ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Jerzy Chodorowski

Polityka i Strategia

Przynęty i pułapki w prawodawstwie Unii Europejskiej. Zakaz dyskryminacji

NPW 1-2, 2001

 

Pojęcie dyskryminacji
 
Termin „dyskryminacja” stał się dziś głośny dzięki mediom, które  go wylansowały, ale jednocześnie go zniekształciły. Dzięki nim bowiem jest on obecnie niemal wyłącznie rozumiany jako coś ujemnego. Wymienia się go prawie zawsze w towarzystwie takich „plag” naszej rzeczywistości jak antysemityzm, rasizm, ksenofobia, terroryzm itp. i stawia się za cel atakom „poprawności politycznej”.
 
Tymczasem „dyskryminacja” – to po prostu „rozróżnianie”, które tylko wówczas może mieć znaczenie ujemne, gdy brak mu wystarczających podstaw w stosunku do osób czy sytuacji takich samych lub podobnych. Gdy zaś istnieją powody, by do osób czy instytucji porównywalnych (takich samych lub podobnych) stosować „rozróżnianie”, dyskryminacja jest zjawiskiem pozytywnym. Bez niej nie byłaby możliwa żadna ocena etyczna. Postępowanie etyczne bowiem wymaga ciągłego rozróżniania, nieustannego traktowania dyskryminacyjnego” dzieci i dorosłych, kobiet i mężczyzn, związków homoseksualnych i małżeństwa, prawdy i fałszu, dobra i zła, rodaka i obcokrajowca itd.
 
Ponieważ jednak współczesny świat zmierza przy obłędnym poparciu mediów ku globalizacji, a więc ku rozmywaniu możliwie wszelkich różnic, likwidacji granic i odrębności, ku jednej Republice Globu, taka dyskryminacja pozytywna jest mu niepotrzebna, jest dlań wręcz szkodliwa. Stąd w traktatach Unii Europejskiej, która pomyślana została jako etap na drodze do zjednoczenia Globu, musiały się znaleźć postanowienia zabraniające dyskryminacji.
 
Najważniejszym jest postanowienie art. 12 Traktatu o Utworzeniu Wspólnoty Europejskiej (TUWE) zakazujące dyskryminacji ze  względu na obywatelstwo” W zakresie stosowania niniejszego Traktatu i bez naruszania jego postanowień szczegółowych zabroniona jest jakakolwiek forma dyskryminacji ze względu na obywatelstwo. Ponieważ na Zachodzie obywatelstwo bardzo często identyfikowane jest z narodowością, chodzi tu także o dyskryminację narodowościową. Cała waga tego przepisu okazuje się dopiero wówczas, gdy się go rozpatrzy na tle filozofii i ideologii tkwiącej u podstaw współczesnego jednoczenia Europy. Z nich bowiem bierze swój początek główny cel zaróno gospodarczej jak i politycznej integracji naszego kontynentu. Celem tym jest przeobrażenie duchowe człowieka, zmiana mentalności Europejczyka z nacjocentrycznej na eurocentryczną, a więc przeniesienie jego świadomości i jego zainteresowań skupionych na jednym, własnym narodzie na wszystkie narody europejskie – na całą Europę. Tak wielka zmiana może się dokonać tylko drogą nasilenia swobodnych kontaktów (głównie handlowych) miedzy obuwatelami różnych państw. Do tego zaś konieczne jest zniesienie dyskryminacji, w pierwszym rzędzie narodowościowej, oraz likwidacja barier swobodnego przemieszczania się ludzi w granicach całego kontynentu. Z kolei te dwa ostatnie warunki mogą być zrealizowane tylko drogą zjednoczenia gospodarczego i politycznego Europy. Krótko mówiąc: zakaz dyskryminacji (bez którego nie ma mowy o przemianie duchowej człowieka) jest racją integracji Europy.
 
Dwie funkcje pułapki antydyskryminacyjnej
 
Okazuje się jednak, że ten sam art. 12, który składa się na fundament całej unijnej struktury prawnej i który jest nadzieją mularzy wznoszących gmach zjednoczonej Europy na przeobrażenie duchowe Europejczyków, na stępienie ich przeciwieństw narodowych, tenże sam artykuł stał się pułapką i dla państw członkowskich Unii i dla ich poszczególnych obywateli. Wpadnięciem w nią zagrożone są również państwa aspirujące do członkostwa UE, a więc także Polska. Jest to najniebezpieczniejsza spośród pułapek traktatowych, gdyż prowadzą do niej wszystkie przynęty ukryte w różnych miejscach unijnego systemu prawnego pod postacią rozlicznych opiekuńczych i wspierających instytucji, placówek i funduszy.
 
Rola art. 12 jako pułapki polega na spełnianiu przezeń dwóch funkcji. Po pierwsze, krępuje on wymagane przez etykę zachowania się jednostki wobec własnego narodu i własnego państwa. Naród jest bytem, a wszelki byt, zarówno fizyczny, jak i moralny, ma prawo do zachowania swego istnienia. Prawo to tkwi w porządku natury i ma gwarancję swej nienaruszalności ze strony jej Stwórcy, który powołuje byty rozumne do istnienia po to, aby urzeczywistniały w swym rozumnym działaniu odpowiadające ich naturze cele i zadania. Skoro naród jest takim bytem społecznym i tworzy dobra kultury narodowej dla rozwoju duchowego osób w nim zrzeszonych, sam przedstawia się jako dobro, wobec którego członkowie jego muszą mieć określone obowiązki. Jedna z nich bywają „małe”, inne „wielkie”. Wielkie obowiązki tyczą raczej wyjątkowych sytuacji, w których dochowanie wierności narodowi wymaga od uświadomionych narodowo jego członków rzeczywistej służby narodowej sprawia, wielkich wysiłków na rzecz jego interesów, poważnych nieraz ofiar i wyrzeczeń, czasem nawet narażenia bezpieczeństwa osobistego, tym bardziej poświęcenia dóbr materialnych  (Ks. T. Ślipko, Zarys etyki szczegółowej, t. 2).
 
Konkretnie: ziemia jest dobrem niezbędnym do istnienia narodu, zatem w razie jej sprzedaży, właściciel ma obowiązek sprzedania jej swemu rodakowi, nawet jeśli oferta jego jest mniej korzystna od ofert cudzoziemców. Poświęcenie korzyści materialnych jest w tym wypadku nakazem etyki. Dyskryminacja, czyli rozróżnianie potencjalnych nabywców ze względu na ich narodowość jest tu koniecznością moralną. Tymczasem w świetle art. 12 jest ona przestępstwem. Przepis tego artykułu jest więc niemoralny. Jest to klasyczny przykład sprzeczności między normą prawną a normą moralną. Na artykuł 12 liczą wszyscy potencjalni nabywcy ziemi polskiej, nie mający obywatelstwa polskiego i czekający tylko na wejście Polski do Unii, gdyż artykuł ów zrówna ich w prawach zakupu z obywatelami polskimi. I nie pomogą tu żadne – tak dziś żywe wśród polskich zwolenników Unii nadzieje, że przed obcymi reflektantami na nasza ziemię obroni nas polskie ustawodawstwo regulujące obrót ziemią: z chwilą wejścia do Unii będzie nas obowiązywać zasada jej systemu prawnego głosząca, że w razie kolizji prawa narodowego z unijnym zwycięża to ostatnie. 
 
Wszystkie powyższe uwagi odnoszą się – oczywiście mutatis mutandis – także i do innych (poza ziemią) polskich warsztatów pracy.
 
Drugą funkcją spełnianą przez artykuł-pułapkę  12 jest funkcja wychowawcza. Ma on przyczynić się do wychowania takiego obywatela, który przede wszystkim w transakcjach handlowych, a z czasem i w całej swej działalności gospodarczej kierować się będzie wyłącznie motywami korzyści materialnych, odrzucając wszelkie względy narodowe napiętnowane jako dyskryminacja i zakazane. W miarę doskonalenia swej postawy, do odrzuconych względów narodowych dołączy zapewne wiele innych, napiętnowanych z kolei przez art. 63, a więc płeć, religię, orientację seksualną itp. Używając utartego skrótu, można powiedzieć, że będzie to człowiek pragnący raczej „więcej mieć” niż „więcej być”. Jakiś nowoczesne „człowiek ekonomiczny” (homo oeconomicus), ale w nie w sensie abstrakcyjnego modelu ekonomicznego, narzędzia analizy teoretycznej, lecz w znaczeniu człowieka realnie istniejącego, doskonałego materiału na zdyscyplinowanego obywatela, dziś – zintegrowanej Europy, a jutro – zintegrowanego Globu.
 
Zakaz dyskryminującej pomocy państwa
 
Zakaz dyskryminacji został w TUWE posunięty tak daleko, że objął nawet pomoc państwa dla przedsiębiorstw narodowych. Rodzi ona  bowiem dyskryminację przedsiębiorstw zagranicznych, którzy takiego wsparcia nie otrzymują i powoduje wskutek tego zniekształcenie wolnej konkurencji. Nawet w jednym z trzech wypadków, ściśle przez art. 87 wspomnianego Traktatu określonych, w których pomoc państwa została uznana za dopuszczalną, a mianowicie w wypadku pomocy socjalnej poszczególnym konsumentom, zastrzeżono, że nie może ona łączyć się z dyskryminacją ze względu na pochodzenie towarów. Jeśli więc np. rząd zechce udzielić pomocy jakiejś wsi dotkniętej przez klęskę żywiołową, to nie może zakupić ubranek dla dzieci, różnych artykułów gospodarstwa domowego itp. w fabryce rodzimej, gdy producent zagraniczny zgłosi ofertę korzystniejszą.
 
Producenci polscy, popierający akces Polski do UE i liczący na pomoc własnego państwa w zdobyciu konkurencyjności i uplasowaniu się na rynku europejskim, powinni zrewidować swe nadzieje, które mogą się okazać złudne, gdyż – jak uczy praktyka – o tym, czy pomoc państwa może być udzielona decyduje w wielu wypadkach interpretacja przepisów i orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał zaś ma też swoją politykę. Problem zilustruje najlepiej konkretny przykład.
 
W 1979 r. spółka tytoniowa Philip Morris otrzymała od rządu duńskiego subwencje na finansowanie części jej inwestycji. Firma zamierzała zamknąć jedną fabrykę i rozszerzyć produkcję w drugiej, położonej w regionie o dużym bezrobociu. Celem tej inwestycji, według Morrisa, było zwiększenie zdolności produkcyjnej całego przedsiębiorstwa na około 80% produkcji obu fabryk. Komisja UE uznała jednak ten system pomocy za sprzeczny ze wspólnym rynkiem i odmówiła zezwolenia przewidzianego w art. 87,3 Traktatu, gdyż niepełne zatrudnienie, na które powołał się Morris powinno być ocenione w odniesieniu do całej Wspólnoty, a nie tylko do regionu duńskiego. Sprawa oparła się o Trybunał Sprawiedliwości, który utrzymał w mocy decyzję Komisji, a dodatkowo zwrócił uwagę, że gdy finansowa pomoc państwa wzmacnia pozycję przedsiębiorstwa w porównaniu z innymi konkurującymi na rynku Wspólnoty przedsiębiorstwami, to tym samym wpływa na – co jest zakazane – handel między państwami członkowskimi.
 
Wymowa tego przykładu jest wyraźna i łatwo ją odnieść do naszych warunków: gdy pojawi się gdzieś bezrobocie, które można by zlikwidować restrukturyzując przy pomocy państwa jakąś fabrykę, nie będziemy mogli tego uczynić, gdyż dopuścilibyśmy się dyskryminacji. Powinniśmy myśleć w skali całej Europy i wysłać naszych bezrobotnych tam (do Niemiec, Grecji, Portugalii itd.), gdzie jakaś fabryka potrzebuje robotników i gdzie może ich zatrudnić bez potrzeby własnej restrukturyzacji. Pomagając naszej fabryce w restrukturyzacji, wzmocnilibyśmy jej pozycję na rynku europejskim w porównaniu z innymi przedsiębiorstwami z nią konkurującymi, a więc dopuścilibyśmy się ich dyskryminacji. Znaleźlibyśmy się więc w pułapce. I tu także widoczny jest „wychowawczy” wpływ zakazu dyskryminacji: trzeba myśleć kategoriami dobra całej Europy, a nie tylko własnego zaścianka.
 
Pułapki w zakazie dyskryminacji etnicznej i seksualnej
 
Zakaz dyskryminacji umieszczony w art. 12 Traktatu o Utworzeniu Wspólnoty Europejskiej ogranicza się tylko do dyskryminacji ze względu na obywatelstwo. Został on znacznie rozszerzony dopiero (Amsterdam 1997 r.) w kolejnym artykule 13, głoszącym że:
 
Rada, działając jednomyślnie na wniosek Komisji i po konsultacji z Parlamentem Europejskim, może wszcząć odpowiednie kroki celem zwalczania dyskryminacji ze względu na płeć, pochodzenie rasowe lub etniczne, religię lub przekonania, inwalidztwo, wiek lub orientację seksualną.
 
W tym artykule jest niewątpliwie zachęta dla nas: zwalczenie dyskryminacji etnicznej, ale wiążę się z nim i pułapka ustawiona w innym miejscu prawodawstwa unijnego. Łatwo bowiem sobie wyobrazić, że w jakimś landzie Niemiec stale jest dyskryminowana ludność polska. Na interwencję Polski i na wniosek Komisji sprawę załatwia Rada. Zgodnie z obowiązującą procedurą, decyzje w tego rodzaju kwestiach podejmuje ona jednogłośnie. Wystarczy więc weto jednego tylko państwa (choćby Luksemburga), a przygotowany akt prawny upada.
 
Wspomniany art. 13 zawiera jeszcze jedną pułapkę: jest nią zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. 16 III 2000 r. Parlament Europejski uchwalił rewolucję zrównującą w prawach ze związkami małżeńskimi tzw. wolne związki włącznie ze związkami między osobami tej samej płci. W dokumencie tym napiętnowane zostały kraje członkowskie, które jeszcze takiego zrównania nie dokonały oraz te, które tolerują w swych kodeksach karnych przepisy określające granicę wieku, od którego dopuszczalne są praktyki homoseksualne.
 
Wprawdzie Stolica Apostolska zareagowała na rezolucję Parlamentu Europejskiego natychmiast i w dzień po jej opublikowaniu Kongregacja do Spraw Rodziny stanęła w obronie rodziny opartej na małżeństwie, jedności w małżeństwie i współżyciu między kobietą i mężczyzną, – ale artykuł 13 pozostał i nadal obowiązuje. I Polska, wstępując do UE, będzie musiała go przyjąć. Wyjątku żadnego nie będzie.
 
Wówczas zatrzasną się klapy pułapki i okaże się, że staniemy wobec trzech możliwości: albo, ulegając presji władz UE, Polska dokona sama, podobnie jak w 2000 r. Holandia, legalizacji małżeństw homoseksualistów z wszystkimi jej następstwami; albo, jeśli będzie się opierać, podobnie jak większość państw członkowskich zasłaniających się własną konstytucją, zostanie oskarżona o naruszenie art. 13 Traktatu i obłożona sankcjami; albo też Komisja złoży w Radzie wniosek o wydanie ogólnounijnego rozporządzenia zobowiązującego państwa do traktowania związków homoseksualistów na równi z małżeństwami i do przyznawania im prawa adopcji, a gdy Rada takie rozporządzenie uchwali, wejdzie ono w życie bezpośrednio na całym terytorium Unii. Holendrzy stwierdzili w 2000 r. (wywiad ich premiera dla „Gazety Wyborczej”), że legalizacja małżeństw homoseksualistów była prostym następstwem otwarcia okien i drzwi na świat i że nie kłóciło się to z wartościami wyznawanymi przez chadecję. Zobaczymy, jak to będzie, gdy nasze okna i drzwi zostaną otwarte na świat, a pułapka okaże się nadal sprawna.
 
Artykuł jest streszczeniem fragmentu książki autora pt. Przynęty i pułapki w europejskich traktatach integracyjnych, przygotowanej do druku w wydawnictwie „Dextra” (35-959 Rzeszów 2, skr. poczt. 695).

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW