Dlaczego
katolicki naród wybrał człowieka, który rzuca temu narodowi kłody pod
nogi, uniemożliwiając mu życie zgodne z wyznawanymi
zasadami? Dlaczego tak wysoką lokatę uzyskał człowiek,
który promuje się jako bohater negatywny
moralnie, nie próbujący nawet udawać, że myśli i czuje po polsku, który
nieoficjalnie pretenduje do uczestnictwa w kosmopolitycznych rządach
nad światem? I wreszcie ten, który prawą
ręką chce uwłaszczyć naród, a lewą „dobrowolnie -
przymusowo” wywłaszczyć 80% rolników z rodzinami z ich gospodarstw
w ramach „pomocowego” Paktu dla Rolnictwa
i Obszarów Wiejskich, który toleruje wyprzedaż za bezcen polskiego
majątku narodowego, doprowadzającą kraj do stanu kolonialnego, miał
odwagę kandydować na prezydenta?
Homo
dialecticus - budowniczy Unii Europejskiej
Uściślijmy
nasze pytania: w jaki sposób przeciętny wyborca - katolik coraz
częściej godzi poparcie dla człowieka zwalczającego
moralne zasady społeczeństwa katolickiego ze swoim systemem
wartości? Albo dla człowieka, który a priori nie
przywiązuje wagi do tych wartości. Czy też dla takiego,
który z uśmiechem zdradza naród, gwałcąc
prawo naturalne?
Pytania te są
dramatyczne także dlatego, że od 22 lat każda pielgrzymka papieska
pociąga za sobą niemalejące miliony ludzi, że działają liczne
katolickie środowiska formacyjne, że w końcu mamy wolność, chociaż nie
potrafimy jej skonsumować, że jesteśmy w niewoli społeczno-
gospodarczej, czego nie potrafimy dostrzec i wyzwolić się.
A jednak
odpowiedź jest, i to paradoksalnie bardzo prosta. Całe społeczeństwo polskie jest z pokolenia na
pokolenie coraz bardziej poddane doktrynie materializmu dialektycznego,
na której oparty został marksizm-leninizm.
Studenci
wszystkich kierunków musieli do roku 1955/56 obowiązkowo studiować
materializm dialektyczny w ramach wykładów i seminariów z marksizmu-leninizmu, przy czym rygor studiów
wykluczał jakiekolwiek objawy lekceważenia zajęć. Wkuwano wówczas na
pamięć: (i) wszechzwiązek rzeczy, (ii) ruch wieczny i zmienność rzeczy
(iii) jedność i walkę przeciwieństw, (iv) przechodzenie w sposób nagły
zmian ilościowych w jakościowe.
Później
toporny marksizm-leninizm zniknął z horyzontu, pozostał czysty
materializm dialektyczny („diamat”) – w
nauce, kulturze, oświacie, na WUML-ach, kształtując w
człowieku – także bezpartyjnym – podświadome przekonanie, że wszystko jest
względne, że nie ma żadnego trwałego systemu wartości, że świat jest
tylko materialny.
Zasady
diamatu są prawdziwe w odniesieniu do przyrody, ale badanej tylko w
ograniczonym zakresie. Narzucone duszy
ludzkiej, pozbawiają człowieka osobowości, a więc tożsamości oraz
zdolności do wartościowania. Nie muszą podważać zasad wiary
rzymsko-katolickiej; wystarczy, że wypłukują z duszy prawo naturalne,
przez co katolicki w 95% naród traci przełożenie tej wiary na życie
społeczne, oddalając się coraz bardziej od cywilizacji łacińskiej. Stąd
już tylko krok do argumentu o nieprzydatności a nawet szkodliwości
religii rzymskokatolickiej i patriotyzmu.
To nie
przypadek, że twórcy UE to Niemcy – ojczyzna materializmu
dialektycznego, marksizmu, socjalizmu i komunizmu; to Francja i Włochy,
z ich jeszcze niedawno potężnymi partiami komunistycznymi i z nie mniej
potężnym zapleczem intelektualnym. Ten potencjał nie wyparował w wyniku
pierestrojki Gorbaczowa. To nie przypadek, że Unią rządzą dziś
socjaldemokraci, wśród których Niemcy próbują przechytrzyć Francuzów.
Europa jest
tym bardziej oparta na diamacie, im szybciej odchodzą pokolenia –
zwłaszcza w Polsce – uformowane jeszcze na zdrowych zasadach tomizmu,
na arystotelesowskim korzeniu. Dlatego rządzący mogą coraz bezkarniej
manipulować rządzonymi, a ci ostatni coraz częściej przyjmują to za
stan normalny. Niewolnik przestaje się
orientować, że jest niewolnikiem, chyba że należy do obcej
Polsce cywilizacji bizantyńskiej, turańskiej lub żydowskiej.
Prominentni
ideologowie marksizmu-leninizmu w rodzaju Leszka Kołakowskiego wracają
manifestacyjnie do życia publicznego jako doktorzy honoris
causa polskich uniwersytetów. Jeżeli ten eksperyment powiedzie się,
to Zachód powie: „widocznie
jest to duch „Solidarności”, a zatem i nasi ideologowie socjalkomunizmu
powinni również powrócić do życia publicznego”. Takie są obecnie
realia na froncie walki cywilizacji
żydowskiej z cywilizacją łacińską.
Materializm
dialektyczny wrósł głęboko w naszą podświadomość. Nie usunie go żadna
dekomunizacja ani lustracja. Tylko wewnętrzna refleksja w Kościele
rzymskokatolickim może uratować pękniętą psychikę narodu. Cudem
Opatrzności Bożej trzeba nazwac dzieła Jan Pawła II w mijającym 2000
r.: kanonizacja siostry Faustyny Kowalskiej, beatyfikacja Hiacynty i
Franciszka, zawierzenie świata Matce Bożej Fatimskiej, beatyfikacja
papieży Piusa IX oraz Jana XXIII, deklaracja Dominus
Iesus, ogłoszenie św. Tomasza More’a patronem polityków całego świata, a wszystko to zanurzone w miłości,
jaką otacza On wszystkie stany i narody w roku Wielkiego Jubileuszu.
Najpotężniejszą
i najskuteczniejszą bronią, jaką zna psychologia osoby
ludzkiej w walce ze złem przez nią głoszonym, jest
odwracanie się od tego zła i szerzenie dobra, czyli to, co krótko
wyraża wezwanie „zło dobrem zwyciężaj”.
Niestety, media, określające się jako katolickie, więcej czasu
poświęcają temu czy innemu podłemu filmowi niż szerzeniu wiedzy o
dziełach Papieża- Polaka.
Co gorzej,
można w tych mediach spotkać wypowiedzi, atakujące pośrednio Jan Pawła
II, na przykład za beatyfikację Piusa IX.
Tymczasem Pius IX dokonał wielkiego dzieła obrony tożsamości Kościoła
rzymskokatolickiego, wykazując w dokumencie nazywanym
„Syllabus” typowe ówczesne
błędy, szerzące się w związku z nauczaniem
Kościoła. Dziś, po przeszło stu latach,
tę obronę kontynuuje wspomniana wyżej deklaracja Dominus Iesus. Co więcej, Jan Paweł II
udowadnia nam dziś, że wezwanie Kościoła przez Jana
XXIII do otwarcia się na świat musi
być dopełnione wezwaniem świata do otwarcia się na Chrystusa
– wypowiedzianym u progu jego pontyfikatu.
Ignorujmy
zło, wylewające się na nas z mediów, odwracajmy się od niego, a
szukajmy sposobów, jak konkretnie zahamować demontaż państwa polskiego
i wspomóc tych, którzy skazywani są w imię obłędnej ideologii
socjalliberalnej na nędzę, bezdomność i poniżenie. Szukajmy w naszych
umysłach i sercach wizji Polski - państwa cywilizacji
łacińskiej.
Zagrożenie
tożsamości katolickiego narodu
Wyniki
wyborów prezydenckich zaszokowały zwyczajnych Polaków-katolików. Jedni
twierdzą, że wygrali ci, którzy gwarantowali spokojną przyszłość, a
przegrali ci, którzy grozili zmianami i rozliczeniami. W rzeczywistości
jest dokładnie na odwrót, bo właśnie aktualnie pełniący obowiązki
prezydenta i jego dwaj najważniejsi konkurenci szykują nam jeszcze
przed wejściem do UE niewyobrażalny wstrząs społeczny, a mianowicie
likwidację wsi polskiej, m.in. przy pomocy
grup producenckich, czyli to, co nie
udało się aktywistom otwartego socjalkomunizmu spod
znaku kolektywizacji.
Inni
doszukują się przyczyny głębiej, a mianowicie w postaci zaszłości w sferze psychicznej, uformowanej przez wiele
pokoleń wstecz, sięgając aż czasów saskich. Zarówno w kapitalizmie jak
i w socjalkomunizmie przeciętny człowiek – jeżeli chodzi o stosunki
społeczno-gospodarcze – nie ma wiele do
powiedzenia. Manipulacje ordynacjami wyborczymi ujawniają post
factum całą populistyczną bufonadę demokracji.
Wobec praktycznej niemożliwości odwołania osoby wybranej następuje
totalitaryzacja życia społecznego, a w konsekwencji upowszechnia się
bierność, granicząca z postawą niewolniczą.
Ludzie żądają
nie władzy, ale spełnienia określonych postulatów przez rządzących, tak jak gdyby ciężar władzy był nie do udźwignięcia.
Szczególnie tragiczny charakter mają tzw.
marsze śmierci jako forma protestu przeciw niewypełnianiu przez
sądownictwo właściwej mu roli, realizowanej w rzymsko-łacińskiej
Europie przez 2500 lat!
Mamy więc do czynienia z zanikiem rozumienia relacji
między naturą państwa cywilizacji łacińskiej a pełnioną przez nie w imieniu narodu władzą. Tu należy szukać głównej
przyczyny braku zrozumienia dla opcji narodowej we wszelkiego rodzaju
wyborach, referendach i głosowaniach. Przypominam:
praktycznie przez 300 lat postrzegaliśmy naturę państwa
zastępczo – przez pryzmat Ojczyzny.
Brak
zrozumienia dla opcji narodowej to także coś
głębszego – to depersonalizacja życia ludzkiego. Zanik potrzeby
posiadania władzy przez naród oznacza zanik poczucia osobistej
odpowiedzialności za siebie i swoje czyny, za rodzinę, a w
szczególności za potomstwo, za posiadany majątek nieruchomy, za
konstytucję. Każdy wybór publiczny oddawany jest walkowerem na rzecz
opcji antypolskiej i antyreligijnej na zasadzie demoralizującego wyboru
„mniejszego zła” – „głosujmy na tego, który ma
szansę, nie traćmy głosu”.
Słyszałem
niedawno w środowisku katolickim niezwykle interesujący
felieton, którego bohaterem pozytywnym
był gen. Charles de Gaulle, filar myśli narodowej Francji
i przyjaciel Polski. Ale nie padło ani jedno słowo o tym, że ten
człowiek wywodził się ze starej szlachty, głęboko
przywiązanej do wiary rzymskokatolickiej, że przywiązanie to
potwierdzał także swoją troskliwą
opieką nad niepełnosprawną córką, która tylko w jego obecności
doznawała spokoju. Przez ponad 20 lat jej życia chronił ją w zaciszu
domu rodzinnego przed wścibstwem mediów. Podczas wizyty państwowej w
Polsce żądał umieszczenia w programie uczestnictwa we mszy św., podczas
której dyplomaci PRL czekali cierpliwie na dworze przed katedrą w
Gdańsku-Oliwie. Szkoda, bo właśnie
ostatnio w tej samej Francji Sąd Kasacyjny przyznał odszkodowanie matce
za to, że urodziła niepełnosprawnego syna („Nasz
Dziennik”, 20.11.00).
Często jest
odwrotnie. Publikowane są świadectwa o pięknych stronach katolickiego
życia religijnego w przeszłej i obecnej Polsce, o jego związku z
kulturą, z tradycją narodową. Ale wówczas z kolei brakuje
odniesienia do patriotyzmu, wyrażającego się na dziś i na
jutro postawą wierności narodowi polskiemu i jego Rzeczpospolitej. Jak gdyby był jakiś tajemniczy zapis w naszej
podświadomości przeciwko głoszonemu przez Romana Dmowskiego
nierozerwalnemu związkowi polskości z religią rzymskokatolicką!
Skąd zatem w
niedalekiej przeszłości podwójny fenomen: odbudowy w ciągu kilku lat
niepodległego państwa polskiego po 123 latach zaborów oraz powołania do
życia podziemnego państwa w okupowanej Polsce podczas II wojny
światowej? Otóż Polska miała w dziejach Europy tradycję najbardziej
zaawansowanego kraju na drodze ku cywilizacji łacińskiej, także pod względem liczebności narodu szlacheckiego.
Przekształcenie tego narodu w naród inteligencki dało nam znowu pierwsze miejsce w Europie i eksplozję wybitnych
przywódców politycznych i duchownych na początku XX w.
Jeżeli dodamy
do tego skuteczne przeforsowanie przez Dmowskiego koncepcji Europy
państw narodowych, to Polska powstała niczym widmo przed oczyma tych,
którym się zdawało, że mają już
chrześcijańską Europę w ręku. Faktyczne cele II wojny
światowej to holocaust inteligenckiego narodu polskiego i
zniszczenie jego państwa. Pierwszy cel zrealizowano niemal w
całości w wyniku samej wojny i połączonej z nią realizacji planu
Ribbentrop-Mołotow eksterminacji inteligencji polskiej. Cel drugi –
zniszczenie Państwa Polskiego rozpoczęto 1 września 1939r, na
Westerplatte przy faktycznej obojętności „demokracji
zachodnich”, a dokończono metodą
dyktatury proletariatu mniejszości narodowej nad większością narodu
polskiego, za przyzwoleniem tych samych„demokracji zachodnich” oraz USA. Nawiązuje do tego
prof. Aleksander Gella w swojej książce Zagłada II
Rzeczypospolitej 1945-47.”
Klucza do
zrozumienia klęski II Rzeczypospolitej należy szukac jednak najpierw w
jej obywatelach. Po tak trudnej, graniczącej z cudem odbudowie państwa
polskiego i jego obronie przed bolszewikami w 1920 r., należało
natychmiast podjąć dzieło czekających od trzech wieków na realizację reform
społecznych, przybliżających realne unarodowienie wszystkich Polaków, a
przede wszystkim wsi polskiej. Zaniedbanie
tego dało w ręce socjalkomunistom fundament pod politykę antynarodową i
w konsekwencji antypaństwową, zgodnie z wytycznymi marksizmu-leninizmu,
a także antyinteligencką - w duchu materializmu dialektycznego.
Plan
likwidacji wsi polskiej to nic innego jak
konsekwencja tego zaniedbania na dzień dzisiejszy, jakkolwiek trzeba
pamiętac, że niechęć do wsi jako środowiska rzekomo z istoty swojej „zacofanego”, należy do programu socjalkomunizmu. Niechęć taka była i jest intensywnie
propagowana – dzisiaj już nie przez lektorów KC, ale przez ich
spadkobierców, intelektualistów spod znaku UW.
To
zaniedbanie obciąża przede wszystkim środowiska narodowe, i to należy
powiedziec dziś w imię rachunku sumienia, do którego wzywa Jan Paweł II
wszystkich wierzących, poczuwających się do łączności z Kościołem
rzymskokatolickim. Ale to nie jest rachunek,
dla samego rachunku ale troska o to, aby patrzeć dziś dalej niż
wczoraj.
Tymczasem
tożsamość „prawicy” jest znaczona bieganiem polityków za hierarchią z
okazji świąt kościelnych i uroczystości
patriotyczno-religijnych. Oznacza to pośrednio aprobatę dla tradycji,
ograniczonej do roli skansenu. Niektórzy z prawicowych polityków
upominają się od czasu do czasu o „wartości chrześcijańskie”. W życiu
społecznym ciągle jeszcze płaszczyzną odniesienia dla prawicy jest
realny socjalkomunizm PRL, natomiast w gospodarce podporządkowanie się
dyktatowi bazyliszka niemieckiej Europy. Mamy prawo i obowiązek wzywać
wszystkich promotorów i uczestników dyskusji publicznych na temat „Co dalej z katolickim narodem po wyborach prezydenckich 2000”,
aby trzymali się mocno ziemi i brali pod uwagę podstawowe, a
przemilczane fakty:
(i) Tak jak w
1939 r., mamy do czynienia z systemową walką z
narodem polskim , której nie można i nie wolno redukować do
samobójczego hasła: „Wszystkiemu
są winne komuchy”;
(ii) Walka ta
prowadzona jest także przy współudziale niezorientowanych Polaków w
Zgromadzeniu Narodowym, dlatego trzeba ich skutecznie pozyskiwać dla
sprawy patriotyzmu, wbrew ich „opiekunom”
z UW.
A zatem
powinniśmy postawic na pozytywne hasło „Polska państwem cywilizacji łacińskiej”,
sprawdzone historycznie jako fundament wszystkiego dobra, które świat
zawdzięcza Europie, mobilizujące młodzież nie tyle do wychodzenia na
ulicę, ile do pracy wewnętrznej nad sobą i swoim środowiskiem.
Pierwszym znakiem powrotu do cywilizacji łacińskiej
byłoby publiczne postawienie następujących podstawowych pytań:
1. Dlaczego w
imię ślepego bożka rozwoju gospodarczego
wylansowano powszechną filozofię życia w ustawicznym
zadłużeniu, tak osoby jak i
wszelkich struktur społecznych?
2. Dlaczego
wprowadza się bez uzasadnienia podatki typu VAT oraz katastralnego,
skoro pierwszy z nich oznacza totalną manipulację polityczną „wolnym rynkiem”, a drugi jest przeznaczony do docelowej
likwidacji powszechnej, osobistej,
a więc prywatnej
własności majątku nieruchomego, a w szczególności ziemi?
3. Dlaczego
bogata Północ „eksportuje” kapitał do
biednego Południa, czyli szuka najtańszej siły roboczej, zamiast „eksportowac” cywilizację łacińską?
4. Dlaczego
przemilcza się przed światową opinią publiczną realną możliwość zaspokojenia elementarnych
potrzeb życiowych wszystkich ludzi na świecie i sztucznie
hamuje rozwój gospodarczy w krajach cywilizacji łacińskiej?
5. Dlaczego
prowadzona jest docelowa polityka likwidacji
wsi i gromadzenia ludności w wielkich aglomeracjach?
6. Dlaczego
brakuje jasnego postawienia sprawy, że polityka
prorodzinna powinna opierac się na założeniu, że praca męża
powinna wystarczyc na utrzymanie żony i dzieci.
Odpowiedź na
te pytania muszą dac sami politycy, z pomocą
wspomnianego wyżej swojego patrona, św. Tomasza
More’a, który jest świeckim „odpowiednikiem”
św. Stanisława Szczepanowskiego, biskupa i męczennika.
Jana Pawła II
nauka o sumieniu
Najlepszą
zwartą odpowiedzią, sięgającą dna duszy człowieka XX w., a więc
obnażającą źródła skłonności do
materializmu dialektycznego i podświadomego upierania się przy nim,
jest nauczanie o sumieniu podczas
audiencji generalnej z dn. 24 sierpnia 1983 r. Papież zaczyna ją
słowami św. Pawła:
„,...abyśmy
już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki
ma skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na
manowce fałszu”(Ef 4,14).
Najdrożsi,
Apostoł Paweł wzywa nas przez te słowa, abyśmy
byli osobami dojrzałymi w wierze, dojrzałymi w naszych sądach, w
posiadaniu sumienia moralnego.. Kształtowanie własnego sumienia jest
zasadniczym zadaniem,. Powód jest bardzo prosty: nasze sumienie może
błądzić. A kiedy nad nim zapanuje błąd, staje się przyczyną
najpoważniejszej szkody dla osoby ludzkiej: przeszkadza człowiekowi w
realizowaniu samego siebie, podporządkowującemu korzystanie z wolności
prawdzie.
Jednakże
droga do dojrzałego sumienia moralnego nie może się nawet zacząć, jeśli
duch nie jest wolny od bardzo rozpowszechnionej dzisiaj śmiertelnej
choroby: obojętności wobec prawdy.
Jak bowiem
możemy się troszczyć o to, aby w naszych sumieniach mieszkała prawda,
jeżeli uważamy, że życie w prawdzie nie jest decydującą wartością dla
człowieka?
Liczne są
objawy takiej choroby. Obojętność wobec prawdy objawia się na przykład,
w utrzymywaniu, że prawda i fałsz w etyce są jedynie sprawą gustu,
decyzji osobistych, uwarunkowań kulturalnych i społecznych; albo że
wystarczy czynić to, co myślimy, nie troszcząc się ostatecznie, czy to, co myślimy, jest
prawdziwe lub fałszywe; bądź też, że nasze podobanie się Bogu nie
zależy w istocie od tego, czy myślimy o Nim zgodnie z prawdą, lecz
jedynie od szczerej wiary w to, co wyznajemy.
Obojętnością
wobec prawdy jest utrzymywanie, że ważniejsze dla człowieka jest
poszukiwanie prawdy aniżeli jej osiągnięcie, gdyż w ostateczności
prawda nieodwracalnie mu umyka; a w następstwie mieszanie należnego
szacunku dla osoby ludzkiej, niezależnie
od wyznawanych przez nią idei, z zaprzeczeniem istnienia obiektywnej
prawdy
Jeżeli osoba
ludzka jest w powyższym sensie obojętna na prawdę, nie dopuści myśli o
kształtowaniu własnego sumienia i wcześniej czy później dojdzie do
pomieszania wierności własnemu sumieniu z przystaniem na jakąkolwiek
osobistą opinię czy opinię większości...”
Niech ta
perfekcyjna analiza pomoże nam odpowiedzieć na postawione wyżej pytania.
Manipulowanie Kościołem w Polsce
Od Kościoła
oczekujemy niezmiennego przekazu wiary i tradycji, opartego na
bieżącej, głębokiej łączności z Ojcem Świętym, oraz uzbrajania nas
przeciwko poprawności politycznej, także i w Kościele.
Cała działalność Kościoła będzie tym bardziej skuteczna, im bliższa
będzie cywilizacji łacińskiej. Każdy chce bowiem pozostać sobą, a
zarazem żyć w swojej wspólnocie narodowej.
Tymczasem
globaliści - zaciekły wróg wszystkiego, co kryje się w pojęciu naród,
nie zasypiają gruszek w popiele. „Zachowywanie
czujności wobec przejawów nacjonalizmu zalecają uczestnicy
obradującej w Warszawie konferencji OBWE, której tematem jest kwestia
ochrony praw człowieka i praw obywatelskich. Nacjonalizm, uważają,
nadal stanowi zagrożenie dla stabilności Europy. Zbyt często
mniejszości, ale i większości narodowe (sic!), są gotowe rozgrywać kartę nacjonalizmu...w konferencji
uczestniczy ... 130 organizacji pozarządowych...” („Rzeczpospolita”,18.10.00).
Wobec realiów
dnia dzisiejszego, powinniśmy jako Kościół wkroczyc nie tylko z opcją na rzecz ubogich,
ale także z pytaniem podstawowym: co to za
„ustrój” narzucony podstępem, w którym z zasady brakuje chleba i dachu nad głową
dla milionów ludzi, skoro dobra te są możliwe do osiągnięcia?
Sprawa nie
jest nowa, wróciliśmy bowiem w Polsce do XIX w., tyle że na krótko. W
Europie i USA od ponad 50 lat rolnicy są jako
klasa, już niepotrzebni, ze względu na rozwój technologii. Od ponad 10
lat niepotrzebni także stają się robotnicy - likwidacja
wielkoprzemysłowej klasy robotniczej w skali światowej dokonuje się w
ramach tak zwanej „restrukturyzacji”. W sumie jest to likwidacja struktury
społecznej cywilizacji łacińskiej. Jedynym wyraźnym środowiskiem mają
byc ludzie usług – nowocześni służący.
Sama cywilizacja łacińska ma ulec w ten
sposób cywilizacji żydowskiej, dzielącej się na początku wpływami z
cywilizacją bizantyńską –
oparciem dla rządu światowego.
Losy Polski
jak nigdy wprost zależą od stanowiska, które zajmie Episkopat Polski w kwestii wejścia Polski do Unii
Europejskiej. „Rzeczpospolita” z dn.
16 listopada 2000 r. doniosła, że nakładem Urzędu Komitetu Integracji
Europejskiej ma się ukazać bezpłatna broszura dla potrzeb 10 tysięcy
polskich parafii, zatytułowana Kościół,
Polska, Unia Europejska. Wśród autorów są wymieniani: ks. bp Tadeusz Pieronek, ks. bp Jan Chrapek oraz Piotr Nowina
Konopka (UW). Gazeta pisze:
„Większość
polskich księży popiera ideę integracji z UE, ale jest też spora grupa,
związana przede wszystkim z „Radiem Maryja” i „Naszym Dziennikiem”, która
jest temu przeciwna” .
W
rzeczywistości zręczna polityka niemiecka, posługując się na przemian
głosami obwieszczającymi datę wejścia do UE i głosami wskazującymi, że
społeczeństwa zachodnie nie kwapią się z przyjęciem Polski do UE, daje
zespołowi pełniącemu obowiązki rządu polskiego,
argument na rzecz jak najdalej idącego spełniania wymagań na wyrost ze strony UE, a w
konsekwencji wyniszczania kondycji państwa i narodu polskiego.
To spełnianie wymagań umożliwia od strony formalnej Układ o stowarzyszeniu ze Wspólnotami
Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi, podpisany 16
grudnia 1991 r. przez nowo powołanego premiera Jana Olszewskiego. Układ
ten jest pilotowany przez dwóch Wysokich
Przedstawicieli Europejskich i jednoosobowo – przez
Prezydenta RP.
Wielokrotnie
postulowałem, także na łamach NPW,
palącą konieczność wypowiedzenia tego Układu, którą to możliwość
przewiduje z 6-miesięcznym wyprzedzeniem jego art. 118. Niestety, niejasne do końca stanowisko Episkopatu, ze
wskazaniem na poparcie dla wejścia do UE, praktycznie
niweczy szansę na taki krok, ratujący Polskę.
W tej
sytuacji należałoby się przynajmniej domagac zaprzestania
popierania przez Komisję Episkopatu ds. Rolnictwa dokumentu
pod nazwą Pakt dla Rolnictwa i Obszarów
Wiejskich, lansowanego usilnie przez p. M. Krzaklewskiego, w
obecności J.E. ks. biskupa Romana Andrzejewskiego i min. Artura Balazsa
dwukrotnie: raz 4 września 1999 r. i drugi raz 2 września .2000 r., z
okazji Dożynek na Jasnej Górze. Główny cel tego Paktu to
likwidacja zgodnie z planem Geremka ok.
80% gospodarstw wiejskich do końca 2002 r., dla spełnienia warunków
narzucanych przez UE w ramach ww. Układu. Marian Krzaklewski przedstawia ten plan, jako rzekomą
pomoc dla wsi, mimo iż sam jest w głównej
mierze odpowiedzialny za zniszczenie
ekonomiczne wsi, przez usunięcie barier
celnych, chroniących rolników polskich przed konkurencją z zagranicy.
Niestety,
zatwierdzenie przez Sobór Watykański II nieteologicznej
struktury Kościoła pod nazwą Konferencja Episkopatu (krajowa, regionalna, kontynentalna, ale na razie
jeszcze na szczęście nie światowa) spowodowało szkodliwy dualizm wewnątrz Kościoła. Obok normalnej pracy na
linii papież– biskup, proboszcz–wierny pojawiła
się praca Konferencji z jej Radą Główną, komisjami, podkomisjami,
sekcjami, głosowaniami, słowem potężna biurokracja, ustalająca, że
prawda jest przy nominalnej większości... albo przy silnych, zdecydowanych na wszystko osobowościach,
mogących poprzez podporządkowanie sobie opinii większości stawiać
sprzeciw samemu papieżowi i kontrować jego posługę.
Następcy św. Piotra. Kard. Józef Ratzinger naświetlił już częściowo ten problem
w końcu lat siedemdziesiątych w swojej książce „Raport o stanie wiary” (edycja polska - Pallotinum
1980, zaopatrzona przedmową ks. Józefa Kardynała
Glempa. Prymasa Polski).
Globaliści
puszczają w obieg prymitywny pogląd, że wejście Polski do UE uchroni
nas przed socjalkomunistami Dalekiego Wschodu (Chiny, Korea Północna,
Wietnam). Ale wszystkie te kraje są ostatnio błyskawicznie
rozpracowywane politycznie i gospodarczo przez USA w celu
okrążenia Rosji. Powraca schemat z czasów serdecznej,
naiwnej współpracy, najpierw niemiecko- -sowieckiej, potem
aliancko-sowieckiej, skazujących na zagładę II Rzeczpospolitą. Żadne
różnice ideologiczne nie powstrzymały wówczas tych koneksji i nic
dziwnego, bo na poziomie rządu światowego to tylko dwa jego różne
ramiona. Dlatego wejście Polski do UE nic
nie uratuje, a jedyne wyjście z sytuacji polega na upartym dążeniu do
samodzielności w Europie Środkowo-Wschodniej i gromadzenie wokół siebie
najbliższych, osamotnionych tak jak i my państw.
Mądra
samodzielnośc gospodarcza
W tej
sytuacji posłuchajmy, co papież Leon XIII pisze
w kwestii ludzi żyjących z pracy najemnej,
w encyklice Rerum
novarum:
„Pracownik,
jeśli będzie otrzymywał płacę wystarczającą mu na utrzymanie własne,
żony i dzieci, będzie to z pewnością, idąc za głosem rozsądku,
oszczędzał i będzie się starał, do czego sama natura wzywa, odłożyć coś
z dochodów, aby z czasem dojść do skromnego mienia. Widzieliśmy bowiem,
że sprawa, którą się zajmujemy, nie może być skutecznie załatwiona,
jeśli się świętości prawa prywatnej własności nie postawi jako zasadę
podstawową. Dlatego ustawodawstwo winno sprzyjać temu prawu, i w miarę
możności starać się, aby jaka największa liczba ludności chciała
własność posiadać.
Wypłyną stąd
wielkie korzyści, przede wszystkim sprawiedliwszy podział dóbr
materialnych. Gwałtowne walki społeczne podzieliły społeczeństwo na
dwie klasy i odgrodziły je głębokim przedziałem od siebie. Z jednej
strony jest warstwa przepotężna, bo przebogata, która panując nad całą
dziedziną przemysłu i handlu, wszystkie sposoby bogacenia się na własną
obraca korzyść i do swoich celów, i ponadto wielki wpływ wywiera na sam rząd w państwie.
Z drugiej
strony jest masa ludzi biednych i słabych, rozgoryczonych i zawsze
gotowych do walki. Otóż jeśli się rozwinie zapobiegliwość w
ludzie przez nadzieję posiadania kawałka ziemi, wówczas zniknie
przepaść między olbrzymim bogactwem i straszną nędzą, a jedna klasa
stanie się drugiej bliższa.
Ponadto
wzmoże się wydajność ziemi. Rośnie
bowiem w człowieku ochota do pracy i pilności, jeśli wie,
że na swoim pracuje; wnet przywiązuje się człowiek
serdecznie do ziemi, którą
pracą rąk własnych uprawia, spodziewając się od niej nie tylko
środków do utrzymania życia potrzebnych, ale jeszcze pewnego dostatku
dla siebie i dla swoich. I każdy przyzna, że to pobudzenie woli
ludzkiej walnie przyczynia się do wzmożenia wydajności ziemi i bogactwa
państw.
I wreszcie
trzecią korzyścią będzie, że łatwiej da
się utrzymać ludzi w państwie, w którym
ujrzeli światło dzienne[„Ojczyzna moja, to ziemia droga,
gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał Boga...” pisze
Maria Konopnicka – przyp. A. J. H.]; nie porzucaliby bowiem
ojczyzny, gdyby im dawała możność prowadzenia znośnego życia.
Lecz tylko
pod tym warunkiem wymienione korzyści staną się rzeczywistością, jeśli
prywatna własność nie będzie wyczerpywana przez nadmiar podatków i
ciężarów publicznych. Władza państwowa bowiem
nie może niszczyć prawa własności prywatnej, bo natura jest jego
źródłem, nie wola ludzka; może tylko jego używanie ograniczać i do
dobra ogółu dostosowywać. Działałaby więc niesprawiedliwie i niegodnie
gdyby z prywatnej własności ściągała w postaci podatków więcej, niż się
należy” (podkr. A. J.
H.)
Po 50 latach
prania mózgów przez materializm dialektyczny globaliści osiągnęli
upowszechnienie wrogości do własności prywatnej, lęk przed jej
odpowiedzialnym posiadaniem, wzmocniony przez wygnanie Polaków z Kresów
Wschodnich oraz zafałszowanie własności prywatnej, przez postawienie znaku równości między własnością akcyjną a
własnością prywatną.
Własność prywatna oznacza
posiadanie przez jedną i tą samą osobę różnych rzeczy, ale każdej
z nich w całości, w 100%. Jest to
zatem własność osobista
i z tego tytułu nazywa ją Leon XIII „świętą”.
Natomiast
własność akcyjna jest posiadaniem udziału, czyli prawa do pożytku z
części wspólnej własności, w określonym, procencie; udziałem w takiej własności handluje się na giełdzie i byłoby profanacją
nazywać ją świętą. Własności takiej przysługuje ochrona prawna
z mocy prawa stanowionego, natomiast własność
osobista, nawet jeżeli prawo stanowione, odmawia jej ochrony,
jest chroniona przez prawo naturalne i
w jej obronie można korzystać z obywatelskiego
nieposłuszeństwa, chyba, że prawo stanowi wywłaszczenie, oparte
na prawie naturalnym, uzasadnione dobrem
wyższego rzędu, jak np. bezpieczeństwo państwa, transport
kolejowy, energetyczny, itp. które służy całemu społeczeństwu.
Tak więc Pakt dla rolnictwa i obszarów wiejskich
ukrywa fakt, że najpierw przy pomocy
określonej polityki administracyjno - fiskalno-celnej,
prywatna, a więc osobista własność wiejska, odwieczna
ojcowizna, przestała dostarczać, mimo
pracy ponad siły rolnika i jego rodziny, środków na utrzymanie i pod
pretekstem pomocy proponuje sprzedaż tej
własności razem z prawem dziedziczenia (!)
państwu za bezcen, bo za czasowo podwyższą emeryturę. A z czego będą
pochodzić pieniądze na emerytury w Polsce, jeżeli wyprzedajemy majątek
do końca, a zagraniczni strategiczni inwestorzy wywożą
zyski z Polski, manipulując upadłościami, albo wprost zwalniają
Polaków z pracy, już bez żadnych osłon,
którymi ciągle jeszcze rząd mami naród ( por. „Rzeczpospolita”,
30.10.00).
Mieszkańcom
miast twórcy „Paktu” wmawiają, że
rolnik polski jest niewydajny, zacofany i
często produkuje „brudną” żywność. Ostatnio, na tle
niemożliwej do wyhamowania afery wściekłych
krów, Ministerstwo Rolnictwa dopuściło do stosowania w Polsce
pestycydy, wycofane w Danii już w 1997r.(„Nasz Dziennik”,20.11.00), co stwarza doskonały pretekst
do twierdzenia, ze rolnictwo polskie jest nieekologiczne, a więc
argument za Paktem.
Twierdzenie,
że rolnik polski jest niewydajny i zacofany,
jest nieprawdą – pisałem o
tym m.in. w NPW, Nr 5-6 z 1999 r., gdzie wykazałem na podstawie
materiałów rządowych, że wydajność ta jest
taka sama lub wyższa niż w UE, i to przy
nieporównanie niższej chemizacji. Natomiast to, że rolnik nie może się
utrzymać ze swoich dochodów, wynika z
określonej polityki rządu, która zmierza do tego, aby w ciągu kilku lat
zrobić z polskim rolnictwem to, co we Francji realizowano przez ponad
50 lat, a mianowicie zdziesiątkować ludność
rolniczą, a te jej resztki, które
pozostaną - pozbawić metodami „pokojowymi” prywatnej własności ziemi.
Według „Naszego Dziennika” (24.10.00)
„Zaprzestanie działalności rolniczej i przekazanie gospodarstwa o
powierzchni (użytków rolnych) - co najmniej 5 ha - na rzecz już
istniejącego, co najmniej 15-hektarowego gospodarstwa, to jeden z
podstawowych warunków otrzymania renty strukturalnej . Wynosić ma ona
,.5 minimalnej emerytury i obowiązywać do osiągnięcia przez rolnika
wieku emerytalnego, maksimum 5
lat...osoba, na rzecz której przekazywane jest gospodarstwo, powinna
mieć wykształcenie rolnicze...” – takie są propozycje ustawowe na
koniec października.
Do
najwybitniejszych Polaków czasów nowożytnych, głęboko podchodzących do
kwestii wsi polskiej, należą w kolejności urodzenia: prof.
Feliks Koneczny, ks. Prymas Stefan kardynał Wyszyński oraz Ojciec Święty Jan Paweł II. Wszyscy oni postrzegają
sprawiedliwość chrześcijańską wobec ludu wiejskiego za
kluczową kwestię w polityce społecznej. I tak Koneczny w
swoim dziele Święci w dziejach narodu polskiego
pisze:
„Według
uchwał Synodu Łęczyckiego, przynajmniej w kościelnych
dobrach najuboższy człowiek mógł się odezwać: nie masz prawa! Jeśli
chcesz, zapłać, a poproś abym ci sprzedał! Nabycie prawa wobec księcia
było czymś tak wielkim, że uboższa ludność śmiała o tym zamarzyć. To
było zdobyczą Kościoła i jego darem dla podwładnej mu ludności, a darem
nie tylko materialnym, lecz i moralnym, bo nic tak nie podnosi osobistej godności człowieka, jak świadomość,
że się ma prawo, ze się nie jest niewolnikiem i igraszką zachcianek
silniejszego...”
A ks. Prymas
Wyszyński mówi tak:
„W 1180 r.
odbywał się synod kościelny w dalekiej Łęczycy. Błogosławiony Wincenty
Kadłubek opisuje w swojej „Kronice” owoce pracy tego
Synodu, który między innymi zajął się poprawą bytu ludności rolniczej i pracującej na roli. Można
powiedzieć, że tak zwana „sprawa chłopska”, która
stała się głośna w wieku ubiegłym i obecnym, została właściwie
zapoczątkowana już w pismach Wincentego Kadłubka...”
O trosce Jan
Pawła II o wieś polską nie muszę tu przypominać, mamy ją świeżo w
pamięci. O tym zaś, co zgotowała międzynarodówka globalistów Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II w 22 rocznicę
pontyfikatu, a wcześniej obywatele Polski, wiemy
również na świeżo wszyscy.
Feliks
Koneczny był w czasach oficjalnego socjalkomunizmu zakazany, obecnie
jest przemilczany lub marginalizowany. Ks. Prymas Wyszyński był
więziony, a skoro za życia nie można Go było złamać, odczekano w
milczeniu 19 lat po śmierci i nakręcono film mający na celu odwrócenie
uwagi od całego Jego dzieła i osobiste ośmieszenie. Wiodącą treścią
filmu są metody pracy UB, przy czym dla większej sensacji
wymyślono sobowtóra, a zarazem pokazano, jakoby Prymas miał
podsłuchiwać pracowników UB (!). Uchwalony jednomyślnie przez Sejm Rok
Kardynała Stefana Wyszyńskiego ma być zasłoną dymną. Ten, który
najmocniej w XX w. bronił ziemi polskiej w polskich rękach, ma być
teraz użyty jako parawan do walki z
rolnikami. Posłuchajmy zatem, co mówił o swojej posłudze prymasowskiej
podczas wizyty duszpasterskiej w Niemczech, 23 września 1978 r. (razem
z ówczesnym kardynałem Karolem Wojtyłą), do Polonii Niemieckiej:
„Jest to
przede wszystkim ta sama Polska, która przez wieki trwa na darowanej
jej przez Ojców - ziemi, pełnej doli i niedoli, ale wierna Stwórcy i
Ojcu Narodów. Niełatwo
trwać na tej ziemi ojczystej. Wiecie to zwłaszcza wy, rolnicy, którzy z
dziada na ojca i syna, z trudem podejmując zadania, uprawialiście swoje
zagony.
Nie jest
łatwo uprawiać Zagon Ojczysty. Ale ktoś to musi czynić. Ktoś musi
dochować obowiązku wierności. Nieraz pytają mnie biskupi różnych
krajów: dlaczego nie przyjeżdżasz do nas? Odpowiadam: moim obowiązkiem
jest przede wszystkim czuwać nad Kościołem świętym
w Polsce, razem z biskupami i kapłanami. Niemalże wyjątkiem w moim trwaniu przy Kościele w Polsce jest
przyjazd do Was, Najmilsi. Możecie zrozumieć, jakim uczuciem się kieruję. Wiedzcie
więc, że jest to ta sama Polska, chociaż z trudem żyjąca, ciężko
pracująca - Polska Waszych pradziadów, dziadów i ojców, i Wasza. Ona
nadal pozostaje Waszą własnością, chociaż
dzieje i losy postawiły Was w innych warunkach.
Jest to
Polska chrześcijańska, zawsze wierna Kościołowi, a dziś zahartowana
ciężkimi zmaganiami o dochowanie wiary Bogu Żywemu, Jezusowi
Chrystusowi, Jego krzyżowi
i Ewangelii, Kościołowi i Jego Pasterzom...
Polska
oczekuje od Was wierności mowie ojczystej i naszym zaszczytnym dziejom
- pełnym, ducha pokoju i poczucia wolności - kulturze rodzimej,
narodowej religijnej. Chociaż musicie posługiwać się różnymi językami,
pamiętajcie, że pierwsze słowa, które usłyszeliście, to słowa matki
wypowiedziane nad waszą kołyską.
Polska
oczekuje od Was zachowania Dumy Narodowej,
która każe Wam wszędzie pamiętać, z jakiego pnia dziejowego
wyrośliście, jakim duchem się rządzicie, pełni uczuć miłości
społecznej, pokoju i sumienności. Oczekuje, abyście umieli brać od
świata to, co wartościowe, odróżniać zło od dobra, „nie dając się
zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężając”. Niech Wasza Duma Narodowa nie pozwala Wam dawać złego przykładu!” (podkr.
A. J. H.).
Wyniki
wyborów, nie tylko prezydenckich, pokazują, ze wieś
jest politycznie najbardziej niezależna od wpływów
globalistycznych, poprzez materializm dialektyczny
stopniowo opanowujących kolejne
środowiska. Trzeba teraz rzucić hasło: „Rolnik
polski nie sprzedaje ziemi za żadne
pieniądze!” W XIX w. Niemcy usiłowali wykupywać ziemię od
rolników polskich, ale im się to nie udało, bo napotkali na
spontaniczny, ale zorganizowany opór. Dziś Niemcy
podstawiają jako kupców Polaków, obojętnie czy to w spółkach na Pomorzu
Zachodnim, czy to poprzez sterowanie polityką
rządu
Losy Polski
rozstrzygną się na wsi, bo jeżeli wieś się obroni,
to uratuje całą Polskę przed
wejściem do UE. Pamiętajmy jednak, że wszelkie
nasze wysiłki bez pomocy Bożej będą daremne.