Jędrzej Porada
Polityka i Strategia
GRZECH SPOŁECZNY MILCZĄCEJ WIĘKSZOŚCI
NPW 3-4, 2001
Powszechny grzech społeczny
Jako chrześcijanie spotykamy wszędzie – w
najbliższym środowisku, w bliższej i dalszej rodzinie, w życiu
publicznym – różnego rodzaju zło. Może
gdzieś w zakamarkach sumienia tli się jeszcze niepokój i
sprzeczności z inną hierarchią wartości wobec rozpoznanego
zła, lecz najistotniejsza jest nasza
reakcja na nie. Może to być tylko krytyka czy oburzenie, udawanie, że
tego zła nie ma, lub po prostu pokusa
ucieczki.
Najczęściej zamykamy się
przed tym grzesznym światem i poprzestajemy na wołaniu tak jak na morzu
SOS: (skrót słów angielskich: „Save our souls”, tzn. „Ratujcie nasze
dusze”), ale próbujemy ratować przede wszystkim własną duszę, tylko
siebie, bo jak nam się wydaje, zła w świecie który nas otacza, i tak
nie zniszczymy. Stajemy się obojętni i
wyrozumiali w wielkim tłumie „milczącej większości” i zachowujemy się
tak, jak gdyby nigdy nie było Jezusa Chrystusa, Jego Ofiary, odwagi i
skuteczności w samotnym przeciwstawianiu się złu w człowieku i w
świecie.
Jak twierdzi prof. Mieczysław A. Krąpiec OP, grzech
społeczny składa się z nagromadzonych grzechów osobistych, a więc my
wszyscy przyczyniamy się do zła, które
przybiera charakter społeczny. Ojciec
Święty wielokrotnie podkreślał, że za zło w życiu społecznym
odpowiedzialni są nie tylko ci, którzy przyczyniają się do niego wprost
albo popierają daną nieprawość, ale również ci, którzy czerpią z tego
zła korzyści, lub z lenistwa, lęku czy zmowy milczenia zaniechali
działania mogącego uczynić coś dla uniknięcia lub ograniczenia pewnych
form zła społecznego. Dotyczy to również tych spośród
nas, którzy usiłują wymówić się od trudu
czy ofiary, podając różne racje „wyższego rzędu”. Jakże często w naszym otoczeniu panuje zmowa
milczenia, zgodna z zasadą,
że o pewnych sprawach lepiej nie mówić, lepiej udawać, że
się nie wie, bo można urazić godność osoby ludzkiej, narazić się na
zarzut nietolerancji, ksenofobii lub niepoprawności politycznej.
Ojciec Święty mówi o
strukturach grzechu społecznego jako o pewnych instytucjach,
obyczajach, zwyczajach, sposobie życia w społeczeństwie, a nawet o
porządku prawnym, które wprost albo pośrednio mogą przyczyniać się do
naszych grzechów. Niesprawiedliwe i nieklarowne prawo znieprawia ludzi, przyczynia się do nadużyć władzy. Obecnie
Polska znana jest przede wszystkim z wyjątkowej korupcji na wszystkich
szczeblach władzy, bezkarności, możliwości
„prania brudnych pieniędzy”, gotowości
wielu obywateli do sprzedaży nie tylko polskiej ziemi, ale własnych
przekonań, godności, wiary i narodowości. Skorumpowani bywają Wysocy
Komisarze Unii Europejskiej, więc dlaczego nie mieliby ich naśladować
urzędnicy wszystkich szczebli naszej administracji, lecz
na tle innych krajów w Polsce „wykrywalność”
tych grzechów jest żenująco niska, jak to podkreślono w
raporcie Banku Światowego. Były – i są – też takie instytucje, których
cała służba nastawiona jest na zło, np. środki społecznego przekazu
(80% w obcych rękach), jeżeli nie stosują obiektywnej hierarchii
wartości, gdy głównym ich celem nie jest prawda, ale sprzedaż
półprawdziwych, wyselekcjonowanych informacji,
promocja i popularyzacja fałszywych idei, wartości i władzy. Przykładem takiej popularnej idei w krajach
Unii Europejskiej, a szczególnie w Holandii, jest „darwinizm
społeczny”, według którego społeczeństwo powinno uwolnić się od słabych
i chorych, nieużytecznych społecznie jednostek. Prawo do życie mają
tylko najsilniejsi” i temu służy zgodna z tamtejszym prawem legalizacja
eutanazji, która wraz z legalizacją zabijania dzieci nie narodzonych jest
manifestacją pogardy dla naturalnego prawa do życia i poszanowania
godności ludzkiej. Takie pseudoprawo otwiera nieobliczalnie szerokie
możliwości nadużyć, podobnie jak wiele innych „aktów prawnych”,
dopuszczających pornografię, małżeństwa jednopłciowe, „wychowanie
seksualne” dzieci, możliwości dokonywania aborcji przez
nieletnie dziewczęta bez zgody rodziców, legalizację
„miękkich narkotyków”, rozpijanie
młodzieży piwem itp. Rozpowszechniający się problem
pedofilii oraz prostytucji poprzez „import” kobiet do bogatych krajów
jest skutkiem prowadzonej przez liberalne środowiska wojny z Panem
Bogiem i niczym nie pohamowanej żądzy zysku przez zdeprawowanych
„pracodawców”– właścicieli agencji towarzyskich. Z
drugiej strony narastająca w świecie i w Polsce bieda oraz bezrobocie są efektem zastosowania w praktyce wielu
fałszywych ideologii i teorii ekonomicznych, w tym naszej polityki
transformacji gospodarczej. Te fundamentalne dla porządku społecznego
sprawy schodzą u nas na dalszy plan, ważna jest „wielka orkiestra” i
igrzyska. Tak właśnie dokonuje się dechrystianizacja: najpierw
obojętność, potem antychrześciańskie
ustawodawstwo, przy aprobacie owej milczącej większości.
Przeciętnemu
obywatelowi, bezkrytycznie czerpiącemu informację z komercyjnej prasy,
radia i telewizji, łatwo można wmówić, że jego szlachetna wiara i
osobiste grzechy są jego sprawą prywatną,
że społeczna nauka Kościoła katolickiego i prawo naturalne są wymysłem
duchowieństwa i nie dotyczą współczesnych systemów politycznych,
gospodarczych oraz społecznych. Jednak
poprzestanie na takiej informacji oraz rezygnacja z poszukiwania prawdy
i obrony przed manipulacją jest również
grzechem społecznym.
Obserwując poczynania przedstawicieli naszej władzy, ich serwilizm wobec obcych i interesowność w
trosce o własne zyski, nasuwa się wciąż pytanie o prawość
demokratycznie wybranych przedstawicieli, wciąż chronionych przez
„grubą kreskę”, „oczyszczanych” przez Rzecznika Interesu Publicznego i Temidę.
Pytanie o jakość elit, o deficytową w życiu publicznym uczciwość
nabiera szczególnego znaczenia przed zbliżającymi
się wyborami parlamentarnymi i
referendami.. Zastanawiamy się znów czy w takich przełomowych
momentach, gdy można zrobić coś dla dobra wspólnego, dla naszej
ojczyzny, dla ograniczenia wspomnianych struktur grzechu społecznego,
potrafimy jeszcze raz zaangażować się na miarę zrywu „Solidarności
„sprzed dwudziestu laty, czy potrafimy zejść z tej drogi donikąd,
oznakowanej populistyczną propagandą sukcesu.
Milcząca większość
w wymiarze społecznym i moralnym
W socjologii znane jest
zjawisko społeczne określane jako
„milcząca większość”– ludzi porażonych kłamstwem, propagandą,
manipulacją, dezinformacją i zdradą. Ksiądz biskup Edward Frankowski podkreśla, że u jego podstaw leży brak
zdrowego sumienia, brak jasnego rozróżnienia prawdy od kłamstwa, dobra
od zła, sterroryzowanie wszelkimi sposobami manipulacji. To
przemieszanie dobra ze złem, prawdy z fałszem, tego, co chore z tym, co
zdrowe, sprawia, że zacierają się granice i trudno odróżnić w tym
zamęcie jakieś kształty.
Zjawisko
to dotyczy nie tylko naszego kraju, jednak w naszym przypadku coraz
większe obszary społeczeństwa polskiego w kraju i na emigracji
ogarnięte są przez „milczącą większość”. Coraz więcej ludzi zrzeka się
uczestnictwa w demokracji, która bez chrześcijańskich wartości
duchowych staje się totalitaryzmem. Coraz więcej ludzi staje się
nieświadomą ofiarą wojny psychologicznej,
której podstawy dał już ponad 2500 lat temu chiński strateg sztuki
wojennej - Sin Cin. Jego metoda przez wieki była udoskonalana i
wytworzyła jedną z najbardziej skutecznych metod dywersji,
destabilizującej wszelkie kluczowe elementy życia społecznego w ramach
współczesnego tzw. „społeczeństwa informacyjnego”. Cechą tej struktury
społecznej jest informacja (często
dezinformacja i manipulacja) jako podstawowy czynnik wytwórczy, oraz
produkcja części dochodu narodowego w obrębie mediów, telekomunikacji i
teleinformatyki. Tylko marginalna część społeczeństwa
potrafi z tego skorzystać, natomiast służy to głównie
ośrodkom kierowniczym i równie dobrze sprawdza się w systemach
demokratycznych jak i totalitarnych.
Powstała możliwość szybkiego przekazywania zakamuflowanych poleceń oraz kontroli całych obszarów społecznych. Funkcjonowanie takiej struktury społecznej
oparte jest na zasadzie, że „im więcej informacji, tym lepiej”. W
efekcie zamiast racjonalnych ocen powstaje tylko szum informacyjny i
skazuje nas albo na samodzielną analizę wszystkich informacji, co jest
nierealne, albo na skorzystanie z innego ośrodka analizującego i
przetwarzającego nie zawsze obiektywnie informację. To prowadzi do atomizacji
społeczeństwa, rozerwania więzi społecznych oraz celowego
dezinformowania ludzi, nie potrafiących się odnaleźć w świecie obecnej
„ kultury” informacyjnej i wyspecjalizowanych metod manipulacji.
Na naszych oczach
powstaje nowa wizja świata, którym rządzą anonimowe ośrodki
kierownicze, będące właścicielami wielkiego kapitału i mediów, w której
człowiek może być w ogóle niepotrzebny, a zwykle rozpatrywany jest jako
narzędzie: „człowiek jako nośnik pieniędzy” czy „człowiek jako
instrument gospodarki”. Można zauważyć, że
ową „milczącą większość” stanowią też ludzie, którzy zaufali owym
„gadającym głowom” w TV („oni wiedzą lepiej, a więc mój udział w
wyborach nie ma znaczenia”), których
pozbawiono tradycyjnych relacji z rodziną, religią, narodem. Celem
globalizmu jest stworzenie łatwej do manipulowania społeczności
składającej się z samotnych, indywidualnych atomów wyznających:
pluralizm, czyli wielość prawd, tolerancję, czyli swobodne działanie
nie ograniczone żadną moralnością, oraz
wolność, czyli prawo do swobodnego „wyżywania się” ( prof. Mieczysław
A. Krąpiec, OP).
Przez ostatnie 10 lat
oczekiwaliśmy pozytywnych owoców osławionych „europejskich” wartości: demokracji, zasad państwa prawa, poszanowania
praw człowieka i oraz zasad gospodarki
rynkowej, dających poczucie stabilizacji, jakiegoś wpływu i
odpowiedzialności za losy Polski, naszych miast i najbliższej
społeczności. Prości i wykształceni Polacy zadają sobie pytanie: skoro
jest tak dobrze (w państwowej telewizji i mass mediach), to dlaczego żyje się coraz trudniej. Mieli prawo
oczekiwać, że wraz z ogłoszoną niepodległością państwo
zagwarantuje minimum bezpieczeństwa socjalnego, prawa
do pracy i godnego życia. Szczególnie marynarze mogąc obserwować inne
kraje, kultury i systemy polityczne,
wracali do domu z przekonaniem, że Polska to piękny i zasobny kraj, który samodzielnie
żył i rozwijał się przez wieki, że nie musiał nigdzie wchodzić i dawać się
okradać, by jego obywatele żyli godnie i
dobrze. Teraz ze smutkiem rozpoznają w
Polsce symptomy myślenia, rozumowania i działania pod dyktando
globalizmu światowego, obcego naszej kulturze, tradycji, dziedzictwu i
wierze, wbrew narodowemu interesowi.
Marynarze polscy poznali
to wszystko wcześniej na obcych statkach pod „tanią banderą”, służąc w
międzynarodowej kosmopolitycznej załodze. Wracając, znów chcą odetchnąć
Polską, czuć i myśleć po polsku, a nie oglądać tu
i tam w świecie żenujące i upokarzające widowiska
karcenia nas jak uczniów przez Wysokich Komisarzy Unii Europejskiej. To
nie zjednuje nam w świecie sympatii i budzi odrazę.
A jednak wielu Polakom to nie przeszkadza
albo jest im obojętne. Tak rośnie „milczący tłum” którego
częścią jest dzisiejsza inteligencja, kapitanowie,
profesorowie, dziennikarze,
„wychowani” w duchu internacjonalistycznym na kursach Wieczorowego
Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu, najczęściej pozbawieni dziedzictwa,
bez doświadczenia. Nawet jeśli część z
nich czuła wewnętrzny opór przed manipulacją i propagandą, nie poddając
się im do końca, to jednak została pozbawiona kontaktu
z naszym kulturowym dziedzictwem, uznawanym
za „klasowo obce”. Przytłaczająca
większość tych, którzy dziś uczą, piszą, realizują programy
telewizyjne, reżyserują przedstawienia, redagują gazety, jest
pozbawiona łączności z łacińskim, chrześcijańskim i narodowym
dziedzictwem. Jest ono dla nich nieczytelne i niezrozumiałe. Zajmują
więc postawę jaką zwykle zajmuje człowiek
mały wobec tego, kto przerasta go charakterem, a więc
kpią i wyolbrzymiają wady.
Powiększający się „milczący tłum” stanowią również ludzie, którzy nie
tylko nie rozumieją współczesności, ale w ogóle stracili nadzieję na
realny wpływ na swój los. Oszukiwani,
poddani uporczywym niepowodzeniom, przestają troszczyć się o wyniki
wyborów czy referendów, a cała ich aktywność została zepchnięta do
troski o zabezpieczenie podstawowych potrzeb. Są
to robotnicy, bezsilni i upokorzeni, patrzący na likwidację kolejnych
gałęzi przemysłu, „bo tak chce UE”, i sprowadzanie do Polski, tego co
sami mogliby wyprodukować, oraz odbieranie im pracy. Są to rolnicy
stawiani w beznadziejnej sytuacji, gdy do kraju wwozi się to, co oni
sami produkują, a czego nie mogą sprzedać, bezkarnie oszukiwani i
obciążani podatkami. Są to marynarze szukający pracy w charakterze
najemników na obcych statkach oraz bezrobotni i bezdomni, których
przybywa z dnia na dzień, bez szansy na pracę i godziwe życie. Jest to
również część patriotycznej inteligencji bezsilnej wobec złej ordynacji
wyborczej, braku reakcji władz na tysiące
apeli, protestów i manifestacji, płaszczenia się przedstawicieli władzy
wobec UE, braku reakcji na antypolonizm,
na rozkwit patologii społecznych i korupcji na wszystkich szczeblach
administracji państwowej.
„Milczący tłum”,
stanowiący przecież potencjalny elektorat, co
roku powiększa powszechna zdrada programu wyborczego i wyborców. To
nasi „prawicowi” (w tym również i ci z AWS) ministrowie wyprzedają
banki, energetykę, farmację, chemię, Stocznię Gdańską, kontynuują złodziejską prywatyzację,
haniebną i szkodliwą wyprzedaż majątku narodowego i ziemi, co przyczynia się do utraty
suwerenności i niepodległości. To nasi „demokratycznie”
wybrani przedstawiciele zawarli bez pytania narodu różne, często
niejawne, umowy i zobowiązania z UE i innymi zagranicznymi gremiami,
czego oczywiste efekty widać po rosnącej nędzy i bezrobociu.
Powstaje pytanie, jak
zatrzymać „emigrację wewnętrzną” i pobudzić do aktywności „milczącą
większość” Polaków w kraju i na emigracji, jak przezwyciężyć zapaść
polskiej kultury społecznej i politycznej, oraz bierność leżącą u
podstaw wszelkich grzechów społecznych. To nie jest
kwestia jednorazowego wysiłku czy pojedynczych akcji ani
ustawy sejmowej, ale wysiłku rozłożonego na dziesięciolecia, podjętego
przez każdego Polaka w swoim środowisku
społecznym, rodzinnym i zawodowym, wokół nielicznych, ale rozwijających
się ośrodków patriotycznej myśli niezależnej, którym jest między innymi
to wspaniałe pismo.
Naszych bezideowych,
kosmopolitycznych przeciwników najbardziej zadziwia optymizm
chrześcijański i ufność, której świadectwo dajemy w codziennej
modlitwie Ojcze nasz, wierząc, że Ojciec, który daje nam życie, nie
może nam nie dać pokarmu koniecznego do życia oraz stosownych dóbr
materialnych i duchowych, ale też nie zachęca do bierności (2 Tes 3,
6-13), lecz chce nas wyzwolić od wszelkich niepokojów i trosk. Rok 2001
jest Światowym Rokiem Wolontariatu, spróbujmy więc odpowiedzieć Bogu
naszą indywidualną i wspólnotową wiarą i włączmy się do
działań na rzecz innych
ludzi, obrony prawdy, ojczystej ziemi, kultury narodowej,
niepodległości i przeciwdziałania strukturom zła.
Próbujmy się więc
odnajdywać, dogadywać, próbujmy wspólnie działać. A
nasza Polska będzie do nas należała.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|