ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Jan Piwowarski

Rolnictwo

BSE w Niemczech i UE - potencjalne skutki dla Polaków

NPW 3-4, 2001


Od dłuższego czasu docierają do nas fragmentaryczne,  ale złowieszcze informacje o nadciągającym nowym kataklizmie grożącym Europie, a może nawet światu, w postaci BSE – czyli choroby wściekłych krów.
 
Większość naukowców  twierdzi, że BSE jest chorobą prionową. Zgodnie z tą teorią nośnikami choroby są priony – niewielkie cząsteczki białkowe podobne do cząsteczek występujących w komórkach nerwowych zdrowych zwierząt. Priony zdrowe i chorobotwórcze mają taki sam skład chemiczny. Różnią się jedynie nieco inną budową wewnętrzną. Priony chorobotwórcze  kontaktując się ze zdrowymi, powodują zamianę zdrowych na chorobotwórcze. Ponieważ zewnętrznie nie różnią się od zdrowych, nie są rozpoznawane przez system odpornościowy organizmu zaatakowanego zwierzęcia czy człowieka jako ciała obce i nie są przez niego niszczone. Chorobotwórcze priony wykazują się wyjątkową odpornością na środki dezynfekcyjne. Nie ulegają zniszczeniu przez promieniowanie i większość chemicznych środków dezynfekcyjnych. W ziemi zachowują zdolność zakażania przez wiele lat. Nawet spalenie w temperaturze 3600 C nie pozbawia ich całkowicie zdolności zakażania. Pozytywne wyniki daje dopiero długotrwałe stosowanie sody żrącej (24 godz.) i dezynfekcja w podwyższonym ciśnieniu (30 atmosfer) w temperaturze 1400 C co najmniej przez godzinę.
 
Choroba  ta u owiec i kóz pod nazwą  scrapie  (drżączka) znana była w Anglii od 1732 r. Przez prawie dwa i pół wieku, dopóki  padłe na tę chorobę zwierzęta w naturalny sposób były likwidowane, nie przybierała ona rozmiarów epidemii. Wszystko na to wskazuje, że przełamanie bariery międzygatunkowej i zakażenie bydła BSE nastąpiło wskutek przetwarzania padłych owiec na mączki mięsną i kostną, które potem spasano bydłem. Stało się to w latach osiemdziesiątych w Anglii, gdzie rozpoznano i opisano pierwsze wypadki. Pomimo ostrzeżeń ze strony fachowców politycy w imię doraźnych interesów ekonomicznych bagatelizowali, a nawet tuszowali skandal. Były wypadki, że z tego  powodu uczciwi pracownicy tracili stanowiska, a nawet życie. Brak barier w Unii Europejskiej spowodował, że wraz z mączką mięsną i kostną oraz zwierzętami choroba BSE z Anglii została zawleczona do większości krajów należących do UE. Do 1988 r., kiedy w Anglii wprowadzono zakaz stosowania w żywieniu bydła mączek zwierzęcych, na BSE padło już ponad 10 tys. sztuk bydła i zostało przerobione na mączki. Pomimo stwierdzenia, że odpowiedzialna za szerzenie się epidemii BSE jest mączka zwierzęca, nie zaprzestano jej produkcji i eksportu. Szokiem było ogłoszenie przez  brytyjską komisję rządową  w marcu 1996 r. informacji o przełamaniu następnej bariery międzygatunkowej i atakowaniu przez priony BSE człowieka, które wywołuje u niego nową odmianę choroby Creutzfeldta- Jacoba. Nowa odmiana tym różni się od klasycznej, że atakuje nie tylko w podeszłym wieku, ale również w średnim, a nawet w dziecięcym. Przeprowadzone w międzyczasie badania wykazały, że prionami tej choroby zarażają się koty, trzoda, zwierzęta futerkowe, a także strusie. Ponadto pośrednio udowodniono możliwość zarażenia się BSE inną drogą niż pokarmowa, hodując cielęta urodzone z chorych matek, żywione zdrową paszą. W przeprowadzonej próbie po trzech latach ponad 10%  zwierząt zapadało na BSE. Po tych rewelacjach większość importerów wprowadziła zakaz importu z Wielkiej Brytanii  bydła wołowiny i mączek zwierzęcych. Należy nadmienić, że do 1993 r. 27 krajów importowało z Wielkiej Brytanii mączkę zwierzęcą. Należało w całości uznać ją za skażoną,  ponieważ zostało na nią przerobione około 150 000 sztuk bydła, które do tej pory zachorowało na BSE. Po informacjach prasowych o pojawieniu się BSE w Szlezwiku-Holsztynie największym niemieckim rejonie hodowli bydła, postanowiłem skorzystać z nadarzającej się okazji, by przyjrzeć się sprawie na miejscu. W czasie tygodniowego pobytu mieliśmy okazję zwiedzić kilkanaście gospodarstw i instytucji je obsługujących. Doszedł do skutku również wyjazd do Danii.
 
Kraj związkowy Szlezwik-Holsztyn jest wielkości naszego większego województwa. Posiada 1 046 000 ha użytków rolnych. Przeciętny farmer gospodaruje na 47 ha użytków rolnych, z czego znaczny odsetek stanowią użytki zielone. Główny kierunek gospodarowania to hodowla bydła. Morski klimat o dużej ilości opadów preferuje ten kierunek. W Szlezwiku-Holsztynie  instytucje obsługujące rolnictwo pracują pod nadzorem Izby Rolniczej. Większość zwiedzanych przez nas gospodarstw zajmowało się produkcją mleka, pozostałe opasami i trzodą chlewną. Liczba krów w gospodarstwie wahała się od 80 do 200.  Na każdym kroku widać było maksymalne ograniczanie kosztów. Obory półotwarte, bez poddaszy. Jedna ściana zastąpiona kratami, przy których karmiły się zwierzęta  z chodnika paszowego znajdującego się na zewnątrz, gdzie karma dostarczana była paszowozem. Obory bezściołowe, z betonowymi rusztami, z krótkimi legowiskami. Bardzo duże zagęszczenie zwierząt. Katastrofalne warunki panują, gdy temperatura spada poniżej zera i zamarzające odchody zatykają szczeliny w kratach, a zziębnięte zwierzęta brodzą w półpłynnych marznących odchodach.  Kiszonki przygotowywane są na płaskich betonowych placach, okryte czarną folią i dociśnięte starymi oponami. Nieodłącznym elementem gospodarstw są duże zbiorniki na gnojowicę, przypominające o sobie rozsiewanym wkoło nieprzyjemnym zapachem. Za pomocą pasz i różnych dodatków chemicznych krowy są zmuszane, by były fabrykami mleka. W tym celu  krowy były również karmione mączkami zwierzęcymi. Osiągana wydajność ponad 7000 l mleka od krowy rocznie przynosi  ujemne skutki. Tak bezwzględnie eksploatowane zwierzęta szybko giną. Przeciętna żywotność krowy w tych warunkach to zaledwie 2,4 laktacji, czyli niecałe 30% potencjalnych możliwości. Do takich metod gospodarowania farmerzy zmuszani są przez banki, w których gospodarstwa są zadłużone przeciętnie na 70% wartości rocznej produkcji. Kto próbuje się temu opierać, najczęściej bankrutuje. Należy nadmienić, że produkcja mleka daje najwyższe dochody i  jest ściśle limitowana. W odwiedzanych przez nas gospodarstwach koszt produkcji 1 litra mleka wynosił od 38 do 68 fenigów, a cena od 52 do 75 fenigów. Farmerzy muszą prowadzić dokumentację rzeczową i finansową, czyli pełną księgowość, oraz płacą podatki: VAT 9%, gruntowy i dochodowy.
 
Moim głównym zainteresowaniem było jednak BSE. W tym celu odwiedziliśmy ubojnię, w której wykryto pierwszy wypadek BSE, czyli gąbczastego zwyrodnienia mózgu, u czteroletniej krowy. Odkrycie to nastąpiło dlatego, że ubojnia ta z własnej inicjatywy zlecała takie badania. Po ujawnieniu rozpętało się wokół niej piekło, nie dlatego że przypadek wystąpił, ale z powodu jego ujawnienia. Po następnych przypadkach wprowadzono obligatoryjne badanie każdej ubijanej sztuki w wieku od 30 miesięcy w górę. Na pytanie, dlaczego nie bada się sztuk młodszych, padła odpowiedź, że w młodszym wieku zwierzęcia, przy mniejszym namnożeniu prionów, testy są na tyle mało czułe, iż nie wykazują choroby. Dlatego wykonywanie badań jest niecelowe, co oczywiście nie oznacza, że  produkty te  są bezpieczne. Z uwagi na BSE w ubojni tej wprowadzono cykliczny ubój bydła po 50 sztuk, polegający na przetrzymaniu produktów z nich uzyskanych do następnego dnia i upłynnianiu ich dopiero po badaniu, które nie wykazało choroby. Ubojnia miała również plan spalania resztek poubojowych o podwyższonym ryzyku, ale go nie wdrażała, obawiając się nieodpowiedzialnych posunięć polityków. Ubojnia ta przed kryzysem ubijała 250 sztuk bydła tygodniowo, a potem tylko 100. Szczere informacje otrzymywaliśmy dlatego, że byliśmy rolnikami, a nie politykami czy dziennikarzami. Szef izby rolniczej na nasze pytanie dlaczego w tej chwili pojawiają się nowe przypadki BSE już w wieku 4 lat, pomimo zakazu od kwietnia 1994 r. stosowania w żywieniu bydła mączek zwierzęcych, odpowiedział dyplomatycznie, że nie wie. Po chwili dodał, że obecnie oddelegowanych jest 16 pracowników, którzy bez uprzedzenia kontrolują farmy hodowli bydła i jeśli stwierdzą  zmagazynowaną mączkę zwierzęcą, farmer musi podpisać oświadczenie, że jej nie spasa bydłem - co wprawiło nas w wesołość. Politycy przez farmerów i obsługę rolnictwa oceniani są podobnie jak, politycy w Polsce przez rolników. Dowiedzieliśmy się, że stwierdzono już pierwsze przypadki BSE w gospodarstwach ekologicznych. Opracowywane są również metody badania gleb na obecność prionów. Gleby mogły ulec skażeniu przez stosowanie mączki kostnej jako nawozu, jak również przez rozlewanie gnojowicy od zwierząt, przez które spasana była mączka mięsna lub kostna. Doświadczenia wykazały, że priony w glebie potrafią zachować zdolność zakażania przez wiele lat. Należy przypuszczać, że ujawnione fakty stanowią tylko czubek góry lodowej. Przy uboju zwierząt podejrzanych o BSE stosuje się środki bezpieczeństwa jak przy bardzo groźnych chorobach zakaźnych, co wskazuje  na możliwość zakażania inną drogą niż pokarmowa. Na konferencji w Akademii Rolniczej w Krakowie, poświęconej temu tematowi, padła informacja, że prawdopodobnie w Europie Zachodniej  chorobą Creutzfeldta–Jacoba, tą odzwierzęcą, może być zakażonych ponad 10 milionów ludzi. Jest przysłowie, które mówi: Pan Bóg przebacza zawsze, człowiek czasem, natura nigdy. Oto co sobie człowiek zafundował przez swoją zachłanność, depcząc prawa natury ustanowione przez Pana Boga. Europa przygotowała sobie bombę z opóźnionym zapłonem, z której skutków nie zdaje sobie sprawy. Ponieważ nie ma pewności, że priony BSE w naturalnych warunkach nie przełamały następnych barier międzygatunkowych (w warunkach doświadczalnych się to udało, w stosunku do trzody, drobiu i ryb), należy zrezygnować z zakupów nie tylko wołowiny i jej przetworów, ale z wszystkich produktów zwierzęcych i produktów zawierających ich dodatki, sprzedawanych w supermarketach, bo to one najczęściej handlują żywnością z importu. W czasie okupacji polskiego półświatka od propagandowych filmów hitlerowskich nie było w stanie odstręczyć hasło „tylko świnie siedzą w kinie” ale skuteczny okazał się gaz. Obecnie nieskuteczne było hasło „tylko cicie kupują w markecie” – skuteczniejsza może będzie perspektywa zapadnięcia na chorobę wściekłych krów. Matkom, babciom i wszystkim, którzy robią zakupy dla gospodarstw domowych, stawiam pytanie: Czy jesteście zdolni przyrządzić i podać swoim najbliższym niepewne importowane produkty żywnościowe które jeśli będą skażone, przyniosą im niechybną śmierć? Pomyślcie, co będziecie czuli kiedy u nich pojawią zaburzenia emocjonalne, drętwienie palców, osłabienie wzroku, zachwianie równowagi, porażenie mięśni, następnie otępienie i pewna śmierć. Zastanówcie się, czy dla wygody ewentualnie dla paru groszy warto tak wiele ryzykować. Wszystkich, którzy się zetkną z tą informacją, bardzo proszę, by w imię miłości bliźniego uświadomili każdego, do kogo są w stanie z tym dotrzeć. Politykom i wszystkim innym, którzy wbrew naszym interesom próbują nas wepchać do Unii Europejskiej, której chęć bogacenia odebrała rozum, zaproponujmy: niech idą sami. Kiedy napasą się tymi skażonymi befsztykami, umierając na raty, będą mieli czas żałować za krzywdy wyrządzone Polakom i Polsce i przeprosić Pana Boga.
 
 Dwukrotnie przejeżdżaliśmy granicę niemiecko – duńską. Pusta budka  strażnicza i pędzące w jednym i drugim kierunku sznury samochodów.  Wyobraźmy sobie,  że jesteśmy w Unii Europejskiej  i przez kilkanaście przejść granicznych  z Niemcami wlewa się do nas śmiercionośna żywność.  Czy sądzicie, że będą mieli skrupuły, by zalać nią  Polskę? Zresztą nie tylko w Niemczech,  ale w całej Unii  Europejskiej nie ma żadnej moralności, liczy się tylko zysk i własny interes polityczny. Wyniszczą nas jako Naród. Jeśli nie będziemy ostrożni, w ciągu kilkudziesięciu lat uda im się to, co nie udało się w agresywnych poczynaniach w ponadtysiącletniej historii.
 
Ponieważ prawie wszyscy polskojęzyczni politycy z obecnej sceny politycznej demontują Państwo polskie i działają na szkodę Narodu polskiego, Polacy muszą się bronić sami. Przede wszystkim należy z daleka omijać supermarkety, w innych sklepach nie kupować produktów zwierzęcych  albo zawierających dodatki zwierzęce z importu. Sklepikarzy przekonywać, by takimi nie handlowali.
 
Przeciwstawiać się nachalnej  propagandzie prounijnej i robić wszystko, by zapobiec przystąpieniu Polski  do Unii Europejskiej.
 
Według pomysłu księdza kanonika Kazimierza Puchały z Gruszowa parafie miejskie powinny nawiązać kontakty z parafiami wiejskimi i w nich bezpośrednio zaopatrywać się w podstawowe artykuły żywnościowe. Przyniesie to korzyść jednym i drugim. By się to odbywało sprawnie, tak mieszczuchy, jak i rolnicy powinni być zorganizowani.
 
Polska wołowina jest chyba bezpieczna. Ze względu na sposób żywienia, jak i ze względów ekonomicznych w zasadzie mączki zwierzęce nie były skarmiane bydłem. Należałoby jednak zrezygnować z mączek zwierzęcych w żywieniu trzody i drobiu. Polska ma odpowiednio duży zasób ziemi  i odpowiedni klimat, by wytworzyć dostateczną ilość roślinnych pasz białkowych. Zbliża się wiosna, dlatego do rolników wyjeżdżających w pole apeluję: nie zostawiajcie pól odłogiem! Nie sprzedajcie również ziemi własnej. Przeciwstawiajcie się wyprzedaży ziemi popegeerowskiej obcym. W niedługim czasie, kiedy w pełni wyjdą na jaw skutki obłąkańczej polityki Unii Europejskiej, nasza żywność, o wysokiej wartości biologicznej, wytwarzana, a nie produkowana, będzie poszukiwanym towarem. Tych, którzy mają małe gospodarstwa, zachęcam: Wytwarzajcie żywność przynajmniej dla siebie i swoich rodzin.
 
Przymierze Ludowo- Narodowe ma szczegółowo opracowany program, który wkrótce zostanie ogłoszony. Ale żeby go realizować, w każdej parafii czy wsi musi istnieć prężna choćby niewielka grupa. Chore i starsze osoby, które nie są w stanie włączyć się do organizowania, proszę o  gorącą modlitwę, by Polacy się organizowali i wybierali liderów w swoich lokalnych środowiskach. Bez oddolnego organizowania się nawet największe wysiłki nielicznych uczciwych grup okażą się nieskuteczne.
 
Na początku ubiegłego wieku nienawiść odebrała naszym wrogom rozum, a Polacy błyskawicznie się zorganizowali i odzyskali wolność. Obecnie chciwość i zachłanność również im pomieszała rozum, ale Polacy tkwią w chocholim amoku usypiani przez wrogie media.
 
Jak długo Polacy pozwolą sobą poniewierać? Czy będziemy czekać, aż do końca zdeprawują naszą młodzież nas wydziedziczą, i ostatecznie zniszczą bezdomnością i głodem? Opatrzność Boża stworzyła nam potencjalne możliwości uratowania naszej suwerenności między innymi w związku z wystąpieniem chorób BSE i pryszczycy. Polacy zamiast się organizować, czekają na jakiegoś nadzwyczajnego wybawcę, tkwiąc w lenistwie. Nie zdają sobie sprawy, że siła przywódców jest siłą  tych, co za nimi stoją. Porównajmy siebie z Narodem Czeczeńskim. Na samą myśl powinniśmy spłonąć ze wstydu. Jeśli nie będziemy się organizować i wspólnie bronić polskich interesów, zaczynając od wsi, a kończąc na państwie, to na każdym z nas będzie ciążył grzech zaniedbania, gnuśności i lenistwa oraz hańba zdrady. A po śmierci naszymi oskarżycielami będą nasi dziadowie, obwiniający nas o strwonienie dziedzictwa zdobytego przez nich krwią i ogromnym wysiłkiem.


Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW