ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Andrzej J. Horodecki

Polityka i Strategia

CZAS PRÓBY POLSKICH SUMIEŃ TRWA

NPW 11-12, 2000

Dlaczego katolicki naród wybrał człowieka, który rzuca temu narodowi kłody pod nogi, uniemożliwiając mu życie zgodne z wyznawanymi  zasadami? Dlaczego tak wysoką lokatę uzyskał człowiek, który promuje się  jako bohater negatywny moralnie, nie próbujący nawet udawać, że myśli i czuje po polsku, który nieoficjalnie pretenduje do uczestnictwa w kosmopolitycznych rządach nad światem?  I wreszcie ten, który prawą ręką chce uwłaszczyć naród, a lewą „dobrowolnie - przymusowo” wywłaszczyć 80% rolników z rodzinami z ich gospodarstw w ramach „pomocowego” Paktu dla Rolnictwa i Obszarów Wiejskich, który toleruje wyprzedaż za bezcen polskiego majątku narodowego, doprowadzającą kraj do stanu kolonialnego, miał odwagę kandydować na prezydenta?
 
Homo dialecticus  -  budowniczy  Unii Europejskiej
 
Uściślijmy nasze pytania: w jaki sposób przeciętny wyborca - katolik coraz częściej godzi poparcie dla człowieka zwalczającego moralne zasady społeczeństwa katolickiego ze swoim systemem wartości? Albo dla człowieka, który a priori nie przywiązuje wagi do tych wartości. Czy też dla takiego, który z uśmiechem zdradza naród,  gwałcąc prawo naturalne?
 
Pytania te są dramatyczne także dlatego, że od 22 lat każda pielgrzymka papieska pociąga za sobą niemalejące miliony ludzi, że działają liczne katolickie środowiska formacyjne, że w końcu mamy wolność, chociaż nie potrafimy jej skonsumować, że jesteśmy w niewoli społeczno- gospodarczej, czego nie potrafimy dostrzec i wyzwolić się.
 
A jednak odpowiedź jest, i to paradoksalnie bardzo prosta. Całe społeczeństwo polskie jest z pokolenia na pokolenie coraz bardziej poddane doktrynie materializmu dialektycznego, na której oparty został marksizm-leninizm. 
 
Studenci wszystkich kierunków musieli do roku 1955/56 obowiązkowo studiować materializm dialektyczny w ramach wykładów i  seminariów  z marksizmu-leninizmu, przy czym rygor studiów wykluczał jakiekolwiek objawy lekceważenia zajęć. Wkuwano wówczas na pamięć: (i) wszechzwiązek rzeczy, (ii) ruch wieczny i zmienność rzeczy (iii) jedność i walkę przeciwieństw, (iv) przechodzenie w sposób nagły zmian ilościowych w jakościowe.
 
Później toporny marksizm-leninizm zniknął z horyzontu, pozostał czysty materializm dialektyczny („diamat”) – w nauce, kulturze, oświacie, na WUML-ach, kształtując w człowieku – także  bezpartyjnym  – podświadome przekonanie, że wszystko jest względne, że nie ma żadnego trwałego systemu wartości, że świat jest tylko materialny.
 
Zasady diamatu są prawdziwe w odniesieniu do przyrody, ale badanej tylko w ograniczonym  zakresie. Narzucone duszy ludzkiej, pozbawiają człowieka osobowości, a więc tożsamości oraz zdolności do wartościowania. Nie muszą podważać zasad wiary rzymsko-katolickiej; wystarczy, że wypłukują z duszy prawo naturalne, przez co katolicki w 95% naród traci przełożenie tej wiary na życie społeczne, oddalając się coraz bardziej od cywilizacji łacińskiej. Stąd już tylko krok do argumentu o nieprzydatności a nawet szkodliwości religii rzymskokatolickiej i patriotyzmu.
 
To nie przypadek, że twórcy UE to Niemcy – ojczyzna materializmu dialektycznego, marksizmu, socjalizmu i komunizmu; to Francja i Włochy, z ich jeszcze niedawno potężnymi partiami komunistycznymi i z nie mniej potężnym zapleczem intelektualnym. Ten potencjał nie wyparował w wyniku pierestrojki Gorbaczowa. To nie przypadek, że Unią rządzą dziś socjaldemokraci, wśród których Niemcy  próbują  przechytrzyć Francuzów.
 
Europa jest tym bardziej oparta na diamacie, im szybciej odchodzą pokolenia – zwłaszcza w Polsce – uformowane jeszcze na zdrowych zasadach tomizmu, na arystotelesowskim korzeniu. Dlatego rządzący mogą coraz bezkarniej manipulować rządzonymi, a ci ostatni coraz częściej przyjmują to za stan normalny. Niewolnik przestaje się orientować, że jest niewolnikiem, chyba że należy do obcej Polsce cywilizacji bizantyńskiej, turańskiej lub żydowskiej.
 
Prominentni ideologowie marksizmu-leninizmu w rodzaju Leszka Kołakowskiego wracają manifestacyjnie do życia publicznego jako doktorzy honoris causa polskich uniwersytetów. Jeżeli ten eksperyment powiedzie się, to Zachód powie:  „widocznie jest to duch „Solidarności”, a zatem i nasi ideologowie socjalkomunizmu powinni również powrócić do życia publicznego”. Takie są obecnie realia na froncie  walki cywilizacji żydowskiej z cywilizacją łacińską.
 
Materializm dialektyczny wrósł głęboko w naszą podświadomość. Nie usunie go żadna dekomunizacja ani lustracja. Tylko wewnętrzna refleksja w Kościele rzymskokatolickim może uratować pękniętą psychikę narodu. Cudem Opatrzności Bożej trzeba nazwac dzieła Jan Pawła II w mijającym 2000 r.: kanonizacja siostry Faustyny Kowalskiej, beatyfikacja Hiacynty i Franciszka, zawierzenie świata Matce Bożej Fatimskiej, beatyfikacja papieży Piusa IX oraz Jana XXIII, deklaracja Dominus Iesus, ogłoszenie św. Tomasza More’a patronem polityków całego  świata, a wszystko to zanurzone w miłości, jaką otacza On wszystkie stany i narody w roku Wielkiego Jubileuszu.
 
Najpotężniejszą i najskuteczniejszą bronią, jaką zna psychologia osoby ludzkiej w walce ze złem przez nią głoszonym, jest odwracanie się od tego zła i szerzenie dobra, czyli to, co krótko wyraża wezwanie „zło dobrem zwyciężaj”. Niestety, media, określające się jako katolickie, więcej czasu poświęcają temu czy innemu podłemu filmowi niż szerzeniu wiedzy o dziełach Papieża- Polaka. 
 
Co gorzej, można w tych mediach spotkać wypowiedzi, atakujące pośrednio Jan Pawła II, na przykład za  beatyfikację Piusa IX. Tymczasem Pius IX dokonał wielkiego dzieła obrony tożsamości Kościoła rzymskokatolickiego, wykazując w dokumencie nazywanym  „Syllabus” typowe ówczesne błędy, szerzące się  w związku z nauczaniem Kościoła. Dziś, po przeszło stu latach, tę obronę kontynuuje wspomniana wyżej deklaracja  Dominus Iesus. Co więcej, Jan Paweł II udowadnia nam dziś, że wezwanie Kościoła przez Jana XXIII do otwarcia się na świat musi być dopełnione wezwaniem świata do otwarcia się na Chrystusa – wypowiedzianym u progu jego pontyfikatu.
 
Ignorujmy zło, wylewające się na nas z mediów, odwracajmy się od niego, a szukajmy sposobów, jak konkretnie zahamować demontaż państwa polskiego i wspomóc tych, którzy skazywani są w imię obłędnej ideologii socjalliberalnej na nędzę, bezdomność i poniżenie. Szukajmy w naszych umysłach i sercach wizji Polski - państwa cywilizacji łacińskiej.    
 
Zagrożenie tożsamości katolickiego narodu
 
Wyniki wyborów prezydenckich zaszokowały zwyczajnych Polaków-katolików. Jedni twierdzą, że wygrali ci, którzy gwarantowali spokojną przyszłość, a przegrali ci, którzy grozili zmianami i rozliczeniami. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót, bo właśnie aktualnie pełniący obowiązki prezydenta i jego dwaj najważniejsi konkurenci szykują nam jeszcze przed wejściem do UE niewyobrażalny wstrząs społeczny, a mianowicie likwidację wsi polskiej,  m.in. przy pomocy grup producenckich, czyli  to, co   nie udało się aktywistom otwartego socjalkomunizmu  spod znaku kolektywizacji.
 
Inni doszukują się przyczyny głębiej, a mianowicie w postaci zaszłości  w sferze psychicznej, uformowanej przez wiele pokoleń wstecz, sięgając aż czasów saskich. Zarówno w kapitalizmie jak i w socjalkomunizmie przeciętny człowiek – jeżeli chodzi o stosunki społeczno-gospodarcze – nie ma  wiele do powiedzenia. Manipulacje ordynacjami wyborczymi ujawniają post factum całą populistyczną bufonadę demokracji. Wobec praktycznej niemożliwości odwołania osoby wybranej następuje totalitaryzacja życia społecznego, a w konsekwencji upowszechnia się bierność, granicząca z postawą niewolniczą. 
 
Ludzie żądają nie władzy, ale spełnienia określonych postulatów przez rządzących, tak jak gdyby ciężar władzy był nie do udźwignięcia. Szczególnie tragiczny charakter mają tzw. marsze śmierci jako forma protestu przeciw niewypełnianiu przez sądownictwo właściwej mu roli, realizowanej w rzymsko-łacińskiej Europie przez  2500 lat!  Mamy więc do czynienia z zanikiem rozumienia relacji między naturą państwa cywilizacji łacińskiej a pełnioną przez nie w imieniu narodu władzą. Tu należy szukać głównej przyczyny braku zrozumienia dla opcji narodowej we wszelkiego rodzaju wyborach, referendach i głosowaniach. Przypominam:  praktycznie przez 300 lat postrzegaliśmy naturę państwa zastępczo – przez pryzmat  Ojczyzny. 
 
Brak zrozumienia dla opcji narodowej to także  coś głębszego – to depersonalizacja życia ludzkiego. Zanik potrzeby posiadania władzy przez naród oznacza zanik poczucia osobistej odpowiedzialności za siebie i swoje czyny, za rodzinę, a w szczególności za potomstwo, za posiadany majątek nieruchomy, za konstytucję. Każdy wybór publiczny oddawany jest walkowerem na rzecz opcji antypolskiej i antyreligijnej na zasadzie demoralizującego wyboru „mniejszego zła” – „głosujmy na tego, który ma szansę, nie traćmy głosu”.
 
Słyszałem niedawno w środowisku katolickim niezwykle interesujący  felieton, którego bohaterem pozytywnym  był gen. Charles de Gaulle, filar myśli narodowej Francji i przyjaciel Polski. Ale nie padło ani jedno słowo o tym, że ten człowiek wywodził się ze starej szlachty, głęboko przywiązanej do wiary rzymskokatolickiej, że przywiązanie to potwierdzał także swoją troskliwą opieką nad niepełnosprawną córką, która tylko w jego obecności doznawała spokoju. Przez ponad 20 lat jej życia chronił ją w zaciszu domu rodzinnego przed wścibstwem mediów. Podczas wizyty państwowej w Polsce żądał umieszczenia w programie uczestnictwa we mszy św., podczas której dyplomaci PRL czekali cierpliwie na dworze przed katedrą w Gdańsku-Oliwie.  Szkoda, bo właśnie ostatnio w tej samej Francji Sąd Kasacyjny przyznał odszkodowanie matce za to, że urodziła niepełnosprawnego syna (Nasz Dziennik”, 20.11.00).
 
Często jest odwrotnie. Publikowane są świadectwa o pięknych stronach katolickiego życia religijnego w przeszłej i obecnej Polsce, o jego związku z kulturą, z tradycją narodową. Ale wówczas z kolei  brakuje odniesienia do patriotyzmu, wyrażającego się na dziś i na jutro postawą wierności narodowi polskiemu i jego Rzeczpospolitej. Jak gdyby był jakiś tajemniczy zapis w naszej podświadomości przeciwko głoszonemu przez Romana Dmowskiego nierozerwalnemu związkowi polskości z religią rzymskokatolicką!
 
Skąd zatem w niedalekiej przeszłości podwójny fenomen: odbudowy w ciągu kilku lat niepodległego państwa polskiego po 123 latach zaborów oraz powołania do życia podziemnego państwa w okupowanej Polsce podczas II wojny światowej? Otóż Polska miała w dziejach Europy tradycję najbardziej zaawansowanego kraju na drodze ku cywilizacji łacińskiej, także  pod względem liczebności narodu szlacheckiego. Przekształcenie tego narodu w naród inteligencki dało nam znowu pierwsze  miejsce w Europie i eksplozję wybitnych przywódców politycznych i duchownych na początku XX w. 
 
Jeżeli dodamy do tego skuteczne przeforsowanie przez Dmowskiego koncepcji Europy państw narodowych, to Polska powstała niczym widmo przed oczyma tych, którym się zdawało, że  mają już chrześcijańską Europę w ręku. Faktyczne cele II wojny światowej to holocaust inteligenckiego narodu polskiego i zniszczenie jego państwa. Pierwszy cel zrealizowano niemal w całości w wyniku samej wojny i połączonej z nią realizacji planu Ribbentrop-Mołotow eksterminacji inteligencji polskiej. Cel drugi – zniszczenie Państwa Polskiego rozpoczęto 1 września 1939r, na Westerplatte przy faktycznej obojętności „demokracji zachodnich”, a dokończono  metodą dyktatury proletariatu mniejszości narodowej nad większością narodu polskiego, za  przyzwoleniem tych samych„demokracji zachodnich” oraz USA. Nawiązuje do tego prof. Aleksander Gella w swojej książce Zagłada II Rzeczypospolitej 1945-47.”
 
Klucza do zrozumienia klęski II Rzeczypospolitej należy szukac jednak najpierw w jej obywatelach. Po tak trudnej, graniczącej z cudem odbudowie państwa polskiego i jego obronie przed bolszewikami w 1920 r., należało natychmiast podjąć dzieło czekających  od  trzech wieków na realizację reform społecznych, przybliżających realne unarodowienie wszystkich Polaków, a przede wszystkim wsi polskiej. Zaniedbanie tego dało w ręce socjalkomunistom fundament pod politykę antynarodową i w konsekwencji antypaństwową, zgodnie z wytycznymi marksizmu-leninizmu, a także antyinteligencką - w duchu materializmu dialektycznego. 
 
Plan likwidacji wsi polskiej to nic innego  jak konsekwencja tego zaniedbania na dzień dzisiejszy, jakkolwiek trzeba pamiętac, że niechęć do wsi jako środowiska rzekomo z istoty swojej „zacofanego”, należy do programu socjalkomunizmu.  Niechęć taka była i jest intensywnie propagowana – dzisiaj już nie przez lektorów KC, ale przez ich spadkobierców, intelektualistów spod znaku UW.
 
To zaniedbanie obciąża przede wszystkim środowiska narodowe, i to należy powiedziec dziś w imię rachunku sumienia, do którego wzywa Jan Paweł II wszystkich wierzących, poczuwających się do łączności z Kościołem rzymskokatolickim. Ale to nie jest  rachunek, dla samego rachunku ale troska o to, aby patrzeć dziś dalej niż wczoraj. 
 
Tymczasem tożsamość „prawicy” jest znaczona bieganiem polityków za hierarchią z okazji świąt kościelnych i  uroczystości patriotyczno-religijnych. Oznacza to pośrednio aprobatę dla tradycji, ograniczonej do roli skansenu. Niektórzy z prawicowych polityków upominają się od czasu do czasu o  wartości chrześcijańskie”. W życiu społecznym ciągle jeszcze płaszczyzną odniesienia dla prawicy jest realny socjalkomunizm PRL, natomiast w gospodarce podporządkowanie się dyktatowi bazyliszka niemieckiej Europy. Mamy prawo i obowiązek wzywać wszystkich promotorów i uczestników dyskusji publicznych na temat „Co dalej z katolickim narodem po wyborach prezydenckich 2000”, aby trzymali się mocno ziemi i brali pod uwagę podstawowe, a przemilczane fakty:
 
(i) Tak jak w 1939 r., mamy do czynienia z systemową walką z narodem polskim , której nie można i nie wolno redukować do samobójczego hasła:  „Wszystkiemu są winne komuchy”;
 
(ii) Walka ta prowadzona jest także przy współudziale niezorientowanych Polaków w Zgromadzeniu Narodowym, dlatego trzeba ich skutecznie pozyskiwać dla sprawy patriotyzmu, wbrew  ich „opiekunom” z UW.
 
A zatem powinniśmy  postawic na pozytywne hasło „Polska państwem cywilizacji łacińskiej”, sprawdzone historycznie jako fundament wszystkiego dobra, które świat zawdzięcza Europie, mobilizujące młodzież nie tyle do wychodzenia na ulicę, ile do pracy wewnętrznej nad sobą i swoim środowiskiem. Pierwszym znakiem powrotu do cywilizacji łacińskiej byłoby publiczne postawienie następujących  podstawowych  pytań:
 
1. Dlaczego w imię ślepego bożka rozwoju gospodarczego wylansowano powszechną filozofię życia w ustawicznym zadłużeniu,  tak osoby jak i wszelkich struktur społecznych?
 
2. Dlaczego wprowadza się bez uzasadnienia podatki typu VAT oraz katastralnego, skoro pierwszy z nich oznacza totalną manipulację polityczną „wolnym rynkiem”, a drugi jest przeznaczony do docelowej likwidacji powszechnej, osobistej, a więc  prywatnej własności majątku nieruchomego, a w szczególności ziemi?
 
3. Dlaczego bogata Północ „eksportuje” kapitał do biednego Południa, czyli szuka najtańszej siły roboczej, zamiast eksportowac cywilizację łacińską?
 
4. Dlaczego przemilcza się przed światową opinią publiczną realną możliwość zaspokojenia elementarnych potrzeb życiowych wszystkich ludzi na świecie i sztucznie hamuje rozwój gospodarczy w krajach cywilizacji łacińskiej?
 
5. Dlaczego prowadzona jest docelowa polityka likwidacji wsi i gromadzenia ludności w wielkich aglomeracjach?
 
6. Dlaczego brakuje jasnego postawienia sprawy, że polityka prorodzinna powinna opierac się na założeniu, że praca męża powinna wystarczyc na utrzymanie żony i dzieci.
 
Odpowiedź na te pytania muszą dac sami politycy, z pomocą wspomnianego wyżej swojego patrona, św. Tomasza More’a, który jest świeckim „odpowiednikiem” św. Stanisława Szczepanowskiego, biskupa i męczennika.
 
Jana Pawła II nauka o sumieniu
 
Najlepszą zwartą odpowiedzią, sięgającą dna duszy człowieka XX w., a więc obnażającą  źródła skłonności do materializmu dialektycznego i podświadomego upierania się przy nim, jest nauczanie o sumieniu  podczas audiencji generalnej z dn. 24 sierpnia 1983 r. Papież zaczyna ją słowami św. Pawła:
 
,...abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki ma skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu”(Ef  4,14).
 
Najdrożsi, Apostoł Paweł wzywa nas przez te słowa,   abyśmy byli osobami dojrzałymi w wierze, dojrzałymi w naszych sądach, w posiadaniu sumienia moralnego.. Kształtowanie własnego sumienia jest zasadniczym zadaniem,. Powód jest bardzo prosty: nasze sumienie może błądzić. A kiedy nad nim zapanuje błąd, staje się przyczyną najpoważniejszej szkody dla osoby ludzkiej: przeszkadza człowiekowi w realizowaniu samego siebie, podporządkowującemu korzystanie z wolności prawdzie.
 
Jednakże droga do dojrzałego sumienia moralnego nie może się nawet zacząć, jeśli duch nie jest wolny od bardzo rozpowszechnionej dzisiaj śmiertelnej choroby: obojętności wobec prawdy.
 
Jak bowiem możemy się troszczyć o to, aby w naszych sumieniach mieszkała prawda, jeżeli uważamy, że życie w prawdzie nie jest decydującą wartością dla człowieka?
 
Liczne są objawy takiej choroby. Obojętność wobec prawdy objawia się na przykład, w utrzymywaniu, że prawda i fałsz w etyce są jedynie sprawą gustu, decyzji osobistych, uwarunkowań kulturalnych i społecznych; albo że wystarczy czynić to, co myślimy, nie troszcząc się ostatecznie, czy to,  co myślimy,  jest prawdziwe lub fałszywe; bądź też, że nasze podobanie się Bogu nie zależy w istocie od tego, czy myślimy o Nim zgodnie z prawdą, lecz jedynie od szczerej wiary w to, co wyznajemy.
 
Obojętnością wobec prawdy jest utrzymywanie, że ważniejsze dla człowieka jest poszukiwanie prawdy aniżeli jej osiągnięcie, gdyż w ostateczności prawda nieodwracalnie mu umyka; a w następstwie mieszanie należnego szacunku  dla osoby ludzkiej, niezależnie od wyznawanych przez nią idei, z zaprzeczeniem istnienia obiektywnej prawdy
 
Jeżeli osoba ludzka jest w powyższym sensie obojętna na prawdę, nie dopuści myśli o kształtowaniu własnego sumienia i wcześniej czy później dojdzie do pomieszania wierności własnemu sumieniu z przystaniem na jakąkolwiek osobistą  opinię czy opinię większości...”
 
Niech ta perfekcyjna analiza pomoże nam odpowiedzieć na postawione wyżej pytania.
 
Manipulowanie  Kościołem w Polsce
 
Od Kościoła oczekujemy niezmiennego przekazu wiary i tradycji, opartego na bieżącej, głębokiej łączności z Ojcem Świętym, oraz uzbrajania nas przeciwko poprawności politycznej, także i w Kościele. Cała działalność Kościoła będzie tym bardziej skuteczna, im bliższa będzie cywilizacji łacińskiej. Każdy chce bowiem pozostać sobą, a zarazem żyć w swojej wspólnocie narodowej.
 
Tymczasem globaliści - zaciekły wróg wszystkiego, co kryje się w pojęciu naród, nie zasypiają gruszek w popiele. Zachowywanie czujności wobec przejawów nacjonalizmu zalecają uczestnicy obradującej w Warszawie konferencji OBWE, której tematem jest kwestia ochrony praw człowieka i praw obywatelskich. Nacjonalizm, uważają, nadal stanowi zagrożenie dla stabilności Europy. Zbyt często mniejszości, ale i większości narodowe (sic!), są gotowe rozgrywać kartę nacjonalizmu...w konferencji uczestniczy ... 130 organizacji pozarządowych...” (Rzeczpospolita”,18.10.00).
 
Wobec realiów dnia dzisiejszego, powinniśmy jako  Kościół  wkroczyc nie tylko z opcją na rzecz ubogich, ale także z pytaniem podstawowym: co to za „ustrój” narzucony podstępem, w którym  z  zasady brakuje chleba i dachu nad głową dla milionów ludzi, skoro dobra te są możliwe do osiągnięcia?
 
Sprawa nie jest nowa, wróciliśmy bowiem w Polsce do XIX w., tyle że na krótko. W Europie i USA od ponad 50 lat rolnicy są jako klasa, już niepotrzebni, ze względu na rozwój technologii. Od ponad 10 lat niepotrzebni także stają się robotnicy - likwidacja wielkoprzemysłowej klasy robotniczej w skali światowej dokonuje się w ramach tak zwanej „restrukturyzacji”. W sumie jest to  likwidacja struktury społecznej cywilizacji łacińskiej. Jedynym wyraźnym środowiskiem mają byc ludzie usług  – nowocześni służący. Sama cywilizacja łacińska ma ulec  w ten sposób cywilizacji żydowskiej, dzielącej się na początku wpływami z cywilizacją bizantyńską    oparciem dla rządu światowego. 
 
Losy Polski jak nigdy wprost zależą od stanowiska, które zajmie Episkopat Polski w kwestii wejścia Polski do Unii Europejskiej. Rzeczpospolita z dn. 16 listopada 2000 r. doniosła, że nakładem Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej ma się ukazać bezpłatna broszura dla potrzeb 10 tysięcy polskich parafii, zatytułowana Kościół, Polska, Unia Europejska. Wśród autorów są wymieniani: ks. bp Tadeusz Pieronek, ks. bp Jan Chrapek oraz Piotr Nowina Konopka (UW). Gazeta pisze:
 
„Większość polskich księży popiera ideę integracji z UE, ale jest też spora grupa, związana przede wszystkim z „Radiem Maryja” i  „Naszym Dziennikiem”, która jest temu przeciwna” .
 
W rzeczywistości zręczna polityka niemiecka, posługując się na przemian głosami obwieszczającymi datę wejścia do UE i głosami wskazującymi, że społeczeństwa zachodnie nie kwapią się z przyjęciem Polski do UE, daje zespołowi pełniącemu obowiązki rządu polskiego, argument na rzecz  jak najdalej idącego spełniania wymagań na wyrost ze strony UE, a w konsekwencji wyniszczania kondycji państwa i narodu polskiego.
 
To spełnianie wymagań umożliwia od strony formalnej Układ o stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi, podpisany 16 grudnia 1991 r. przez nowo powołanego premiera Jana Olszewskiego. Układ ten jest pilotowany przez  dwóch Wysokich Przedstawicieli Europejskich i jednoosobowo – przez  Prezydenta RP.
 
Wielokrotnie postulowałem, także na łamach NPW, palącą konieczność wypowiedzenia tego Układu, którą to możliwość przewiduje z 6-miesięcznym wyprzedzeniem jego art. 118. Niestety, niejasne do końca stanowisko Episkopatu, ze wskazaniem na poparcie dla wejścia do UE,  praktycznie niweczy szansę na taki krok, ratujący Polskę.
 
W tej sytuacji należałoby się przynajmniej domagac  zaprzestania popierania przez Komisję Episkopatu ds. Rolnictwa dokumentu pod nazwą Pakt dla Rolnictwa i Obszarów Wiejskich, lansowanego usilnie przez p. M. Krzaklewskiego, w obecności J.E. ks. biskupa Romana Andrzejewskiego i min. Artura Balazsa dwukrotnie: raz 4 września 1999 r. i drugi raz 2 września .2000 r., z okazji Dożynek na Jasnej Górze. Główny cel tego Paktu to  likwidacja zgodnie z planem Geremka  ok. 80% gospodarstw wiejskich do końca 2002 r., dla spełnienia warunków narzucanych przez UE w ramach ww. Układu.  Marian  Krzaklewski przedstawia ten plan, jako rzekomą pomoc dla wsi, mimo  iż sam jest w głównej mierze odpowiedzialny  za zniszczenie ekonomiczne wsi,  przez usunięcie barier celnych, chroniących rolników polskich przed konkurencją z zagranicy.
 
Niestety, zatwierdzenie przez Sobór Watykański II nieteologicznej struktury Kościoła pod nazwą Konferencja Episkopatu (krajowa, regionalna, kontynentalna, ale na razie jeszcze na szczęście nie światowa) spowodowało szkodliwy dualizm wewnątrz Kościoła. Obok normalnej pracy na linii papież– biskup, proboszcz–wierny  pojawiła się praca Konferencji z jej Radą Główną, komisjami, podkomisjami, sekcjami, głosowaniami, słowem potężna biurokracja, ustalająca, że prawda jest przy nominalnej większości... albo przy silnych,  zdecydowanych na wszystko osobowościach, mogących poprzez podporządkowanie sobie opinii większości stawiać sprzeciw samemu papieżowi i kontrować jego posługę.  Następcy św. Piotra. Kard. Józef Ratzinger naświetlił  już częściowo ten problem  w końcu lat siedemdziesiątych w swojej książce „Raport o stanie wiary” (edycja polska - Pallotinum 1980, zaopatrzona przedmową ks. Józefa  Kardynała Glempa. Prymasa Polski).
 
Globaliści puszczają w obieg prymitywny pogląd, że wejście Polski do UE uchroni nas przed socjalkomunistami Dalekiego Wschodu (Chiny, Korea Północna, Wietnam). Ale wszystkie te kraje są ostatnio błyskawicznie rozpracowywane politycznie i gospodarczo przez USA w celu  okrążenia Rosji. Powraca schemat z czasów serdecznej, naiwnej współpracy, najpierw niemiecko- -sowieckiej, potem aliancko-sowieckiej, skazujących na zagładę II Rzeczpospolitą. Żadne różnice ideologiczne nie powstrzymały wówczas tych koneksji i nic dziwnego, bo na poziomie rządu światowego to tylko dwa jego różne ramiona. Dlatego wejście Polski do UE  nic nie uratuje, a jedyne wyjście z sytuacji polega na upartym dążeniu do samodzielności w Europie Środkowo-Wschodniej i gromadzenie wokół siebie najbliższych, osamotnionych tak jak i my państw.
 
Mądra samodzielnośc gospodarcza
 
W tej sytuacji posłuchajmy, co papież Leon XIII  pisze w kwestii  ludzi żyjących z pracy najemnej, w  encyklice Rerum novarum:
 
„Pracownik, jeśli będzie otrzymywał płacę wystarczającą mu na utrzymanie własne, żony i dzieci, będzie to z pewnością, idąc za głosem rozsądku, oszczędzał i będzie się starał, do czego sama natura wzywa, odłożyć coś z dochodów, aby z czasem dojść do skromnego mienia. Widzieliśmy bowiem, że sprawa, którą się zajmujemy, nie może być skutecznie załatwiona, jeśli się świętości prawa prywatnej własności nie postawi jako zasadę podstawową. Dlatego ustawodawstwo winno sprzyjać temu prawu, i w miarę możności starać się, aby jaka największa liczba ludności chciała własność posiadać.
 
Wypłyną stąd wielkie korzyści, przede wszystkim sprawiedliwszy podział dóbr materialnych. Gwałtowne walki społeczne podzieliły społeczeństwo na dwie klasy i odgrodziły je głębokim przedziałem od siebie. Z jednej strony jest warstwa przepotężna, bo przebogata, która panując nad całą dziedziną przemysłu i handlu, wszystkie sposoby bogacenia się na własną obraca korzyść i do swoich celów, i ponadto wielki wpływ wywiera na  sam rząd w państwie.
 
Z drugiej strony jest masa ludzi biednych i słabych, rozgoryczonych i zawsze gotowych do walki. Otóż jeśli się rozwinie zapobiegliwość w ludzie przez nadzieję posiadania kawałka ziemi, wówczas zniknie przepaść między olbrzymim bogactwem i straszną nędzą, a jedna klasa stanie się drugiej bliższa.
 
Ponadto wzmoże się wydajność ziemi. Rośnie bowiem w człowieku ochota do pracy i pilności, jeśli wie, że na swoim pracuje; wnet przywiązuje się człowiek  serdecznie do ziemi,   którą pracą rąk własnych uprawia, spodziewając się od niej nie tylko środków do utrzymania życia potrzebnych, ale jeszcze pewnego dostatku dla siebie i dla swoich. I każdy przyzna, że to pobudzenie woli ludzkiej walnie przyczynia się do wzmożenia wydajności ziemi i bogactwa państw.
 
I wreszcie trzecią korzyścią będzie, że  łatwiej da się utrzymać ludzi w państwie, w  którym ujrzeli światło dzienne[„Ojczyzna moja, to ziemia droga, gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał Boga...” pisze Maria Konopnicka – przyp. A. J. H.]; nie porzucaliby bowiem ojczyzny, gdyby im dawała możność prowadzenia znośnego życia.
 
Lecz tylko pod tym warunkiem wymienione korzyści staną się rzeczywistością, jeśli prywatna własność nie będzie wyczerpywana przez nadmiar podatków i ciężarów publicznych. Władza państwowa  bowiem nie może niszczyć prawa własności prywatnej, bo natura jest jego źródłem, nie wola ludzka; może tylko jego używanie ograniczać i do dobra ogółu dostosowywać. Działałaby więc niesprawiedliwie i niegodnie gdyby z prywatnej własności ściągała w postaci podatków więcej, niż się należy” (podkr. A. J. H.)
 
Po 50 latach prania mózgów przez materializm dialektyczny globaliści osiągnęli upowszechnienie wrogości do własności prywatnej, lęk przed jej odpowiedzialnym posiadaniem, wzmocniony przez wygnanie Polaków z Kresów Wschodnich oraz zafałszowanie własności prywatnej, przez postawienie  znaku równości między własnością akcyjną a własnością prywatną.
 
 Własność prywatna oznacza posiadanie przez jedną i tą samą osobę różnych rzeczy, ale każdej z nich w całości,  w 100%. Jest to zatem własność  osobista i z tego tytułu nazywa ją Leon XIII „świętą”.
 
Natomiast własność akcyjna jest posiadaniem udziału, czyli prawa do pożytku z części wspólnej własności, w określonym, procencie; udziałem w takiej własności handluje się na giełdzie i  byłoby profanacją nazywać ją świętą. Własności takiej przysługuje ochrona prawna z mocy prawa stanowionego, natomiast własność osobista, nawet jeżeli prawo stanowione, odmawia jej ochrony, jest chroniona przez prawo naturalne i w jej obronie można korzystać z obywatelskiego nieposłuszeństwa, chyba, że prawo stanowi wywłaszczenie, oparte na prawie naturalnym, uzasadnione dobrem wyższego rzędu, jak np. bezpieczeństwo państwa, transport kolejowy, energetyczny, itp. które służy  całemu społeczeństwu.
 
Tak więc Pakt dla rolnictwa i obszarów wiejskich ukrywa fakt, że najpierw  przy pomocy określonej polityki administracyjno - fiskalno-celnej,  prywatna, a więc osobista własność wiejska, odwieczna ojcowizna, przestała dostarczać,  mimo pracy ponad siły rolnika i jego rodziny, środków na utrzymanie i pod pretekstem pomocy proponuje  sprzedaż tej własności razem z prawem dziedziczenia (!) państwu za bezcen, bo za czasowo podwyższą emeryturę. A z czego będą pochodzić pieniądze na emerytury w Polsce, jeżeli wyprzedajemy majątek do końca, a zagraniczni strategiczni inwestorzy wywożą zyski z Polski, manipulując upadłościami, albo wprost zwalniają Polaków z pracy, już bez  żadnych osłon, którymi ciągle jeszcze rząd mami naród ( por. „Rzeczpospolita”, 30.10.00).
 
Mieszkańcom miast twórcy „Paktu” wmawiają,  że rolnik polski jest niewydajny,  zacofany i często produkuje „brudną” żywność. Ostatnio, na tle niemożliwej do wyhamowania afery wściekłych krów, Ministerstwo Rolnictwa dopuściło do stosowania w Polsce pestycydy, wycofane w Danii już w 1997r.(„Nasz Dziennik,20.11.00), co stwarza doskonały pretekst do twierdzenia, ze rolnictwo polskie jest nieekologiczne, a więc argument za Paktem.
 
Twierdzenie, że rolnik polski jest niewydajny i zacofany,   jest  nieprawdą – pisałem o tym m.in. w NPW, Nr 5-6 z 1999 r., gdzie wykazałem na podstawie materiałów  rządowych, że wydajność ta jest taka sama lub wyższa niż w UE, i  to przy nieporównanie niższej chemizacji. Natomiast to, że rolnik nie może się utrzymać  ze swoich dochodów, wynika z określonej polityki rządu, która zmierza do tego, aby w ciągu kilku lat zrobić z polskim rolnictwem to, co we Francji realizowano przez ponad 50 lat, a mianowicie zdziesiątkować  ludność rolniczą,  a te jej resztki, które pozostaną - pozbawić  metodami „pokojowymi” prywatnej własności ziemi.
 
Według Naszego Dziennika (24.10.00) „Zaprzestanie działalności rolniczej i przekazanie gospodarstwa o powierzchni (użytków rolnych) - co najmniej 5 ha - na rzecz już istniejącego, co najmniej 15-hektarowego gospodarstwa, to jeden z podstawowych warunków otrzymania renty strukturalnej . Wynosić ma ona ,.5 minimalnej emerytury i obowiązywać do osiągnięcia przez rolnika wieku emerytalnego,  maksimum 5 lat...osoba, na rzecz której przekazywane jest gospodarstwo, powinna mieć wykształcenie rolnicze...” – takie są propozycje ustawowe na koniec października.
 
Do najwybitniejszych Polaków czasów nowożytnych, głęboko podchodzących do kwestii wsi polskiej, należą w kolejności urodzenia: prof. Feliks Koneczny, ks. Prymas Stefan kardynał Wyszyński oraz Ojciec Święty Jan Paweł II. Wszyscy oni postrzegają sprawiedliwość chrześcijańską wobec ludu wiejskiego za  kluczową kwestię w polityce społecznej. I tak Koneczny w swoim dziele Święci w dziejach narodu polskiego pisze:
 
„Według uchwał Synodu Łęczyckiego, przynajmniej w  kościelnych dobrach najuboższy człowiek mógł się odezwać: nie masz prawa! Jeśli chcesz, zapłać, a poproś abym ci sprzedał! Nabycie prawa wobec księcia było czymś tak wielkim, że uboższa ludność śmiała o tym zamarzyć. To było zdobyczą Kościoła i jego darem dla podwładnej mu ludności, a darem nie tylko materialnym, lecz i moralnym, bo nic tak nie podnosi  osobistej godności człowieka, jak świadomość, że się ma prawo, ze się nie jest niewolnikiem i igraszką zachcianek silniejszego...”
 
A ks. Prymas Wyszyński mówi tak:
 
„W 1180 r. odbywał się synod kościelny w dalekiej Łęczycy. Błogosławiony Wincenty Kadłubek opisuje w swojej „Kronice” owoce pracy tego Synodu, który między innymi zajął się poprawą bytu ludności  rolniczej i pracującej na roli. Można powiedzieć, że tak zwana „sprawa chłopska”, która stała się głośna w wieku ubiegłym i obecnym, została właściwie zapoczątkowana już w pismach Wincentego Kadłubka...”
 
O trosce Jan Pawła II o wieś polską nie muszę tu przypominać, mamy ją świeżo w pamięci. O tym zaś, co zgotowała międzynarodówka globalistów Ojcu  Świętemu Janowi Pawłowi II w 22 rocznicę pontyfikatu, a wcześniej obywatele Polski,  wiemy również na świeżo wszyscy.
 
 Feliks Koneczny był w czasach oficjalnego socjalkomunizmu zakazany, obecnie jest przemilczany lub marginalizowany. Ks. Prymas Wyszyński był więziony, a skoro za życia nie można Go było złamać, odczekano w milczeniu 19 lat po śmierci i nakręcono film mający na celu odwrócenie uwagi od całego Jego dzieła i osobiste ośmieszenie. Wiodącą treścią filmu są metody pracy UB, przy czym dla większej  sensacji wymyślono sobowtóra, a zarazem pokazano, jakoby Prymas miał podsłuchiwać pracowników UB (!). Uchwalony jednomyślnie przez Sejm Rok Kardynała Stefana Wyszyńskiego ma być zasłoną dymną. Ten, który najmocniej w XX w. bronił ziemi polskiej w polskich rękach, ma być teraz użyty jako parawan  do walki z rolnikami. Posłuchajmy zatem, co mówił o swojej posłudze prymasowskiej podczas wizyty duszpasterskiej w Niemczech, 23 września 1978 r. (razem z ówczesnym kardynałem Karolem Wojtyłą), do Polonii Niemieckiej:
 
„Jest to przede wszystkim ta sama Polska, która przez wieki trwa na darowanej jej przez Ojców - ziemi, pełnej doli i niedoli, ale wierna Stwórcy i Ojcu Narodów. Niełatwo trwać na tej ziemi ojczystej. Wiecie to zwłaszcza wy, rolnicy, którzy z dziada na ojca i syna, z trudem podejmując zadania, uprawialiście swoje zagony.
 
Nie jest łatwo uprawiać Zagon Ojczysty. Ale ktoś to musi czynić. Ktoś musi dochować obowiązku wierności. Nieraz pytają mnie biskupi różnych krajów: dlaczego nie przyjeżdżasz do nas? Odpowiadam: moim obowiązkiem jest przede wszystkim czuwać nad Kościołem  świętym w Polsce, razem z biskupami i kapłanami. Niemalże  wyjątkiem  w moim trwaniu przy Kościele w Polsce jest przyjazd do Was, Najmilsi. Możecie zrozumieć, jakim uczuciem się kieruję. Wiedzcie więc, że jest to ta sama Polska, chociaż z trudem żyjąca, ciężko pracująca - Polska Waszych pradziadów, dziadów i ojców, i Wasza. Ona nadal  pozostaje Waszą własnością, chociaż dzieje i losy postawiły Was w innych warunkach.
 
Jest to Polska chrześcijańska, zawsze wierna Kościołowi, a dziś zahartowana ciężkimi zmaganiami o dochowanie wiary Bogu Żywemu, Jezusowi Chrystusowi, Jego krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi i Jego Pasterzom...
 
Polska oczekuje od Was wierności mowie ojczystej i naszym zaszczytnym dziejom - pełnym, ducha pokoju i poczucia wolności - kulturze rodzimej, narodowej religijnej. Chociaż musicie posługiwać się różnymi językami, pamiętajcie, że pierwsze słowa, które usłyszeliście, to słowa matki wypowiedziane nad waszą kołyską.
 
Polska oczekuje od Was zachowania  Dumy Narodowej, która każe Wam wszędzie pamiętać, z jakiego pnia dziejowego wyrośliście, jakim duchem się rządzicie, pełni uczuć miłości społecznej, pokoju i sumienności. Oczekuje, abyście umieli brać od świata to, co wartościowe, odróżniać zło od dobra, „nie dając się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężając”. Niech Wasza Duma Narodowa  nie pozwala Wam dawać złego przykładu!” (podkr. A. J. H.).
 
Wyniki wyborów, nie tylko prezydenckich, pokazują, ze wieś  jest politycznie najbardziej niezależna od wpływów globalistycznych, poprzez materializm dialektyczny  stopniowo opanowujących  kolejne środowiska. Trzeba teraz rzucić hasło: „Rolnik polski  nie sprzedaje ziemi za żadne pieniądze!” W XIX w. Niemcy usiłowali wykupywać ziemię od rolników polskich, ale im się to nie udało, bo napotkali na spontaniczny, ale zorganizowany opór. Dziś  Niemcy podstawiają jako kupców Polaków, obojętnie czy to w spółkach na Pomorzu Zachodnim, czy to poprzez sterowanie  polityką rządu
 
Losy Polski rozstrzygną się na wsi, bo jeżeli wieś się obroni,  to uratuje całą Polskę  przed wejściem do UE. Pamiętajmy jednak, że  wszelkie nasze wysiłki bez pomocy Bożej będą daremne.

 

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW