Andrzej J. Horodecki
Temat Miesiąca
WALKA CYWILIZACYJNA
NPW 3-4, 2001
Sięgam po monetę wybitą przez Narodowy Bank Polski w
2000 r. Na rewersie zaciśnięta pięść, a obok stylizowany napis:
„Grudniowy bunt robotniczy 1970 r.”
Wiek XX
upłynął w Polsce pod hasłem walki klasowej, postulowanej przez
Centralne Siły Polityczne (CSP). Odporność narodu na to hasło malała w
miarę wymiany pokoleniowej, przy czym wojny światowe wygaszały napięcia
społeczne, a okres PRL z wiadomych powodów napięcia te zwielokrotnił.
Ks. Prymas Wyszyński rozbrajał walkę klasową, ponieważ znał jej
przyczyny, oraz dlatego, że umiał czytać w duszy narodu.
Dziś, gdy
minęło już 20 lat od Jego odejścia, CSP mają pełną swobodę działania.
Jedyne ograniczenie stanowią naturalne odruchy obronne Polaków, a zatem
tempo przechwytywania władzy nie może być zbyt szybkie. Dlatego też w chwilach krytycznych wszczynane są
akcje polityczne, odwracające uwagę od głównego nurtu polityki.
Ostatnio środowiska żydowskie wszczęły akcję autodewaluacji Polaków pod hasłem „Jedwabne”. CSP rozgrywają bezbłędnie katolicki
naród, ukształtowany przez cywilizację łacińską.
Jest zbyt późno
aby
rozpoczynać klasyczną pracę formacyjną. Nadchodzące wybory
parlamentarne mają być ostatnimi wyborami zachowującymi pozory
suwerennego, niepodległego kraju. Po wejściu do UE
na każdego Polaka przypadnie dwóch lekceważących go
Niemców, a stanowisko, które zajmował w Polsce i posiadany majątek w
konfrontacji z cywilizacją bizantyńską sąsiadów zza Odry nie będą miały
żadnego znaczenia. W dziedzinie moralności, w całym życiu duchowym nie
obowiązuje znana z fizyki zasada
zachowania energii. Straty duchowe odrabia się w
skali pokoleń, pod warunkiem współpracy z łaską Bożą. Rezerwy energii
duchowej to wieś polska – i dlatego ma ulec „dobrowolnej”
autolikwidacji, oraz młodzież polska – i
dlatego obok ataku demoralizacji jest wdrażana – sprawdzona na
Zachodzie aż do skompromitowania się – reforma edukacji.
W tej
sytuacji trzeba bronić wsi z całych sił, a dla młodzieży uruchamiać
pomoc edukacyjną, zapewniającą minimum wykształcenia ogólnokształcącego
- przedmiotowego oraz podstawy wiedzy o cywilizacjach Feliksa Konecznego. W tym kierunku powinna być
prowadzona praca polityczna z tymi ludźmi, którzy wprawdzie tkwią w
systemie władzy, ale nie są
zależni od CSP oraz posiadają zdrowe moralnie zaplecze
rodzinne.
Nie jest
natomiast za późno
aby przyswoić
sobie wiedzę, która pozwoli na zrozumienie większości
polskich porażek, zawinionych najczęściej przez
inteligencję. Poparcie dla integracji z UE na dzień 16.03.2001 wynosi średnio 55%,
sprzeciw 30%. Zwolennicy i przeciwnicy rekrutują
się z poszczególnych partii następująco:
UW - 97%
(5%), PO - 83% (12%), AWS - 70%(12%), SLD - 54%(54%), PSL - 28% (9%),
średnia ważona poparcia wynosi 54,.9%.
Bazą dla
polskich porażek jest nieświadomość podstawowych różnic między
cywilizacją łacińską, a cywilizacją żydowską. Pierwsza jest
personalistyczna i organiczna, druga –
gromadnościowa, sakralna i mechaniczna.
Cechą
cywilizacji żydowskiej jest ahistoryzm oraz dialektyka, co w połączeniu
z gromadnościowością uniemożliwia partnerski
dialog między Żydami a narodami cywilizacji łacińskiej. Do tych
ostatnich zaliczyć należy większość narodów europejskich
oraz młode narody, będące spadkobiercami Brytyjskiej
Wspólnoty Narodów. Mieszanka cywilizacyjna pcha do wojen (Bałkany, a
także Niemcy, rozdarte między cywilizację bizantyńską i łacińską).
Stopniowa laicyzacja Europy Zachodniej, rozpoczęta w okresie Renesansu,
osiągnęła swoje apogeum podczas Rewolucji Francuskiej. Równolegle
postępowała laicyzacja inteligencji żydowskiej, także poprzez
przechodzenie z mozaizmu na protestantyzm. Pojawiła się nowa warstwa
społeczna – inteligencja europejska o zabarwieniu kosmopolitycznym. Z
refleksji wybitnego uczonego żydowskiego prof. Ludwika Hirszfelda (Historia jednego życia, Instytut Wydawniczy Pax 1967)
oraz z dokumentów zebranych przez Władysława Bartoszewskiego i Zofię
Lewinówną („Ten jest z Ojczyzny mojej” Instytut
Wydawniczy Znak 1969) można wywnioskować, że światowa elita żydowska
dopuściła do zagłady milionów prawowiernych Żydów z rąk Niemców -
obywateli III Rzeszy.
Z różnych
źródeł (np. ks. dr Paweł Iliński, Święty Maksymilian Kolbe
na tle epoki, wyd. II, Michalineum 1989)
można poznać niemieckie plany i ich realizacje w
odniesieniu do Polaków i Żydów. W planach
tych Niemcy uważają się za nadludzi, za naród wybrany. Powstaje
pytanie, skąd w Europie nowożytnej i racjonalnej powstał tego rodzaju
zabobon, którego realizacja przyniosła
śmierć dziesiątkom milionów ludzi, w tym milionom
Żydów?
Drugie
pytanie: kim byli twórcy socjalkomunizmu? Co się działo w sferze
gospodarki i polityki podczas dwóch lat współpracy między NSDAP i
WKP(b)? Coraz trudniej jest odpowiadać na takie pytania, bo instytucje
te wymordowały inteligencję polską II Rzeczypospolitej, biblioteki
publiczne zostały „wyczyszczone” z niewłaściwych książek już na
przełomie 1949/50 (i taki stan trwa do dziś!), a polityka wydawnicza
promuje pozycje „poprawne politycznie”; dotyczy to także ekranizacji
wielkich dzieł narodowych.
„Nasza Rzeczpospolita”
Akcja
„Jedwabne” przechodzi do porządku dziennego nad tymi i podobnymi
pytaniami i rozwija temat, który można by określić następująco:
„Historia narodu polskiego ze szczególnym uwzględnieniem morderstw
popełnianych na Żydach i prześladowań mniejszości
narodowych”. Z ostatnich enuncjacji „Rzeczpospolitej” (17-18.03.2001)
wynika, że do przestępstw polskich trzeba zaliczyć dążenie do
posiadania państwa polskiego, wymaganie
wobec niego lojalności ze strony mniejszości narodowych, pielęgnowanie
kultury narodowej.
Socjotechnika
w „Rzeczpospolitej” jest doprowadzana do perfekcji. W publicystycznym
artykule profesora historii Uniwersytetu Warszawskiego tytuł Ludzie ludziom oskarża, nadtytuł Historia
żadnego kraju nie jest jedynie bohaterska brzmi pojednawczo. W
sąsiednim artykule wieloletniego korespondenta prasy niemieckiej na
odwrót: tytuł Błędne koło zbiorowej odpowiedzialności
jest wyrozumiały, natomiast nadtytuł: Za antysemityzm
odpowiadają antysemici - oskarża.
Taka
socjotechnika to dobrze znana metoda dialektyczna: teza + antyteza =
synteza = zero. Nie tylko same tytuły, ale całe obydwa artykuły mają
wartość poznawczą bliską zeru, oferują Czytelnikowi szum informacyjny.
W tym szumie przemycane są hasła rodem z Rewolucji Francuskiej, a w
szczególności hasło równości typu Kalego.
Otóż jeśli przykładowo choćby jeden
spośród rodziców dzieci w klasie nie znosił widoku Krzyża na ścianie
klasy, to sprawa musi byś rozsądzona przez Trybunał Konstytucyjny
większością głosów, podobnie uchwalenie
prawa do zawieszenia Krzyża wymagało większości w parlamencie.
W przywołanym
artykule profesora są właśnie tego typu zarzuty. „Rzeczpospolita Obojga
Narodów” została zastąpiona „Rzeczpospolitą wielu narodów”. Profesor
pisze z wyrzutem:
W szkołach
uczy się przede wszystkim historii Polaków, a nie historii ludzi
współtworzących Rzeczpospolitą. Powstanie w getcie warszawskim wciąż
najczęściej uważa się za powstanie żydowskie... Wśród krzyży na pomniku
Poległym i Pomordowanym na Wschodzie zrobiono miejsce dla macewy,
krzyża prawosławnego i nagrobka tatarskiego... ale jest to jednak
wyraźnie pomnik przede wszystkim polski.
Według
profesora historii określenie „Żydokomuna” to „stereotyp”. Czyżby
profesor nie wiedział, że twórcami ZSRR
byli praktycznie w 100% Żydzi pod wodzą Lenina, a potem Stalina? Czyżby
ks. dr Stanisław Trzeciak, przedwojenny ekspert Sejmu w II RP w kwestii
żydowskiej, pisał nieprawdę, skoro dzieła jego brali Żydzi pod lupę, a
mieli dojście do mównicy sejmowej? Przypomnijmy
sobie zatem, że to właśnie Mołotow nazwał Polskę „bękartem Traktatu
Wersalskiego”, że Stalin
nazwał agresję 17 września „wyzwalaniem ludów
zamieszkujących Zachodnią Białoruś i Zachodnią Ukrainę spod ucisku polskich panów”.
Dziwnie brzmi
w tym kontekście argumentacja profesora,
który określając czasy II Rzeczypospolitej jako „brzemienne
nacjonalizmem”, pisze:
Trzeba też
zauważyć, że dla Żydów, przerażonych zbliżaniem się hitlerowców,
wejście Rosjan było ratunkiem – nawet jeśli to był swoisty ratunek. Co
nie mniej ważne, ewentualne zwrócenie się Żydów ku Rosjanom, a przeciw
państwu polskiemu, wystawiało bardzo złe świadectwo polityce etnicznej
II Rzeczpospolitej. Jeśli w godzinie próby odstępują od państwa żyjące
w nim mniejszości (sprawa dotyczyła wszak
nie tylko Żydów), to jest to fatalna cenzurka nie tylko, a może nawet
nie tyle dla mniejszości, ile dla państwa.
Owszem, jest
to fatalna cenzurka, ale dla profesora historii. W końcu są jeszcze dziś w Polsce ludzie, którzy wiedzą, że zajmowanie
Polski po obu stronach wytyczonej linii
demarkacyjnej III Rzesza - ZSRR, korekta tej linii (np. oddanie Lwowa
Sowietom, zajętego najpierw
przez Niemców) odbywało się w atmosferze
serdecznej przyjaźni i wzajemnego zrozumienia, jak
przystało na bratnie kraje socjalkomunistyczne. Dziwne też jest, że –
jak dotychczas – współpraca polityczna,
gospodarcza, wojskowa, wywiadowcza między dwoma
totalitaryzmami w okresie 17.09.1939 i 21.06.1941 stanowi
jedną wielką białą plamę.
Unikając
słowa „patriotyzm”, profesor widzi „pozytywne” zmiany w mentalności
współczesnych Polaków:
...zmniejszyła
się potrzeba kultywowania obrazu bohaterskiej przeszłości. Jest to
obraz w Polsce zadawniony, wykreowany w związku z zaborami...
paradoksalnie kultywowany był przez komunistów - jako instrument
szukania drogi do dogadania się z narodem.
W tej
ostatniej kwestii trzeba profesorowi przyznać rację, ponieważ wśród
komunistów polskich, tak jak wszędzie, był nurt patriotyczny, który
bardzo niepokoił Międzynarodówkę Socjalkomunistyczną, szczególnie po
wyborze Papieża Polaka, i przyspieszył decyzję o pierestrojce,
poprzedzoną wyzwalaniem świata od komunizmu radzieckiego przez
„Solidarność”. Powiem więcej - ten nurt nadal niepokoi CSP.
Analizując
kwestię zbrodni w Jedwabnem, profesor stwierdza, że „Nie jest tak,
ażeby tylko w jednym narodzie istnieli
zbrodniarze... Polska nie mogła być wyjątkiem w ówczesnej dość podłej
Europie”, to znaczy stwierdza, że Żydzi
byli prześladowani wszędzie. Następnie proponuje, aby „wystawić pomnik
ze wskazaniem winnego narodu”. Tak więc w chwili najintensywniejszej
współpracy Niemcy – ZSRR, w rejonie linii demarkacyjnej, uważa za
winnych zbrodni w Jedwabnem jeden naród – Polaków, ignorując potrzebę
jakiegokolwiek postępowania sądowego.
Trzeba
jeszcze spróbować zrozumieć, co u profesora znaczy
owa „podła Europa”. Przypomnijmy sobie zeszłoroczną wypowiedź w
Gnieźnie prezydenta Niemiec, Johannesa von Raue, który stwierdził z
okazji 1000-lecia Zjazdu Gnieźnieńskiego, że „...nie
może być tak, żebyśmy mieli jakąś nadbudowę kościelną nad
naszym kontynentem...”. Profesor pisząc o „tej Europie” pyta się:
Jak to się
działo, że przeciętni ludzie zaczynali odczuwać tak wielką nienawiść,
iż dawali jej nieograniczony upust, gdy przychodziła możliwość?
Większość z nich powtarzała wszak: <Kochaj bliźniego jak siebie
samego>... Problem tkwi jednak w tym, że nie obejmowała ona owym postulatem Żydów -
nie uważała bowiem ich za bliźnich.
Jest
dokładnie odwrotnie, o czym pisze Feliks Koneczny. To Żydzi mają
podwójną etykę: jedną dla swoich, a inną dla nie-Żydów. Rzecz leży w
czymś zupełnie innym, w odwiecznym antykatolicyzmie. Szukając głębiej
odpowiedzi na postawione wyżej pytanie, profesor pisze:
... na
bliskim miejscu trzeba wymienić wielowiekowe oskarżenia Kościoła
katolickiego pod adresem Żydów...
Tak więc
widać jasno. Ilokrotnie by Kościół przepraszał za popełnione i
niepopełnione winy, i tak pozostanie historycznym, zbiorowym
antysemitą, ponieważ każdy, kto uznaje Jezusa Chrystusa za Boga, jest
antysemitą. Problem antysemityzmu jest problem wtórnym, pierwotny jest
problem antykatolicyzmu.
Pisanie
polemiki z artykułem Profesora i innymi podobnymi jest pracą syzyfową.
Artykuł napisany jest w konwencji charakterystycznej
dla cywilizacji żydowskiej, a więc gromadnościowej oraz
sakralnej. Gromadnościowość wyraża się w braku osobistego,
konsekwentnego jasno wyrażonego poglądu, za który bierze się w
cywilizacji łacińskiej odpowiedzialność. Gdyby światowa technologia
przemysłowa była realizowana w ramach cywilizacji żydowskiej, samochód
rozpadłby się na części przed ruszeniem z miejsca. W ramach cywilizacji
żydowskiej mnożone są idee, jest to cywilizacja inicjatywna, natomiast
ich weryfikacja i ewentualna pomyślna realizacja ma miejsce w ramach
cywilizacji łacińskiej. Niektóre inicjatywy są sensowne ale te, które
buntują przeciw Bogu, kończą się samozagładą Żydów. Inaczej mówiąc, jakby u Platona –
Mędrcy Żydowscy inicjują idee, wojsko pilnuje, a szary człowiek,
poczynając od profesora uniwersytetu, wciela idee w
życie.
Sąsiad zza
Odry
Artykuł
Niemca ma podobne właściwości, co nie dziwi, ponieważ
nasi sąsiedzi zza Odry od tysiąca lat tkwią w
gromadnościowej cywilizacji bizantyńskiej, w której państwo ma zawsze
rację, włączając w to kwestię sumienia
człowieka. Zapłacili za to w historii
Grunwaldem a następnie Norymbergą. Czy wyciągnęli wnioski? Tylko
jednostki (por. mój felieton MP 25.03.2001). Warszawski korespondent
pisze w obronie Żydów i Niemców:
To nie
mityczni Polacy urządzali pogromy, lecz narodowcy i falangiści, podczas
gdy polscy socjaliści często stawali po stronie zaatakowanych ( i to
nie tylko Żydów). Dziwne i zastanawiające, że po kilku latach dialogu
polsko-żydowskiego, tak często w literaturze, historiografii i
publicystyce pojawiają się skróty myślowe typu „strona żydowska”,
„organizacje żydowskie” i podobne, świadczące o nieznajomości podziałów
i różnic po drugiej stronie.
W taki prosty
sposób rzekome państwo wielonarodowe kasuje problem mniejszości
żydowskiej na przykładzie Lwowa:
...zamiast
analiz problemów wielonarodowych obszarów pod okupacją sowiecką mamy
opisy żydowskiej zdrady i kolaboracji.
Niemiec,
pisząc dalej w stylu artykułu profesora historii (podobieństwa wydają się wskazywać na daleko idące
uzgodnienia tekstu), stwierdza, że:
Jeśli państwo
jest codziennym plebiscytem swoich
obywateli..., to Polska w 1939 r. po prostu przegrała ten plebiscyt u
swoich mniejszości... Kategorie „lojalności” i „zdrady” w tym wypadku
przestają mieć zastosowanie. Tymczasem polskie debaty na temat
komunizmu i Drugiej Rzeczpospolitej są debatami nad suwerennością, a w
mniejszym, stopniu nad demokracją lub praworządnością.
Niemiecki
korespondent zdaje sobie sprawę, że takie „usprawiedliwienie”
zdrady Polski przez mniejszości narodowe, a w tym przez
Żydów jest niewiarygodne. Przywołuje zatem
jeszcze bardziej absurdalny argument, a mianowicie, że
suwerenność nie ma żadnego związku ze zdradą:
Stosując
kryterium suwerenności. Willy Brandt nigdy nie mógłby zostać kanclerzem
Niemiec, ponieważ zdradził państwo, które było niewątpliwie suwerenne –
Trzecią Rzeszę. Argument taki sugeruje niedwuznacznie, że dobrym premierem
Rzeczypospolitej mógłby być przedstawiciel jednej zmniejszości
narodowych, która zdradziła Polskę.
Niemiec idzie
jeszcze dalej w ocenie Rzeczypospolitej, sugerując nie tylko
wielonarodowość ale i to, że Polacy są równorzędną narodowością z
innymi albo że nie ma problemu mniejszości, tylko wielonarodowości.
Ponieważ liczbowo Polacy stanowili jednak zdecydowaną większość we
własnym państwie, to – w domyśle – jakościowo powinni być niżej
oceniani. Autor ostrzega
Aleksandra Kwaśniewskiego ( bez użycia słowa
„prezydent”) przed przepraszaniem w imieniu Polski,
ponieważ:
Przeprosić za
Jedwabne powinni dobrowolni spadkobiercy Romana Dmowskiego, Bolesława
Piaseckiego i księdza Trzeciaka (tu Autor zapomniał wymienić imię
księdza doktora Stanisława), którzy do dzisiaj stosują te same
kryteria, na podstawie których w Jedwabnem można było jednoznacznie
rozstrzygnąć, kto jest Polakiem, a kto nie.
Warto
zastanowić się, czy omawiane artykuły
powstały na gruncie szacunku
dla męczeństwa milionów najuboższych i najwierniejszych
religii mojżeszowej Żydów, czy też z pobudek doraźnie politycznych. Oto
bowiem sąsiadują w tekście „Kristallnacht” i „holocaust”, „getto
warszawskie” i „Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie”. W
artykule niemieckiego korespondenta mamy „Trzecią Rzeszę” obok „pomnika
warszawskiego getta”.
Gdyby zebrać
informacje, które wnoszą obydwa artykuły, to jest to w sumie mała,
prymitywna ahistoryczna manipulacja, która ma na celu wywołanie
wielkiego wrażenia narodowo-katolickiej winy u młodych,
niezorientowanych, a wrażliwych Polaków, pozbawionych dostępu do źródeł.
Nie jestem
historykiem i nie jest moim obowiązkiem prostować niedorzeczności
historyczne. Dlatego przytoczę tylko wybrane przykłady, świadczące coś
dokładnie odwrotnego, niż sugerują PT Autorzy, sąsiadujący ze sobą na
tej samej stronie „Rzeczpospolitej”. Oto publikacja naukowa Jana
Stanisława Bystronia „Uwagi nad dziesięciu pieśniami ludowymi Żydów
polskich”, przedstawiona na posiedzeniu Wydziału II Towarzystwa
Naukowego Warszawskiego dnia 22 czerwca 1922 r., opublikowana w
Archiwum Nauk Antropologicznych, tom I, Nr 10, z zasiłku Ministerstwa
Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, wydawnictwo Książnica
Polska Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych, Warszawa - Lwów MCMXXIII. W pracy tej czytamy:
...trudno
przypuszczać wydatniejszy wpływ pieśni, śpiewanych przez pospólstwo
żydowskie na ludność polską, choćby dlatego, że ogromna większość Żydów rozumie język polski, podczas gdy Polak,
rozumiejący żargon, należy do niezmiernie rzadkich wyjątków.
Drugi
przykład to Polska karząca 1939-45, autorstwa Leszka
Gondka, gdzie czytamy:
W związku z
wezwaniem władz okupacyjnych do wojskowo przeszkolonych Polaków o
wstępowanie do dobrowolnej służby pomocniczej przy straży baraków
żydowskich, w marcu 1941 r. ukazało się w tajnej prasie następujące
ostrzeżenie: Dobrowolna służba Polaków pod komendą niemiecką jest
zdradą narodową... Służba pomocnicza dla policji (żandarmerii) może być
zmuszana do czynów hańbiących dobre imię Polaków...Rząd Polski,
przebywający na obczyźnie, już w roku ubiegłym polecił wstrzymać się od
wszelkich, choćby tylko pozorów współdziałania w antyżydowskiej akcji,
organizowanej przez Niemców. Wróg niemiecki wykorzysta tę służbę
pomocniczą, aby pokazać całemu światu, że współpracujemy z nim w
niszczeniu Żydów i będzie usiłował skompromitować nas wobec zagranicy -
przeto czynniki wojskowo-organizacyjne na obszarze kraju, działając z
ramienia rządu polskiego na obczyźnie, wzywają wszystkich Polaków, aby
kategorycznie odrzucili myśl zaciągania się w szeregi służby
pomocniczej dla policji (żandarmerii) niemieckiej.
Za czyny z
pobudek materialnych, takie jak wydawanie Niemcom Żydów albo
szantażowanie Polaków ukrywających Żydów,
Cywilne Sądy Specjalne wymierzały karę śmierci. Sądy takie zostały
powołane pod koniec 1942 r. i podlegały Departamentowi Sprawiedliwości
Delegatury Rządu na Kraj. Do chwili wybuchu Powstania Warszawskiego CSS
dla m. st. Warszawy i woj. warszawskiego wydał ok. 60-70 wyroków
śmierci, z czego ok. 30% dotyczyły przestępców winnych prześladowania
ludności żydowskiej.
Co mogą
powiedzieć PT Autorzy o karach wymierzanych przez Żydów Żydom winnym
prześladowania ludności polskiej podczas II wojny światowej i po jej
zakończeniu?
W chwili, gdy
rozkręcana jest sprawa Jedwabnego i rzucane są gazetowe oskarżenia
Polaków o prześladowanie Żydów zawsze i wszędzie, gdzie to było
możliwe, ministrem spraw zagranicznych RP jest p. Władysław
Bartoszewski, współautor z p. Zofią Lewinówną monumentalnej książki Ten jest z Ojczyzny mojej – Polacy
z pomocą Żydom 1939-45 (1100 stron!). Dlaczego p. Bartoszewski
milczy? Czyżby zamierzał wyprzeć się tego
dzieła?
Polacy nie są narodem mściwym i nie będą dociekać
źródeł marksizmu-leninizmu i jego najgorszego wcielenia,
czyli bolszewizmu. Ale nie wiadomo, jak się zachowają inne
narody, gdy będą atakowane tak jak dzisiaj Polacy. To nie tylko
systematyczne naukowe badania ks. dra Stanisława Trzeciaka, eksperta
sejmowego II RP ds. religii mojżeszowej, ujawniły, że bolszewizm jest
dziełem Żydów, wykorzenionych z religii mojżeszowej. Jest wielu innych
świadków tego faktu. Trzeba tu wymienić przede wszystkim książkę
naocznego świadka rewolucji bolszewickiej, znakomitego
pisarza, Jana Parandowskiego Bolszewizm i bolszewicy w
Rosji, wydaną w Londynie w 1996 r. (wyd. pierwsze Stanisławów 1919).
Jednakże
prawda jest jeszcze bardziej złożona i groźna. W Rosji carskiej potężne
wpływy niemieckie nie mogły nie mieć udziału w poniewieraniu Żydów, w organizowaniu ich pogromów, w
przesiedlaniu ich na dawne ziemie polskie. Żydzi niemieccy przygotowali
rewolucję bolszewicką rękoma poniewieranych i prześladowanych za caratu
Żydów rosyjskich. Rosja miała stanąć otworem dla ekspansji niemieckiej.
Stało się inaczej i dziś dla kontynuacji polityki niemieckiej aż po
Daleki Wschód (Instytut Schillera w Hamburgu), trzeba pozbawić Polaków
szansy na świadczenie prawdy, bo jest ona dla Niemców podwójnie
niewygodna: raz ze względu na Rewolucję Październikową, a dwa – ze
względu na realizację eksterminacji milionów ortodoksyjnych Żydów.
Pisze,
uratowany przez Polaków z getta wspomniany już prof. Ludwik Hirszfeld:
Co robią
Żydzi w chwili, gdy mordują resztki ich umęczonego narodu? Docierają do
nas jedynie protesty generała Sikorskiego z Londynu, że mordują
obywateli polskich. Ale co
robią Żydzi? Rodzi się we mnie podejrzenie straszne: czy nie stracili i
oni sumienia i poczucia godności... czy nie myślą
z góry i nie obliczają jak ci, co uniknęli kaźni, mają się w
przyszłości urządzić i współżyć i handlować z oprawcą.. Przyjdą czasy,
gdy Niemcy zechcą się godzić ze światem... Najlepiej załatwią to sami
niemieccy Żydzi. Będą ci pozostali może radzi, że zlikwidowano sprawę
żydowską. Niemcy będą mieli lekkie wyrzuty sumienia. Takie wyrzuty mają
swoją wartość, można zamienić je na gotówkę lub na wpływy... otóż ja
tego nie chcę...Nie wolno mordować bezbronnych.
Biedny jest
naród żydowski, bo odrzuca wciąż Chrystusa i bez Niego chce budować Nowy Świat Pokoju
i Sprawiedliwości Społecznej (program Bundu), którego Unia Europejska
ma być głównym elementem. Ale współczucie dla Żydów nie może oznaczać
aprobaty dla ich strasznej polityki, a przede wszystkim dla ich
żądania, aby katolicy wyparli się wiary. „Dopóki chrześcijanie będą
uważać Chrystusa za Boga, dopóty pozostaną antysemitami” (rabin dr
Pinchas Hayman w „Australian Jewish News” 26. 07.1996, za „Naszym
Dziennikiem” 2.03.2001).
Za zasłoną
Jedwabnego
Jestem
przekonany, że gdyby pos. Witold Tomczak przemyślał głębiej sytuację w
Polsce, będącą bezpośrednią konsekwencją podpisania w dniu 16.12.1991
r. przez Premiera Jana Olszewskiego Układu o Stowarzyszeniu ze
Wspólnotami Europejskimi i ich Państwami Członkowskim”, to zażądałby wypowiedzenia tego Układu. Pos. Tomczak wybrał
jednak inne rozwiązanie w postaci oświadczenia
sejmowego z 7.03.2001. W oświadczeniu Autora czytamy: „... apeluję do polskich
polityków o jednoznaczną postawę wobec zagrożeń ze strony Unii
Europejskiej, apeluję do narodu polskiego o maksymalną mobilizację i
zaangażowanie w zbieranie podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie
referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej”.
Niestety,
jest to już chyba trzecie podejście do zbierania podpisów o referendum.
Jeżeliby nawet wszyscy starsi, schorowani inwalidzi, emeryci i renciści
rzucili wszystko na jedną szalę, to jaka jest szansa, że organizator
zagospodaruje te podpisy, że Państwowa Komisja Wyborcza
je zatwierdzi, że Sejm uchwali referendum, że wreszcie
uczestnictwo będzie dostateczne, a wynik pozytywny i nie zaskarżony? Ze
swojej strony dziwię się, że Pan poseł (ani nikt inny) nie podjął dotąd
inicjatywy w celu publicznego nagłośnienia możliwości wypowiedzenia ww. układu w oparciu o art. 118, który brzmi
następująco:
Art. 118.
Układ niniejszy zawarty jest na czas nieokreślony. Każda ze stron może
wypowiedzieć niniejszy Układ drugiej stronie w drodze notyfikacji.
Układ niniejszy utraci moc po upływie sześciu miesięcy od dnia takiej
notyfikacji.
CSP zdają sobie sprawę, że to, co wyżej postuluję,
może się zdarzyć. Dlatego mobilizują żydowską
opinię publiczną całego świata do wzmożonego wysiłku na rzecz
oskarżania Polaków per fas et nefas (nie przebierając w środkach) o
antysemityzm. Jednocześnie maksymalnie przyspieszają działania na rzecz
ubezwłasnowolnienia Polski w oparciu o artykuły
ww. układu, określanego jako układ przedakcesyjny.
Polakom wolno będzie obudzić się dopiero wtedy, gdy
państwo zostanie rozczłonkowane na regiony, których władze zwrócą się z
pokorną prośbą o przyjęcie do UE.
„Nasz
Dziennik” prowadzi „dżentelmeńską” kolumnę
„Za i przeciw UE”, podczas gdy należałoby podsumować straty polityczne,
moralne i gospodarcze, które poniosła już Polska z tytułu realizacji
tego Układu i nie doszukiwać się korzyści, których nigdy nie było i nie
będzie. Układ ma na celu taką formę bycia w UE, która prowadzi do całkowitej likwidacji Polski, bez żadnych
korzyści, należnych suwerennemu narodowi i jego państwu. Tak zwana
„Data wejścia do UE” stanowi tylko figurę retoryczną dla ludzi naiwnych.
Aby
przybliżyć sobie proces
likwidacji Polski, prześledźmy na bieżąco ważniejsze
wydarzenia:
1.
„Rzeczpospolita” 07.03.2001 – Mniej
żołnierzy więcej bezrobotnych;
2.
„Rzeczpospolita” 09.03.2001 – Podatki -
wyprowadzanie zysków z polskich spółek - Pieniądze płyną za granicę;
3.
„Rzeczpospolita” 14. 03. 2001 – rząd
przygotował „projekt ustawy o skutkach wprowadzenia w niektórych
państwach UE wspólnej waluty euro. Określa ona - od strony prawnej -
skutki jakie dla Polski może mieć wprowadzenie do obiegu banknotów i
monet euro. Ma to nastąpić 1 stycznia 2002 r. Rząd zdecydował się
uregulować zarówno kwestie waluty w jakiej mają być dokonywane
świadczenia i płatności, jak i wymiany banknotów oraz monet. Ustawa
przewiduje między innymi, że świadczenia wypłacane po 31 grudnia 2001
r., powinny być wypłacane w euro. W okresie przejściowym, tj. od 1
stycznia 2002 r. do 30 czerwca 2002 r. świadczenie takie będzie mogło
być wypłacone w walucie narodowej”.
4. Dziennik
Internetowy PAP, 15.03.2001 Minister finansów Jerzy Bauc prognozuje
spadek inflacji w marcu do 6.5% z 7,4 % w styczniu;
5. Dziennik
Internetowy PAP, 15.03.2001 Podaż pieniądza wzrosła w lutym o 0.9% do
295.292 milionów zł - podał w środę wstępne dane Narodowy Bank Polski.
6.
„Rzeczpospolita” 16.03.2001 Spadająca inflacja i słabnąca dynamika PKB
grożą mniejszymi wpływami do skarbu państwa - Czy będzie potrzebna
nowelizacja budżetu?
7. Dziennik
Internetowy PAP 19.03.2001– Minister Komorowski przedstawił listę
garnizonów przeznaczonych do likwidacji... potrzeba
koncentracji finansowej na celach natowskich oznacza poważne trudności na innych obszarach...
Minister zapowiedział też duże podwyżki dla kadry...Likwidacji mają
ulec garnizony Debrzno, Dębica, Ełk, Gorzów Wlkp., Gubin, Jelenia Góra,
Modlin, Mrągowo, Nowe Miasto, Nysa, Ostróda, Szczecinek, Zegrze
Pomorskie i Żary;
8. Dziennik
Internetowy PAP 19.03.2001 – Wiceminister obrony
Robert Lipka, szef departamentu społeczno-wychowawczego podał się do
dymisji. Przed tygodniem Lipka spotkał się z kadrą i pracownikami
wojska w Grudziądzu. Lokalna prasa przytaczała jego barwne wypowiedzi,
zarzucając mu, że się spóźnił, był nieprzygotowany i czuć było odeń alkohol;
9.
„Rzeczpospolita” 19.03.2001 Euro - polskie firmy są przygotowane do
produkcji wspólnej waluty - Potrzeba siedem miliardów monet.
10. Dziennik
Internetowy PAP, 20.03.2001 - „Przed przystąpieniem do Europejskiej
Unii Monetarnej (EMU) Polska powinna zmniejszyć inflację do ok. 5% oraz
zbilansować budżet – uważa Robert Mundell,
laureat nagrody Nobla z dziedziny ekonomii
w1999 r.
11. Dziennik
Internetowy PAP 20.03.2001 - Województwo zachodniopomorskie otrzymało
od ministra transportu 7 mln 200 tys. zł na utrzymanie kolejowych
połączeń regionalnych.
Warto zwrócić szczególną uwagę na pkt. 3, 9 oraz 10 i
udzielić sobie odpowiedzi na następujące pytania:
1. Co to są
„niektóre państwa UE”?
2. Czy
projektowana ustawa dotyczy tylko Polski, czy też „niektórych państw
UE”, a w tym i Polski?
3. Jakim
pieniądzem będą posługiwali się Polacy po 30.06.2002?
Z powyższych
danych można wyciągnąć wiele innych ważnych wniosków. Np. z pkt. 5
wynika, że na jednego Polaka przypada średnio 630zł/miesiąc w fizycznym
pieniądzu, a więc na 4-osobową rodzinę 2520 zł. Jak się ma ta suma do
przeciętnej pensji? Kto przechwytuje pieniądze, potrzebne do życia
ludziom, których okradziono z pracy? Dlaczego likwidowane są garnizony akurat na
Ziemiach Zachodnich i Północnych? Dlaczego politycy od finansów
traktują spadek inflacji jak przysłowiową „świętą krowę”, a ukrywają
towarzyszący mu spadek produkcji? Dlaczego dopłacanie do kolei
regionalnych, zwłaszcza do tych nad niemiecką granicą, jest dobre, a
dla PKP złe? Dlaczego rolnicy muszą czekać
miesiącami na zapłatę za dostarczone towary? Kto toleruje prawo
stanowione, umożliwiające okradanie państwa? Kto weryfikuje kandydatów
na fotele ministerialne? Dlaczego troska o Polskę w cytowanych
wypowiedziach jest w ostatecznym rozrachunku fikcyjna?
Wszystkie
tego typu pytania dyktuje cywilizacja łacińska, żądająca
odpowiedzialności osobistej za każdą dziedzinę życia społecznego. Kto
nie umie takiej odpowiedzialności się podjąć, nie powinien być
dopuszczany do jakiejkolwiek władzy, nawet kierownika sklepu. Koneczny
odkrył podstawowe prawo dziejowe: nikt nie może być cywilizowany na dwa
sposoby: w poniedziałki, środy i piątki kierować się zasadami
cywilizacji łacińskiej, a we wtorki, czwartki i soboty – zasadami
cywilizacji żydowskiej albo bizantyńskiej.
Musimy
rozstać się z podstawowym postulatem – walką klas, która z woli CSP
przyjęła obecnie postać bezwzględnej walki konkurencyjnej, i
doprowadzić do tego, aby Polską rządzili ludzie cywilizacji łacińskiej,
tak jak to się działo za Piastów, to znaczy zaangażować się w walkę o
zwycięstwo tej cywilizacji. Skoro zaś
cywilizacja łacińska jest organizmem, to nie może w niej być ludzi
zbędnych. A zatem głośmy na wstępie prymat zatrudnienia przed zyskiem!
Myślę, że
warto przygotowywać tego typu zestawienia, wyciągać wnioski i
propagować przy okazji spotkań dyskusyjnych, prelekcji itp, aby
pobudzić do myślenia Polaków, szczególnie tych, którzy ponoszą formalną
odpowiedzialność za Polskę, a zachowali jeszcze niezależność od CSP.
Czas nagli, nie przejmujmy się zbytnio antypolską wrzawą. Stan wojenny
trwa!
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|