. został wicepremierem i doradcą
politycznym w rządzie Chjeno-Piasta, a po jego upadkuzajął się
wielkimbiznesem, wchodząc do rad nadzorczych banków, spółek akcyjnych,
towarzystw przemysłowych itp. Obsadzał na Śląsku intratne stanowiska
Polakami, stopniowo, ale systematycznie wzmacniał kapitał polski w
przemyśle górnośląskim i wiązał go z interesami państwa polskiego. W
1927 r. w przemyśle górnoślaskim pracowało ok. 250 inżynierów Polaków,
podczas gdy w czasie powstań i plebiscytów zaledwie dwóch. Jako jedyny
z polskich polityków dorobił się dużego majątku.
Miał
nadzieję, że niezależność materialna zapewni mu niezależność
polityczną. Tymczasem robotnicy zarzucali mu współpracę z kapitalistami
niemieckimi, polscy urzędnicy i inżynierowie – brak dostępu do
stanowisk, obsadzonych przez Niemców, rządzący i byli koledzy partyjni
– łapówkarstwo, zwłaszcza pozałożeniu „Polonii” w Katowicach i
wykupieniu „Rzeczypospolitej” wraz z drukarnią od I. Paderewskiego za 2
mln złotych, wreszcie– powiązania z„ciemnymi siłami międzynarodowymi”
itp.
Walka
polityczna z Piłsudskim zakończyła się klęską Korfantego. Sanacja
pokonała siłą architekta zjednoczonej opozycji, który idee
demokratyczne propagował w katowickiej „Polonii” i „Odnowie”, a po jej
zamknięciu w redakcji „Zwrotu” i „Dziennika Bydgoskiego”. Piłsudczycy
chcieli skończyć z politykiem nieprzejednanym wobec Niemców, niezłomnie
i bezkompromisowo broniącym polskiego interesu narodowego. Przeszkadzał
jej trybun ludowy, kierujący się zasadami ideowo moralnymi. W
nikczemnych artykułach prasowych nazywano Korfantego karierowiczem,
aferzystą, moralnym opryszkiem, szantażystą, obarczano winą za klęskę w
wyborach komunalnychna Górnym Śląsku, wreszcie oddano pod Sąd
Marszałkowski za pobieranie subsydiów od Górnośląskiego Związku
Górniczo-Hutniczego. Zarzucano mu wydawanie dzienników z pomocą obcych
subwencji. Politycy sanacyjni mieli podobne grzechy, ale ich przewaga
nad Korfantym polegała na tym, że sprawowali władzę. Nie udało się im
doprowadzić chadeckiego działacza do śmierci politycznej. Po okresie
zniesławiania i izolacji politycznej pod koniec lat dwudziestych wrócił
na arenę polityczną jako antysanacyjny przywódca, krytykujący
istniejące w Polsce stosunki społeczno-ekonomiczne i polityczne.
Najpodlejszym jednak posunięciem sanacji byłapróba odcięcia Korfantego
od tradycji powstań śląskich, na której opierał swój autorytet moralny,
polityczny i społeczny oraz przypisywanie zasług Michałowi Grażyńskiemu
i Maciejowi Melżyńskiemu.
Aresztowanie
go w 1930 r. było aktem zemsty sanacji. W Brześciu został poddany
szykanom moralnym i fizycznym, próbowano go złamać i zastraszyć, bito,
poniewierano. Wrócił na Śląsk w grudniu 1930 r. dzięki staraniom
rodziny i przyjaciół politycznych nieugięty i niezłomny, aby walczyć o
Polskę katolicką i praworządną.Wybrano go na senatora w Sejmie Śląskim.
Napisał wówczas, że „większość narodu składa się z neutralnych,
bezpartyjnych, tchórzliwych, wyzutych z odwagi cywilnej dusz
niewolniczych lub marnych zjadaczy chleba [...]. Neutralność i
bezpartyjność w takich czasach są największym grzechem względem dobra
powszechnego, ojczyzny i narodu”, dlatego też naród ponosi
odpowiedzialność za „haniebne dzieje”. Ta niezwykle trafna wypowiedźpo
siedemdziesięciu latach jest aktualna dzisiaj.
Korfanty
opowiedział się za nauką społeczną Kościoła i korporacyjnym państwem
katolickim i narodowym. Przez pryzmat nauczania papieży analizował
życie społeczne, religijne i polityczne społeczeństw. Odrzucił
faszystowski i komunistyczny totalitaryzm, widząc w nim zagrożenie dla
europejskiej kultury i cywilizacji łacińskiej, oraz demokracje
parlamentarną i liberalną –jako ustroje nieudolne. Przedstawił Polakom
wizję Polski „wielkiej, opartej na fundamentach zasad narodowych i
chrześcijańskich, [...] poszanowaniu prawa i sprawiedliwości w pojęciu
etyki chrześcijańskiej”. Skonkludował, że „państwo choćby najlepiej
wypełniało swoje powinności wobec obywateli, jeśli odrzuca
chrześcijańską moralność, przestaje być państwem nowoczesnym”.Tak w
czasach Korfantego, jak i obecnych „ludzkość przeżywa wielki przełom i
nie znosi połowicznych prawd i kompromisów. Dziś właśnie trzeba stawiać
sprawę radykalnie i trzeba wyznawać barwę, nie wolno tolerować wahań i
kompromisów, nie można się układać z przeciwnikami katolicyzmu”. Był
więc Korfanty symbolem Polski katolickiej i postępowej, zwróconej ku
Bałtykowi i Odrze. Prof. Glaser napisał: „Korfanty to człowiek, dla
którego religia była nie jakimś szyldem polityka czy też środkiem dla
takich czy innych celów, ale potrzebą całego jestestwa”.Z pewnością
wytknąłby dzisiejszym politykom „maskowanie katolicką frazeologią
polityki sprzecznej z katolicyzmem”.
A jak
jest dzisiaj? Cóżoznaczają dla nas, Polaków,pojęcia „katolicki”
i„nowoczesny”? Diametralnie zmieniliśmy ich znaczenie, wyrządzając
niepowetowaną szkodę naszym dzieciom, które nie mając od nas dobrego
przykładu, dystansują się o katolickiego modelu życia.
Korfanty
demaskował politykę Niemiec dążących do odebrania Polsce Pomorza,
Gdańska i Śląska oraz przekształcenia jej w wasala Rzeszy. Przestrzegał
Polaków, że warunki etnograficzne, polityczne i ekonomiczne
zadecydowały o wyznaczeniu Polsce roli przedmurza, które powinno być
„dla aspiracji niemieckich nieprzekraczalne”, bowiem jego obalenie
oznacza koniec „Polski jako państwa niepodległego”. Nie wolno nam o tym
zapominać zwłaszcza obecnie. Powiedział także Polakom,że „historia jest
dziełem woli i twórczej pracy każdego człowieka”. A zatem
działaniem,ofiarą i ciężką pracą, a nie narzekaniem i
obojętnością,naród może uczynić swoje dzieje wzniosłymi.
Od
6 kwietnia 1935 r. przebywał Korfanty w Czechosłowacji, ponieważ władze
sanacyjne szykowały mu pobyt w Berezie Kartuskiej za rzekome oszustwa
podatkowe popełnione w 1933 r. Przystąpił do Frontu Morges, a następnie
został prezesem utworzonego w 1937 r. Stronnictwa Pracy. Był do końca
optymistą. Chciał ratować Polskę przed agresją niemiecką poprzez ścisły
sojusz z Czechosłowacją i przymierze z państwami zachodnimi. W kwietniu
1939 r. wrócił do Katowic, aby służyć Ojczyźnie, ale następnego dnia
został aresztowany przez polskie władze, o czym powiadomiła świat
niemiecka rozgłośnia w Katowicach. W celi więziennej spędził 82 dni. Po
uwolnieniu operujący go lekarz płk Szarecki stwierdził, że „owrzodzenie
wątroby jest typowym objawem zatrucia arszenikiem”.
Socjalista
Franciszek Morawski napisał, że „pomniejszono i sponiewierano jego
przeszłość, odepchnięto go i wyrzucono poza nawias ojczystej
rzeczywistości” i – co najważniejsze –nie mógł wziąć udziału w
rozstrzygającej walce, jaką była kampania wrześniowa.
W
testamencie Wojciech Korfanty napisał:
Wypowiadam
gorącą prośbę do ludu śląskiego, by pozostał
wierny zasadom chrześcijańskim i swemu przywiązaniu do Polski.
Wojciech
Korfanty był znakomitym kontynuatorem Józefa Lompy, Józefa Szafranka ii
Karola Miarki w dziele pogłębiania świadomości narodowej i miłościku
Polsce – „Matce Śląska”– ludu śląskiego. Jego przebudzenie uznano za
fenomen polskiej historii.Bronił praw tego ludu przed germanizacją
przez 18 latjako pisarz polityczny na łamach „Górnoślązaka”, „Polaka”,
„Kuriera Śląskiego” i „Polonii”, a przez 40 lat zmagał się o jego
integrację z Polską.Stanął na czele dwóch zrywów zbrojnych, po których
najbardziej uprzemysłowiona część tej ziemi znalazła się w granicach II
Rzeczypospolitej.Nagrodą były dla niego więzienia i emigracja, ale
powrót do kraju w dramatycznym okresie, jakim był 1939 r., jest
świadectwem heroizmu, na który mógł się zdobyć jedynie Polak z
urodzenia i z wyboru.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|