Andrzej Flaga
Oświata, Kultura, Wychowanie
ZAGROŻENIA DLA POLSKIEJ NAUKI
I SZKOLNICTWA WYŻSZEGO W PROGU NOWEGO TYSIĄCLECIA
NPW
7-8, 2001
1. Rzut oka wstecz na naukę, badania naukowe i
szkolnictwo wyższe
Świat
nauki w okresie międzywojennym - tak w Polsce, jak i na całym świecie,
wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Przed kilkudziesięciu laty nauka
miała następujące podstawowe cechy :
– Nie była
zbyt kosztowna, bowiem aparatura badawcza nie wymagała wielkich
nakładów; ani państwo, ani sfery gospodarcze nie finansowały znacząco
prac naukowych;
– Była
elitarna, bowiem środowisko naukowców było bardzo nieliczne. W Polsce
międzywojennej było ok. 5 tysięcy pracowników badawczych, czyli ok. 170
na milion mieszkańców. Większość z nich pracowała na wyższych
uczelniach;
– Była
bezinteresowna, gdyż większość pracowników naukowych traktowała badania
naukowe jako formę powinności nauczyciela akademickiego, a nie jako
pracę przynoszącą dodatkowe dochody; podstawową motywacją dla uczonych
była ciekawość naukowa, a nie zamówienia rządowe czy komercyjne;
– Była
indywidualistyczna, gdyż zespoły badawcze – najczęściej katedry
uniwersyteckie – składały się przeważnie z jednego profesora i jednego
– dwóch asystentów; taki model panował wówczas na całym świecie.
Sytuacja
nauki i szkolnictwa wyższego po drugiej wojnie światowej zmieniła się
diametralnie. W bogatym świecie, głównie w Stanach Zjednoczonych
Ameryki Północnej, wojna przyniosła rewolucję naukową. Wpływ uczonych
na badania związane z techniką wojskową, a w konsekwencji ich udział w
zwycięstwie, uświadomił rządom i korporacjom przemysłowym, że badania
naukowe posiadają kolosalny potencjał militarny i gospodarczy. Państwa
bogate zaczęły znacząco finansować prace badawcze. Podobnie korporacje
przemysłowe, dostrzegając potencjał komercyjny nauki, zaczęły w jeszcze
większym stopniu finansować badania naukowe. Dziś światowe roczne
wydatki na badania naukowe wynoszą ponad 500 mld USD PPP – czyli
dolarów amerykańskich z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej. Tylko
1/3 tej sumy pochodzi z krajowych budżetów, reszta
z kas instytucji gospodarczych.
Dopływ dużego
strumienia pieniędzy na badania naukowe spowodował szybkie powiększenie
się liczby badaczy i ogromny rozwój coraz to bardziej wyspecjalizowanej
aparatury pomiarowej i urządzeń badawczych. Lawinowo rosła liczba
studentów, którzy znajdowali zatrudnienie w rozwijającej się gospodarce
zarówno przy transferze nowych technologii, jak i do obsługi
powstającej infrastruktury. Pochodną takiej sytuacji była wzrastająca
wykładniczo liczba publikacji naukowych, patentów, konferencji czy też
organizacji i stowarzyszeń grupujących uczonych. W krajach rozwiniętych
przypada ponad 4 tysiące badaczy oraz ponad 40 tysięcy studentów na
milion mieszkańców. W krajach tych tylko ok. 40% naukowców pracuje w
instytucjach państwowych, pozostali zatrudnieni są w sektorze
prywatnym, w różnych jednostkach badawczych przedsiębiorstw
gospodarczych.
Niektóre
działy nauki stały się bardzo kosztowne. Nowoczesna aparatura i
urządzenia badawcze są niezwykle skomplikowane i bardzo drogie.
Niekiedy są one zbyt drogie nawet dla pojedynczych państw. Powstają
wówczas międzynarodowe korporacje zatrudniające uczonych z różnych
państw, jak np. CERN w Genewie. Realizowanych jest coraz więcej
programów międzynarodowych. Wszystko to sprawia, że współpraca
międzynarodowa rośnie lawinowo.
Duży dopływ
pieniądza na badania naukowe ma też skutki negatywne. Uczeni stracili
częściowo wolność i niezależność, bowiem warunki w dużej mierze dyktują
ci, którzy płacą pieniądze, czyli politycy i przedsiębiorcy. Zmieniło
się też wartościowanie prac; kryterium użyteczności wyników badań i ich
szybkiego wdrożenia do praktyki staje się podstawą oceny działalności
badawczej. To kryterium staje się też źródłem sporu między naukowcami
wykonującymi badania a politykami, którzy decydują o podziale
publicznych pieniędzy i dla których takie kryteria, które powinny
charakteryzować dobrą naukę, jak: rzetelność, oryginalność, ścisłość,
obiektywizm, możliwość zastosowań w dalszej perspektywie czasowej itp.
– schodzą na plan dalszy.
Zupełnie inaczej
wyglądała sytuacja po drugiej wojnie światowej w Polsce. Okupanci
wymordowali ogromną część naukowców i inteligencji, zrujnowali
potencjał gospodarczy Polski, zniszczyli ogromną liczbę warsztatów
naukowych. W Polsce w okresie wojny praktycznie ustały wszelkie prace
badawcze i zaprzestano edukacji dzieci i młodzieży. W odbudowaniu od
podstaw polskiej gospodarki i polskiej nauki oraz szkolnictwa narzucone
nam zostały z całą mocą wzorce radzieckie. Rozwój nauki i szkolnictwa
był w przeważającej mierze uwarunkowany politycznie. Miała miejsce
negatywna selekcja kadrowa, szczególnie w obszarze nauk społecznych i
humanistycznych. Sytuacja i kondycja nauki polskiej u progu III
Rzeczpospolitej była więc zupełnie inna niż w
bogatych krajach zachodnich. Obecny przewodniczący KBN, prof. A.
Wiszniewski, trafnie – jak się wydaje – charakteryzuje tę sytuację
następująco:
– Polska
nauka była państwowa: praktycznie wszyscy zatrudnieni w obszarze badań
i rozwoju (B+R) pracowali w państwowych instytucjach;
– Liczba
pracujących w obszarze badań była znacznie większa od aktualnych
potrzeb. Nawet w obszarze szkolnictwa wyższego ujawniło się to mniejszą
niż w krajach rozwiniętych liczbą statystycznych studentów
przypadających na jednego nauczyciela akademickiego;
– Nauka była
podzielona na trzy podstawowe struktury organizacyjne: szkolnictwo
wyższe, jednostki badawczo-rozwojowe (JBR-y) oraz instytuty badawcze
PAN;
– Z roku na
rok występowały ogromne wahania w finansowaniu prac badawczych. I tak w
1979 r. na badania przeznaczono ok. 1,5% PKB, w 1983 r. tylko 0,8% PKB,
w r. 1987 ponownie 1,5% PKB, a w r. 1992 - 0,84% PKB;
– Chociaż
finansowanie pochodzące od jednostek gospodarczych było spore, to
jednak stopień praktycznego wykorzystania wyników prac badawczych był
znikomy, a innowacyjność polskich badań pozostawiała wiele do życzenia;
–
Poszczególne dziedziny nauki były rozwinięte w różnym stopniu. Przy
wysokim poziomie nauk ścisłych teoretycznych, niezłym poziomie
niektórych dziedzin inżynierskich i przyrodniczych słabo przedstawiały
się nauki ekonomiczno-społeczne, pedagogiczne czy też prawne;
– Świat nauki
był zupełnie nieprzygotowany do komercjalizacji tej sfery, i to zarówno
komercjalizacji instytucjonalnej (czyli prywatyzacji poszczególnych
jednostek badawczych), jak też nawet do komercjalizacji wyników badań;
– Przy
poważnym niedofinansowaniu nauki, i w konsekwencji bardzo niskich
uposażeniach uczonych, pojawiła się możliwość wielu dodatkowych
lukratywnych zajęć. Naukowcy z niektórych dziedzin wiedzy – ekonomiści,
prawnicy, informatycy przede wszystkim – byli zasypywani ofertami
dodatkowej pracy. A pojawienie się ogromnej liczby uczelni prywatnych
stworzyło zapotrzebowanie na wykładowców, co z kolei doprowadziło do
niezwykłego rozrostu wieloetatowości.
2. Charakterystyka działalności naukowej i
naukowo-badawczej w Polsce w ostatnim dziesięcioleciu
W Polsce
pracą naukową para się prawie 75 tysięcy osób. Nadzór nad jednostkami
organizacyjnymi zajmującymi się badaniami naukowymi sprawuje wiele
ministerstw, jednak zasadniczo organizacja i finansowanie badań należą
do zadań Komitetu Badań Naukowych.
Decyzję o
powołaniu KBN podjęto w 1980 r., a jego pierwsze posiedzenie miało
miejsce 15 maja 1991 r. Tworząc KBN oparto się w dużej mierze na wzorcu
amerykańskiej National Science Foundation, jednej z pierwszych
instytucji tego typu, powołanej do życia w USA w 1950 r. Strukturę KBN
tworzą zespoły, reprezentujące poszczególne dziedziny nauki. Początkowo
było ich 11, obecnie jest 13.
KBN jest w
praktyce niemal monopolistą w zakresie dzielenia środków budżetowych na
naukę. Z tymi środkami było raczej źle. Stopień finansowania tej
dziedziny życia systematycznie maleje od 1991 r., kiedy to powołując
KBN, zmieniono zasady finansowania badań naukowych w naszym kraju. W
1991 r. budżet państwa przeznaczył na naukę 0,76% PKB, w kolejnych
latach zmniejszając ten wskaźnik do 0,64% PKB w 1992 r., 0,57% PKB w
1993 r., 0,55% PKB w 1994 r., 0,47% PKB w 1995 r., 0,48% PKB w 1996 r.,
0,44%PKB w 1997 r., 0,44% PKB w latach 1998 i 1999, by w r. 2000
obniżyć do poziomu 0,42% PKB. Należy przy tym dodać, że budżet nauki
stanowił przez cały okres 1991-2000 ok. 1,6 - 1,8% budżetu państwa.
Stopień finansowania badań naukowych spoza budżetu państwa utrzymuje
się przez cały czas na podobnym poziomie, wahając się w granicach 0,3%
PKB.
Dotacje KBN
trafiały do jednostek badawczych szkół wyższych, instytutów PAN oraz
JBR-ów. Oto jak przedstawiały się względne udziały tych pionów w r.
1992 (pierwsza liczba) oraz w roku 2000 (druga liczba):
Szkolnictwo
wyższe
31,7% 43,0%
Instytuty PAN
17,5% 19,0%
Jednostki
Badawczo-Rozwojowe 38,8% 31,0%
Należy przy
tym podkreślić, że szkolnictwo wyższe skupia ok. 73% kadry naukowej,
podczas gdy instytuty PAN zaledwie 7%, a JBR-y około 20%. Wnioski
nasuwają się tu same.
W roku 2000
budżet nauki został przez Komitet rozdysponowany w sposób następujący:
największą część środków (60,55% budżetu) pochłonęła działalność
statutowa jednostek finansowanych przez KBN. Na drugim miejscu znalazły
się inwestycje – 14,98%. Na projekty badawcze, tzw. granty,
przeznaczono 13,46%, a na projekty celowe – 8,17% budżetu nauki.
Łącznie oznacza to, że bezpośrednio na działalność badawczą
przeznaczono ok. 22% środków pozostających w dyspozycji KBN.
Dotacje na
działalność statutową otrzymało 920 placówek, w tym 624 jednostki
znajdujące się w strukturze organizacyjnej 105 szkół
wyższych, 81 placówek Polskiej Akademii Nauk, 214
Jednostek Badawczo-Rozwojowych i Polska Akademia Umiejętności.
Największa pula pieniędzy wydanych na działalność statutową w 2000 r.
przypadła szkołom wyższym (razem z dotacją na badania własne 104
uczelni – 41,6%), JBR-y otrzymały 36,5%, Polska Akademia Nauk – 21,7%,
Polska Akademia Umiejętności – 0,02%.
Środki
pochodzące spoza budżetu w naszym kraju osiągają tylko połowę tego, co
na naukę łoży budżet. W krajach rozwiniętych są dwakroć większe od
nakładów budżetowych. Na jednego naukowca przypada w naszym kraju
zaledwie ok. 40 tys. USD PPP, podczas gdy w krajach bogatych
kilkakrotnie więcej. Polski produkt
krajowy przeliczony na jednego mieszkańca to tylko ok. 8700 USD PPP,
czyli mniej więcej trzykrotnie mniej niż w Finlandii, Niemczech czy
Irlandii. Wszystko to powoduje, iż rzeczywiście polska nauka jest
dramatycznie niedofinansowana.
Polska od
dwóch lat jest pełnoprawnym członkiem 5. Programu Ramowego Unii
Europejskiej w dziedzinie Nauki, Badań Technicznych i Prezentacji i
wpłaca niemałe kwoty tytułem składki. Łącznie wyodrębnione w budżecie
środki na cele współpracy naukowej i naukowo-technicznej stanowiły w
2000 r. 4,5% w strukturze wydatków na naukę, z czego przeważająca część
(tj. 123,5 mln zł ze 136,4 mln zł) stanowią składki do 5. Programu
Ramowego UE. Polskie zespoły odzyskują tylko małą część tej składki.
Doświadczenia
polskich zespołów badawczych próbujących pozyskać środki na badania
naukowe z UE w ramach różnych programów UE i zespołów międzynarodowych
są dalece niezadowalające. Można to pokrótce scharakteryzować
następująco:
– Występują
bardzo poważne bariery biurokratyczne w przygotowaniu grantów oraz w
procedurach przyznawania tych grantów;
– Znacząca
część tych środków pochłania utrzymanie biurakratycznej machiny UE;
–
Przeważająca część środków, jakie pozornie otrzymujemy z UE, powraca do
krajów UE w różnych formach (opinie, ekspertyzy, konsultacje tzw.
ekspertów unijnych, koszty delegacji, koszty udziału zespołów
badawczych tych krajów w programach wspólnych itp.);
– Priorytety
międzynarodowych programów badawczych UE nie są tożsame z priorytetami
polskich programów badawczych;
– Sukcesy
polskich naukowców w pozyskiwaniu dofinansowania projektów badawczych z
kasy programów UE są skromne;
– Polscy
uczeni i badacze doskonale poradzą sobie sami w zorganizowaniu
współpracy międzynarodowej, bez potrzeby pośredniczenia nadmierne
rozbudowanej biurokracji w Brukseli, jeżeli tylko będą mieli
zagwarantowane na ten cel środki z budżetu państwa. Tak więc gdyby ta
ogromna składka na 5. Program Ramowy UE, pozostała w KBN i została
przeznaczona na badania naukowe z uwzględnieniem współpracy
międzynarodowej i polskich priorytetów badawczych, dałaby kilkakrotnie
większe efekty od tych jakie mamy dzisiaj;
– Bardzo
niepokojące w tej kwestii jest stanowisko polskiego rządu oraz
strategia realizowana przez KBN. Nowa ustawa o KBN zwiększa znacznie
prerogatywy ministra nauki. Na pytanie: Czy umożliwia to tworzenie i
realizację polityki naukowej państwa? – obecny przewodniczący KBN
odpowiada tak: „Teoretycznie tak [...]. Dzisiaj przewodniczący KBN może
dzielić środki na poszczególne dziedziny nauki, czyli tworzyć
priorytety, co na razie zrobiłem bardzo nieśmiało. W budżecie na rok
2001 są one na poziomie 8% środków przeznaczonych na działalność
statutową”.
Są to więc
niemałe środki będące w gestii prof. A.Wiszniewskiego. W tym samym
wywiadzie na pytanie: Jak te priorytety zostały sformułowane, to
znaczy, które dziedziny uznano za ważniejsze od innych? – prof. A.
Wiszniewski odpowiedział tak: „Mieliśmy świadomość, że na posiedzeniu
Komitetu, a tam sprawa trafić musiała, każdy zespół, przywołując
wszystkie możliwe argumenty, będzie uzasadniał, że jest priorytetowy.
Dlatego poszliśmy w pewnym sensie po linii najmniejszego oporu i
przyjęliśmy priorytety Unii Europejskiej w 5. Programie Ramowym. To
rozstrzygnęło spory. Po pierwsze dlatego, że rozwiązanie pochodziło z
zewnątrz i było w miarę rozsądne, a po drugie, odzwierciedlało politykę
naukową Unii Europejskiej”. Na trzecie pytanie z tej serii pytań: Czy
priorytety w nauce nie powinny raczej wynikać z polityki gospodarczej
państwa? – profesor udzielił takiej odpowiedzi: „To jest argument może
ładnie brzmiący, ale zupełnie demagogiczny. Jak bowiem sformułować
politykę gospodarczą? Jeśli na przykład zamykamy kopalnie, czy ma to
oznaczać, że przestaniemy finansować badania z zakresu górnictwa? To
przecież niemożliwe”.
Sądzę, że
podobnie myśli wiele utytułowanych osób w Polsce. Tego stanowiska
osobiście nie podzielam, gdyż jest to myślenie niezgodne z polską racją
stanu w tej kwestii.
3. Obecna sytuacja w szkolnictwie wyższym
W latach
dziewięćdziesiątych w polskim szkolnictwie wyższym zaszły głębokie
przemiany, głównie pod wpływem trzech czynników:
– Po
pierwsze, uzyskało ono dużą autonomię;
– Po drugie,
ogromnie wzrosło zainteresowanie wykształceniem. Wiąże się to z
postępującym wyżem demograficznym w populacji młodzieży w wieku szkoły
wyższej (tj. 19-34 lata) oraz ze wzrastającym zainteresowaniem
młodzieży podnoszeniem poziomu wykształcenia w sytuacji zwiększających
się wymogów rynku pracy w warunkach głębokiej restrukturyzacji
gospodarki. Nikt nie przypuszczał, że w okresie dziewięciu lat (1991 –
2001) nastąpi 3,5-krotny wzrost ogólnej liczby studentów, natomiast w
uczelniach dotowanych z budżetu państwa wzrost ten jest prawie
2,5-krotny. Obecnie mamy ponad 1,5 mln studentów. Wskaźnik liczby
studentów na 1 mln mieszkańców jest w związku z tym porównywalny do
wskaźnika w krajach rozwiniętych. I jest to chyba jedyny pozytywny
wskaźnik przemian ustrojowych w Polsce. Szczególnie gwałtowny był
wzrost rozmiarów kształcenia na odpłatnych studiach wieczorowych i
zaocznych, zarówno w uczelniach państwowych, jak i niepaństwowych, w
których kształcenie niestacjonarne jest dominującą formą studiów. W
1999 r. na studiach niestacjonarnych studiowało 53,3% ogółu studentów,
z tego w uczelniach dotowanych 45,8%, a w uczelniach niepaństwowych aż
79,4% ogółu studentów.
– Po trzecie,
nastąpiła znaczna redukcja finansowania szkolnictwa wyższego z budżetu,
co w połączeniu z dużym przyrostem liczby studentów spowodowało
drastyczne obniżenie państwowej dotacji przypadającej na jednego
studenta. W rezultacie obserwujemy wyraźny wzrost liczby absolwentów i
niestety znaczne obniżenie poziomu nauczania, spowodowane przede
wszystkim oszczędnościami wymuszonymi przez państwo i brakiem kontroli
jakości kształcenia.
Podstawowym
źródłem finansowania państwowych szkół wyższych jest budżet państwa. W
uczelniach niepaństwowych zasadniczym źródłem finansowania kosztów ich
działalności są opłaty pobierane za kształcenie od osób studiujących w
tych uczelniach. W latach dziewięćdziesiątych, a zwłaszcza w drugiej
ich połowie, nastąpił dynamiczny rozwój sektora uczelni niepaństwowych,
który dotychczas nie był w ogóle zasilany z budżetu państwa.
W uczelniach
państwowych wzrasta natomiast systematycznie udział finansowania ich
działalności z pozadotacyjnych źródeł zasilania, pochodzących w głównej
mierze z odpłatności za kształcenie na studiach niestacjonarnych
(wieczorowych i zaocznych).
W latach
1991-1999 udział wydatków budżetu państwa na szkolnictwo wyższe w
produkcie krajowym brutto oscylował w granicach 0,88% – 0,71%, z tym,
że w r. 1991 i 1999 ukształtował się na takim samym poziomie (0,82%), a
w r. 1995 wyniósł 0,71%.
Strukturę
finansowania szkolnictwa wyższego w Polsce przedstawiono dokładniej w
ujęciu tabelarycznym poniżej, wykorzystując publikację S. Madeja Zasady
i tryb finansowania działalności naukowo-badawczej w szkołach wyższych (Warszawa
2000).
W uczelniach
MEN układ rodzajowy w latach 1991, 1995 i 1999 miał następującą
strukturę:
W latach 1991
– 1999 w uczelniach dotowanych z budżetu państwa w przychodach z
działalności dydaktycznej systematycznie maleje udział dotacji
dydaktycznej, a wzrasta znaczenie przychodów pozadotacyjnych,
pochodzących przede wszystkim z opłat za zajęcia dydaktyczne,
pobieranych w głównej mierze w formie czesnego. Zmiany te obrazuje
następujące zestawienie:
Dotacje
budżetowe jednak w dalszym ciągu pozostają zasadniczym źródłem
finansowania działalności dydaktycznej, a zwłaszcza kosztów wynagrodzeń
wraz z pochodnymi od płac, rozliczanych w ciężar tej działalności.
Strukturę
przychodów z działalności operacyjnej w uczelniach dotowanych z budżetu
państwa, z wyodrębnieniem uczelni MEN, w układzie rodzajów i form
działalności, jaka ukształtowała się w latach 1995 i 1999, prezentuje
następujące zestawienie:
Struktura
kosztów działalności operacyjnej w obszarze uczelni dotowanych z
budżetu państwa w stosownym układzie rodzajów i form działalności w
latach 1995 i 1999 przedstawia się następująco:
Strukturę kosztów w
ramach funduszu pomocy materialnej dla studentów w układzie
podstawowych form pomocy w latach 1991, 1995 oraz 1999 ilustruje
kolejne zestawienie:
W zakresie świadczeń
pomocy stypendialnej zasadniczą część stanowiły wypłaty stypendiów za
wyniki w nauce, z zaznaczającą się tendencją wzrostową. W 1995 r.
obejmowały one około 64% kosztów tej pomocy, w r. 1999 udział ten
wzrósł do prawie 68%, w tym w uczelniach MEN wynosił 66,6%.
Należy również
odnotować, że w strukturze kosztów pomocy materialnej systematycznie
maleje udział kosztów związanych z prowadzeniem stołówek studenckich i
dopłatami do posiłków studenckich.
Na
przestrzeni ostatnich kilku lat senaty polskich uczelni, Rada Główna i
poszczególne konferencje rektorów wielokrotnie już podejmowały uchwały
wyrażające zaniepokojenie z powodu pogarszającego się stanu finansowego
szkolnictwa wyższego. Wszystkie te uchwały pozostawały bez echa ze
strony władz państwowych.
Podobny los
spotkał także stanowisko Senatu Politechniki Gdańskiej, którego
fragmenty zacytowano poniżej:
[...] Oszczędzanie na edukacji i nauce należy do
najtragiczniejszych w skutkach sposobów zmniejszania wydatków państwa i
może zostać z trudem zaakceptowane tylko w czasie kryzysu zagrażającego
bytowi państwa, i tylko wtedy, kiedy zostały wykorzystane wszelkie inne
możliwości zażegnania niebezpieczeństwa. Kiedy jednak od kilku lat
roczny przyrost PKB w Polsce sięga 5%, dalsze oszczędzanie na
szkolnictwie wyższym i nauce jest po prostu zbrodnią.
Pod koniec
mijającego roku, u progu nowego tysiąclecia, w przededniu wejścia
Polski do Zjednoczonej Europy, Rząd RP znacznie zredukował zatwierdzaną
przez Parlament dotację budżetową dla szkolnictwa wyższego na 2000 r.
Rodzi się pytanie: czy Rząd próbował znaleźć inne rozwiązanie i czy
podobna redukcja finansowa objęła pozostałe dziedziny gospodarki?
[...] Zdajemy
sobie sprawę z tego, że Polska nie należy do bardzo zamożnych krajów.
Dlaczego jednak ogranicza się nakłady finansowe na szkolnictwo wyższe i
naukę, a nie próbuje się znaleźć innych sposobów zmniejszenia wydatków
państwa, chociażby przez częściowe zredukowanie rozbudowanej ponad
miarę biurokracji? Już od dawna liczba stanowisk urzędniczych,
szczególnie dyrektorskich, w administracji państwowej, samorządowej i
przedsiębiorstwach państwowych znacznie przewyższa wskaźniki
występujące w wielu bogatych krajach zachodnioeuropejskich. W wyniku
reformy administracyjnej kraju przybyły dziesiątki tysięcy nowych
stanowisk administracyjnych. A przecież przed reformą zapewniano
społeczeństwo, że będzie to reforma
przynosząca oszczędności.
W latach 90.
polskie szkolnictwo wyższe było dyskryminowane w przydziale dotacji z
budżetu, a ponadto wielokrotnie, bez stosownych rekompensat, nakładano
na nie nowe ciężary finansowe, zwiększające koszty nauczania, w tym
odpisy na VAT, PFRON, dodatkowe odpisy na ZUS, ostatnio na VAT od
importowanej aparatury, a obecnie planuje się nałożenie na uczelnie
podatku od nieruchomości. Te przedsięwzięcia noszą znamiona świadomego
działania na szkodę publicznego szkolnictwa wyższego w Polsce. [...]
Niedawno w środkach masowego przekazu podniósł się lament, że Polska
pośród krajów kandydujących do Unii Europejskiej wydaje na obronność
najmniej pieniędzy w przeliczeniu na jednego żołnierza, nikt natomiast
nie ubolewa, że pośród tych samych państw Polska znacznie mniej
przeznacza pieniędzy na wykształcenie jednego studenta [...].
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na jeszcze jeden poważny
mankament polityki fiskalnej państwa względem uczelni wyższych i
państwowych jednostek badawczych. Otóż wymiernym elementem
realizowanych obecnie procedur fiskalnych względem tych instytucji jest
znaczne podwyższenie kosztów świadczonych przez nie usług. I tak np.
koszty wynagrodzenia za usługę realizowaną w ramach prac zleconych
przez uczelnię, jakie faktycznie otrzymuje pracownik uczelni, wykonując
tę pracę, są ok. 2,6 raza mniejsze od kosztów poniesionych przez
zleceniodawcę. W przypadku małej instytucji prywatnej relacja, o której
mowa, kształtuje się na poziomie ok. 1,5 raza. Taka sytuacja prowadzi
do tego, że uczelnie przegrywają na ogół konkurencję z firmami
prywatnymi i tylko nieliczne zlecenia realizowane są na uczelniach;
przeważająca część tych zleceń wykonywana jest przez pracowników
uczelni przez firmy prywatne, z wykorzystaniem najczęściej coraz to
skromniejszej bazy laboratoryjnej znajdującej się na uczelniach. Jest
to więc dla uczelni strata podwójna.
4. Wnioski i uwagi końcowe
Funkcjonuje
stereotyp, że polska nauka jest dramatycznie niedofinansowana. Na
uzasadnienie tej tezy porównuje się wskaźniki PKB finansowania
budżetowego w Polsce i innych krajach. Tymczasem przy uwzględnieniu
produktu krajowego brutto na głowę ludności wcale tego nie widać. Na
wykresie, gdzie na jednej osi odłożymy PKB per capita, na drugiej zaś
procent PKB na naukę z budżetu państwa, mieścimy się na zupełnie
przyzwoitym poziomie.
Nie zmienia
to jednak faktu, iż stan finansowania edukacji narodowej i polskiej
nauki jest naprawdę zły. Kluczem do wyjścia z tego kręgu niemożności
jest harmonijny rozwój trzech dziedzin: gospodarki, edukacji i nauki.
Jeśli którakolwiek z nich stanie się słaba, będzie hamować pozostałe.
Gospodarka polska jest słaba, nie finansuje zatem odpowiednio
szkolnictwa i nauki. Jak zatem zmienić tę sytuację? Wydaje się, iż w
możliwie najkrótszym czasie należałoby rozwiązać i wprowadzić w życie
następujące sprawy:
· Należy dokonać radykalnej reformy polityki
ekonomiczno-gospodarczej państwa, reformy systemu bankowego i
finansowego, stymulujących rozwój gospodarczy. Realizowana w tym
zakresie polityka „schładzania gospodarki”, firmowana przez Leszka
Balcerowicza i Unię Wolności, powinna być nacenzurowana i jak
najszybciej zaniechana. Powinny się pojawić tu nowe osoby, spoza
aktualnego układu politycznego, które wprowadzą w tym zakresie
fundamentalne reformy ekonomiczno – finansowo – gospodarcze. Znanych
jest dzisiaj w ekonomii wiele innych modeli zarządzania i sterowania
gospodarką, które z powodzeniem można wprowadzić w naszym kraju.
· Niekwestionowanym priorytetem polityki państwa
powinien być rozwój nauki i badań naukowych jako wyznaczników dalszego
postępu cywilizowanego Polski. Jako przykład niech posłuży tutaj
Republika Korei. W 1962 r. PKB per capita wynosiło tam zaledwie 50 USD.
Wtedy postawiono wszystko na rozwój nauki. W ciągu trzydziestu lat PKB
wzrósł tam 75-krotnie! Należy zatem znacząco zwiększyć finansowanie
budżetowe nauki i edukacji narodowej;
· Należy pobudzić finansowanie pozabudżetowe badań
naukowych ,p. przez inicjowanie rozwiązań podatkowych zachęcających
przedsiębiorców do finansowania prac badawczych i wdrożeniowych;
· Trzeba powiązać finansowanie statutowe z
osiągnięciami naukowymi jednostki według zasady, że im lepsze wyniki
tym proporcjonalnie wyższe finansowanie. Osiąga się to m.in. przez
system oceny parametrycznej poszczególnych instytucji naukowych;
· Należy wspierać finansowo projekty celowe, w których
następuje współfinansowanie badań przez KBN oraz przyszłych
użytkowników;
· Powinno się przyjąć zasadę, że podstawowymi
ośrodkami naukowymi, naukowo-badawczymi i dydaktycznymi w Polsce są
uniwersytety oraz akademie i politechniki. Wiele z nich boryka się z
brakiem kadr i wyposażenia bazy laboratoryjnej. Kłopoty finansowe mają
też instytucje naukowe i naukowo-badawcze działające poza strukturą
szkolnictwa wyższego. Po gruntownym rozpoznaniu tej sytuacji należy
przewidzieć wcielenie niektórych instytutów i placówek Polskiej
Akademii Nauk oraz instytutów resortowych w struktury szkolnictwa
wyższego. Rozwiązanie to będzie korzystne dla obydwu stron – wzmocni
kadrowo i laboratoryjnie uczelnie wyższe, a zarazem zapobiegnie
nadmiernemu rozproszeniu środków na badania naukowe. Ponadto należy
grupować środki finansowe szczególnie na tych uczelniach wyższych,
które posiadają dobrą kadrę nauczycieli akademickich oraz odpowiednią
bazę laboratoryjną i dydaktyczną;
· Polska nauka nie jest w stanie konkurować z nauką
światową we wszystkich dziedzinach. Należy dostrzegać te miejsca,
jednostki, zespoły, gdzie pojawiają się pomysły, inicjatywy i
indywidualne talenty, osiągane są bardzo dobre wyniki. Trzeba je
pielęgnować i wspierać, podobnie jak to się dzieje w sporcie. Taka też
powinna być tutaj rola KBN;
· System oświaty i szkolnictwa wymaga gruntownej
rozbudowy i unowocześnienia. Podstawą systemu oświaty musi być nadal
szkolnictwo państwowe, zapewniające wychowanie i wykształcenie na
wysokim poziomie ogółowi obywateli, przede wszystkim tym, którzy nie
posiadają środków na korzystanie ze szkolnictwa prywatnego. Nauka w
szkołach państwowych i komunalnych wszystkich szczebli powinna być
bezpłatna;
· Stałe niedofinansowanie oświaty prowadzi do
negatywnej selekcji w zawodzie nauczycielskim Nauczyciele i wychowawcy
wszystkich szczebli nauczania muszą być przedmiotem szczególnej opieki
ze strony państwa. Należy podnieść rangę społeczną profesorów
akademickich oraz nauczycieli wszystkich szczebli, zapewniając im
godziwe wynagrodzenie. Uposażenie nauczyciela nie może
być niższe niż średnia płaca krajowa, a uposażenie
profesora akademickiego powinno być 2 – 3-krotnie wyższe od średniej
płacy krajowej;
· Należy stworzyć dla studentów instytucje pożyczek
pieniężnych nieoprocentowanych i wieloletnich, z których będą mogli
opłacać studia, kwatery i inne koszta związane z nauką, które spłacą po
studiach w czasie swojej pracy zarobkowej. W interesie Narodu i Państwa
leży stałe zwiększanie liczby wykształconych ludzi, choćby nawet nie
pracowali w wyuczonych dziedzinach. Wykształcenie ulega stałemu
podwyższaniu. 100 lat temu wystarczającym wykształceniem była 4-letnia
szkoła, 50 lat temu – 11-latka. Wyższe wykształcenie powinno stać się
normalnym wykształceniem. Umożliwianie wykształcenia na coraz wyższym
poziomie wzbogaci z czasem budżet państwowy, bo mniej błędów robią
ludzie, gdy mają większą wiedzę;
· Należy radykalnie zmienić politykę kadrową państwa i
system wynagradzania strefy budżetowej.
Rozwinięcie tego postulatu przedstawiono szerzej poniżej.
Naród to
jedna wielka rodzina, dlatego funkcje publiczne i pracę na najwyższych
stanowiskach państwowych należy traktować jako ciężką i odpowiedzialną
służbę wobec Narodu i Państwa, a nie okazję do robienia fortun i
wygodnego życia. Kto chce zarabiać duże pieniądze, niech zakłada
prywatny interes i uczciwie płaci podatki. Szybko by się jednak
okazało, iż większość z tych rzekomych niezastąpionych fachowców w
prywatnym biznesie miałoby trudności ze znalezieniem pracy i z
zarobieniem na skromne życie. Niestety, to, co się dzieje w naszym
kraju w polityce zatrudnienia i wynagrodzenia, jest zdradą Narodu i
Państwa. Jak bowiem inaczej nazwać fakt obsadzania najwyższych
stanowisk w państwie ludźmi, słynącymi z postaw antypolskich i
ateistyczno-liberalnych, jeszcze nie tak dawno będących w szeregach
komunistów, a dzisiaj w szeregach euroglobalistów. To głównie oni
niszczą nasze rolnictwo i okradają nasz naród w majestacie prawa z
wypracowanego przez niego majątku narodowego i należnej mu godziwej
zapłaty za pracę. Tak działo się za czasów komunistycznych od 1945 r. i
tak się dzieje za obecnych rządów po tzw. „okrągłym stole”, niezależnie
od tego, która opcja jest przy władzy – postkomunistyczna czy
postsolidarnościowa. To rządy mafijno-oligarchiczne, dla których chęć
zysku i dorobienia się za wszelką cenę jest wartością nadrzędną, a
wartości humanitarne czy chrześcijańskie, na które tak chętnie się
powołują, traktują jako „kiełbasę wyborczą”. Miernikiem troski o Naród
i Państwo jest uczciwa i sprawiedliwa polityka zatrudnienia, służąca w
pierwszej kolejności interesom Polski i jej obywateli. Nie może bowiem
być tak, by jedni, którzy mieli okazję dostać się do władzy, w
przeciągu kilku lat, najczęściej jednej kadencji Sejmu, dorabiali się
majątku na całe życie, a drudzy przymierali
głodem i zasilali armię bezrobotnych. Margines ludzi biednych czy też
żyjących na skraju ubóstwa rośnie w zastraszającym tempie.
Nieoficjalnie mamy już powyżej 20%
bezrobotnych. Mamy więc faktycznie stan poważnego kryzysu gospodarczego
i zapaści ekonomicznej państwa. Dysproporcje w zarobkach urągają
wszelkim zasadom uczciwości i sprawiedliwości. Wynagrodzenia dla tzw.
elity władzy są ustalone jako wielokrotność średniej krajowej, co robi
wrażenie, iż w sumie nie jest tak źle, bo jej wysokość pozwala przecież
na jakieś w miarę normalne utrzymanie. Zapomina się jednak o tym, że
większość obywateli zarabia daleko poniżej średniej krajowej, zbliżając
się do sfery ludzi bardzo biednych i ubogich. To bardzo wysokie kominy
płacowe aparatu władzy sprawiają, że średnia krajowa wydaje się w miarę
sensowna. Tymczasem najniższe wynagrodzenie w 1999 r. wyniosło 540 zł i
przy obowiązujących cenach wystarczało najwyżej na zapłacenie czynszu,
podczas gdy wynagrodzenia rządzących wyniosły odpowiednio: prezydenta –
14 tys. zł; premiera – 16 tys. zł; ministrów – 13 tys. zł; posłów i
senatorów – 9-22 tys. zł.; wojewodów – 9-12 tys. zł; prezesów banków –
20-40 tys. zł; prezesów kas chorych 12-20 tys. zł; prezesów telewizji –
30-70 tys. zł; dyrektorów szpitali – 12-20 tys. zł;
marszałków sejmików – 13-18 tys. zł; radnych – 1-8 tys.
zł; prezydentów miast – 9-18 tys. zł; burmistrzów, wójtów – 4-10 tys.
zł; nauczycieli 600-1,5 tys. zł; policjantów – 600-2 tys. zł; sędziów
2-4 tys. zł.
W polityce
zatrudnienia nie powinno być żadnego łączenia stanowisk, natomiast
podstawą zatrudnienia z mianowania czy wyboru na najwyższe stanowiska w
państwie powinno być kryterium moralno-etyczne, kwalifikacyjno-zawodowe
i ideowo-patriotyczne. Punktem wyjścia w polityce wynagradzania powinno
być najniższe wynagrodzenie wolne od opodatkowania, pozwalające na
skromne życie, tj. opłatę czynszu, zakup żywności i ubrania. Pozostałe
zarobki w zależności od pełnionej funkcji będą wielokrotnością
najniższego wynagrodzenia, a nie średniej krajowej. Wielcy politycy
zejdą wówczas na ziemię i zaczną myśleć o tych najmniej zarabiających;
będą myśleć o miejscach pracy, o rozwoju gospodarki we wszystkich jej
sferach, w tym również rolnictwa, bo od tego będą zależeć ich zarobki.
Te same
zjawiska powinny obowiązywać również przy ustalaniu rent i emerytur.
Najniższa renta i emerytura powinna być na poziomie najniższego
wynagrodzenia. Natomiast pozostała wysokość rent i emerytur powinna być
poddana weryfikacji, bowiem również i tu są ogromne dysproporcje w
świadczeniach z budżetu państwa.
Na koniec
trzeba także podkreślić i to, że praktycznie wszystkie tzw. reformy
państwowe firmowane i wprowadzane w Polsce przez koalicję AWS–UW, były
nie przemyślane do końca, źle przygotowane i pochopnie wdrażane w
życie. W praktyce okazały się antyreformami. Ich skutki są dziś bolesne
dla większości społeczeństwa. Doprowadziły do jeszcze większych
podziałów społecznych, redukcji zatrudnienia i wynagrodzeń w edukacji i
służbie zdrowia, nadmiernego rozrostu biurokracji. Trzeba więc w
najbliższej przyszłości powrócić ponownie do tych spraw i przygotować,
a następnie wdrożyć gruntowne reformy w Polsce, które rzeczywiście
służyłyby Polsce i Polakom, tak w kraju, jak i poza jej granicami.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|