ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Antoni Leon Sułek

Omówienia, Polemiki, Recenzje

Antypolski komiks

NPW 5-6, 2001

Polacy to antysemici – taka opinia jest powszechna w wielu krajach, zwłaszcza Zachodu. Jeśli jeszcze nie wszyscy byli o tym przekonani, dostarczono im nowe narzędzie: komiks, współczesne „pismo obrazkowe”.
   
Pomysł – nie da się ukryć – szatański,  zarazem o bardzo czytelnym celu: zasianie i wpojenie antypolskiej nienawiści w umysłach najmłodszych. Komiks zatytułowany  Maus ukazał się na rynku amerykańskim w dwóch tomach w r. 1986, a od tej pory doczekał się  12 wydań. W Stanach Zjednoczonych znajduje się obecnie w każdej bibliotece publicznej i szkolnej jako obowiązkowa lektura; dostępny jest nawet na dyskietce komputerowej. Autor, Żyd polskiego pochodznia, A. Spiegelman, przedstawia na przykładzie swoich rodziców losy Żydów w okupowanej Polsce. Dotyczy więc holocaustu, okrucieństw z tym związanych i moralnej zgnilizny z czasów wojny, szczodrze przez autora przypisanej Polakom. Przedstawia to wszystko w formie obiektywnego zapisu, a więc i wplecione akcenty antypolskie nabierają cech prawdy historycznej.
  
Komiks ów zyskał bardzo pochlebne recenzje i został szeroko rozpropagowany, zresztą nie tylko w Ameryce. „Wall Street Journal” pisał w swoim czasie: „Najbardziej wzruszające i udane opowiadanie o holocauście, jakie kiedykolwiek napisano”. Podobnym zachwytom nie było końca, a żydowscy intelektualiści nie protestowali, a powinni przecież wystąpić przeciw komiksowej formie przedstawiania okrutnej tragedii swojego narodu; uznali widocznie, iż cel uświęca środki.
  
Ale nie koniec wyróżnień: książka Maus otrzymała najbardziej prestiżową w Stanach Nagrodę Literacką im. J. Pulitzera. Za komiks!
  
Komiks, w tłumaczeniu polskim Mysz, wydany przed laty, nie zasługiwałby już teraz na uwagę, gdyby nie zapowiedź jego wznowienia w tłumaczeniu na język polski. Bohaterami tego opowiadania i rysunków są Polacy– „Świnie”, „Koty”–Niemcy, i niewinne „Myszki”–Żydzi. Autor w ten sposób przemyślnie trafia w gusty i upodobania Amerykanów, u których mysz kojarzy się z sympatyczną Mickey Mouse, koty, choć drapieżne, są ulubionymi zwierzakami, a świnia odbierana jest zawsze pejoratywnie. W. Wierzewski pisze w chicagowskim „Dzienniku Związkowym”: „Jest to obiegowy, a jednocześnie przerażający w swej fałszywości i skrajnej zapalczywej nienawiści <alfabet> wyobrażeń o Polakach. Tu, w Ameryce – i niestety – w wielu innych społecznościach, i nie tylko żydowskich”.
  
Czas zaspokoić ciekawość co do fabuły książki, która osadzona jest w realiach wojny i holocaustu na terenach Polski pod okupacją niemiecką.
  
Myszy–Żydzi, którzy uniknęli śmierci w obozach zagłady, tropione i chwytane są przez Koty –Niemców. Kryją się wśród Świń–Polaków, zewnętrznie upodabniając się do nich (dorysowane świńskie ryje). Przy rozpoznaniu narażeni są na wyzwiska: „Ty parszywy Żydzie”, na pogromy i denuncjacje. Przekazywani w ręce Kotów przez Polaków (o tym mówi się wprost bez maskowania), wysyłani są do Auschwitz. Tam trafiają w ręce kapo, oczywiście Świń. Ten wali ich pałą, gdzie popadnie, szydzi, obraża oraz dręczy ćwiczeniami. Po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów–Psy Valdek Spiegelman (ojciec autora komiksu) usłyszy: „Dokądkolwiek się wybierasz, nie jedź do Sosnowca – tam Polacy wciąż mordują Żydów” (t. II, s. 131). Nie skorzystał z rady niejaki pan Gelbera i udał się do swojej piekarni w Sosnowcu, gdzie polska Świnia ryknęła: „Wynoś się, Żydzie, tera piekarnia będzie nasza”. Nie usłuchał, więc go Polacy zbili i powiesili – co ilustrują sugestywne obrazki komiksu.
  
A co z tysiącami Żydów uratowanych od zagłady przez Polaków? Owszem, i o tym się wspomina: ratowali dla pieniędzy. „Zapłaciłem, i to dobrze – wspomina jeden z nich – nie myśl, że ktoś będzie ryzykował życie za darmo”. Oto zaprezentowany przykład skrajnego materializmu, z potępieniem w podtekście wyższych zasad moralnych... A uratowanie setek, jeśli nie tysięcy żydowskich dzieci – czy też dla pieniędzy? Tymczasem po zakończeniu wojny, w tajemnicy, nie powiadamiając przybranych rodziców, reżim warszawski w ciągu kilku dni przeprowadził akcję wyselekcjonowania tych dzieci i wywiezienia ich w nieznanym kierunku. Czy zdoła ktoś (może autor komiksu?) wyważyć, jak wielkiego bólu doznali ci przybrani rodzice? Dopiero po pięćdziesięciu latach, dzięki emitowanemu programowi telewizyjnemu na bezpośredniej linii Warszawa–Tel Awiw mogli zamienić ze sobą te już nie dzieci po parę zdań z przybranymi rodzicami i wyjawić ból niespodziewanego rozstania. O tym oczywiście ani słowa. Nie pasowało do tezy.

 
Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW