ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Teresa Bloch

Temat Miesiąca

Kardynał Stefan Wyszyński - obrońca narodu polskiego w okresie rządów komunistycznych

NPW 1-2, 2001


Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski, zasłużył na miano niestrudzonego obrońcy wiary i praw Kościoła, duchowego przywódcy narodu i męża stanu w Polsce powojennej. Można do niego odnieść wypowiedź Ignacego Jana Paderewskiego z 1910 r.: „Człowiek wielki, choćby największy, ani nad narodem, ani poza narodem być nie może. On jest z jego ziarna, jego cząstką, jego kwiatem, jego kłosem, a im większy, urodziwszy, mocniejszy, tym sercu narodu bliższy"
 
Na kilka miesięcy przed śmiercią Stefan Wyszyński powiedział w Gnieźnie 2 lutego 1981 r.: „Właściwie Polska od 1939 r. cierpi bez oddechu, jednakże musi ufać, że jeszcze nie przyszła jej godzina”. Tak było rzeczywiście. Na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej zmarł Roman Dmowski - wybitny mąż stanu i przywódca polityczny, w dwa lata później, w 1941 r. - Ignacy Jan Paderewski, gorący i ofiarny patriota, a w 1943 r. zginął w katastrofie gibraltarskiej premier gen. Władysław Sikorski. Wielka Trójka na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie zadecydowała o granicach i ustroju Polski, w wyniku których terytorium naszego państwa zostało zmniejszone o 20%, chociaż uzyskało lepszy kształt pod względem geograficznym i strategicznym.
 
Po wojnie komuniści za przyzwoleniem mocarstw zachodnich zaczęli wprowadzać siłą nowy ustrój społeczno-polityczny. W tym dramatycznym okresie naszej historii zabrakło Wincentego Witosa, męża stanu, przywódcy PSL i wychowawcy chłopów, o którym Stefan Wyszyński 1 marca 1981 r. powiedział, że uosabiał geniusz ludowy i niezwykłe możliwości ludu rolniczego. Po sfałszowanych wyborach zostało zlikwidowane Polskie Stronnictwo Ludowe. Wreszcie w 1948 r. zmarł prymas Polski August Hlond. Przed śmiercią w liście do papieża Piusa XII wskazał Stefana Wyszyńskiego jako swego następcę.
 
Biskup lubelski Stefan Wyszyński - naukowiec, społecznik i gorliwy duszpasterz, odznaczał się umiarem, elastycznością, otwartością, w przestrzeganiu naczelnych zasad moralnych był nieugięty. Identyfikował się z romantyczną i pozytywistyczną tradycją tysiącletnich dziejów Polski, ale zajmował krytyczne stanowisko wobec błędów przeszłości.
 
Trzeba będzie wnikliwej kwerendy archiwalnej, aby w pełni ocenić dokonania tego wielkiego człowieka. Trudno dzisiaj wyjaśnić, jak to się stało, że w swym ponadtrzydziestoletnim posługiwaniu na stolicy prymasowskiej w okresach wielkich kryzysów i napięć społecznych, zmuszających partię komunistyczną do zmiany kolejnych ekip rządzących w latach 1956, 1970, 1976 i 1980, kardynał Wyszyński był autorytetem moralnym, który ratował naród i państwo od interwencji sowieckiej i wojny domowej.
 
Stefan Wyszyński nie podał akademickiej definicji narodu, ale z jego nauczania wynika, że tworzy go społeczność ludzka, powiązana więziami wspólnych dziejów, kultury, tradycji, religii, wspólnych wartości i ideałów. Czynniki te kształtują charakter narodowy, są fenomenem identyfikującym naród. Prymas określał naród jako rodzinę rodzin. Siłę narodu mierzył poziomem moralnym rodziny. Twierdził, że naród i ziemia wraz z dobrami materialnymi i strukturami życia społecznego i politycznego stanowią ojczyznę.
 
Stefan Wyszyński w swym nauczaniu określił prawa i obowiązki narodu. Do podstawowych praw zaliczył: prawo do istnienia, do wolności, do jedności, do dziedzictwa kulturowego i do rozwoju. Prawo do istnienia wymienił jako najważniejsze, ponieważ jego istotę wyraża wola narodu do życia, która dla nas, Polaków, powinna stać się przedmiotem narodowej chluby i fascynacji, bowiem za cenę wielkich cierpień i ofiar przetrwaliśmy próby wynarodowienia i eksterminację. Zwycięstwo zawdzięczamy naszym dziadom i ojcom, dla których największą miłością po Bogu była Polska. Nierozerwalnie z tym prawem łączy się następne - do wolności, które odzwierciedla suwerenność polityczna, gospodarcza i kulturalna państwa. Suwerenność w wymienionych dziedzinach może zachować naród posiadający swój własny rozum i determinację decydowania o samym sobie. W przeciwnym wypadku będą nim manipulować władze państwowe, grupy o sprzecznych interesach politycznych i gospodarczych, a nawet obcy. Trzeba zatem bez względu ma różnice ideologiczne budować zwartość i jedność narodu wokół wspólnego dobra, jakim jest Polska.
 
Kardynał Wyszyński wyznaczył dziedzictwu kulturowemu, które jest pomostem pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, oraz historii ważne miejsce w dziejach narodu. W listach pasterskich i przemówieniach często nawiązywał do roli historii. W 1972 r. stwierdził: „Musimy nieustannie nawiązywać do przeszłości! [...] Naród, który nie może wypowiadać się zgodnie ze swoją własną duchowością - jest narodem niewolniczym, Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi, który wychowuje młode pokolenie bez powiązań historycznych - to naród renegatów! Taki naród skazuje się dobrowolnie na śmierć, podcina korzenie własnego istnienia”.
 
Od historii jako nauki domagał się obiektywizmu, rezygnacji z fałszowania, pomijania i niewłaściwej interpretacji faktów, bowiem wszystkie fragmenty dziejów, nie tylko te wspaniałe, takie jak Płowce, Grunwald czy Wiedeń, ale i tak bolesne, jak Legnica, Warna czy Cecora są przeniknięte duchem bohaterstwa polskich rycerzy. Wielkie zrywy narodu, do których zaliczył powstania, były przejawem nieujarzmionego dążenia narodu do odzyskania wolności za cenę wielkich ofiar, budziły wrażliwość i świadomość narodową. Polacy bowiem mają zmysł syntezy dziejowej i rozumieją sens zwycięstw i klęsk. Piewcom pragmatycznego, realnego „ideału pełnej misy chleba” odpowiadał, że jako naród zachowaliśmy wolność ducha. Piętnował też te filmy, w których starano się ośmieszyć heroiczne zmagania Polaków w kampanii wrześniowej i w Powstaniu Warszawskim.
 
Stefan Wyszyński podkreślał rolę wielkich postaci w dziejach narodu polskiego. Do panteonu wybitnych pisarzy historycznych, budzących świadomość historyczną i tworzących patriotyczny etos walki zbrojnej, zaliczył Kraszewskiego, Prusa i Sienkiewicza. Doceniał rolę świętych, Wojciecha i Stanisława, wybitnych władców i mężów stanu, którzy „pisali najrozmaitsze myśli nowoczesnych Polaków”, pogłębiali bowiem w nas poczucie wspólnoty narodowej. Domagał się, aby rodzina, Kościół i szkoła w imię fałszywego postępu nie zrywały ciągłości z przeszłością, lecz dołożyły do „tego budowania własną cegłę, świeżą i lepszą”.
 
Twierdził, że fomuła „Deo et patriae” (Bogu i ojczyźnie) w pełni oddawała istotę polskiego patriotyzmu i chroniła go od wypaczeń nacjonalistycznych, zobowiązując do szacunku i tolerancji wobec innych wyznań i narodów. Polski patriotyzm zdaniem Księdza Prymasa był budowany na umiłowaniu ziemi ojczystej, ogromnym poświęceniu, które w momentach zagrożenia niepodległości niejednokrotnie przeradzało się w heroizm. Właściwą postawę patriotyczną w okresie zniewolenia, jakim był narzucony Polsce komunizm, musiało cechować trwanie, ciężka codzienna praca, trzeźwa ocena sytuacji politycznej i dobieranie takich metod działania, które nie niszczyłyby dziedzictwa narodowego. Przytoczony poniżej cytat uczy Polaków właściwej postawy wobec Ojczyzny:
 

Trzeba się tego dziedzictwa trzymać sercem i pazurami, jak trzymali się go ongiś Drzymała czy Reymontowski Boryna, umierający na swych zagonach, jak trzyma się żołnierz w okopie, lekarz przy łóżku konającego, kapłan wśród nędzy, siwiejący mąż nauki przy swoim biurku zawalonym papierami, górnik na dnie kopalni, hutnik, stoczniowiec, każdy uczciwy człowiek kierujący się prawym sumieniem i dobrą wolą. W ten sposób powstaje świadomość służby społecznej i kształtuje się więź wspólnoty narodowej - tak, iż nikt nie czuje się wtedy kimś obcym w swojej Ojczyźnie.

 


Rodzina daje narodowi ludzi, stoi zatem na straży życia narodu, jest fundamentem jego istnienia. Uczy młode pokolenia obowiązku, gospodarności, szacunku do autorytetów, poszanowania prawa i przygotowuje do życia zbiorowego. Przy każdej sposobności Stefan Wyszyński mówił o rodzinie i jej bronił. Obserwował, jak wszystkie bez wyjątku totalitaryzmy XX w., wypowiedziały rodzinie śmiertelną walkę, widziały w niej bowiem ostoję ładu moralnego i fundamentalną komórkę społeczną, zdolną oprzeć się demoralizacji. Ponieważ chrześcijaństwo upodmiotowiło rodzinę, więc aby je zniszczyć, trzeba było najpierw zdemoralizować kobietę, proponując jej rozwody, pigułki antykoncepcyjne i erotyzm pozamałżeński. Dzieciom ofiarowano prawa człowieka, tolerancję i swobodę seksualną. Następstwem tej pseudowolności jest chaos moralny, są przestępstwa nieletnich, rodziny zastępcze, związki korespondencyjne, a nawet internetowe. Globaliści wiedzą doskonale, że zagubionymi, zdesakralizowanymi narodami można rządzić bez ryzyka. Manipuluje się łatwo, bezpiecznie i skutecznie.
 
Tej demoralizacji zdaniem Księdza Prymasa musi przeciwstawiać się Kościół, bowiem religia, roztaczając przed człowiekiem perspektywy nadprzyrodzone, chroni go przed rozkładem moralnym i zagładą. Wskazania płynące z Ewangelii obowiązują wszystkich jednakowo i są fundamentem ładu hierarchicznego i prawnego, ponieważ Kościół „miał dla wszystkich te same wartości duchowe, intelektualne, moralne i społeczne”. W Polsce w okresach największych zagrożeń, takich jak rozbicie dzielnicowe, bezkrólewia, rozbiory, wojny światowe, przejmował funkcję integracyjną i podtrzymywał świadomość narodową. Był instytucją godną zaufania, ponieważ cierpiał razem z narodem, ponosząc ogromne ofiary. Prymas stwierdził, że „Kościół w Polsce nie ma zwyczaju opuszczać Narodu”, nigdy też nie zrezygnował ze swej misji kulturotwórczej, dzięki temu kultura w Polsce była przeniknięta pierwiastkiem religijnym, a jej twórcy uniknęli spłaszczeń i uproszczeń, wnosząc do kultury światowej wiele trwałych i pięknych wartości. Kościół pomógł narodowi włączyć się w nurt cywilizacji łacińskiej i chrześcijańskiej kultury europejskiej, do której Polacy wnieśli kult maryjny.
 
Prymas był świadkiem wdrażania systemu komunistycznego, który ograniczając prawa Polaków, godził w istnienie bytu narodowego. Wymienione przez kardynała Wyszyńskiego zagrożenia wewnętrzne: wykorzenianie narodu z dziedzictwa kulturowego, programowa laicyzacja i ateizacja, lansowanie nienawiści i walki klasowej jako dźwigni postępu, demoralizacja, utylitaryzm i konsumpcja, utkształtowały dwulicowość Polaków. Relatywizm dotknął wszystkie dziedziny życia społecznego, a nieuczciwość, nieprawość, nadużycia, marnotrawstwo i złodziejstwo stały się normą w państwie socjalistycznym, a obecnie w demokratycznym państwie prawa, jakim jest III Rzeczypospolita, stały się niepisanym uprawnieniem rządzących. Po przełomie październikowym Prymas stwierdził, że „umiemy trwać godzinami w świątyniach, stać na placu jasnogórskim, jak stara dąbrowa, ale ulegamy łatwo najsłabszym nawet podnietom do wszystkich grzechów i występków. Jesteśmy duchowo rozdwojeni, rozbici psychicznie, a stąd pozbawieni stylu życia i charakteru narodowego”. Słowa te nie straciły nic ze swej aktualności i dzisiaj. Jesteśmy bezbronni wobec lansowania w środkach masowego przekazu obcych nam obyczajów, pornografii, panseksualizmu, które niszczą w zastraszającym tempie nasze życie społeczne. Sytuacja Polski była i jest niezwykle trudna ze względu na uwarunkowania geopolityczne, dlatego też każde pokolenie powinno posiadać wyostrzoną świadomość niebezpieczeństwa zewnętrznego. Obecnie, tak jak w okresie komunistycznym, naszym narodowym najważniejszym celem „jest nakaz władania sobą, spokój, równowaga, twórczość, umiejętność rządzenia wszystkimi swymi porywami, odruchami, namiętnościami, skłonnościami i uczuciami”. Nie może więc zniknąć w Polsce pokolenie zdolne do ofiar, bo być może „tylko ofiarą będzie można zagwarantować wolność Ojczyźnie”.
 
W jaki sposób Prymas Polski bronił narodu przed całkowitym zniewoleniem w systemie, który z założenia chciał stać się religią?
 
Pierwsze ostre starcie pomiędzy Kościołem a komunistami nastąpiło już 15 sierpnia 1945 r., kiedy to prymas August Hlond, wyposażony w nadzwyczajne pełnomocnictwa Świętej Kongregacji do Nadzwyczajnych Spraw Kościelnych, ustanowił pięciu polskich prałatów administratorami apostolskimi na terenach nad Odrą i Nysą. Rząd nie przyjął do wiadomości tej decyzji, lecz we wrześniu 1945 r. wypowiedział Stolicy Apostolskiej konkordat. Było to posunięcie zgodne z polityką rządu radzieckiego wobec papieża, co potwierdził moskiewski dziennik partyjny „Prawda”, w którym czytamy, że „Klika, która kieruje Kościołem katolickim w Polsce, podąża w pełni i wyłącznie linią Watykanu, który jest wrogiem pokoju i demokracji”. Odpowiedzią Stefana Wyszyńskiego, nowego prymasa, były częste wizyty duszpasterskie na Ziemiach Odzyskanych.
 
Komunistyczny rząd uciekł się do drastycznego środka presji na Episkopat, jakim było powołanie we wrześniu 1949 r. Komisji Księży przy Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, tzw. księży patriotów. Stefan Wyszyński uznał ich działalność za dywersję w Kościele, ale nie zrezygnował z prac nad przygotowaniem deklaracji w formie ograniczonego porozumienia z rządem celem zabezpieczenia Kościoła przed przyspieszonym zniszczeniem.
 
Za rządów ekipy Bolesława Bieruta, Jakuba Bermana i Józefa Cyrankiewicza prymas Wyszyński podpisał w 1950 r. pierwsze porozumienie z rządem, które normowało istotne i ważne problemy dla życia i pracy Kościoła. Za cenę popierania polskiej racji stanu, w tym szczególnie polityki państwa na Ziemiach Odzyskanych, Kościół otrzymał prawo nauczania religii w szkołach, prowadzenia pracy duszpasterskiej w wojsku i zakładach karnych, do wydawania prasy katolickiej oraz do działalności dobroczynnej i opiekuńczej. Komuniści zezwolili na działalność Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu i uznali władzę papieża nad Kościołem w kwestiach wiary, moralności i jurysdykcji kościelnej, wymogli jednak na Episkopacie podpisanie oświadczenia w sprawie pokoju międzynarodowego, tzw. Apelu Sztokholmskiego, i deklaracji z okazji II Światowego Kongresu Obrońców Pokoju.
 
Porozumienie z 1950 r. było przez władze ustawicznie łamane. 28 stycznia 1951 r. usunięto dotychczasowych biskupów ordynariuszy z Ziem Odzyskanych, obsadzając wakujące diecezje wikariuszami generalnymi. Odmówiono objęcia diecezji przez biskupów tytularnych mianowanych przez Piusa XII. W 1952 r. zlikwidowane zostały niższe seminaria duchowne i nowicjaty zakonne, aresztowano arcybiskupa lwowskiego Eugeniusza Baziaka, a Stefanowi Wyszyńskiemu nie wydano paszportu do Rzymu, gdzie miał odebrać kapelusz kardynalski. W 1953 r. zakończył się proces księży kurii krakowskiej, oskarżonych o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych. Kiedy jednak komuniści wydali dekret o obsadzaniu stanowisk duchownych przez państwo, Stefan Wyszyński w imieniu Episkopatu wystosował do Bolesława Bieruta 21 maja 1953 r. memoriał Non possumus (Nie pozwalamy), w którym przeciwstawił się bezkarnej polityce władz wobec Kościoła, terrorowi służb bezpieczeństwa, pokazowym procesom księży, rozgrabieniu majątku „Caritas”, niszczeniu polskiej administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i utrzymywaniu tam go stanu tymczasowości. Odpowiedzią rządu na wszystkie zastrzeżenia Episkopatu było ogłoszenie w „Monitorze” instrukcji do dekretu z 9 lutego 1953 r., w której wprowadzono nakaz składania podań, ankiet i życiorysów księży wysuniętych do nominacji przez biskupów. W kraju władze dokonywały przymusowej kolektywizacji, popierały socrealizm w nauce i kulturze i sztuce, tępiły resztki opozycji.
 
Dnia 14 września rozpoczął się pokazowy proces biskupa Czesława Kaczmarka, który zakończył się 22 września wyrokiem skazującym na 12 lat więzienia. Prymas Wyszyński został aresztowany cztery dni później 26 września, i osadzony w Stoczku Warmińskim, następnie przeniesiony do Prudnika Śląskiego, a wreszcie do Komańczy, gdzie po zapoznaniu się z treścią czterech komunikatów i deklaracją Episkopatu Polski, ogłoszonych po jego aresztowaniu, przekonał się, że jego ofiara była potrzebna dla podniesienia moralnego autorytetu Kościoła w oczach społeczeństwa. Posunięcia biskupów nie potępił, ponieważ działali pod presją szantażu.
 
Po historycznych wydarzeniach czerwca i października 1956 r. nastąpiła odwilż. 26 października uwolniono Księdza Prymasa z więzienia. Ogłoszony 8 grudnia Komunikat Komisji Wspólnej, złożonej z przedstawicieli rządu i Episkopatu, był niekwestionowanym zwycięstwem Prymasa. Rząd zgodził się na zniesienie dekretu z 9 lutego 1953 r. o obsadzaniu stanowisk duchownych, zagwarantował nadobowiązkowe nauczanie religii w szkole, uzgodnił zasady opieki duszpasterskiej nad chorymi w szpitalach i w więzieniach, zezwolił na powrót zakonnic wysiedlonych w 1953 r. z województw katowickiego, opolskiego i wrocławskiego i księży wysiedlonych z Ziem Zachodnich, na emigrację zakonnic niemieckich oraz zezwolił na objęcie stolic biskupich przez pięciu biskupów ustanowionych przez Stolicę Apostolską na Ziemiach Odzyskanych. Dzięki olbrzymiemu autorytetowi kardynała Stefana Wyszyńskiego Polska nie podzieliła losu Węgier.
 
Nowy etap walki z Kościołem zapoczątkowała ustawa aborcyjna z 27 kwietnia 1956 r., która wychodziła naprzeciw maltuzjanistom zachodnim, dążącym do ograniczenia przyrostu naturalnego w Europie Środkowo-Wschodniej. Prymas w kazaniach obalał argumenty komunistów, tłumaczących, że została ona wprowadzona dla polepszenia warunków życia obywateli. Stwierdził, że „jak długo w kołyskach będą płakały dzieci polskich matek, jak długo będą do nich zwracały swoje ufne oczy i serca, dotąd możemy być spokojni o przyszłość naszego Narodu”. Apelował do sumień rodaków: „Nigdy nie byliśmy Narodem grabarzy, bo nikogo nie pochowaliśmy, szanując wolność wszystkich. [...] Chodzi o polską rację stanu - o być albo nie być Narodu”. Przekonywał, że postęp ekonomiczny, kulturalny i społeczny dokonuje się w narodach młodych, które umieją talent, pomysłowość i ofiarną pracę swych obywateli wcielić w życie. Powołał się też na argument natury politycznej twierdząc, że między dwoma narodami, rosyjskim i niemieckim, nie może funkcjonować mały naród, tym bardziej że obaj sąsiedzi byli zainteresowani osłabieniem i podporządkowaniem Polski i uczynienia z niej „małego folwarcznego narodku”. Zdaniem Prymasa warunkiem utrzymania się w Polski w pozycji liczącego się narodu w Europie jest posiadanie co najmniej 80 mln ludności. Problem ten poruszał w rozmowach z przedstawicielami władz państwowych.
 
Rok 1958 był przełomowy w dziedzinie stosunków między Kościołem a państwem. Rząd komunistyczny rozpoczął wówczas otwartą walkę z Episkopatem. Miejsce duchownych zdaniem władz powinno zostać ograniczone wyłącznie do spraw wiary, czyli - mówiąc prostacko - „do zakrystii”. Odsunięto Prymasa od dysponowania darami zagranicznymi. Punktem spornym stała się sprawa „nadzoru” państwowego nad seminariami, pobór alumnów do wojska i nauczanie religii w szkołach. Na prowokacje, łamanie porozumień i ponowne wycofanie religii ze szkół w epoce Gomułki Kościół odpowiedział zorganizowaniem dla dzieci i młodzieży systematycznej katechizacji w kościołach i tysiącach punktów katechetycznych, a dla studentów duszpasterstwa akademickiego na wysokim poziomie. Obchody milenijne, w których uczestniczyły dziesiątki milionów wiernych w całym kraju, połączone z peregrynacją kopii obrazu jasnogórskiego przyczyniły do odrodzenia moralnego narodu. Powstało wiele wspólnot religijnych, nastąpił wzrost powołań kapłańskich, dzięki którym Kościół w Polsce mógł wysyłać księży na misje i do pracy duszpasterskiej wśród Polonii w Ameryce i Europie, swą ofiarnością i poświęceniem budzili oni najwyższy szacunek w świecie.
 
Prymas nieustannie i niezłomnie przestrzegał katolików przed uleganiem laicyzacji, przed zanikiem chrześcijańskiej i obywatelskiej postawy, zaniedbywaniem obowiązków osobistych, rodzinnych, domowych, społecznych, zawodowych. Drogowskazem dla całego narodu miała być Wielka Nowenna. Przez dziewięć lat Kościół w Polsce realizował opracowany przez Stefana Wyszyńskiego w Komańczy program obrony życia, nierozerwalności małżeństwa, trwałości rodziny, kształtowania postaw moralnych, walki z nałogami i wadami narodowymi. Kardynał Wyszyński twierdził, że warunkiem odrodzenia społecznego, kulturalnego i gospodarczego jest odrodzenie moralne, o które Kościół powinien dbać jako wychowawca i kreator tych postaw, tym bardziej że rząd w imię błędnych założeń ideologicznych w wielu dziedzinach życia społecznego, niszczył pozytywne wzorce postępowania. Ułatwiał mu to zadanie naród odchodząc od wartości chrześcijańskich. W przemówieniu, wygłoszonym w 1978 r. Prymas powiedział: „Jeżeli nie podniesie się poziom moralny naszego życia, jeżeli wielu naszych wad nie wykorzenimy, możemy doprowadzić do ruiny nie tylko życia państwowego, ale i narodowego, [...] demoralizacja życia osobistego, rodzinnego i zawodowego może doprowadzić do [...] zniszczenia naszej rodzimej i narodowej kultury”.
 
Naród nie uniknął jednak kryzysów gospodarczych i politycznych, ponieważ wynikały one z ułomnego ustroju politycznego i z braku ładu moralnego w życiu społecznym. Ksiądz Prymas nie angażował czynnie Kościoła w sprawy polityczne, ale wysunął postulaty łagodzące błędy systemu w sferze respektowania praw obywatelskich. Niezłomnie bronił kultury, krytykował twórców, którzy ulegali aktualnym modom i ideologiom, a przemilczali bądź deformowali prawdę. Opowiedział się za porządkowaniem domu ojczystego przez samych Polaków, broniąc tym samym naszej samodzielności i niezależności wewnętrznej.
 
Prymas Wyszyński, powołując się na encyklikę Jana XXII Pacem in terris, twierdził, że to czy ustrój społeczny jest sprawiedliwy zależy w dużym stopniu od ludzi sprawujących władzę. Jeżeli w pogoni za zaszczytami i pieniędzmi odrzucili prawo naturalne i obiektywizm wobec wszystkich obywateli, gardzili miłością i prawdą, utracili wiarygodność i szacunek narodu, to powinni odejść, bo działają na szkodę narodu i państwa. Polacy starali się zmienić kolejne ekipy rządowe, bo nie mogli zrzucić komunizmu, którego broniły wojska Paktu Warszawskiego w ramach słynnej doktryny Breżniewa. Zatem kardynał Wyszyński wskazywał na konieczność ewolucji realnego socjalizmu w kierunku pluralizmu i solidaryzmu społecznego, respektowania indywidualnego i społecznego charakteru wolności, przywrócenia pracy właściwej godności, odejściu od ateizmu i laicyzacji życia obywateli. Zlekceważenie tych wskazówek przez władzę pogłębiło przepaść pomiędzy nią a narodem. Rządzący zapomnieli, że to naród z konieczności dał im przyzwolenie na sprawowanie władzy i że może w momencie uzyskania całkowitej niepodległości je im odebrać. W piśmie do Sekretariatu Stanu 9 listopada 1962 r. Prymas napisał:
 

Polacy są narodem intelektualistów, miłujących własne zdanie i własną wolność. Nie nadają się do ustroju koszarowego. I dlatego Naród został na boku izolując się duchowo od aparatu rządzącego (od partii i rządu). Nie może być Polska nazywana Polską komunistyczną, albo satelicką.

 


Rozważania na temat roli państwa zakończył konkluzją, że państwo może być wobec narodu chrześcijańskiego neutralne lub świeckie, byle nie było ateistyczne, ponieważ ateizm polityczny godzi w najcenniejsze wartości narodu, w jego moralność i kulturę. Narzucona odgórnie laicyzacja odzierała życie narodowe ze świętości i prowadziła do relatywizmu, natomiast zaszczepiana młodzieży łamała jej kręgosłup moralny, zniechęcając do szczytnych zadań i ofiary. Obawy Księdza Prymasa były uzasadnione. Skutki tego wychowania widzimy obecnie. Młodzież, której lata dziecinne przypadły na lata 1970-1978, nie widzi dla siebie przyszłości, opuszcza kraj, bo zabrakło jej zdolności do prawdziwego poświęcenia, miłości do ziemi ojczystej i wiary naszych ojców.
 
Państwo według nauczania Stefana Wyszyńskiego jest odpowiedzialne za suwerenność kultury narodowej. Nie oznacza to, że ma ją izolować od innych kultur, ale że zawsze musi mieć na względzie priorytet rodzimej kultury.
 
Do podstawowych i fundamentalnych zadań państwa zaliczył Prymas opiekę nad rodziną, przestrzeganie prawa chroniącego nierozerwalność małżeństwa i ochronę prawną życia w rodzinie oraz szeroką pomoc ekonomiczną. Stwierdził, że pierwszym warunkiem ładu moralnego i społecznego jest zaniechanie przymusowej ateizacji dzieci i młodzieży, odejście od laicyzacji społeczeństwa. Postulaty te nie spotkały się ze zrozumieniem władzy. Większość z nich pominęła milczeniem, podobnie jak zlekceważyła wskazówki Prymasa dotyczące poszanowania własności prywatnej. Stefan Wyszyński domagał się należytego obsłużenia ziemi, przestrzegał przed braniem na 20% zagranicznych pożyczek i lokowania ich w przemysł ciężki bądź konsumpcję, doradzał rozwój przemysłu lekkiego i rolnictwa. Przestrzegał przed wyludnieniem wsi polskiej, które może doprowadzić do obcej kolonizacji, domagał się dla wsi i rolnictwa zgody na tworzenie samorządów i zrzeszeń. Uznał za nonsens polityczny ograniczanie praw rolników, ponieważ wynikają one z prawa naturalnego i konstytucyjnego, są rezultatem rozwoju społeczno-ustrojowego narodu. Zadaniem państwa jest ich obrona.
 
Stefan Wyszyński był człowiekiem niezwykle odważnym - wówczas kiedy autoryzował znany list do biskupów niemieckich z 1965 r., i wtedy, kiedy ostro wypowiadał się w sprawie zmian konstytucyjnych dotyczących zapisu kierowniczej roli partii, przynależności Polski do światowego bloku państw socjalistycznych oraz nierozerwalności braterskich więzów ze Związkiem Radzieckim.
 
Prymas popierał zmiany zapoczątkowane w 1980 r., wychodząc ze słusznego założenia, że społeczeństwo ma prawo do zrzeszania się i do wypowiadania swych potrzeb w różnych związkach i organizacjach, ale obawiał się, że działania przywódców „Solidarności” mogły wciągnąć ruch do rozgrywki politycznej i zaangażowania sił zewnętrznych. Działaczom Związku powiedział: „Ten ruch musi służyć przede wszystkim sprawie polskiej, to znaczy ludności polskiej, czy to będzie ludność rolnicza, czy robotnicza, dla zaspokojenia jej potrzeb. Trzeba się strzec, żeby nie wplątali się tacy ludzie, którzy mają inne założenia, którzy są gdzieś uzależnieni i chcą przeprowadzić niepolskie sprawy”. W ostatnim dziesięcioleciu nie skorzystano z ostrzeżeń Księdza Prymasa. Na plecach „Solidarności” do władzy doszli dyletanci polityczni, żeby nie powiedzieć - wrogowie, którzy przez dziesięć lat, dokonując „transformacji gospodarczej”, czyli transgrabieży ekonomiczno-prawnej, rozdrapali majątek narodowy, skazując naród na bezrobocie i bezdomność, biedę i brak perspektyw.
 
Prymas Stefan Wyszyński był wielkim mężem stanu i należał do najlepiej zorientowanych politycznie ludzi w kraju. Potrafił problematykę Polski ujmować w kategoriach międzynarodowych, doskonale rozumiał skomplikowaną politykę europejską, przewidywał bieg wydarzeń i miał niezwykły dar rozstrzygania spornych problemów na gruncie moralno-religijnym. Był zwolennikiem zawierania przez Polskę sojuszy z państwami słowiańskimi. 26 sierpnia 1980 r. wymienił cztery fundamenty naszego odrodzenia narodowego: prymat Boga, prymat rodziny, prawo człowieka do wolności i obrona suwerenności. Wiedział, że narody nie mają pełnej suwerenności, bowiem ograniczają ją różne układy i powiązania, ale stanowczo stwierdził, że „są granice dla tych układów, granice odpowiedzialności za własny naród, za jego prawa”, granice których politykom nie wolno przekraczać. Bronił wiary, godności narodu, piętnował nasze wady narodowe i nałogi, domagał się uznania prymatu moralności przed polityką. Uczył, że władza nie może być tyranem, a państwo zorganizowanym więzieniem. Przestrzegał przed „pokojowym samobójstwem narodu”
 
Był niezłomnym obrońcą ziemi ojczystej. W jego rozumieniu obejmowała ona oprócz gleby, lasów, rzek i jezior całe dziedzictwo przodków wraz z językiem, świadomością narodową, obyczajem, kulturą materialną, duchową i religijną. Zdaniem Prymasa tylko własne dziedzictwo gwarantuje przez wieki tożsamość narodu i dlatego należy go bronić przed tendencjami kosmopolitycznymi. Nawoływał nieustannie do stosowania właściwej strategii przestrzennego zagospodarowania kraju. Potępiał bezmyślną gospodarkę ziemią i niesprawiedliwe wywłaszczanie rolników, wyludnianie wsi i pozbawianie jej rąk do pracy. Wołał: „Pilnujcie ziemi, dlatego że siła Polski nie polega na przemyśle [...], tylko na rolnictwie”. Liczył na „Solidarność” rolniczą, że zahamuje degradację wsi polskiej. Dwadzieścia lat temu, 20 listopada 1980 r., przedstawicielom NSZZ „Solidarność” z Poznania i Gniezna wskazał na właściwe bogactwo narodu: „W Polsce nie można inaczej gospodarzyć, jak tylko przez stworzenie warunków sprzyjających dla rolnictwa, które należy uprzemysłowić w kierunku przetwórstwa, i to będzie bogactwo Polski, bo eksport i import będzie w tej dziedzinie bezkonkurencyjny, podczas gdy na każdym innym odcinku będzie ograniczony silną konkurencją”. Wskazania Prymasa zostały zlekceważone i zmarnowane. Po dziesięciu latach rządów lewacko-solidarnościowych zostały sprzedane za niewiele ponad 10% wartości wszystkie strategiczne gałęzie przemysłu przetwórczego, a polscy rolnicy bez jednego wystrzału są wykupywani przez rolników zachodnich, w tym szczególnie niemieckich.
 
Stefan Wyszyński był wielkim politykiem, chociaż nie zajmował stanowisk politycznych. Uznany został przez naród za przywódcę, bo umiał wsłuchiwać się w wymowę wieków i potrafił odgadnąć pragnienia Polaków. W swoim nauczaniu kierował się prawdą, ponieważ wiedział, że jest ona fundamentem wzajemnego zaufania pomiędzy narodem a jego przywódcami. Przestrzegał polityków, że bez niej „ani współpracy, ani odnowy czy reformy być nie może!” Odhumanizowanemu człowiekowi, zafascynowanemu wyłącznie techniką zaproponował dążenie do świętości w wymiarze ewangelicznym, ponieważ w przeciwnym wypadku stanie się zbrodniarzem. Wyjaśnił rodakom, że największym wrogiem złej władzy jest świadomy swych praw i obowiązków obywatel, dlatego też władza okrada go z praw i zniechęca do pełnienia obowiązków publicznych. Przestrzegał, że ludzie ze starymi nałogami nie odnowią Ojczyzny i że daremna będzie ofiara krwi, począwszy od przelanej w Gdyni w 1970 r., jeżeli „klucz od kasy państwowej z rąk jednych złodziei przejdzie do rąk drugich złodziei”. Władzę mogą sprawować ludzie miłujący naród i mający poczucie odpowiedzialności za jego prawidłowy rozwój i bezpieczeństwo.
Zdeptanemu, poniżanemu, ośmieszanemu narodowi polskiemu dawał nadzieję na wyjście nawet z najcięższych kryzysów pod warunkiem, że postawi na rodzinę i odrodzenie moralne, ponieważ - jak udowodniła socjologia polityczna - rodzina i naród są najtrwalszymi instytucjami w życiu społecznym. A zatem zakusy architektów globalizmu na stworzenie nihilistycznego społeczeństwa nie powiodą się.

 
Stefan Wyszyński odniósł zwycięstwo nad komunizmem i buntującymi się raz po raz intelektualistami, zarzucającymi mu tradycjonalizm i wstecznictwo, bo zaufał ludowi, który pozostał wierny Krzyżowi. Dziedzictwem, które nam pozostawił, jest katolicka Polska.
 
Czy to dziedzictwo przekażemy naszym dzieciom? Czy znajdziemy sposób na wrogie i przewrotne działania libertynów, którzy podkopując autorytet Kościoła, znajdują aprobatę u inteligencji i przeciętnych ludzi rozczarowanych wolnością? Są to pytania trudne, ale światłem dla naszych działań niech będzie niezłomna postawa Księdza Prymasa, który całym swoim życiem, pracą, nauczaniem, twórczością, modlitwą i heroicznym cierpieniem uczył miłości do Boga, człowieka i Ojczyzny, za co od Ojca Świętego otrzymał zaszczytny tytuł „Prymas Tysiąclecia”.

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW